RSS
piątek, 30 października 2015

Dzisiaj postanowiłem zastanowić się nad naszą młodzieżą, tą posiadającą prawa wyborcze. Zostałem niejako przymuszony do pochylenia się na tym tematem, ponieważ, jak się okazało, większość z nich swój głos oddała z reguły na ugrupowania prawicowe. Chociaż, tak naprawdę, jest znacznie gorzej – nie tylko bardzo młodzi tak zrobili, podobnie postąpili również ci powyżej trzydziestki. Okazało się bowiem, że ta grupa nastawiona prawicowo jest większa i mieści się w znacznie szerszym przedziale wiekowym, właśnie pomiędzy 18 a 39 rokiem życia!

Ja wiem, młodość ma swoje prawa, ów młodzieńczy radykalizm jest niejako jej częścią składową, rozumiem, że młodość to zdecydowana jaskrawość i dążenie do postaw skrajnych, buntowniczych, czy nawet konfrontacyjnych, z których z czasem się wyrasta, jednak takie podejście do życia i to dzisiaj jest dla mnie, nie tylko niepokojące, jestem nim potwornie rozczarowany. Więcej – przy odrobinie nieszczęścia mógłbym być, co gorsza, nawet przerażony! Okazało się bowiem – o zgrozo! – że nasza nierzadko fantastyczna młodzież to ludzie, wydawałoby się otwarci, bez uprzedzeń, pozbawieni zapyziałego garbu poprzedniego ustroju, urodzeni w wolnym kraju, mający Europę właściwie na wyciągniecie dłoni, znający nierzadko języki obce, bez kompleksów w stosunku do swoich kolegów i koleżanek z zagranicy, a tak naprawdę wyszło, iż to ludzie zamknięci w swoich fobiach, nastawieni nacjonalistycznie, skrajnie, zupełnie nie rozumiejący współczesnego świata. Tylko czy rzeczywiście jest się czemu dziwić, skoro nasz Internet aż buzuje nienawiścią, gdzie nierzadko pod obrzydliwymi komentarzami ludzie podpisują się imieniem i nazwiskiem? Czy to dziwne, gdy mamy takich polityków, którzy próbują grać na niskich instynktach, podpinając pod to retorykę patriotyczną?

Oczywiście, bunt tak, jak najbardziej, w końcu też kiedyś byłem młody – duchem nadal jestem! – ale bunt mądry i logiczny, podbudowany znajomością tematu i związanych z nim zagrożeń, oparty na rozróżnianiu  ziaren od plew i chęci oddzieleniu jednego od drugiego. Niestety, przy okazji tych wyborów okazało się, że mamy do czynienia przede wszystkim z buntem opierającym się jedynie na negacji wszystkiego, co jest, bo to, co zastane jest złe, podłe i niegodziwe! Że należy postawić wszystko na głowie, czyli na tych, którzy w swoich poglądach są skrajni, a przy tym nierzadko nawet groteskowi. Taka postawa naturalnie nie wróży nic dobrego na przyszłość, to gwarancja bowiem, mimo otwartego dla nas świata, dalszego kitwaszenia się w swoich kompleksach, bojaźni, fobiach, co skutecznie  odgrodzi nas od tego, co w Europie wartościowe i wspólne.

Oliwy do ognia tych wyborów dolali również nasi kochani rodacy, przebywający za granicą. Pal licho, gdyby chodziło tylko o tych, którzy wyjechali z kraju rok, dwa, czy pięć lat temu, gorzej, że prawo wyborcze mają również ci, którzy przebywają za granicą od lat 20-, 30- i więcej, i którzy decydują o tym, czego ja mam tutaj doświadczać tu i teraz na co dzień, podczas gdy oni nigdy się o to nawet nie otrą. Dlatego, gdyby to ode mnie zależało, odebrałbym im ów głos! (Tutaj znajdziecie więcej na ten temat: http://dagome.blox.pl/2012/07/Wybory-czyli-narazam-sie-po-raz-kolejny.html)

W Medalionach Zofii Nałkowskiej jest takie motto: Ludzie ludziom zgotowali ten los. Przyznaję dzisiaj z obawą, że nie chciałbym, aby młodzi ludzie, prowadzeni przez politycznych cwaniaków, mieli na tyle mocny głos, by to oni pichcili moją przyszłość. Podejrzewam, że w takiej przyszłości czułbym się jak bohaterowie powieści R. Bradbury’ego 451 stopni Farenheita. Aż przykro o tym myśleć!

30.10.2015 r.

15:04, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
środa, 28 października 2015

Jako że mieliśmy właśnie wybory, więc nic dziwnego, że w związku z nimi pojawiło się u mnie, jak zapewne u wielu zresztą ludzi, trochę przemyśleń z tym związanych. Oczywiście, wkrótce przestaniemy tym żyć, więc i tematy powiązane z ostatnimi wyborami również umrą śmiercią naturalną. Póki jednak żyją, myślę, że powinno się o nich pisać. Dlatego dzisiaj postanowiłem skrobnąć co nieco na temat porażki Lewicy.

W talii Tarota jest karta z wizerunkiem wisielca, która mówi o tym, że nieraz w naszym życiu jest taki moment, kiedy jakieś wydarzenie dotyka nas w sposób szczególnie wyjątkowy, jakby chciało nas doświadczyć, zaprawić w cierpieniu na przyszłość. Wydarzenie to wydaje się nam z reguły niezasłużonym nieszczęściem. I tak rzeczywiście jest – nieszczęście przecież nigdy nie jest zasłużone i wyczekiwane. Tyle tylko, że życie to nie sielanka i radosne wydarzenia, to również mniejsze czy też większe dramaty, które po prostu się dzieją, ponieważ są częścią składową naszej egzystencji. Jakkolwiek rzeczywiście w takiej sytuacji możemy poczuć się jak ów wisielec z talii Tarota.

Takie podejście jednak do zagadnienia jest złe i z założenia błędne. Prawda bowiem jest inna, mianowicie, tak jak karta wisielca informuje nas, że tak naprawdę to coś, co wygląda na pierwszy rzut oka na sytuację bez wyjścia, dramat nie do przeżycia, tak również w życiu dane nieszczęście to jedynie epizod, który powinien być wstępem do czegoś dobrego, do czegoś  znacznie lepszego niż to, w czym do tej pory trwaliśmy. Nie mówię że tak jest zawsze – wszystko jest zależne od skali nieszczęścia – chcę powiedzieć tylko, że tak się dzieje. Innymi słowy chodzi o to, że ów dramat, polegający nierzadko nawet na trzęsieniu ziemi w naszym jednostkowym życiu, wcale nie musi być totalnym upadkiem, a jedynie pewnego rodzaju oczyszczeniem i ponownym odrodzeniem się, w innej już sytuacji i w znacznie lepszych okolicznościach. Innymi słowy chodzi o to, że czas zrobił swoje i wyszło na to, że jest więcej niż dobrze i niż się spodziewaliśmy. I właśnie dlatego zawsze staram się w takich sytuacjach dostrzec jednak jakieś pozytywy, jakąś nutkę optymistyczną, taki zalążek czegoś pozytywnego, na czym można byłoby budować swoją przyszłość.

Oczywiście, źle się stało, dla demokracji źle, że cała władza znalazła się dzisiaj w pojedynczych politycznych rękach (prezydent plus parlament), tym bardziej źle, że do tegoż parlamentu nie dostało się po raz pierwszy od 1989 roku żadne ugrupowanie związane z lewicą. Nie znaczy to jednak wcale, że w sejmie tym samym nie będzie występowało w ogóle myślenie lewicowe – będzie, i to nawet niemało, tyle, że jedynie w kwestiach socjalnych; w kontekście społecznym, relacji międzyludzkich, pewnej otwartości na inność, niestety, zabraknie jej. Powodów takiego stanu jest oczywiście wiele, ja wymienię tutaj jedynie kilka.

Po pierwsze – zjednoczenie lewicy nastąpiło zbyt późno; po drugie – zjednoczenie to było niekompletne, więc już tutaj na samym wstępie nastąpił strzał w obie nogi – obu lewicowych odnóg. I to mimo iż niektórzy, mimo że nie weszli do sejmu, czują się mentalnymi zwycięzcami (partia Razem otrzyma subwencję z budżetu państwa), to  jednak przecież nie oto chodziło. Bo czy ci mniejsi dzięki temu, co się wydarzyło, mogą czuć się zwycięzcami? Czy chodziło o to, żeby jedni wystąpili przeciwko drugim? Nie. W ten bowiem sposób zostały zmarnowane nie tylko ogromne siły wielu ludzi, ale też i czas – czas następnych czterech lat, kiedy w sejmie nie będzie w ogóle lewicowych ugrupowań.

Trzecim czynnikiem, który według mnie zdecydował o porażce lewicy, to zbyt duże obciążenie takimi działaczami jak, przede wszystkim, L. Miller, J. Senyszyn czy J. Wenderlich i wielu innych etatowych dzisiaj politruków eseldowskich w terenie. Brak natomiast G. Napieralskiego czy W. Olejniczaka, a nawet R. Kalisza, stało się kamieniem u jej szyi. Myślę, że to są trzy główne czynniki porażki nie do końca zjednoczonej lewicy.

Ale, jak już wspomniałem wyżej, nigdy nie jest tak źle, jak mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. A to dlatego, że lewica będzie miała teraz czas na przemyślenia i zbudowanie jasnego spójnego programu i określenie, jaką lewicą chce być; jakie hasła i związany z nimi program powinny się znaleźć na jej sztandarach. Poza tym będzie to również bardzo dobry czas na rozliczenie się z niektórymi starymi działaczami, którzy już jakiś czas temu powinni odejść w końcu na zasłużone emerytury. Za cztery lata bowiem Lewica dostanie swoją kolejną szansę. I jeżeli do tego czasu nie wyciągnie wniosków z ostatniej bolesnej lekcji, jeżeli nie poukłada sobie wszystkiego we właściwym porządku, to naprawdę może zniknąć z naszej sceny politycznej; jej idea państwa świeckiego zostanie pogrzebana na lata, a program, w szczątkowej oczywiście formie, przejmą inne partie. Dlatego dzisiejszej porażki nie rozpatruję w kategoriach jakiejś narodowej żałoby,  postrzegam ją jako nakaz cofnięcia się do swoich korzeni, do przeanalizowania swoich postulatów i znalezienia własnej socjaldemokratycznej drogi. Lewica jeszcze wróci! Musi!

28.10.2015 r.

10:51, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 27 października 2015

Są ludzie w Platformie Obywatelskiej, którzy wynik ostatnich wyborów uważają za porażkę. Przypomnę: prawie dwadzieścia pięć procent poparcia wyborców, po ośmiu latach rządzenia. Jeżeli tak wyglądają porażki, to przyznam, że sam w swoim życiu chciałbym tylko takie przeżywać. Oczywiście, nie mówię, że nie popełniono błędów w samej kampanii wyborczej – zawsze przecież może być lepiej, szczególnie gdy się przegrywa, ale mówić o klęsce w momencie, gdy jest się drugą siłą w parlamencie i to, jak wspomniałem wyżej, po dwóch kadencjach rządzenia, to dla mnie bardziej sukces, niż porażka!

Szczególnie razi mnie taka krytyka pod adresem premierki Ewy Kopacz w momencie, gdy wielu z krytykantów zrobiło wiele, aby Platforma straciła na popularności. A to dało się nagrywać w jakiejś knajpie, gdzie posługiwali się knajackim językiem; a to rozmawiali o jakiś rozliczeniach skarbowych; a to ktoś czegoś nie wpisał do rozliczeń PIT; a to ktoś rozmawiał o automatach do gier z jakimś biznesmenem – i tak dalej, i tak dalej. Nie lubię, nigdy nie lubiłem, jak jakiś człowiek ponosi porażkę, za którą obwinia wszystkich tylko nie siebie. A tak właśnie wygląda krajobraz po wyborach w Platformie Obywatelskiej. Dzisiaj jeden pętak z drugim urządzają sobie wycieczki pod adresem pani premier mówiąc, że jeżeli zarządza jednoosobowo partią, to również powinna jednoosobowo za tę porażkę odpowiadać. Kpina, pętaki! Dlatego powiem wam krótko:

– Więcej przyzwoitości, panowie! I mordy w kubeł! Bo jeżeli ktoś zawalił te wybory, to przede wszystkim wy – swoją arogancją, butą, zwykłą głupotą, językiem i miałkością. Ostatni rok bowiem PO, to dla mnie w końcu konkretne przywództwo z widocznym odchyleniem na lewo. Z właściwym odchyleniem, bo na prawo już nic nie ma – tylko mur! Tamte rejony zagospodarowane są skutecznie przez PiS i inne pomniejsze ugrupowania. Dlatego, jeżeli jest w Platformie ktoś, kto powinien uderzyć się w piersi, to przede wszystkim wy powinniście to zrobić. Wy, panowie! I tyle mam do was, pętaki!

Dla mnie Platforma Obywatelska dzisiaj, właśnie pod przewodnictwem premirki E. Kopacz, to jednak sukces. Owe prawie dwadzieścia pięć procent poparcia wyborców, szczególnie po nijakich rządach D. Tuska i wielu większych czy też mniejszych wpadkach – również swoich posłów, to wynik więcej niż dobry. Piwo, które naważyli inni, wypiła, ale zrobiła to z należytą godnością. Dzięki niej PO nie tylko, według mnie, osiągnęła sukces, ona również w końcu nabrała konkretnego sznytu politycznego. Do ubiegłego roku bowiem była nijaka – ni to w lewo, ni w prawo, chcąc uchodzić oczywiście za centrum. Tyle, że w naszych warunkach politycznych, przy naszej mentalności, to hybryda, która prowadzi do bezideowości, jaką ustawicznie zarzucało jej – i słusznie – Prawo i Sprawiedliwość. Dlatego ten kierunek jest jak najbardziej właściwy. Bo o ile na lewo jest jeszcze obszar do zagospodarowania, szczególnie po porażce ugrupowań lewicowych, o tyle na prawo nie ma już czego zagospodarowywać. Tam jest tylko mur. Przez kogo stworzony, nie będę nawet pisał, bo to aż nadto widoczne i oczywiste.

26.10.2015 r.

14:33, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 26 października 2015

Wydarzyło się to dokładnie 25 lat temu. Wówczas zapisałem to tak:

„Niedziela rano, 26.10.1991 rok. Wybory.

Życzyłbym sobie, aby dzisiejsze wybory wyłoniły parlament, złożony z trzech poważnych sił politycznych, mianowicie:

1.      Unia Wolności;

2.      Kongres Liberalno-demokratyczny;

3.      Porozumienie centrum;

plus kilka małych ugrupowań stanowiących uzupełnienie obu izb. Myślę, że taki układ sił w parlamencie byłby w tym momencie najrozsądniejszy i najkorzystniejszy dla Polski. W takiej konfiguracji możliwa byłaby zarówno jednomyślność, jak i niezbędne twórcze rozbieżności, na pewno jednak nie zatory w podejmowaniu decyzji. Albowiem zawsze dwie siły występowałyby przeciwko trzeciej. Krótko mówiąc świat Orwella z 1984.

Czy tak się stanie? Trudno cokolwiek wyrokować. Pewne jest jedno: że tak bym chciał to widzieć.”

Dwadzieścia pięć lat później, czyli dzień po wyborach, 26.10.2025 r. jest tak:

Czy jestem zaskoczony wynikami? Na pewno rozczarowany. Bardziej jednak tym, że nikt nie krzyczy, jak zwykli to robić niektórzy przy tego typu sytuacjach, iż wybory zostały sfałszowane. Dlatego, żeby niepisanej tradycji stało się zadość, póki co wypełniam tę lukę i wznoszę larum:

– Wybory zostały sfałszowane! Powtórzyć je! A wcześniej przeliczyć głosy i liczyć je w nieskończoność, dopóty, aż wyjdą prawdziwe wyniki! Bo ja wiem, my wiemy, jakie być one powinny!

No dobrze, dosyć żartów, bo wcale mi nie do śmiechu, gdy w uszach smutnawo pobrzmiewa:

Oczywiście wyniki, jakie od dzisiejszego poranka mnie atakują, wcale jeszcze niczego definitywnie nie rozstrzygają. Gdy szedłem wczoraj spać lewica miała 6,6% poparcia i zero głosów w przyszłym parlamencie, a PiS nieco ponad 39%; dzisiaj rano wygląda to trochę lepiej: 7,5% lewica, PiS nieco ponad 37%, nie pozostaje mi zatem nic innego, jak uzbroić się w  cierpliwość i czekać na ogłoszenie ostatecznych wyników. W końcu aż 10% lokali wyborczych nie zostało ujętych w dotychczasowych danych, więc, póki co, nadal istnieje szansa na inne rozłożenie głosów w przyszłym parlamencie. Gdyby jednak już nic, albo bardzo niewiele się zmieniło, wówczas nie będzie innego rozwiązania, dla mnie oczywiście, jak tylko cierpliwie czekać, czekać na efekty samodzielnego rządzenia PiS-u. Daję sobie – i im, naturalnie – 8/9 miesięcy, czyli tyle, ile trwa ciąża; po tym terminie przyjdzie czas na powiedzenie: sprawdzam! Wtedy się okaże, czy zamiary i zapowiedzi tego ugrupowania nie rozeszły się z rzeczywistymi dokonaniami tej partii. Wiem jedno: nie wierzę J. Kaczyńskiemu i jego pretorianom. Tym bardziej się go obawiam, że nauka nie idzie w las i że wyciągnął wnioski z poprzednich swoich rządów i po raz drugi takiego samego błędu jak osiem lat temu nie popełni. Będzie zmieniał Polskę według swojej wizji, powoli i metodycznie tak, aby nie można było tych zmian zbyt łatwo przez kolejne lata odkręcić. Ale, jak napisałem wyżej – daję sobie i im niecały rok na działanie, potem… potem będzie się działo! I wyjadę za granicę. Na trzy lata, czyli do końca kadencji tego sejmu. Mam nadzieję, że będę jeszcze mógł.

26.10.2015 r.

11:07, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
sobota, 24 października 2015

W naszym sejmie, i to nie tylko w tym odchodzącym właśnie, ale w ogóle we wszystkich jego kadencjach, nie występowało oczywiście żadne lobby. Wynik pewnych ustaw, to czysty splot zwykłych okoliczności: tak jak było w przypadku lub/i czasopisma, czy jak jakiś czas temu działo się z projektem dotyczącym prawa łowieckiego, gdzie duzi chłopcy lubiący sobie bezpiecznie postrzelać do bezbronnych zwierząt, przeforsowali zdziczały projekt (na szczęście miał on być powtórnie rozpatrywany). Nie inaczej było również w przypadku afery Lwa Rywina, który oczywiście nie przyszedł swego czasu do Adama Michnika z korupcyjną propozycją, a pan Sobiesiak nie rozmawiał z żadnym politykiem na temat automatów do gier; następnie nigdy nie wprowadzono w Polsce przymusu jeżdżenia przez cały rok na włączonych światłach, i nie zlikwidowano art.10 pkt.8 ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym, gdzie nie wiadomo, kto to zrobił i kiedy! Bo to przecież, naturalnie, zwykły przypadek! Przypadek, który dziwnym zrządzeniem losu pozbawiał gminy możliwości kontroli, co i gdzie mogłyby wybudować duże sieci handlowe. Krótko mówiąc – to wszystko się nie wydarzyło, a jak już miało miejsce, to w sposób naturalny, bez żadnych zewnętrznych nacisków. Tym wszystkim bowiem zajmowali się nasi kochani posłowie z racjonalnej potrzeby i dla naszego dobra, a ja w to wierzę, ponieważ nadal mam pięć lat i spodnie w kratkę. Hurrraaaa!

Biorąc to i jeszcze wiele innych rzeczy pod uwagę, zamiast do kościoła – do którego zresztą nie chodzę, bo jest mi nie po drodze – przespaceruję się jutro do miejsca, w którym zapłacę tym wszystkim dobroczyńcom za okazywaną mi po wielokroć dobroć. Zapłacę jednorazowo i z satysfakcją. Aż nie mogę doczekać się jutra! A potem, potem wybiorę się na –

   Wzgórza Golan

Moje Wzgórza Golan,

Znajduję w okolicach Ani kolan!

W ten sposób połączę wszystko w jednym: i obowiązek wobec ojczyzny, i wobec tzw. ziemi świętej. Bo te okolice Ani, trzeba wam wiedzieć, to moja ziemia obiecana, mój Kanaan!

24.10.2015 r

19:58, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 22 października 2015

Od wczoraj, czy nawet przedwczoraj wieczór, słyszę ustawicznie, że Adrian Zandberg, przedstawiciel lewicowej Partii Razem, jeżeli nie jest nawet zwycięzcą, to z całą pewnością jest odkryciem ostatniej debaty. Być może. Dla mnie jednak wcale nie gorzej wypadli: R. Petru, B. Nowacka, czy, o dziwo!, J. Piechociński. No, ale że nowa twarz z reguły zawsze wywołuje większe nadzieje i zrozumiały w takich sytuacjach aplauz, więc i tym razem tradycji stało się zadość i wokół A. Zandberga zrobiło się głośno. Nie wiem naturalnie, jaki wynik osiągnie jego ugrupowanie – życzę im jak najlepiej – szkoda jednak, że w wyniku sztywnych zasad nie zdecydowali się ostatecznie na pójście do wyborów w szerszym lewicowym bloku. Może się bowiem okazać, że z jednej strony rzeczywiście uszczkną trochę poparcia Zjednoczonej Lewicy, co zrozumiałe, z drugiej jednak sami  będą na tyle słabi, że nie znajdą się w przyszłym parlamencie. Nadzieja w tym, że zabiorą poparcie również innym ugrupowaniom. Dlaczego? Bo młodzi ludzie nie zastanawiają się nad tym, co jest prawe a co lewe, do nich przemawiają ludzie, żywe osoby. A Adrian Zandberg tchnie nie tylko świeżością, on tchnie również, co ważne dla wyborców tej grupy wiekowej, autentycznością! Dlatego w tym upatruję nadziei dla nich i tego, że jeżeli nawet nie znajdą się w przyszłym parlamencie, to przynajmniej uzyskają trzyprocentowe poparcie i otrzymają finansowanie z budżetu państwa. Gdyby tak się nie stało, byłaby to wielka szkoda dla ruchu lewicowego w Polsce w ogóle, tym większa w sytuacji zagrożenia rządami prawicowymi.

Nie wiem, kogo ostatnia debata przekonała i które ugrupowania w ostatecznym rozrachunku zyskają. Mniemam, że stracił: J. Korwin-Mikke, a także – jestem o tym głęboko przekonany – P. Kukiz. Dlatego, jeżeli ich ugrupowania znajdą się w sejmie, to z dużo mniejszym poparciem od tego, jakiego spodziewali się ich liderzy: odpowiednio nieco ponad 5% Korwin, oraz ok. 7% Ruch P. Kukiza – to wszystko. Chociaż niewykluczone, że partia Korwina znajdzie się tuż pod pięcioprocentową kreską, podobnie jak, niestety, wspomniana przeze mnie wyżej Partia Razem; PSL, jak zwykle, przekracza próg uzyskując ok. 6%; .Nowoczesna.pl zdobywa niewiele mniej, a PiS, tak jak już kiedyś pisałem, uzyskuje maksymalnie 33% głosów: PO posiada ok. 25%, a Zjednoczona Lewica jest trzecią siłą w parlamencie, zdobywając pomiędzy 12 – 15%. Czy tak się stanie? Całkiem prawdopodobne. Na tej samej zasadzie, że wiele innych scenariuszy jest również możliwych. Gdyby jednak tak się stało, jak piszę, to z takiego układu wyłania się oczywista koalicja: PO + ZL + PSL, przy poparciu do czasu do czasu .Nowoczesnej.pl. Czy tak będzie? Przekonamy się już wkrótce. Ja oczekuję jednego: tak jak za oknem słońca i złotej polskiej jesieni, tak i na naszej scenie politycznej również nie mniejszego rozpogodzenia.

22.10.2015 r.

12:37, adelmelua
Link Dodaj komentarz »

Od wczoraj, czy nawet przedwczoraj wieczór, słyszę ustawicznie, że Adrian Zandberg, przedstawiciel lewicowej Partii Razem, jeżeli nie jest nawet zwycięzcą, to z całą pewnością jest odkryciem ostatniej debaty. Być może. Dla mnie jednak wcale nie gorzej wypadli: R. Petru, B. Nowacka, czy, o dziwo!, J. Piechociński. No, ale że nowa twarz z reguły zawsze wywołuje większe nadzieje i zrozumiały w takich sytuacjach aplauz, więc i tym razem tradycji stało się zadość i wokół A. Zandberga zrobiło się głośno. Nie wiem naturalnie, jaki wynik osiągnie jego ugrupowanie – życzę im jak najlepiej – szkoda jednak, że w wyniku sztywnych zasad nie zdecydowali się ostatecznie na pójście do wyborów w szerszym lewicowym bloku. Może się bowiem okazać, że z jednej strony rzeczywiście uszczkną trochę poparcia Zjednoczonej Lewicy, co zrozumiałe, z drugiej jednak sami  będą na tyle słabi, że nie znajdą się w przyszłym parlamencie. Nadzieja w tym, że zabiorą poparcie również innym ugrupowaniom. Dlaczego? Bo młodzi ludzie nie zastanawiają się nad tym, co jest prawe a co lewe, do nich przemawiają ludzie, żywe osoby. A Adrian Zandberg tchnie nie tylko świeżością, on tchnie również, co ważne dla wyborców tej grupy wiekowej, autentycznością! Dlatego w tym upatruję nadziei dla nich i tego, że jeżeli nawet nie znajdą się w przyszłym parlamencie, to przynajmniej uzyskają trzyprocentowe poparcie i otrzymają finansowanie z budżetu państwa. Gdyby tak się nie stało, byłaby to wielka szkoda dla ruchu lewicowego w Polsce w ogóle, tym większa w sytuacji zagrożenia rządami prawicowymi.

Nie wiem, kogo ostatnia debata przekonała i które ugrupowania w ostatecznym rozrachunku zyskają. Mniemam, że stracił: J. Korwin-Mikke, a także – jestem o tym głęboko przekonany – P. Kukiz. Dlatego, jeżeli ich ugrupowania znajdą się w sejmie, to z dużo mniejszym poparciem od tego, jakiego spodziewali się ich liderzy: odpowiednio nieco ponad 5% Korwin, oraz ok. 7% Ruch P. Kukiza – to wszystko. Chociaż niewykluczone, że partia Korwina znajdzie się tuż pod pięcioprocentową kreską, podobnie jak, niestety, wspomniana przeze mnie wyżej partia Razem; PSL, jak zwykle, przekracza próg, uzyskując ok. 6%; .Nowoczesna.pl zdobywa niewiele mniej, a PiS, tak jak już kiedyś pisałem, uzyskuje maksymalnie 33% głosów: PO posiada ok. 25%, a Zjednoczona Lewica jest trzecią siłą w parlamencie, zdobywając pomiędzy 12 – 15%. Czy tak się stanie? Całkiem prawdopodobne. Na tej samej zasadzie, że wiele innych scenariuszy jest również możliwych. Gdyby jednak tak się stało, jak piszę, to z takiego układu w,yłania się oczywista koalicja: PO + ZL + PSL, przy poparciu do czasu do czasu .Nowoczesnej.pl. Czy tak będzie? Przekonamy się już wkrótce. Ja oczekuję jednego: tak jak za oknem słońca i złotej polskiej jesieni, tak i na naszej scenie politycznej również nie mniejszego rozpogodzenia.

22.10.2015 r.

12:37, adelmelua
Link Komentarze (2) »
wtorek, 20 października 2015

Wczoraj odbyła się debata: B. Szydło kontra E. Kopacz i… przyznam, że nie wiem, kto wygrał, kto przegrał i czy w ogóle był jakiś wygrany i przegrany. Bo jako że diablo lubię Jodie Foster, wybrałem obejrzenie po raz drugi filmu z jej udziałem Odważna. Dzisiaj, po wypowiedziach różnego rodzaju polityków, socjologów, politologów jestem głęboko przekonany, że wczoraj wybrałem więcej niż dobrze, wybrałem świetnie!

Na wieczór zapowiedziana jest debata w szerszym gronie osób, które będą reprezentowały również inne ugrupowania startujące w najbliższych wyborach. Z całą pewnością będzie to dyskusja o znacznie większej temperaturze niż spotkanie obu wymienionych wyżej pań. Czy ją obejrzę? Taki mam zamiar. No, chyba że znowu wybiorę inny kanał i jakiś film czy sztukę wartą obejrzenia. Zanim to się jednak stanie, proponuję wszystkim kolejny dialog ze statku:

Miriam: Ładnie wyglądają.

Jakub: Hm?

Miriam: Mówię, że ładnie ci młodzi wyglądają.

Jakub: Ty też niezła dupa jesteś.

Miriam: Wiesz co  cham jesteś!

Jakub: O co ci znowu chodzi? Naprawdę jesteś świetna laska! To źle?

Miriam: Jak masz tak się odzywać, to lepiej nic nie mów.

       Po chwili milczenia.

Kuba?

Jakub: Słucham.

Miriam: Nigdy ci tego nie mówiłam, ale zawsze marzyłam, żeby wziąć ślub w stodole.

Jakub: Co tam stodoła, lepiej pójść na całość i zorganizować go w stajni! Moja ty klaczko!

Miriam: A może od razu w chlewie, co? Tobie zapewne niezwykle by to pasowało. Nie trzeba byłoby ci nawet niczego kupować – ty chlew zrobisz z każdego miejsca.

Jakub: Jak pragnę zdrowia – trudno wam jednak dogodzić. Powiesz coś – źle, nie odezwiesz się – tak samo niedobrze. Wiesz co sobie myślę? Że każda z was powinna mieć ogródek, a w nim niezliczone krzaki malin.

Miriam: Malin? Po cholerę nam maliny?

Jakub: Bo wpuszczacie tych swoich jeleni w maliny, że aż żal patrzeć! Słodkie to na początku, co prawda, ale z czasem ta słodkość okazuje się zaprawiona potężną dawką goryczy. Tak w życiu, jak i w malinach tą goryczą są niezliczone ilości igieł. Kłujecie po równo. Z której strony by tego nie ugryźć, nie wychodzi nam to na zdrowie.

P.S.

Oczywiście, to nie aluzja ani do wczorajszej debaty, ani do tego, że nie widzę kobiety na stołku premiera polskiego rządu. Jak najbardziej widzę takie rozwiązanie. Po prostu dialog jak dialog – samo życie:)

20.10.2015 r.

10:59, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 18 października 2015

     Wybory do parlamentu lada dzień. Te, o których chcę napisać, miały miejsce idealnie dwadzieścia cztery lata temu. Wówczas odbyły się one 26.10.1991 roku. Dzień po nich odnotowałem w swoim dzienniku:

     Konsternacja! Mimo pozornego zwycięstwa ich wynik, to tak naprawdę porażka całego obozu solidarnościowego.

1. Unia Wolności – 62 mandaty;

2. Sojusz Lewicy Demokratycznej – 60 mandatów;

3. Wyborcza Akcja Katolicka – 49;

4. PSL Sojusz Programowy – 48 mandatów;

5. Konfederacja Polski Niepodległej – 46;

6. Porozumienie Obywatelskie Centrum – 44;

7. Kongres Liberalno-Demokratyczny – 37;

8. Porozumienie Ludowe – 28;

9. NSZZ Solidarność – 27;

10. Polska Partia Przyjaciół Piwa – 16.

Ponadto jeszcze dziewiętnaście pomniejszych partyjek – mniej lub bardziej kanapowych, które zdobyły od jednego do siedmiu mandatów. Słowem – jeden wielki młyn! Z jednej strony, naturalnie, źle, że doszło do tak dużego rozdrobnienia w sejmie, ponieważ powołanie jakiejkolwiek koalicji, przynajmniej na pierwszy rzut oka, wydaje się co najmniej niezmiernie trudne, jeżeli wręcz niemożliwe, z drugiej jednak strony jest to o tyle pozytywne, że wiele, nawet nie ugrupowań, ale grup społecznych, będzie miało swoich przedstawicieli w nowym parlamencie. To, myślę, też jakiś zysk młodej polskiej demokracji.

To, co ważne przy okazji tych wyborów, to po pierwsze: zastanowienie się nad tym, kto na kogo głosował –  taka mapa mogłaby okazać się w jakiś sposób pomocna przyszłemu rządowi, po drugie natomiast – koszmarnie wręcz niska frekwencja: do wyborów poszło jedynie 40% obywateli! Zaledwie dwa lata po odzyskaniu pełnej suwerenności państwowej, swój obowiązek względem Ojczyzny mamy tak naprawdę w pięciu literach. To przeraża. Musi przerażać!

     Tak było dokładnie dwadzieścia cztery lata temu. Dzisiaj nie grozi nam już podobne rozproszenie głosów i tamto szaleństwo, ten bałagan, na szczęście, mamy już dawno poza sobą. Gorzej, że niebezpieczeństwo wynikające z niskiej frekwencji wyborczej nadal jest aktualne. Cóż, widocznie tak mamy – gdy nic nam nie grozi, czujemy się bezpieczni, potrzebujemy tylko jednego: świętego spokoju.

           18.10.2015 r.

11:23, adelmelua
Link Komentarze (1) »
piątek, 16 października 2015

To oczywiste: może zabraknąć pieniędzy w budżecie państwa – i z reguły zresztą brakuje – na służbę zdrowia, szkolnictwo, naukę; może zabraknąć na żłobki czy przedszkola, na kulturę i wiele innych niezbędnych a niedoinwestowanych przedsięwzięć, na dwie rzeczy jednak zabraknąć ich nie może – na Kościół i zbrojenia, tak jakby obie ww. rzeczy miały nam zapewnić nietykalność przed jakimkolwiek agresorem. Kościół w wyniku trzymania sztamy z samym Stwórcą, MON z kolei dzięki posiadaniu pięciu samolotów czy siedmiu czołgów więcej. Tak jakby powyższe bździny mogły nas uratować przed ewentualnym nieszczęściem.

Oczywiście, niewykluczone, że Kościół mógłby się okazać w sytuacji militarnego zagrożenia czymś pożytecznym – kto wie. Może rzeczywiście jego przedstawiciele mogliby wstawić się u swojego, jak oni to mówią, Pana Boga, z prośbą o ratunek dla Polski i coś wskórać; tyle tylko, że tak jak kilka samolotów czy czołgów więcej w naszym posiadaniu nie zmieniłoby wyników ewentualnej wojny, tak i w przypadku kumpli owego pana boga efekt byłby bardzo podobny. Krótko mówiąc i tu, i tam jedzie lipą! W obu przypadkach bowiem mamy do czynienia z myśleniem życzeniowym, złudnym i cholernie naiwnym.

O ile jednak jestem jeszcze w stanie uwierzyć przedstawicielom MON-u, że taki jest mus i potrzeba chwili, bo ogólnie świat niespokojny, o tyle z drugimi byłoby mi niezwykle trudno znaleźć płaszczyznę porozumienia. A to dlatego, że w Polsce dostojnicy kościelni są, i chcą zresztą tak być postrzegani, zarówno z natury rzeczy, jak i z doświadczenia życiowego, jako wybitni eksperci w takich dziedzinach jak – in vitro, aborcja, współżycie seksualne, rozwody, wychowywanie dzieci, środki antykoncepcyjne, i tak dalej, i tak dalej. A dzieje się tak, ponieważ uważają iż posiedli takie prawo, nadane im oczywiście przez samego Pana Boga! Jakoby przez Niego, bo na Jego osobę permanentnie się powołują.

Czy tak rzeczywiście jest? Naturalnie że nie! Ten gość bowiem, którego tak ochoczo wielu z nich przywołuje, nigdy niczego im nie nadał! Sami to prawo sobie uzurpowali w imię jakichś zetlałych zapisów zawartych w cudacznej księdze mitów i bajek z tysiąca i jednej nocy. Dlatego byłem, jestem i pozostanę do końca dni swoich przeciwnikiem marnotrawienia państwowych pieniędzy na wydatki zbyteczne, podczas gdy potrzeby są ogromne, choćby w tych ww. we wstępie, a mocno niedoinwestowanych dziedzinach.

– Do wora pokutnego, panowie, i prosić o jałmużnę, a  nie liczyć na lekkie pieniążki z budżetu państwa. Bo ja nie chcę na was płacić złamanego grosza. Słyszycie? Ani grosza!

To pisałem ja – też pan, tyle że Jarek – nie bóg. Chociaż niewykluczone, że jestem bogiem – przynajmniej dla samego siebie. Na tej samej zresztą zasadzie, według której wszyscy jesteśmy Chrystusami! Prawda, panie Kondrat?

16.10.2015 r.

12:13, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2
O autorze
więcej: www.kiler.blox.pl kontakt: czaplinski@tlen.pl