RSS
środa, 30 maja 2018

Jakiś czas temu, całkiem jednak niedawno, napisałem w tym miejscu, że stan, w którym się znajdujemy jest prostą konsekwencją zaniechań poprzedników dzisiejszych Panów i Władców  naszego życia. Lecz to nie wszystko – ten stan, to również prosta konsekwencja smoleńskiej katastrofy!

10 kwietnia 2010 rok. Dla jednych w tym dniu doszło do tragicznego wypadku lotniczego, w którym zginęło prawie sto osób z parą prezydencką na czele, dla innych z kolei, to polityczne paliwo, na którym jadą konsekwentnie do dzisiaj, nie zważając na społeczne i polityczne koszta, twierdząc, że na pokładzie samolotu doszło do zamachu. Ile trzeba mieć w sobie nienawiści i podłości żeby wpaść na tak diaboliczny plan wykorzystywania narodowej tragedii do realizacji własnych partykularnych celów politycznych, najlepiej wiedzą ci wszyscy, którzy tę katastrofę widzą we właściwych, czyli rzeczywistych barwach. Bo tym, którzy byli organizatorami tej hucpy, wydaje się wszystko w jak najlepszym porządku, to znaczy – zawinili inni, tylko nie oni!

To nic, że przeciwko zamachowi przeczą mocne fakty; nic to, że ustawiczne stawianie w ten sposób sprawy potęguje jedynie coraz większy rozdźwięk między Polakami, ważne, że można coś ugrać, coś politycznie zyskać – choćby i za cenę ogólnonarodowego ogłupienia i bardzo głębokiego podziału społeczeństwa.

Czy rzeczywiście jednak jakiś wybuch na pokładzie prezydenckiego samolotu był? Czy rzeczywiście doszło na nim do zamachu i to w sytuacji, na której tak naprawdę nikt w kraju, ani tym bardziej za granicą w tamtym czasie nie zyskiwał?

Oczywiście! Powiem więcej: wybuchów było wiele. Najdonioślejszy i przynoszący najwięcej zniszczeń to ten, odnoszący się bezpośrednio do dewastacji rozsądku u wielu ludzi!

Niestety, prawda w tym konkretnym przypadku jest niezmiernie okrutna: śmierć na pokładzie Tupolewa 96 ludzi była nie tylko niepotrzebna, ona była wręcz głupia! Bo zawiniona zarówno przez arogancję, pychę i zwykłą niekompetencję tych, którzy za jej organizację odpowiadali, czyli przez kancelarię prezydenta, jak i załogę samolotu (kapitana przede wszystkim, bo to on podejmuje ostateczne decyzje odnoszące się do lotu!), a wreszcie przez tych Rosjan z wieży kontrolnej, którzy nie ustrzegli się błędów przy naprowadzaniu samolotu na pas startowy. Nie bez winy również, pośredniej co prawda, ale zawsze, jest tutaj nieżyjący prezydent Lech Kaczyński, a i zapewne jego brat Jarosław, czego mogłaby dowieść ostatnia rozmowa obu braci przeprowadzona tuż przed katastrofą. Niestety, nie znamy jej szczegółów, więc pozostają w tym zakresie jedynie domysły.

Na szczęście dla nas – ludzi jest coś takiego jak śmierć – śmierć w ogóle. Wszystkiego. Również różnego rodzaju sporów, waśni, mniejszych czy też większych wojenek. Dlaczego „na szczęście”? Ponieważ w kontekście różnego rodzaju dramatów, większych czy też mniejszych tragicznych wydarzeń, między innymi takich właśnie katastrof jak wyżej wymieniona, tak naprawdę nic nie jest ważne – ani nasze spory, ani słuszne czy też wydumane pomniki, ani nasza wzajemna wrogość czy też wręcz nienawiść. Ważne, że kiedyś, wcześniej czy później, dojdzie do oczyszczenia ziemi z idiotycznej, szkodliwej działalności człowieka. Co zresztą, myślę, wyjdzie na dobre nie tylko naszej planecie, ale w ogóle w szerszym kontekście całemu wszechświatowi! Nam, co zrozumiałe, już niekoniecznie. My jednak otrzymamy to, na co, tak naprawdę, zasługujemy: na zniknięcie. Na totalne unicestwienie!

Gdyby nie pomogły naturalne siły w pozbyciu się człowieka z planety Ziemia, mamy jeszcze w zanadrzu coś tak genialnego, jak wojna. Tego arcyludzkiego wynalazku nie można nie doceniać i lekceważyć; bowiem wraz z rozwojem broni masowego rażenia sami jesteśmy w stanie zniszczyć życie na ziemi i to bez niczyjej pomocy z zewnątrz. To jeden z przejawów naszego geniuszu! Tego pochodzącego oczywiście od Boga – Boga wojny, gdyby ktoś nie wiedział – który wystrugał człowieka, ponoć, na wzór i podobieństwo swoje. Krótko mówiąc – wcześniej czy później i tak mamy pozamiatane. Kto by się jednak tym martwił? Na pewno nie ów wyimaginowany przez człowieka Bóg!

30.05.2018 r.

05:52, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 27 maja 2018

No i koniec: czterdziestodniowy protest – liczba poniekąd biblijna – dobiegł końca. Wszystkie media i większość z nas powie, że – to koniec protestu w sejmie osób niepełnosprawnych i ich opiekunów o lepsze, godne i łatwiejsze życie. Rządzący mogliby z ulgą powiedzieć: Nareszcie! Dobrze się stało dla wszystkich – zarówno dla protestujących, jak i dla nas, rządzących. Ja złośliwie mógłbym zauważyć, że – to koniec „turnusu rehabilitacyjnego”, jaki został, niezamierzenie zapewne, przez rządzących zorganizowany dla osób niepełnosprawnych i ich opiekunów. Z wyżywieniem, noclegiem i dostępem do łazienki co prawda, turnusu jednak, po pierwsze wątpliwej jakości, a po drugie, i co ważniejsze, zupełnie niechcianego!

Mamy zatem koniec protestu, ale czy naprawdę przysłowiowe zwinięcie flag przez protestujących oznacza koniec problemu? Oczywiście nie. To dopiero początek rozwiązywania tego, wydaje się w chwili obecnej, węzła gordyjskiego.

To, co tutaj jednak istotne, to odpowiedź na pytanie: dlaczego ten protest w ogóle miał miejsce i tak długo trwał? Zapewne rządzący takiego obrotu sprawy nie tylko że nie chcieli, ale też zapewne w ogóle się nie spodziewali. W końcu są w  swoim programie politycznym tak bardzo lewicowi, iż taki rozwój wypadków był irracjonalny w ich pojęciu. Tylko że owa irracjonalność była paradoksalnie niezwykle logiczna. Bo czego to, co się w ostatnich prawie sześciu tygodniach wydarzyło, dowodzi?

Są tylko dwie odpowiedzi na wyżej postawione pytanie: albo rząd od początku miał głęboko w poważaniu postulaty tej niezwykle słabej grupy społecznej, ponieważ nie chciał podobnych konfliktów za jakiś czas z innymi grupami, tak społecznymi jak i zawodowymi, albo też zwyczajnie padli ofiarą własnej polityki propagandy, to znaczy – w budżecie na tak duże wydatki po prostu nie ma pieniędzy!

Jakiejkolwiek byśmy tutaj nie udzielili odpowiedzi, jedno wydaje się pewne: problem jest i to cholernie poważny! Więcej – obawiam się, że to, co ten protest ukazał, to tak naprawdę jedynie wierzchołek góry lodowej. Myślę, że w niedługim czasie możemy się spodziewać dużo gorszych rzeczy, tyle, że teraz w wymiarze ogólnonarodowym.

27.05.2018 r.

11:56, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
piątek, 25 maja 2018

1.Wiele już padło bezmyślnych słów niezwykle lekko wypowiedzianych przez polityków rządzącej partii (S. Karczewski, K. Pawłowicz – szczególnie ta ostatnia dała popis swojego chamstwa, pogardy i braku choćby mikroskopijnych śladów empatii) w odniesieniu do protestujących w sejmie osób niepełnosprawnych i ich opiekunów. Zapewne jeszcze niejedną głupią rzecz powiedzą, zanim pójdą po rozum do głowy i zreflektują się, że brną w ślepy zaułek.

Dowodem na moje słowa jest to, co wydarzyło się wczoraj w sejmie, gdzie straż sejmowa, przy użyciu siły, uniemożliwiła protestującym kobietom wywieszenie przez okno baneru, który miał zwrócić uwagę mediów zachodnich na ich sytuację. Niestety, interwencja strażników była tak niezwykle żenująca, że aż przykro było na to patrzeć.

Żeby jednak swoje stanowisko jakoś uzasadnić bezduszni politycy rządzącej partii mówią, że oni postulaty możliwe do spełnienia zrealizowali i że protest ma ewidentnie charakter polityczny, to znaczy, że jest sterowany przez opozycję. To oczywiście bzdura, i to piramidalna! Ale żeby nie być gołosłownym, powiem tak: A jaki ten protest ma mieć charakter skoro odbywa się w miejscu, które stanowi centrum powstawania polityki, na dodatek polityki fatalnej, nikczemnej i upadlającej większą część narodu, hm? Poza tym, tak naprawdę, stosunek rządzących do osób niepełnosprawnych, to jedynie wierzchołek tej koszmarnej góry!

2.Dlaczego służba zdrowia wygląda jak wygląda, czyli dlaczego jest potwornie chora? To proste: dlatego, że jej przedstawiciele, czyli sami lekarze, nie są najzdrowsi. Wystarczy im się przyjrzeć – z pewnością nie są chodzącą reklamą zdrowego życia! Poza tym jest jeszcze jeden słaby punkt tego systemu: mam nieodparte wrażenie, że nas – pacjentów próbuje się, co prawda, wysyłać do lekarza, ale nie pierwszego, lecz ostatniego kontaktu! To oczywiście z pozycji Służby Zdrowia jest i logiczne, i korzystne dla niej samej, jednak dla nas już niekoniecznie.

3.Kiedyś napisałem tutaj, że bogactwo, materialne bogactwo jednych, zawiera w sobie coś szalenie nieprzyzwoitego, mianowicie – ubóstwo innych. Dzisiaj dodałbym do tych słów jeszcze, że bogactwo nie ma oczu. Nierzadko też serca.  Jeżeli bogaci uważają inaczej, nie dostrzegając żadnych zagrożeń dla siebie związanych z bardzo głębokim podziałem majętności, to znaczy, że niewiele rozumieją z otaczającej nas rzeczywistości: ustawiczna bowiem chęć pomnażania swojego majątku, niestety, ale niezwykle szczelnie zasłoniła wszystkie okna, przez które bogaci patrzą na otaczający ich świat. Taka postawa przypomina złodzieja, który kradnie do tego momentu, aż wpadnie w ręce policji. Jakby coś go gnało do przodu i nakazywało robić to dalej; jakby nie mógł powiedzieć sobie w pewnym momencie: Koniec. Dosyć! Teraz żyję z tego, co ukradłem. Wygodnie i bezstresowo. Nie, on musi kraść dalej! Jakby się od tego procederu wręcz chorobliwie uzależnił, jakby nie był jeszcze syty. Dlatego z reguły wszystkie tego typu historie kończą się podobnie: wcześniej czy później złodziej wpada i zwyczajnie idzie siedzieć.

Mam wrażenie graniczące jednak z pewnością, że z bogatymi ludźmi jest podobnie. Tyle że oni, jeżeli prowadzą uczciwie swój biznes, nie wpadają i nie idą do więzienia, ich czekać może jedynie konflikt w wyniku niezadowolenia pracowników w postaci strajku czy masowych odejść. A gdy taka reakcja staje się narzędziem niewystarczającym, niezadowolenie protestujących siłą rzeczy przenosi się na ulice.

Ciekawe, kiedy u nas ulice zapełnią się niezadowolonymi i sfrustrowanymi ludźmi?

25.05.2018 r.

08:41, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 21 maja 2018

Kiedyś już to mówiłem, ale powtórzę raz jeszcze: jestem wdzięczny Prawu i Sprawiedliwości za jedno – że po ich fatalnych dla Polski rządach nie będzie powrotu do tego, co było wcześniej, przed poprzednimi wyborami; że tym razem nie będzie koleżeńskiego wybaczania błędów popełnionych przez poprzedników, przyjacielskich poklepywań po plecach, uśmieszków i pozowania do wspólnych selfie. Teraz, dzięki właśnie takim a nie innym rządom ludzi o ciemnych duszach i nie mniej brunatnych sercach, traktowaniu posłów innych ugrupowań z pogardą i niezasłużoną wyższością, nastąpi w końcu rozliczenie poprzedników przez nową ekipę dochodzącą do władzy, jakakolwiek by ona nie była i jakiejkolwiek opcji politycznej by nie reprezentowała. Więcej – mam nadzieję – a chcę mieć pewność! – że od tej właśnie chwili będzie to niejako obowiązkowym rytuałem!

Nie może być bowiem tak, że każdy z nas, wykonując swoje obowiązki pracownicze, robi to rzetelnie i najlepiej jak potrafi, za co bierze pełną odpowiedzialność, podczas gdy politycy – owi panowie naszego życia!, bez względu swoje najgorsze choćby dla nas decyzje, lub też ich brak, pozostają bezkarni. Tym bardziej że nasze decyzje, tak naprawdę, nie skutkują tak jak decyzje rządzących, ponieważ mają zasięg niezwykle ograniczony – dotyczą bowiem tylko nas, grona rodziny czy bliskich znajomych. Podczas gdy decyzje polityków wpływają tak naprawdę bezpośrednio na życie milionów ludzi, bo przecież całego społeczeństwa.

Tak, za to jestem PiS-owi niezmiernie wdzięczny! To natomiast, za co ich nie cierpię, to przede wszystkim za dewastację państwa prawa. Dewastację, która jest w zasadzie konsekwencją całej ich podłej działalności, polegającej na ograniczaniu wolności, łamaniu prawa i konstytucji, ubezwłasnowolnieniu Trybunału Konstytucyjnego, podporządkowaniu sobie KRS-u i Sądu Najwyższego, a także wszelkich służb mundurowych, począwszy od policji, poprzez ABW, CBA, a skoczywszy na CBOŚ. A wszystko to podlane fałszywą bogobojnością! Na szczęście nic nie trwa wiecznie – oprócz zmienności naturalnie, więc i oni zostaną wkrótce zmienieni. A wówczas nadejdzie czas naturalnych rozliczeń.

Bo nie może być tak, że do władzy dochodzi jakaś partia, która wyciąga z ludzi najpodlejsze instynkty, opiera swoją działalność na wzajemnym szczuciu na siebie obywateli, kłamstwie, bucie, służalczości i donosicielstwie, nieufności i chęci kontrolowania wszystkiego i wszystkich, i jeszcze za to w ogóle prawnie nie odpowiada! Więcej – nie może być bezkarna również dlatego, a może przede wszystkim, że sieje pogardę dla państwa i jego instytucji prawnych!

Dawniej, za tzw. przysłowiowej komuny było tak, że państwa się nie szanowało, nie utożsamiało się z nim do końca, ponieważ nie było ono niezależne, wolne, nasze. I jest to prawda, z którą, co prawda, można polemizować, ale i tak znajdziemy znacznie więcej argumentów za wyżej postawioną diagnozą, niż przeciw. To, że po dojściu do władzy Prawa i Sprawiedliwości mamy do czynienia z restytucją tamtego myślenia o państwie, to również niepodważalna prawda. Bierze się to oczywiście z techniki sprawowania swoich rządów przez PiS, która polega na łamaniu Konstytucji, uchwalaniu niedemokratycznego prawa i nieliczenia się z nim. Tyle że w odróżnieniu do czasów komunizmu dzisiaj jest to o tyle bardziej niebezpieczne, że dotyczy państwa niepodległego i suwerennego. Więc jeżeli robimy coś przeciw temu państwu, to robimy to na własny rachunek i niejako na własną zgubę, jak prawie dwa i pół wieku temu.

Dlatego nie wyobrażam sobie sytuacji, żeby w przyszłości ludzie odpowiedzialni za taki stan rzeczy nie odpowiedzieli za to. Nie wyobrażam sobie, żeby nie odpowiedzieli za reaktywację najgorszej polskiej cechy – nieufności wobec własnego państwa, nieszanowania go i pogardzania nim.

21.05.2018 r.

18:46, adelmelua
Link Komentarze (2) »
czwartek, 17 maja 2018

1.Powszechnie się uważa, że są tacy, którzy szybciej mówią niż myślą. Nieraz to słyszałem. Z reguły jako właśnie usprawiedliwienie tych, którzy jakoby szybciej wypowiadali pewne słowa niż pomyśleli o tym, co mówią. Ale czy rzeczywiście tak jest, a oni twierdząc tak, mają absolutną rację?

Otóż bzdura kompletna! Oczywiście, prawdą jest, że w tym kontekście ludzie ci w rzeczy samej szukają usprawiedliwienia dla swoich niefortunnych słów, które nieopatrznie wypowiadają. Mówią jednak przy tym właśnie to, co chcą powiedzieć, czyli to, o czym i jak myślą! Prawda bowiem w tym przypadku jest taka, że najpierw, i to zawsze, pojawia się myśl – i to jakakolwiek by ona nie była! – a dopiero potem zostaje ona wyartykułowana. Nigdy na odwrót! Jeżeli coś tutaj nie działa jak należy, to jedynie niedostateczna kontrola tego, co się chce powiedzieć, wynikająca ze zbyt małej ilości czasu na przemyślenie tego, co chce się rzucić w eter. W tym tkwi ambaras całej tej sytuacji – w świadomości, do którego momentu można, że się tak wyrażę, oralnie posunąć. To wszystko.

2. Prawda – czym ona jest? Z całą pewnością nie jest kłamstwem! Naturalnie, nie jest to zbyt odkrywcze. Prawda bowiem okazuje się o wiele bardziej złożona. Jej złożoność polega na tym, że posiada ona wiele twarzy, tzn. ściślej – ujęć. Dzieje się tak, ponieważ nie kto inny jak właśnie my – ludzie, określamy ją i formułujemy. A jako że człowiek jest istotą niezmiernie ułomną, jego postrzeganie rzeczywistych zdarzeń może być naznaczone właśnie fałszem, i to niekoniecznie w wyniku braku dobrej woli, więc nierzadko mamy tym samym do czynienia właśnie z wieloma ujęciami prawdy.

Czym zatem powinna być prawda? Przede wszystkim stanem odpowiadającym obrazowi rzeczywistości – obrazowi niezafałszowanemu, odzwierciedlającemu stan istniejący, postrzegany przez okular obiektywizmu.

Oczywiście tak ujęty temat jest prosty, gdyby tylko  można było zachować obiektywizm. Rzecz w tym, że nie jest to wcale ani łatwe, ani takie proste. Z pewnością byłoby takie, gdyby było ono w jakiś sposób uwarunkowane naturą. Wówczas prawda jawiłaby się nam jako rzecz pewna, niezachwiana. Niestety, nasz mózg jest tak skonstruowany, że nierzadko, niezależnie od nas samych i naszej woli, ulega manipulacji, co skutkuje tym, iż trudno mu w wielu sytuacjach zachować obiektywizm, czysty, że tak powiem, ponad osobisty stosunek. Tym samym możemy mieć, i tak naprawdę mamy, do czynienia właśnie z wieloma ujęciami prawdy. W czym właśnie, tak myślę, tkwi sedno prawdy i jej interpretacji jako stanu istniejącego niezależnie od naszych opisujących ją słów.

17.05.2018 r.

20:16, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 15 maja 2018

Kto by nie chciał żyć w kraju normalnym, w społeczeństwie otwartym, tolerancyjnym, szczęśliwym? Chyba tylko wariat! Niestety, okazuje się, że wariatów w naszym kraju jednak nie brakuje. Pod pojęciem tym rozumiem wszystkich tych, którym sprawiedliwość, uczciwość, tolerancja, demokracja, szacunek dla inności itd., itp. nie odpowiadają. Dlatego my takim społeczeństwem, właśnie normalnym, otwartym nie jesteśmy. Powodów takiego stanu jest mnóstwo, zarówno tych zaistniałych w przeszłości, jak i tych mających swoje solidne umocowanie w teraźniejszości.

S. Mrożek już dawno, bo w 1967 roku zauważył w liście do L. Tyrmanda, że:

Życie polskie (krajowe) polega na dwuznaczności, trój-czwór-wieloznaczności nawet. Polacy mają twarze powykręcane we wszystkie strony, uśmiechają się lewą połową, prawą płaczą, ustami czczą, myślą bluźnią, prawym okiem ronią łzę, lewym mrugają porozumiewawczo, wysuwają energicznie podbródek, a kręcą nosem. Strzygą też uszami, buzię w ciup, albo odwrotnie, wszystko jednocześnie, bo są rozpięci na wielu krzyżach, siedzą na wielu stołkach i leżą na wielu kanapach naraz. Klinicznie to może ciekawe, ale po ludzku nieznośne i dla Polaków samych, i dla otocznia.

Zgadzam się z tą diagnozą w zupełności! Do tego dodałbym jeszcze prymitywny wręcz powierzchowny katolicyzm, oczywiście nie bez wydatnego a niezmiernie szkodliwego udziału Kościoła katolickiego, oraz nasze anarchistyczne wręcz umiłowanie wolności. To wszystko owocuje oczywiście tym, z czym mamy do czynienia w Polsce dzisiaj, łącznie z podziałem, który pogłębił się jeszcze bardziej po katastrofie smoleńskiej.

To jednak nie wszystko, w tym konglomeracie przyczyn obecnego stanu są również niewytłumaczalne i deprawujące przywileje wielu grup, tak społecznych, jak i zawodowych. Zarówno te pisane, jak i nie mające swojego potwierdzenia na papierze, niemniej istniejące, bo niejako głęboko zakodowane w genomie naszego społeczeństwa!

Jakie i czyje to przywileje? To proste: zarówno policji jak i wojska, prokuratorów jak i sędziów, nauczycieli i górników, księży i lekarzy (w przypadku tych dwóch ostatnich grup chodzi właśnie o te przywileje niezapisane), a także polityków różnego szczebla – itd., itp.

Czy zatem w takim kraju może być dobrze? Czy taki kraj może normalnie funkcjonować? Naturalnie nie! A jak jeszcze dodamy do tego młodych emerytów, nie zawsze chorych rencistów, a wszystko to okrasimy nieprzebraną rzeszą jakoby niepełnosprawnych ludzi (orzeczenia z Miejskich Zespołów do Spraw Orzekania o Niepełnosprawności), to obraz stajnie się pełniejszy i czytelniejszy, dlaczego w tym kraju zarówno nie mogło być dawniej, jak i nie może być dzisiaj dobrze, ani dlaczego nie może on być bogaty.

P.S.

To również nie przypadek, że w osiemnastym stuleciu nasz kraj zniknął na prawie półtora stulecia z map Europy i świata, to raczej logiczna konsekwencja naszego narodowego charakteru. Niestety. Stąd też zapewne i przysłowie, które, jak się okazuje, niczego nas nie uczy: Mądry Polak po szkodzie.

15.05.2018 r.

10:32, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
piątek, 11 maja 2018

O  literaturze napisałem już tutaj wiele. Dzisiaj dla odmiany będzie parę słów o pisaniu. 

Oczywiście umiejętności pisania uczymy się od najmłodszych lat. Najpierw, jak w puzzlach, składamy literka po literce, tworząc jakiś wyraz. Na razie najprostszy z najprostszych, by wkrótce przejść do rzeczy trudniejszych – zdań złożonych, a następnie do tych złożonych wielokrotnie.

Z takiej konstatacji wynikać może, że pisanie, to takie zwykłe składanie zdań ze znanych nam wyrazów. I oczywiście jest to prawda, tyle tylko, że tak naprawdę, to jedynie jej część. Bo to również takie ich składanie, które ma na celu opowiedzenie jakiejś interesującej, nierzadko uczącej nas czegoś historii. Krótko mówiąc – pisanie, to tylko – i jednocześnie aż – umiejętność ułatwiająca nam życie, bo to możliwość nie tylko komunikowania się z innymi ludźmi i w ogóle ze światem, to również możliwość pogłębiania swojej wiedzy, ustawicznego rozwijania się i swojej wrażliwości. A dzieje się tak, ponieważ pisanie, tak naprawdę, idzie w parze z czytaniem.

Innym stopniem wtajemniczenia, tym wyższym w kontekście posługiwania się słowem pisanym jest pisarstwo, czyli, między innymi, tworzenie literatury. I tutaj sprawa jest o wiele trudniejsza, bowiem sam fakt posiadania przez kogoś umiejętności pisania nie czyni go jeszcze pisarzem. Gdyby bowiem jedno z drugim było tożsame, wówczas mielibyśmy od liku świetnych, wręcz genialnych pisarzy! A tak przecież nie jest. I nie jest tak na nasze szczęście!

Dlaczego piszę – na nasze szczęście? Ponieważ dzięki tej wyjątkowej umiejętności niektórych z nas, potrafimy należycie ocenić piszącego i docenić w odpowiedni sposób jego twórczość. Czy robimy to we właściwym czasie, to już inne zagadnienie, ważne, że tę ich wyjątkowość w końcu dostrzegamy, a następnie w sposób powszechny uznajemy za wyjątkową, czy też wybitną, zasługującą na najwyższe nasze uznanie, szacunek i podziw.

W ten właśnie sposób rodzi się klasyka!

P.S.

W ostatnim czasie czytam dwie lektury równolegle. Pierwsza, to Trumana Capote Portrety i obserwacje. Eseje, druga – to korespondencja pomiędzy S. Mrożkiem i L. Tyrmandem zatytułowana W emigracyjnym labiryncie. Listy 1965-1982. Dlatego jako dodatek przytoczę na koniec słowa tego pierwszego, odnoszące się właśnie do pisarstwa – jego pisarstwa:

Nie wiem, co wiesz o swoim pisarstwie, jako „tym”. Ja niestety nie jestem rasowym, czystym pisarzem. Tacy spełniali się w tym. Mann, Dostojewski, Faulkner. Pisali, jak oddychali. Ja nie mam tego talentu, który ogarnia całą osobowość, nie jestem tym, który się spełnia w pisaniu. Przekleństwo na moją głowę. Moje pisanie to za krótka kołdra, spod której zawsze wystaje mi albo głowa, albo nogi. Ulgą są te chwile, w której wystają nogi. Ostatnio wystaje mi głowa.

11.05.2018 r.

10:47, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
sobota, 05 maja 2018

Brzydzą mnie wszelkie postawy życiowe, które w swojej nazwie zawierają złowieszczy izm: antysemityzm, faszyzm, komunizm, nacjonalizm, rasizm, szowinizm, mizoginizm itd., itp. Tym samym, co zrozumiałe i logiczne, nie przepadam za tymi, którzy takie postawy życiowe wyznają i popierają.

Niestety, w ostatnich latach, szczególnie w dwóch ostatnich latach, daje się zauważyć wzrastającą liczbę tych, którzy taką nieprzychylną postawę wobec drugiego człowieka ochoczo uzewnętrzniają. I to niezależnie od wykształcenia, stanu posiadania, wyznawanej religii, czy wykonywanego zawodu. Tak samo bowiem skażony jest nią zwykły robotnik, jak i, niestety, policjant, prokurator czy ksiądz, żeby nie wymieniać tutaj innych, a których jest wcale niemało.

Dlatego w związku z tym mam pewien pomysł: jako że ludzi o tak negatywnym podejściu do drugiego człowieka jest sporo, proponuję, aby rządy, na razie np. państw UE, wykroiły ze swoich terytoriów skrawek ziemi, na którym mogliby osiąść ci wszyscy idioci, którzy tak chętnie i ochoczo wywijają sztandarem nienawiści w odniesieniu do Żydów, islamistów, Azjatów, homoseksualistów, Cyganów, czarnoskórych, słowem – do wszystkich obcych sobie pod każdym względem ludzi. Myślę, że gdyby wszyscy oni spotkali się w jednym miejscu – tym wymarzonym, bo idealnym, pozbawionym niewłaściwego, bo obcego im mentalnie i ideowo elementu, wówczas osiągnęliby może to, o czym odwiecznie marzą – szczęście absolutne. Krótko mówiąc – wyśnioną ojczyznę! Ziemski raj, gdzie nikt by ich nie drażnił i nie prowokował swoim istnieniem, a kultura danego państwa pozbawiona napływowego, obcego elementu kwitłaby niepomiernie.

Po co w końcu krzyczeć: Polska dla Polaków, czy Francja dla Francuzów, a Niemcy dla Niemców, kiedy można nie krzyczeć, a jedynie spokojnie mówić: jesteśmy u siebie, we własnej chałupie, gdzie nie ma obcych nam ideowo, mentalnie i narodowościowo ludzi. Jesteśmy tylko my – panowie tego świata! White Power! Blood and Honour! Duma i Nowoczesność, itd., itp. A Poza tym Bóg jest biały i jest po naszej stronie. To oczywista oczywistość!

05.05.2018 r.

14:47, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 30 kwietnia 2018

1.Są tacy, którzy mi zarzucają, że jestem leń, nicpoń i że w ogóle nic nie robię. Słowem – jestem jakoby sybarytą, czy też hedonistą – co na jedno zresztą wychodzi. Jakkolwiek jednak jest ja krytykom mojej skromnej osoby odpowiadam krótko w ten oto sposób: Kto się nie myli? Oczywiście ten, który nic nie robi. A ja, jako że nie lubię się mylić – bo od częstego mylenia się można stać się pomylonym – więc nic nie robię. W ten sposób koło się zamyka, a ja, jak widać z powyższego przykładu, niewiele mogę tutaj zmienić. Poza tym nie chcę tego robić – z taką postawą jest mi i dobrze, i wygodnie.

2.Ludzie, jak wiadomo, są niezmiernie różni. Różni ich wiele: wygląd, inteligencja, zdolności, kolor skóry, światopogląd, empatia itd., itp., krótko mówiąc – wszystkie wyżej wymienione, jak i nie wymienione tutaj cechy skutkują jednym: podziałem. Nasza różnorodność bowiem nie jest niczym innym, jak właśnie tym, co nas dzieli. Nieraz bardzo głęboko, a nierzadko na całe życie. Stąd i nasze podziały i takie a nie inne funkcjonowanie społeczeństw.

3.Idiotów, oczywiście, nie brakuje nigdzie. Są więc również i w różnego rodzaju organizacjach. Ostatnio dało się ich zauważyć w Assisi Pax International – stowarzyszeniu, które inspirując się działalnością św. Franciszka od lat 80-tych przyznaje wyróżnienie nazywane Złotą Palmą. W tym roku owo wyróżnienie ma otrzymać Wowka P., czyli międzynarodowy gangster polityczny, a na swoim podwórku prezydent Rosji.

Muszę przyznać, że honorować w ten sposób człowieka, który ma krew na rękach, to iście szatański pomysł. Nie myślę jednak, żeby powstał w łonie tej organizacji, szybciej na Kremlu. A jako że tam nigdy nie brakowało fachowców od propagandy, więc udało im się przeprowadzić ten projekt po swojemu, czyli że został on wyeksponowany przez Assisi Pax International jako własny, co następnie ogłoszono całemu światu. W ten sposób Wowka P. urósł nie tylko w oczach swoich obywateli do roli superbohatera, ale również w oczach opinii publicznej „zgniłego” Zachodu jego wizerunek zapewne sporo zyskał. Niewykluczone nawet, że dzięki temu stanie się on dużo przychylniejszy. Cieplejszy.

Jakkolwiek jest, mamy kolejny absurd: po pokojowym Noblu dla B. Obamy, który dostał go awansem w momencie gdy jeszcze nic nie zrobił dla światowego pokoju, tym razem serwuje się nam jawną kpinę nie tylko z ludzkiego rozsądku, ale w ogóle z ludzkiej sprawiedliwości i przyzwoitości. W myśl zasady, że ważny jest efekt końcowy, ten wizualny, a ten jest niezwykle korzystny dla Wowki Szczurka – gloria sprawiedliwego męża stanu!

Kto teraz w tak zbudowanym kontekście politycznym odważy się na jego krytykę? Kto mu zarzuci inspirację zabójstw Litwinienki, Politkowskiej, Bierezowskiego i wielu, wielu innych? Chyba tylko szaleniec!

Ja, tak się składa, nim jestem, więc u mnie nic się nie zmienia w ocenie tego politycznego bandziora. Dla mnie on był, jest i pozostanie gangsterem w białych rękawiczkach, który morduje niewygodnych oponentów rękoma innych. W ten sposób wrzeciono przemocy państwowej nadal niezachwianie się kręci ku uciesze zresztą satrapów.

Gdyby to ode mnie zależało bardzo chętnie przyznałbym własne wyróżnienie ludziom z ww. stowarzyszenia, byłaby to  Złota Palma dla idiotów!

30.04.2018 r.

11:57, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
środa, 25 kwietnia 2018

Prawda jest taka, że mimo genetycznie wrodzonego optymizmu nierzadko jestem sfrustrowany działalnością naszego państwa, między innymi przez totalny brak ochrony swoich obywateli przed różnego rodzaju nieuczciwością (parabanki), czy też zbyt częstą niekompetencją i cwaniactwem państwowych urzędników, z którymi, koniec końców, mamy w zasadzie do czynienia na co dzień.

Ten brak ochrony ze strony państwa przypomina mi wypisz wymaluj fatalnie działający system prawny: ktoś zabija kogoś nożem, z broni palnej, tasakiem, przy użyciu siekiery czy też jakiegokolwiek innego narzędzia i dostaje wysoki wymiar kary – z reguły kilkanaście lub kilkadziesiąt lat; z kolei ktoś, kto zabije jedną, dwie, czy nawet więcej osób, ale zrobi to na ulicy przy użyciu na przykład samochodu, zagrożony jest karą znacznie niższą. Tak jakby bardziej liczyło się narzędzie zbrodni, a nie sam czyn! Ot, taka pokrętna logika polskiej sprawiedliwości, żeby nie powiedzieć logika bezmiaru polskiej niesprawiedliwości!

Wielu moich rodaków i rodaczek głosując na Prawo i Sprawiedliwość miało nadzieję, że ekipa ta, gdy przejmie w Polsce władzę, wiele zmieni w ich życiu na lepsze. I oczywiście zmienia. Najwięcej jednak w swoim i partii życiu. W myśl zresztą, skądinąd prawdziwego i królującego w naszym życiu coraz bardziej i widoczniej powiedzenia: kasa, Misiu, kasa.

Tak więc, dzięki właśnie populistycznej retoryce Prawo i Sprawiedliwość osiągnęło swój cel: zdobyło władzę! Potem zrobiło to, co zapowiadało, czyli przejechało się walcem po polskiej demokracji, tłumacząc wszem i wobec, że robi to oczywiście dla dobra Polek i Polaków. Nieważne że sądy, prokuratura czy policja dzięki ich pseudoreformie nie pracują wcale lepiej, sprawniej, szybciej, istotne, że te dwa ostatnie działy wymiaru sprawiedliwości są politycznie podporządkowane Prawu i Sprawiedliwości! Jedyna nadzieja w tej sytuacji dla nas, obywateli, jest taka, że trzeci filar tego triumwiratu, czyli sądy, nie ulegną presji władzy i zachowają niezbędną niezależność.

Dlatego dla mnie osobiście to, co się wydarzyło i wydarza nadal, to przede wszystkim igrzyska. Od ponad dwóch lat mamy do czynienia właśnie z nimi; ale nie z gatunku tych beztroskich, sielskich i anielskich, gdzie człowiek raduje się z rewelacyjnych wręcz osiągnięć jej uczestników, w tym przypadku mamy do czynienia z igrzyskami śmierci. Na szczęście nie śmierci fizycznej, niemniej jednak śmierci w wymiarze społecznym –  śmierci demokracji: z jednej bowiem strony mamy rozdawnictwo chleba dla maluczkich w postaci różnego rodzaju dotacji z budżetu państwa, z drugiej jednak doświadczamy totalnej władzy rządzących, która nie znosi sprzeciwu i obliczona jest na lata bezkarnego trwania przy korycie. W myśl poniższego zresztą hasła, które zdaje się lansować partia władzy, a które można wyraźnie usłyszeć, gdy uważnie się wsłuchać w słowa jej przedstawicieli:

Jesteśmy jednością, jesteśmy jednym głosem – pisogłosem!

26.04.2018 r.

09:38, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
O autorze
więcej: www.kiler.blox.pl kontakt: czaplinski@tlen.pl