RSS
piątek, 06 lipca 2018

Władcy naszego życia, po zmianach w sądownictwie (odwoływaniu prezesów sądów bez podania przyczyn), w KRS-ie, przejęciu prokuratury, postanowili następnie zmienić nam ordynację wyborczą, a w ostatnich dniach przejąć również kontrolę nad Sądem Najwyższym, czyli instytucją akceptującą ważność wyborów.

Dlaczego chcą to zrobić? Oczywiście po to, żeby zwiększyć swoje szanse na wygraną w najbliższych wyborach samorządowych i do Europarlamentu. Bo jak rządzić, to wszystkim. I wszędzie – od najmniejszych powiatów i gmin, do miast, miasteczek, aż po całą Polskę. A prawo do tego daje im, ponoć, wola suwerena – tego suwerena, który zagłosował na nich w ostatnich wyborach parlamentarnych w niecałych 38 procentach, a w 19, którzy byli w ogóle uprawnieni do głosowania! Z czego wynika, że wyborcy PiS to jeszcze nie całe społeczeństwo, a jedynie niecałe 20% uprawnionych do głosowania, tym samym nie może być mowy o całym narodzie, a jedynie o jego piątej części. Powtarzanie więc kłamstwa o poparciu całego społeczeństwa dla ich demolki systemu demokratycznego niewiele tak naprawdę ma wspólnego z prawdą. Obiektywną prawdą!

Dzisiaj jest tak, że nie ma już niezależnej  Krajowej Rady Sądownictwa, nie ma Trybunału Konstytucyjnego, tzn. on jest, tyle że jako ubezwłasnowolniony w ogóle nie wykazuje oznak życia; nie istnieją pluralistyczne, wolne od politycznych nacisków niezależne publiczne media, tak jak nie ma również sejmu i senatu, co daje taki efekt, że nie mamy w ogóle opozycji parlamentarnej. Co więc jest na to miejsce? Jest oczywiście Prawo i Sprawiedliwość! Ugrupowanie, które w dwa i pół roku zrobiło z tego kraju czarną owcę Unii Europejskiej; które obiecuje wszystko wszystkim bez umiaru, czyli, krótko mówiąc, złote góry w zamian za przyzwolenie na totalną władzę. I obiecuje niejako każdemu według jego potrzeb. Swoich również. A może przede wszystkim swoich! Choćby w postaci intratnych synekur dla członków własnych rodzin i swoich zwolenników.

Nie chcę potępiać wszystkiego w czambuł, co dotychczas zrobiło Prawo i Sprawiedliwość, jednak jestem zmuszony ich krytykować, ponieważ negatywy ich działalności skutecznie przysłaniają jakiekolwiek pozytywy.

Niewykluczone, że obecne rządy nie byłyby tak fatalne, gdyby nie były tak bardzo zideologizowane. A dowodem na to jest chęć podporządkowania sobie wszystkiego, co nosi jakiekolwiek znamiona suwerenności. Dodatkowo do tej ideologizacji dochodzi jeszcze jedna rzecz – idea stworzenia nowej postaci Polaka: takiego religijnego patrioty – idioty, który zamiast niezależnego myślenia będzie miał zakodowane podporządkowanie władzy – zarówno tej państwowej – w obszarze prawa cywilnego, jak i tej kościelnej – w obrębie naszej duchowości. To jest nadrzędny cel obecnej władzy – stworzenie społeczeństwa bezmyślnego, biernego, ale, co najważniejsze dla nich, do bólu wiernego! Takiego szytego na ich miarę.

Tyle tylko, że każde tego typu rządy, niezależnie od ideologii, a także czasu i miejsca ich trwania, w dłuższym przedziale czasowym są nie do zaakceptowania przez większość społeczeństwa. A powód tego jest niezwykle prozaiczny, za to zasadniczy: tego typu rządy naznaczone są pragnieniem powszechnej akceptacji tego wszystkiego, co rządzący wymyślą, bez względu na to, czy jest to dobre dla większości, czy nie. A przecież kochać nie można wszystkiego, więcej – kochać tego samego nie mogą wszyscy! Więc taka polityka wcześniej czy później musi przynieść krach. Istotne w takiej sytuacji jest to, żebyśmy wszyscy, jako społeczeństwo, nie zapłacili za to potwornie wysokiej ceny. Bo że przyjdzie nam za to zapłacić, to pewnik taki sam, jak matematyczne aksjomaty.

Tekst ten zakończę cytatem z listu S. Mrożka do L Tyrmanda:

(…) Przeklęci niech będą, którzy nas oddzielają od naszego Domu, skunks się w nim zagnieździł, jakim prawem wystawił sobie legitymację, że tylko on jest Polakiem. Prawem śmierdziela?

06.07.2018 r.

08:59, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
sobota, 30 czerwca 2018

Piłkarskie mistrzostwa świata, które, co prawda, jeszcze trwają, ale już bez naszego w nich udziału, były dla nas nie tylko nieudane, one były wręcz koszmarne! Dlatego żeby sobie poprawić nastrój, postanowiłem zrobić dzisiaj wpis lekki i przyjemny. Zatem kilka moich myśli, które w ostatnim czasie pojawiły się w mojej biednej głowie.

1.Patrzę i patrzę i, kurcze, nic nie widzę. I konstatuję z bólem że nie widzę, bo zwyczajnie jestem ślepy! Dlatego właśnie nie wierzę już nawet własnym oczom.

2.Dzisiaj, po raz kolejny zresztą, wybrałem się na słońce. Za środek lokomocji posłużyła mi jedynie motyka. Przynajmniej we wczesnej fazie podróży, która zakończyła się, co było do przewidzenia, niezmiernie szybko. Dlatego postanowiłem nie wybierać się tam już nigdy więcej. Zostawiam więc słońce w spokoju! Niech sobie będzie. Wolność Tomku w swoim domku.

3.Zwierzenie pijaka: Piłem, piję i pić będę! Bo prawdziwy mężczyzna nie może się odwodnić – taka jest prawda.

Na koniec fraszka. Taka trochę do śmichu.

          Niemalże ludowy trybun

    Zdolności przywódcze –

    Ma jedynie po wódce.

A jakby śmiechu było mało taki jeszcze mały dodatek w postaci lapidarnego dialogu:

– O co pytasz?

– Pytam, jak u ciebie z orgazmami.

– Z orgazmami? A jak ma być – normalnie.

– Co znaczy normalnie? Możesz mi wytłumaczyć?

– No, jest tak, jak z moczem: obu nie trzymam.

30.06.2018 r. 

12:29, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 26 czerwca 2018

Nigdy nie jest tak, że przechodzimy przez życie bezbłędnie, każdy z nas robi błędy. Jedni popełniają ich więcej, inni mniej - jak w szachach. Adam Nawałka również je popełnia, ale jako że jest trenerem naszej reprezentacji piłkarskiej, więc popełnia je również jako jej selekcjoner. Jakie to błędy? Według mnie polegają one przede wszystkim na opieraniu składu kadry na piłkarzach, którzy wywalczyli awans na mistrzostwa i to bez względu na ich aktualną formę. Czyli robi to, co swego czasu zrobił J. Engel na mistrzostwach świata w Korei.

Nie będę się tutaj wyzłośliwiał i pastwił nad trenerem i reprezentacją, bo to i tak nic nie da – mleko się rozlało, tym bardziej że, mam wrażenie, było ono i tak już mocno zsiadłe. Dlatego powiem tak: każdy z nas przyzwyczaja się do czegoś – jedni do ścieżki, którą podążają do pracy przez długie lata, inni do kawy czy herbaty w miłym miejscu i czasie z ludźmi, z którymi chcą przebywać, a jeszcze inni do pewnych rytuałów i przesądów. Adama Nawałka, jak wiadomo, należy do tej ostatniej grupy ludzi – oprócz wielu przesądów przyzwyczaił się również do piłkarzy, obdarzając wielu z nich zbyt dużym zaufaniem, które wynikało zarówno z jego lojalności – co jest niezmiernie chwalebne – jak i właśnie z przyzwyczajenia, co jest już, jak się okazuje, nie po raz pierwszy zresztą (przykład rzeczonego wyżej Engela) – zjawiskiem negatywnym. A jest takim, ponieważ takie podejście do zagadnienia rozmydla obraz rzeczywistości i tego, na co stać piłkarza w danym momencie.

Nawałka zbudował swego czasu dobrą reprezentacje, która awansowała na mistrzostwa Europy, gdzie grała bardzo dobrze i doszła do ćwierćfinałów, choć uczciwie należy przyznać, że mogła jeszcze dalej. Następnie wygrała grupę eliminacyjną do mistrzostw świata w Rosji i tutaj, niestety, noga się powinęła. Ale, jak napisałem wyżej – każdy popełnia błędy – oczywiście oprócz tych, co nic nie robią – i, co najważniejsze, ma do tego naturalne prawo! Podobnie jak i my mamy do nich prawo i z tego korzystamy pełnymi garściami!

Oczywiście, trener zabrał do Rosji nie wszystkich tych, którzy zasługiwali na to, aby tam się znaleźć (Wilczek), albo byli tam, a nie grali (Kurzawa, Fabiański), gorzej, że znaleźli się w niej również tacy, których być nie powinno (pisałem o nich w tekście poniżej: S. Peszko, A. Jędrzejczyk czy Ł. Teodorczyk ). Jakby mało było nieszczęść w postaci złych decyzji trenera w kadrze znaleźli swoje miejsce również piłkarze ewidentnie bez należytej formy – jak choćby Pazdan, Piszczek czy A. Milik. Przykre jest to dla mnie tym bardziej, że bardzo ich cenię i lubię.

Co teraz? – należałoby zapewne zapytać. Cóż, odpowiedź wydaje mi się w miarę prosta: Adam Nawałka nadal powinien trenować kadrę! I nawet nie dlatego, że byłyby trudności w znalezieniu na naszym podwórku równie zdolnego trenera, bo niewykluczone, że taki by się znalazł, ale dlatego, że człowiek najlepiej uczy się na własnych błędach. Myślę, że A. Nawałka ma świadomość, jakie to błędy i gdzie je popełnił, i co w związku z tym trzeba zrobić, aby w przyszłości nie było tak upokarzającego blamażu, z jakim mamy do czynienia właśnie dzisiaj. Dlatego, gdyby to ode mnie zależało, zostawiłbym go na tej posadzie, pamiętając przy tym jednocześnie, ile dobrego zrobił dotychczas dla naszej piłki.

A tak w ogóle nie przesadzajmy – przegrana w mistrzostwach w tzw. piłce kopanej, to tak naprawdę żadne trzęsienie ziemi czy też inna potworna katastrofa. Należy zachować dystans, bo od tego, czy chłopaki przegrają czy wygrają nie zależy nasze życie – ani nie będziemy zdrowsi, ani też nie przybędzie nam dawno utraconych włosów, czy zębów.

26.06.2018 r.

14:39, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
środa, 20 czerwca 2018

Wczoraj miał miejsce długo oczekiwany pierwszy mecz naszej reprezentacji piłkarskiej na mistrzostwach świata w Rosji z Senegalem i jedyne, co chciałoby się o nim powiedzieć, to jedynie tyle, że się właśnie odbył. Niestety.

Mógłbym tutaj oczywiście pastwić się nad naszymi reprezentantami, mógłbym być zgryźliwie ironiczny, tylko po co i co by to dało, kiedy człowiekowi jest zwyczajnie smutno i przykro po tak żenująco słabym spotkaniu. Stało się i się nie odstanie. Mleko się rozlało, czy też musztarda po obiedzie, a ściślej: przegraliśmy po bezbarwnej grze, a co gorsza – bez walki. Na szczęście to tylko jedna bitwa, nie cała wojna, więc, póki co, istnieje nadal realna szansa na awans do dalszego etapu rozgrywek.

Obejrzałem sobie dzisiaj kilka wypowiedzi naszych kibiców i szczególnie spodobała mi się jedna z nich, w której młoda kobieta podsumowała występ naszej drużyny mniej więcej tak, trafiając zresztą idealnie w sedno: widowisko mi się podobało, mecz dużo mniej. Graliśmy słabo, ale strzeliliśmy trzy bramki: Cionek, Krychowiak i Szczęsny. Szkoda tylko, że nie wszystkie były dla nas i nie dały nam zwycięstwa. Od siebie dodam może jeszcze to: Panie Wojtku – jeżeli chce pan grać w polu, nich pan porzuci rolę bramkarza. Wtedy interwencje blisko połowy boiska będą miały większy sens i swoje uzasadnienie.

Czy to koniec marzeń dla nas na tych mistrzostwach? Oczywiście nie. Tyle tylko, że teraz należy wygrać dwa następne mecze i zerkać na pozostałe rozstrzygnięcia w naszej grupie.

A tak w ogóle, to wiele drużyn zawiodło w swoich pierwszych spotkaniach. Oprócz Polski fatalnie zaprezentowali się Szwedzi, nie lepiej Duńczycy, słabo wypadli Serbowie, Anglicy nie zachwycili, a Niemcy też nie pokazali zbyt wiele. Podobnie zresztą jak Francja. Dlatego należy pamiętać, że jest to jednak długi turniej i wygra go ten, kto zachowa najwięcej sił, świeżości i regularności. Błysk, choćby najpiękniejszy w pierwszym meczu jeszcze niczego nie załatwia i o niczym definitywnie nie decyduje.

Oby nasza reprezentacja w następnym meczu weszła na właściwe dla siebie tory i zagrała to, do czego przyzwyczaiła nas w ostatnich latach.

20.06.2018 r.

16:42, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
piątek, 15 czerwca 2018

Jakiś czas temu użyłem w tym miejscu sformułowania, że – chce mi się rzygać na ten kraj! Użyłem tych słów w odniesieniu do tekstu z dnia 22.11.2014 r. zatytułowanego: Wybory – wierzchołek pewnej góry. Niestety, nic się nie zmieniło od tamtego czasu w moich mentalnych odczuciach – nadal, ilekroć obserwuję nasze życie, chce mi się właśnie rzygać. Tym razem jednak ów wymiot związany jest z pożarami składowisk śmieci – w tym z wieloma nielegalnymi! – z którymi mieliśmy w ostatnim czasie do czynienia niemal w całej Polsce. Teraz, co prawda, pożary wygasły, problem jednak pozostał. I to kolosalny!

Pytanie, jakie się tutaj pojawia, brzmi: Dlaczego ten problem w ogóle się pojawił? Odpowiedź jest niezwykle prosta: ponieważ od początku lat 90-tych kwestia śmieci sprowadzanych z Zachodu była wręcz ostentacyjnie przez polityków lekceważona, co jest zresztą jeszcze jednym jaskrawym przykładem i dowodem na to, jak bardzo politycy wszelkiej maści, od prawa do lewa, mieli nas i nasze zdrowie w dupie. To jest jednak dopiero jedna strona medalu, drugą jest, jak zwykle w takich sytuacjach, kwestia finansowa. Nie od dzisiaj przecież wiadomo, że z tego procederu zyski są wręcz ogromne! Co prawda, śmieci śmierdzą, ale szmal z tego procederu już niekoniecznie, w myślę zresztą przysłowia cesarza Wespazjana: pecunia non olet. Dlatego różnego autoramentu cwaniaki się bogacili, a problem narastał: śmieci wwożono do kraju tonami! Z reguły zapewne w sposób zupełnie niekontrolowany.

Gdy się jednak głębiej nad tym zastanowić, to należy dojść do wniosku, że tak naprawdę nie jest to znowu wcale takie dziwne, szczególnie, gdy się weźmie pod uwagę fakt, iż od niemal trzydziestu lat mamy do czynienia z wieloma dziadowskimi rozwiązaniami prawnymi.

Nie chcę oskarżać obecnej ekipy rządzącej o zaniedbania w tym obszarze naszego życia, ponieważ nie tylko oni pokpili tutaj sprawę. Tak jak napisałem wyżej – problem był jawnie i ostentacyjnie olewany przez wszystkie dotychczasowe ekipy rządzące i trzeba było dopiero nieszczęścia w postaci masowych pożarów tych niebezpiecznych dla zdrowia składowisk, żeby śmierdzącym problemem zajęli się posłowie, czyli władcy naszego życia i śmierci. Oczywiście, świetnie że w ogóle w końcu to zrobili, wiadomo jednak jednocześnie o tym, że zrobiono to o przeszło ćwierć wieku za późno!

Kto za utylizację tych śmieci dzisiaj zapłaci? Naturalnie my wszyscy, czyli polskie społeczeństwo! Bezpośrednio jednak największe straty, bo zdrowotne, poniesie społeczność lokalna. A zrobi to zdrowiem swoim i swoich dzieci. Bo to, co się na tych składowiskach śmieci znalazło, to niemal cała tablica Mendelejewa. Począwszy od najbardziej rakotwórczych związków do najsilniejszych trucizn, powodujących nawet uszkodzenia w naszym DNA!

15.06.2018 r. 

06:12, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 12 czerwca 2018

Singapur. W końcu doszło do spotkania prezydenta USA D. Trumpa z przywódcą Korei Północnej Kim Dzong Unem. Cel spotkania: rozbrojenie atomowe państwa koreańskiego. Czy do tego dojdzie? Pożyjemy – zobaczymy. Na dzisiaj sprawa, ku zaskoczeniu wielu obserwatorów życia politycznego wygląda niezwykle pomyślnie.

Ja również nie wiem, czym się zakończy niniejsza polityczna randka. Jak zawsze jednak istnieją dwa wyjścia: albo nasza przyszłość zabarwi się na różowo, tzn. dojdzie do denuklearyzacji Półwyspu Koreańskiego, albo nie zmieni się nic i nadal będzie obowiązywać status quo, czyli szantażowanie świata zachodniego przez Kim Dzong Una.

Osobiście przyznaję, że postawą Kima tak bardzo zaskoczony nie jestem. Z jednego prostego powodu: jego dotychczasowa retoryka wojenna powodowana była jednym aspektem: wewnętrznym umocnieniem swojej pozycji. On musiał być niejako krok przed armią po to, żeby nie zostać przez nią któregoś dnia usuniętym ze stanowiska w wyniku zamachu stanu. Gdy to zrobił, gdy uzyskał zaufanie w swoim najbliższym otoczeniu, gdy opanował armię, postanowił zrobić to, co zamierzał chyba od początku swojego urzędowania.

Dlaczego tak uważam? Myślę, że tutaj również odpowiedź jest niezwykle prosta i logiczna: jeżeli myślał o komunizmie, o jego ratowaniu, to musiał również spojrzeć na przykłady, zarówno sąsiednich Chin, jak i Rosji, w końcu kolebki tej ideologii, która jednak odeszła od tego krwawego ustroju. Więcej – w ostatnim czasie nawet Kuba zaczęła się powoli otwierać na świat. Jemu w tej sytuacji nie pozostało nic innego, jak w końcu zdecydować się na zmiany. Jeżeli nie chciał wylądować w jakimś geopolitycznym zoo.

To, że na naszych oczach dochodzi do wydarzenia wyjątkowego i historycznego – dla nikogo chyba nie ulega wątpliwości, pytanie jednak, jakie się tutaj pojawia, brzmi: czy intencje przywódcy koreańskiego są rzeczywiście szczere, czy jedynie poprzez zmiękczenie swojego stanowiska chce on coś wytargować i wrócić na swoją wcześniejszą pozycję – straszaka światowego pokoju.

Jestem pewien, że Kim Dzong Un gra jednak w otwarte karty. Oczywiście, nie może być tak, że rozbroi się za darmo. Niewykluczone, że zażąda np. usunięcia z półwyspu koreańskiego wojsk amerykańskich lub chociaż ich ograniczenia. To wszystko wyjdzie jednak dopiero w trakcie politycznego prania. Ważne, żeby D. Trump, jako człowiek postępujący nie tylko nieszablonowo, ale też nieobliczalnie, tej szansy nie spieprzył; żeby dotarło do niego, jak potwornie niebezpieczną pracę musiał wykonać na swoim podwórku Kim Dzong Un, żeby znaleźć się w tym miejscu, w jakim dzisiaj obaj panowie się znajdują i żeby ten drugi nie martwił się podczas tych rozmów tym, że pod swoją nieobecność w kraju zostanie ogłoszony zdrajcą, a następnie pojmany i rozstrzelany.

D. Trump posiada dzisiaj genialną wręcz szansę, jakiej nie mieli jego poprzednicy, szansę na gigantyczny sukces historyczny! Dlatego cholernie ważne jest, żeby to zrozumiał i nie spieprzył tego swoim nieodpowiedzialnym zachowaniem, co, jak wiadomo, jest niejako jego znakiem firmowym.

12.06.2018 r. 

11:26, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
piątek, 08 czerwca 2018

Powinienem jednak napisać – po powołaniach: dwudziestu trzech zawodników może spać spokojnie – jadą na mistrzostwa świata. Niestety, niewykluczone, że oprócz K. Glika, który na treningu doznał kontuzji barku, co może go wykluczyć z turnieju w Rosji. Jakkolwiek jednak potoczy się dalej jego historia, pojawia się tutaj pytanie, czy rzeczywiście jest to najlepsza kadra na jaką nas było w tym momencie stać? Być może. Trener tak wybrał i należy to zaakceptować. Co nie znaczy, że nie powinno się z tym dyskutować. Ja taką polemikę właśnie podejmuję. I nie dlatego, że diametralnie nie zgadzam się z A. Nawałką. Jeżeli mam odmienne zdanie, to jedynie w bardzo wąskim zakresie i tylko dlatego, że w kadrze dostrzegam zawodników, których w niej być nie powinno. A to, tak uważam, oprócz kontuzji Glika, kolejne bardzo poważne osłabienie naszej reprezentacji. I jeżeli nawet nie większe, to co najmniej porównywalne z ewentualną nieobecnością filaru polskiej defensywy.

Z reguły nie wypowiadam się kategorycznie o innych ludziach, ponieważ tak naprawdę niewiele się wie na temat drugiego człowieka, jego sytuacji, uwarunkowań, nie zna się powodów takich a nie innych decyzji, zachowań. W tym jednak przypadku sprawa przedstawia się inaczej. Nie chodzi bowiem tutaj o kogoś, kto podjął jakąś złą decyzję, czy też niewłaściwie się zachował, w tym konkretnym przypadku chodzi o nasze emocje i nadzieje związane z naszą piłkarską reprezentacją!

Jacy to piłkarze, którzy według mnie nie powinni się znaleźć w naszej kadrze na mistrzostwa świata? To triumwirat: A. Jędrzejczyk, S. Peszko i Ł. Teodorczyk. I mimo że w zasadzie, jak wspomniałem wyżej, z reguły staram się wypowiadać powściągliwie o innych ludziach, to jednak tutaj zwyczajnie nie chciałem i nie potrafiłem tego zrobić. Uważam bowiem, że właśnie ci ww. zawodnicy więcej mogą przynieść reprezentacji szkody, niż pożytku. Oczywiście, chciałbym się mylić, tyle że, niestety, dotychczasowe poczynania tych panów na boisku  nie nastrajają zbyt optymistycznie. I nie chodzi mi tutaj o piłkarskie umiejętności tych panów, rzecz bardziej w ich cechach mentalnych i w tym, co tak naprawdę mogą dać drużynie narodowej. A dać mogą, niestety, albo bardzo niewiele, albo w ogóle nic. Dlatego ich obecność w kadrze uważam za nieporozumienie, a tym samym jej duże osłabienie.

Nie będę się tutaj rozpisywał w jakiś szeroki sposób na temat tego, dlaczego tak właśnie postrzegam ww. zawodników, napiszę jedynie tyle: S. Peszko, oprócz tego, że przez cały sezon w lidze prezentował się słabo, to na dodatek jest diablo nieskuteczny – co ze śmiechem zauważył już kiedyś Ł. Podolski, gdy się o nim wypowiadał jako napastniku. Dodatkowo i, co najważniejsze, w ferworze walki jego mózg tak się grzeje, że nierzadko idiotycznie fauluje, a wtedy – uchowaj nas, Opatrzności, przed ewentualnymi konsekwencjami jego głupoty!

Z kolei Ł. Teodorczyk, to dla mnie zwykły boiskowy bandzior, który zachowuje się niczym hokeista, tyle że na boisku trawiastym – nierzadko mało brakuje, aby zaraz zaczął się bić. Ja rozumiem rywalizację, nie oddawanie pola rywalowi, ale prawie że bandyterka na boisku jest przeze mnie nie do zaakceptowania. To samo zresztą tyczy się A. Jędrzejczyka. On również nie jest szczególnym geniuszem intelektu i niewiele mu trzeba, żeby zrobił na boisku coś głupiego.

Oczywiście te moje obawy nie muszą się wcale spełnić, tym bardziej, gdy żaden z nich nie wybiegnie na boisko. Niemniej gdy dostaną szansę, to… Powiem krótko: oby jednak moje słowa nie zamieniły się w paskudne proroctwo.

08.06.2018 r.

14:50, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 03 czerwca 2018

W zdecydowanej większości ludzie sądzą, że Bóg stworzył świat. Ba – wszechświat! Jaki Bóg i czy sam, w pojedynkę to zrobił, czy w jakiejś mniejszej czy też większej spółce, osobiście nie wiem, inni, oczywiście, wiedzą i to niezależnie od wyznawanej religii. Czy jednak ta zdecydowana większość ludzkości ma rację, bo wie więcej, zna prawdę w zakresie naszego bytu, która została im objawiona w jakiś cudowny i niepodważalny sposób? Otóż nic bardziej mylnego i złudnego! Wiedzą tyle, co ja, albo jeszcze mniej. I właśnie miedzy innymi dlatego im nie wierzę!

Gdyby jednak przyjąć ich punkt widzenia, to znaczy uznać za pewnik, że Bóg stworzył, zapewne przy pomocy czarodziejskiej różdżki niczym David Copperfield, cały niepojęty dla nas wszechświat, a następnie w niektórych miejscach tego właśnie wszechświata zainicjował życie, znaczyłoby to tyle, że wszystkie planety mają na siebie wpływ, podobny do tego, jaki posiadają dwie gwiazdy – księżyc i słońce na naszą ukochaną ziemię. Bo one przecież ten wpływ mają, czego ewidentnie od tysiącleci dowodzi nie tylko nauka, ale w ogóle zwykłe życie.

Nie chodzi mi w tym momencie o to, że Jowisz np. pełni rolę pewnego rodzaju „ochroniarza” naszej planety i zbiera zdecydowaną większość uderzeń od zabłąkanych w przestrzeni kosmicznej „śmieci” w postaci meteorytów czy asteroid, chodzi bardziej o wpływ poszczególnych planet na nasze zachowanie w skali indywidualnej, w skali szerszej, zbiorowej natomiast, chodzi o wpływ, który dotyczy całych społeczeństw, czy też w jeszcze większym wymiarze całej ludzkości!

I tak na przykład Saturn, który z końcem ubiegłego roku roku wszedł w znak Koziorożca i będzie tam przebywać przez następne trzy lata, do końca 2020, właśnie zacieśnia swoją koniunkcję z Plutonem, a apogeum swojego szkodliwego oddziaływania na skutek ich nieharmonijnego układu przypadnie na styczeń 2020 roku. Więcej – obie rzeczone wyżej planety znajdowały się już wcześniej w koniunkcji, gdy wybuchła I wojna światowa w 1914 roku, druga natomiast podczas ich kwadratury! Ten niezwykle negatywny układ zaistnieje również właśnie w styczniu 2020 roku, co zderzy się z drugim niezwykle niekorzystnym oddziaływaniem na nas – tym razem Urana, który w chwili obecnej znajduje się w znaku Byka i będzie tam przebywał przez kolejnych siedem lat. Zresztą, ta planeta była w podobnej konfiguracji również w przeszłości – w latach 1934-1942, co, jak wiemy z historii, zakończyło się wybuchem drugiej wojny światowej. Niestety, ten nieharmonijny układ planet sprzyja zarówno nieobliczalnej działalności człowieka, jak i niszczycielskiej sile natury. Dlatego i tym razem układ ten grozi nam powodziami, erupcjami wulkanów, dążeniami do rządów autorytarnych (z czym mamy już przecież do czynienia), a w konsekwencji również i zbrojnymi konfliktami.

Dlaczego o tym piszę? Ponieważ, jeżeli jest tak, jak napisałem wyżej o tych niekorzystnych koniunkcjach czy kwadraturach pewnych planet, to znaczy, że ten, który cały ten zgiełk stworzył, a o którym różnej proweniencji fachowcy z ogromną pewnością siebie rozprawiają jako o Bogu niezwykle miłosiernym, jest zwyczajnym okrutnikiem; bo wychodzi na to, że wiedząc, co czyni, bawi się naszym kosztem! Jeżeli jest jednak inaczej, to znaczy, że świat, więcej – cały wszechświat, jak i życie, jakiekolwiek i gdziekolwiek, pojawiło się tylko dlatego, że powstały ku temu odpowiednie okoliczności. Zawsze bowiem tam, gdzie pojawiają się odpowiednie ku temu warunki i okoliczności, jest duża szansa na pojawienie się właśnie życia. Niezależnie od jego formy. I nie trzeba do tego jakiegokolwiek Boga, jako protezy tłumaczącej naszą egzystencję.

Reasumując – sam jestem ciekaw, czy tym razem znów  się „coś” wydarzy w styczniu 2020 roku, czy też planety nam „odpuszczą”, to znaczy, według bogobojnych, czy ów Bóg nam odpuści. I bynajmniej nie chodzi o nasze winy, a o to, czy tym razem uda się nam przejść suchą stopą przez jakąś potencjalnie historyczną pułapkę, czy też pułapki.

Ament.

03.06.2018 r.

06:01, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
środa, 30 maja 2018

Jakiś czas temu, całkiem jednak niedawno, napisałem w tym miejscu, że stan, w którym się znajdujemy jest prostą konsekwencją zaniechań poprzedników dzisiejszych Panów i Władców  naszego życia. Lecz to nie wszystko – ten stan, to również prosta konsekwencja smoleńskiej katastrofy!

10 kwietnia 2010 rok. Dla jednych w tym dniu doszło do tragicznego wypadku lotniczego, w którym zginęło prawie sto osób z parą prezydencką na czele, dla innych z kolei, to polityczne paliwo, na którym jadą konsekwentnie do dzisiaj, nie zważając na społeczne i polityczne koszta, twierdząc, że na pokładzie samolotu doszło do zamachu. Ile trzeba mieć w sobie nienawiści i podłości żeby wpaść na tak diaboliczny plan wykorzystywania narodowej tragedii do realizacji własnych partykularnych celów politycznych, najlepiej wiedzą ci wszyscy, którzy tę katastrofę widzą we właściwych, czyli rzeczywistych barwach. Bo tym, którzy byli organizatorami tej hucpy, wydaje się wszystko w jak najlepszym porządku, to znaczy – zawinili inni, tylko nie oni!

To nic, że przeciwko zamachowi przeczą mocne fakty; nic to, że ustawiczne stawianie w ten sposób sprawy potęguje jedynie coraz większy rozdźwięk między Polakami, ważne, że można coś ugrać, coś politycznie zyskać – choćby i za cenę ogólnonarodowego ogłupienia i bardzo głębokiego podziału społeczeństwa.

Czy rzeczywiście jednak jakiś wybuch na pokładzie prezydenckiego samolotu był? Czy rzeczywiście doszło na nim do zamachu i to w sytuacji, na której tak naprawdę nikt w kraju, ani tym bardziej za granicą w tamtym czasie nie zyskiwał?

Oczywiście! Powiem więcej: wybuchów było wiele. Najdonioślejszy i przynoszący najwięcej zniszczeń to ten, odnoszący się bezpośrednio do dewastacji rozsądku u wielu ludzi!

Niestety, prawda w tym konkretnym przypadku jest niezmiernie okrutna: śmierć na pokładzie Tupolewa 96 ludzi była nie tylko niepotrzebna, ona była wręcz głupia! Bo zawiniona zarówno przez arogancję, pychę i zwykłą niekompetencję tych, którzy za jej organizację odpowiadali, czyli przez kancelarię prezydenta, jak i załogę samolotu (kapitana przede wszystkim, bo to on podejmuje ostateczne decyzje odnoszące się do lotu!), a wreszcie przez tych Rosjan z wieży kontrolnej, którzy nie ustrzegli się błędów przy naprowadzaniu samolotu na pas startowy. Nie bez winy również, pośredniej co prawda, ale zawsze, jest tutaj nieżyjący prezydent Lech Kaczyński, a i zapewne jego brat Jarosław, czego mogłaby dowieść ostatnia rozmowa obu braci przeprowadzona tuż przed katastrofą. Niestety, nie znamy jej szczegółów, więc pozostają w tym zakresie jedynie domysły.

Na szczęście dla nas – ludzi jest coś takiego jak śmierć – śmierć w ogóle. Wszystkiego. Również różnego rodzaju sporów, waśni, mniejszych czy też większych wojenek. Dlaczego „na szczęście”? Ponieważ w kontekście różnego rodzaju dramatów, większych czy też mniejszych tragicznych wydarzeń, między innymi takich właśnie katastrof jak wyżej wymieniona, tak naprawdę nic nie jest ważne – ani nasze spory, ani słuszne czy też wydumane pomniki, ani nasza wzajemna wrogość czy też wręcz nienawiść. Ważne, że kiedyś, wcześniej czy później, dojdzie do oczyszczenia ziemi z idiotycznej, szkodliwej działalności człowieka. Co zresztą, myślę, wyjdzie na dobre nie tylko naszej planecie, ale w ogóle w szerszym kontekście całemu wszechświatowi! Nam, co zrozumiałe, już niekoniecznie. My jednak otrzymamy to, na co, tak naprawdę, zasługujemy: na zniknięcie. Na totalne unicestwienie!

Gdyby nie pomogły naturalne siły w pozbyciu się człowieka z planety Ziemia, mamy jeszcze w zanadrzu coś tak genialnego, jak wojna. Tego arcyludzkiego wynalazku nie można nie doceniać i lekceważyć; bowiem wraz z rozwojem broni masowego rażenia sami jesteśmy w stanie zniszczyć życie na ziemi i to bez niczyjej pomocy z zewnątrz. To jeden z przejawów naszego geniuszu! Tego pochodzącego oczywiście od Boga – Boga wojny, gdyby ktoś nie wiedział – który wystrugał człowieka, ponoć, na wzór i podobieństwo swoje. Krótko mówiąc – wcześniej czy później i tak mamy pozamiatane. Kto by się jednak tym martwił? Na pewno nie ów wyimaginowany przez człowieka Bóg!

30.05.2018 r.

05:52, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 27 maja 2018

No i koniec: czterdziestodniowy protest – liczba poniekąd biblijna – dobiegł końca. Wszystkie media i większość z nas powie, że – to koniec protestu w sejmie osób niepełnosprawnych i ich opiekunów o lepsze, godne i łatwiejsze życie. Rządzący mogliby z ulgą powiedzieć: Nareszcie! Dobrze się stało dla wszystkich – zarówno dla protestujących, jak i dla nas, rządzących. Ja złośliwie mógłbym zauważyć, że – to koniec „turnusu rehabilitacyjnego”, jaki został, niezamierzenie zapewne, przez rządzących zorganizowany dla osób niepełnosprawnych i ich opiekunów. Z wyżywieniem, noclegiem i dostępem do łazienki co prawda, turnusu jednak, po pierwsze wątpliwej jakości, a po drugie, i co ważniejsze, zupełnie niechcianego!

Mamy zatem koniec protestu, ale czy naprawdę przysłowiowe zwinięcie flag przez protestujących oznacza koniec problemu? Oczywiście nie. To dopiero początek rozwiązywania tego, wydaje się w chwili obecnej, węzła gordyjskiego.

To, co tutaj jednak istotne, to odpowiedź na pytanie: dlaczego ten protest w ogóle miał miejsce i tak długo trwał? Zapewne rządzący takiego obrotu sprawy nie tylko że nie chcieli, ale też zapewne w ogóle się nie spodziewali. W końcu są w  swoim programie politycznym tak bardzo lewicowi, iż taki rozwój wypadków był irracjonalny w ich pojęciu. Tylko że owa irracjonalność była paradoksalnie niezwykle logiczna. Bo czego to, co się w ostatnich prawie sześciu tygodniach wydarzyło, dowodzi?

Są tylko dwie odpowiedzi na wyżej postawione pytanie: albo rząd od początku miał głęboko w poważaniu postulaty tej niezwykle słabej grupy społecznej, ponieważ nie chciał podobnych konfliktów za jakiś czas z innymi grupami, tak społecznymi jak i zawodowymi, albo też zwyczajnie padli ofiarą własnej polityki propagandy, to znaczy – w budżecie na tak duże wydatki po prostu nie ma pieniędzy!

Jakiejkolwiek byśmy tutaj nie udzielili odpowiedzi, jedno wydaje się pewne: problem jest i to cholernie poważny! Więcej – obawiam się, że to, co ten protest ukazał, to tak naprawdę jedynie wierzchołek góry lodowej. Myślę, że w niedługim czasie możemy się spodziewać dużo gorszych rzeczy, tyle, że teraz w wymiarze ogólnonarodowym.

27.05.2018 r.

11:56, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
O autorze
więcej: www.kiler.blox.pl kontakt: czaplinski@tlen.pl