RSS
środa, 15 sierpnia 2018

1.Pytanie, jakie stawiamy sobie jako ludzkość od dawien dawna, brzmi: Czy podróże w czasie są możliwe? Czy jesteśmy w stanie przenieść się w przeszłość, a tym samym również w przyszłość, i w ten sposób zaingerować w oba wymiary?

Myślę, przy całym optymizmie jaki może nas w tym aspekcie budować, że jednak nie – nie jesteśmy w stanie tego zrobić, tzn. zaingerować zarówno w przyszłość, jak i w przeszłość. Z jednego prostego powodu: podróżując w czasie bylibyśmy w stanie rodzić się po wielokroć i zmieniać swoje własne życie, bieg jego wydarzeń, które już przecież miały miejsce lub też jeszcze nie miały żadne szansy zaistnieć. Więcej – bylibyśmy w stanie nie tylko to robić, co groziłoby, oczywiście, totalnym chaosem, ale w naszej mocy byłoby również niejako „wskrzeszanie” umarłych poprzez ingerencję w wydarzenia, które już się dokonały! Gdyby tak rzeczywiście mogło się stać, to musiałoby się tutaj pojawić kolejne ważkie pytanie: Czy mając takie właściwości, dysponując taką mocą, nie stalibyśmy się przypadkiem w ten niezwykle pokrętny sposób nieśmiertelni?

Nie wiem jak z innymi, osobiście uważam, że to zwyczajnie nie–mo-żli-we! Gdybyśmy bowiem mogli to robić, czyli podróżować w czasie, znaczyłoby to ni mniej ni więcej jak tylko tyle, że posiadamy niejako moc sprawczą Boga czy też Bogów! A ja, mimo tego że jestem, co prawda jedynie ziemskim bogiem, to jednak takiej mocy nie posiadam. Przynajmniej nic o tym nie wiem. Niewykluczone jednak, że w bliższej czy też dalszej przyszłości takową posiądę. Z drugiej jednak strony całkiem prawdopodobne że już ją posiadam, tyle tylko, że w sposób nieuświadomiony? Jakkolwiek jest jedno jest pewne: będę musiał nad tym popracować.

2. Myślę, że różnica pomiędzy np. katolicyzmem czy judaizmem, a fundamentalizmem islamskim tkwi przede wszystkim w… przeszłości. O ile bowiem judaizm i jej młodsza siostra – religia chrześcijańska przeszły krwawą drogę od występków i okrucieństwa do dzisiejszej tolerancji i próby wyrzeczenia się przemocy, oczywiście, w kontekście czysto religijnym, o tyle ewolucja islamu przebiega wprost odwrotnie proporcjonalnie do ww. wyznań, tzn. islam ewoluuje od pokojowego nastawienia do militarnego podboju. Różnica zatem, można by rzec, tkwi niby w niuansie, jednak niuans ów jest niezmiernie ważki w swoich konsekwencjach.

3.Powtarzają nam do znudzenia od tysięcy lat, ba – mówi nam o tym Stary Testament, czyli ich Tora, a nasz pięcioksiąg – Biblia, że Żydzi, to naród wybrany. Ale czy rzeczywiście tak jest?

Dla tego narodu to oczywiste, więc nie zwracam się z tym pytaniem do przedstawicieli tej narodowości, pytam tych wszystkich, którzy znajdują się poza tą społecznością. Pytam, a jednocześnie odpowiadam: tak, Żydzi zostali narodem wybranym. Ale nie przez jakiegoś tam wyimaginowanego Boga Jahwe, lecz przez kogoś innego i w zupełnie innym czasie i celu. Zostali narodem wybranym przez Niemców w latach trzydziestych ubiegłego wieku do masowej eksterminacji! Zostali wybrani do fizycznego zniszczenia! Zagłada – to jedyna i niepodważalna prawda odnosząca się do owych wybrańców losu, prawda będąca jednocześnie nieopisywalnym dramatem narodu tzw. wybranego. A cała reszta, to jedynie oszukiwanie siebie i szukanie dobrego samopoczucia przez naród wyjątkowy, bo znajdujący się jakoby pod opiekuńczymi skrzydłami jakiegoś tam Boga.

 15.08.2018 r.

05:59, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 12 sierpnia 2018

Ona: Idziesz?

On: (z rozdrażnieniem) Gdzie znowu?

Ona: Do kościoła oczywiście. Jest niedziela.

On: Do kościoła? Niby po co? Etat, który mnie tam interesuje, jest już zajęty.

Ona: Etat? O czym ty mówisz?

On: Tego, co zbiera na tacę. To jedyne zajęcie w kościele, które tłumaczyłoby w jakiś sposób moją obecność w tym miejscu.

Ona: Kpij sobie, kpij. Zobaczysz – kiedyś jeszcze wrócisz skruszony na łono Kościoła i zapragniesz modlitwy.

On: Nie przesadzaj, kochanie. Całe moje życie, póki co, jest jedną niekończącą się modlitwą.

Ona: Życie. Twoje.

On: Właśnie tak, moje. Poza tym te wszystkie modlitwy, prośby czy błagania, to nic innego jak spam dla tego, do którego są adresowane.

Ona: Słucham? Spam?

On: Wiesz – taki niechciana poczta…

Ona: Wiem, co to jest spam! Tylko nie mogę uwierzyć, że tak to traktujesz. Powiedz mi, ale tak szczerze, cyniku, czy jest w ogóle coś, w co wierzysz?

On: Naturalnie. W wiele rzeczy.

Ona: Rzeczywiście? Mógłbyś podać przykład choćby jednej? Słucham.

On: Na przykład w siebie i w to (ze śmiechem), że jak nie zjesz, to się nie zesrasz. Bo z głodu nikt jeszcze tego nie zrobił.

Ona: I zapewne myślisz, że to jest zabawne?

On: Mnie bawi. Wystarczy.

                                   Po chwili.

Ona: Więc tak naprawdę nie wierzysz?

On: Ależ jesteś namolna! Niby w co znowu nie wierzę?

Ona: Nie w co, a w kogo.

On: No dobrze, w kogo?

Ona: Oczywiście, w Boga!

On: A, o to chodzi. W sumie to nigdy gościa nie widziałem, więc sama rozumiesz diablo – ups! – trudno jest mi w kogoś takiego uwierzyć.

Ona: Nie musisz widzieć, żeby uwierzyć. On pozostaje niewidzialny dla wszystkich. Po prostu jest. I tyle.

On: Czyli obowiązuje wielowiekowa zmyłka: błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli, ostatni będą pierwszymi, cierpliwi będą nagrodzeni i takie tam podobne popierdółki, co?

Ona: Nie zmyłka i popiedółki tylko prawda. Prawda naszej egzystencji!

On: Skucha! Tak się składa, kochanie, że akurat w takie dymane prawdy naszej egzystencji nie wierzę. Oczywiście, my wszyscy możemy w te czy inne jakoby prawdy uwierzyć, jednak istotniejsze tutaj jest co innego: żebyśmy tylko mogli to zrobić! Tak się składa, że ja jakoś nie mogę.

Ona: Dlaczego? Co ci przeszkadza to zrobić?

On: Inteligencja i wiedza, kochanie, nie pozwalają mi na to. A najkrócej rzecz ujmując, nie pozwala mi na to samo życie.

Ona: Nie rozumiem. Jak to życie?

On: Po prostu – życie człowieka nie pozwala mi uwierzyć w te wszystkie bajania o jakimś tam bogu, jego synu, niebie, piekle i czyśćcu, czy też raju. Nie pozwalają mi uwierzyć zbrodnie człowieka, zło immanentnie w nim tkwiące, ustawiczna potrzeba zabijania, śmierć dzieci, które nie zdołały jeszcze niczego złego uczynić, i tak dalej, i tak dalej.

Ona: Widocznie Bóg tak chce. Niezbadane są wyroki boskie.

On: Właśnie! I masz odpowiedź na swoje pytanie.

Ona: To znaczy?

On: Niezbadane są wyroki boskie! Ja takich wyroków nie akceptuję, są one bowiem dla mnie niezrozumiałe. Może właśnie dlatego, że będąc zbyt boskimi, pozostają wręcz nieziemsko nieludzkie. A Bóg, taki Bóg, cholernie podobny do nas w swojej małości i nikczemności nie jest mi do niczego potrzebny. Świetnie daję sobie radę bez niego.

Ona: Kiedyś zrozumiesz że…

On: Kochanie, zejdź z tej ambony. Ja już dawno zrozumiałem tyle, ile trzeba. Dzisiaj jestem jedynie konsekwentny w swoim postępowaniu. Poza tym nie chce mi się już z tobą o tym gadać. Idź do tego kościółka, a ja w tym czasie zrobię równie pożyteczną rzecz: poczytam sobie podobną literaturę – fantasy. No i oczywiście grozy.

Ona: Och, Jarek, Jarek.

I tak zaczęła się kolejna niedziela, w pewnym domu, pewnych ludzi. Niedziela, jak wiele poprzednich. Jedno jednak nie dawało Jarkowi spokoju: Niewykluczone – czasami myślał – że gdyby to zrobił, tzn. uwierzył w różne bajania, wbrew logice i wiedzy jaką posiadał, tak jak wierzył w baśnie i klechdy kiedy był dzieckiem, gdyby uwierzył wbrew sobie, mógłby być jednym z najszczęśliwszych ludzi na tym padole niekończących się łez. Nie miałby co prawda żadnej pewności co do obiektu swoich wierzeń, miałby jednak za to jedno: spokój, święty spokój w zakresie nieznanego, a pośmiertnego.

Ament. Jak zwykle – w paździerzu.

12.08.2018 r.

09:04, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
środa, 08 sierpnia 2018

23 lipca zamieściłem tutaj wpis – W nawiązaniu do mistrzostw świata w Rosji, w którym pisałem, że dobrze się jednak stało, iż piłkarskie mistrzostwa świata odbyły się w Rosji, ponieważ może to skutkować w przyszłości bardzo pozytywnie tak dla Rosji, jak i całego świata. I co? Otóż takowe konsekwencje pomundialowe właśnie zaistniały! Już wyjaśniam o co chodzi.

Cytuję fragmenty felietonu W. Radziwinowicza, dziennikarza GW w Rosji z dnia 06.08.2018 r.:

Gwałtownie wzrosła sympatia Rosjan do Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych. To efekt nie tylko udanego mundialu, ale też rozczarowania polityką Kremla.

Wyniki sondażu (przeprowadził je Ośrodek Lewady) dowodzą, że obecnie 42% Rosjan bardzo dobrze odnosi się do USA (…) podczas gdy jeszcze w maju przychylnie patrzył co piąty mieszkaniec kraju W. Putina. Wtedy nielubiący USA stanowili 68% obywateli; dziś też jest ich niemało, ale mniej niż lubiących, bo 40%.

A przypadku Europy jest jeszcze lepiej, bo odsetek lubiących ją w Rosji jest ten sam co w przypadku Amerykanów – 42% (w maju było 27%), a nielubiących – „tylko” 38%.

(…) Patrzeć cieplej w stronę zachodnią nauczył Rosjan mundial. (…) Turniej się udał. Rosjanie spodobali się gościom, goście Rosjanom, a jeszcze bardziej Rosjankom. Sądząc po opiniach w sieci, nie wszystkie romanse okażą się przelotne.

Takie wielkie wydarzenia jak mundial funduje się w Rosji narodowi, by go utwierdzać w poczuciu rosnącego patriotyzmu, skupiać wokół kierownictwa. Tym razem nie wyszło. Sondaże pokazują, że patriotyzm urósł. Ale taki zwykly, wynikający z dumy, że się udało, a nie mobilizacyjny, bo ci, przeciw którym nas się stale mobilizuje, okazali się mili i nam też okazywali sympatię – tłumaczył na antenie Radia Echo Moskwy Lew Gudkow, szef Ośrodka Lewady.

Raptownej zmianie oceny Zachodu w oczach Rosjan towarzyszy równie gwałtowny, choć może chwilowy, spadek popularności „partii władzy” Jednej Rosji, rządu „teflonowego” Putina, na którego w wyborach prezydenckich dziś głosowałoby tylko (jak na warunki rosyjskie to mało) 49% wyborców.

Ponad dwie trzecie respondentów życzy sobie, by celem polityki państwa stało się zbliżenie „gospodarcze, kulturalne i polityczne” z Zachodem. (…) Ludzie są zmęczeni polityką konfrontacji z krajami zachodnimi, która ciągnie się już kilka lat i powoduje, że spadają realne dochody Rosjan – podsumowują socjolodzy Ośrodka Lewady.

(…) Andriej Kolesnikow z Fundacji Carnegie, który wspólnie z Ośrodkiem Lewady bada nastroje społeczne, prowadząc spotkania grup fokusowych, powiedział „Wyborczej”, że wśród Rosjan rośnie rozczarowanie polityką władz. – Ludzie powszechnie uświadamiają sobie, że przywódcy realizują swoje cele polityczne i militarne ich kosztem. Widzą, że zagrożenie ze strony zagranicy nie jest tak wielkie, jak wmawiają im politycy i telewizor. Mundial im to unaocznił. Chcą więc porozumienia z Zachodem – powiedział Kolesnikow.

Spuentuję to krótko: zwyczajnie odczuwam satysfakcję. Ogromną! Że nie pomyliłem się w ocenie naszych braci Rosjan i pomundialowych reperkusji. Oby miało to w najbliższej przyszłości mocniejsze przełożenie na rzeczywistość i doprowadziło do pozytywnych zmian u naszego wschodniego sąsiada.

08.08.2018 r. 

12:27, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
sobota, 04 sierpnia 2018

On: I co, nadal jest aktualne to, o czym trułaś mi przez ostatnie dwa lata?

Ona: Co?

On: No, że chcesz mieć dzieci.

Ona: Słucham?

On: Pytam, czy nadal chcesz mieć dzieci. Przecież chciałaś!

Ona: Słyszałam. Zastanawia mnie, dlaczego właśnie teraz o to pytasz?

On: Przecież chciałaś…

Ona: To prawda, chciałam. Kiedyś.

On: Już nie chcesz?

Ona: Chcesz  nie chcesz, co cię naszło, że akurat dzisiaj chcesz o tym rozmawiać?

 On: Każdy dzień jest dobry na taką rozmowę. To jak, chcesz czy nie?

Ona: A coś ty taki w gorącej wodzie kąpany? Przez tyle lat ci się z tym nie spieszyło, a teraz nagle… No dobrze, gdybym nadal chciała, to co?

On: No, gdybyś chciała to…

Ona: No, słucham. Gdybym chciała to…

On: To mógłbym służyć…

Ona: Służyć? Jak? Radą?

On: A tam radą! Praktycznie, praktycznie chcę pomóc.

Ona: Jeżeli cię dobrze rozumiem, proponujesz mi swój udział w…

On: W rzeczy samej – chodzi o robienie dzieci. Przemyślałem to i doszedłem do wniosku, że lubię je robić.

Ona: Przecież żadnego jeszcze nie masz, to co tutaj lubić?

On: No, lubię tę drogę, która doprowadza do nich. Chociaż to droga niejako do zatracenia, ale co mi tam! Co prawda gorzej u mnie z ich wychowywaniem, to znaczy dzieci, bo nie mam w tym żadnego doświadczenia jak zauważyłaś, ale robić je – dlaczego nie. Poza tym, tak przy okazji, proponuję ci jedną niezmiernie ważką rzecz: świetny materiał genetyczny. Aha, no i w ogóle sporo przyjemności.

Ona: Jesteś niezwykle wspaniałomyślny. Trudno będzie mi się odwdzięczyć.

On: Wiem. Niemniej przemyśl to i to w miarę szybko. Jutro bowiem oferta może być już nieaktualna.

Ona: Nieaktualna?

On: Mogę się rozmyślić. Nic nie trwa wiecznie, kochanie. No, może oprócz ospy i wiecznego pióra.

Ona: Świetnie! Tylko jedno mnie jednak martwi.

On: No, co takiego?

Ona: Mamunia powiedziała mi ostatnio, żebym się tak znowu z tymi dziećmi nie spieszyła, bo nie ma do czego. Wiesz – pieluchy, cycki duże, w ogóle mogę się roztyć – nie będzie ci to przeszkadzać?

On: Zobaczymy. Poza tym nie patrz na to tak pesymistycznie, masz jeszcze koleżanki. Będzie dobrze.

Ona: Jednak jesteś świnia, wiesz.

On: Nie fisiuj, dobra? I biegusiem tutaj do łóżeczka jak nie chcesz spaść z konika niczym księżniczka Anna i się poobijać.

Ona: Brutal.

On: Brutal i zasadzkas, moja księżniczko. Like our all life.

04.08.2018 r.

11:39, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
środa, 01 sierpnia 2018

Nie znałem Kory, czyli Olgi Jackowskiej, podobnie zresztą jak i jej byłego męża Marka; nie znałem również Cz. Niemena, T. Nalepy, M. Grechuty, G. Ciechowskiego, B. Meca i wielu, wielu innych muzyków, czy też aktorów z naszego rodzimego podwórka, którzy odeszli w ostatnich latach, nie dożywając nawet 70-tki. Tych za granicą również było wielu, którzy nie osiągnęli ww. wieku, jak choćby Prince, G. Michael, W. Huston, czy M. Jackson, ale ci nie weszli w moje życie tak głęboko i intensywnie jak artyści rodzimi. Ci pierwsi poprzez swoją artystyczną twórczość byli permanentnie obecni w moim życiu od najmłodszych lat, stając się poniekąd członkami mojej najbliższej rodziny. Dlatego właśnie śmierć niektórych z nich dotknęła mnie w sposób szczególny.

W zasadzie mógłbym tutaj zakończyć niniejszy wpis, tyle tylko, że chciałbym przy tej niemiłej dla wszystkich okazji, zwrócić uwagę na jedną niezmiernie ważną rzecz: to, że wcale dłużej nie żyjemy, jak nam się od lat próbuje wmówić! A nie żyjemy dłużej z kilku powodów. Jednym z nich, nie wiem oczywiście czy podstawowym, oprócz ustawicznego stresu, szalonego zabiegania, szkodliwego środowiska w jakim tkwimy na co dzień, czy braku poszanowania dla własnego organizmu, jest z całą pewnością nasza zatruta żywność! A jemy, trzeba to jasno i stanowczo powiedzieć, coraz więcej świństw! Dzieje się tak przede wszystkim ze względów ekonomicznych, gdzie zysk już dawno przesłonił zarówno moralną, jak i racjonalną stronę naszej egzystencji. Bo ważne jest przecież przede wszystkim,  żeby było więcej, szybciej, taniej!

Nie będę się tutaj rozpisywał szczegółowo na temat zjadanych przez nas tłuszczów trans, które spotkać można w zasadzie wszędzie: w słodyczach, w różnego rodzaju masmiksach czy margarynach, a skończywszy na wędlinach; nie będę pisał o faszerowanych różnego rodzaju sterydami kurczakach; nie napiszę również o hodowlanych rybach, takich jak choćby panga czy łosoś norweski; nie będę również szczegółowo rozwodził się na temat tego, co znajduje się w głowach osób chorych na alzheimera (w mózgu tych osób stwierdzono obecność aluminium i przywry jelitowej!). Napiszę jedno: to wszystko razem wzięte plus aluminium powoduje wiele chorób, które ewidentnie skracają nasze życie!

Kto będzie chciał się dowiedzieć, co za czort ta przywra, znajdzie niezbędne informacje na ten temat w internecie, ja chciałbym dzisiaj przy okazji zwrócić jedynie uwagę wszystkich na pewną aplikację, dzięki której można uniknąć wielu wpadek z wyborem żywności przy zakupach.

Aplikacja, która może pomóc w uniknięciu kupna żywieniowego paskudztwa, to: zdrowezakupy. Ściągnijcie ją na telefon i skanujcie w sklepach z żywnością. Złapiecie się za głowę, gdy zobaczycie, czym nas różni dobroczyńcy od żywienia karmią, a co, według mnie, ma ogromne znaczenie w kontekście naszej kondycji zdrowotnej. Gwarantuję wam – przeżyjecie prawdziwy szok!

Dlatego nie wierzcie w te wszystkie bezrefleksyjnie powtarzane głupstwa o naszym jakoby dłuższym żywocie! Oczywiście, ono jest, statystycznie rzecz ujmując, dłuższe, ale jedynie w odniesieniu do ludzi sprzed wieków; w odniesieniu do roczników międzywojennych pozostaje ono już znacznie krótsze! Co zresztą jest do sprawdzenia, bo ci pierwsi cieszą się naprawdę długim życiem, podczas gdy ci drudzy umierają przedwcześnie (przykład choćby ww. artystów).

 Ludzie z okresu międzywojnia, czy jeszcze wcześniej, dożywali, nadal zresztą to robią, sędziwego wieku i nierzadko w dobrej kondycji. Zawdzięczają to, tego jestem pewien, przede wszystkim temu, że w swoim czasie, gdy ich organizmy się rozwijały, dojrzewały, jedli produkty nieskażone, gdzie masło było masłem; mleko mlekiem; chleb chlebem, a kiełbasa kiełbasą, czy mięso mięsem!  Dzisiaj w miejsce naturalnych zdrowych produktów weszło jedzenie szybkie, zaprawione chemią do granic obłędu! Zeskanujcie parę produktów, a sami się przekonacie o czym mówię.

Jeżeli żyjemy dłużej – bo przecież są i tacy, którzy stawiają na zdrowy tryb życia, co się zdarza, ale co nie jest, niestety, regułą – to żyjemy przede wszystkim w przedłużającej się agonii, dzięki rozwojowi medycyny, naturalnie. Innymi słowy – płacimy ogromną cenę za przyśpieszony rozwój i pragnienie szybkiego zysku.

01.08.2018 r.

12:38, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 29 lipca 2018

Miałem sen. Śniło mi się, że jestem sędzią w jakimś nieokreślonym państwie i czasie, i przesłuchuję kogoś, kto kiedyś coś znaczył, był na piedestale, a w chwili obecnej stracił władzę i przyszło mu za lata tchórzliwych i antydemokratycznych decyzji jakie podejmował, zapłacić.

Co jednak ciekawe, nie był w tym swoim zapętleniu sprawowania władzy osamotniony – miał w tym względzie brata, bardziej karmicznego naturalnie, tyle że bardzo oddalonego, bo na drugiej półkuli. Obaj jednak mówili i robili głupstwa, które nie tylko nie przystawały do ich stanowisk, ale w ogóle nierzadko zatrważały swoją głupotą! Mimo tego podobieństwa istniała jednak również między nimi różnica, i to, powiedziałbym nawet, zasadnicza: o ile ten ostatni podejmował decyzje sam, niezależnie, suwerennie, o tyle ten pierwszy był wymysłem i produktem swojego ugrupowania i jako taki musiał się jej woli podporządkowywać. Stąd też zresztą wzięła się jego ksywka: Długopis. Podpisywał bowiem wszystko jak leci, co mu tylko towarzysze podsunęli, niemalże taśmowo, jakby chodziło o wykonanie jakiegoś komsomolskiego planu sięgającego 300& normy! Na szczęście, sumarycznie rzecz ujmując, obaj panowie pełnili jedynie tymczasowo obowiązki na swoim urzędzie.

Ale jako że narody w swoim krwiotwórczym obiegu mają niejako zakodowaną wolę przetrwania i pragnienie stabilizacji, więc obaj, co właściwie nie powinno dziwić, poniekąd solidarnie przerżnęli kolejne wybory na swój urząd. Konsekwencje jednak takiego stanu dotknęły jedynie tylko pierwszego nieudacznika. Ale właśnie owe konsekwencje były głównym wątkiem mojego snu.

Ja: Mógłby pan się przedstawić?

On: Po co? Przecież wiadomo, kim jestem.

Ja: Proszę się nie unosić, tylko odpowiadać na pytania.

On: Ale jak mam zachować spokój, skoro pyta się mnie o takie rzeczy.

Ja: Jakie rzeczy?

On: No, kim jestem!

Ja: Dla pana, co zrozumiałe, to oczywiste, dla nas jednak, niestety, już nie.

On: Jak to nie? Jak to nie?!

Ja: Mówiłem już panu – niech się pan nie unosi i zachowa spokój! W innym wypadku odbiorę panu głos i nie będzie mógł nic powiedzieć na swoją obronę. Poza tym ustalmy jedno: to my stawiamy pytania, a pan odpowiada. Wiemy, że podobała się panu poprzednia rola – chodził pan w niej taki nabzdyczony niczym indor, pouczał, perorował z taką napuszonością, że słuchać i patrzeć się nie dało i nie chciało. Na szczęście pańscy koledzy stracili władzę, pan również już niewiele może, więc najwyższy czas wyjść z poprzedniej roli. Dzisiaj nadszedł czas wzięcia odpowiedzialności za ten śmietnik, który powstał również przy wydatnym pana udziale.

On: Jednak miałem rację.

Ja: Słucham?

On: Miałem rację. Sąd, taki właśnie Sąd, wasz, zawsze tak postępował. Dlatego chcieliśmy go zreformować.

Ja: Myli się pan. Wy tylko jedno z naszym sądownictwem zrobiliście: zdeformowaliście je! Zdeformowaliście, szanowny panie. Tyle wam się udało, niestety. Ale jako że nic nie trwa wiecznie, więc i wasze koszmarne rządy również dobiegły końca. Dzisiaj mamy ich efekt: nastał czas rozliczeń. Roz-li-czeń! I my pana sumiennie i uczciwie rozliczymy. Pańskich kolegów zresztą i popleczników politycznych również. Tego może pan być pewien!

29.07.2018 r.

05:58, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 26 lipca 2018

1.Dawniej w obiegowym slangu, określającym Milicję Obywatelską, funkcjonowało określenie – glina. Dzisiaj częściej napotyka się termin – pies. Czy któreś z nich jest obraźliwie? Zapewne zależy od kontekstu. Wiem za to jedno: że określenie pies lepiej oddaje sens niniejszego zagadnienia. Pies bowiem z reguły ma pana któremu wiernie służy, będąc mu bezgranicznie oddanym.

W sytuacji, w jakiej się obecnie znajdujemy, wszystko w zasadzie się zgadza: dzisiejsze psy mają właśnie takiego pana. Co zresztą potwierdza szczek jednego z nich: My jako policjanci jesteśmy gotowi na wszystko.

Aż strach myśleć, co może przynieść nam najbliższa przyszłość. To już bowiem nie tylko zapowiedź zwykłego ujadania, to coś więcej – znacznie bardziej mrożącego krew w żyłach. Brrrrrr!...

2.T. Sakiewicz, naczelny Gazety Polskiej (bo inne przecież są niepolskie) napisał ostatnio, że Pokojowy Nobel powinien dostać do spóły z premierem Izraela B. Netanjahu Jarcio Wodnik, tfu!, przejęzyczyłem się – oczywiście miłościwie nam panujący Jaro Kłamczyński. Za co ów Nobel? Za – jakoby – wspólną deklarację walki z antysemityzmem i antypolonizmem.

Powiem krótko – ja już takiego Nobla mam i chętnie panu Sakiewiczowi oddam – za darmo!, żeby wręczył go swojemu politycznemu bogu. Tyle tylko, że musi być tutaj spełniony jeden podstawowy warunek: jego nowy właściciel musi go wyprowadzać często na spacer. Po prostu Nobel musi się porządnie wybiegać. I wyszczać.

3.Jacy jesteśmy, my – Polacy? Oczywiście ci, którzy rządzą dzisiaj Polską uważają, że jesteśmy świetni, wręcz genialni i w ogóle – nie ma takiego drugiego wyjątkowego narodu jak my! Tyle tylko, że dobre samopoczucie wynikające z postrzegania siebie poprzez pryzmat szczególnej wyjątkowości jest, według mnie, nieuzasadnione i wcale nie zmienia faktów. A fakty są takie, że nie jesteśmy narodem jakoś szczególnie mądrym czy mądrzejszym od innych nacji, jesteśmy jedynie narodem cwanym. Nierzadko głupio cwanym!

 Taki stan rzeczy oczywiście nie bierze się znikąd, korzenie tego zjawiska tkwią głęboko w przeszłości. I to w przeszłości sięgającej aż ponad dwustu lat! A niewykluczone, że jakąś część tego nosimy w sobie głęboko w genach już od początków swojego istnienia jako narodu.

Innym jednak razem wytłumaczę, skąd to się wzięło i dlaczego trwa nadal.

 26.07.2018 r.

09:12, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 23 lipca 2018

Jacek Żakowski napisał w Gazecie Wyborczej, że: Metoda leninowska zamieniła system niesprawiedliwy w zbrodniczy. Metoda Ziobry i Jakiego zwalcza nieuczciwość bezprawiem. Autorzy etc. chcą masową kradzież ograniczyć metodą wprowadzającą powszechną inwigilację. A ceną globalnej mundialowej fiesty jest akceptacja Putinowskich zbrodni.  I właśnie na tym ostatnim zdaniu chciałbym się skupić.

Felietony J. Żakowskiego zamieszczane w GW są zawsze na wysokim poziomie i, jak dotąd, nie przypominam sobie sytuacji, żebym się z nimi generalnie nie zgadzał. W powyższym przypadku jest podobnie: zgadzam się nie tylko z ostatnim zdaniem tego felietonu, akceptuje również jego diagnozę i w pozostałych przypadkach. Jeżeli jakaś różnica występuje pomiędzy naszym postrzeganiem rzeczywistości i jej opisem, to tkwi ona jedynie w niuansach.

Niuans w powyższym przypadku, pomimo początkowej zgodności z J. Ż., polega na tym, że wraz z upływem czasu doszedłem do wniosku, że mimo wszystko dobrze się stało, iż Mistrzostwa Świata w tzw. piłce kopanej odbyły się właśnie w Rosji. Dlaczego? Już wyjaśniam.

Otóż powód jest prozaicznie prosty: Rosjanie, obcując z przedstawicielami wielu narodów, którzy wybrali się na tę mundialową fiestę, zobaczyli i przekonali się na własne oczy, że świat nie jest wcale wrogo do nich nastawiony, a przedstawiciele tego świata, to ludzie uśmiechnięci, korowi, roześmiani i niezwykle przyjaźni, i straszenie ich przez własne władze właśnie owymi przedstawicielami zachodniego zgniłego świata, oparte jest tak naprawdę na zwykłym, podłym kłamstwie, które ma na celu wywołanie jedynie syndromu tzw. oblężonej twierdzy. Osobiście jednak mam nadzieję, że impreza ta, chociaż niewykluczone iż jest to jedynie moje myślenie życzeniowe, skłoni Rosjan do refleksji, że ich państwu nic nie grozi ze strony krajów uczestniczących w mundialu; że tak naprawdę ten zgniły Zachód nie jest dla nich żadnym zagrożeniem!

Gdyby tak się stało, jest nadzieja, że impreza, którą zorganizował W. Putin – Krysionok (Szczurek) odegra diametralnie inną rolę od zamierzonej: zamiast potwierdzenia i utrwalenia niechęci Rosjan do zachodniego świata, w niedalekiej przyszłości zaowocuje szeroką społeczną niezgodą i protestem wymierzonym w państwo proponowane przez Putina. Oby tak właśnie się stało. I oby nastąpiło to jak najszybciej i w sposób pokojowy.

To, co najgorsze przy okazji tej światowej imprezy, to fakt, że wraz z upływem czasu przywykamy, czyli tak naprawdę akceptujemy bezprawie współcześnie istniejących satrapii, czy nawet, niestety, toczące się wojny. Tylko dlatego, że występują te rzeczy nie u nas, więc po co angażować się w coś, co nas bezpośrednio nie dotyczy. Ważne jest w takim myśleniu tylko to, żebyśmy byli cali i mieli święty spokój. My – pojedynczy, małostkowi, tchórzliwi, zapatrzeni jedynie we własne podwórko!

Że to paskudna, żenująca i niezwykle krótkowzroczna postawa, nie będę nawet pisał i kogokolwiek do tego przekonywał. Po prostu tak jest, bo to pewnik taki sam jak aksjomat matematyczny.

23.07.2018 r.

12:50, adelmelua
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 16 lipca 2018

Zanim na dobre zaczęły się piłkarskie mistrzostwa świata w Rosji, dla nas już się one skończyły. I to mimo wielu optymistycznych zapowiedzi, a także zasadnych nadziei. Niestety, tradycji, rzec można, stało się zadość, tzn. jak zwykle od dawna na tego typu imprezach pierwszy mecz naszej reprezentacji był meczem otwarcia, drugi – meczem o wszystko, ostatni zaś okazał się meczem o honor. Po części, trzeba przyznać, uratowany. Po części, bo ten, kto ten mecz oglądał, widział jego kuriozalną końcówkę, która ze sportem w zasadzie niewiele miała wspólnego.

Pytanie zasadnicze jednak jakie się tutaj musi pojawić brzmi: Jakie te mistrzostwa dla nas były? Otóż najkrócej, a dosadnie rzecz ujmując, były one koszmarne i jedyne co dobre, to fakt, że tak szybko się one dla nas skończyły! Podejrzewam bowiem, że im dłużej by one dla nas trwały, tym większa byłaby kompromitacja, blamaż i w ogóle wstyd.

Nie wiem, gdzie został popełniony błąd i w którym momencie. Podejrzewam jednak, że już w eliminacjach powinna zapalić się lampka kontrolna po meczu w Kopenhadze z Danią, gdzie przerżnęliśmy gładko cztery do zera. Potem, mam wrażenie, była już jedynie jazda w dół, przy zagłuszającym jednak aplauzie, który skutecznie zagłuszał jakikolwiek głos rozsądku. Sam zresztą temu uległem, przegrywając z kolegą w pracy 50 zł w zakładzie, że Polska wyjdzie z grupy.

Nie będę jednak rozpisywał się w tym momencie o naszej reprezentacji, dlaczego nasi piłkarze sprawiali wrażenie jakby po raz pierwszy, albo co najwyżej drugi, spotkali się ze sobą na boisku; nie będę się głośno zastanawiał, czy trener powinien być zmieniony czy też nie, a jeżeli tak, to na kogo. Napiszę o tym, jak do wczoraj typowałem w STS-ie.

Otóż jeszcze w czerwcu, gdy było daleko od jakichkolwiek rozstrzygnięć, wytypowałem końcową trójkę mistrzostw: Francja, Anglia, Belgia. Niestety, nie uwzględniłem tego, że Anglicy dadzą ciała z Chorwatami i – kupon zwyczajnie mi się zesrał. Ale że Francuzów widziałem niemalże od początku na mistrzowskim tronie, więc i tak na nich postawiłem. Dodatkowo jednak, to już wczoraj, wytypowałem wynik meczu Francuzów z Chorwatami (kupon), co w sumie dało mi trzysta złociszy wygranej przy kilkudziesięciozłotowym wkładzie własnym.


Czy mogło być inaczej? Oczywiście nie! Z dwóch prostych powodów: pierwszy – na dzień 14-ego lipca przypada narodowe święto Francji, drugi powód – to moje urodziny w tym własnie dniu. Zatem:

– Vive la France!

P.S.

Niestety, ilekroć próbuję powiększyć zdjęcia wygranych kuponów, tylekroć wszystko się rozmazuje. Dlatego jestem zmuszony zrezygnować z umieszczenia ich tutaj. Po prostu musicie(?) uwierzyć mi na słowo, że tak było.

16.07.2018 r.

15:15, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 12 lipca 2018

Ponad dwa lata temu napisałem tutaj, że daję pisowcom dwa lata rządzenia i że po tym czasie nastąpią zasadnicze zmiany, na tyle duże, że odsuną ich one od władzy. Sąd swój opierałem na dwóch przesłankach: zużyciu materiału, tzn. rządzący narobią takiego bałaganu, że w końcu ludzie w proteście wyjdą na ulice i zażądają nie tyle powrotu do starego, ile w ogóle niezbędnych zmian tego, w czym aktualnie funkcjonują; druga przesłanka z kolei polegała na wierze, okazuje się dzisiaj że jednak płonnej, iż w Prawie i Sprawiedliwości znajdzie się na tyle duża grupa posłów, która w końcu tak uprawianej polityce wypowie posłuszeństwo i powie swoje stanowcze: Dosyć! Tak nie można postępować! Nie akceptujemy takich rozwiązań i takiej drogi politycznej. Odchodzimy!

Niestety, jak napisałem wyżej, moje rozumowanie w tym zakresie poniosło klęskę. Przynajmniej na dzisiaj. Ale nie dlatego jednak, że było ono zbyt naiwne, ono było jedynie za bardzo optymistyczne! A było takie, ponieważ opierało się na zaufaniu nie tyle do pisowskiego posła czy senatora, ono się opierało na zaufaniu do człowieka jako takiego! Człowieka, który okazał się, niestety,  najsłabszym ogniwem w moim rozumowaniu. Ściślej chodzi o to, że ów materiał z jakim mamy do czynienia, a jaki tworzy Prawo i Sprawiedliwość, to materiał mierny, bierny, ale, co najważniejsze dla wodza tej partii, wierny! To materiał, dla którego najważniejszą rzeczą jest przynależność do grupy, która otrzymuje profity od władzy w postaci intratnych synekur. Dlatego właśnie tacy ludzie nie staną po drugiej stronie barykady, nie powiedzą nagle: jesteśmy przyzwoici. Ponieważ oni ponad przyzwoitość i lojalność wobec społeczeństwa stawiają właśnie ww. zyski.

Dzisiaj rozgrywa się w zasadzie ostatni bój o praworządność w Polsce – bój o Sąd Najwyższy. W tej sytuacji można być pewnym jednego: jeżeli PiS-owi uda się położyć swoje zwyrodniałe łapsko na tej instytucji i tym samym uzależnić od siebie poprzez swoich nominatów, wówczas, niestety, obawiam się, że wcześniej czy później stanie się rzecz najgorsza z możliwych: o zmianach w Polsce zadecyduje jednak ulica.

Takie rozwiązanie, oczywiście, zawsze jest złe, tyle, że nierzadko jest jedynym, jakie pozostaje zdesperowanemu społeczeństwu, które pozbawione innych form politycznej walki, staje niejako pod ścianą. I mimo że taką formę politycznego rozstrzygnięcia odrzuca się a priori w warunkach demokratycznego państwa, to jednak sytuacja wewnętrzna kieruje się inną logiką i zmusza do tego, żeby akurat taką właśnie formę zaakceptować dla dobra sprawy.

Na koniec mam dla wszystkich krótkowzrocznych przedstawicieli dzisiejszego obozu władzy taką oto fraszkę:

                          Po latach

                     Niejedna ikona –

                     Po latach na śmietniku kona.

Dobrze by było, gdybyście panie i panowie z obozu władzy o tym pamiętali. Choć z drugiej strony trudno jest mi na to liczyć, z jednego prostego powodu: jesteście w swojej masie zbyt durni, w innej znów części głupio cwani, żeby w pewnym momencie pojawiła się niezbędna refleksja. Piszę więc bardziej z obowiązku wyrażenia tego co czuję, niż w nadziei, że uda mi się kogokolwiek z was nakłonić do zmiany swojego myślenia.

12.07.2018 r.

08:27, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
O autorze
więcej: www.kiler.blox.pl kontakt: czaplinski@tlen.pl