RSS
piątek, 12 października 2018

Fajansiarze z partii Prawo i Sprawiedliwość, a tak naprawdę reprezentanci specyficznie pojmowanego prawa i takiejż sprawiedliwości, chcą zmieniać sądy, totalnie je zawłaszczając. Oczywiście w imieniu narodu, bo niby suweren tego żąda. Czyli ja, ty, on, krótko mówiąc – społeczeństwo.

Jako że jestem marną bo marną, ale jednak częścią tego społeczeństwa, pozwolę się nie zgodzić z wyżej wspomnianą opcją i powiem: gówno prawda! Nikt, kto jest rozsądny, kto ma choć trochę oleju w głowie na zawłaszczanie sądów, pod pokrętną przykrywką jakoby jakiejś reformy, godzić się nie może. Osobiście uważam, że trochę tego oleju mam i jako jeden z wielu członków owego suwerena na taki rozpieprz państwa prawa się nie zgadzam! Podobnie zresztą jak w dużej części moja rodzina, koledzy i koleżanki, dalsi i bliżsi znajomi – oni również mają dość tej pokrętnej polityki ugrupowania, które mówi prawdę tylko wówczas, gdy się pomyli! Dlatego, proszę was, dziady kalwaryjskie, nie kłamcie! Nie reprezentujecie całego narodu i nigdy tak nie będzie, że on w całości wam się podporządkuje. Zbyt głęboko bowiem go podzieliliście!

Pewien człowieczak, niejaki Andrzej Duda, czyli gość p. o. prezydenta w tym kraju, dołożył do tej rozpierduchy swoją łapcię. Bez zbędnej, choćby płytkiej refleksji podpisuje w tri miga wszystko to, co mu podrzucą z Nowogrodzkiej, a na Wiejskiej uchwalą. Bez cienia skrupułów firmuje wszystko to, co zrodziło się jakiemuś tetrykowi z Nowogrodzkiej w jego rażonej starością dyńce. Zanim jednak cokolwiek podpisze, najpierw karnie przyjeżdża na ową Nowogordzką, bez względu na porę nocy, i robi wszystko to, co mu poseł Kłamczyński nakaże. Zapominając o swojej niezależności, dumie i jakimkolwiek szacunku dla urzędu, który reprezentuje.

Jego koledzy na prawicy też nie próżnują: znowu złorzeczą, ponieważ sędziowie nie stosują się do treści powiadomienia, jakie wysłała im kancelaria pana A. Dudy, informując część z nich o  ich jakoby przejściu w stan spoczynku. O jakich sędziów chodzi? Oczywiście Sądu Najwyższego! Czyli sędziego J. Iwulskiego, czy prezes tegoż sądu p. M. Gersdorf. Chociaż, tak między nami, to nie ma się o co zżymać, chłopaki. Powiadomienie bowiem sędziów o tym fakcie (przejścia w stan spoczynku) ma taki sam skutek i moc prawną, jak to, że kolega powiedział mi wczoraj, iż od jutra nie muszę już przychodzić do pracy – i tak będę miał świetną comiesięczną pensję! To nic że to nieprawda, ważne, że zostało powiedziane! Krótko mówiąc – jedna pani szepnęła drugiej na ucho o czymś w maglu i tyle. Taki sam skutek posiada owe powiadomienie.

W ten sposób, chłopcy, możecie z podobną skutecznością próbować wywołać trzecią wojnę światową. I tak nikt nie weźmie tego na poważnie. Tak jak i Franka Dolasa nikt na poważnie nie brał z jego opowieścią: Jak rozpętałem drugą wojnę światową.

Kiedyś zastanawiałem się, czy by nie otworzyć schroniska dla psów. Teraz jestem pewien, że jeżeli już, to powinienem otworzyć schronisko ogólnie dla zwierząt. Ale nie chodzi o zwierzęta jako takie, lecz o niepełnosprawne! Miałbym tam osły, barany, świnie, wieprze, kury i inne mniej lub bardziej rozumne istoty. Mam już nawet dla wielu z nich imiona: Dudak, Szydełko, Sasinek, Maciora, Suseł, Mazureczek, albo i Poleczka, Płaszczak – i tak dalej, i tak dalej. Przyznam, że już nie mogę się doczekać, aby rzucić komendę:

– Dudak! Szydełko! Taaaś-taś-taś-taś-taś-taś-taś…

Albo:

– Sasinek! Maciora! Koryto!

Albo jeszcze inaczej:

– Płaszczak! Noga!, wierny psie. Ale już!

Zatem: uwaga, uwaga! Arka, czyli zwierzyniec, dobija do brzegu!

12.10.2018 r.

18:12, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 09 października 2018

Czy sądy powinny być niezależne, nie powinny podlegać żadnej władzy wykonawczej? Pytanie to powinno być w zasadzie z gatunku tych retorycznych, bo to oczywiste, tak jak np. oddychanie, że takie być powinny! Nie znaczy to jednak, że powinny znajdować się poza jakąkolwiek kontrolą. Jak najbardziej winny posiadać nad sobą władzę zwierzchnią, jak każdy z nas zresztą, i tak jak inny przedstawiciel sprawiedliwości – prokurator, powinien takiej władzy podlegać. Po to, żeby nie rodziła się w jej ramach patologia, wynikająca z bezkarności jej przedstawicieli, którzy dzięki wyjątkowości wykonywanego zawodu, będą kiedyś próbowali to wykorzystywać i ustawiać siebie ponad prawem. Co jest rzeczą o tyle normalną, że niezmiernie ludzką, więc ułomną!

Niestety, pisowcy uważają inaczej: według nich sądy, jeżeli nawet nie powinno się ich zaorać, to przynajmniej uzależnić od siebie, od swoich planów, pragnień i ideologicznych celów. Są w tym niezwykle podobni do swoich ideologicznych braci – bolszewików! I nie tylko zresztą do nich. Władza bowiem, każda władza autorytarna posiada takie dążenia. Bierze się to, co może wielu tutaj zaskoczyć, nie tyle z jej siły wewnętrznej, ile raczej ze słabości – słabości ludzi, którzy ją tworzą; ludzi, którzy mają dusze niewolników i szukają siły oraz akceptacji w jakiejś grupie. Jakiejkolwiek! Ważne, żeby ona się pojawiła, żeby w końcu nie być tak przeraźliwie samotnym; żeby nie czuć się odrzuconym i nierozumianym!

Dlatego, żeby obronić niezależność sądów i w ogóle polskiego sądownictwa, nie tylko sędziowe, ale również my – społeczeństwo, ta jego część o wolnych, nie zniewolonych umysłach, musi zrobić wszystko co w naszej mocy, aby tę ich niezależność utrzymać. Dlatego z jednej strony sędziowie muszą wykazać się – tak jak to robią dotychczas – twardym mentalnym kręgosłupem, z drugiej z kolei my, społeczeństwo, musimy postawić veto w protestach ulicznych. Tylko bowiem razem, we wspólnym marszu, możemy osiągnąć cel, jakim są wolne od politycznych nacisków sądy!

P. S.

Tak na marginesie: myślę, że to, co mogłoby położyć kres wszystkim pisowskim oszczerstwom, większym czy też  mniejszym kłamstwom, to składane przeciwko nim kolejne pozwy. Jestem pewien, że procesy te, dopóki sądy w większości są od rządzących niezależne, kończyłyby się wygraną pozywających. W ten sposób zamknęłoby się skutecznie usta wszystkim pisowkim bulterierom typu D. Tarczyński.

09.10.2018 r.

06:03, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
sobota, 06 października 2018

Wieś, to niezwykle niewdzięczny elektorat – niewdzięczny, bo zwykle nielojalny. Nie będę się tutaj wdawał w opisywanie przeszłości, jak to było przed wojną i jak sobie z tym radził W. Witos, czy też jak było zaraz po wojnie i jaką rolę pełnił S. Mikołajczyk w ruchu ludowym – ale nie tylko, a także, jak ewoluowała ta partia, łącznie ze zmianą nazwy, i na jakich przeciwników natrafiała i natrafia nadal po drodze; napiszę krótko o elektoracie, który stanowią w większości ludzie związani z ziemią. Bo właśnie taki elektorat stanowi o tym, czym ta partia była w przeszłości i czym jest dzisiaj.

To oczywiste, że człowiek zawsze idzie tam, gdzie widzi korzyść. Na wsi zawsze było to i jest widoczne w sposób szczególny. Dlatego właśnie przez długie stulecia chłopi nie byli zainteresowani „jakimiś tam” wojenkami czy też w ogóle walkami o niepodległość. Zawsze ich punkt widzenia zawężał się do horyzontu tego, co posiadali, bo przetrwanie ich samych i ich rodzin było dla nich najważniejsze. A kto rządzi, czy też będzie rządził? A kogo to!?

Czy mieszkańcy miast są inni, różnią się pod tym względem od tych, którzy mieszkają na wsi? Naturalnie. Ale wbrew pozorom tylko nieznacznie. Bo tak jak ci pierwsi, ci drudzy również podążają tam, gdzie widzą dla siebie korzyść, co szczególnie wyraźnie widać w ostatnich czasach. A jak jeszcze dochodzi zagrożenie dla zastanego stanu posiadania, wówczas w ogóle optyka diametralnie się zmienia i powiedzenie: bliższa koszula ciału staje się niezwykle prawdziwe. Dzieje się tak, ponieważ zarówno jedni jak i drudzy są nie tylko interesowni, oni są przede wszystkim krótkowzroczni, tym samym życiowo niezwykle głupi. A są tacy, albowiem pozostają nieświadomi konsekwencji swojej postawy w dłuższej perspektywie czasowej. Nieważne dla nich jest to, że skutki ich decyzji dzisiaj mogą odczuć pokolenia po nich, w tym ich dzieci, ważne, że tu i teraz odczuwają doraźną korzyść! Więc podejmują takie a nie inne fatalne decyzje i tak to się toczy od lat. Głupio i bez większych szans na zmianę.

Biorąc powyższy kontekst pod uwagę nie może dziwić, że PiS wygrał wybory przed trzema laty i mimo wielu fatalnych decyzji jakie podjął po drodze od tamtego momentu, nadal cieszy się znacznym poparciem moich rodaków. Dziwi już jednak fakt, że wyborcy ci nie wyciągają żadnych wniosków z postępowania PiS-u w wielu obszarach naszego życia. Jakby nie dostrzegali żadnych zagrożeń; jakby wszystko przebiegało w jak najlepszym porządku prawnym i było zgodne z ich oczekiwaniami. Albo, jeszcze lepiej, jakby w ogóle ich to nie dotyczyło!

Jeżeli jest to prawdą, jeżeli rzeczywiście to, co dzieje się u nas w obszarze prawa jest zgodne z ich oczekiwaniami, to znaczy, że jesteśmy narodem bezmózgich obywateli, którzy nie zasługują na wolność. Okazuje się bowiem, że wystarczy nam jedynie dobre panisko, które zadba o miskę strawy i już jest dobrze, już jesteśmy obłaskawieni i szczęśliwi! Dlaczego? To proste: kłamstwa z reguły brzmią ładniej i milej dla ucha, niż nierzadko cholernie bolesna prawda. Poza tym, jak wiadomo, ciemnym ludem zawsze łatwiej się rządzi, ciemny lud kupi wszystko – jak powiedział kiedyś pisowski klasyk, rządzący dzisiaj, tak na marginesie, polską telewizją.

Zatem – do spotkania przy urnach wyborczych!

06.10.2018 r.

06:08, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
środa, 03 października 2018

Będzie w miarę krótko: niestety, przed siatkarskimi mistrzostwami świata postawiłem jedynie dziesięć złociszy na to, że Polacy zdobędą złoty medal. Chciałem więcej, ale… Nie, nie zwątpiłem, raczej zachowałem więcej niż asekuracyjnie, bo nie lubię grać wysoko. Bardziej mi chodzi o to, żeby udowodnić sobie i innym, że jestem w stanie niejako wyprorokować coś, co dopiero się stanie za jakiś czas. Choć to tylko, jak się wydaje, zwykła zgaduj-zgadula.

Powiem więcej – finał, jaki przewidywałem tuż przed mistrzostwami wyglądał tak samo, jak cztery lata temu i jaki miał miejsce w ostatnią niedzielę, mianowicie: Polska – Brazylia. Czy na to postawiłem? Nie. Tym razem, mimo wypełnionego kuponu, zwątpiłem. Ile zatem wygrałem? Niewiele, szczególnie gdy pomyślę, że mogło być znacznie, ale to znacznie więcej! Cóż, dobre i 132 złocisze. A także satysfakcja, że po raz kolejny, tuż przed wielką imprezą mistrzowską, miałem wyczucie.

W pracy mówią, że jestem – mistrz! Koneser! Odpowiadam im, że jestem jedynie, niestety, częścią kobiecego ciała. Niestety, tą częścią, która znajduje się kilkanaście cali pod pępkiem. A to z racji tego, o czym poniżej.

Najgorsze w grach jest to, przynajmniej w moim przypadku, że nie do końca słucham intuicji. W tym przypadku, mimo jej dwukrotnej podpowiedzi w ciągu dnia, około miesiąc temu, jak zwykle posłuchałem jej tylko częściowo i nie wysłałem zestawu liczb, na które co jakiś czas grałem (nie systematycznie). Tym razem również im „odpuściłem” i, jak to zwykle bywa z rzeczami martwymi, została wylosowana, niestety, cała piątka. Słowem poszło się „dymać” 70 tysiaków na czysto!

Nie będę pisał o moim samopoczuciu w tym, ani w następnych dniach, powiem krótko: ilekroć o tym pomyślę, szlag mnie trafia i aż chce mi się wyć! Z bezsilności. I wściekłości na swoje rozmemłanie i brak pewnej wewnętrznej determinacji.

Koniec końców pewne jest jedno: oka sobie z tego powodu nie wydłubię, ani nie wyrwę zęba – chyba że będę musiał. W tym momencie jednak nie pozostaje mi nic innego, jak żyć dalej i próbować po raz kolejny dać sobie szansę. I ją, naturalnie, tym razem wykorzystać. Pod warunkiem, że w ogóle się jeszcze kiedykolwiek pojawi.

03.10.2018 r.

14:15, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 01 października 2018

Wielu uważa, że książki nie zmieniają świata – i to jest prawda. Ale prawdą jest również to, że nawet najpiękniejsze obrazy czy też słowa nie są w stanie nikogo nauczyć miłości. Zarówno jedne jak i drugie bowiem nie mają w tym zakresie aż tak wielkiej mocy sprawczej. Ale mimo że książki nie zmieniają świata w sposób bezpośredni, to jednak już w sposób pośredni to robią – zmieniają świat poprzez ludzi, którzy je czytają!

Świetnie, gdy ludzie, którzy dzierżą władzę w swoich dłoniach, są światli i właśnie oczytani; gdy nauczanie w szkołach i uczelniach stoi na wysokim poziomie; gdy w ogóle rozwój młodych ludzi odbywa się z poszanowaniem wolności, sprawiedliwości, praworządności i etyki. Gdy powyższe warunki są spełnione mamy wówczas do czynienia ze społeczeństwem otwartym, tolerancyjnym, demokratycznym, w którym wszelkie –izmy, typu nacjonalizm, rasizm, antysemityzm, szowinizm itd., itp., nie mają racji bytu.

Gdy jednak mamy do czynienia z władzą głupią, strachliwą, ksenofobiczną, nacjonalistyczną, wówczas możemy być pewni, że taka władza będzie władzą populistyczną, bazującą na najniższych ludzkich instynktach, co narazi społeczeństwo na szereg niebezpieczeństw, które wygeneruje ono samo poprzez strach tkwiący w nim samym; strach, który zagnieździ się w człowieku, spowije go swymi mackami, a następnie od siebie uzależni. Trzeba na to jedynie przyzwolenia danego społeczeństwa i czasu. Reszta potoczy się już właściwie samoistnie, niczym raz wprawiona w ruch maszyna.

Dzisiaj w Polsce jest tak, że strach jeszcze się w nas nie zagnieździł mocno i na trwałe, taki strach, jaki był udziałem powojennych pokoleń naszych przodków. Jednak w miarę upływu czasu ten strach się w nas zadomowi. Nie, oczywiście że nie taki sam jak w latach 40-tych czy 50-tych, ale jaki by nie był, będzie on obecny. Tego można być pewnym. Należy być pewnym! Będzie to strach, co prawda, innego rodzaju, zapewne mniej paraliżujący jak ten przed laty, jednak będzie obecny w naszym życiu w sposób równie dotkliwy i wyniszczający. Dlatego że strach przy takiej władzy zawsze się pojawia. To niejako jej immanentna cecha i znak rozpoznawczy. Emblemat! On się jednak pojawi tylko wówczas, gdy nie przeciwstawimy się temu, co trwa i rozwija się niezachwianie w naszym kraju od trzech lat. Zapanuje nad nami tylko w jednym przypadku: jeżeli otrzyma od nas przyzwolenie. Choćby i poprzez naszą obojętność.

Czy taki stan będzie komuś odpowiadał, czy będzie jeden z drugim bardziej lub mniej żarliwie go bronił? Oczywiście! W takim systemie zawsze znajdą się ludzie, którzy będą się czuli jak ryby w wodzie. Choćby to była woda nie wiem jak mętna, zawsze, oprócz idealistów i fanatyków, znajdą się ludzie do wynajęcia i zwykli koniunkturaliści. Tacy ludzie bowiem zawsze działają zgodnie z naczelnym hasłem tego typu władzy: mierny, bierny, ale wierny! Tyle i aż tyle, bo akurat tyle wystarczy takiej władzy.

Kto chciałby ujrzeć, co prawda w sposób oczywiście przejaskrawiony, do czego mogą prowadzić rządy fanatyków, niechaj przeczyta, albo obejrzy sobie film na podstawie książki Margaret Atwood – Opowieść podręcznej. Myślę, że osoby myślące, poddające życie pewnej głębszej refleksji, wizja państwa przedstawiona w tym filmie przerazi. Musi przerazić!

Zakończę słowami pochodzącymi z tego serialu, słowami niejako magicznymi, bo używanymi na co dzień przez bohaterów niniejszej powieści:

– Błogosławiony owoc.

– Niech Bóg otworzy.

Krótko mówiąc: jak zwykle – ament.

30.09.2018 r.

05:58, adelmelua
Link Komentarze (2) »
O autorze
więcej: www.kiler.blox.pl kontakt: czaplinski@tlen.pl