RSS
poniedziałek, 18 czerwca 2012

     Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że to pogląd-postawa co najmniej niezbyt popularna. Ale, co zrobić, tak mam. Ci, co mnie znają, wiedzą, że od zawsze chadzałem własnymi ścieżkami, więc nierzadko też szedłem pod prąd. A że nie lubię się wykłócać, pyskówki działają na mnie przytłaczająco, bo są poniżej mojej godności, więc nie pozostawało mi nic innego, jak tylko odchodzić z pracy, rezygnować z bezsensownych znajomości, nie wchodzić tam, gdzie mnie nie oczekują, albo ja sam czułbym dyskomfort przebywając w nieodpowiednim miejscu. I właśnie z tym moim kosmopolityzmem jest podobnie.

     To oczywiście nie jest tak, że nie czuję się w jakiejś mierze Polakiem. Jestem nim! Ale czy z tego powodu jestem jakoś szczególnie wyróżniony przez los i powinienem być niezmiernie szczęśliwy, to już inne zagadnienie. I, niestety, nie do sprawdzenia. Z jednego prostego powodu: mam tylko jedno życie „tu” i „teraz” i dlatego nie sprawdzę fizycznie, nie porównam, jakby to było, gdybym na przykład urodził się Grekiem. Albo Norwegiem. Albo Żydem. Albo Chińczykiem. I tak dalej, i tym podobnie. Zapewne w każdym z tych przypadków występowałyby plusy i minusy bycia nimi. Ba, a jest przecież jeszcze realna możliwość, że urodziłbym się kobietą – i co wtedy? Jak to wszystko ogarnąć, dokonać rzetelnego porównania? Nie da się. I chyba z takiego właśnie postrzegania życia w ogóle bierze się u mnie owa postawa kosmopolityczna. Bo nie tylko moje podwórko jest ważne, ale nie mniej istotne jest trzęsienie ziemi na drugiej półkuli, zanieczyszczenie środowiska przez Chińczyków czy Amerykanów, czy też tsunami w Japonii i związana z tym awaria reaktora jądrowego. Jakby jednego Czarnobyla było mało. To wszystko razem i z osobna jest bardzo ważne, bo dotyczy nas wszystkich, dotyczy naszej planety – Ziemi!

     Wiem, że przeciwników takiego myślenia nie brakuje. Dlatego im podam taki przykład:

     Załóżmy, że jedno z waszych rodziców jest, dajmy na to, Polakiem. Drugie jednak jest już – żeby daleko nie szukać – Niemcem. Wasza matka zachodzi w ciążę, ale oboje rodzice, tak się złożyło, prowadzą interesy w Hiszpanii i tam też wy przychodzicie na świat. Macie obywatelstwo hiszpańskie. Pewnie też niemieckie. A może i polskie. Dorastacie w różnych kulturach. Niemniej szukacie swojego stałego miejsca i pewnego dnia dociera do was, że to miejsce, to cały świat. Bez granic, barier, bez podziałów. I tutaj dochodzimy do sedna mojego wywodu: wierzę w tak właśnie świat – bez granic. Gdzie ludzie są otwarci i życzliwi dla siebie bez względu na pochodzenie, kolor skóry, czy wyznawaną religię. Słowem: „Imagine all the people, I wonder if you can, no need for greed or hunger,a brotherhood of man” –chciałoby się powiedzieć za J. Lennonem.

    Na szczęście mam wielu naturalnych sprzymierzeńców: to kobiety, które są bardziej otwarte od mężczyzn i pozbawione atawistycznych uprzedzeń, poza tym, na szczęście, coraz więcj zależy od nich w świecie polityki! No i jest ich więcej od nas, więc jest szansa na taki właśnie świat:)

     18.06.2012 r.

14:51, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 17 czerwca 2012

     Polski zespół, grając o wszystko w meczu z Czechami, zagrał jednocześnie, jak się okazało, swój ostatni mecz na mistrzostwach. I, niestety, nie sprostał. Przykro i żal. Tym bardziej, że nie tylko piłkarze – główni aktorzy tego przedstawienia czują się zawiedzeni, ale również kibice, którzy tak bardzo wierzyli w sukces, którym byłby już sam awans do ćwierćfinału, czyli wyjście, jak się powszechnie uważało, z niezbyt silnej grupy. Jednak największym przegranym i rozczarowanym jest, według mnie, sam trener Franciszek Smuda. Gdy został powołany na stanowisko selekcjonera naszej reprezentacji, nie wzbudziło to mojego entuzjazmu. Wybór tłumaczono tym, że teraz powinien nastać polski trener, a jeżeli polski, to nikt bardziej się na to stanowisko nie nadaje, jak właśnie F. Smuda. Wpływu na taką decyzję PZPN-u nie miałem, więc postanowiłem trenerowi kibicować, uważając, że należy mu się ode mnie kredyt zaufania. Uważałem jednocześnie, że na ewentualne rozliczenia przyjdzie jeszcze czas, po Mistrzostwach Europy. I przyszedł. Niestety, ale jeszcze w trakcie ich trwania. I nie jest to ten czas rozliczeń, o jakim zapewne nie tylko ja myślałem. Zasadnym jest zapytać w tym miejscu: Dlaczego tak się stało?

     Zapewne teraz dowiemy się na ten temat więcej szczegółów. I dobrze. Ja, według tego, co widziałem, usłyszałem czy przeczytałem w prasie, odnoszę wrażenie, że głównymi przyczynami takiego stanu są – po pierwsze: pogubienie się w kwestii kondycji (nie tylko Lewandowski prosił o ulgowe treningi). Widać było, że wielu zawodnikom brakuje świeżości, co przekładało się na wytrzymałość, gdzie rozegranie trzech meczów na jednakowym wysokim poziomie w ciągu dwunastu dni, najzwyczajniej w świecie było ponad ich siły. Po drugie: kilka nazwisk w kadrze, które są, według mnie, niezasadne, przy jednoczesnym braku podstawowego nazwiska – Marcina Żewłakowa. Trzecią kwestią jest zarzut najgorszy, bo podkopujący niejako kompetencje trenera, mianowicie – zbyt duże przyzwyczajenie się do pewnych nazwisk i związana z tym duża bojaźń przed wprowadzaniem zmian w składzie w odpowiednim czasie. Słowem – niereagowanie na złe wydarzenia na boisku. To wszystko i zapewne jeszcze kilka innych pomniejszych składników jest przyczyną takiego właśnie występu biało-czerwonych.

     Można powiedzieć, że F. Smuda miał wszystko: czas, pieniądze, najlepsze z możliwych warunki, a także – co istotne – przychylność „leśnych dziadków” z PZPN-u, krótko mówiąc – komfort! O czymś takim mógł tylko pomarzyć jego poprzednik Leo Benhaker, (ciągle jest mi szkoda jego odejścia). Niestety, raz jeszcze okazało się, że to nie powyższe czynniki tworzą dobrą drużynę – tworzy ją trener i piłkarze. W naszym przypadku trener zawiódł najbardziej, dlatego uważam, że powinien odejść. I odejdzie, honorowo, jak zapowiedział na pomeczowej konferencji. Brawo!

     Na koniec gorzka refleksja: Okazało się, niestety, że ten narwaniec Jan Tomaszewski przewidział to i dzisiaj triumfuje. Aż przykro. Naprawdę przykro. (:

     17.06.2012 r.

12:40, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
piątek, 15 czerwca 2012

     Byli, są i, niestety, będą ludzie, którym łatwiej jest uwierzyć w spiskową teorię dziejów, niż zdobyć się na niezależne myślenie, otwarte, wolne od wpływów rasizmu, antysemityzmu, nacjonalizmu itd., itp. Szkoda. Albowiem tylko takie myślenie, samodzielne, gwarantuje właściwą, w miarę obiektywną (piszę – „w miarę obiektywną”, gdyż subiektywność zawsze jednak w jakiś sposób zaburza obiektywizm) ocenę rzeczywistości. Takie myślenie pozwala dostrzec, nie jakiś jeden wielki spisek ponadnarodowy, ogólnoświatowy, zawiązany z reguły przez Żydów, ale interes poszczególnych grupek, grup, korporacji, gdzie wspólnym mianownikiem porozumienia jest przede wszystkim – zysk!

     Dlatego uważam, że nic bardziej głupszego w dzisiejszych czasach nie można wymyślić, jak teorię o trzymaniu finansów świata przez jedną grupę, na dodatek jednolicie narodową! Interes i związany z tym zysk nie ma jednej barwy państwowej. Aby go uzyskać pewna część ludzkości, niezależnie od zamieszkiwanej przez nią szerokości geograficznej, jest w stanie zawrzeć – ujmę to literacko – pakt nawet z samym diabłem, aby tylko osiągnąć ów cel. Co zresztą, tak na marginesie, doskonale oddaje w praktyce myśl starożytnego cesarza Wespazjana, że pieniądze nie śmierdzą: „Pecunia non olet”.

     Stąd takie szablonowe dostrzeganie w co drugim człowieku, któremu powiodło się w interesach, Żyda, to przede wszystkim próba wytłumaczenia własnego nieudacznictwa i szukanie zawsze winnego takiego stanu rzeczy poza sobą. A przecież wiadomym jest właściwie od zawsze, że nawet w najmniejszych społecznościach w pewnym momencie pojawia się wspólnota interesów, która pewnych ludzi zbliża i która powoduje zawiązanie pomiędzy nimi porozumienia. Porozumienie to natomiast ma na celu jedno: decydowanie o najważniejszych sprawach dotyczących danych społeczności, w których ci ludzie żyją. I tyle. Cała tajemnica finansów. Dorabianie do tego potężnej ideologii jest niczym innym jak tylko zawracanie kijem Wisły, czyli zwykłą głupotą. Dlatego też z tego miejsca zwracam się do wszystkich tych mądrali, pełnych rasowych uprzedzeń i spiskowych teorii dziejów:

    – Przestańcie pieprzyć o naszym uzależnieniu od ich, tzn. żydowskich pieniędzy! Rozejrzyjcie się dookoła, a zobaczycie wtedy, tuż obok – w najbliższym sąsiedztwie, że pracujecie nie u jakiegoś wyimaginowanego Żyda, ale Polaka z dziada pradziada, który niejednokrotnie wykorzystuje was – mnie to również zresztą dotyczy – z premedytacją feudalnego pana. A gdy próbujecie upomnieć się o podwyżkę, słyszycie jedną niezmienną śpiewkę: „Nie ma, nie ma żądnych podwyżek. Słaba kondycja firmy. A jak się nie podoba, droga wolna! Nikogo nie trzymamy siłą”. Tak dzisiaj wygląda współczesne niewolnictwo – z możliwością samodzielnej rezygnacji z pracy. Takie niewolnictwo nie ma jednego wspólnego godła jakiegoś państwa, ono posiada tylko jeden wspólny emblemat – tym emblematem jest banknot! Dolar, euro, złotówka…

    15.06.2012 r.

13:23, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
środa, 13 czerwca 2012

     Sprawdziło się to, co w ostatnich dniach powtarzałem jak mantrę: Rosjanie nie są wcale tak dobrzy, jak świadczyłby ich ostatni wynik z Czechami, a Polacy znów tak słabi, jak pokazała to druga połowa w meczu z Grekami. Wczoraj te słowa potwierdziło boisko, gdzie okazało się, że mamy dobrą drużynę, a na dodatek rozwojową, bo, obok ekipy niemieckiej, najmłodszą na tych mistrzostwach. Mnie do takich słów przekonały już wcześniejsze mecze z Meksykiem, WKS, czy z Niemcami. Malkontentów zapewne dopiero mecz wczorajszy. Jednak to, o czym chciałbym tutaj napisać, to nie potwierdzenie moich mniej czy też bardziej trafnych przypuszczeń, ale przede wszystkim pewne spostrzeżenie, jakie stało się moim udziałem po obejrzeniu tych kilku rozegranych do tej pory meczów.

     Otóż uważam, iż są to mistrzostwa trenerskich błędów, wynikających przede wszystkim z ich zachowawczości i przyzwyczajeń. I nie chodzi mi o to, że jestem jakimś fachowcem i chciałbym pouczać tych, których trenerka jest chlebem powszednim – bo tak nie jest – a oni znają się w końcu na tym lepiej ode mnie. Ale ja, jako kibic, nie będąc obciążony całym bagażem przygotowań, zgrupowań, znajomością z zawodnikami, mający do tego odpowiedni dystans, myślę, że potrafię być bardziej obiektywny w ocenie tego, co się na boisku dzieje. A dzieje się to, że w poczynaniach trenerów widzę ich strach. Strach ten to obawa przed zmianami. I tak, jak w meczu z Grecją, aż się prosiło o wpuszczenie Mierzejewskiego i Grosickiego za Rybusa i Obraniaka, tak u Czechów powinna nastąpić dużo wcześniejsze zejście z boiska Barosa w meczu z Rosją. To samo zresztą tyczy się Grecji i ich bramkarza Chalkiasa. Inaczej rzecz się ma z Holandią. Tutaj należałoby odstawić od kilku meczów w podstawowej jedenastce Robena, który jest piłkarzem samolubnym, nie dostrzegającym partnerów, co w konsekwencji przełożyło się na ich porażkę w meczu z Danią. Nie wiem, czy takie zmiany, o jakich tutaj napisałem, gwarantowałyby korzystne wyniki tym drużynom, wiem jedno: zmiany takie powinny nastąpić, albowiem ich brak to skazywanie tych drużyn na przegraną w dalszej fazie mistrzostw.

     13.06.2012 r.

17:38, adelmelua
Link Dodaj komentarz »

     Czym jest polityka? Albo inaczej – czym powinna być polityka? Bo czym jest – wiadomo: świetną trampoliną do lepszego, wygodniejszego życia. Pół biedy, gdy jest taką dla ludzi odpowiedzialnych i mądrych, gorzej, że jest taką dla wielu nieudaczników i właśnie owych pustych łbów. Piszę „pustych”, bo w końcu, z racji zajmowanego przez siebie miejsca, oni ustanawiają prawo, które my, jako społeczeństwo, musimy przestrzegać; prawo, które od początku przemian ustrojowych jest niedoskonałe, pełne dziur i zwykłych bubli, co pozwalało i, niestety, nadal pozwala na różnego rodzaju machlojki i przekręty. A dzieje się tak dlatego, że ustanawiają je albo niekompetentni ludzi, albo cwaniacy na usługach różnych lobbystycznych grup. Bo tam, gdzie w grę wchodzą duże pieniądze, tam siłą rzeczy dochodzi również do nieuczciwych praktyk. Można by powiedzieć, że obszar prawa jest zbyt ważny, żeby pozwolić, aby decydował o nim przypadek, więc trzeba nim odpowiednio pokierować. Dlatego dzieje się tak, że prawo przez nich stanowione musi być przestrzegane przez społeczeństwo, oni zaś nie muszą się do niego stosować, są bowiem ponad nim. Najdobitniej dowodzą tego ujawniane co jakiś czas afery z nimi związane, a co podkreśla jeszcze bardziej ich immunitet, za którym niejednokrotnie się chowają, pozostając bezkarnymi. Zatem powracam do postawionego na początku pytania, czym powinna być polityka.

     Otóż odpowiedź jest naiwnie wręcz prosta: winna być służbą, publiczną służbą pełnioną dla dobra kraju i lepszego życia obywateli. Czy tak jest? Oczywiście nie. Może gdyby była pełniona, jeżeli już nie charytatywnie, to może za dużo mniejsze profity, wówczas nie przyciągałaby wielu zbędnych ludzi, pokracznych i nie mających nic do zaoferowania? Może wówczas znaleźliby się w niej właściwi ludzie, tacy, którzy mając służebną działalność we krwi, działaliby pro publico bono? Może, gdyby zabrać tej grupie zawodowej ich przywileje związane z polityczną działalnością, wówczas ta stajnia Augiasza oczyściłaby się sama? Może wówczas nie przyciągałaby tak wielu cwaniaków i dekowników?

     Naturalnie, mamy takich polityków, jakich sobie wybraliśmy. I trudno się z tym nie zgodzić. Tylko że wybieraliśmy z tego, co nam zaproponowano. A że zaproponowano wielu słabych, niekompetentnych, to już wina tych, którzy w polityce grają pierwsze skrzypce. Stąd moja prośba: panowie prezesi, szefowie partii politycznych, zróbcie w końcu uczciwy przesiew i oddzielcie plewy od ziarna, postawcie na tych, którzy gwarantują dobrą jakość, a tym samym jakość stanowionego przez was prawa. Bo przecież lepsza jakość prawa, to jego przejrzystość, a tym samym lżejsze życie obywateli. Aby to osiągnąć, zacznijcie może najpierw od zmniejszenia liczby posłów i senatorów. Bo nie tylko że nie stać tego kraju na utrzymywanie takiej ilości działaczy politycznych, ale też dlatego, że tam, gdzie mniej ludzi, łatwiej o porozumienie. Poza tym zlikwidujcie również w końcu immunitet parlamentarny, który w obecnych czasach jest najzwyklejszym anachronizmem! Albowiem demokracja sama w sobie zapewnia wam w dostateczny sposób – jak i zresztą reszcie obywateli – wolność i nietykalność osobistą. Słowem – przestańcie w końcu stawiać się ponad stanowionym przez siebie prawem! Gdy to zrobicie, gdy zaczniecie naprawę tego kraju od siebie, może wówczas osąd społeczeństwa będzie dla was o wiele przychylniejszy i sprawiedliwy.

     12.06.2012 r.

17:24, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 11 czerwca 2012

To, że świat oszalał już jakiś czas temu, nie jest dla nikogo przy zdrowych zmysłach żadną tajemnicą. Gorzej, że mimo tego widocznego na co dzień szaleństwa, nie robi się nic, żeby tę fatalną sytuację uzdrowić. Zanim jednak przejdę do recept na to szaleństwo, napiszę parę słów, w czym to szaleństwo upatruję. Otóż:

– po pierwsze: zachwianie zarobków, gdzie dysproporcje pomiędzy zarabiającymi – nawet na państwowych stanowiskach! – są tak horrendalne, że musi to wywoływać niesmak i bunt, bo jest po prostu amoralne;

– po drugie: ratowanie banków przez międzynarodowe organizacje walutowe poprzez wpompowywanie w nie miliardów euro, podczas gdy istnieje świadomość społeczeństw, iż to właśnie banki w bardzo znaczący sposób przyczyniły się do dzisiejszego kryzysu;

– po trzecie: bogatsi stają się coraz bardziej bogatsi, nie chcąc się dzielić swoim zyskiem z tymi, którzy na ten zysk zapracowują najciężej;

– po czwarte: prezesi banków i różnych państwowych spółek, politycy, piłkarze, aktorzy itd., itd., zarabiają w ciągu jednego dnia swojej pracy nieporównywalnie więcej niż piekarz, stolarz, spawacz czy pielęgniarka, podczas gdy praca tych drugich, choćby z racji społecznych potrzeb, jest o wiele bardziej przydatniejsza niż tych pierwszych. Nie mówię, oczywiście, żeby ci pierwsi zarabiali mniej, chcę przez to jedynie powiedzieć, że ci drudzy powinni zarabiać więcej. Żeby nie czuli się permanentnie wykorzystywani, a dysproporcje pomiędzy zarobkami tych grup tak rażąco niesprawiedliwe.

Naturalnie, można tutaj mnożyć przykłady, tylko że nie w tym rzecz. Chodzi o to, żeby zysk wypracowywany przez miliony wyrobników był sprawiedliwiej dzielony. I nie mówię, że w sposób komunistyczny – bo to już było, ale w sposób bardziej humanitarny, sensowny, po prostu najzwyczajniej w świecie ludzki.

11.06.2012 r.

15:10, adelmelua
Link Dodaj komentarz »

     Nie wiem, czy była premier Julia Tymoszenko dopuściła się nieprawidłowości przy podpisywaniu kontraktu w sprawie dostaw gazu na Ukrainę przez Rosję; nie wiem, czy inni jej ministrowie są czemukolwiek winni. Wiem jedno: ich procesy są parodią sprawiedliwości. A najciekawsze w tym wszystkim jest to, że obecny prezydent Wiktor Janukowycz nie tylko podpisałby w tamtych warunkach (czytaj: z nożem na gardle) podobny kontrakt, ale, znając jego prorosyjskie sympatie, można z bardzo dużą dozą prawdopodobieństwa wnioskować, że ów kontrakt byłby dla Ukrainy jeszcze mniej korzystny. Zatem czynienie teraz z tego zarzutu byłej premier jest najzwyczajniejszym draństwem, zakłamaniem i hucpą polityczną, służąca jedynie do rozprawy z polityczną opozycją!

     Na szczęście Ukraina to nie Białoruś, gdzie społeczeństwo jest bardziej sparaliżowane zniewoleniem, a prezydent W. Janukowycz, to nie białoruski dyktator Łukaszenka. Ten pierwszy, na swoje nieszczęście, musi się bardziej liczyć nie tylko ze swoim społeczeństwem, gdzie opór jest dużo większy niż na Białorusi przed rządami dyktatorskimi, ale też z oligarchami ukraińskimi, którym jednak bliżej do Europy niż do Rosji i jej wersji odgórnie sterowalnej demokracji. Więc, jeżeli nie w bojkocie prezydenta W. Janukowycza przez zachodnich polityków widzę szansę na zmiany na Ukrainie, to właśnie w postawie ww. oligarchów i społeczeństwa ukraińskiego, którzy wspólnie nie dadzą się zawrócić z raz obranej drogi wiodącej do Unii Europejskiej. Najbliższym egzaminem sprawdzająym to, o czym tutaj piszę, będą najbliższe wybory parlamentarne, gdzie partia prezydenta powinna ponieść porażkę. Czego jej zresztą życzę.

     10.06.2012 r.

14:59, adelmelua
Link Komentarze (2) »
sobota, 09 czerwca 2012

     Mistrzostwa Europy rozpoczęte! W meczu ich otwarcia Polska zremisowała z Grecją. O ile jednak remis przed 40-tu laty na Wembley był naszym zwycięstwem, o tyle ten dzisiejszy jest niewątpliwie porażką. Na szczęście pozostały jeszcze dwa mecze. Tyle że według mojej oceny trudniejsze. Bo o ile z Grekami należało bezapelacyjnie wygrać, o tyle następnego meczu z Rosją już nie można przegrać. Jak zresztą również z Czechami. A to będzie naprawdę niełatwe zadanie. Jak będzie ostatecznie? – nie wiem. Rozum stoi po przeciwległej stronie niż serce. Dlatego serce podpowiada, że trzeba mieć nadzieję, że jednak wszystko zakończy się pomyślnie, a wczorajszy mecz okaże się tylko niezbyt miłym początkiem dobrego końca. Oby. Czego tak piłkarzom, jak sobie i pozostałym kibicom życzę z głębi serca.

     09.06.2012 r.

13:38, adelmelua
Link Dodaj komentarz »

    Dzisiaj nie potrzeba wojny. Dzisiaj nikt przy zdrowych zmysłach nie jest nią zainteresowany. Dzisiaj areną niejako „działań wojennych” są surowce i związane z tym uzależnienie.

    W ostatnim czasie z takim uzależnieniem się Europy mamy właśnie do czynienia. A uzależniamy się przede wszystkim od Rosji. Dzieje się tak z dwóch zasadniczych powodów. Pierwszy jest bardzo prozaiczny: to krótkowzroczność europejskich polityków, drugi natomiast – to niekorzystna sytuacja gospodarcza państw zmagających się z większym czy też mniejszym kryzysem, z czego Rosja, poprzez swoje spółki, skrzętnie korzysta, wykupując udziały w rafineriach i firmach gazowniczych.

    To jednak nie koniec niebezpieczeństwa z tym związanego. Rosja bowiem, będąc w opozycji do polityki Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych, wchodzi w bliskie relacje z tymi państwami, które pozostają ich naturalnym sojusznikiem politycznym. Chodzi tutaj przede wszystkim o autorytarne kraje arabskie, a także, co gorsza, Chiny. I w tym sojuszu tkwi największe niebezpieczeństwo. Albowiem oba państwa, chroniąc swój rynek, bezkarnie dokonują ekspansji na rynki europejskie. Dlatego też, dopóki Europa nie scali się, nie obierze jednego wspólnego kursu politycznego wobec obu tych mocarstw, dopóty będzie stała na straconej pozycji, a konfrontacja z nimi zakończy się naszą wspólną klęską. Dzisiaj, jak nigdy wcześniej, potrzebna jest ogólnoeuropejska solidarność!

    Nie zdziwcie się, panowie politycy, że kiedyś, i to we wcale nie tak znowu odległej przyszłości, obudzimy się z koszmaru, który, niestety, nie skończy się wraz z końcem snu – on będzie trwał dalej nawet po przebudzeniu. Tylko że wówczas nigdzie nie będzie można uciec. Będziemy skazani na trwanie w nim i płacenie za niego. Za waszą dzisiejszą krótkowzroczność. Ale wtedy, bądźcie pewni, wasze społeczeństwa wyjdą na ulice, występując przeciwko wam, przeciwko rządzącym w tak nieudolny i głupi sposób.

     06.06.2012 r.

13:37, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
piątek, 08 czerwca 2012

    Czasami mam nieodparte wrażenie, że życie, to „robota głupiego”. Cokolwiek to znaczy i nikomu nie ubliżając, naturalnie.

     Ale też:

     Życie, to oczywiście przeznaczenie. Tyle tylko, ze przeznaczenie przez przypadek.

     I na koniec:

    Zniedołężnienie – to przekleństwo starości. Starość – to przekleństwo życia. Śmierć – to wybawienie od przekleństw.

    No, teraz można już iść spokojnie spać. Może jutro też się obudzę.

    04.06.2012 r.

16:42, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
O autorze
więcej: www.kiler.blox.pl kontakt: czaplinski@tlen.pl