RSS
piątek, 28 września 2018

1. Instrumenty muzyczne są różne: ładne – brzydsze; lepsze – gorsze; dźwięczne – słabiej brzmiące. Wszystkie one występują w trzech grupach, na jakie je podzielono. Czy słusznie? To nieistotne, ważne, że to zrobiono. Więc tym samym mamy instrumenty dęte, perkusyjne, strunowe.

Pośród nich jest jednak jeden, który w sposób szczególny zwraca moją uwagę, a to dlatego że – wedlug mnie jedynie oczywiście – jest zdecydowanie najgorszy, właściwie to do dupy! To dudy! Najgorsze pośród nich są oczywiście te porządnie smolone. Niestety, odnoszę wrażenie, nie, więcej – mam pewność, że ostatnio występuje u nas ich zatrzęsienie,  jakby jakiś nagły wysyp złego smaku nas dopadł. Można by powiedzieć nawet, że niejako duda za dudą!

Czy jest na to jakieś remedium? W zasadzie chyba tylko jedno: należy porządnie w nie dąć. Ile pary w płucach. Aż do ich naturalnego wykończenia!

2. Po oddaniu przez PiS władzy jeden warunek musi być bezsprzecznie spełniony: wszystkich sędziów i prokuratorów, którzy sprzeniewierzyli się swojemu zawodowi, czyli prawu, należy wydalić z zawodu! Wszyscy oni bowiem zamiast stać na straży prawa, strzec porządku prawnego państwa jak niepodległości i jej konstytucji, zaprzedali swoje dusze, stając się ludźmi do wynajęcia.

Ale to nie wszystko: partia, która jest winna tego, co się u nas dzieje od prawie trzech lat w obszarze prawa i demokracji, czyli Prawo i Sprawiedliwość, a tak naprawdę, jak wiadomo powszechnie, Bezprawie i Niesprawiedliwość, musi zostać zdelegalizowana jako ugrupowanie niezwykle szkodliwe dla Polski! Chyba że wcześniej samoistnie się rozpadnie i zniknie ze sceny politycznej. Ale na to trudno liczyć. Przynajmniej w najbliższym czasie, dopóki żyje jej duce (ducze – wódz) – „Słońce Tatr”, „Ojciec Narodu”, „Naczelnik Państwa”, czy też „Napoleon z Żoliborza”! Dlatego bardzo ważne jest aby po oddaniu władzy przez tę partię, ugrupowanie to zniknęło z naszej politycznej sceny. Pozostać po nim powinno jedynie koszmarne wspomnienie, jako odstraszający przykład dla chcących iść ich śladem w przyszłości.

28.09.2018 r.

10:29, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 23 września 2018

Oczywiście, wszystkim się spieszy. Gdzieś tam. Młodym ludziom żeby dorosnąć i móc cieszyć się życiem dorosłych; starszym – żeby wreszcie wyprowadzić się z domu i, jak to się mówi, „pójść na swoje”; z kolei tym leciwym, jak coraz częściej zauważam, spieszy się najbardziej i wszędzie, bo, jak mniemam, myślą, że zostało im już tak mało czasu, że na zwlekanie i mitrężenie go po próżnicy po prostu ich nie stać! Dlatego wciskają się przed innych w kolejkę, przebiegają przez ulicę w niedozwolonym miejscu, czy upominają wszystkich, że im się to czy tamto należy ze względu na wiek!

Co do mnie, muszę przyznać że, nie wiem czy ze smutkiem, czy też może bardziej z pewnego rodzaju rozgoryczeniem, mnie nigdzie się nie spieszy. Więcej – nigdy też mi się nie spieszyło! Nie wiem, czy wynikało to z mojego lenistwa, wrodzonego dystansu do wszystkiego, czy może ze świadomości, że i tak, czego bym nie zrobił, gdziekolwiek bym nie podążył, i tak nie zdążę wszędzie tam, gdzie powinienem być w danym momencie; nie zobaczę tego wszystkiego, co warto czy też powinienem zobaczyć; nie dotknę, nie posmakuję, nie przekonam się naocznie czy też, że tak powiem, organoleptycznie nie doświadczę.

Skąd u mnie taka powściągliwość? Obojętność? Dystans? Brak emocji? Właściwie to chyba niemal od zawsze wiedziałem, czy może bardziej jakby wyczuwałem podskórnie, że czego bym nie zrobił i tak nie wszędzie będę obecny gdzie bym chciał, więc w pewien niejako naturalny sposób wytłumiłem w sobie chęć przemieszczenia się, bycia czy też bywania tu i tam, zobaczenia tego czy tamtego, bo – należy, bo warto, bo już nigdy więcej nie będę miał okazji! Po prostu – tak miałem i nadal mam, bo taki jestem, więc tak wyszło. 

Nie wiem, może za jakiś czas, jeżeli oczywiście Opatrzność pozwoli mi się zestarzeć, również we mnie pojawi się jakąś niecierpliwość, pewnego rodzaju pośpiech, czy też przemożna wręcz chęć nadrobienia – straconego? – czasu. Może zacznę odbywać swoją pośpieszną podróż, jakby powiedział Marcel Proust – właśnie w poszukiwaniu straconego czasu. Swojego czasu. Nie wiem, naturalnie, czy tak się stanie. Niewykluczone, że tak. Dzisiaj jednak… dzisiaj mogę jedynie zaśpiewać za Mariuszem Lubomskim:

Mam ręce w kieszeniach, a kieszenie, jak ocean, powoli chodzę i rozglądam się, kieszenie jak ocean, a ręce mam w kieszeniach, dlatego wiem, gdzie żyję, dobrze wiem…

23.09.2018 r.

06:25, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 20 września 2018

Na co nie mam ochoty? Cóż, w życiu nie miałem ochoty na wiele rzeczy. Na chodzenie do szkoły, podczas gdy z drugiej strony uwielbiałem łazić na wagary; od najmłodszych lat nie miałem ochoty na chodzenie do kościoła, jakieś śluby, wesela, w ogóle nie cierpiałem – i nadal tak jest – żadnych większych zgromadzeń; nie miałem ochoty na sprzątanie w domu – szczególnie ścieranie kurzów – na samą myśl o tym, aż mnie wysztywniało!; nie miałem ochoty na wszystko to, co narzucano mi odgórnie, czyli czytanie lektur szkolnych, marsze pierwszomajowe, czy jedzenie czegoś, do czego odczuwałem wstręt, biorący się nie wiadomo skąd, ale istniejący we mnie jakby od zawsze.

Dzisiaj, gdy już jestem znacznie wiekowo zaawansowany – że tak to eufemistycznie ujmę – najbardziej nie mam ochoty na… śmierć. Nie na umieranie, a właśnie śmierć. Bo tak naprawdę, to umieram codziennie. Minuta po minucie, godzina po godzinie, miesiąc po miesiącu. Umieram rok po roku mając tego świadomość – świadomość, która uwiera mnie coraz bardziej, mocniej, dotkliwiej, bo wiem, że nic się już nie wróci, nie powtórzy, nie da szans na naprawienie błędów, krótko mówiąc – nic będzie już takie samo.

Tak, na śmierć, od kiedy tylko pamiętam, nigdy nie miałem ochoty. Bo też nigdy nie spieszyło mi się na tzw. drugi świat – świat, co ciekawe, według słów wielu jego orędowników, znacznie lepszy od naszego, doczesnego, bo świat oczywiście idealny, doskonały! Świat, w którym nic nikogo nie boli, nie rani, nikomu nie dzieje się żadna krzywda, nikomu nigdzie się nie spieszy, wszystko tam bowiem odbywa się na zwolnionych obrotach, jak przystało na świat anielski!

Tyle tylko, że mnie jakoś ten idealny wręcz świat jakoś nigdy szczególnie nie pociągał. Przyznam, że znam inne, znacznie lepsze miejsca, których nie widziałem, a które bardziej wolałbym zobaczyć, niż jakiś tam drugi świat! Powiem więcej – tak się składa, że wszystkich, których znałem, a którzy odeszli już ze świata żywych, jak również tych, których znam, żadnemu z tych ludzi akurat tam nigdy się nie spieszyło. Każdy chciałby trafić na ten drugi świat jak najpóźniej! Bo że tam trafi, to pewnik, przed którym nic i nikt nie jest nas w stanie uchronić.

 Niestety, tutaj jest tak, że im bardziej pragniemy zwolnić kurs do tego miejsca, im bardziej staramy się spowolnić swój indywidualny bieg, włączyć niejako hamulec ręczny, tym szybciej – przynajmniej takie odnoszę wrażenie – zbliżamy się do tego świata wbrew własnym pragnieniom i oczekiwaniom. Jakby ktoś sobie z nas drwił i z naszych starań w tym zakresie. Jakby nasze pragnienia miał w głębokim poważaniu!

20.09.2018 r.

10:09, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 16 września 2018

Od wieków zadajemy sobie pytanie, czy Jezus potrafił pisać? Głęboko wierzących tak postawiona kwestia z całą pewnością oburzy, z drugiej jednak strony pytanie to jest jak najbardziej zasadne, szczególnie w kontekście tego, co dotrwało do naszych czasów, a co mówi nam akurat o tej umiejętności Mesjasza.

Jak powszechnie wiadomo Jezus nie zostawił po sobie żadnych pism, a i w tekstach opisujących jego osobę również nie ma za wiele na ten temat. W zasadzie istnieją jedynie dwa źródła, w których natrafiamy na informacje odnoszące się do tego zagadnienia. Pierwsze z nich, to Nowy Testament i zawarta w nim ewangelia Jana, w której padają takie oto słowa:

Jan 8,3-8: I znowu rano zjawił się w świątyni, a cały lud przyszedł do niego; i usiadłszy, uczył ich. Potem uczeni w Piśmie i faryzeusze przyprowadzili kobietę przyłapaną na cudzołóstwie, postawili ją pośrodku i rzekli do niego: „Nauczycielu, tę oto kobietę przyłapano na jawnym cudzołóstwie. A Mojżesz w zakonie kazał nam takie kamienować. Ty zaś co mówisz?”. A to mówili, kusząc go, by mieć powód do oskarżenia go. A Jezus schyliwszy się, pisał palcem po ziemi. A gdy go nie przestawali pytać, podniósł się i rzekł do nich: „Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci kamieniem”. I znowu schyliwszy się, pisał po ziemi.

Drugie źródło, to apokryf, czyli również ewangelia, tyle że gnostycka (gnostyczna), Bartłomieja której, niestety, jedynie szczątkowe fragmenty zachowały się do naszych czasów. Niemniej, co istotne, dotrwał ten, który dla tych rozważań jest w zasadzie kluczowy!:

O brzasku Jezus zjawił się znowu w świątyni. Cały lud schodził się do niego, a on usiadłszy nauczał ich. Wówczas uczeni w Piśmie i faryzeusze przyprowadzili do niego mężczyznę, którego pochwycono na gwałcie, a postawiwszy go pośrodku, powiedzieli do niego: „Nauczycielu, tego mężczyznę dopiero pochwycono na gwałcie. W Prawie Mojżesz nakazał nam takich kamienować. A ty co mówisz?”. Mówili to wystawiając go na próbę, aby go oskarżyć. Lecz Jezus nachyliwszy się, pisał palcem po ziemi, a następnie odszedł. A na ziemi było napisane: „Niech i tak będzie”.

Jak widać w obu przypadkach mamy do czynienia z informacją, iż Jezus był osobą piśmienną. To, co budzi wątpliwość, to nie tylko odmienne historie: jedna dotyczy kobiety posądzonej o cudzołóstwo, druga – mężczyzny oskarżonego o gwałt, ale również różnica odnosząca się właśnie do kwestii piśmiennictwa Jezusa. W pierwszym bowiem źródle Jezus coś tam bazgroli palcem po ziemi, w drugiej jednak pisze już coś konkretnego: „Niech i tak będzie”. Pytanie zatem, jakie musi się tutaj pojawić, brzmi: która wersja jest prawdziwa? I czy w ogóle któraś z nich za taką może uchodzić?

Myślę, że jeżeli w ogóle takie zdarzenie miało miejsce, to właśnie Bartłomiej jest o wiele bliższy prawdy. Tym bardziej, gdy weźmie się pod uwagę inne słowa pochodzące z jego tekstu:

Bartłomiej wstał gwałtownie od stolika odrzucając pióro i podszedł do okna. „To wszystko na nic – pomyślał. – Ludzie nie chcą czytać o takich wydarzeniach z życia Jezusa. Wolą przeczytać, że uzdrawiał opętanych, epileptyków i paralityków. Że błogosławił ubogim i niemowlętom”.

Generalnie jednak to, co tutaj zastanawia, musi zastanawiać!, to nie tyle to że pisał, ile bardziej – co pisał? Niestety, Jan nie podaje nam tej informacji. A przecież jest to niezmiernie istotne, bo w końcu po coś Jezus tę czynność wykonał!

Jestem pewien, że – jak już kiedyś tutaj dowodziłem – Jan był bardziej bajkopisarzem uprawiającym literackie chciejstwo niż kimś, komu zależało na przekazaniu prawdy historycznej. Ot, chłopina słyszał coś o podobnym zdarzeniu i postanowił to coś wkleić do swojego tekstu. A słyszeć mógł właśnie to, co znajduje się w drugiem źródle informującym nas o tym, czy Jezus rzeczywiście posiadł umiejętność pisania, czyli w ewangelii Bartłomieja.

Dlatego pytanie, jakie należałoby tutaj postawić powinno brzmieć: nie czy Jezus był osobą piśmienną, ale czy wszystko, co znajduje się w czterech ewangeliach Nowego Testamentu wyszło z jego ust? Biorąc bowiem pod uwagę filozoficzną naturę przypisywanych mu zdań, jestem pewien, iż nie wszystkie mądrości zawarte w NT są jego dziełem. Myślę, że do tych czterech pism wrzucono wszystko to, co wówczas krążyło po Judei i Galilei, i tym sposobem, poprzez ustawiczne retuszowanie tekstów, dotarło do naszych czasów w takiej właśnie formie. Tym bardziej jest to prawdopodobne, gdy weźmie się pod uwagę działalność choćby Szymona Maga, czy Apoloniusza z Tiany, którzy również głosili podobne nauki co Jezus i dokonywali podobnych uzdrowień.

Na koniec scenka, która może coś komuś uzmysłowi:

Człowiek: Trzęsienia ziemi? Erupcje wulkanów? Potopy? Tornada? W ogóle wszelkie kataklizmy, które pustoszą ziemię i dziesiątkują nas? Ależ to wręcz nieludzkie!

ON: Oczywiście. Bo to moje – boskie!!!

P.S.

W przytoczonych powyżej ewangeliach pisownię uwspółcześniłem według swojej koncepcji gramatycznej. Uważam taki zabieg za jak najbardziej uprawniony, ponieważ tzw. Pismo Święte było pisane jednym ciągiem, bez żadnych znaków interpunkcyjnych czy też przerw pomiędzy wyrazami. Dopiero w średniowieczu zaczęto pracować nad jej uwspółcześnioną wersją: w XIII wieku dokonano podziału Biblii na rozdziały, a w XVI ponumerowano wersety.

16.09.2018 r.

12:20, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 13 września 2018

Politycy PiS-u robią wszystko, żeby uzależnić od siebie polskie sądownictwo, a tym samym sędziów. Tych niepokornych, czyli starających się zachować mimo wszystko niezależność orzecznictwa, będą karać dyscyplinarnie. Zapowiedzieli to i już powołali do tego odpowiednią instytucję.

To, że trzeba przeciwdziałać temu zjawisku, to  jak powiedziałby już dzisiaj klasyk pisowski – oczywista oczywistość. Dlatego proponuję sędziom jedno rozwiązanie, najprostsze, bo najlepsze pomysły zasadzają się na prostych środkach, mianowicie – niech gremialnie rzucą podania o zwolnienie! Niech sparaliżują nasze sądownictwo! Jeżeli zrobi to osiem czy dziewięć tysięcy prawników, jestem pewien, że bardzo szybko siepaczom pisowskim zmięknie rura i wycofają się ze swoich szalonych pomysłów. Więcej – jestem również pewien, że w końcu i do moich rodaków dotrze w końcu w tej sytuacji brutalna prawda, że ta nieczysta pisowska gierka nie jest warta nawet ogarka, a co dopiero całej świeczki!

Gdyby było mało, dorzuciłbym do tego jeszcze realizację pomysłu Ludwika Dorna, odnoszącego się do kontroli samochodów posłów wjeżdżających na teren sejmu: zwyczajnie nie dać się skontrolować i nie wysiadać z samochodu; następny poseł powinien zrobić to samo, i kolejny, i jeszcze jeden, i tak dalej i dalej, aż wjazd zostanie całkowicie zablokowany! I wówczas czekać na rozwój sytuacji, czyli na decyzję marszałka sejmu. Bardzo jestem ciekaw, co wówczas ten człowieczak zrobi? Nakaże użycie siły? Wezwie lawetę i służby drogowe żeby uprzątnęła je z wjazdu? Jeżeli się na to zdecyduje, jedno będzie pewne: zrobi to nielegalnie! W końcu posłowie chcą jedynie wypełnić swoją demokratyczną rolę – chcą pracować, a sejm, tak się składa, jest miejscem ich zatrudnienia!

Nie mam złudzeń co do tego, że z gangsterami politycznymi należy rozmawiać przy pomocy ich metod – gangsterskich! Nie ma co wchodzić z nimi w pełną elokwencji dyskusję, podczas gdy generowanie przez nich kłamstwo w jakiejkolwiek rozmowie uchodzić ma za powszechnie obowiązującą prawdę. Oni nie wiedzą na czym polega cywilizowana rozmowa – zwyczajnie nie trzymają standardów. Dlatego należy ich przycisnąć do ściany. Gdy to się zrobi, gdy się ich przyciśnie, wówczas, jestem tego pewien, cofną się. Ponieważ ludzie z mentalnością dyktatorską uznają jedynie jeden argument – argument siły! Jeżeli więc chcemy uratować ten kraj przed totalnym prawnym chaosem, musimy zrobić krok wyprzedzający siepaczy PiS-u i dokonać aktu nieposłuszeństwa wszędzie tam, gdzie jest to tylko możliwe!

13.09.2018 r.

13:11, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 10 września 2018

Pojedyncza historia życia, historia każdego z nas, zawsze może potoczyć się nie tak jak trzeba, jak tego oczekujemy. Tak zresztą przeważnie się dzieje. Tyle tylko, że taki scenariusz dotyczy jedynie nas, pojedynczych, i ewentualnie naszych najbliższych, czy też najbliższej osoby, z którą idziemy przez życie. Historia, która toczy się tak jak nie powinna w szerszym wymiarze i odnosi się do całego narodu, czy też wielu społeczeństw, to już coś znacznie poważniejszego i dużo gorszego.

Podobnie jak historia ludzkości potoczyła się ewidentnie źle w kontekście zarówno pierwszej, jak i drugiej wojny światowej, tak i, niestety, nasza historia ostatnich nawet nie trzech, a siedmiu lat, potoczyła się zdecydowanie nie tak jak powinna. Więcej – ona rozegrała się wręcz koncertowo fatalnie! Dlatego dzisiaj zmagamy się z rozkładem państwa prawa i zamachem na system demokratyczny, który z niemałym trudem budowaliśmy przez ostatnie 30-lecie.

Dlaczego tak się stało, tzn. dlaczego znajdujemy się akurat w tym nieciekawym historycznie miejscu? Cóż, przyczyn, jak zwykle w takich sytuacjach, jest wiele. Jednak u podłoża tego stanu znajduje się jedno kluczowe, a niezmiernie tragiczne wydarzenie, które niczym zadra tkwi pod naskórkiem narodu, nie dając się zabliźnić ustawicznie zaognianej ranie. Tym wydarzeniem jest oczywiście katastrofa samolotu prezydenckiego w Smoleńsku 10 kwietnia 2010 roku i śmierć 96 osób na jego pokładzie, które miały większy czy też mniejszy wpływ na funkcjonowanie naszego państwa. Ten właśnie tragiczny wypadek jest główną przyczyną tego, z czym zmagamy się od trzech lat, tj. – z zamachem na demokratyczne struktury państwa prawa, czyli tak naprawdę mamy do czynienia z pełzającą dyktaturą! Co swego czasu Marek Borowski niezwykle trafnie określił jako demokraturę!

Niestety, mimo wielu fatalnie prowadzonych spraw przez Prawo i Sprawiedliwość niewielu zwolenników tej partii dostrzega zagrożenia związane z działalnością i planami tego ugrupowania. Wielu nie chce ich dostrzec, ponieważ pozostaje zatwardziałymi zwolennikami tego antydemokratycznego tworu politycznego i czego złego nie zrobiliby politycy tej partii zawsze będzie im wybaczone, a winy odpuszczone; inni z kolei choćby i widzieli zagrożenia związane z działalnością swoich politycznych faworytów, dają się kupić łatwym rozdawnictwem, jaką pisowcy realizują z konsekwencją wartą lepszej sprawy: a to 500+; a to jakieś darmowe leki dla tych, którzy ukończyli 75 lat; a to 300+, a to planowane 500 złotych również dla emerytów; a to zapowiedziana podwyżka w sferze budżetowej, którą ostatnio wynegocjowała Solidarność (ostateczna kwota ma zostać ustalona na dniach); a to coś tam znowu dla rolników – i tak dalej, i tak dalej. Krótko mówiąc – mamy do czynienia z politycznymi szujami i hochsztaplerami, którzy zrobią wszystko, żeby kupić sobie kolejne lata rządów na wypadek, gdyby nie udało im się do najbliższych wyborów tak poustawiać instytucji państwowych (SN, KRS, wcześniej już zagarnięty TK), żeby decyzja o uznaniu wyborów za prawidłowe leżała w ich rękach!

Dlatego zwyczajnie szlag mnie trafia, gdy pomyślę o zaniechaniu oporu wielu grup przeciwko grabarzom polskiej demokracji i zdrowego rozsądku. Szlag mnie trafia również wtedy, gdy myślę o naszych samorządach, które dały sobie narzucić przez rządzących ową pseudo-reformę szkolnictwa. Nie mówię, że powinny zachować się podobnie do strajkujących lekarzy-rezydentów – nie w tym rzecz, chodzi przede wszystkim o to, że nie powinny chować głowy w piasek, czy też bardziej dosadnie – bezwiednie, bez żadnego oporu kłaść głowy na pniu pod pisowski topór. Szlag mnie trafia, gdy pomyślę, że tak łatwo ludzie rezygnują z przynależnej im wolności w zamian za miskę strawy, którą tak naprawdę jest trucizna, tyle że działająca z pewnym opóźnieniem.

Niestety, za ten oportunizm i zaniechanie oporu kiedyś zapłacimy wszyscy, tzn. my, lokalni podatnicy w swoich większych czy też mniejszych miejscowościach. Największą jednak cenę, tak naprawdę, zapłaci najmłodsze pokolenie!

Dzisiaj kłamcy i destruktorzy polskiego prawa i demokracji powtarzają jak zaklęci, że mają w sondażach ponad 40-procentowe poparcie wyborców, więc mogą robić, co im się żywnie podoba, bo tego oczekuje od nich tzw. suweren. Tyle tylko, że jeżeli nawet on tego wymaga, to z całą pewnością nie jest to całe społeczeństwo, czy też jego większość, ale zdecydowana mniejszość, bo jedynie jedna piąta uprawnionych do głosowania – tak właśnie było w ostatnich wyborach – lub, ja kto woli, ok. 37,5% tych, którzy poszli od wyborów. Zatem ustawiczne powtarzanie bzdur, jakoby większość społeczeństwa chciała ich szaleństwa, jest jedynie zawracaniem kijem Wisły i czczym, kłamliwym gadaniem. Po co? To proste – żeby w razie przegranych wyborów zarzucić opozycji, że nastąpiły fałszerstwa i żeby Sąd Najwyższy ze swoim prezesem-dublerem miał podstawy do nie zatwierdzenia wyniku wyborów!

Tyle tylko, że jeżeli to zrobią, jeżeli ci wszyscy szaleńcy spod prawicowego sztandaru posuną się do realizacji takiego scenariusza, jedno będzie pewne: uliczne rozruchy staną się faktem!

10.09.2018 r.

11:35, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 06 września 2018

1. Kukiz’15, to ugrupowanie opozycyjne. Oczywiście jedynie z nazwy. Z jego działań bowiem, to raczej byt polityczny wspierający rządzących. A jeżeli już w ogóle jest jakąś opozycją, to dość specyficzną, bo nakierowaną raczej w kontrze do opozycji parlamentarnej. I to jest kwintesencja rozdwojenia jaźni tej partii, podobnie jak jej przywódcy, o którym Krzysztof „Grabaż” Grabowski, lider zespołów Strachy na Lachy i Pidżamy Porno, powiedział, że Paweł Kukiz przypomina mu faceta, który siedzi na stacji w Krzyżu i zastanawia się, do którego pociągu ma wsiąść. W końcu wszystkie składy odjeżdżają, a on nadal siedzi na peronie. Od siebie dodam, że siedzi tam jak jakiś głupol, który dziwi się, że jednak nie zdążył na pociąg, mimo że przyszedł przecież przed czasem!

Oczywiście, można się tak zachowywać. Tyle że na tym poziomie uprawiania polityki, to ogromnie niepoważne. Dlatego właśnie przypomina mi on jedynie głupola, który siedzi na tym dworcu w Krzyżu z gaciami pełnymi kupy i boi się ruszyć, ma bowiem świadomość, że gdy to zrobi, smród się rozniesie. Ale, co gorsza, to nie tylko jego smród przygważdża go do ławki, to smród całego ugrupowania Kukiz’15! Wszyscy bowiem jego członkowie zapomnieli o jednej podstawowej prawdzie: gdyby zwolennicy tej pseudo-partii chcieli popierać Prawo i Sprawiedliwość, z pewnością głosowaliby nie na Kukiza’15, a właśnie na PiS i mieliby sprawę jasną! Więc trzeba być diablo nieodpowiedzialnym, żeby iść ręka w rękę z partią rządząca w tym marszu niszczącym naszą demokrację.

2. PiS-owi oczywiście odpowiada sytuacja zagmatwania wokół stanowiska prezesa Sądu Najwyższego. Mimo że, według konstytucji, M. Gersdorf pozostaje na stanowisku prezeski do 2020 roku, to hołota pisowska robi i zrobi wszystko, żeby przed wyborami wskazać i wybrać swojego prezesa SN. Oczywiście po to, że gdy przyjdą wybory – jedne, drugie, trzecie, to w chwili ich przegrania przez PiS ten ich samozwańczy prezesina nie uzna wyników tych właśnie wyborów. I co im kto zrobi? Nikt i nic! Nie muszę chyba dodawać, że taki stan zawieszenia będzie im oczywiście na rękę. Podejrzewam nawet, że będzie on trwał aż do momentu, gdy w końcu społeczeństwu skończy się cierpliwość i poirytowane wyjdzie na ulice zaprotestować.

Jeżeli jednak taka sytuacja nastąpi, to mogę mieć jedynie nadzieję, że nie poleje się krew. Choć pewny tak bardzo bym tego nie był. Różnica bowiem między komunistami a PiS-em jest, co prawda, tylko jedna, niemniej zasadnicza: o ile komuniści rządzili u nas nieco ponad 40 lat i w pewnym momencie dojrzeli do oddania władzy, czy też podzielenia się nią, o tyle Prawo i Sprawiedliwość jest dopiero u progu swoich – przynajmniej w planach – wieloletnich rządów i do oddania władzy komukolwiek mają niezmiernie daleką drogę. Mentalnie odległą! Teraz są właśnie na etapie zachłystywania się nią.

W takim kontekście W. Jaruzelski i jego stan wojenny mogą się okazać zwykłą zabawą i bułką z masłem w odniesieniu do tego, co może zrobić PiS ze swoimi oszołomami. A zrobić może wiele, bo to, jak zdążyliśmy się już przekonać w ostatnich trzech latach, ludzie bez zasad moralnych, którzy obiektywną prawdę nazywają kłamstwem, natomiast wygenerowane przez siebie łgarstwo nazywają najczystszą obiektywną prawdą.

3. Pytanie, które wielu z nas – kibiców zadaje sobie po zmianach w kadrze piłkarskiej, brzmi: czy J. Brzęczek, nowy selekcjoner kadry, poradzi sobie, czy sprosta trudnemu zadaniu stworzenia takiej reprezentacji, której nie będziemy się wstydzić i która będzie trudnym przeciwnikiem dla każdej narodowej drużyny?

Otóż, tak jak w przypadku jego poprzednika, tak i w tym uważam, iż nowy coach, mimo braku większych sukcesów, bo dwa razy piąte miejsce w naszej lidze, z Wisłą Płock i Lechią Gdańsk, posiada jednak nie gorsze papiery niż miał je A. Nawałka, żeby objąć naszą reprezentacyjną drużynę i prowadzić ją z nie gorszymi efektami.

Zbigniew Boniek miał rację, powołując go na to stanowisko. Jeżeli trenerem miał być Polak, to może obok – i to są jedynie moje typy – Jacka Zielińskiego, obecnego trenera Termaliki, czy Piotra Stokowca, trenera Lechii, on chyba rokuje najlepiej!

Oby mu się powiodło!

4. Nareszcie! Od początku września poranny program Polsatu został wydłużony o godzinę, Teraz trwa on od szóstej do dziewiątej!

Kiedyś już o tym pisałem. Chodziło mi o to, żeby telewizje komercyjne nadawały przynajmniej o godzinę więcej swojego programu w otwartym paśmie, ponieważ ta reżimowa, czyli publiczna, która znajduje się w rękach rządzącej partii, poprzez swoje propagandowe audycje robi ludziom wodę z mózgu.

I oto jest! Co prawda o tę jedną godzinę został jedynie wydłużony program poranny Polsatu, ale to zawsze coś! Jak to mówią: na bezrybiu i rak ryba. Albo, jakby mogli powiedzieć nasi bracia Rosjanie, gdyby znali z kolei moje przysłowie: lepszy rubel w garści, niż dolar w kantorze. Albo w banku. Dlatego dobra i ta godzinka. Może z czasem będzie i druga przed południem. Albo też i TVN podąży tym śladem.

Oby!

06.09.2018 r.

11:00, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 02 września 2018

Chciałem wam dzisiaj powiedzieć, że ja… Ja już żyłem! Pośród innych ludzi i w innym czasie, ale już tutaj byłem. I działo się tak już nie jeden raz! Żyłem bardzo dawno temu, całkiem niedawno – choć czas, to pojęcie bardzo względne – ale żyłem też w czasach wam bliższych. Jednak tu i teraz pojawiłem się po to, aby wreszcie odkłamać jedną ze swoich historii, tę najgłośniejszą – sprzed dwóch tysięcy lat, kiedy byłem Jezusem z Nazaretu zwanym po mojej śmierci Chrystusem. Wiele bowiem nastąpiło w niej przeinaczeń, nie tylko nieświadomych, ale również, co gorsza, całkiem świadomych zakłamań, które zostały, niestety, wykorzystane przeciwko mnie – że wspomnę tutaj choćby wyprawy krzyżowe, czy działalność tzw. Świętej Inkwizycji! – i ku zgubie niewinnych ludzi. Czy zdołam to zrobić ze względu na wasze zamiłowanie do kłamstw, to już inna sprawa, istotne, żeby taką próbę podjąć!

Niektórzy, szczególnie ci bogobojni czy też bogoojczyźniani, będą odsądzać mnie od czci i wiary, będą oskarżać o herezję, czy też nazywać faryzeuszem, że fałszywie uzurpuję sobie prawo do głoszenia jakoby jakiejś prawdy o sobie. Tyle tylko, że wszyscy oni są w błędzie: nie uzurpuję sobie prawa do niczego, albowiem wiem – wiem doskonale, co mówię, ponieważ znam, jak nikt inny, historię swoich poprzednich wcieleń. Znam więc też świetnie historię i tego wcielenia sprzed dwóch tysięcy lat, i dlatego mówię dzisiaj to, co mówię!

Przedstawiciele jakoby mojego Kościoła uparcie twierdzą od wieków w swoich Ewangeliach, że umarłem na krzyżu. Otóż ogłaszam wszem i wobec: nie umarłem na krzyżu! Zostałem z niego zdjęty po sześciu godzinach męki dzięki Józefowi z Arymatei i przekupionemu setnikowi, który okłamał prefekta Judei Piłata o moim zgonie. To dzięki nim mogłem dalej cieszyć się życiem przy boku mojej ukochanej żony Marii Magdaleny, a także w późniejszych latach mojego syna.

Kościół, którego wcale nie zamierzałem budować, albowiem byłem jedynie reformatorem tego, który już istniał, czyli Kościoła judaistycznego, a także ewangelie opisujące moją kaźń i jakoby śmierć, mają niewiele wspólnego z rzeczywistością. Ewangelie, jakoby Marka, Mateusza, Łukasza, tak naprawdę mają niewiele wspólnego z rzeczywistością, że nie wspomnę już o ewangelii Jana, który jest tutaj chyba największym bajkopisarzem! Krótko mówiąc te cztery ewangelie tzw. Nowego Testamentu wyrządziły nie tylko mnie ogromną krzywdę, ale również moim zwolennikom: odczłowieczyły mnie i uczyniły kimś, kim nigdy nie byłem! Byłem bowiem jedynie takim samym synem bożym jak wy wszyscy przede mną i po mnie. Dlatego właśnie dzisiaj te moje słowa. Nie mogłem dłużyć milczeć i przyzwalać na głoszenie tego chorego kłamstwa. Dosyć!

Prawda jest taka, że żaden z tych wyżej wymienionych moich uczniów nie był autorem ewangelii, których autorstwo im się przypisuje A nie byli nimi z jednego prostego powodu: byli niepiśmienni! Więcej – te ewangelie powstały nie tylko długo po mojej biologicznej śmierci, ale również po zejściu owych uczniów z tego ziemskiego padołu. Dlatego jako takie, jeżeli w ogóle coś obwieszczają, to jedynie kłamstwo powtarzane od wieków i nic więcej. A stało się tak, ponieważ Kościół powstały na niniejszym podłożu miał w tym żywotny interes: tak jak powiedziałem wcześniej – najpierw mnie On odczłowieczył, następnie uczynił bogiem, a na końcu tego zabiegu stworzył biznes pod nazwą Krzyż – spółka z ograniczoną odpowiedzialnością! Powiem więcej – prawda o tym jest znacznie bardziej prozaiczna: u podłoża tej decyzji legł zamysł cesarza Konstantyna Wielkiego, który chciał poprzez wprowadzenie jednej religii w cesarstwie ratować państwo przed rozpadem. Ot i cała tajemnica tego zabiegu!

Ewangelie natomiast, które mówiły o mnie prawdę, to wszystkie te pisma, które nie weszły w skład waszego tzw. Nowego Testamentu, to tzw. ewangelie gnostyczne, które odnosiły się do mojego nauczania i tego, że każdy z was może mieć takie same relacje z Ojcem Niebieskim, jakie i ja osiągnąłem. Pod jednym wszakże warunkiem – że każdy z was będzie pracował nad sobą i swoim rozwojem wewnętrznym. W innym wypadku skończy na zwykłym bezużytecznym rytuale, jaki odprawiacie od ponad półtora tysiąca lat!

Dlaczego o tym sam nie napisałem? Otóż napisałem! Tyle tylko, że tak jak niszczono wszystkie dzieła dotyczące mnie jako człowieka, jak zniszczono choćby dzieła Celsusa, w tym jego Prawdziwą doktrynę, podobnie uczyniono i z moimi pismami. Bóg bez oznak boskości, bez historii nie z tej ziemi, nie mógł się ostać jako podstawa katolickiego Kościoła. Nie mógł się ostać jako podstawa żadnego Kościoła!

Dlatego chciałbym z tego miejsca sprostować to kłamstwo krążące o mnie od prawie dwóch tysięcy lat – nie umarłem, a jedynie zostałem ukrzyżowany na około sześć godzin. W piątek. A jako że następnego dnia miał być szabas, więc zgodnie z żydowską tradycją zostałem zdjęty z krzyża w celu pochówku. Oczywiście nie pogrzebano mnie, a jedynie przeniesiono do uprzednio przygotowanej groty, skąd po trzech dniach, gdy doszedłem do siebie na tyle, żeby chodzić, zostałem wyprowadzony. To wszystko mogło się stać dzięki fortelowi Józefa z Arymatei, który przekupił setnika, a ten z kolei potwierdził słowa Józefa o mojej śmierci przed prefektem Judei Piłatem, co skutkowało wydaniem zgody tego ostatniego na zdjęcie mnie ze słupa. Był jednak jeden warunek tego zabiegu: musiałem na zawsze zniknąć z przestrzeni publicznej. I zrobiłem to! Uczyniłem to z tym większym pragnieniem, gdy dotarło do mnie, że nic się nie wydarzy po mojej śmierci. Stąd zresztą pełne zwątpienia słowa, które wypowiedziałem tuż przed utratą przytomności: Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?

Dzisiaj, gdyby to ode mnie zależało i miałbym przeżyć powtórnie tę historię, zrobiłbym to zupełnie inaczej: na pewno nie dałbym się ukrzyżować! Dlaczego? Z dwóch powodów: pierwszy jest taki – że odkupienie grzechów uczynionych przez człowieka, to zwykła ułuda; drugi zaś sprowadza się do konstatacji, że bez względu na to, jak bardzo bym cierpiał na krzyżu, żaden bóg nie może zaingerować w fizyczne życie człowieka. Żaden! Ten bowiem należy do innego świata, tego niematerialnego, dlatego nie może ingerować w to, co się rozgrywa w fizycznym świecie człowieka. Dzisiaj to wiem, wtedy… wtedy byłem nieuleczalnym wręcz naiwniakiem, dlatego właśnie po raz drugi już bym tak bezsensownie ukrzyżować się nie dał. Nie warto!

Na koniec powiem tak: jeżeli ktoś chce się dowiedzieć czegoś o moich naukach, gorąco zachęcam do czytania tego wszystkiego, co znajduje się poza uznanymi przez oficjalny Kościół tzw. ewangeliami. Prawda bowiem o mnie jest zawarta przede wszystkim w pismach mojej żony Marii Magdaleny, Filipa, Tomasza, Bartłomieja, Judasza i wielu, wielu innych. One są, przetrwały, niektóre jeszcze nieodnalezione, jednak, mimo trudności, spróbujcie do nich dotrzeć. Tam jestem cały ja!

02.09.2018 r.

10:49, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
O autorze
więcej: www.kiler.blox.pl kontakt: czaplinski@tlen.pl