RSS
niedziela, 30 września 2012

Dwoje młodych ludzi (32 i 36 lat), ale przecież wydawałoby się dojrzałych rodziców, zabiło dwójkę przysposobionych przez siebie dzieci. Sami byli biologicznymi rodzicami dwójki innych. Dzisiaj to one, po zatrzymaniu rodziców przez policję, trafiły do rodziny zastępczej. Tak skończył się koszmarny sposób na życie: niezłe pieniądze od państwa w zamian za utworzenie rodzinnego domu dziecka przy jednoczesnym braku jakichkolwiek w tym kierunku kompetencji.

Dzisiaj dowiadujemy się, że przy udzielaniu zgody tym ludziom na prowadzenie rodzinnego domu dziecka, pogwałcono w zasadzie wszystkie możliwe procedury. Nie będę wnikał, jakie i kto do tego dopuścił, interesuje mnie w tym miejscu właściwie tylko jedna rzecz, mianowicie – ile jest podobnych miejsc, gdzie królują niekompetencja, indolencja urzędnicza, brak wrażliwości, czy wręcz głupota i znieczulica, a wszystko spięte klamrą pod nazwą zysk? Mam nadzieję, że to był jednak wyjątek. A gdyby tak nie było, to że ten przypadek spowoduje, iż wszystkie takie miejsca, z których płyną sygnały o jakichkolwiek nieprawidłowościach, zostaną sprawdzone, a następnie, gdy owe sygnały się potwierdzą,  odpowiednie urzędy podejmą właściwe decyzje. I zrobią to na czas, aby uniknąć kolejnego nieszczęścia. Bo najgorszą rzeczą w tym wszystkim jest to, że ofiarami tych niegodziwych działań padają niewinne i bezbronne istoty, jakimi są dzieci. A nie ma, niestety, w moim odczuciu takiej kary, która byłaby odpowiednia za zło, jakie dorośli im wyrządzają. I serce mnie boli, gdy widzę lub słyszę o krzywdzie jakiegoś dziecka. Bo to nie pusty slogan, że „wszystkie dzieci są nasze”, to naturalna prawda istnienia, a my - dorośli jesteśmy zobowiązani tę prawdę głosić i dbać o dobro tych, których ona dotyczy.

30.09.2012 r.

06:55, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
sobota, 29 września 2012

Przeczytałem niezmiernie „przyjemną” książkę: „Pewien uśmiech” Francoise Sagan. Napisałem „przyjemną”, albowiem taka właśnie była i tak ją czytałem – przy całym naturalnie szacunku dla jej autorki. A wydała mi się taką dlatego, że przebija z jej kart nie tylko ogromna wrażliwość, ale również widać dużą kulturę języka.

Od początku, co może wydać się osobliwe, odnosiłem wrażenie, że autorka nie tylko kreuje swoją rzeczywistość literacką, ale jakby również pragnie, by życie takie właśnie było – przynajmniej jej życie. Początkowo myślałem nawet, że w takim stawianiu sprawy jest chyba trochę naiwności – w końcu autorka miała wówczas raptem 19 lat! – że to jedno z takich „pobożnych życzeń” pisarki. Jednak gdy dotarłem do końca tej mikropowieści, powyższe wrażenie prysło jak bańka mydlana. A wystarczyły do tego właściwie tylko trzy proste zdania, a ściślej dwa – choć trzecie w kontekście tych dwóch niezbędne: „Ale o cóż właściwie chodzi? Kobieta kochała mężczyznę. Banalna historia, nie ma z czego robić tragedii”. I właśnie to zdystansowanie się do opisanej historii, to nic innego, jak duża dojrzałość. Mądra dojrzałość, która, ku mojej satysfakcji, obraca w ruinę moje niesłuszne posądzenie młodziutkiej Saganki – debiutującą zresztą tym utworem – o naiwność.  To nie żadna naiwność, to po prostu talent! I to po trzykroć!!

Jak zwykle gorąco namawiam do lektury! Jestem pewien, że spodoba się ona szczególnie kobietom. Chociaż niewykluczone, że i niektórym mężczyznom również przypadnie do gustu. Mnie przypadła ogromnie.

29.09.2012 r.

09:37, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
piątek, 28 września 2012

Chocholi taniec nad szczątkami ciał tych, którzy zginęli w katastrofie lotniczej w Smoleńsku, trwa w najlepsze. A ja nie mogę się nadziwić i nie mogę zrozumieć, jak grubą trzeba mieć skórę, żeby ustawicznie je wygrzebywać z ziemi niczym sępy padlinę? Jakie to teraz ma znaczenie dla tych, których dzisiaj już nie ma w śród żywych? Jakie to ma znaczenie, że rozkawałkowane szczątki leżą nie tu, tylko tam? Przyznaję, że nie rozumiem tego wszystkiego. Jak to mówią młodzi – nie ogarniam! Nie ogarniam tego bezsensownego zamieszania nad grobami. Gdzie jest tutaj jakakolwiek empatia?, gdzie poszanowanie martwych szczątków? I czy naprawdę coś to zmienia, że fragmenty jednego ciała leżą nie w tym, a innym miejscu? Czy bóg – jeżeli jest, a ci tancerze chocholi w Niego wierzą – rozpatrzy ten ich lament w kategoriach miłosierdzia i jakiejś dziwnie pojmowanej sprawiedliwości? Czy nie lepiej byłoby wszystkich skremować i pochować w jednym wspólnym grobie (co zresztą jest normą w tego typu wypadkach?) – bez względu na sympatie i przynależność partyjną? Czy taki pochówek nie były zgodny zresztą ze słowami z Biblii: „Z prochu powstałeś i w proch się obrócisz”? W końcu w obliczu śmierci tak naprawdę wszyscy stajemy się równi. Więc po co te ataki, ten jad, to nabzdyczenie, które nie ma nic wspólnego z przeżywaniem cierpienia? Pytania, pytania, pytania, dziesiątki pytań i brak, niestety, jednej sensownej i mądrej odpowiedzi. Więc chocholi taniec będzie jeszcze trwał. Bo wielu w narodzie jest tancerzy. Szczególnie teraz – w dobie rozkwitu programów tanecznych.

28.09.2012 r.

13:37, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 27 września 2012

Jak wiemy człowiek jest istotą grzeszną. A grzeszy zarówno słowem, jak i uczynkiem. Niestety, jakby tego było mało wmówiono nam, że grzeszymy również myślą. Przynajmniej tak głosi oficjalnie Kościół.

Zgoda, jestem w stanie przystać na dwa pierwsze czynniki, które robią bałagan w naszym pięknym wizerunku niemalże boskiej istoty. Ale na „myśl”, sorry, zgodzić się nie mogę. Nie potrafię! A dzieje się tak z jednego prostego powodu: takie bowiem stawianie sprawy, to nic innego jak dążenie do ubezwłasnowolnienia człowieka i podporządkowania go idei totalnej kontroli na wszystkich płaszczyznach życia. Bo o ile w słowach i uczynkach mamy do czynienia z zewnętrznym wyrażeniem naszych uczuć i emocji, o tyle myśli nasze, to intymność nie zawsze wyrażona w konkretnym działaniu czy słowach; to przeważnie właśnie nie wyartykułowanie ich w żaden niejako namacalny, czyli widoczny sposób! Czy zatem powinniśmy pozwolić na ingerowanie w nasz świat wewnętrzny, w naszą intymność komukolwiek i pod jakimkolwiek pretekstem – choćby i religijnym? W końcu świat naszych myśli, to nie tylko jedyne miejsce, do którego nikt nie ma dostępu, to również, co istotne, obszar, który stanowi o naszej tożsamości! Dlatego jeżeli o mnie chodzi, to wara od tego intymnego obszaru tym wszystkim, którzy chcą w tym moim świecie grzebać, a tym samym i ograniczać moją wolność!

Oczywiście to, że coś takiego pojawiło się w nauce Kościoła, to nic innego jak próba wprowadzenia według mnie tzw. „jednomyślenia” i każde odstępstwo od tej postaci widzenia rzeczywistości, pojmowany jest jako grzech. Problem pojawiać się musi, gdy będziemy próbowali zdefiniować pojęcie grzechu w tych trzech ww. odsłonach, tzn. w słowie, uczynku i właśnie w myśli.

Dzisiaj pominę zagłębianie się w dywagacje o tym aspekcie naszego życia. Pójdę trochę na skróty i powiem tyle, że tak naprawdę w tym rozważaniu chodzi przede wszystkim o naszą moralność. W końcu pojęcie grzechu może się różnić – i zapewne się różni! – zarówno od rozwoju umysłowego człowieka, szerokości geograficznej pod jaką żyje, a także, co według mnie jest kluczowe, od czasów, w jakich przyszło mu egzystować. Krótko mówiąc grzech, to pojęcie względne i ogromnie elastyczne.

27.09.2012 r.

09:19, adelmelua
Link Komentarze (1) »
środa, 26 września 2012

Od momentu przeczytania „Roku 1984” G. Orwell’ea, zastanawiało mnie jedno: Dlaczego i co było główną przyczyną powstania takiej właśnie powieści? I teraz, gdy jestem w połowie „I ślepy by dostrzegł” (jest to zbiór esejów i felietonów autora), myślę, że znam odpowiedź. To przede wszystkim trzeźwy umysł, zdolności do wyciągania właściwych wniosków – po wcześniejszym jednak dokładnym zapoznaniu się ze stanem rzeczywistym danego zagadnienia – poza tym przenikliwość w obserwacji życia – również tego politycznego (a może właśnie przede wszystkim jego!) oraz, naturalnie, czasy i środowisko, w jakim się obracał. Te i zapewne inne cechy charakteru, przy sceptycyzmie i realizmie, pozwoliły mu na stworzenie wybitnego dzieła o władzy totalitarnej. Oczywiście, zawsze można dorzucić coś nowego. Na przykład nie ograniczać się tylko do jednego głównego bohatera i przedstawić większą grupę ludzi, na której owa władza odciska swoje piętno. Można też ukazać struktury tego systemu w samym centrum aparatu ucisku, itd., itd.. Jednak przy różnorodności owych zabiegów, meritum sprawy, jaką jest władza totalitarna w każdym dowolnym państwie świata, pozostanie raczej niezmienna. Dlatego w tym kontekście „Rok 1984” jawi mi się, jako dzieło ponad epokowe, pod każdym względem perfekcyjne i skończone.

Serdecznie polecam!

Aneks do tego, co wyżej.

Każda władza – nawet ta najniższego szczebla, powinna mieć czyste ręce. Lecz żeby takie właśnie zachowała, konieczne jest stałe jej kontrolowanie. Bo rutyna, zbyt daleko idące zaufanie, to uśpienie. A sen taki wówczas nie tylko że nie jest zdrowy i pożądany, ale, co gorsza, prowadzi wprost do zwyrodnienia.

26.09.2012 r.

07:13, adelmelua
Link Komentarze (2) »
wtorek, 25 września 2012

Niejednokrotnie, przebywając w jakimś większym zbiorowisku ludzi – czy to stojąc w jakiejś kolejce, idąc ulicą, czy też jadąc autobusem, nachodzi mnie pytanie: „Jak ja wyglądam w tym miejscu?” I mam wtedy ogromne pragnienie wyjścia z siebie i przypatrzenia się sobie – tak z boku, nie poprzez lustro, ale właśnie z owego przestrzennego dystansu, ale swoimi oczami, swoim postrzeganiem rzeczywistości. Ciekaw jestem wtedy nie tyle nawet swojego wyglądu – który w końcu nie jest mi obcy – co swoich reakcji, swojego zachowania, całości swojej postaci.

A może to lepiej, że jednak siebie nie widzimy, nie obserwujemy? Może tak jest bezpieczniej – dla nas samych? Bo aby to osiągnąć potrzeba przecież czegoś niejako na kształt rozdwojenia jaźni. A czy to z kolei byłoby takie korzystne i pożądane?

Cóż, na razie nie sposób wyjść nam poza swoje człowieczeństwo (czy raczej powinienem napisać przyziemskość), przekroczyć granice tego, co nieprzekraczalne, pokonać zwykłe ludzkie ułomności, więc wydaje się, że problem ten jakby nas nie dotyczy – przynajmniej na razie. Bo w końcu wcale nie jest powiedziane, że już jutro, lada dzień, człowiek, poznając i wykorzystując większą część swojego mózgu, nie dokona tego, co dzisiaj wydaje się nieosiągalne. Gdyby tak się stało – kiedyś, to myślę, że poza wszystkimi innymi konsekwencjami tego zjawiska, znaleźlibyśmy również wiele odpowiedzi na dzisiejsze pytania. A może nawet zbliżylibyśmy się do ogarnięcia potęgi Czasu? Kto wie? Tylko pojawia się tutaj niepokojące pytanie: Czy osiągając to, bylibyśmy szczęśliwsi? Czy nie zabiłaby nas świadomość tej wiedzy?

25.09.2012 r.

10:11, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 24 września 2012

     Miałem dzisiaj napisać o ostatnio przeczytanych przeze mnie opowiadaniach, których autorami są dobrze rokujący amerykańscy pisarze młodszego pokolenia. Jednak później, przeglądając gazetę z programem telewizyjnym, natknąłem się na informację, że na kanale „ale kino+” będą emitowane dwa świetne filmy, więc postanowiłem napisać również i o nich.

     Te dwa ww. filmy, to „Tam, gdzie rosną poziomki” I. Bergmana oraz „Liban” produkcji międzynarodowej. Pierwszy powstał jeszcze przed przyjściem wielu z nas na świat – bo pod koniec lat 50-tych – drugi natomiast, to początek lat 80-tych i wojna libańska. Oba dotykają dwóch różnych problemów, niemniej oba jednakowo poruszają. Pierwszy z nich dotyczy przemijalności i związanego z tym upływu czasu, drugi natomiast, to zagadnienie wojny i jej bezsensu. Z obiema kwestiami człowiek zmaga się od zamierzchłych czasów i zapewne nigdy się nie upora. Co nie znaczy oczywiście, że nie powinien ich poruszać. Wręcz przeciwnie – jesteśmy do tego niejako zobowiązani, aby je co i rusz wałkować, przerabiać na różne strony, próbując w ten sposób znaleźć odpowiedź: dlaczego, po co, w jakim celu? Oba filmy ujmują te tematy w sposób intrygujący, nieszablonowy i pobudzający do myślenia. Jak to robią, opisywał tutaj nie będę – to rzecz całkowicie zbyteczna, a i zajęłaby, myślę, zbyt dużo czasu. Ci, którzy mi uwierzą na słowo – nie pożałują. Naprawdę warto!

     Gorąco namawiam do ich obejrzenia!

    Co do rzeczonych wyżej opowiadań, to mam mieszane uczucia. Bo z 21 nazwisk, tak naprawdę moją uwagę zwróciło tylko kilka z nich. Przede wszystkim Daniel Alarcon, Christopher Coake, Uzodinma Iweala, Maile Meloy. Paru autorów zamieściło fragmenty swoich książek, więc trudno jest mi się do nich odnieść – tym bardziej, że jakoś specjalnie mnie nie uwiodły.

     Aby niejako uzupełnić powyższą listę, uczciwie mogę dodać do niej kilka nazwisk z książki zatytułowanej „42 listy miłosne”. Tylko że tam są już uznani i wielcy, więc nic odkrywczego nie wniosę. Niemniej kilka opowiadań na zadany temat – właśnie miłości – jest genialnych! Ich autorzy, to Etgar Keret, Margaret Atwood, Leonard Cohen, Ursula K. Le Guin, Neil Gaiman, Valerie Martin i… właściwie, to bez sensu ta wyliczanka. Tym bardziej, że więcej jest w tej książce dobrych opowiadań niż złych, zatem polecam całość. A że temat przewodni jest nieśmiertelny – tym samym zawsze aktualny – więc, myślę, że wielu z Was zainteresuje w sposób naturalny. Zatem pozostaje mi jedynie życzyć miłej lektury.

     24.09.2012 r.

13:18, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 23 września 2012

Jako że wczoraj nie mogłem być tutaj obecny, więc dzisiaj, przy niedzieli – w dniu wolnym i wypoczynkowym, postanowiłem zamiast tekstu zapełnionego żalami i pretensjami, wstawić wierszyk lekki, budujący, starając się w ten sposób być niejako kompatybilnym w odniesieniu do zapowiedzi pogodowych, które prognozują nam dzień słoneczny i sympatyczny. Zatem, chcąc go jeszcze bardziej „rozświetlić” i potraktować z lekkością, zapowiedziany wierszyk:

Róbmy swoje

Murarz buduje domy,

Krawiec szyje ubrania,

Lekarz dba byś był zdrowy,

Sędzia jest od karania.

Belfer uczy nas w szkole,

Policjant porządku strzeże,

Rolnik orze swe pole,

A kelner napiwki bierze.

Fryzjer, strażnik czy górnik –

Każdy ma swoją rolę,

Bokser stosuje unik,

Złodziej dostaje dolę.

Ksiądz grzeszników spowiada,

Piekarz dostarcza nam chleba,

Ja natomiast powiadam:

Róbmy wciąż swoje, jak trzeba!

Ważne bowiem jest jedno,

Abyśmy swoje robili,

Bo w tym życia jest sedno –

Nie tracić z niego ni chwili.

Miłego dnia. Nie tylko dzisiaj, naturalnie. Ale zawsze.

23.09.2012 r.

16:53, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
piątek, 21 września 2012

     Jest świetnie: nic się nie zmieniło w mojej ocenie i odczuciach – serial „Paradoks” nadal doskonale się broni. Dodatkowo pojawiła się u mnie pewna refleksja, polegająca na przeświadczeniu, że serial ten powinien być szczególnie kierowany do tych, którzy wszędzie widzą podstęp i spiski. Widać to było jaskrawo i doskonale w drugim odcinku, gdzie, jak się okazuje, nie wszystko jest takie, na jakie wygląda z pozoru; że prawda jest czasem bardziej mroczna, mniej uchwytna, a jednocześnie – jak już się ją zna – cholernie prosta. I wcale nie chodzi w niej o jakieś grubymi nićmi szyte spiski!

     21.09.2012 r.

14:54, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 20 września 2012

     Przez cały PRL, co i rusz pewne grupy zawodowe uzyskiwały różnego rodzaju przywileje. Takich miejsc socjalistyczne państwo wyprodukowało wiele. Począwszy od górników i nauczycieli, poprzez sędziów i prokuratorów, a skończywszy na wojsku i milicji. Inne zawody również korzystały z dobrodziejstw ustrojowych, które zależne jednak były od ich ważności w tamtym systemie i zapotrzebowań władzy na ich usługi. Im większa ich przydatność, tym obszerniejsze przywileje. Za wszystko płaciła reszta społeczeństwa – z reguły nie najwyższym poziomem życia, gdzie telewizor kolorowy przez długi czas, czy byle jaki samochód były oznaką pewnej zamożności.

     Dzisiaj, mimo że żyjemy w diametralnie odmiennej rzeczywistości, pewne grupy zawodowe nadal chcą utrzymania tych przywilejów kosztem reszty społeczeństwa. Szczególnie muszą razić żądania pozostawienia ich policjantom, wojskowym, sędziom czy prokuratorom. Jakby przedstawiciele tych zawodów zapomnieli, dlaczego w tamtym ustroju cieszyli się uprzywilejowaną pozycją. Tyle że dzisiaj żądania ich, to nie tylko brak z ich strony solidaryzmu i zdrowego rozsądku, ale w ogóle przejaw bezmyślności i brak zwykłej, ludzkiej przyzwoitości. Dlatego rząd w tej kwestii powinien być zdeterminowany na zmiany i nieugięty. Bo tak jak państwo dyktatorskie odeszło w przeszłość, tak i przywileje tych grup, które tego państwa niejako broniły, również powinny odejść do lamusa. Ich pozostawienie świadczyłoby bowiem jak najgorzej o Państwie, w którym okazałoby się, że są nadal, niestety, równi i równiejsi.

     Jeżeli tego nie rozumieją przedstawiciele ww. zawodów, to znaczy, że w swoim myśleniu zatrzymali się w tamtych czasach i że tak naprawdę mentalnie bliżej im do państwa represyjnego, niż demokracji.

     20.09.2012 r.

15:01, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3
O autorze
więcej: www.kiler.blox.pl kontakt: czaplinski@tlen.pl