RSS
środa, 24 stycznia 2018

W sejmie kilka dni temu odbyło się głosowanie nad dwiema ustawami dotyczącymi przerywania ciąży. Jedna dotychczasowe normy zaostrzała – rządowy projekt, druga, opozycyjna – liberalizowała je. Ta ostatnia, mimo że później i tak nie miałaby zapewne szans w w procesie legislacji, już na wstępnym etapie została odrzucona. To jednak, co tutaj zaskakujące, to fakt, że stało się to przy wydatnej pomocy posłów opozycyjnych. Tym samym wyszło na jaw zakłamanie wielu tych, którzy znaleźli się w sejmie z list zarówno Nowoczesnej, jak i Platformy Obywatelskiej, czyli partii tzw. niby liberalnych, centrowych! Innymi słowy – wyszło na to, że projekt, mimo iż dopiero miał zostać skierowany do prac w komisji zajmującej się tą problematyką, a następnie oddany  pod głosowanie w sejmie, już na wstępnym etapie został utrącony. O czym to świadczy? W zasadzie tylko o jednym: że w szeregach obu partii, mieniących się liberalnymi, jest wielu tak zatwardziałych konserwatystów, że lepiej by było, gdyby oba ugrupowania zrobiły wewnątrz siebie czystkę na tyle skuteczną, aby w następnych wyborach parlamentarnych zwyczajnie nie robić z wyborców wariatów!

To, co zwróciło moją uwagę przy tłumaczeniach się opozycyjnych posłów z takiego a nie innego głosowania, to powoływanie się na klauzulę sumienia. Zakłamani idioci nie tylko zapomnieli z jakich list startowali do sejmu, ale również, co gorsza, zastosowali taką samą retorykę, jakiej używali aptekarze odmawiający sprzedania tabletki elleOne, czy lekarze, którzy odmawiają kobietom przepisania tabletki dzień po, badań prenatalnych czy usunięcia chorego płodu, zagrażającego życiu matki, której życie jest dla nich mnie istotne niż życie nienarodzonego jeszcze dziecka. Powiedzieć w tym wypadku szuje, to znaczy nic nie powiedzieć. Dlatego z tego miejsca mówię tym wszystkim kretynom: Bezduszni idioci! Mam nadzieję, że jest to wasz ostatni spektakl w parlamencie i już nigdy ponownie tam się nie znajdziecie. Ja w każdym razie z całą pewnością nie oddam głosu na żadnego debila, przedstawiającego się jako niby liberalny polityk, klęczący przed biskupami nawet wtedy, gdy siedzi w parlamentarnej ławie. Niech was szlag! I to najlepiej w pogodny, słoneczny dzień.

24.01.2018 r.

11:58, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 21 stycznia 2018

Dawno już tutaj nic nie napisałem o  „naszym” religijnym przywódcy i, o zgrozo, królu Polski(!) – Jezusie z Nazaretu, który, mimo wiedzy i techniki jaką obecnie dysponujemy, nadal, co właściwie zakrawa na kpinę z rozsądku i na szaleństwo w czystej postaci, pozostaje dla wielu bogiem! To nic, że bogiem bajkowym z gatunku Tysiąca i jednej nocy, ważne, że nim jest. Dlatego żeby choć trochę odkłamać ów nierealny świat, a tym samym postać samego Jezusa, będzie dzisiaj trochę o takim Mesjaszu, o jakim zwykle się nie mówi i nie czyta, czy raczej nie odczytuje z Nowego Testamentu!

Pomijając to, kto pierwszy ujrzał Nazareńczyka po jego niby zmartwychwstaniu (była to oczywiście jego życiowa partnerka Maria Magdalena, a on sam, jestem tego pewien, ostatecznie nie skonał na krzyżu), był on przede wszystkim człowiekiem z krwi i kości i z religijnym obrazem, jaki wytworzył Kościół katolicki na przestrzeni wieków na swoje wyraźne potrzeby, nie miał nic wspólnego, albo bardzo niewiele. Niestety, dzięki sprytowi biskupów chrześcijańskich i cesarzom rzymskim, począwszy od Konstantyna Wielkiego, poprzez Teodozjusza Wielkiego, a skończywszy na starożytnych, średniowiecznych i nowożytnych cwaniakach na stolcu watykańskim, religia chrześcijańska zdobyła to, co do tej pory posiada, a z czego najważniejszą rzeczą jest właśnie zmartwychwstanie naszego bohatera i uznanie jego boskości. Innymi słowy chodzi o to, że podstawa Kościoła katolickiego jedzie lipą i to już od samego początku! Dla sprawiedliwości dodam, że nie tylko zresztą tego Kościoła, bo inne w tym zakresie tak naprawdę niczym się nie różnią.

Nie temu jednak zagadnieniu chciałbym poświęcić dzisiejszy wpis, dzisiaj będzie, co prawda, o owym reformatorze religijnym, ale trochę inaczej niż zwykło się Go postrzegać; będzie nie o synu jakiegoś wyimaginowanego boga, ale o człowieku z krwi i kości – osobniku egocentrycznym, nie znoszącym kwestionowania swojej misji, grożącym tym wszystkim, którzy nie tylko nie zgadzali się z Jego nauką, ale również nie wpuszczali do miast Jego uczniów – wysłanników tzw. dobrej nowiny, ogniem piekielnym!  A żeby nikt nie zarzucił mi kłamstwa, swoje przykłady oprę jedynie na tym, co jest podstawą wiary w Niego, czyli na religijnym kanonie chrześcijaństwa – Nowym Testamencie.

Jakim człowiekiem był w rzeczywistości Jezus? – oto jest pytanie na miarę wyzwania XXI wieku! Bo to, że był postacią z pewnością złożoną, przez to niejednolitą, to więcej niż pewnik. Jaki jednak był naprawdę? Czy jedynie współczujący i biorący pod opiekę słabych, chorych, uciśnionych? Czy może jednak było w nim również coś, co nie przystoi zbawcy świata? A jeżeli tak, to jak interpretować choćby wypowiedziane przez niego słowa? Choćby właśnie te poniżej:

Mateusz 10, 14: I gdyby kto was nie przyjął i nie słuchał słów waszych, wychodząc z domu lub miasta onego, strząśnijcie proch z nóg swoich. Zaprawdę powiadam wam: lżej będzie w dzień sądu ziemi sodomskiej i gomorskiej niż temu miastu.

I jak – brzmi nieźle, prawda? Ale to nie koniec, to dopiero początek!

Ten sam Mateusz 11, 20-24: Wtedy zaczął grozić miastom, w których dokonało się najwięcej jego cudów, że nie pokutowały.

Biada tobie, Chorazynie, biada tobie, Betsaido, bo gdyby w Tyrze i Sydonie działy się te cuda, które u was się stały, dawno by w worze i popiele pokutowały.

Ale powiadam wam: lżej będzie Tyrowi i Sydonowi w dniu sądu aniżeli wam.

A ty, Kafarnaum, czy aż do nieba wywyższone będziesz? Aż do piekła zostaniesz stracone, bo gdyby się w Sodomie dokonały te cuda, które się stały u ciebie, stałaby jeszcze po dzień dzisiejszy.

Ale powiadam wam: lżej będzie ziemi sodomskiej w dniu sądu aniżeli tobie.

Oczywiście Mateuszek nie był odosobniony w takim przekazie słów mistrza religijnego, Łukasz podobnie relacjonował. Oto przykład – Łukasz 10, 10-16:

Jeśli zaś do któregoś miasta wejdziecie, a nie przyjmą was, wyjdźcie na ulicę i mówcie:

Nawet proch z miasta waszego, który przylgnął do nóg naszych, strząsamy na was, lecz wiedzcie, iż przybliżyło się Królestwo Boże.

Powiadam wam, iż w dniu owym lżej będzie Sodomie niż owemu miastu.

Biada tobie, Chorazynie, biada tobie, Betsaido, bo gdyby w Tyrze i Sydonie działy się te cuda, które u was się stały, dawno by w worze i popiele siedząc pokutowały.

Toteż lżej będzie Tyrowi i Sydonowi na sądzie aniżeli wam.

A ty, Kafarnaum, czy aż do nieba wywyższone będziesz? Nie! Aż do piekła zstąpisz.

A kto was słucha, mnie słucha, a kto wami gardzi, mną gardzi. A kto mną gardzi, gardzi tym, który mnie posłał.

Ot, przyjemniaczek! Ale to oczywiście jeszcze nie wszystko, dalej Łukaszek również przytacza „dobrą nowinę” Mistrza:

Łukasz 14, 26: Jeśli kto przychodzi do mnie, a nie ma w nienawiści ojca swego i matki, i żony, i dzieci, i braci, i sióstr, a nawet i życia swego, nie może być uczniem moim.

I dalej:

Łukasz 12, 51: Czy myślicie, że przyszedłem, by dać ziemi pokój? Bynajmniej, powiadam wam, raczej rozdwojenie.

Odtąd bowiem pięciu w jednym domu będzie poróżnionych: trzej z dwoma, a dwaj z trzema.

Będą poróżnieni ojciec z synem, a syn z ojcem, matka z córką, a córka z matką, teściowa z synową, a synowa z teściową.

I jeszcze dwa kwiatki z tego samego ogródka:

Łukasz 9, 59-60: Do drugiego zaś rzekł: Pójdź za mną! A ten rzekł: Pozwól mi najpierw odejść i pogrzebać ojca swego.

Odrzekł mu (Jezus): Niech umarli grzebią umarłych swoich, lecz ty idź i głoś Królestwo Boże.

Powiedział też inny: Pójdę za tobą, Panie, pierwej jednak pozwól mi pożegnać się z tymi, którzy są w domu moim.

A Jezus rzekł do niego: Żaden, który przyłoży rękę do pługa i ogląda się wstecz, nie nadaje się do Królestwa Bożego.

Chociaż to nie wszystko na temat wyjątkowej wspaniałomyślności Jezusa z Nazaretu, to tyle, myślę, na dzisiaj wystarczy. Ja w każdym razie mam dosyć.

Ament.

P.S.

http://www.superstacja.tv/program/nie-ma-zartow-krzysztof-pieczynski,6637984/

21.01.2018 r.

13:30, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
piątek, 19 stycznia 2018

Nigdy jakoś specjalnie nie ceniłem pani Ilony Łepkowskiej jako scenarzystki. Film bowiem, to coś więcej niż przedstawianie wydarzeń z naszego życia jeden do jednego, a pani I. Łepkowska, tak się składa, wyspecjalizowała się w takim właśnie ujmowaniu tematu filmowego. Po jakichś koszmarnych Barwach szczęścia, M jak miłość czy Klanie, przyszła kolej na Koronę królów. Co prawda sama napisała jedynie dwa pierwsze odcinki tego knota – swoją drogą fatalne – niemniej przy pozostałych pełniła rolę konsultanta. Tyle jednak wystarczyło, żeby robotę niemiłosiernie spartolić. To bowiem, co mogło od biedy ujść na sucho w serialu współczesnym, już w historycznym musiało oczywiście niezmiernie razić i w konsekwencji przynieść porażkę. Porażkę tak artystyczną, jak i edukacyjną. Dlatego nie sposób nie zadać tutaj pytania: Co w zasadzie mogło powstać z kooperacji fascynata discopolowego (Jacek Kurski)) ze scenarzystką telenowelową? Odpowiedź jest niezmiernie krótka: właśnie Korona królów!

Dane statystyczne mówią, że oglądalność jest duża – przynajmniej pierwszych pięć odcinków obejrzało trzy miliony Polaków. Nic dziwnego – sam "zaliczyłem" ich około siedmiu z trzynastu dotychczas wyświetlonych, łudząc się, że serial ten spełni wysokie oczekiwania filmowego serialu historycznego. Niestety, moja wiara była naiwna. A jak jeszcze zapoznałem się z wydarzeniami około filmowymi, to znaczy że serial napisał ktoś inny, pod innym tytułem i w ogóle miał przedstawiać wydarzenia ujęte z innej, nietypowej perspektywy, bo kobiecej, stało się dla mnie jasne, dlaczego zamiast dobrego serialu historycznego Korona królowej, mamy Koronę królów – telenowelę, która ma jedynie tyle wspólnego z historią, że rozgrywa się w historycznej, swoją drogą niezmiernie ubogiej, scenografii; dlaczego zamiast dobrej gry aktorskiej (fatalnie dobrani aktorzy) – mamy nijakie, uwspółcześnione dialogi, które wręcz rażą swoją papierowością; dlaczego zamiast informacji o epoce, faktach, wydarzeniach – mamy deprecjonowanie nie tylko Władysława Łokietka (chodzi nie tylko o ukrywanie jego stanu zdrowia, ale również o scenę jego śmierci: naiwna i w ogóle niezgodna z prawdą historyczną), ale również Kazimierza, któremu co i rusz zarzuca się tchórzostwo  i słabość; dlaczego przyszła królowa, Aldona Giedyminówna, zachowuje się jak rozkapryszona mieszczka i zarówno ona, jak i wiele innych osób posługuje się językiem nie przystającym do epoki, w której rozgrywa się akcja? Takich pytań jest więcej, tyle, że ich stawianie nic tutaj nie da. Mleko się rozlało.

Szkoda, bo zamiast dobrego serialu historycznego, przedstawiającego prawdę historyczną, dobrze zagranego, z ciekawymi dialogami, mamy produkt, który jest niczym innym jak gniotem telewizyjnym na kształt gumy do żucia – po szybkiej utracie smaku, następuje jej wyplucie. Tyle, że tak naprawdę, to nic zaskakującego – w końcu ze współpracy fana disco polo (prezes TVP) i sprawnej scenarzystki telenowel (I. Łepkowska) nie mogło powstać nic dobrego. Gorzej, że ów knot został zrealizowany za pieniądze podatników, czyli nasze!

19.01.2018 r.

11:34, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
środa, 17 stycznia 2018

Człowiek, jak wiadomo, to bydlę, a bydlę, jak również wiadomo, to nie człowiek, więc… Cóż, jednego można być pewnym w tej paradoksalnej sytuacji – z całą pewnością nikogo z was, tzn. nie rywali, ale moich nieprzyjaciół, nie oszczędzę! Prawda bowiem jest taka, że, używając języka waszego, pożal się boże, przywódcy i mesjasza, tak naprawdę, to właśnie wy należycie do tego gorszego sortu, i nawet nie tyle Polaka, ile w ogóle rodzaju ludzkiego. Jesteście ludźmi, z którymi lepiej nie mieć do czynienia. Albowiem ta wasza chorobliwa podejrzliwość, zawiść, ksenofobia i skłonności autorytarne, są zwyczajnie odrażające i odpychające!

Z czego to się bierze? Oczywiście z kompleksów. Ale też z waszego zagubienia w rzeczywistości XXI wieku. Nie odnajdujecie się w niej, nie potraficie znaleźć sobie miejsca, a tym samym jesteście sfrustrowani i pełni nienawiści, że innym jakoś się udało poukładać swoje życie, że potrafią się cieszyć swoim małym szczęściem, podczas gdy wy jesteście nadal w przysłowiowej czarnej d. Nie możecie tego zdzierżyć, bo przecież uczciwie nie mogło im się to udać! Więc dlatego musicie kogoś skopać, tak do bólu, żeby poczuł swoją egzystencję poprzez waszą wypaczoną sprawiedliwość. Musicie być podejrzliwi, nienawistni, zaczepni, bo na tym najłatwiej budować kapitał polityczny. Wiedzcie jednak, że kopanie dołków pod innymi nierzadko owocuje tym, że samemu się w nie wpada.

Najgorsze, że swoją życiową postawą przypominacie mi (Teraz będzie ostrzej, ale musi być!) robactwo. A ja, tak się składa, insektów nie lubię. Żadnych! Oczywiście, gdybyście byli muchami lub komarami, lub gnidami, lub pchłami, lub karakanami – i tak dalej, i tak dalej, to bym was rozgniótł na miazgę. Wszystkich! Co do jednego! I byłoby po sprawie. A świat tym samym byłby lepszy. Przyjaźniejszy. Ale jako że jesteście, niestety, ludźmi, to mogę jedynie was obsobaczyć i więcej nie słuchać, i nie patrzeć na was. Ilekroć bowiem was widzę, czy, gorzej – słyszę, choćby w niewielkim fragmencie, zbiera mnie na wymioty i taki dzień mam stracony. Bo to tak, jakbym patrzył i słuchał którejś z pań Gosiewskich, które są kwintesencją waszego pisowskiego charakteru. Zaprawdę powiadam wam – niezmiernie przykry widok i koszmarne doświadczenie. Dlatego błyskawicznie od niego uciekam, przełączając telewizor na inny program lub wyłączając fonię. Biedny Przemek uciec nie mógł. Co prawda zwiał od jednej, ale wyszło na to, że zaraz wpadł z deszczu pod rynnę, czyli w objęcia drugiej. Zgroza!

Dlatego ja, z tego miejsca, rozumiejąc jego życiową drogę przez mękę, tak zupełnie przy okazji, chciałbym niezmiernie podziękować mu za to, że miał tylko dwie żony. Trzeciej bowiem bym już nie zdzierżył! Trzecia, to zbyt duże nagromadzenie w przestrzeni publicznej zawiści i nieprzejednania. W końcu już dwa grzybki w barszcz, to o jeden za dużo, a co dopiero mówić o trzech! A swoją drogą, jak on mógł wytrzymać choćby z jedną z nich? Nie mam pojęcia. Chapeux bas, panie Przemku, szacun i podziw. Chapeau ba! Co najmniej medal Hioba się panu należy. Pośmiertnie. Obiecuję, że taki w wolnej chwili wyklepię dla Pana.

Ale żeby niepotrzebnie już nie przedłużać, kończę i:

– Znikam was z mojego życia! A kysz!! I pod miotłę mysz.

16.01.2018 r.

11:59, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
sobota, 13 stycznia 2018

Jak zwykle ortodoksyjni durnie w sejmie, inspirowani innymi kretynami spoza sejmu, zaczynają wojenkę światopoglądową w sprawie aborcji, wycierając sobie, jak zwykle przy tej okazji, gęby bogiem i prawem do życia każdej zygoty. Tyle, że zygota to jeszcze nie człowiek, więcej – to w ogóle nie człowiek, to jedynie możliwość bycia nim, więc narzucanie innym w tym zakresie chorej wizji świata i nakazanie jej respektowania, jest nie tylko upokarzające, jest przede wszystkim nieludzkie! Dlatego z tego miejsca mówię stanowcze – Nie! Nie zgadzam się na to, żeby ktokolwiek decydował o moich plemnikach i o tym, co z nich powstanie, czy raczej, co przy ich udziale może powstać. To ja rozdaję karty w tej rozgrywce i to ja decyduję o wystrzelonym przeze mnie plemniku w przestrzeń świata, czyli w obszar kobiecej waginy. Ja i tylko ja!

Oczywiście, każde dziecko poczęte w łonie matki ma święte prawo do życia. Tyle że poczęte z miłości dwojga ludzi – nie z gwałtu. Więcej – dziecko nie obarczone śmiertelną chorobą, czy zagrażające swoim bytem życiu kobiety. Ba – jestem nawet przyznać, że to poczęte w łonie ojca również posiada takie prawo. Nawet to ostatnie, według mnie, posiada je większe, bo jest czymś wyjątkowym i niespotykanym! Chociaż, z drugiej strony, świetnie że niespotykanym, ponieważ mężczyźni tyle mają do powiedzenia na temat ciąży, co ja w sprawie życia płciowego księży. To znaczy wiem że je mają, i to bardzo różnorodne, jednak co do szczegółów już tak dobrze się nie orientuję.

Niestety, jest tak, że ci twardogłowi obrońcy życia w każdej postaci, choćby i koszmarnej, starają się nie tylko mówić na ten temat, i to zbyt wiele, ale jeszcze więcej robić. Złego. Jakby zagadnienie dotyczyło właśnie ich – nie kobiet! Jakby mieli jakiekolwiek prawo decydowania za nie! Jakby to prawo nadała im ogólnoludzka matka, to znaczy każda kobieta! Jakby uzurpacja władzy w tym zakresie była sankcjonowana prawem!

Tylko że nikt im takiego prawa nie dał, nikt nie wyposażył mężczyzny w broń, którą ten średniowieczny imbecyl chłoszcze kobiety za odstępstwa od swoich odgórnie narzucanych praw. To życie kobiety i jedynie ona – wraz ze swoim partnerem – ma pełne prawo do decydowaniu o sobie, płodzie chorym, pochodzącym z gwałtu, czy też takim, które zagraża jej życiu. Chcecie więcej dzieci, również jako krótkotrwałych roślin, sami je sobie rodźcie, adoptujcie, otaczajcie opieką. Ale nie zmuszajcie nikogo do poświęceń pozostawiających w psychice traumę z reguły na całe życie!

Tyle. Reszta w mogile.

13.01.2018 r.

10:27, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 11 stycznia 2018

Przedwczoraj Mateo Morawiecki po dwunastej, niczym Garry Cooper W samo południe, powiedział przy okazji rekonstrukcji swojego gabinetu politycznego, że ci, którzy odeszli z rządu – wykonali swoją pracę bardzo pięknie. Gdybym się nie znał na żartach zapewne przyjąłbym powyższe sformułowanie jako poważną informację, na szczęście jest inaczej i takie słowa traktuję z przymrużeniem oka. Niemniej wolałbym usłyszeć od premiera polskiego rządu kilka słów prawdy, a nie jakieś taktowne pierdu-pierdu mające niewiele wspólnego z rzeczywistością. A prawda powinna brzmieć mniej więcej następująco:

– Panowie, wykonaliście swoją pracę oczywiście na miarę swoich możliwości i najlepiej jak potrafiliście. Niestety, nie potrafiliście wiele, więc zostaliście odwołani. Każde bowiem fatalne działanie musi mieć swój koniec. W waszym przypadku ten koniec i tak wypadł stosunkowo późno. Najlepiej byłoby bowiem, gdybyście w ogóle nie zajmowali tych stanowisk nawet przez pięć minut. Na szczęście nic nie trwa wiecznie, więc i wasz czas – czas szkodników się skończył. I oby już nigdy więcej się nie powtórzył. A teraz – precz mi z oczu! Natychmiast!

Naturalnie takie słowa paść nie mogły, ale również nie powinny pojawić się w eterze te o pracy ministrów wykonanej jakoby bardzo pięknie. Bo bardzo pięknie, to ich praca została spartolona! Więcej – takie słowa, jakie wypowiedział Mateo Morawiecki, to jawna kpina z ludzi, którzy naprawdę codziennie ciężko pracują i są z tej pracy rozliczani. Ci, którzy decydowali o naszej przyszłości za nic nie odpowiedzieli, a na dodatek brali jeszcze za to potężne pieniądze. Czy to jest fair? Czy nie jest to jawna kpina z nas, państwa i w ogóle z życia?

Wielu dziennikarzy mówi dzisiaj, że niektórych dymisji można się było spodziewać, ale że świątobliwy Antonio zostanie usunięty z rządu, to raczej duża niespodzianka. Jeżeli ktoś tak twierdzi, a zajmuje się opisem naszej sceny politycznej, powinien zmienić profesję. Bo tak naprawdę to żadna niespodzianka! Pisałem o takim rozwiązaniu dokładnie miesiąc temu 8 grudnia ubiegłego roku (wcześniej również) i wyjaśniałem, dlaczego takie rozwiązanie zostanie przeprowadzone. Nie wspominałem jedynie o min. A. Streżyńskiej, ponieważ jej urząd cyfryzacji i tak miał pójść do likwidacji, tzn. miał zostać połączony z innym resortem, więc tym samym była do „odstrzelenia”. A tym łatwiej przyszło to zrobić, że nie jest członkinią PiS-u.

Reasumując – przedwczorajsze zmiany tak naprawdę i oczekiwane i bez niespodzianek, przynajmniej dla mnie. Dzisiaj, po usunięciu z rządu ministra od rozbrojenia narodowego, czekam jeszcze tylko na jedno: większe skonfliktowanie w obozie władzy, a tym samym wcześniejsze wybory parlamentarne. Kierując się bowiem sondażowymi wynikami poparcia dla Prawa i Sprawiedliwości, poseł Kłamczyński ma wszelkie dane, żeby taką decyzję podjąć. Czy zaryzykuje? Oby! Ja w każdym razie, mimo że kościoły omijam szerokim łukiem, przespaceruję się do któregoś z nich i w powyższej intencji dam nawet na tacę!

Ament.

11.01.2018 r.

09:14, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 09 stycznia 2018

To nieważne, czy w wyniku takiego a nie innego sąsiedztwa, jakoby niekorzystnego ze względu na Rosję i Niemcy, staliśmy się istotną częścią dziejów historii europejskiej, ważne, że jesteśmy jej częścią składową. I szkoda tylko, że tak jak kiedyś utraciliśmy mocną pozycję polityczną w Europie na skutek genetycznie zakodowanej głupoty, tak również dzisiaj marnotrawimy swój potencjał, co szczególnie widać w działaniach tych, którzy sprawują władzę w sposób nieodpowiedzialny i krótkowzroczny, i nie dostrzegają związanych z tym zagrożeń.

To jednak, że byliśmy i jesteśmy częścią składową historii europejskiej, nie znaczy wcale, że dzięki temu staliśmy się dzisiaj niejako z urzędu krajem wyjątkowym, a już na pewno że jesteśmy jakimś pieprzonym światowym mocarstwem i dlatego możemy się zachowywać nieodpowiedzialnie. Bo takim krajem nie jesteśmy! I nic tak naprawdę do takiego postępowania nas nie upoważnia. Jesteśmy raczej krajem słabym, ze średnimi możliwościami i na dodatek mocno uzależnionym od swoich partnerów z Unii Europejskiej. Może z jednej strony dysponujemy właśnie sporym potencjałem, jednak z drugiej – bezmyślnie go marnujemy, jak zwykle zresztą, wywijając szabelką w obronie dziewiętnastowiecznego świata. Po co i na co? Tylko głupcy z Prawa i Sprawiedliwości raczą wiedzieć!

Niestety, z narracji pisowskiej jawimy się jako supermocarstwo, niezależne od nikogo, z którym należy się mocno liczyć, bo w innym przypadku pokażemy na co nas stać! To, że stać nas jedynie na bezgłośne pierdnięcie, po którym będzie tylko kupa smrodu na europejskim salonie, tego już żaden idiota nie bierze pod uwagę. Taka wizja bowiem przekracza ich wyobraźnię! Oni noszą głowę w chmurach, więc nie wiedzą, co się dzieje w okolicach dupnych, gdzie uwalnia się ich swąd, a tym bardziej nie czują, jakiego faux pas się dopuścili.

Smutna to konstatacja, tym bardziej, gdy przyjdzie nam za dzisiejszy brak kultury, a także solidarności z resztą krajów unijnych, zapłacić. Bo że taki rachunek zostanie nam wystawiony, to więcej  niż pewnik! Dlatego należy jedynie w tym miejscu wznieść modły do Opatrzności, aby owa cena nie była zbyt wysoka.

Jest jednak coś, co mogłoby nam pomóc: najlepiej byłoby wsadzić ich wszystkich w krowi zadek i dopuścić do niego byka. Myślę, że wtedy by do nich dotarło, co robią z tym krajem i jego obywatelami.

Ole!

09.01.2018 r.

10:57, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
piątek, 05 stycznia 2018

Źle zaczynać nie tylko ten, ale w ogóle każdy rok od wpisu o śmierci. Muszę jednak od niej zacząć, ponieważ ta śmierć, o której chcę napisać, tkwi we mnie niczym zadra, nie dając spokoju.

W czwartek 19 października ubiegłego roku pod Pałacem Kultury polał się benzyną i podpalił, nie wiem czy wzorem Ryszarda Siwca z września 1968 roku, czy Jana Palacha z 1969 roku, czy też może mnichów tybetańskich w Lhasie, wiem, że zrobił to zwykły obywatel mojego kraju, Piotr Szczęsny, czy może powinienem raczej napisać Piotr nie-Szczęsny!

Mimo iż od tego dnia upłynęło już ponad dwa miesiące, do dzisiaj mam z tym tragicznym wydarzeniem problem i nie wiem, jak mam się do niego ustosunkować. Nie wiem, czy go podziwiać, szanować, czcić, czy też może bardziej być wkurzonym i pomstować na czym świat stoi, że to szczyt głupoty i niewyobrażalne wręcz nieszczęście! Nie wiem, czy ów desperacki akt był właściwym krokiem i czy naprawdę takie metody są na tyle skuteczne, żeby wymogły na rządzących zmianę politycznego kursu? Tym bardziej, że tak naprawdę ten desperacki czyn niczego nie zmienił – bo nie mógł zmienić! Takie akty nie są w stanie wpłynąć na tzw. wielką historię i jej mechanizmy, bo ci, którzy doprowadzają innych do takich decyzji, śpią na tyle dobrze, iż takie incydenty nie są w stanie zakłócić spokoju ich snu i wzniecić w nich jakiekolwiek wyrzuty sumienia. Władza bowiem, jakakolwiek zresztą nie ma sumienia!

Dlatego właściwie nie mogę przyjąć i zaakceptować takich desperackich czynów inaczej, jako aktów ogromnej odwagi, jednak nie jako metod walki, które mają nas doprowadzić do zmiany dzisiejszych fatalnych rządów. Takie metody bowiem nie tylko że są nieskuteczne i z góry skazane na niepowodzenie, one również, niestety, znamionują rezygnację i przyznanie się do totalnej wręcz bezsilności. A najdobitniejszym przykładem tego, że mam rację, jest ogólne milczenie o tym tragicznym wydarzeniu nie tylko w wielu polskich mediach, ale także polskiej opozycji.

04.01.2018 r.

08:40, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 01 stycznia 2018

Pewien kretyn, nazwę go tutaj Płaszczakiem, rzucił niedawno w eter, że właśnie dopiero co w Polsce skończył się komunizm. Jak wiadomo nie był pierwszym, który obwieścił wszem i wobec tę informację, bowiem już w czerwcu 1989 roku podobną diagnozę wygłosiła Joanna Szczepkowska w wieczornym dzienniku telewizyjnym. Ale rozumiem owo spóźnienie Płaszczaka: chłopak wiele lat temu zapadł w sen zimowy i widocznie dopiero co się przebudził, więc wszystko, co widzi dzisiaj, jest dla niego nowością – nowością, która nagle go poraziła do tego stopnia, iż nic dziwnego, że wyartykułował tego typu sąd. Nie wiem, co on jada, ale jedno jest pewne: powinien zmienić dietę, i to jak najszybciej, bo dotychczasowa mu nie służy. Jeżeli tego nie zrobi, nie wróżę mu zbyt długiego życia w świecie, w którym funkcjonują tzw. normalsi, czyli zdecydowana większość społeczeństwa. Będzie coraz bardziej tracił kontakt z rzeczywistością, aż w końcu wyląduje kiedyś w jakiejś jasnej komnacie bez klamek.

Oczywiście, gdybym mu zakomunikował swoją opinię na jego temat, obruszyłby się i w try miga nakazałby mnie spacyfikować. Więc mu tego nie powiem. Was również proszę o milczenie, hi, hi, hi! Niech lepiej chłopak żyje w nieświadomości i łudzi się, że wszystko zarówno z nim, jak i jego światem, jest w jak najdoskonalszym porządku.

Cóż, życie z perspektywy grobu nie ma oczywiście najmniejszego sensu, jednak z pozycji kretyna jest już czymś wyjątkowym i wartym zachodu, tzn. walki nawet na śmierć i życie. Z mojej pozycji ono również ma sens, pod jednym wszak warunkiem: że nie jest się skazanym właśnie na towarzystwo rzeczonych wyżej idiotów. Niestety, ostatnimi czasy stało się tak, iż obrodziło nimi jak nigdy! A może tylko dlatego tak twierdzę, ponieważ z natury jestem optymistą i zwyczajnie ich wcześniej nie dostrzegałem w masie ludzi? Jakkolwiek jest, chciałoby się jednego – uwolnienia właśnie od idiotów i ich idiotyzmów! Ale też cwaniaków, kłamców, wszelkiej maści drani i hochsztaplerów, i tak dalej, i tak dalej.

Tego i wielu dobrych zdarzeń raz jeszcze życzę wszystkim w Nowym 2018 Roku!

01.01.2018 r.

12:12, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
sobota, 30 grudnia 2017

W życiu wiele rzeczy jest trudnych, zagmatwanych, ale wystarczy tylko umrzeć, a wówczas wszystko, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, staje się proste i przejrzyste. Dzieje się tak, ponieważ z pozycji grobu wszystko jest niezwykle poukładane. Nie znaczy to oczywiście, że kogokolwiek namawiam do „spojrzenia” na życie z pozycji ww. jako pierwszej, ja jedynie chciałem powiedzieć, zresztą za polskim starym powiedzonkiem, że – wszędzie jest dobrze, gdzie nas nie ma. A że właśnie tam, póki co, tzn. póki żyjemy, nas nie ma, więc należałoby przyjąć, iż właśnie po drugiej stronie naszego życia, czyli po śmierci, musi być nieźle. Tym bardziej, gdy się weźmie pod uwagę zapewnienia tych wszystkich zawodowych fachowców od pocieszania i religijnej ściemy. Co w sumie powinno nas może nie tyle uszczęśliwić, ile bardziej zadowolić, ponieważ brzmi niezwykle optymistycznie!

Zanim jednak wszyscy tam się znajdziemy, jesteśmy tu i teraz i powinniśmy cieszyć się chwilą. Każdą! Tym bardziej że, jak wiadomo, nic nie trwa wiecznie.

Dlatego chciałbym dzisiaj Wszystkim serdecznie podziękować za dotychczasowe spotkania w tym miejscu, życząc jednocześnie dużo szczęścia nie tylko w nadchodzącym Nowym 2018 Roku, ale również w ogóle w przyszłości. Tej świetlanej, naturalnie, którą obiecują nam rządzący. No i oczywiście kwitnącego zdrowia!

Do Siego!

30.12.2017 r.

14:40, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
O autorze
więcej: www.kiler.blox.pl kontakt: czaplinski@tlen.pl