RSS
niedziela, 30 sierpnia 2015

    Niektórzy powiedzą że zwariowałem, odbiło mi i powinienem się leczyć; inni – że jestem nieuleczalnym marzycielem, co prawdopodobnie jest równoznaczne z tym, że mi odbiło, więc, z której strony by nie spojrzeć, jestem wariat. Nieszkodliwy, co prawda, ale zawsze. A wszystko z powodu jednego małego pragnienia: otóż marzy mi się, aby nastał kiedyś taki czas, żebyśmy mieli pracowitość Japończyków, solidność Niemców, dystans do życia Czechów, optymizm Amerykanów, pokorę Tybetańczyków, szacunek dla innych ludzi Skandynawów, słowem – chciałbym, żebyśmy kiedyś  stali się ludźmi z takimi właśnie cechami. Pragnę tego, albowiem spełnienie wyżej wymienionych warunków, to niejako gwarancja uzyskania jednej podstawowej rzeczy: rezygnacji naszych rodaków z zarobkowej emigracji! Oczywiście nie wszystkich, są bowiem i tacy, którzy szukali, szukają i szukać będą przygody życiowej gdziekolwiek ich nogi poniosą a oczy wypatrzą cel; ci jednak, którzy pragnęliby spełnienia siebie w życiu i bycia szczęśliwymi, mieliby realną szansę osiągnięcia tego tutaj, na miejscu. Tutaj bowiem mieliby to, czego pragną i szukają dzisiaj za granicą – i solidność, i pokorę, i optymizm, i dystans do życia, i szacunek pracodawców, a wszystko przy znacznie wyższym standardzie życia niż obecnie.

    Naturalnie, zdaję sobie doskonale sprawę z szaleństwa tego pragnienia, niemniej wbrew rzeczywistości i naszemu narodowemu charakterowi tak właśnie mi się marzy.

          30.08.2015 r.

05:33, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
sobota, 29 sierpnia 2015

    Tak brzmi oczywiście tytuł książki E. M. Remarque'a. Ale nie o nią tutaj chodzi, rzecz dotyczy problemu, jakim są dla Europy imigranci z Afryki i Bliskiego Wschodu; problemu, który mimo wielu poniesionych już ofiar nadal jest nierozwiązany i, jak się okazuje, należy do gatunku tych nierozwiązywalnych, niestety. A pozostaje taki, ponieważ do tej pory nie było woli politycznej, aby w ogóle na poważnie się nim zająć. I trzeba było dopiero takiego dramatu, jaki miał miejsce ostatnio na austriackiej autostradzie, gdzie w porzuconej furgonetce natrafiono na zwłoki siedemdziesięciu jeden osób w poważnym rozkładzie, żeby w końcu na poważnie zajęto się tym zagadnieniem. Chociaż, tak po prawdzie, to imigranci ginęli od dawna i nadal giną setkami na Morzu Śródziemnym, tyle, że dotychczas nie widzieliśmy tego – to była dla nas jedynie nic nie znacząca sucha statystyka; tutaj, na autostradzie, mieliśmy pecha: ciała imigrantów nas dopadły! Dlatego szok jest znacznie większy. Mocniejszy.

      A przecież problem można rozwiązać, należy jedynie przyjrzeć się źródłu owej fali migracji i na miejscu spróbować temu zaradzić. Źródło bowiem tego exodusu, jak wszyscy doskonale wiemy, jest jedno: posrańcy islamscy i ich rzekome państwo, a także reżim Asada w Syrii, czy Boko Haram w Nigerii. Oczywiście, to nie wszystkie przyczyny, z całą pewnością jednak te najistotniejsze. Dlatego należy zrobić wszystko, żeby najpierw właśnie tam przywrócić spokój i bezpieczeństwo. Jeżeli nie rozumieją tego politycy – wielcy tego świata, to nie tylko ten problem nie zostanie rozwiązany, ale wiele innych, znacznie gorszych, a będących naturalną konsekwencją powyższego, dotknie nas również w przyszłości. Dlatego tak bardzo potrzeba nam dzisiaj polityków z wizją, nie bojących się trudnych i odważnych decyzji. I oby się pojawili jak najszybciej. Dla naszego wspólnego dobra.

       29.08.2015 r.

09:47, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 27 sierpnia 2015

    Jako że nadal mamy wakacje, pomyślałem, że nie od parady będzie zamieszczenie w tym momencie początku pewnej historii, która, póki co, nie ma jeszcze ciągu dalszego co prawda, ale która może stanowić wstęp do czegoś, co w przyszłości mogłoby się rozwinąć w coś znacznie większego niż tylko wakacyjny przypadek.

    Do trawnika, gdzie widnieje tabliczka z napisem: Droga dla kretynów (swoją drogą ciekaw jestem, ile osób zdecydowałoby się wtedy na przechodzenie przez trawniki), a za którym znajduje się przejście dla pieszych, podbiega mężczyzna; po chwili wahania przecina trawnik i wbiega na przejście dla pieszych, które pozbawione jest sygnalizacji świetlnej. Pech chce, że od strony ulicy zbliża się, na szczęście z niezbyt dużą prędkością, samochód. Następuje pisk hamulców i przechodzień, mimo rozpaczliwej próby kierowcy, zostaje potrącony. Upada. W tym samym momencie samochód zatrzymuje się i wyskakuje z niego przerażona kobieta, która podbiega do leżącego na jezdni mężczyzny.

– Mój Boże! Stało się coś panu? Niech pan się nie rusza, zadzwonię po karetkę.

    Wraca do samochodu, zabiera torebkę i wyjmując z niej telefon, wraca do mężczyzny.

– Niech pani nie dzwoni. Chyba nic mi nie jest.

– Lepiej jednak…

– Naprawdę nic mi nie jest!

    Próbuje się podnieść. Pomaga mu w tym kobieta.

– Może gdzieś pana podwieźć?

    Mężczyzna przez dłuższą chwilę przypatruje się kobiecie, po czym mówi:

– Może… Gdzie pani jedzie?

– Jadę do pracy, na Czarnów, ale mogę się spóźnić. Więc gdzie pana podwieźć?

– (z uśmiechem) Chyba nie będę dzisiaj więcej ryzykował.

– Słucham?

– Na dzisiaj mam już dosyć wrażeń. Chyba nie będę więcej ryzykował.

– Nie rozumiem…

– Jedzie pani w inną stronę, więc w zasadzie nic mi już nie grozi. Na szczęście.

    Patrzą na siebie, po czym oboje wybuchają śmiechem.

– To nie było miłe. I chciałam zauważyć, że to pan wtargnął na jezdnię. Na szczęście nie jechałam zbyt szybko i zdążyłam wyhamować.

– Przepraszam. Oczywiście, to moja wina. Zapomnijmy o tym.

– Łatwo panu powiedzieć. Nawet pan nie wie, ile najadłam się przez pana nerwów!

– Czy w formie przeprosin da się pani zaprosić na filiżankę kawy?

    Ona patrzy na niego wnikliwie, przez chwilę waży propozycję w umyśle, po czym, jakby nie wierzyła w to, co przed chwilą usłyszała, mówi:

– Na kawę?

    Potwierdzenie nadchodzi bardzo szybko.

– Chyba że pani nie lubi, wówczas może być herbata, lampka wina…

    Miriam nie chce być impertynencka, poza tym niepokoi ją to wydarzenie i czy rzeczywiście nic się temu mężczyźnie nie stało. Dlatego postanawia przyjąć zaproszenie od nieznajomego, który, dopiero teraz to dostrzega, jest przystojny. A te oczy, nie do końca jednoznaczne kolorystycznie – bo to ani pełna zieleń, ani błękit morza, które wyczekująco na nią patrzą…

– Dobrze – mówi i szybko dodaje: – Kiedy?

– Choćby i jeszcze dzisiaj.

    Kolejny raz ją zaskakuje. Szybko przelatuje w myślach harmonogram dnia, po czym mówi:

– O piątej. Pasuje panu?

– Świetnie! Więc jesteśmy umówienie na five o’clock! – Jego twarz rozjaśnia uśmiech.

  Tak, bez wątpienia jest czarujący – myśli Miriam i przez resztę godzin, aż do spotkania z nieznajomym, już nie będzie mogła uwolnić się od widoku jego uśmiechu i magnetycznych oczu.

        27.08.2015 r.

09:24, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 25 sierpnia 2015

    Tydzień temu obejrzałem dokument w TVN 24 o tzw.  brudnym złocie. Zatrważający! W tym konkretnym przypadku chodziło o zanieczyszczone złoto wydobywane nielegalnie w Peru i odzyskiwane przy użyciu rtęci, która trafia następnie do rzek i gleby. Pomijając ludzi, biednych wieśniaków, którzy wykonują tę pracę za psie wynagrodzenie i to na dodatek bez żadnych zabezpieczeń – co w niedalekiej przyszłości odbije się oczywiście na ich zdrowiu – to jedno oblicze tego zagadnienia, drugie – to fakt zatruwania środowiska naturalnego w wyniku takiej właśnie działalności. A skażenie w tym konkretnym przypadku jest ogromne, bo już sięgające dzisiaj swoim obszarem 12-krotności powierzchni Paryża!

    Wiem, bo żyję już dostatecznie długo, że to, co napędza gospodarkę i nas samych do działania, to bez wątpienia zysk – i nie ma w tym nic zdrożnego. Źle się dzieje wtedy, gdy pragnienie zysku przesłania wiele innych niezwykle istotnych rzeczy, takich jak poszanowanie zdrowia ludzi, czy środowiska naturalnego. Gdy te czynniki schodzą na dalszy plan, to znaczy, że mamy do czynienia, najkrócej rzecz ujmując, z działalnością przestępczą. Zatem zysk na pewno tak, ale z całą pewnością nie za wszelką cenę, a już na pewno nie za cenę zdrowia ludzi i degradacji ekosystemu.

    To, co w tym filmie było szczególnie ciekawe, to ostatni etap tego łańcuszka: gdzie trafia owo oczyszczone już złoto? Myślę, że nietrudno się domyślić. Oczywiście, trafia ono do państwa, które już w czasie drugiej wojny światowej niepomiernie się wzbogaciło dzięki swojej neutralności i istniejącym tam bankom: do Szwajcarii! Poprzez kogo? Naturalnie, poprzez pośrednictwo w całym tym szemranym procederze szwajcarskiej firmy. Etyka? Zapomnijcie! Uczciwość?

    – A czegóż to wam się tutaj zachciewa, biedaki?! Liczy się zysk, nie wy! Nie Ziemia! Tylko zysk! Zysk!! Zysk!!!

    To, że nie dbamy o środowisko naturalne tak, jak ono tego wymaga – to rzecz powszechnie wiadoma. To, że kiedyś przyjdzie nam za to zapłacić, to również rzecz pewna, ponieważ już dzisiaj Ziemia nie nadążą ze swoją regeneracją na skutek naszej szalonej, niekontrolowanej jej eksploatacji. Niestety, wielu gnoi tego nie rozumie. A jeżeli nawet pojmują, to nie jest to dla nich ważne, albowiem istotne jest ich tu i teraz! Ale prawda jest taka, że na skutek bezmyślnej działalności człowieka wszyscy siedzimy na beczce prochu, do której ustawicznie dokładamy trotylu. Czekać tylko dnia, kiedy przyjdzie zapłacić za to rachunek…

         25.08.2015 r.

10:12, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 23 sierpnia 2015

    Wczoraj nadmieniłem tutaj o zagrożeniu, jakim nie tyle mogą być, ile już są dla Europy, wyznawcy islamu. Dzieje się tak, ponieważ w odpowiednim czasie państwa zachodnie okazały nieodpowiedzialną wręcz bierność w niekontrolowanym napływie imigrantów z Afryki i Bliskiego Wschodu. Dzisiaj konsekwencje tego zaniechania ponosimy wszyscy – chociaż, jak wiadomo, nie wszyscy w jednakowym stopniu. Te konsekwencje, to upychanie na siłę przybyszów w różnych krajach europejskich, tak, jakby ten sposób miał rozwiązać problem. Rzecz w tym, że nie rozwiąże, ponieważ zwyczajnie nie może. Rozwiązanie bowiem tego problemu może mieć miejsce jedynie tam, skąd ci ludzie przybywają, czyli w miejscu ich zamieszkania. To, z czym mamy do czynienia tutaj, to raczej cerowanie skarpet, zamiast kupienie nowych!

   Szacuje się, że w ostatnich dwóch latach do Europy dotarło około pół miliona uchodźców z Czarnego Lądu i Bliskiego Wschodu. Wyciągając w ich kierunku pomocną dłoń, Europa okazała oczywiście swoje ludzkie, humanitarne oblicze. I pięknie – należy pomagać ludziom w potrzebie. Rzecz jednak w tym, że pomoc to jedno, drugie natomiast – to konsekwencje, jakie mogą się pojawić za jakiś czas w związku z tą humanitarną postawą. A pojawią się, bo ów ratunek jest nieprzemyślany, przeprowadzany na wariata i bez żadnych ograniczeń! Ratunek, który, jeżeli nie zostanie w końcu przeprowadzony w sposób strategiczny, to za jakiś czas odbije nam się czkawką. Tyle że już nie moralną, a egzystencjalną.

    Dzisiaj wyciągamy pomocną dłoń do ludzi, którzy opuszczając swoje dotychczasowe miejsca zamieszkania, lądują w Europie, która ich przyjmuje z całym dobrodziejstwem inwentarza, czyli również z ich religią – nietolerancyjną i zamkniętą, narzucającą nie tylko wiele nakazów i zakazów, ale również pozostawiającą wyznawców Allacha na uboczu społeczności w której żyje. Bo islam, ten prymitywny, obcy, to przede wszystkim niezreformowany albo słabo reformowalny mężczyzna tego kręgu religijno-kulturowego, mężczyzna grożący nam w przyszłości klęską. Taki właśnie islam i jego gorliwi wyznawcy, to dzisiaj prawdziwie realne niebezpieczeństwo, to współczesny koń trojański Europy! I nie piszę tak dlatego, że jestem jakimś pieprzonym rasistą czy ksenofobem, po prostu wiem, czuję w kościach, czym ta zabawa się skończy. A skończy się tym, czym zakończyła się dziesięcioletnia bitwa o Troję – jej upadkiem! Zresztą, jeżeli tak się stanie, to dokona się to zgodnie ze złowieszczymi, kasandrycznymi wręcz słowami, które zostały napisane już ponad dwadzieścia lat temu, a które brzmią w ten oto sposób:

    My, muzułmanie, przejmiemy Francję, tak, jak wy kiedyś Algierię. Francuskie rodziny mają po jednym dziecku, my w tym czasie rodzimy ich pięcioro. Za dwadzieścia lat to my będziemy kontrolować Francję.

    Dwadzieścia lat upłynęło, czas realizacji słów właśnie nadszedł.

         23.08.2015 r.

10:03, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
sobota, 22 sierpnia 2015

    Za nami Święto Wojska Polskiego! Piękne mundury, w nich przystojni mężczyźni, a wszystko we wspaniałej oprawie, czyli w otoczeniu nowoczesnego uzbrojenia i odpowiedniej muzyki. Po prostu cud malina! Pewna kobieta obecna na defiladzie powiedziała nawet, że jak na to patrzy, to aż motylki ma w brzuchu. Jak przy zakochaniu. Słowem – rewelacja!

   Wydajemy dzisiaj na armię 2% naszego PKB, tzn., że na zbrojenia przeznaczamy w stosunku do innych naszych potrzeb ogromne środki, co przy chronicznym wręcz braku pieniędzy na szkolnictwo, naukę, czy zdrowie, jest rzeczą kuriozalną. Tak jakby pięć samolotów, czy dziesięć czołgów więcej miały zmienić nasz los w ewentualnym konflikcie zbrojnym. To, że tego losu nie zmienią, to nie podlegający żadnej dyskusji fakt – to po pierwsze, po drugie natomiast pojawia się zasadnicze pytanie: z kim miałby być ów ewentualny konflikt Z Rosją? Bzdura! Z Iranem? Kolejny nonsens! Więc z kim? Naturalnie, on mógłby zaistnieć, np. z Koreą Północną. Tyle, że na razie nie zanosi się na to. Więc…?

    Nie chcę przez to powiedzieć, że nie powinniśmy się w ogóle zbroić – zupełnie nie w tym rzecz, chodzi o to, że w naszej sytuacji ekonomicznej 2% PKB wydawane w obecnej chwili na zbrojenia, to co najmniej lekka przesada. I ogromna lekkomyślność choćby w odniesieniu do bezrobotnych, rencistów i w ogóle uboższej części społeczeństwa. Dzisiaj bowiem, w tym konkretnym momencie dziejowym, po prostu nie stać nas na to! Może kiedyś, kiedy społeczeństwo będzie w innym miejscu, kiedy największa, a jednocześnie najuboższa jego część osiągnie wyższy poziom swojej egzystencji, podniesie swój status materialny, może wtedy tak – ale dopiero wówczas. Dzisiaj z całą pewnością mamy szereg innych dużo ważniejszych wydatków i na nich powinniśmy się skupić. Natomiast co do samego wojska tu i teraz, myślę, że znacznie większy pożytek osiągnęlibyśmy, gdyby, dajmy na to, co pięć lat, wszyscy byli np. na miesiąc powoływani do przejścia powszechnego szkolenia wojskowego. System mógłby obowiązywać do pięćdziesiątego roku życia. Jestem pewien, że taki krok przyniósłby znacznie więcej pożytku zarówno Polsce, jak i nam samym, niż kupno kolejnych złomowych militariów.

    Oponenci odpowiedzą mi zapewne: Człowieku, ogarnij się i rozejrzyj dookoła. Nie dostrzegasz zagrożeń? Widać je gołym okiem! I pełna zgoda, one są, też je widzę. Tyle, że obecne zagrożenia są innego rodzaju, to zagrożenia nie tyle militarne, co społeczne, i to zarówno wewnętrzne – takie jak bezrobocie, niskie płace, brak perspektyw dla młodych ludzi, jak i zewnętrzne wynikające z tego, co się obecnie dzieje w niektórych państwach Afryki, czy na Bliskim Wschodzie, a co niezwykle mocno wiąże się z religią – islamem, czego by dobrego o nim nie powiedzieć, jednak nietolerancyjnym, opresyjnym, tworzącym bariery, pozostawiającym jej wyznawców poza głównym nurtem europejskiego życia. Nie wiem, czy tak się dzieje jedynie z ich winy, wiem tylko, że ten brak asymilacji islamistów, to jest dzisiaj nasze realne zagrożenie, które, tak naprawdę, w każdej chwili może przerodzić się pewnego dnia w otwarty konflikt.

         22.08.2015 r.

05:50, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 20 sierpnia 2015

    Kilka dni temu obejrzałem polski film zatytułowany Lincz. O samosądzie, jaki miał miejsce we Włodowie, gdzie jego mieszkańcy, zastraszani przez recydywistę, człowieka brutalnego i zdegenerowanego, nie mogąc doczekać się interwencji policji, dokonali na tym człowieku samosądu. Tyle, że na nieszczęście niektórych mieszkańców wsi, bandzior linczu nie przeżył, co pociągnęło za sobą prawne konsekwencje. Krótko mówiąc od tego momentu zaczyna się prawdziwe piekło tych, którzy wymierzenie sprawiedliwości wzięli w swoje ręce.

    To, że Temida jest ślepa, wiemy wszyscy od dawna. Przykłady tej ułomności można by tu mnożyć właściwie bez końca: a to sprawa Kordiana Korytka (koszykarz i reprezentant Polski), a to Aleksandra Brody (były generalny konserwator zabytków), a to Bogusława Seredyńskiego (dyr Wydawnictwa Naukowo-Technicznego), a to Krzysztofa Brańki (emerytowany major straży granicznej), czy rolnika, któremu zlicytowano nieprawnie ciągnik – i tak dalej, i tak dalej. Tyle tylko, że mnożenie ich nic nie da, istotne jest bowiem pytanie, jakie należałoby tutaj postawić: Dlaczego tak się dzieje? Bo że nie musi i nie powinno, to więcej niż pewnik!

    Otóż odpowiedź jest tyleż prosta, co równie, niestety, brutalna: ponieważ mamy takich a nie innych niedouczonych i cwanych polityków, którzy od ćwierćwiecza piszą prawo w taki sposób, aby uczciwy obywatel mógł być „legalnie” represjonowany, natomiast cwaniak i oszust mógł cieszyć się bezkarnością! Innymi słowy chodzi o to, że państwo polskie, nie stojąc na straży praworządności i ochrony swoich lojalnych obywateli, najzwyczajniej w świecie zawodzi. A jakby tego było mało, to swoją cegiełkę do tej nieprawości dokładają jeszcze bezduszni prokuratorzy i nierzadko nikczemni sędziowie. I mamy to, co jest, czyli potwornie skrzeczącą rzeczywistość.

     Film kończy się tak, jak wyglądały fakty – sprawiedliwości staje się zadość: oskarżeni dostają wyroki i lądują w więzieniu. Na szczęście po interwencji prezydenta zostają ostatecznie ułaskawieni. To jednak, co wynika z tego filmu, to bezsprzecznie jedno: każdy prokurator, zarówno ten obecny, jak i mający dopiero nim zostać, powinien ów film obejrzeć, i to zarówno jako pewien konkretny przypadek, jak również pouczający instruktaż, jak nie powinno się postępować! Ściślej – chodzi o to, że urzędnik państwowy którym jest prokurator i który z mocy prawa decyduje o winie oskarżonego za popełniony przez niego czyn ścigany prawem, powinien brać pod uwagę wiele aspektów danej sprawy, w tym niezmiernie ważny, mianowicie kontekst zdarzenia. W innym przypadku możemy mieć – i, niestety, mamy – do czynienia z bezduszną, nierzadko cholernie niesprawiedliwą machiną.

         20.08.2015 r.

12:38, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
środa, 19 sierpnia 2015

    Hiroszima i Nagasaki, dwa japońskie miasta jako doskonały przykład bezduszności istoty, zwanej człowiekiem, i tego, jak my – pojedynczy, anonimowi, nic nie znaczymy w rozgrywce polityków, czyli wielkich tego świata, którzy w każdym momencie decydowali i decydują nadal o naszym życiu. Krótko mówiąc – gdyby ktoś jeszcze nie wiedział – jesteśmy jedynie nic nie znaczącymi wyrobnikami, którym przyświeca tak naprawdę tylko jeden cel: zapewnić jak najprzyjemniejszą egzystencję właśnie owym wielkim tego świata! I to niezależnie od ich maści politycznej, bo chodzi tu zarówno o polityków tzw. demokratycznych, jak i autorytarnych, despotycznych. Dzieje się tak dlatego, ponieważ człowiek od początku do końca to nieskończone bydlę! A żeby nie być gołosłownym podaję przykład z historii, nie tak znowu odległej, żeby o tym nie pamiętać w ogóle: to przykład właśnie dwóch ww. miast, przykład o tyle istotny, że w zasadzie ukazujący w sposób najdosadniejszy miłosierdzie człowieka wobec drugiej istoty. Tutaj, w tym konkretnym przypadku, owo miłosierdzie było podwójne, bo, jak wiadomo, nieszczęścia lubią chodzić parami. I tak w przypadku pierwszym nosiło ono nazwę – Mały Chłopiec, w drugim – Gruby Facet.

    Temperatura przez jedną sekundę po wybuchu bomby wynosiła 7 tysięcy stopni Celsjusza. (Taka temperatura panuje na powierzchni słońca, a także we wnętrzu naszej ziemi); po jednej sekundzie w promieniu 230 metrów wynosiła już „tylko” 3000 tysiące stopni.

   Prędkość fali uderzeniowej w Nagasaki: 170 m/s, w Hiroszimie – 440 m/s, podczas gdy najpotężniejsze tajfuny dochodzą do 170 metrów na sekundę.

    W Hiroszimie w promieniu 1 km 90% ludzi umarło od razu.  W promieniu 3 km zniszczonych zostało 85% budynków. W pożarach spłonęły domy na obszarze 13 km. Zniknęło 90% zabudowań miasta.

   Ludzie, ci, którzy przebywali w hipocentrum wybuchu, najzwyczajniej w świecie wyparowali, ci natomiast, którzy przeżyli wybuch, ponieważ znajdowali się trochę dalej od jego centrum, wyglądali w ten oto sposób:

   Na drodze leżały kobiety, ich twarze i powieki były opuchnięte. Nie mogły otworzyć oczu. Skóra na ich ramionach zwisała luźnymi płatami – jak długie rękawy kimona. Wołały: „Tak mi zimno, tak mi zimno”.

    „Widziałam matkę, która trzymała na rękach spalone na czarno dziecko. Sama była tak poparzona, że mogła tylko się czołgać; widziałam ludzi, których gałki oczne w wyskoczyły z oczodołów; widziałam ludzi, którzy trzymali w dłoniach swoje wnętrzności”.

    Uważa się, że jest dzisiaj dziewięć państw, które posiadają bomby atomowe. Te dziewięć państw dysponuje szesnastoma tysiącami bomb.

    No, wystarczy na dzisiaj tej makabreski. W końcu wszyscy kroczymy ku świetlanej przyszłości, cokolwiek owa „świetlana przyszłość” oznacza.

        19.08.2015 r.

09:45, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 17 sierpnia 2015

    Przeczytałem Obsoletki J. Bargielskiej, chociaż uczciwiej będzie napisać, że książkę tę zmęczyłem. Powiedzieć zatem, że nie przypadła mi do gustu, to tak naprawdę skłamać, ponieważ ona najzwyczajniej w świecie ogromnie mnie rozczarowała! Być może dlatego tak się stało, iż nie jestem kobietą – nie wiem. W końcu jej tematem jest sprawa tożsama z tą właśnie płcią, mianowicie – wynurzenia kobiety będącej w ciąży, która ów płód traci. Chociaż z drugiej strony, jeżeli nie ujęła mnie ona nawet tematycznie, to była jeszcze szansa, żeby zrobiła to literacko. Niestety, tutaj również zabrakło ognia, więc...

    Naprawdę nie piszę tego złośliwie, bo w większości podobają mi książki pisane przez polskie pisarki. Po prostu ta opowieść najzwyczajniej w świecie nie ujęła mnie w żaden sposób. Więcej – ona mnie nierzadko nawet drażniła! A dokończyłem ją tylko dlatego, że była cieniutka, więc wiedziałem, że czas poświęcony jej lekturze nie będzie też zbyt długi, tym samym nie wystąpi u mnie poczucie dużej jego utraty. Dlatego wiem, że gdybym po nią nie sięgnął, nie odczuwałbym też jakiejś dojmującej utraty czegoś. Po prostu – sen jakiś, mętny, niewyraźny, z którego po przebudzeniu nie pozostaje żaden ślad, choćby najmniejsze wspomnienie. Tyle. Słowem – książka nie dla mnie. Może z kobietami jest i będzie inaczej. Być może. Tego zresztą zarówno ewentualnym czytelniczkom, jak i autorce, życzę.

    Ale żeby tygodnia nie zaczynać tak pesymistycznie, więc na koniec scenka, kolejna, mająca miejsce na znanym od jakiegoś czasu statku.

    Zyga: Zniszczyli? Ale jak – porozbijali?

    Walduś: Poodrywali, gnoje, wszystkie miedziane elementy z nagrobków. I to nie tylko litery, ale też krzyże z postacią Chrystusa, dasz wiarę? Zero szacunku!

    Zyga: Żadnej świętości nie uszanują, psubraty!

    Walduś: Swołocz! – mówię ci.

    Zyga: Jasna sprawa! Ale wiesz, Walduś, jakby się tak zastanowić, to swoją drogą mocny z niego koleś, tylko pozazdrościć!

    Walduś: Nie rozumiem. O kim nawijasz?

    Zyga: No, jak to o kim? O Jezusie! Gość nie żyje już od dwóch tysięcy lat, a jeszcze na coś się przydaje. Nie to co my, Walduś, po nas to nawet… Ech! Nic nie będzie. Tylko siąść i płakać nad tym naszym marnym losem.

   Walduś: E, może to i lepiej, żeby już nic nie było, niż mielibyśmy się pałętać po jakimś pieprzonym złomowisku, co, Zygmuś?

    Zyga: A wiesz, że może tak? No popatrz, Walduś, o tym nie pomyślałem. Twoje!

    Wznoszą butelki z piwem, piją.

          17.08.2015 r.

11:51, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
sobota, 15 sierpnia 2015

    Jest tak gorąco, że najzwyczajniej w świecie nie chce się myśleć. Można by powiedzieć, że mózg przebywa na zasłużonym urlopie – mój mózg, naturalnie. Oczywiście nie szukam jakiejś taniej wymówki dla mojej rzadszej obecności tutaj, po prostu mówię jak jest. Dlatego dzisiaj będzie nie tylko niejednorodnie tematycznie, ale w ogóle tak bardziej poradnikowo. Zatem:

    1. Na razie spokój – młodzi ludzie, póki co, nie trafiają do szpitali po zażyciu dopalaczy, więc sprawa, jak zwykle, przycichła. Znów, że tak powiem, można przestać się bać; nie ma presji zewnętrznej w postaci kolejnych zgonów młodych ludzi po zażyciu jakiegoś chemicznego badziewia, zatem zabawa w chowanego, można się spodziewać, będzie trwała nadal.

     Kiedyś napisałem tutaj, że nie wiem, co należy w sprawie dopalaczy zrobić. Dzisiaj, gdyby cokolwiek  w tym zakresie zależało ode mnie, zrobiłbym rzecz następującą: zorganizowałbym akcję antydopalaczową, do której wciągnąłbym takich ludzi, którzy są autorytetami dla młodzieży, np. J. Owsiaka, R. Kubicę, A. Małysza, J. Kowalczyk, R. Lewandowskiego, D. Michalczewskiego i wielu, wielu innych reprezentujących różne zawody i środowiska. Bo jeżeli w ogóle jest ktoś, kto może odciągnąć młodzież od brania tego świństwa, to myślę, że jedynie właśnie tacy ludzie, którzy im imponują!

     W pewnym programie telewizyjnym usłyszałem od starszej kobiety, uczestniczki Powstania Warszawskiego hasło, które mogłoby reklamować taką akcję: Tylko smarkacze biorą dopalacze! Według mnie proste, a jednocześnie trafiające w ten właściwy punkt.

    Naturalnie, nie jestem naiwniakiem, wiem że to nie załatwi całkowicie problemu, wiele bowiem zależy w dużej mierze od rodziców, szkół, czy samych gmin, jednak ten ruch – wciągnięcie w akcję lubianych i podziwianych powszechnie osób, uważam za właściwy i jestem pewien, że przyniósłby wiele pożytku.

    2. Golę się dosyć często, bo codziennie, głowę co drugi dzień, więc wychodzi na to, że maszynek Gillette zużywam w ciągu roku niemałą ilość. Oczywiście, zużyć to nie problem, rzecz w tym, żeby trochę w tym zakresie jednak zaoszczędzić. A że potrzeba matką wynalazków, więc…

     Ostrze, żeby za szybko się nie tępiło, należy w trakcie golenia płukać w zimnej wodzie – to fakt powszechnie znany, tyle tylko, że nie przynoszący do końca takich efektów, jakich osobiście bym oczekiwał. Dlatego, żeby osiągnąć lepszy wynik, powędrowałem powyższym tropem i wyszło mi, że jeżeli ostrza powinno się płukać w zimnej wodzie, to znaczy, że może po goleniu powinienem przechowywać je również w chłodnym miejscu. Jak pomyślałem, tak zrobiłem i wpakowałem je do zamrażarki. I co? Bingo! Pomysł okazał się nawet nie tyle rewelacyjny, co wręcz genialny! Od tego momentu nożyki, nawet te, które były porządnie „zjechane”, zyskały drugą młodość i golą teraz prawie tak, jak za swojej nowości.

     Polecam! Sprawdzone!

     3. Na koniec to, co nas wkrótce czeka. Głos zabiera marszałek sejmu:

     – Dzisiaj, szanowne posłanki i szanowni posłowie, zajmiemy się bardzo ważnym projektem: będziemy omawiać rozrodczość kaczek i zapładniania je metodą in vitro. Nikogo chyba nie trzeba przekonywać, że to niezwykle ważna ustawa nie tylko dla samych zainteresowanych, ale również, co istotne, dla wszystkich weterynarzy! Aha – i może jeszcze dla posiadaczy kaczek i kaczorów. Głosowanie nad tą ustawą przewidziane jest na godzinę dwudziestą piątą sześćdziesiąt pięć.

    W dalszej części pomodlimy się w intencji opadów, bo susza, która panuje w naszym państwie od wielu tygodni, coraz bardziej daje się we znaki nie tylko rolnikom, ale w ogóle wszystkim obywatelom naszej ukochanej Piasekcji!

     A teraz ogłaszam piętnastominutową przerwę.

        15.08.2015 r.

11:20, adelmelua
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2
O autorze
więcej: www.kiler.blox.pl kontakt: czaplinski@tlen.pl