RSS
środa, 28 lutego 2018

Oczywiście, jestem krytyczny w odniesieniu do tego rządu, jednak nigdy, mam nadzieję, nie krytykancki. Dlatego ostatnie słowa M. Morawieckiego wypowiedziane w Monachium nie zrobiły na mnie aż tak trwożliwego wrażenia, jakie wywarły one szczególnie na Żydach i ludziach, którzy ich popierają.

Nie powiem – długo zastanawiałem się, czy w ogóle zabierać głos na ten temat. Ostatecznie niejako zostałem do tego przymuszony falą krytyki, jaka spadła na szefa naszego rządu, falą, według mnie, przesadzoną, tym samym w pewien sposób graniczącą w zasadzie z histerią. Bo o co poszło?

M. Morawiecki podczas pobytu w Monachium na konferencji dotyczącej bezpieczeństwa na pytanie, jednego z dziennikarzy pochodzenia żydowskiego, odnoszące się do ustawy o IPN-ie powiedział, iż tak jak byli zbrodniarze niemieccy, tak również byli rosyjscy, ukraińscy czy właśnie żydowscy. Użył jednocześnie przy tym, niestety, terminu niezmiernie niefortunnego, który w zasadzie odnosi się jedynie do uczestnictwa w holokauście, czyli sprawstwa zagłady narodu żydowskiego, co w sumie dało efekt niejako postawienia w tym samym rzędzie ofiar i katów. I wtedy się zaczęło – głosom oburzenia nie ma końca do dzisiaj!

I tutaj zamienię się w adwokata niejako diabła, czyli M Morawickiego: Prawda bowiem jest taka, że w wypowiedzi naszego premiera nie myślę, żeby chodziło o to, czego dopatrują się Żydzi. Nikt bowiem przy zdrowych zmysłach, tym bardziej premier polskiego rządu, nie próbuje równoważyć odpowiedzialności za zbrodniczy system, jaki został stworzony w czasie drugiej wojny światowej. Wiadomo bowiem, kto był jego inicjatorem – nazistowskie Niemcy! I nic i nikt nie jest w stanie tej prawdy podważyć. W wypowiedzi M. Morawieckiego chodziło jedynie o uświadomienie sobie, że nigdy nie jest tak, że w jakimś narodzie są sami aniołowie, albo bestie, również wśród ludności żydowskiej zdarzały się podłe jednostki I kwestionowanie tego jest według mnie idiotyzmem i zakłamywaniem prozy życia.

Nie chce mi się pisać szerzej o tym, co zrobił J. Karski dla Żydów podczas drugiej wojny światowej, a jak zareagowali amerykańscy Żydzi razem z ówczesnym prezydentem na jego doniesienia; nie chce mi się również pisać o samobójstwie Szmula Zigielbojma, który nie mógł pogodzić się z obojętnością świata wobec zbrodni niemieckich dokonywanych na społeczności żydowskiej; nie będę też pisał o „dobrowolnej” współpracy pewnych grup żydowskich z okupantem w celu uratowania jakiejś części Żydów, czego ceną była z kolei śmierć innych Żydów – tyle tylko, że może tych mniej „ważnych”; czy w końcu nie będę się rozpisywał o tych ludziach pochodzenia żydowskiego, którzy jeszcze przed wojną w Związku Radzieckim byli krwawymi oprawcami swoich rodaków, czy o tych, którzy w powojennej Polsce katowali swoje ofiary w ubeckich kazamatach. Chcę jedynie napisać o tym, że nic nigdy nie jest czarno-białe, tym bardziej działalność człowieka, i to nie tylko w czasach, gdy człowieczeństwo wystawione jest na ciężką próbę, ale również w czasach pokoju. Ponieważ w każdym narodzie są zarówno bohaterowie, jak i zwykłe kanalie. W narodzie – nie w społeczeństwie usankcjonowanym prawnie jako całość, czyli w Państwie!

M. Morawiecki miał to nieszczęście, że powiedział o zbrodniarzach niemieckich, polskich, ukraińskich w jednym zdaniu z żydowskimi, co mogło i, jak widać, zostało bardzo źle odebrane, bo stworzyło jakby efekt zrównywania wojennych win. Co jest oczywistą nieprawdą! Całe zło wojenne zostało wygenerowane przez nazistowskie Niemcy, a Żydzi w tym kontekście byli jedynym narodem, na który zwyczajnie wydano wyrok śmierci (konferencja w Wannsee 1942 r. – świetna o tym sztuka telewizji BBC), co w historii przyjęło swoją nazwę – Holocaustu! I to jest fakt bezsporny i niezaprzeczalny, z którym nikt przy zdrowych zmysłach nie powinien nawet zaczynać dyskusji. Polski premier takiej właśnie dyskusji nie zaczął, jednak na skutek z jednej strony pewnego rodzaju gafy, z drugiej zaś – nadwrażliwości doszło do międzynarodowej zadymy. Nikomu tak naprawdę niepotrzebnej. I tyle.

P.S.

A swoją drogą ustawa o IPN-ie jest zwyczajnie słaba, bo nieprecyzyjna!

28.02.2018 r.

12:32, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 26 lutego 2018

Nie umarłem, nie zamknęli mnie – przynajmniej jeszcze nie, bardziej prozaicznie – dopadło mnie zniechęcenie. Nie do życia w ogóle, gorzej – do pisania! Bo u mnie jest tak, że gdy nie piszę, to czuję się tak, jakbym umarł. No bo gdy chce się żyć, to człowiek pisze, stara się popierdalać z kagankiem oświaty, krzewić tolerancję, otwartość na inność, obcość, a tu nic – tylko coraz więcej idiotów wokół!

W piątek zadzwonił kolega, akurat byłem w pracy, i pyta, czy wchodzę na fejsa. Odparłem że nie, bo zlikwidowałem swoje konto po mniej więcej dwóch latach, na co on, że też nie ma własnego, ale właśnie ma wolne, siedzi w domu i wszedł poprzez  żony konto i wpieprzył się na stronę naszego wspólnego znajomego, a mojego przyjaciela z lat siurkowych, i dobry nastrój poszedł się pieprzyć, bo właśnie ten nasz wspólny znajomy zwyczajnie zwariował: z jego tekstów wyszedł zwyczajny antysemicki ryj, nacjonalistyczny, ksenofobiczny i tak dalej, i tak dalej. Odparłem mu, że wiem i że nie tyle mnie to wkurza, ile bardziej jest mi najzwyczajniej z tego powodu cholernie smutno. Potem dodał, że w pracy ma to samo – pracuje z ludźmi, z którymi nie można otwarcie rozmawiać na rzeczowe argumenty, bo albo jest się z nimi, czyli z pisowcami, albo przeciwko i jest się z gruntu tym złym, nie mającym w ogóle jakichkolwiek racji. Słowem – wcielone zło! Koniec końców doszliśmy do smutnej konstatacji, że coś niedobrego porobiło się z tym naszym narodem i całe szczęście, że nie ma wojny, bo wyszłoby z nas wiele niegodziwych zachowań. Tym bardziej w kontekście toczącej się awantury w sprawie ustawy o IPN-ie.

Jak wiadomo, czemu nieraz dałem wyraz w tym miejscu, nie cierpię antysemitów, ksenofobów, szowinistów, rasitów i w ogóle wszelkich –istów, biorących swój początek od wszelkich -izmów. Po prostu nie lubię ludzi, którzy nienawidzą innych, czy to ze względu na kolor skóry, wyznanie, czy orientację seksualną. Niestety, tak jak daje się zauważyć ciche przyzwolenie na coraz większą brutalność policji, podobnie daje się ostatnio dostrzec coraz więcej aspołecznych zachowań w narodzie.

Przyznam, że nie wiem, czym to jest spowodowane, bo na pewno nie naszą traumatyczną, bolesną przeszłością. Ta przecież winna nas jeszcze bardziej uwrażliwić na los bliźnich! A tutaj mamy w zasadzie odwrotność takiego zachowania: pomagać Syryjczykom? Naturalnie, ale tylko na miejscu, to znaczy tam, gdzie spadają bomby, bo w końcu wiadomo – jak mówi guru prawicy – przyjezdni, obcy!, mogą roznosić różne choróbska, wiec lepiej trzymać ich z dala od naszych granic. A jak jeszcze weźmie się pod uwagę, że mogą przywlec nam tutaj bomby, bo przecież co drugi islamista to dżihadysta, to słowem – zgroza!! Ciekaw tylko jestem, co na takie dictum odparłby król Polski – Jezus, od którego przecież Polska Chrystusem narodów!

Niestety, muszę przyznać ze smutkiem jedno: dzisiaj być Polakiem, to żadna duma, bardziej wstyd. Mnie jest wstyd! I niech wszyscy moi znajomi i nieznajomi myślą  sobie o mnie, co chcą w związku z tym. Mam to w dupie! W dupie!

To mówiłem ja  Jarosław Czapliński. Alias Krzysztof Goldberg. Vel Einar Olafur Daamgar.

26.02.2018 r.

12:42, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
sobota, 17 lutego 2018

1. Nasz geniusz polityczny – Mateo Morawiecki stwierdził ostatnio autorytatywnie, że Polaków ratujących Żydów w czasie drugiej wojny światowej były setki tysięcy, a może nawet milion! Oczywiście to wierutna bzdura, ale mnie ta wypowiedź w zasadzie nie zaskoczyła. I nie chodzi mi tutaj nawet o nieścisłość historyczną jakiej się dopuścił, bądź co bądź m.in. historyk z wykształcenia, rzecz raczej o świat, w którym porusza się don Mateo: jak wiadomo od dawna funkcjonuje on w świecie potężnych liczb – do niedawna w roli bankowca, dzisiaj natomiast w roli pierwszego ekonomisty kraju – więc nic dziwnego, że mogło mu się w końcu wszystko pomieszać.

Poza tym, gdyby nie był takim paskudnym kłamczuszkiem (sędziów zasiadających w Sądzie Najwyższymi nazwał komunistycznymi agentami) i  choć trochę wykazał dobrej woli i poddał krytyce swoje dane, to doszedłby niechybnie do konstatacji, że jego rewelacje o bohaterstwie naszych rodaków mają się nijak do ilości zasadzonych drzewek w Yad Vashem (Instytut Pamięci Męczenników i Bohaterów Holocaustu), poświęconych tym wszystkim, którzy właśnie ratowali Żydów w czasie holokaustu. Ale, jak to on, nie zastanowił się i palnął kolejne głupstwo z gatunku tych – ku chwale ojczyzny!

2. Oczywiście szaleństwo ma różne oblicza. W naszym, polskim przypadku oblicze to nazywa się oficjalnie Prawo i Sprawiedliwość, a nieoficjalnie Bezprawie i Niesprawiedliwość, które dotąd karmi idiotów bezkarnością, aż w końcu dochodzi do tego, czego staliśmy się świadkami jakiś czas temu, oglądając program w telewizji TVN, którą nagrali jej dziennikarze.

Oczywiście włos się jeży na głowie, gdy widzi się to, co polscy neofaszyści z organizacji Duma i Nowoczesność robią i na co sobie pozwalają w państwie, które niezwykle dotkliwie doświadczyło barbarzyństwa nazistów podczas drugiej wojny światowej. Tylko czy jest się czemu dziwić, skoro rządzący od jakiegoś czasu Polską udzielają cichego przyzwolenia na działalność ugrupowań, które wiążą ze sobą  to, co do siebie nijak nie pasuje: tutaj powiązali w jedno Hitlera – według których to kulturalny gość i dżentelmen – z Polską, jako krajem jak najbardziej popierającym tegoż dżentelmena!

Powiedzieć że to kretyni oznacza w zasadzie sprawę przemilczeć, to wymaga bowiem ostrego napiętnowania i postawienia idiotów albo przed sądem, albo odesłania do lecznicy! Dumy bowiem w tej organizacji, a tym bardziej nowoczesności nie uświadczy się za grosz, tego natomiast, czego jest w nadmiarze, to ogrom debilnych zachowań. Zresztą, czego innego się spodziewać, gdy ci, którzy należą do tej organizacji dawno już wysrali resztki mózgu i nawet tego nie zauważyli! Co w zasadzie nie powinno nikogo dziwić – w końcu nie mając mózgu traci się jakąkolwiek zdolność postrzegania świata zewnętrznego.

17.02.2018 r.

20:19, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
środa, 14 lutego 2018

Po wielokrotnym złamaniu konstytucji, ubezwłasnowolnieniu Trybunału Konstytucyjnego, podporządkowaniu sobie prokuratury, po dokonywanej właśnie wymianie prezesów sądów i sędziów w KRS-ie, przyszła w końcu kolej na powrót do tego, co tej władzy wychodzi najlepiej, czyli zatrzymań o szóstej rano. Dzisiaj dokonano takiego właśnie spektakularnego zatrzymania w odniesieniu do Władysława Frasyniuka, którego, oczywiście tradycji musiało stać się zadość,  wyprowadzono z domu w kajdankach.

Powiedzieć – żenada, znaczy w zasadzie tyle, co przemilczeć to paskudne zdarzenie. To bowiem, co się wydarzyło w domu W. Frasyniuka, to zwykła podłość,  wynikająca naturalnie ze strachu rządzących. I to mimo iż są niezmiernie głęboko przekonani, że raz zdobytej władzy nie oddadzą, przynajmniej nie za swojego życia. Oczywiście mylą się – w końcu nigdy nic nie trwa wiecznie, więc i ich panowanie wcześniej niż później się skończy. Niemniej, póki co, strach przed jej utratą pozbawia ich dzisiaj mózgu.

To, że wielu moich rodaków oburza takie traktowanie ikony Solidarności lat 80-tych, to jedna strona medalu, drugą jego stroną jest jednak dla mnie sam Związek i to, co w tej sytuacji zrobi, czy stanie w jego obronie? Upomni się o swojego bohatera?

Pytanie jest oczywiście z gatunku czysto retorycznych, ponieważ tak naprawdę wiadomo, czym dzisiaj jest ten Związek: jest naturalnie wszystkim, tylko nie tym, czym był w latach 80-tych, więc o żadnej solidarności z zatrzymanym mowy być nie może!

Niejako na drugim biegunie dokonań obecnie rządzących Polską znajduje się również chęć nagradzania tych, którzy się tej władzy wysługują. A jako że władza jest niezwykle hojna dla swoich miernych, biernych, ale wiernych, więc nic dziwnego, że z niezwykłą łatwością znajdują takich, którzy chcą się jej przypodobać. Gdy więc już takich znajdą, a ci wykonają powierzoną im pracę, nieważne zresztą czy dobrze czy źle, przychodzi dzień zapłaty i ci mierni i bierni dostają w podzięce suweniry. Tak jak to się właśnie stało w przypadku odwołanych niedawno ministrów: J. Szyszki, K. Radziwiłła, W. Waszczykowskiego czy najlepszego z nich A. Macierewicza, którzy w podzięce za fatalną pracę otrzymali „zasłużone” nagrody – nagrody tak rażąco wysokie, że aż pisać się o tym nie chce, bo to tak głęboko niemoralne i żenujące. Dlatego na tym zakończę, mając jednak jednocześnie nadzieję, że psucie państwa skończy się najdalej za dwa lata.

14.02.2018 r.

10:20, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
sobota, 10 lutego 2018

Jutro niedziela, więc trzeba by uderzyć w inne tony, powiedziałbym bardziej intymne, bo dotyczące tego, co w nas głęboko ukryte, a z czego czasami, przy jakimś wewnętrznym nakazie moralnym, przychodzi niektórym się wyspowiadać. Jako że ja nie chodzę do Domu Wielkiej Ściemy, tzn. do Kościoła naturalnie, a tym bardziej nie uświadczy się mojej osoby przy konfesjonale, więc dzisiaj przytoczę spowiedź kogoś, kogo, załóżmy, któregoś dnia mógłbym podsłuchać, gdybym całkiem przypadkiem w takim miejscu się znalazł.

Grzesznik: Zgrzeszyłem, Ojcze.

Spowiednik: Każdy grzeszy, Synu.

Grzesznik: Ale ja bardzo zgrzeszyłem.

Spowiednik: Jak bardzo?

Grzesznik: Zbliżyłem się do kobiety.

Spowiednik: Mój Boże! Nie ty pierwszy to zrobiłeś, Synu. I wierz mi, że również nie ostatni.

Grzesznik: Ale ja zbliżyłem się do niej inaczej.

Spowiednik: To znaczy?

Grzesznik: To znaczy, że to żona przyjaciela. Nie zasługuję na wybaczenie, a tym bardziej na rozgrzeszenie!

Spowiednik: Nie przesadzaj. Gdyby tylko takie grzechy ludzie mieli na sumieniu, to świat byłby rajem. Jedno jednak musisz bezsprzecznie uczynić: zrezygnować z niej. I to natychmiast!

Grzesznik: Nie bardzo mogę.

Spowiednik: Dlaczego?

Grzesznik: Za późno.

Spowiednik: Za późno?

Grzesznik: O jeden wytrysk.

Spowiednik: Nie rozumiem.

Grzesznik: Jest w ciąży, a z mężem nie sypia już od ponad pół roku.

Spowiednik: Tak, to rzeczywiście masz problem.

Grzesznik: Właśnie o tym mówię.

                                   Po chwili.

Spowiednik: Tak, Synu, musisz się z tego podnieść. Zadam ci pokutę

Po pół roku ten sam Grzesznik i ten sam Spowiednik.

Grzesznik: Ojcze, zgrzeszyłem po raz kolejny.

Spowiednik: Ludzką rzeczą jest błądzić, a tym samym grzeszyć. Człowiek nie jest istotą doskonałą.

Grzesznik: Ale ja potwornie zgrzeszyłem

Spowiednik: Mów, Synu. Ulżyj swojej utrapionej duszy.

Grzesznik: Uprawiałem seks.

Spowiednik: To jeszcze nie grzech. Powiedziałbym raczej, że wręcz przeciwnie…

Grzesznik: Ale ja uprawiałem go z księdzem.

Spowiednik: Z księdzem?

Grzesznik: Z sąsiedniej parafii.

Spowiednik: Jak to z sąsiedniej? Jak to z sąsiedniej?! Tutaj jest twoja parafia! Zmiataj mi stąd, niegodziwcu! Znalazł sobie sąsiednią parafię, łajdak jeden. Zdrajca!

I tak dalej, i tak dalej.

10.02.108 r.

11:54, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 08 lutego 2018

Wczoraj w Parlamencie Europejskim odbyło się głosowanie nad usunięciem R. Czarneckiego ze stanowiska wiceszefa PE. Na szczęście przebiegło ono zgodnie z moimi oczekiwaniami i człowiek ten dostał czerwoną kartkę. Niestety, niczego to go nie nauczyło. Zamiast powiedzieć krótkie – przepraszam, nadal idzie w zaparte i pieprzy trzy po trzy razy cztery o Polsce i że usunięcie go ze stanowiska unijnego, to tak naprawdę cios wymierzony w nasz kraj.

Panie Czarnecki – ten cios, o którym pan mówisz, byłby skierowany wobec Polski, gdyby pan był poważnym, honorowym człowiekiem i to, o czym by pan mówił, dotyczyłoby spraw krajowych. Tak się składa, że to, co pan powiedział o p. Róży Thun i co wielokrotnie powtarzał jak głupiec, to jedynie pana prywatny pogląd, na dodatek pogląd tak podły,  jak niegodziwym pan jest człowiekiem. A jako że nie jest pan moim reprezentantem w Parlamencie Europejskim, więc osobiście odmawiam panu nadużywania formuły, jakoby pan reprezentował również moją osobę, szczególnie swoimi pokracznymi poglądami i głupimi wypowiedziami.

Dawniej mówiło się prześmiewczo, że ludzie dzielą się na ludzi i taborety. Ten drugi termin obejmował oczywiście zespół zachowań nie przystających do postrzegania człowieczeństwa w normalnych, przyzwoitych ramach. Grupa ta była niezmiernie szeroka i  swoje miejsce w niej znajdowały również tak zwane pospolite mendy czy glisty. Pan z całą pewnością nie należy do grupy pierwszej, więc siłą rzeczy kwalifikuje się pan do grupy drugiej. A to znaczy, że poprzez to, co pan mówi, wyklucza się pana sam z towarzystwa przyzwoitych, powszechnie szanowanych osób. Dlatego proszę się zanadto nie dziwić, iż w końcu spotkała pana zasłużona od dawna kara. Taki koniec bowiem powinien być zawsze pisany komuś, kto od dawna i to w sposób wręcz demonstracyjny stosuje w życiu dualizm moralny i nie trzyma odpowiednich standardów. Pan ich od dawana nie trzymał, więc odizolowano pana od reszty towarzystwa jako osobnika zadżumionego po to, żeby pan w końcu zrozumiał, że nie na każde łajdactwo jest przyzwolenie w wykwintnym towarzystwie. Europejski Parlament to nie pisowski zapchlony grajdoł, w którym można sobie pozwalać na urywające nos niemoralne pierdy.

A na koniec powiem tak: kto się burakiem urodził, ten kanarkiem z całą pewnością nie umrze. Tyle.

08.02.2018 r.

09:38, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 06 lutego 2018

Oczywiście to nie jest tak, że Prawo i Sprawiedliwość, czego się dotknie, to partoli. Kilka rzeczy udało im się zrobić dobrze – szczególnie te, które idą w parze z ich paskudną naturą, czyli niewiarą w bliźniego i chorobliwą wręcz podejrzliwością, co w sumie okazało się niezmiernie przydatne choćby w ściąganiu podatków. Udał im się również inny ruch – ten obliczony na zyskanie głosów wyborców, czyli 500+, podwyżki dla pewnych grup społecznych (wzrost najniższej emerytury) i zawodowych (budżetówka, obiecany wzrost wynagrodzeń dla nauczycieli), powrót do racjonalnego wieku emerytalnego. Krótko mówiąc stanęli na wysokości zadania tam, gdzie sprawę zwyczajnie pokpili poprzednicy. Rzecz jednak nie w tym, co zrobili dobrego obecnie rządzący, istotne, co spieprzyli i pieprzą nadal! A tych elementów, które zostały spartolone, jest, niestety, co niemiara i w zasadzie co jakiś czas systematycznie przybywa nowych, co w sumie skutkuje tym, iż żadne pozytywne działania tego rządu nie są w stanie ani ich przykryć, ani też w żaden sposób zniwelować.

Z czego się to bierze? To proste – z charakteru szarej eminencji tego rządu posła Kłamczyńskiego. Dopóki ten problem dotyczył i dotykał jedynie członków jego ugrupowania – pal licho!, mogło nam być obojętne, kim ten człowiek jest, jaki ma charakter i że właściwie zarządza wszystkim poprzez ustawiczny konflikt; mogło być nam obojętne, że jako dziecko swojej epoki posiada taką a nie inną mentalność, która zamyka go przed światem, obcością, innością, różnorodnością, przed tym wszystkim, co proponuje otwarty, demokratyczny, kolorowy świat. Teraz jednak, kiedy jest tym kim jest, kiedy ma przemożny wpływ na życie nas wszystkich, już obojętne ani nie jest, ani być nie może, ponieważ każdy jego chory pomysł jest realizowany przez rząd i podległego mu osobnika, który, na nasze nieszczęście, pełni obowiązki prezydenta! W tym momencie jest to o tyle niebezpieczne, że każde podjęte przez rządzących szaleństwo odciska niezwykle negatywne piętno na państwie, czyli, tak naprawdę, na nas wszystkich!

Dzisiaj wyszło mu tak, że uchwalając tak naprawdę niezbędną ustawę o IPN, poszedł na wojnę dyplomatyczną z Izraelem, poróżniając się przy okazji z Ukrainą, a także Stanami Zjednoczonymi. Po co? Mam nieodparte wrażenie, że tylko po to, aby osiągnąć jedną jedyną rzecz: po raz kolejny skonsolidować swój twardy elektorat, licząc na to, że po drodze pozyska również innych – szczególnie tych niezdecydowanych. A jeżeli się weźmie pod uwagę sondaże, które mówią o przytłaczającej wręcz przewadze PiS-u nad innymi ugrupowaniami, co naturalnie stawia rządzących w znakomitej pozycji, to sprawa wydaje się jasna i prosta: niewykluczone, ze pan Prezes, przy okazji kolejnej niesubordynacji, czy to posłów czy senatorów swojej partii,  podejmie niespodziewaną decyzję o przyspieszonych wyborach parlamentarnych. Dlatego w tym kontekście szczególnie jaskrawo widać, że mimo porażki na arenie międzynarodowej w kwestii ww. ustawy, korzyści na własnym, zapyziałym podwórku mogą być niepomierne.

Osobiście uważam jednak, że rządzący mają tyle zysku, co w pysku. Jeżeli coś zyskaliśmy na tej międzynarodowej awanturze, to jedynie opinię kraju zamordystycznego i nieprzewidywalnego, a przy okazji okazało się, nie po raz pierwszy zresztą, że żadne tytuły naukowe, wykształcenie i dorobek naukowy nie są w stanie uchronić człowieka przed jego własną głupotą, czego dobitnym przykładem jest prof. J. Czaputowicz, pełniący dzisiaj rolę szefa polskiego MSZ-tu, który pieprzy dyrdymały, jakoby ustawa o IPN-ie była bardzo dobra i że w ogóle zyskaliśmy na niej! Wstyd, panie Profesorze, i, jak dla mnie, czyste szaleństwo! Brzmi to bowiem tak, jakby już nigdy miał Pan nie wrócić do roli, którą pełnił przed objęciem rządowego stanowiska.

Ale nic dziwnego: gdy się wejdzie między wrony, trzeba krakać jak i one. W tym przypadku tak, jak nakaże nieomylny papież polskiej polityki z Nowogrodzkiej! Człowiek zakompleksiony, nieufny, pełen uprzedzeń i fatalnych, zgubnych dla nas intencji.

06.02.2018 r.

21:18, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
piątek, 02 lutego 2018

Głupota nie jest oczywiście wyjątkowa, o czym przekonuje najdobitniej historia ludzkości, jest za to niezwykle zaraźliwa. A świadczy o tym występujący powszechnie jej nadmiar. Niestety, na nasze nieszczęście. Dlatego, ilekroć czytam, ilu mądrych ludzi rokrocznie odchodzi z tego pięknego świata, tylekroć jestem nie tylko coraz bardziej przygnębiony i zmartwiony, ale równie mocno przerażony! Wychodzi bowiem na to, że wraz z odejściem takich ludzi coraz mniej mądrości zostaje na Ziemi, a proporcjonalnie do tego zjawiska coraz więcej do powiedzenia ma właśnie wszechogarniająca i skutecznie obezwładniająca nas głupota. I zastanawiam się tylko w tym momencie, czy kiedyś dojdzie w końcu do tego, że mądrości zabraknie w ogóle i trzeba będzie jej szukać z tzw. przysłowiową świecą.

Oczywiście, można by się pocieszać myślą, że ci, którzy odeszli z tego świata, zostaną zastąpieni nowonarodzonymi, którzy z czasem okażą się na tyle mądrzy, by godnie zastąpić tych, których już wśród nas nie ma. I pewnie w jakiejś części tak się dzieje i będzie działo nadal. Tyle tylko, że nie ma pewności, iż proporcje te, tak ważnego dla naszego, tzn. ludzkiego bezpieczeństwa, zostaną w przyszłości zachowane. Tym bardziej, gdy coraz częściej można dostrzec i doświadczyć, iż do władzy pod różnymi szerokościami geograficznymi dochodzą ludzie o niekoniecznie dużej wiedzy i w miarę przyzwoitym ilorazie inteligencji.

Zatem, o czym mówi nam powyższy przykład? Mówi nam on przede wszystkim o tym, że, niestety, ale naturalne zastępowanie mądrych mądrymi jest nadzieją niezmiernie złudną, bo założoną na wyrost, gdyż, tak naprawdę, nie ma ów przykład racjonalnego pokrycia w życiu. A dzieje się tak z jednego prostego powodu: głupoty zawsze było więcej na świecie niż mądrości! Dlatego właśnie tak bardzo ważne jest odejście każdego mądrego człowieka z tego świata. Bo z każdym takim odejściem okazać się może, że jednorazowa, osobna śmierć mądrego człowieka jest nie tylko, co zrozumiałe, zubożeniem nas wszystkich, ale także, co gorsza, może nas niezmiernie mocno przybliżać do panowania nad światem ciemnych sił drzemiących w człowieku. A jeżeli dodatkowo weźmiemy pod uwagę, jak szybko w dzisiejszym świecie informacji głupota się rozprzestrzenia, wówczas tym bardziej musi przerażać myśl, iż jednak szaleństwo w końcu kiedyś zatriumfuje! Tym bardziej, że rządzący odpowiednio już o to dbają, żeby mądrość, czyli świadomość istnienia głupoty, nie odniosła czasem przez przypadek sukcesu. Głupcami bowiem rządzi się o wiele łatwiej i bezpieczniej, co dobitnie ukazał nam nie tylko koszmar ubiegłego stulecia, ale również, co wykazują i dzisiaj wygrane wybory w wielu różnych krajach prymitywnych ruchów ksenofobiczno-nacjonalistycznych.

02.02.2018 r.

17:57, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 29 stycznia 2018

Dwie scenki z tego samego podwórka.

On klęka przed nią i wręcza jej pierścionek.

– Och! Ale mnie zaskoczyłeś.

– Czym znowu?

– No, że chcesz mnie prosić o rękę.

– Ja? Skąd ci to znowu przyszło do głowy?

– No, klęczysz przecież i…

– A! Nie, źle mnie zrozumiałaś. Ja nie dla siebie tak, ja w imieniu kolegi.

– Kolegi?

– No, dobry z niego chłopak, ale taki trochę nieśmiały.

– Jaja sobie robisz?

– Jakże bym śmiał! Jarek, znasz go.

– Tyś chyba zwariował? Odpada!

– Odpada? Dlaczego?

– Widziałeś jego dupę?

– Co chcesz od jego dupy?

– Jeszcze pytasz? Przecież na pierwszy rzut oka widać, że ma dupę jak zając po ciężkiej zimie: chudą i do granic wystraszoną. Mówię ci – odpada. Definitywnie!

– Nie przesadzaj. Trochę go podtuczysz i będzie na medal. Znam go – to dobry chłopak.

– Sam go sobie podtucz i się z nim ożeń. Ja pieprzę taki układ.

Scenka II.

On wręcza jej naszyjnik. Widać, że drogi.

Ona: Skąd go wziąłeś?

On: Przecież nie ukradłem.

Ona: Pytam, skąd wziąłeś pieniądze?

On: Uskładałem w skarbonce.

Ona: Poważnie pytam.

On: Nie podoba ci się?

Ona: Podoba. I to nawet bardzo. Ale wiem też, że musiał kosztować masę forsy.

On: Nie tak znowu dużo.

Ona: Nie wygląda na tani?

On: Podoba ci się?

Ona: Bardzo.

On: Więc w czym rzecz? Noś go i ciesz się życiem.

Ona: Ile kosztował?

On: Nieważne.

Ona: Ile!?!

On: Nie wiem.

Ona: Jak to nie wiesz?

On: Nie kupiłem go.

Ona: Nie kupiłeś?

On: Barter.

Ona: Nie rozumiem.

On: Wymieniłem się, tzn. zrobiłem zamianę.

Ona: Jaką zamianę? Na co?

On: Oj-tam, oj-tam.

Ona: Mów!

On: Piwo, paczka papierosów i chipsy. Miałem jeszcze dorzucić dropsy, ale tyle wystarczyło.

Ona: Żartujesz sobie?

On: Skądże znowu. Jak bum-cyk-cyk! Jak babcie-trypcie! Jak…

Ona: Pst! Już dobrze, nic nie mów. I zdejmij w końcu te slipki, bo stygnę.

29.01.2018 r.

09:20, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
piątek, 26 stycznia 2018

Już kiedyś pisałem na ten temat, ale, jak widać nie tylko z poniższego wpisu, tego tematu nigdy dosyć, więc i dzisiaj kilka słów o podziale dóbr, które codziennie wytwarzają mrówki, czyli my – naiwniacy i zwykli zjadacze chlebusia naszego powszedniego.

Oglądam film na TVP Kultura Więcej niż miód i ze zgrozą słucham słów amerykańskiego pszczelarskiego przedsiębiorcy, który ze stoickim spokojem mówi – że, oczywiście, lepiej by było stosować opryski w nocy, kiedy pszczoły znajdują się w ulach, ale przecież w nocy jest ciemno, więc robimy to w dzień, podczas zapylania przez nie kwiatów. Czym to grozi? To oczywiste: przynoszeniem do pasiek pestycydów i karmienie nim małych, co przynosi opłakane skutki (czytaj: choroby i śmierć). No, ale w końcu jesteśmy kapitalistami, a ja nie zajmuję się pszczelarstwem charytatywnie, lecz dla zysku i jego ustawicznego pomnażania!

Czytam dane statystyczne za ubiegły rok: Aż 82% bogactwa wytworzonego w 2017 roku na świecie trafiło do kieszeni superelity, czyli jednego procenta najbogatszych!

A oto ciąg dalszy owej statystyki:

1. Majątek miliarderów za 2010 rok rósł w tempie 13% rocznie. To sześć razy szybciej niż płace zwykłych robotników;

2. Prezes jednej z największych marek modowych tylko w jeden dzień zarabia tyle, ile pracownica szwalni w Bangladeszu zarobi przez całe swoje życie;

3. W USA jednodniowe wynagrodzenie prezesa równa się rocznej pensji pracownika;

4. Na podstawie wyliczeń banku Credit Suisse można szacować, że 42 najbogatsze osoby na świecie mają taki sam majątek, co najbiedniejsza połowa społeczeństwa (rok temu 61 bogaczy równoważyło biedniejszą połowę).

O czym mówią powyższe informacje? Przede wszystkim o ludzkim charakterze – zysk i ustawiczne bogacenie się! Nieważne, jakim i czyim kosztem to się odbywa, istotne, żebym przetrwał i ustawicznie zwielokrotniał swój majątek. To jest tak, jak ze złodziejami – dopóty kradnie, aż go złapią. Nie występuje u niego coś takiego jak nasycenie, on zawsze, czując się bezkarny, dąży do przesytu, który z reguły kończy się dla niego źle, tzn. wpadką. Podobnie jest z tymi, którzy ustawicznie pragną się wzbogacać bez względu na koszty. Dzieje się tak dlatego, że, niestety, chorobliwa wręcz chęć zysku jest niejako wpisana w ludzki genom. O czym już zresztą nieraz przekonał się człowiek w przeszłości. Ale jako że nie potrafimy wyciągać z niej należytych wniosków, więc wychodzi na to, że i tym razem przyjdzie nam słono zapłacić za swoją krótkowzroczną politykę.

Oczywiście, nie wszyscy tak głupio się zachowują, nie wszyscy dążą do celu po przysłowiowych trupach, jednak, jak się okazuje na tyle dużo ludzi to robi, że świat wygląda jak wygląda, czyli 82% bogactwa trafia, jak już wspomniałem wyżej, do jednego procenta najbogatszych ludzi na świecie!

Pytania, jakie się tutaj pojawiają, brzmią następująco: Jak długo taki stan się jeszcze utrzyma? Czy czasami nie będzie tak, że protesty uliczne w wielu państwach położą kres tej nierówności? Czy nowy porządek przyniesie dopiero coś na kształt hekatomby – i wcale nie musi to oznaczać trzeciej wojny światowej, a jakiejś całkiem zwykłe, bo naturalne zniszczenia, typu – trzęsienia ziemi, wybuchy wulkanów, potężne tsunami i tornada?

26.01.2018 r.

10:16, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
O autorze
więcej: www.kiler.blox.pl kontakt: czaplinski@tlen.pl