RSS
czwartek, 19 lipca 2012

     PiS z kolei, to Posłuszeństwo i Siła. Tyle tylko, jak się okazuje, to formacja za słaba, aby wrócić do rządzenia. Tak się dziwnie składa, że jej najsłabszym punktem, niejako podbrzuszem, pozostaje, co najciekawsze, jej założyciel i przywódca Jarosław Kaczyński. To jego ukochane dziecko, co z tego punktu widzenia czyni tę partię szczególnym ugrupowaniem na naszej scenie politycznej. Szczególnym, albowiem należy tylko do jednego człowieka, któremu potrzebny jest dwór klakierów, a nie ludzi samodzielnych w myśleniu. I takich ma. Ci, co się z wizją wodza nie zgadzali, odeszli w dwóch turach, zakładając najpierw PJN, a następnie Solidarną Polskę. Trzecie wyjście z PiS-u będzie gwoździem do trumny tej partii. Pytanie: kto miałby stać na czele takiego wyjścia? Przyznaję, nie mam zielonego pojęcia, bo nikogo takiego dzisiaj nie widzę. Ci, którzy zostali w partii i tworzą dwór J. Kaczyńskiego, to zwykli sztabowcy spełniający jego każdą wolę. Niepokorni odeszli. Zatem… Cóż, z tym prezesem pozostaje permanentna opozycja. Bo to, że PiS nigdy nie wróci do władzy pod tym przywództwem, to pewnik. Ale może o to w tym wszystkim chodzi, kto wie. A w ogóle jak patrzę na tych smutnych, bez uśmiechu ludzi, to odnoszę wrażenie, że ktoś musiał ich kiedyś zdrowo skrzywdzić. Przynajmniej sprawiają takie wrażenie, jakby byli niekochani, odrzuceni, niedocenieni. Aż przykro!

     RP – czyli Rozczarowanie Palikotem. Oczywiście, biorąc realne możliwości tej partii, to niewiele mogli. Rządzą inni i wiadomo w jaki sposób. Niemniej ja czuję się rozczarowany – szczególnie poparciem przez tą partię koalicji rządzącej w sprawie wydłużenia wieku emerytalnego. Jedyny plus, to że nie było w tej partii dyscypliny podczas głosowania w tej sprawie. I tyle. Na razie niewiele można im zarzucić, jak również jeszcze mniej przypisać dobrego. Przekonamy się tak naprawdę na co ich stać w momencie, gdy staną się siłą polityczną, mającą pewien realny wpływ na władzę. Dzisiaj to niewiadoma, postrzegana jedynie poprzez swojego ojca założyciela – Janusza Palikota.

     SLD, czyli Słowotok, Lipa, Działacze. Niestety, pod obecnym przywództwem to żadna alternatywa na naszej scenie politycznej. L. Miller to cynik i permanentny gracz. Na dodatek wygrzebujący z archeologicznych wykopalisk polityków skompromitowanych (Kwiatkowski, Czarzasty, a może niebawem Janik czy Oleksy). Osobiście nie wróżę mu świetlanej przyszłości. Taką miał już przeszłość i wystarczy. Niemniej szkoda, że ta partia nie postawiła na W. Olejniczaka, R. Kalisza czy K. Piekarską – te nazwiska gwarantowałyby niezbędne w tym ugrupowaniu zmiany. Ale to symptomatyczne dla tej partii, że reformatorzy przegrali. Z tym przywództwem nie widzę inaczej, jak dalszy postęp marazmu i degrengolady.

    Co z tej krótkiej charakterystyki wynika? Dla mnie jedno: Jeżeli są tacy – a są! – którzy chcą się bawić w politykę, niech się bawią za własne pieniądze oraz datki swoich członków i sympatyków. Tłumaczenie, że finansowanie działalności partii przez państwo gwarantuje ich transparentność, to bujda na resorach i nic więcej. Prawo bowiem powinno być tak skonstruowane, żeby finanse jakiejkolwiek partii były prześwietlone od spodu do samej góry i tyle. To, co niestety, może temu przeciwdziałać, to sama działalność polityków, którzy w końcu stanowią prawo. No, i koło się zamyka a my jesteśmy w domu. I tak wkoło Macieju, do następnych wyborów.

     19.07.2012 r.

13:20, adelmelua
Link Dodaj komentarz »

     PO – czyli Partia Oportunistów. Prawdopodobnie mają to po swoim szefie – D. Tusku. Kiedyś moim politycznym faworycie, dzisiaj, niestety, sporym rozczarowaniu – jeżeli chodzi o wyniki działalności na zewnątrz partii, bo wewnątrz ugrupowania nasz premier jest mistrzem! Nie na darmo skończył historię, więc przestudiował niejeden polityczny życiorys i wyciągnął właściwe wnioski. Niemniej to rozczarowanie boli i frustruje, bo pozbawia nadziei. A nic tak nie boli, jak właśnie zawiedzione nadzieje. Mnie bolą! Stąd teraz patrzę na to, co robi PO, bardzo krytycznie i bez wcześniejszego zrozumienia. Już nie wybaczam tak łatwo wpadek słownych, wolt politycznych, tupetu, buty czy wręcz bezczelności politycznej, a także niezrealizowanych zapowiedzi programowych w wyniku takiej a nie innej, z reguły niby niekorzystnej, konfiguracji politycznej. Dzisiaj, panie premierze, nadszedł czas, aby powiedzieć:

     – Sprawdzam!

     Ouuu, ale blef!, panie premierze. Ale blef!

     PSL, to w skrócie – Pieniądze, Stanowiska, Lepperyzm. Od pięciu lat koalicjant w rządzie. Niewiele lepszy od PO. Partia monolit, umiejąca z każdego układu na scenie politycznej wyciągnąć jak największe korzyści dla siebie. Na szczęście i im w końcu powinęła się ostatnio noga i słoma wyszła z buciorów: Władek Serafin nagrał kamerą innego Władka, Łukasika, prawdopodobnie po to, żeby „załatwić” najgroźniejszego oponenta W. Pawlaka, przed zbliżającymi się w partii wyborami. Stało się: M. Sawicki został zneutralizowany! Pawlak spokojny, koalicja trwa dalej. Tylko że jest jeszcze sprawa in vitro, która może spowodować jednak wyjście paru posłów z PO, co zrujnowałoby większość parlamentarną, a to by oznaczało nowe wybory. Jak będzie? – zobaczymy.

     Napisałem wyżej, że w końcu i im powinęła się noga, co zabrzmiało, jakbym tylko na to czekał i tego im życzył. Nie życzyłem. Niemniej, przyznaję, czekałem na tę chwilę. Irytowało mnie bowiem, że tak długo im się udaje rozgrywać swoją gierkę. W końcu nie od dziś jest wiadome, że PSL jest największą – przepraszam, ale muszę użyć tego słowa – dziwką parlamentarną, i właściwie zrobi wszystko, żeby tylko utrzymać stan posiadania, a jeżeli można, to jeszcze poszerzy. Bo tak naprawdę jedyna różnica pomiędzy nimi a Samoobroną jest taka, że ci pierwsi starają się swoje przekręty robić jednak w rękawiczkach. Prawdopodobnie brało się to tylko z tytułu dłuższego pozostawania w wielkiej polityce. Stąd ich większa ogłada niż u lepperowców. Dlatego napisałem, że w końcu i na nich przyszła kryska. I dobrze. Dobrze dla Polski, oczywiście.

     19.07.2012 r.

13:18, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
środa, 18 lipca 2012

     Gdyby słuchać intuicji jestem pewien, że nie tylko ja, ale zapewne wielu z Was wyszłoby na tym życiowo lepiej. Mnie ostatnio w związku z rożnymi fatalistycznymi przepowiedniami również zaświeciło się w głowie pewne światełko. Mianowicie – pomyślałem sobie, że ma rację Nouriel Roubini, że naprawdę skutki kryzysu Polska ma dopiero przed sobą – i to znowu w nie tak odległej perspektywie, bo najdalej w przyszłym roku. A to, co je spowoduje to – tak myślę – po pierwsze:

     – przykręcony kurek z pieniędzmi z UE na inwestycje w wyniku czego będzie mniej związanych z tym prac;

     – problemy na rynku rolnym i związany z tym wzrost cen;

     – oczywiście jeżeli wzrost cen, to i zwiększona inflacja;

     – zwiększające się bezrobocie. Jeżeli firmy nawet nie będą zwalniać, to na pewno nie będą tworzyć nowych miejsc pracy;

     – powiększenie się szarej strefy – chociaż już i tak mamy ponoć największą w UE;

    – nieuniknione spowolnienie gospodarcze również w wyniku wyhamowania rozwoju gospodarki niemieckiej, które to państwo jest naszym największym partnerem handlowym;

     - a jak dojdą do tego jeszcze po drodze jakieś naturalne katastrofy, można powiedzieć, obraz nieszczęść się dopełni.

     Oczywiście można by tutaj dodać jeszcze kilka mniej lub bardziej istotnych rzeczy, niemniej zreasumuję: nie trzeba wcale przepowiadanego od dawna Armagedonu czy czegoś podobnego na jego kształt, wystarczy nasza działalność. Albo i nie działalność. Bo to, co robi rząd, takie właśnie nie działanie mi przypomina. Tylko że tak dalej działać się nie da, jak dotychczas, czyli brać wiele rzeczy na tzw. „przeczekanie”. Trzeba będzie w końcu zacząć naprawdę coś robić widocznego i odczuwalnego – nie tylko kiwać, panie premierze!

     Albowiem to, co ratowało nas dotychczas z opresji i dzięki czemu nie odczuwaliśmy kryzysu, to przede wszystkim bardzo duży popyt wewnętrzny. Brał się on z tego, że ogromna rzesza ludzi po wejściu Polski do UE, wyjechała za granicę, skąd do Polski płyną do dzisiaj poważne finansowe środki, napędzając naszą gospodarkę. To jednak, jako że nic nie jest dane raz i na zawsze, również może się skończyć, a wtedy spadnie na nas, niestety, zimny prysznic. Oczywiście będzie on w jakiejś mierze dotkliwy dla rządzących, co zrozumiałe – szczególnie widoczne to będzie w kolejnych wyborach parlamentarnych – gorzej jednak, że to my tak naprawdę zapłacimy cenę najwyższą za te wszystkie zaniechania rządzących.

     18.07.2012 r.

15:58, adelmelua
Link Dodaj komentarz »

     Jakiś czas temu ukształtował się bezsensowny podział, dotyczący numeryczności Polski, który jakoby miał świadczyć o jej lepszym czy też gorszym statusie i automatycznym zerwaniu z dotychczasowym państwem. Ściślej – chodzi o to, że po okresie międzywojennym, który określony został w historii II Rzeczpospolitą, nastąpił okres niesuwerennej państwowości, po czym nastąpiła III, a następnie IV Rzeczpospolita, która trwała – wychodzi na to – jedynie dwa lata, po czym znowu nastąpił powrót do III Rzeczypospolitej, czyli państwa zdrady i utrwalania zależności od Niemiec i Rosji jako ich kondominium. A może mamy do czynienia z V Rzeczpospolitą, tylko nic się o tym nie mówi? – nie mam pojęcia. Mnie, w związku z tym dziwnym podziałem, przychodzi na myśl tylko jedna refleksja, mianowicie: świetnie, że IV Rzeczpospolita trwała jedynie dwa lata! A to dlatego, że o ile w III może i ciężko jest żyć, to i tak w porównaniu z IV jest świetnie, albowiem w tej ostatniej było nie do życia! Niby niuans, ale jakże znaczący! Przynajmniej dla mnie.

     18.07.2012 r.

15:54, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 17 lipca 2012

     Pierwszym na świecie socjalistą, żeby nie powiedzieć komunistą był, bez wątpienia – przynajmniej dla mnie – Chrystus. Oczywiście nie w politycznym wymiarze, ale takim ogólnoludzkim. Co to znaczy?

      Otóż wiadomym jest, że jako człowiek żarliwie wierzący w swoje posłannictwo i w ogóle w przedstawianą ideę Boga Ojca, postrzegał wszystkich ludzi jako swoich braci, którym należy się szacunek, miłość i zrozumienie. Całe Jego życie świadczyło o tym, że bliźni, to Jego bracia (ciekawe co z siostrami?), i są mu równi. Takie ówczesne: wolność – równość – braterstwo!

     Nasi prawicowi politycy, czyli ta bardzo wierząca w naukę Chrystusa część sceny politycznej – przynajmniej na zewnątrz wierząca – i utożsamiana z Kościołem katolickim, ma, co ciekawe, niewiele wspólnego z ideą solidaryzmu społecznego i państwa opiekuńczego, co by wynikało z nauki Chrystusa, czyli ich duchowego guru. Uważają oni bowiem, że człowiek, jeżeli ma dwie sprawne ręce, głowę na swoim miejscu i dopisuje mu zdrowie, to nic nie stoi na przeszkodzie, żeby sam o siebie należycie zadbał i radził sobie w życiu. I z grubsza rzecz biorąc mają rację. Tyle tylko, że życie rządzi się swoimi prawami, jest o wiele bardziej złożone i nie ogranicza się jedynie do prostej konstatacji co do posiadania zdrowych kończyn, dzięki którym powinno wszystko toczyć się jak po maśle.

      Dla odmiany – a może równowagi? – większość społeczeństwa – w tej większości również znajdują się wyznawcy Chrystusa – stoi jednak po drugiej stronie, przynajmniej mentalnie, w swoich zapatrywaniach na siebie i rolę państwa w swoim życiu. Większość ta bowiem, co istotne, wymaga od Państwa sprawowania raczej roli pewnego rodzaju opiekuna. Kogoś, kto w chwili kryzysu przyjdzie z pomocą w osobach swoich funkcjonariuszy.

      Z kolei lewa strona sceny politycznej, której szczególnie jakoś nie pod rękę z Chrystusem i w ogóle Kościołem, co jeszcze bardziej zaskakujące, opowiada się właśnie za rolą opiekuńczą Państwa w różnych aspektach swojej działalności. Co zatem z tego wynika? Myślę, że właśnie owe tytułowe totalne pomieszanie! Bo wychodzi na to, że większość z nas chętnie pozbyłaby się części swojej wolności w zamian za jakąś opiekę Państwa, co niejako gwarantowałoby nam pewne egzystencjalne bezpieczeństwo. A to z kolei znaczy tyle, że większość ludzi mentalnie pozostaje lewicowa, podczas gdy w obszarze ducha, tego trudno wytłumaczalnego aspektu naszego życia, jak najbardziej tkwimy, że tak się wyrażę, po prawicy – że nie dopowiem już czyjej prawicy.

     W związku z tym mam pytanie: Czy Chrystus, jeżeli dzisiaj byłby się pojawił, miałby naprawdę bliżej do polityków prawicowych niż lewicowych?

       Królestwo temu, kto na to odpowie!

              17.07.2012 r.

12:54, adelmelua
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 16 lipca 2012

     Jakiś czas temu cała Polska niejako żyła głośną sprawą uprowadzenia Krzysztofa Olewnika. Do dzisiaj – mimo że upłynęło 11 lat od tego zdarzenia, a 9 od chwili jego śmierci – sprawa nie została wyjaśniona. Po drodze umorzono wątek (brak właściwego nadzoru nad przekazaniem okupu porywaczom!) dwóch policjantów ze względu na przedawnienie. To samo dotyczy kilku prokuratorów, którym nawet nie starano się przedstawić oskarżeń. Wiele śladów zniszczono (świadomie!), np. rozmowy z porywaczami; pozwolono ukraść samochód z dokumentami tej sprawy! No i nie ustalono do kogo należała krew, której ślady znaleziono w domu K. Olewnika. Ciśnie się wiele pytań, na które brak odpowiedzi. Ale jedno jest dla mnie oczywiste: skorumpowanie w organach ścigania jest przeogromne i zatrważające! Aż strach myśleć, gdyby takie tragiczne zdarzenie dotknęło takiego nic nieznaczącego żuczka jak ja czy kogoś z Was. Na szczęście nie mam takich pieniędzy, żeby stać się łakomym kąskiem dla porywaczy. Chociaż tak naprawdę to żadna pociecha. Bo przecież zawsze można stać się ofiarą systemu – bez względu na zasobność portfela. Nie od dzisiaj w końcu wiadomo, że Temida nie należy do istot cieszących się najlepszym wzrokiem.

     16.07.2012 r.

17:04, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 15 lipca 2012

Jako że wczoraj, mimo moich 30 urodzin – obchodzonych zresztą już po raz kolejny! – zrobiło się niezamierzenie smutno, czy nawet wręcz nostalgicznie, jakbym był co najmniej jakimś smutasem, dla równowagi więc dzisiaj ciąg dalszy z teki moich myśli tzw. „pozłacanych”:

Tylko umarli mogą żyć wiecznie.

Albo:

Na śmierć zawsze jest czas, brak go jednak nierzadko na „ludzkie” życie.

No, to zacząłem z grubej rury. I jak optymistycznie! Reset. Zaczynam w takim razie jeszcze raz:

Dlatego że tak wcześnie się urodziłem, musiałem się szybciej zestarzeć.

No, prawda że lepiej? Znacznie! Zatem kuję żelazo póki gorące:

Niejeden z nas bez wchodzenia pod prysznic i tak jest porządnie spłukany.

To nie człowiek rozmienia pieniądze, to pieniądze rozmieniają człowieka.

Szczęścia nie da się odczytać, szczęście trzeba sobie zbudować.

A na koniec kilka jeszcze fraszek:

Była mi Aniołem Stróżem. Może przez tydzień – nie dłużej.

Biednemu zawsze wiatr w oczy – nawet bogaty tak psioczy.

I ja jestem idolem – gdy jakąś zadowolę!

Miłość niejedno ma imię – ja swoją poznałem w kinie.

Każdy jegomość winien mieć swoją „nieruchomość”.

A na koniec fraszka zatytułowana „Ideał kobiety” – można by powiedzieć według S. Żeromskiego:

Praczka – Prasowaczka – Sprzątaczka – Siłaczka!

Dla formalności: to nie jest mój ideał kobiety! Przyrzekam. To tak dla mojego bezpieczeństwa, gdyby kiedyś, w bliższej czy też dalszej przyszłości, miał zapanować matriarchat.

15.07.2012 r.

16:51, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
sobota, 14 lipca 2012

14 lipiec 2012 rok. Dziś są moje urodziny. No, i całkiem niezamierzenie zajechało Kantorem.

W tym dniu, dokładnie dwa lata temu, zmarł Zbigniew Zapasiewicz. Ogromna strata. Oczywiście odejście na tzw. „drugą stronę” każdego z nas, to dotkliwa strata dla najbliższych, ale śmierć takich ludzi – znanych, publicznych, a na dodatek związanych z kulturą, jak właśnie Z. Zapasiewicza, to utrata przez daną społeczność czegoś więcej – czegoś, co jest nie do zastąpienia przez nikogo, zadając tym samym kłam głupiemu powiedzeniu, że jakoby „nie ma ludzi niezastąpionych”. Otóż ja mówię, ba – krzyczę: kłamstwo! Ludzie są niezastępowalni! Wynika to z naturalnej cechy indywidualności każdego bytu, który jest przecież organizmem osobnym i immanentnie powiązanym z samym sobą. Dlatego też zastąpienie kogoś może być tylko powierzchowne, płytkie, bez ingerencji w zastępowaną istotę, bez wnikania w jej świat i jestestwo. Będzie to zastępstwo czysto fizyczne, zastępstwo, że się tak wyrażę, przedmiotowe, a nie podmiotowe, o które przecież w tym kontekście właśnie chodzi. Zastępstwo byle jaką sztachetą, czy też kołkiem, estetycznego, wysokiej jakości płotu.

Może się wydać dziwne, że w dniu swoich urodzin piszę o śmierci. Ale tak naprawdę nie ma w tym nic dziwnego czy zaskakującego. W końcu śmierć jest częścią składową życia, na co dzień towarzysząc mu, więc uciec od tego w zasadzie się nie da. A że wraz z upływem czasu i odchodzeniem osób, które się znało latami i którzy byli dla nas pewnym stałym odniesieniem – niezachwianym, stabilnym – myśli się o tym coraz częściej, to rzecz i normalna, i w zasadzie właściwa. Chociaż, tak naprawdę, myśląc o śmierci, zastanawiamy się nie tyle nad naszą przemijalnością, ile przede wszystkim próbujemy pojąć i zrozumieć, czym jest Czas. Dlaczego tak krótki jego odcinek jest nam dany do przeżycia? I dlaczego jest dla nas tak cholernie bezlitosny?! Bezlitosny nie dlatego nawet że musimy odejść któregoś dnia z tego świata, ale dlatego, że nas tak dogłębnie doświadcza, niszcząc nas z premedytacją mordercy dzień po dniu. Dzień po dniu, miesiąc po miesiącu, rok po roku, aż – jak mamy trochę szczęścia w tym nieszczęściu – umieramy ze starości – zasuszeni, schorowani, zniedołężniali, zrezygnowani i zobojętniali na życie. Do tego stopnia pogodzeni ze śmiercią, że nierzadko jej właściwie pragniemy. Jako wybawienia od dalszego trwania w cierpieniu. I w tym właśnie momencie, co najciekawsze, pojawia się śmierć jako doskonałe końcowe rozwiązanie naszego życia. Dlatego właśnie w dniu swoich kolejnych urodzin myślę o śmierci.

14.07.2011r.

16:27, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
piątek, 13 lipca 2012

    Napisałem kiedyś własną wierszowaną wersję bajki o Czerwonym Kapturku. Inspiracją była wówczas świetna, urocza dziewczyna, która dzisiaj jest w pełni dojrzałą, powabną kobietą, podczas gdy ja, niestety, jak byłem wilkiem, tak nadal nim jestem. Tyle że o kilka lat starszym, bardziej samotnym, wyliniałym, a przez to – drżyjcie wszystkie Czerwone Kapturki tego świata! – jeszcze bardziej bestialskim i bezwzględnym. No, to może tyle tytułem autoreklamy. A oto ww. bajka:

              Czerwony Kapturek, czyli Piękna i Bestia

Dawno temu w ciemnym lesie żył Wilk sobie – jak wieść niesie,

A przy lasku w małej chatce żywot wiodła babcia – w bajce

Tej zabraknąć więc nie może i Kapturka, co, mój Boże!

Babcię kochał ponad życie – jedną miał ją na tym świecie.

Dnia pewnego szedł Kapturek do babuni przez las wielki,

Gdy na drodze stanął murem Wilk, co umiar miał gdzieś wszelki.

I tak zwodzić zręcznie zaczął, że Kapturek całkiem zgłupiał!

Na pozory dał się naciąć i po chwili już nie umiał

Fałszu dostrzec w grze tej Wilka, która jednak nie do zguby

Prowadziła nam Kapturka, lecz by został jego lubym!

I nieważna w grze tej była babcia, którą Wilk „załatwił”,

O Kapturka się toczyła gra – o niego Wilk się martwił!

Roił sobie przy tym biedak, że jak do stóp jego rzuci

Las swój cały, to Kapturek z nim zostanie – tym się łudził.

Lecz Kapturek, mądre dziewczę, o babuni nie zapomniał:

Nic od ciebie, Wilku, nie chcę, zwieść się nie dam – choćbyś skonał!

W żadne słowo ci nie wierzę, znam ja twoje obietnice,

Ty podstępne jesteś zwierzę, ilu zwiodłeś – już nie zliczę!

Zatem precz stąd, zejdź mi z drogi! Jak nie puścisz – będę krzyczeć,

Ja nie czuję żadnej trwogi, za to ty wnet będziesz wisieć.

Gdy Wilk słowa te usłyszał, aż się w nim zagotowało,

Jakby gdzieś padł jakiś wystrzał, stres skuł jego postać całą.

I choć z bezsilności dyszał, to nic tutaj nie mógł zrobić,

Łeb mu tylko smutno zwisał, gdy w las poszedł żal ukoić.

Lecz że życie płata figle, więc i ja nie wyrokuję,

Bo możliwe że po latach mur Kapturka Wilk zrujnuje.

I oboje spędzą wspólnie ten czas, który im pozostał,

Wszak ich los ktoś splótł odgórnie i po wieczność tak ma zostać.

     13.07.2012 r.

11:57, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 12 lipca 2012

    Od dawna uważałem, że najlepsze rozwiązanie dla Polski (i nie tylko), to sejm złożony z kilku – czterech, góra pięciu partii, gdzie powstaje dwu-, czasem trójpartyjna koalicja, po czym przystępuje ona do wykonania tego, co niezbędne i konieczne dla dobra kraju i obywateli. Oczywiście istnieje niebezpieczeństwo, że taka koalicja przeforsuje wszystko, czego tylko dusza zapragnie - i niekoniecznie będzie to należało do oczekiwanych pozytywów - nie licząc się zupełnie z głosem opozycji, czyli również z tą częścią narodu, która oddała na nią swój głos. Z drugiej jednak strony ugrupowania pozostające w koalicji są niejako również zakładnikami tego układu. A on z kolei, tak myślę, mimowolnie chroni nas, obywateli, przed jakąś rażąco skrajną głupotą polityków. Rzadko bowiem zdarza się, żeby dwie partie szły ręka w rękę, łeb w łeb i nie różniły się niczym w swoich programach. Gdyby tak było, tworzyłyby w końcu jedną partię! A jeżeli tak nie jest, to znaczy, że różnice pomiędzy nimi są na tyle duże, że muszą istnieć jako dwa niezależne organizmy polityczne. I bardzo dobrze! – szczególnie dla nas. Bo właśnie te różnice są niejako gwarantem mniejszego czy też większego kompromisu pomiędzy nimi, co dla nas przekłada się na normalny, stabilny rozwój.

    Niebezpieczeństwo pojawić się może wówczas, gdy w wyniku wyborów władzę obejmie jedna partia. I choćby miała najlepsze intencje, to, niestety, ale może się ona stać bardzo realnym zagrożeniem dla tego wszystkiego, co w demokracji najcenniejsze, czyli wolności jednostki! Rządy bowiem jednopartyjne zawsze wiążą się z niebezpieczeństwem wypaczenia ustrojowego. Oczywiście, to ogromna wygoda dla rządzących znaleźć się w takiej sytuacji – nie musieć liczyć się z opozycją, wchodzić w jakieś bardziej czy też mniej zgniłe kompromisy, ale też, znając ludzką naturę, to bardzo łatwa droga do zamordyzmu, ograniczenia swobód obywatelskich, narzucenia jedynej słusznej prawdy, bo przecież objawionej temu ugrupowaniu, które właśnie w tym momencie rządzi! Dlatego wierzę w to, że mądrość narodu, a ściślej instynkt samozachowawczy obywateli uchroni nas, tak jak to dotychczas się dzieje, przed wyborem skrajnym, jakim byłyby właśnie rządy jednej partii.

    12.07.2012 r.

15:05, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
O autorze
więcej: www.kiler.blox.pl kontakt: czaplinski@tlen.pl