RSS
poniedziałek, 12 listopada 2018

Wczoraj obchodziliśmy 100-lecie odzyskania przez nasz kraj niepodległości. Były przemowy, marsze, śpiewy, słowem – uroczysty, podniosły nastrój, ale też towarzysząca temu niezbędna refleksja.

To, co ja mam w tym kontekście do powiedzenia, to jedynie tyle: szkoda, że skończyła się „psia grypa”. Jej zakończenie bowiem niczego, tak naprawdę, nie zmieniło – na ulicach, naturalnie. Bo dla samych zainteresowanych, jak najbardziej! A że przy okazji cholernie niesprawiedliwie dla wielu niezainteresowanych, to już inna kwestia. Jedno wszakże potwierdziło się po raz kolejny: kto silny, ten załatwi sobie wszystko. Choćby i robił to przy pomocy nielegalnych środków!

Ale dość o tym, dzisiaj chcę napisać o krajobrazie również powyborczym.

Wyobraźcie sobie świat bez miast. Kiedyś to było oczywiście normalne, bo po pierwsze, i co było naturalne, nie było miast, po drugie zaś – nas, jako ludzi naturalnie, było znacznie mniej, więc świat wyglądał zupełnie inaczej niż dzisiaj i w ogóle nie stacjonowaliśmy w jednym miejscu, bo jako nomadzi prowadziliśmy wędrowny tryb życia. Dzisiaj jesteśmy w całkiem innym miejscu i trudno sobie wyobrazić cofnięcie się w czasie i powrót do tego, co było, bo to zwyczajnie niemożliwe.

Dlaczego nad tym się zastanawiam? Oczywiście w kontekście ostatnich wyborów. Wyszło nam w nich, że miasta opowiedziały się gremialnie za rozsądkiem, nawet w mateczniku PiS-u w Rzeszowie na Podkarpaciu prezydentem został po raz piaty zresztą T. Ferenc, nie należący do PiS-u, podczas gdy mniejsze miejscowości stanęły gremialnie za partią rządzącą, czyli populizmem, państwowym przekupstwem, łamaniem prawa i w ogóle powrotem do ustroju totalitarnego. A jako że wyborca z takich miejscowości to w większości człowiek z reguły słabiej wykształcony, nie poddający rzetelnej weryfikacji sceny politycznej, jej niuansów, dający łatwo sobą manipulować, więc, co zrozumiałe, opowiedział się za tym, co daje mu bezpośrednią korzyść. Nieważne, że takie myślenie jest fatalne dla losów całej Rzeczypospolitej, istotne że – on ma korzyść! Że żyje mu się lepiej i że, według obietnic rządzących, standard jego egzystencji będzie ustawicznie szedł w górę! Nieważne jakim i czyim kosztem, istotne, że tak jest i ma być. Nieprzerwanie i bezapelacyjnie!

Dlatego mamy to, co mamy: wygrana w dużych miastach opozycji, w mniejszych miejscowościach triumfuje Prawo i Sprawiedliwość, czyli partia obietnic bez końca, jak worek św. Mikołaja bez dna. Postępują tak, jakby nigdy nie miało im zabraknąć pieniędzy na pokrycie wszystkich obietnic. Prawdopodobnie uważają, że są współczesnymi Midasami. Tyle tylko, że tamten mitologiczny król, czego tylko dotknął, zamieniało się w złoto, co zresztą stało się jego przekleństwem. Oni, na ich szczęście, czegokolwiek się dotkną, zamieniają w gówno. Więc, zapewne tak myślą, nie mają się czego bać – co najwyżej będzie się za nimi ciągnął smród; głód jednak, tak jak mitologicznemu Midasowi, im nie grozi. Tylko nie wiem, czy można taki stan rozpatrywać w kategoriach jakichkolwiek i czyichkolwiek korzyści.

Zapewne wynik PiS-u byłby znacznie lepszy, gdyby jego przedstawiciele nie byli tak ostentacyjnie antyunijni w swojej retoryce i niekoalicyjni. Wykopując jednak topór wojenny przeliczyli się w swoich kalkulacjach. Ale nie mogło być inaczej, skoro ich duce z Nowogrodzkiej potrafi istnieć politycznie jedynie poprzez permanentny konflikt, który jest jego naturalnym paliwem politycznym. Pokój bowiem, kompromis są nudne i tak naprawdę nigdy nie przynoszą oczekiwanych korzyści. Dlatego należy zawsze być gotowym do wojny! Tej naczelnej zasadzie hołduje pan Kłamczyński chyba od maleńkości.

Co nam unaoczniły minione wybory? Kilka rzeczy. Jedną nich jest fakt posiadania przez Prawo i Sprawiedliwość szklanego sufitu, którego nie jest w stanie przebić nawet niezwykle populistycznym programem. Drugi fakt, to konstatacja, iż wygrać z PiS-em można jedynie tworząc dwa szerokie bloki koalicyjne. Chociaż, tak po prawdzie, to, co osiągnęło Prawo i Sprawiedliwość w ostatnich trzech latach, to jest wszystko, na co było ich stać, na dodatek przy cholernie szczęśliwym zbiegu okoliczności, czyli bardzo nieszczęśliwym rozłożeniu się głosów, ponieważ do sejmu nie weszła po raz pierwszy od 1989 roku lewica. Jednak powtórki wyników wyborów sprzed trzech lat już nie będzie – cuda zdarzają się okazjonalnie, dlatego właśnie są cudami!

Czy to oznacza, że będą się zwijać w przestrzeni publicznej? Nawet jeśli, to jeszcze zdążą porządnie napsuć krwi i zadbać oczywiście o siebie. Zawrą ze swoimi ludźmi takie umowy, że budżet państwa boleśnie to odczuje. W końcu patriotyzm kosztuje, a oni, jak powszechnie wiadomo, są najlepszymi patriotami! Może i pershingami również. Chociaż, tak po prawdzie, mnie przypominają bardziej ruskie katiusze.

12.11.2018 r.

13:26, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 08 listopada 2018

Moje nie – dla Prawa i Sprawiedliwości, podyktowane jest przede wszystkim tym, co poniżej:

za ich ostentacyjne wręcz łamanie prawa i deptanie zasad demokratycznego państwa;

za butę i zwykłe chamstwo, które są wręcz przerażające i uwłaczające większości obywateli;

za mariaż Kościoła z władzą świecką, uleganie mu i łożenie horrendalnych na Niego pieniędzy;

za brak dopłat do In vitro;

za brak antykoncepcji i lekcji uświadamiających młodym ludziom ich seksualność;

za niszczenie szkolnictwa;

za trzymanie u władzy przez ponad dwa lata takich ludzi jak A. Macierewicz, J. Szyszko, K. Jurgiel, Zalewska, czy K. Radziwiłł, a także, aż do dzisiaj, niewiele lepszych od nich: Z. Ziobry, Suskiego, J. Brudzińskiego czy M. Błaszczaka i wielu, wielu innych;

za to, że kupuje ludzi, a tych, których nie może kupić, zastrasza;

za to, że wykorzystuje telewizję i radio publiczne dla własnych propagandowych celów;

za to, że podporządkował sobie prokuraturę, a także, że wykorzystuje różnego rodzaju służby, włącznie z policją;

za to, że są rasistami, homofobami, ksenofobami, nacjonalistami i po prostu zwykłymi arogantami;

za brak tolerancji i codziennie upadlanie nas, tzn. tych, którzy się z nimi nie zgadzają i mają z nimi nie po drodze;

za religijność na pokaz, a tak naprawdę bigoterię, moralizatorstwo przy jednoczesnych uprzedzeniach etnicznych, politycznych, wyznaniowych;

za wydatkowanie ogromnych budżetowych pieniędzy na swoich ludzi, czyli za związane z tym finansowe rozpasanie i jednocześnie kupczenie stanowiskami;

za przekręty, a ściślej rzecz ujmując, za karuzelę zmian na państwowych stanowiskach i wypłacanie w związku z tym nieetycznych wręcz odpraw;

za upolitycznienie wszystkiego, co się da, łącznie z wyborami samorządowymi;

za zniszczenie dorobku poprzednich lat (stadniny w Michałowie i Janowie Podlaskim) i niszczenie tego wszystkiego, co zrobili poprzednicy polityczni, bo przecież: wszystko, co za nami, to samo zło! To od rządów PiS-u należy liczyć lata pomyślności RP. Od tego przecież momentu narodziło się dopiero państwo polskie!

Niestety, grzechów jest tak dużo, że aż nie chce mi się o nich pisać, dlatego poprzestanę na tym, co wyżej. Dodam do tego jeszcze, dla oddania sprawiedliwości, to, co PiS-owi udało się zrobić dobrego w ciągu tych trzech lat swoich rządów. Innymi słowy, dlaczego PiS:

bo zwiększył ściągalność podatków;

bo w końcu podjął autentyczną walkę z zalewającymi Polskę śmieciami;

bo wprowadził potrzebną politykę socjalną, chociaż, tak po prawdzie, nie do końca przemyślaną, a na dodatek zrobił to nie z potrzeby serca, a w wyniku politycznego wyrachowania;

bo walczy z dopalaczami, czyli z tymi, którzy je produkują i wprowadzają do obrotu;

bo….

Pewnie znalazłbym jeszcze parę pozytywnych rzeczy, jakie zrobił, czy też robi Prawo i Sprawiedliwość, tyle, że będzie to i tak niewiele w odniesieniu do tego, co ta partia zrobiła złego w tak krótkim czasie, bo tylko w ciągu trzech lat swoich rządów. Innymi słowy – więcej jest minusów niż plusów ich działalności. A najgorsze, że za te szkodliwe działania będziemy płacić jeszcze przez długi czas po ich odejściu od władzy. Ale, jak już kiedyś pisałem, każde, choćby najgorsze doświadczenie, uczy. Jestem pewien, że polityków innych partii lata rządów PiS-u nauczą czegoś pozytywnego. I to, mam nadzieję, zaowocuje już w niedalekiej przyszłości ważnymi zmianami – zmianami, które zabezpieczą nas na przyszłość przed tego typu rządami, które organizują państwo pod własne partykularne potrzeby. Bo choćby i były one dyktowane najlepszymi intencjami, to zawsze trzeba pamiętać, że dobrymi czy też najlepszymi intencjami piekło jest wybrukowane.

08.11.2018 r.

11:50, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 05 listopada 2018

O czym powiedziały nam ostatnie samorządowe wybory? Między innymi o jednej podstawowej rzeczy: o instynkcie samozachowawczym Polaków! Co się zresztą świetnie przekłada z kolei na rosnący w sposób naturalny dystans wobec nachalnej i prymitywnej polityki Prawa i Sprawiedliwości.

Nie będę się tutaj wdawał w dywagacje polityczne, kto, dlaczego, z kim, czy po co i jak, zarekomenduję tylko w tym miejscu coś, o czym niedawno tutaj pisałem, mianowicie – zarekomenduję serial Opowieść podręcznej nakręcony na kanwie powieści M. Atwood – powieści, która mogłaby nam śmiało mówić o Polsce za lat -dziesiąt, po wyrzuceniu nas już poza UE i w której rządziłoby ugrupowanie podobne do PiS-u.

Na szczęście to nam nie grozi! Co widać właśnie po wyborach. Przynajmniej nie tak szybko, jak by się to marzyło wszystkim pisowcom. Niemniej trzeba być ustawicznie czujnym i szybko reagować na podobne zagrożenia. Licho bowiem nie śpi! Żeby jednak uzmysłowić sobie, z jakim zagrożeniem mamy do czynienia, nie tylko warto, ale właśnie wręcz należy obejrzeć Opowieść podręcznej, której pierwszy odcinek będzie wyświetlony już 7-ego listopada o godz. 22 na Stopklatce. Nie przegapcie tego!

Dobrego oglądaniaJ

05.11.2018 r.
09:18, adelmelua
Link Komentarze (2) »
niedziela, 04 listopada 2018

Zawsze miałem słabość do małych, naturalnie z perspektywy dużych aglomeracji, wręcz mikroskopijnych miejscowości. Wolałem tzw. pipidówki, ze swoim niewielkim ryneczkiem, kilkoma sklepikami, jakimś kioskiem Ruchu, niż rozpasane w swojej architektonicznej perspektywie molochy. Takie bowiem małe mieściny zawsze miały i mają nadal – przynajmniej dla mnie – pewien niezaprzeczalny walor: nieodparty urok polegający na pewnego rodzaju skromności i intymności, co niewątpliwie może stwarzać wrażenie nieuświadomionego sobie przez wielu z nas przyciągania do siebie. W takich miejscowościach mieszkańcy znają się wzajemnie, są bardziej ze sobą zżyci, co może i zapewne nierzadko stwarza nawet pewien rodzaj oczekiwanej zażyłości. Innymi słowy są niejako bliżej siebie.

Z kolei duże miasta zawsze posiadały coś, co mnie w nich przerażało i niejako w naturalny sposób odpychało. Przygniatały mnie ich gwarne, zbyt szerokie ulice i przytłaczające swoim ogromem budynki, przerażał natłok ludzi, wzmożony ruch i ustawiczny, niesłabnący gdzieś pośpiech. Więcej – moje przerażenie zawsze rosło, nadal zresztą tak jest, wraz z wielkością miasta, ściślej – im dana aglomeracja większa, tym proporcjonalnie do tego również moje przerażenie potężnieje.

Oczywiście, są ludzie, którzy w takich miejscach czują się świetnie, jak przysłowiowe ryby w wodzie. To zapewne osobnicy należący do żywiołu ognia i powietrza. Ja jednak jestem przedstawicielem wody, a ta, jak wiadomo, lubi przestrzeń, delikatny nurt lub leniwe trwanie w swoich brzegach. I zapewne stąd bierze się moja ogromna wstrzemięźliwość w odniesieniu do zmian miejsca zamieszkania, do wszelkich dalekich podróży – choćby i krótkotrwałych. No, chyba że muszę, wbrew sobie. Jak choćby do Warszawy, która mnie właśnie przytłacza, uświadamiając mi jednocześnie moją, czyli tak naprawdę ludzką, nas wszystkich, maleńkość i kruchość. Bo to my, co prawda, tworzymy te molochy, niejako powołujemy do życia jak co najmniej jacyś bogowie!, stawiamy coraz większe drapacze chmur – takie współczesne wieże Babel, sami jednak nadal pozostajemy w odniesieniu do nich przy swoich mikroskopijnych wręcz rozmiarach. Tacy mali!

Jeżeli jest inaczej z jakimś większym miastem, to z pewnością z Krakowem, do niego zawsze lubiłem i nadal lubię się zapuszczać. On jakoś nigdy mnie nie przerażał, bardziej, może wydać się to w jakiejś mierze dziwne, szczególnie w kontekście tego co napisałem wyżej, przyciągał. Swoją historią, klimatem starych murów, Wawelem, rynkiem…

Naturalnie, jeżeli ktoś szuka anonimowości, nie rzucania się w oczy, pragnie pozostać anonimowym, to właśnie w dużym mieście może się szybciej ukryć, bo tutaj jest zdecydowanie łatwiej to zrobić. Tyle tylko że, paradoksalnie, jednocześnie z tą anonimowością pojawia się niebezpieczeństwo samotności. Każdy bowiem w takim molochu żyje dla siebie. Obok. Niby wszyscy są razem w tym ludzkim mrowisku, jednak w odróżnieniu od nich (mrówek) nie współpracują ze sobą. Raczej są do siebie odwróceni plecami. Żyją obok siebie, indywidualnie, ale tylko dla siebie. Egoistycznie!

I to jest chyba jeszcze jeden powód, dlaczego lubię małe mieściny.

04.11.2018 r.

13:15, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 01 listopada 2018

Smutna to konstatacja, że kiedyś nadejdzie czas pożegnania się z tym pięknym światem, i to pomimo fatalnej działalności człowieka w tym właśnie świecie. Może gdybym był uznany za świętego, udałoby mi się jakimś psim swędem co nieco wyżebrać u Piotrka  tfu!, niewłaściwe słowo  znacznie lepiej brzmi wytargować. Tylko czy Piotrek wykazałby choć odrobinę dobrej woli przystąpienia do jakiegokolwiek targu? Albo czy w ogóle ja sam mam jakiekolwiek zadatki na świętego? Osobiście ich nie zauważam. No, chyba żeby uznać, że wystarczy jedynie mocno kochać życie, a nienawidzić śmierci. Tyle tylko, że w ten sposób, to właściwie każdy, a przynajmniej zdecydowana większość, może zostać uznana za świętych, więc taka konstrukcja myślowa jest w zasadzie, niestety, błędna.

Okej, może trochę przesadziłem. Jakby jednak na to nie spojrzeć fakt rozstania się z tym padołem łez jest niezmiernie przygnębiający. Mam jednak coś na pociechę, naturalnie jedynie dla siebie: jako że nie spodziewam się na tamtym świecie żadnych forów i pożegnam się z tym tutaj nie jako święty a zwykły człowieczek, postanowiłem, iż zostanę skremowany (nie mylić z kremem do rurek – nie jestem znowu taki słodziak), a potem rozrzucony gdzieś w urokliwym miejscu. Na koniec jednak zażyczę sobie w testamencie, żeby to nie było zwykłe rozrzucenie, to ma być rozproszenie poprzez dmuchnięcie, moje ostatnie niezapomniane – porządne dmuchnięcie! I najlepiej, naturalnie, jak uczyni to jakaś urocza, powabna niewiasta. Żebym jeszcze na koniec poczuł przyjemność. Choćby i wątpliwą.

Z drugiej strony mam też świadomość tego, że nie muszę jakoś specjalnie długo czekać żeby to zrobić, tzn. spopielić się: już za życia bowiem mam silne przeświadczenie że się rozsypuję. O czym świetnie mogą świadczyć słowa rzucane pod moim adresem:

– Chłopie, jak ty wyglądasz? Zrób coś ze sobą – ładniejszych do grobu wkładają. Cha, cha, cha, cha!…

Czy muszę jeszcze coś do tego dodawać? Po prostu wiem, że wcale nie muszę być martwy, żeby stać się prochem.

To by było wszystko na ten temat. Na inne tematy również. Przynajmniej na dzisiaj.

01.11.2018 r.

08:45, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 29 października 2018

Obaj panowie M. Morawiecki i poseł Kłamczynski, czyli Pinokio i jego polityczny twórca Gepetto, twierdzili zaraz po wyborach, że zwyciężyli po raz kolejny zresztą i że teraz, to już na pewno niedługo osiągną swoje wyznaczone dalekosiężne cele. I w zasadzie z tym bym się zgodził: cele jak najbardziej, z tą jednak różnicą, iż niewykluczone, że będą one nieco chłodne i niezbyt nasłonecznione.

Nie chce mi się tutaj przytaczać ich przemów, bo co słowo to kłamstwo, więc tak naprawdę odwracanie kota ogonem, czyli budowanie rzeczywistości alternatywnej, albo nawet wirtualnej. Jedno wszak podczas tych przemów mnie uderzyło: podobieństwo ucznia do mistrza. Nie z fizjonomii naturalnie, ale w sposobie artykułowania swoich myśli. O ile jednak Prezes robi to nie tylko z cynizmu, ale też z idei – bo to człowiek starej daty i, czego by  złego o nim nie powiedzieć, ideowy w wielu kwestiach i zafiksowany na tym punkcie, o tyle pan Morawiecki, to już czystej wody hipokryzja i cynizm. Krótko mówiąc – bezduszny człowiek do wynajęcia. Kiedyś był bank i możliwość zarobienia wyjątkowo dużej kasy – świetnie! Pojawiła się możliwość zaistnienia w polityce, początkowo anonimowo jako jeden z członków Rady Gospodarczej przy premierze D. Tusku, też nieźle – czemu nie skorzystać. A że w międzyczasie nadarzyła się jeszcze niezła okazja sprzedania swoich usług dzisiejszemu obozowi władzy? Cóż, nikt nie powiedział, że ma być miło. Aż w końcu nadszedł czas wyjścia z cienia i zaspokojenie swoich ambicji politycznych poprzez objęcie posady premiera. Tak bowiem nagradza pan Prezes za wierność i lojalność. Oczywiście taka nobilitacja niezmiernie mile łechce próżność, więc pan Mateusz tym nie pogardził, tym bardziej, że taki rozwój wypadków był niezmiernie kompatybilny z jego wybujałymi aspiracjami!

Ja rozumiem, że wybory rządzą się swoimi prawami i można nadużywać – chociaż się nie powinno! – retoryki kłamliwej i oszczerczej. PiS jednak to robił, nie tylko w odniesieniu do Koalicji Obywatelskiej, ale również w szczególnie niewybredny sposób atakując PSL, czego szczytem, można powiedzieć, była wypowiedź rzeczniczki klubu parlamentarnego PiS-u B. Mazurek, która rzuciła nawet w stronę dziennikarzy taką myśl, gdy ci zapytali o zdolność koalicyjną PiS-u, iż partia ta powinna przestać istnieć! Do czego jednak zaraz po wyborach dodała, gdy okazało się że Prawo i Sprawiedliwość jest zmuszone szukać koalicjantów w samorządach, że – byliśmy przecież w kampanii wyborczej i taka retoryka jest dopuszczalna, tym bardziej, że przeciwnicy polityczni również nie szczędzili PiS-owi ostrych słów. A w ogóle, gdyby PSL-owcy zmienili swojego szefa, to zapewne mogłoby dojść do zawarcia koalicji z ludowcami w tzw. terenie.

         Kampanijna retoryka – psia jego mać! Trzeba nie mieć mózgu a przy tym mieć nie lada tupet, żeby pieprzyć takie dyrdymały. Prawda jest taka, że zwyczajnie przeliczyli się z siłami i dzisiaj zdali sobie sprawę, że przeszarżowali i zawędrowali o jeden most za daleko. Ten ich geniusz Tatr wykalkulował sobie, że już kupił wieś, że tam bez problemu poradzi sobie z ludowcami i może zagrać va bank. Tyle tylko, że po wyborach okazało się, że plotki o śmierci PSL-u są przedwczesne i nieprawdziwe, i żeby gdzieś współrządzić w terenie, czy to w sejmikach czy radach, należałoby zawrzeć jakąś koalicję – choćby i zgniłą, właśnie z  PSL-em!

Pisowscy sztabowcy powtarzają w kółko, że wynik mógłby być co prawda lepszy, ale i tak wyszło nieźle, bo wybory wygrali. Oczywiście, matematycznie rzecz ujmując tak się stało, tyle tylko, że nie zawsze wygrana oznacza zwycięstwo. W tym przypadku tak właśnie jest: przy takich bowiem nakładach jakie poniósł PiS, przy tak nachalnej propagandzie sączącej się z mediów publicznych, przy ogromnym zaangażowaniu się M. Morawieckiego w kampanię wyborczą PiS-u, wynik, jaki osiągnęło Prawo i Sprawiedliwość nie oszałamia. Nie może oszałamiać! I dlatego właśnie dla mnie osobiście są jednak głównymi przegranymi tych wyborów. Powiem więcej – porażka ta stała się źródłem dwóch dla mnie oczywistych rzeczy: pierwsza to taka, że opozycja wie, że z PiS-em można wygrać, pod warunkiem jednak zawarcia szerokiej koalicji, jeszcze szerszej niż miało to miejsce w tych wyborach, po drugie zaś i, co tutaj najważniejsze, strach pisowcom zajrzał w oczy. I to bardzo głęboko! Bo okazało się nagle, że nie wszystkich można kupić, nie wszystkich uda się przekonać poprzez swoje propagandowe, jadowite tuby – TVP 1 i TVP Info. A jak dodamy do tego jeszcze bankowo przegrane wybory na prezydenta, to określenie pasujące do sytuacji określające położenie PiS-u, będzie jedno: klęska! I to, tak myślę, w końcu dzisiaj dotarło do tych zakutych czerepów: że jednak nie są niezatapialni i tak naprawdę mogą przerżnąć kolejne wybory!

Czego to dowodzi i czym rokuje na przyszłość?  Jednym: rządy PiS-u zakończą się równie szybko, jak się niespodziewanie zaczęły. Bo po raz drugi taki fart z pogranicza cudu już się nie zdarzy – tym razem Lewica do parlamentu wejdzie, a dzięki temu układ, jaki się wówczas wytworzy zmusi Prawo i Sprawiedliwość do oddania władzy. Co będzie oznaczało jedno: trzeba będzie odpowiedzieć za tę prawnopolityczną rozpierduchę, z jaką mamy do czynienia w kraju od trzech lat!

29.10.2018 r.

06:02, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
piątek, 26 października 2018

Poniższe scenki miały się ukazać tutaj w poniedziałek, na dobry tydzień, ale jako że byliśmy ledwie po wyborach, więc byłem niejako zmuszony zastąpić je tekstami dotyczącymi właśnie niedzielnych wyborów. Na szczęście nieznaczny poślizg im nie zaszkodził, bo nie mógł, więc z małym opóźnieniem zamieszczam je dzisiaj.

Scenka I.

Kolega I: Cholera, nie widziałem, że twoja żona była we Francji!

Kolega II: Gdzie tam, nie była. Taki jeden świntuch tutaj ją tego nauczył.

Scenka II.

On I: W końcu będziesz miał dziecko? To świetna wiadomość.

On II: Pewnie. Tylko mam prośbę: nic nie mów mojej żonie. Chcę jej zrobić niespodziankę.

Scenka III.

Rozmowa przez telefon.

Przyjaciółka I: Wyobraź sobie – wczoraj robiłam sobie paznoki, wiesz – zmywanie resztek poprzedniego lakieru, wybieranie nowego wzoru, a tu patrzę i co widzę? Mam sześć paznoków!

Przyjaciółka II: Jak to sześć?

Przyjaciółka I: Właśnie, też nie chciałam uwierzyć!

Przyjaciółka II: Może się pomyliłaś?

Przyjaciółka I: Głupiaś! Liczę i liczę, ale ciągle wychodzi to samo: sześć i nie chce być inaczej. No przecież umiem do pięciu, nie?

Przyjaciółka II: Ale mówisz, że było ich sześć.

Przyjaciółka I: Ty, skup się, dobra? Było pięć i ten kolejny, jeszcze jeden, czyli ten nie może być drugi raz piąty, nie? Więc…

Przyjaciółka II: Więc jest sześć!

Przyjaciółka I: No przecież o tym mówię! Jakby pierwszy z drugiej ręki, co nie?

Przyjaciółka II: No dobrze, i co zrobiłaś? Obcięłaś go?

Przyjaciółka I: Za żadne skarby świata! Broń Boże! Postanowiłam zapuścić je jeszcze dłuższe.

Przyjaciółka II: Ale to przecież już niemodne!

Przyjaciółka I: Nieważne. Pomyślałam sobie, że przydadzą mi się takie szpony na tego mojego. Jak jeszcze raz nie kupi mi kiecki, bucików, czy torebki, wiesz – tych wszystkich rzeczy, bez których nie może się obejść prawdziwa kobieta, to mu tym tak przejadę po facjacie, że mu się obwarzanki z pierwszej komunii przypomną. Dobre, co?

Przyjaciółka II: Świetne, kochana. Aż ci zazdroszczę!

26.10.2018 r.

10:45, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
środa, 24 października 2018

Okazuje się, że frekwencja w tych wyborach była najwyższa od 28 lat, z czego cieszył się nawet pan M. Morawiecki. Tyle że, jak zwykle, kłamał, czyli przybrał tak naprawdę dobrą minę do złej gry. W końcu nie od dzisiaj wiadomo, że im wyższa frekwencja, tym słabszy wynik Prawa i Sprawiedliwości. Więc żeby być uczciwym wobec nas, wobec wszystkich wyborców, należałoby powiedzieć: szkoda, że tak dużo was poszło do wyborów. Gdyby nie to już dzisiaj mielibyśmy władzę totalną! Wszędzie! Od najmniejszych miejscowości, do miast. Więc ogromna szkoda, że wielu z was nie zdecydowało się zostać jednak w domu.

Na szczęście dzięki PiS-owi, dzięki ich szalonej nagonce na PSL, dzięki ich tubie propagandowej, dzięki  sączącemu się jadowi z I-ego programu TVP, czy z TVP Info wobec opozycji, ludzie okazali się grubo impregnowani na nią i pokazali, przynajmniej w miastach, czerwoną kartkę pisowskim populistom i antydemokratom. Kartkę, która tak naprawdę jest dla nich poważnym ostrzeżeniem przed wyborami do naszego parlamentu już w przyszłym roku!

Korzystając więc z okazji, chciałbym z tego miejsca złożyć specjalne podziękowania PiS-owi: to dzięki wam, chłopaki, mógł być osiągnięty przez opozycję tak dobry wynik. Dzięki więc, że nie byliście powściągliwi w atakach na opozycję; że używaliście poniżającego języka; że przemawiała przez was buta i arogancja i że nie byliście rozsądni w tej swojej krytyce. Dzisiaj wiem, że dzięki takiej polityce w terenie niewiele się zmieni. Nadal będę mógł od czasu do czasu pójść do biblioteki i przeczytać Gazetę Wyborczą czy Politykę. Gdybyście wygrali o takich przyjemnościach mógłbym zapomnieć. Tak jak musieli o tym zapomnieć ci wszyscy, którzy pracują w państwowych przedsiębiorstwach, spółkach czy urzędach. Wszędzie tam bowiem zlikwidowaliście możliwość prenumeraty tych i kilku jeszcze innych gazet. Że nie wspomnę o stacjach CPN-u zależnych od was, gdzie tego typu pisma nie mogą znajdować się na widoku! Bo wizja państwa jest tylko jedna: ta nasza – pisowska!

Jak wspomniałem wyżej – frekwencja podczas tych wyborów była najwyższa od 28 lat. To jednak, według mnie, w niczym nie usprawiedliwia tych – a było ich aż 45%! – że do wyborów nie poszli. Dlatego, idąc wzorem choćby Belgii czy Szwajcarii, powinniśmy przyjąć zasadę obowiązkowego uczestnictwa w państwowych głosowaniach czy referendach. Gdy tego się nie robi, bo tak się chce, powinna być na takiego kogoś nałożona ustawowo kara pieniężna. Chcesz mieć w dupie, obywatelu, kto będzie u władzy w tych czy innych wyborach, płać! Proszę bardzo – olej sobie swój obywatelski obowiązek, ale potem za to zapłać. Bo to będzie zapłata na coś więcej niż tylko za twoją absencję podczas wyborów, to będzie zapłata za twoją krótkowzroczność i zwykłą, czystą głupotę! Po to, żeby w przyszłości do władzy nie doszli tak paskudni populiści, którzy bez żadnych możliwości ich zatrzymania, poprowadzą kiedyś ten kraj na skraj przepaści.

O demokracji można powiedzieć wiele złego. Ale tak się składa, że niczego lepszego dotąd ludzie nie wymyślili. Dlatego powinniśmy nie tylko jej bronić, ale również, a może przede wszystkim, powinniśmy ją udoskonalać! Likwidując bowiem w niej niedoskonałości, zabezpieczalibyśmy się w ten sposób na przyszłość przed wzrostem nastrojów ksenofobicznych, nacjonalistycznych, autorytarnych, itd., itp,

I dlatego właśnie uważam, że wybory, wszystkie!, powinny być obowiązkowe. Dla naszego dobra!

24.10.2018 r.

11:06, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 22 października 2018

Zanim przejdę do słów posła Kłamczyńskiego, powiem tak: do wyborów poszło ok. 53% wyborców uprawnionych do głosowania (więcej niż kiedykolwiek wcześniej, ale, według mnie, to wciąż zbyt mało), czyli nie zagłosowało ok. 47%! Innymi słowy chodzi o to, że te aż 47% potencjalnych wyborców miało w dupie to, co będzie się działo w ich lokalnych ojczyznach, kto będzie podejmował decyzje dotyczące bezpośrednio ich podwórka. O czym to świadczy? Przede wszystkim o jednym: że ci ludzie mają dla mnie mentalność potencjalnych niewolników! Co do wyborców Prawa i Sprawiedliwości nie będę się wypowiadał, ponieważ nie chcę nikomu sprawiać, delikatnie rzecz ujmując, przykrości.

A teraz powyborcza gadka-szmatka posła Kłamczyńskiego:

Kochani, znowu wygraliśmy! Po raz czwarty! A w samorządach po raz drugi z rzędu. Dlatego… dlatego, jak zwykle, zgodnie z moją filozofią życiową, nie wejdziemy z nikim w koalicję, a tym samym nie będziemy rządzić w samorządach! To jednak nieważne, istotne bowiem jest co innego: istotna jest sama wygrana, która nas ustawicznie coraz bardziej przybliża do dnia, kiedy zwycięstwo nasze będzie niepodważalne, bo totalne!

Będą wam wmawiać, że to pyrrusowe zwycięstwo. Ale nie wierzcie im! W ten bowiem sposób będą chcieli nas poróżnić, osłabić nasze morale. Dlatego musimy się trzymać razem, nadal, i niezachwianie z determinacją kroczyć do kolejnego zwycięstwa. Statystyki nie kłamią – jesteśmy zwycięzcami! I tak jak teraz zwyciężyliśmy, również w przyszłości wyjdziemy zwycięsko z następnych wyborów. W przyszłości bowiem, to my i tylko my będziemy liczyć głosy!

W przyszłym roku mamy wybory do Parlamentu Europejskiego, a na jesień do obu naszych izb – sejmu i senatu. Tam również wygramy i, jak zwykle zresztą, tam też nie wejdziemy w żadną koalicję, a tym samym nie będziemy rządzić, czy też współrządzić. Nas bowiem – i to muszę tutaj szczególnie mocno zaakcentować – interesują jedynie samodzielne rządy! Musimy pamiętać o tym, że nie możemy się ugiąć i cofnąć choćby na centymetr z raz obranej drogi pod naporem jakiejkolwiek krytyki. Ponieważ nie interesują nas żadne zgniłe kompromisy! Jeżeli chcemy zmienić Polskę i odnowić ziemię – tę ziemię!, nie możemy wątpić w nasz cel, w naszą raz wybraną słuszną drogę!

To, co dzisiaj jest istotne, to nasze moralne zwycięstwo. Tylko to się tak naprawdę liczy i jedynie to doprowadzi nas kiedyś do odnowy moralnej całego społeczeństwa. Kiedyś zatriumfujemy, a naród nam za to podziękuje – obiecuje to wam! Ja zapewne już tego nie dożyję, ale idea – ta właśnie idea, wokół której się zjednoczyliśmy, ona przetrwa – ona zwycięży! Musi zwyciężyć! Bo wszystko, co robimy, robimy dla ludzi, dla Polaków, dzięki Bogu i – pod Jego okiem!

Na koniec fragment zasłyszanej przeze mnie rozmowy. Toczyła się ona, dajmy na to, w moim śnie, dlatego mogłem ją na twardym dysku mojego mózgu zarejestrować. Teraz przytaczam jedynie jej końcowy fragmencik:

– Wiesz, dlaczego oni są tacy, jacy są, tzn. mentalnie paskudni i odpychający, wręcz odrażający? Bo są – z wytrysku last minute! Proste, nie?

22.10.2018 r.

12:20, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
piątek, 19 października 2018

Dawniej, a ściślej jeszcze nie tak dawno, wybór polityczny był w zasadzie łatwy, bo istniało tak zwane prawo, lewo sceny politycznej, czy też jeszcze jakieś centrum, czyli coś pomiędzy. Dzisiaj tak prosty jej podział, niestety, już nie istnieje, przez co, co zrozumiałe, jest o wiele trudniej z owym wyborem. I to nie tylko dlatego, że owe prawo czy lewo w takim znaczeniu jak dawniej już nie istnieje, lecz dlatego, że dzisiaj już nie wiadomo, co znaczą oba ww. pojęcia: lewica i prawica. Wszystko bowiem tak potwornie się wymieszało i spłaszczyło, że wyłapać różnice, połapać się w tym codziennym politycznym miszmaszu jest rzeczą niezwykle trudną. Pracy w tym zakresie nie ułatwia dodatkowo również fakt, że na dodatek do głosu doszli zwykli populiści, którzy okazują się niezwykle skuteczni. Ale, niestety, nie we wprowadzaniu w życie własnych genialnych projektów politycznych, oczywiście dla naszego dobra, polepszeniu naszego bytu, lecz przede wszystkim w sianiu strachu, nienawiści i obietnicach, szczególnie tych bez pokrycia. A że ludzie uwielbiają miraże i złudzenia, więc wychodzi na to, że nie jest to jakoś szczególnie niezwykłe, że właśnie ci ostatni święcą dzisiaj triumfy.

Pojutrze mamy wybory. Niezwykle ważne, bo samorządowe, czyli odnoszące się bezpośrednio do nas, a tym samym do naszych małych ojczyzn – miejscowości, w których żyjemy na co dzień. Mam nadzieję, że wybory te będą cieszyć się większą frekwencją niż ostatnie, że ludzie widząc, co się dzieje w kraju od trzech lat w zakresie ustrojowym, w obszarze państwa prawa, pójdą zagłosować przeciwko nie tylko temu, o czym właśnie było przed chwilą, ale również zrobią to, opowiadając się za wolnością w mediach publicznych, za wolnością jako taką, za świeckim państwem, za Polską w Unii Europejskiej i za wieloma innymi rzeczami, których tutaj nie wymieniłem, ale które są przynależne ludziom wolnym!

Osobiście jestem spokojny o wynik wyborów, ponieważ nie jest tak, że wszystkich da się kupić. Gdyby tak było już dawno byśmy nie istnieli jako państwo. A jednak przetrwaliśmy i to przetrwaliśmy, mimo stu dwudziestu trzech lat nieistnienia na mapach Europy i świata. To chyba coś znaczy i mówi samo za siebie!

Oczywiście, rozdrobnienie polityczne z jakim mamy dzisiaj do czynienia nie pomaga opozycji w walce o dobry, tzn. skuteczny wynik, wierzę jednak, iż mimo to będzie dobrze. Myślę, że większość z nas bowiem dosyć ma państwa, w którym policja wykorzystywana jest do ochrony nacjonalistycznych oprychów; że mamy dosyć państwa nieszanującego swojej przyrody (Puszcza Białowieska i działalność, na szczęście już byłego ministra ochrony środowiska); że mamy dosyć państwa, które było do niedawna świadomie osłabiane przez człowieka, który to państwo miał bronić; że mamy dosyć państwa, które ustawicznie walczy z Unią Europejską, co prowadzi nas prostą drogą do wyjścia z niej! Dlatego, żeby to nie nastąpiło wcześniej czy później, choćby i poprzez wykluczenie nas z jej grona brew większości z nas zresztą, należy pójść na wybory i zagłosować przeciwko polityce szczucia przeciwko sobie i innym, przeciwko ksenofobii i nacjonalizmowi, przeciwko głupocie i krótkowzroczności.

Do spotkania po wyborach! Oby wygranych, czyli pozytywnych dla przyszłości Polski, przyszłości nas wszystkich.

19.10.2018 r.

22:53, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
O autorze
więcej: www.kiler.blox.pl kontakt: czaplinski@tlen.pl