RSS
sobota, 30 sierpnia 2014

     Tekst na niedzielę, napisany jednak w sobotę.

    1.Premier D. Tusk w Brukseli. Właśnie dzisiaj decyduje się tam jego europejski polityczny los. Można więc powiedzieć, że uczestniczy w rozmowach na szczycie. Ze mną jest podobnie: również się przygotowuję, z tą jednak drobną różnicą, że nie do szczytu, a szczytowania! W sumie bardzo podobnie, chociaż różnica znaczna, różnica w osobistym, indywidualnym osiąganiu szczęścia, oczywiście. Niemniej premier, gdyby tylko to przeczytał, mógłby mi odpowiedzieć:

     – Cóż, chłopie, jaki szczyt, takie i szczytowanie:)

     Ja mogę odgryźć się jedynie fraszką:

                Chłop na schwał!       

          Nic mnie nie boli od eboli,

          Bom chłop z Żelazowej Woli!

    2.Lech Wałęsa zapytany a propos swojego zdjęcia, które zostało umieszczone przez jakiegoś hakera na jego blogu, na którym ubrany był w szaty papieskie, a papież Franciszek, jak L. Wałęsa, czyli w garnitur z wizerunkiem matki boskiej w klapie, odpowiedział, że – kto by nie chciał zostać papieżem?

    Maria Czubaszek w TVN odparła, że ona by nie chciała. Pomyślałem sobie, że ona co najwyżej mogłaby zostać papieżycą, ale niech tam. Jakkolwiek miałaby się nazywać, jedno jest pewne: ma rację, kobieta, ja też bym nie chciał zostać papieżem. Co najwyżej mógłbym zostać papierówką. W ten sposób byłaby realna szansa na zakończenie swojego żywota spektakularnie, tzn. tak, jak je w sumie i tak zakończę: bo że zostanę zjedzony to pewne. Już jestem wpieprzany za życia! Tyle tylko, że w przypadku papierówki byłaby nadzieja, iż zostałbym zjedzony ze smakiem:)

     Na koniec mój anons. Umieszczam go tutaj, bo mam pewność, że nikt nie zareaguje na niego. A oto on:

     „Zaginął York. New York!”

     Mówiłem że nikt nie zareaguje?:)))

            31.08.2014 r.

19:34, adelmelua
Link Dodaj komentarz »

    Jak zwykle Wowka P. łże i zakłamuje rzeczywistość. Wczoraj na spotkaniu z młodzieżą rosyjską wciskał kit, jakoby Ukraińcy jako naród nie istnieli, bo oni i Rosjanie to jedno! To oczywiście taka putinowska wersja historii na potrzeby jego aktualnej polityki, czyli próby usprawiedliwienia swojej obecnej polityki, zmierzającej do restytucji tego, co zostało zmarnowane przez M. Gorbaczowa i B. Jelcyna. Innymi słowy chodzi o próbę wytłumaczenia swoich mocarstwowych planów.

     Ale załóżmy że tak jest, przyjmijmy putinowską wersję historii, wtedy jednak musi w tym miejscu zastanawiać jedno: jak to możliwe, że przywódca takiego właśnie kraju wydaje rozkaz strzelania do swoich obywateli? W imię czego i dlaczego? Jakim trzeba być sukinsynem, żeby naród, który uważa się za część swojego kraju, zabijać z zimną krwią? Jakim łgarzem i perfidnym sukinsynem trzeba się stać, żeby kłamać z niewzruszoną miną całemu światu o swoich pokojowych zamiarach i starać się jakoby robić wszystko, żeby na wschodzie Ukrainy zapanował pokój?

   Niedawno napisałem (tutaj można przeczytać: http://dagome.blox.pl/2014/07/W-Putin-8211-do-znudzenia.html), że takimi decyzjami, jakie podejmuje ten prymitywny bandzior polityczny z KGB, stracił Ukrainę na bardzo długo, jeżeli w ogóle nie na zawsze spod swoich wpływów. Tym ostatnim bowiem w obliczu tego, co się dzisiaj dzieje na wschodzie ich kraju, nie pozostaje nic innego, jak z determinacją podążać do Unii europejskiej i natowskich struktur. Odwrotu z tej drogi nie ma i być nie może! Tylko trwałe oderwanie się od Rosji może przynieść w przyszłości poprawę losu Ukraińcom.

    Taki scenariusz oczywiście nie może być w smak Wowce P. Ale wiem też, że będzie się musiał wcześniej czy później z takim stanem pogodzić. Będzie musiał przyjąć do wiadomości, że Ukraina została bezpowrotnie stracona, a odbudowa dawnego imperium sowieckiego pozostanie jedynie nierealizowalną mrzonką. Oczywiście, Putin jeszcze tego nie rozumie, dlatego używa siły – jedynego środka, który zna, bo z tym miał do czynienia od maleńkości: przemoc. Ale przyjdzie taki dzień, i jestem pewien że już wkrótce, gdy stan aktualny zaakceptuje. A pomogą mu w tym sami Rosjanie, którzy w końcu wyjdą na ulicę w proteście wobec takiej polityki Kremla. I jestem pewien, że inicjatorkami tego protestu będą matki, które już straciły lub w najbliższej przyszłości stracą swoich synów w walkach na Ukrainie. Wtedy dotrze do niego prawda tych wydarzeń które rozpętał i z których będzie musiał się wycofać. A może wówczas odpowiednie decyzje podejmie już ktoś inny? Może protest będzie tak duży i intensywny, że w końcu i oligarchowie ruszą się ze swoich wygodnych miejsc i postawią na kogoś, kto przeprowadzi konieczne i niezbędne zmiany?

   Osobiście czekam na taki protest rosyjskiego społeczeństwa. Bo to nie jest tak, jak przekazują nam media, że Wowka P. cieszy się poparciem ponad 80% społeczeństwa. To bzdura! Bo gdzie matki marynarzy z Kurska? Gdzie matki żołnierzy poległych w Czeczeni? Gdzie kobiety, których synowie zginęli w Biesłanie?  Gdzie w końcu matki i ojcowie tych, którzy zginęli i giną bezsensownie dzisiaj na Ukrainie? Oczywiście one były i są i wkrótce wystąpią ze swoim protestem. Bo tylko protest, tylko bunt społeczeństwa rosyjskiego może przynieść jakieś zmiany, tzn. powstrzymać tego sukinsyna przed eskalacją konfliktu. Tylko wyrwanie mu zapałek z jego zbrodniczych łapsk może uchronić Ukrainę przed większym pożarem, a nam i światu przynieść oczekiwane uspokojenie.

           30.08.2014 r.

10:49, adelmelua
Link Komentarze (2) »
czwartek, 28 sierpnia 2014

    Wielu sportowych działaczy mówi, że nie należy bojkotować piłkarskich mistrzostw świata przyznanych Rosji; nie należy również odbierać temu państwu organizacji tej imprezy w roku 2018, ponieważ…. I tutaj pada wiele argumentów tłumaczących taką postawę: że sport to sport i nie ma nic wspólnego z polityką – przynajmniej nie powinien mieć, dlatego nie wolno tych dwóch rzeczy ze sobą mieszać; że mundial to święto ludzi sportu, czyli czegoś, co ich jednoczy; że takie bojkoty mieliśmy już w przeszłości i nikomu to na dobre nie wyszło – ani kibicom, ani tym bardziej sportowcom, i tak dalej, i tak dalej w podobnym stylu.

   Oczywiście, każdy może mieć na tę sprawę swoje zapatrywania, swój punkt widzenia i odniesienia – ja również. Dlatego powiem tak: Niemcy w 1938 roku zajęły w sposób „pokojowy” Kraj Sudetów, bo na mocy uzgodnień konferencji monachijskiej. Polska, niestety, również tutaj się nie popisała i wykorzystując ciężką sytuację Czechosłowacji zajęła Zaolzie. W ten sposób podział tego państwa stał się faktem przy aplauzie Francji, W. Brytanii, Włoch i samych zainteresowanych, czyli Niemiec. Że był to ogromny błąd, który zakończył się koszmarem drugiej wojny światowej nie trzeba chyba nikomu przypominać. Dzisiaj, siedemdziesiąt sześć lat po tamtych wydarzeniach, mamy do czynienia z rzeczą niezmiernie podobną, zmieniły się jedynie okoliczności oraz agresor i państwo zaatakowane. Dzisiaj agresorem jest w sposób zawoalowany Rosja, zaatakowaną natomiast Ukraina. Cel jednak pozostaje ten sam: oderwanie części ziem tego ostatniego państwa i utworzenie na nich czegoś na kształt rosyjskiego protektoratu o strukturze Naddniestrza, Abchazji czy Osetii Południowej.

    Niestety, jak się okazuje tragiczna historia ludzkości niczego nas nie uczy. Krótkowzroczność polityków zachodnich jak była ułomna wówczas, tak jest nadal. Za cenę ugłaskiwania rosyjskiego niedźwiedzia Zachód jest w stanie przełknąć kolejną żabę, tym razem przygotowaną przez Rosjan. Nie muszę chyba pisać, że to kolosalny błąd w dłuższej perspektywie. Za Monachium przyszło zapłacić światu straszliwą cenę, za Mińsk przyjdzie zapłacić w nieodległej przyszłości. Kogo i ile to będzie kosztować – przekonamy się, jak zwykle, za jakiś czas. Bo że będzie kosztować, to pewne.

    Różnica pomiędzy Niemcami lat trzydziestych ubiegłego wieku, a dzisiejszą Rosją jest taka, że ci pierwsi nie organizowali w tym czasie żadnej międzynarodowej imprezy sportowej – zrobili to dwa lata wcześniej w roku 1936 (w tym czasie miały miejsce Igrzyska Olimpijskie w Berlinie), ci drudzy natomiast z jednej strony taką imprezę będą organizować, z drugiej zaś nie wybierają się, przynajmniej oficjalnie, na III wojnę światową. Czy to jednak w jakiś sposób uspokaja? W najmniejszym stopniu! Dlatego zastanawia mnie w tym kontekście szczególnie jedno: niezmiernie ciekaw jestem, czy gdyby Niemcy zorganizowali jednak w tamtym czasie u siebie jakąś dużą międzynarodową imprezę sportową, to czy wiele państw przyjechałoby na nią, mając świadomość tego, co się wydarzyło w Czechosłowacji? Czy wszyscy uśmiechaliby się, udając, że to tylko tzw. święto sportu i że jest pięknie i kolorowo? Czy naprawdę wszyscy byliby szczęśliwi, beztroscy i wniebowzięci, bo sport, bo pokój, to przyjaźń, bo nie mieszajmy polityki do spraw sportu?!

    Wiem, że są pewne rzeczy nad którymi nie można przejeść obojętnie, jakby ich w ogóle nie było, ważna jest nasza reakcja, nasz sprzeciw – choćby i pojedynczy, wynikający ze zwykłej ludzkiej solidarności. Dlatego dzisiaj pewien jestem jednego: żadnych imprez sportowych organizowanych przez Rosję oglądać nie będę! Do Państwa Środka, którego wyroby bojkotowałem i bojkotuję nadal, doszlusowała dzisiaj ochoczo również Rosja. Tyle mogę zrobić. Tyle wymaga ode mnie zwykła ludzka przyzwoitość.

              28.08.2014 r.

13:08, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
środa, 27 sierpnia 2014

   1.Pomoc tzw. humanitarna dla Ukrainy – szumnie nazwana w ten sposób przez Rosjan przede wszystkim w przekazie dla swoich rodaków i tych Ukraińców, którzy mieszkają na wschodnich rubieżach swego kraju – wjechała na teren tego państwa bez pozwolenia ukraińskich służb i skierowała się do Ługańska, czyli bastionu bandytów, walczących z państwem ukraińskim. Wowka P. powiedział, że dłużej konwój już nie mógł stać na granicy, dlatego wjechał. Domyślam się, że powód aż takiej determinacji strony rosyjskiej był tylko jeden: realne niebezpieczeństwo przeterminowania się produktów żywnościowych, takich jak np. woda mineralna, kasza, czy sól, które były sztandarowymi produktami w tej dymanej bratniej pomocy. W końcu ważny był cel, a ten został osiągnięty: Rosjanie wjechali na teren obcego państwa bez żadnego zezwolenia i odpowiedniej kontroli, a po załadowaniu tego, co mieli zabrać z zakładów zbrojeniowych, wyjechali przez nikogo nie zatrzymywani. Przedstawienie zostało zakończone! Oczywiście pod warunkiem – że wywieźli wszystko. Jeżeli nie zrobili tego za pierwszym razem, wkrótce wrócą po resztę. W końcu, jak wiemy – tam, gdzie pojawiają się Rosjanie, tego można być pewnym. Po prostu lubią przywłaszczyć sobie wszystko. Tak, mają, co zrobić.

   Jaki płynie z tego przekaz dla świata? Zasadniczy: z jednej strony mamy do czynienia z kolejną odsłoną odrażającego rosyjskiego cynizmu, z drugiej zaś z obezwładniającą i niemoralną niemocą zachodniego świata. Innymi słowy, dopóki bezpośrednio, fizycznie problem dotyczący Ukrainy rozgrywa się w sferze lokalnej, nic strasznego się nie dzieje. Po prostu: Show must go on! Tyle że to bardzo zwodnicze „nic się nie dzieje”, niezmiernie usypiające.

    2.Kiedyś napisałem, że kocham swój kraj, rzygam natomiast jego politykami, którzy rządzą nami i to ci, których – o ironio! – wybraliśmy sami. Idąc więc na intelektualne skróty można powiedzieć, że własnoręcznie zgotowaliśmy sobie taki właśnie los. Niestety, dzisiaj do tego rozczarowania polskim zapyziałym podwórkiem doszło również rozczarowanie podwórzem unijnym. Bo oto okazuje się, że w konflikcie, jaki toczy się od kilku miesięcy na wschodzie Ukrainy, ani Europa, ani w ogóle świat nic nie może zrobić, oprócz bicia piany i dreptania w miejscu. Totalna bezsilność i coraz większa bezkarność i bezczelność Rosji. Niemoc ta wynika z jednej prostej przyczyny: Wowka P. dokładnie wie, czego nie zrobi Zachód, natomiast Zachód zupełnie nie orientuje się w tym, do czego może posunąć się ów Wowka. I mamy klincz, podczas którego giną ludzie zarówno po jednej, jak i po drugiej stronie, a tym samym mój paw, jak się okazuje, nie ma dzisiaj żadnych szans na zakończenie swojej przykrej i uciążliwej działalności. Mogę jedynie w tym miejscu powiedzieć jedno:

   – Niech coś tam fascynującego polatuje nad moją duszą, a światłość wiekuista niechaj prowadzi mnie przez wieki i oświetla drogę pozaziemską mojego przeznaczenia. Amen.

          27.08.2014 r.

08:22, adelmelua
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 25 sierpnia 2014

    Produkować! Sprzedawać! Kupować! Produkować! Sprzedawać! Kupować! Produkować! – i tak dalej, i tak dalej. To oczywiście podstawowe hasła naszych czasów. Coraz więcej i więcej, albowiem zawsze jest za mało! Totalna i nieograniczona niczym konsumpcja – tym charakteryzuje się nasza cywilizacja, to jej znak rozpoznawczy, jej logo! Słowem eksploatacja za wszelką cenę i ponad wszelką miarę, bez względu na koszty środowiskowe. Liczy się przede wszystkim zysk dla wytwórców. Oczywiście, jak największy! Dla nas z kolei, dla tych pracujących zarówno przy produkcji jak i kupujących, nie bez znaczenia pozostaje pragnienie posiadania wciąż więcej i więcej. Niestety, w ten sposób koło się zamyka: popyt i podaż ustawicznie pozostają w równowadze.

    Gdzie taka polityka może nas zaprowadzić? Ja wiem. Wy, oczywiście, również. Rzecz w tym, ile z nas zastanawia się nad tym na co dzień i co z tą wiedzą robi? Niestety, jak się okazuje, niewielu robi bardzo niewiele.

    Zapewne dzieje się tak częściowo dlatego, iż człowiek jest zbyt zaganiany, zaabsorbowany codzienną gonitwą za kawałkiem chleba, rywalizacją, ustawicznym udowadnianiem swojej przydatności, przygnieciony coraz cięższymi obowiązkami, w wyniku czego jego życie pozostaje zanadto rozedrgane, nerwowe. Stąd brak skupienia, niezbędnego wewnętrznego wyciszenia, uspokojenia myśli i nerwów, brak wobec siebie i świata niezbędnego dystansu. I tylko pytanie, które się tutaj pojawia, nie znajduje odpowiedzi: Jak z tego kieratu uciec? Czy w ogóle można to zrobić? Jak się przed tym bronić? No i czy takie postawienie sprawy jest wystarczającym wytłumaczeniem naszego uczestnictwa w owym wyścigu szczurów? Wyścigu z etapami: Produkuj! Sprzedawaj! Kupuj! – Produkuj! – Sprzedawaj! – Kupuj! I tak dalej, i tak dalej.

        25.08.2014 r.

15:03, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 24 sierpnia 2014

    W zasadzie już miałem o tym nie pisać, w końcu Kościół katolicki to ani mój cyrk, ani moje małpy, więc to, co się w nim dzieje, nie dotyczy mnie w najmniejszym stopniu. Jednak po ostatniej karze suspensy, jaka została nałożona na ks. W. Lemańskiego – ponoć za jego wcześniejsze wypowiedzi i brak subordynacji – poczułem się niejako wywołany do tablicy i zmuszony do zabrania głosu raz jeszcze w ww. sprawie.

    Przyznam, że nie rozumiem obecnej kary. Gdy wszystkim wydawało się, że konflikt został wyciszony, obie strony osiągnęły jakiś tam zgniły kompromis, nagle ni z tego ni z owego księdzu została wymierzona kara – i to od razu jedna z najpoważniejszych: suspensy, czyli zakaz wypełniania posługi kapłańskiej. Kara ostra i bezpardonowa. Pytanie jednak, jakie się tutaj pojawia, brzmi: Dlaczego zrobiono to teraz i za co? Co jest tak naprawdę prawdziwą przyczyną tak twardego i nieprzejednanego stanowiska abp. H. Hosera?

    Oczywiście pamiętacie: wakacje, Kostrzyn nad Odrą – polski Woodstock i zaproszony tam przez J. Owsiaka ks. W. Lemański, który odpowiadał na pytania. Podczas jednej z odpowiedzi padły z Jego ust słowa, że aby coś się zmieniło w polskim Kościele musi odejść (czyt.: wymrzeć) starsze pokolenie kościelnych hierarchów. Czyli powiedział coś, co dla wielu trzeźwo myślących ludzi jest ogólnie znanym pewnikiem. Podobnie zresztą było ponad trzy tysiące lat temu, kiedy Mojżesz wyprowadzał lud Izraela z niewoli egipskiej: tułaczka ta trwała zastanawiająco długo, bo aż czterdzieści lat, mimo że do ziemi obiecanej był rzut kamieniem. Ale właśnie tutaj tkwi klucz do całej zagadki: właśnie dlatego trwała ona tak długo, żeby stare pokolenie, razem zresztą z samym Mojżeszem, wymarło po drodze, nie obarczając młodego narodu swoimi starymi grzechami, przywarami i ogólną degrengoladą wyniesioną z Egiptu. Zatem ks. W. Lemański nie powiedział tym samym ani nic nowego, ani tym bardziej obrazoburczego, wyartykułował jedynie najzwyczajniej w świecie obiektywną prawdę. Tyle.

   Niestety, na skutek oderwania się hierarchii kościelnej od społeczeństwa, od realiów życia narodu, panowie w czarnych sutannach (swoją drogą modny w mafii kolor) poczuli się zagrożeni i podjęli decyzję najgorszą z możliwych: odsunięcia dzisiaj, a w przyszłości usunięcia ks. W. Lemańskiego ze stanu duchownego. Zrobili tak z bardzo niskich, ale zarozumiałych pobudek – ponieważ są bojaźliwi, krótkowzroczni, z zawężonymi horyzontami myślowymi. Zamiast więc wsłuchać się w słowa kleryka, zamiast je przepracować i uderzyć się we własne piersi, panowie braciszkowie reagują strachem i siłą: najlepiej spacyfikować czarną owcę!

   Że to nie doprowadzi do niczego dobrego polski Kościół, to dla mnie pewne. Represja bowiem zawsze rodzi protest, który jest naturalną formą obrony. Więc i tutaj ów sprzeciw będzie narastał. Domyślam się, że protest ks. W. Lemańskiego będzie wyglądał legalnie, tzn. skorzysta z prawnej drogi odwoławczej. Jednak sprzeciw ludzi, szczególnie tych młodych, tej części społeczeństwa, która jest przyszłością wszystkiego, również polskiego Kościoła, rozłoży się naturalnie na lata i będzie skutkował masowym odchodzeniem od tej instytucji. I dobrze. Albowiem stanie się to, co stać się powinno, czy wręcz nawet musi! A musi się dokonać przeobrażenie w nas samych, w pojmowaniu nie jakiegoś tam boga, którego sobie różne kultury na przestrzeni ludzkich dziejów wymyślały, ale w przyjęciu idei Boskości, która jest formą doskonałą, bo zawierającą w sobie oba pierwiastki – tak żeński, jak i męski. To jest nasza przyszłość, tylko to może przynieść zaspokojenie naszych potrzeb w obszarze metafizycznym w XXI wieku. Tylko tak pojmowana Boskość może stanąć ponad wszystkimi istniejącymi religiami naszego świata i skończyć raz na zawsze konflikty na tym tle. Amen.

    P.S.

    Tutaj podaję dwa linki do tekstów, które poświęciłem powyższej tematyce:

http://dagome.blox.pl/2012/12/Nasza-niesmiertelnosc.html

http://dagome.blox.pl/2013/05/Wczorajsza-dzisiaj-rozmowa.html

        24.08.2014 r.

10:10, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
sobota, 23 sierpnia 2014

    Zdaje się, że wczoraj za bardzo wierciłem dziurę w całym. Dlatego dzisiaj będzie o czymś, o czym pisałem świetlne lata temu, dokładnie 24 maja 1992 r.:

    „Mój stosunek do jego filmów jest, krótko mówiąc, ambiwalentny. I ganię go, i jednocześnie cenię. Ganię za udawanie, pewnego rodzaju hochsztaplerstwo, cenię jednak jako filmowego poetę.

   David Lynch bowiem to z jednej strony bez wątpienia poeta filmu, z drugiej zaś oszust filmowy. Poeta nie tyle nawet w sposobie narracji, prowadzenia akcji filmu, ile bardziej w tworzeniu specyficznego klimatu filmowego obrazu, który od pierwszych swoich sekwencji intryguje, wciąga, zniewala i w takim uścisku trzyma już do końca projekcji; oszust natomiast, bo zawartość jako całość okazuje się z reguły nijaka, miałka, bzdurna. A to właśnie całość okazuje się zawsze najważniejsza, ona decyduje o dziele artystycznym i jego odbiorze – nie klimat, choćby i najbardziej czarujący i zniewalający.

    Jest jeszcze coś, co w jego filmach zwraca moją uwagę: sposób pokazywania wszystkiego inaczej, niejako na odwyrtkę, wywracania zastanego porządku rzeczy. Począwszy od świata naszych uczuć i odczuć, a skończywszy na znaczeniu przedmiotów, nierzadko znaczeniu udawanym, których jedynym celem jest, zdaje się, skupienie na sobie uwagi widza tylko po to, aby osiągnąć u niego pewien rodzaj podniecenia, który przełoży się na pewnego rodzaju zażyłość pomiędzy nim, a oglądanym obrazem; który wywoła u niego niecierpliwe oczekiwanie na ciąg dalszy, bez możliwości krytycznego kontrolowania reszty, a tym samym niedostrzeżenia miałkości tematu, czy też nawet w końcu jego infantylności.

    Przyznam, że nie wiem, o co tak naprawdę chodzi D. Lynchowi w jego filmach. Wiem tylko, że to mnie razi, ponieważ mam odczucie, że w pewien sposób jakby ze mnie kpi – z widza. Oczywiście, wszystko na pozór jest w jak najlepszym porządku, po warunkiem, że oczekujemy takiego kina z pewną dawką nieokreśloności i zawieszenia w próżni. Jeżeli jednak tak nie jest, jeżeli nam to nie wystarcza, będziemy z całą pewnością rozczarowani. Ja, niestety, jestem.

    Ale że D. Lynch nadal kręci filmy, wciąż jest aktywny artystycznie, więc może stanie się któregoś dnia tak, że okaże się on dla mnie jednak bardziej poetą filmu, niż pewnego rodzaju oszustem filmowym. Może. Kto wie?”

     No, i w ten okrutny sposób, chcący czy też niechcący, dokonałem linczu na Lynchu:))

     23.08.2014 r.

06:57, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
piątek, 22 sierpnia 2014

   Nasze prywatne sądy w jakiejkolwiek kwestii są albo wnikliwe, dogłębne, albo też płytkie i powierzchowne. Tych ostatnich, oczywiście, nie warto nie tylko słuchać – szkoda naszego cennego czasu – ale również i wypowiadać; te pierwsze z kolei są na tyle dogłębne i analityczne, na ile pozwala nam uczynić to nasza wiedza nie tylko na dany temat, ale w ogóle wiedza szeroko pojmowana i umiejętność jej wykorzystania. I tutaj pojawia się problem – stan owej wiedzy.

   Jako że nikt nie jest chodzącym omnibusem, więc i nasz wiedza, ta jednostkowa, pojedyncza, jest wiedzą jedynie wybiórczą, cząstkową. Oczywiście, podbudowana jest ona dodatkowo tym wszystkim, czego  doświadczyliśmy, co widzieliśmy czy usłyszeliśmy, jednak nie ulega wątpliwości, że jest ona jednak niepełna, zawsze niekompletna.

    Czy to nas o czymś informuje? Oczywiście! Przede wszystkim o naszej niewiedzy, która tym samym, jak się okazuje, stanowi również część składową naszego sądu na jakiś temat. Niestety, zamiast przyjąć ten pewnik z pokorą, zdać sobie sprawę ze swych ograniczeń, idziemy uparcie w zaparte; stajemy się zasadniczy, zamknięci w swoich przekonaniach na nowe wiadomości, co nie tylko zawęża nasz horyzont, nasze pole widzenia, ale również, co gorsza, czyni nasz sąd tym samym niezmiernie podatnym na ewentualne ataki. Nie dysponując bowiem przecież wszystkimi potrzebnymi narzędziami, twardymi argumentami, nie rozumiejąc czy też nie zdając sobie sprawy z wagi tematu, zabieramy głos, siląc się na miarodajny i fachowy sąd. Wierzymy, że nasza argumentacja jest zbudowana w sposób logiczny i staranny, nasz wywód wnikliwy i niezmiernie intrygujący, więc w żaden sposób nie możemy się przecież mylić! I ten rygoryzm poglądu staje się w tym momencie nie do podważenia żadnym innym argumentem pochodzącym z zewnątrz.

    Czy słusznie, że tak się dzieje? Niestety nie. Myślę, że w takich sytuacjach mamy do czynienia bardziej z iluzją zrozumienia, niż rzeczywistym zrozumieniem. Iluzją, która jednak nie przeszkadza nam opiniować coś w taki sposób, jakbyśmy byli niezachwianie pewni, iż wiemy na konkretny temat jeżeli nie wszystko, to przynajmniej na tyle dużo, żeby twierdzić autorytatywnie, iż mamy niezachwianą rację! Tyle tylko, że to ułuda zwycięstwa prawdy, a nasza tak skonstruowana opinia, mając tak wątpliwą podstawę nie może mieć niepodważalnego i niezachwianego charakteru.

           22.08.2014 r.

09:43, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
środa, 20 sierpnia 2014

   W naszym pięknym, sprawiedliwym państwie, kraju historycznej Solidarności, tak się dziwnie składa, że nie tylko prawo jest ślepe – co w końcu można by uznać za normalne ze względu na znajdującą się na ślepiach Temidy opaskę – ale również, co gorsza, sędziowie i prokuratorzy są bezmyślni! Gdy widzę bowiem za co karze się porządnych, uczciwych obywateli; gdy słyszę o niesłusznie skazanych osobach; gdy czytam lub oglądam programy, w których widzę ludzi skrzywdzonych w majestacie prawa przez cwaniaków i bezwzględnych oszustów; gdy pakuje się do więzienia osobę niepełnosprawną intelektualnie, która nie zdaje sobie nawet sprawy że zrobiła coś wbrew prawu, to zastanawiam się: gdzie żyję? Co to za kraj? Co to za ludzie, którzy nie tylko często są nieudolnymi urzędnikami, ale również, co gorsza, innych traktują nierzadko z pogardą, bez zwykłej należnej uczciwości, czyniąc z litery prawa karykaturę? Czy to naprawdę państwo, w którym powstała Solidarność, czy raczej kpina ze społeczeństwa i chichot historii?

    Niestety, jakakolwiek padłaby tutaj odpowiedź wiem, iż właściwie nie ma czemu się dziwić. W końcu tak naprawdę niemal wszystko w tym kraju jest prowizoryczne i obliczone na krótki czas działania, na szybki doraźny efekt, który ma na celu zaspokojenie potrzeb kolejnych władz i uspokojenie nastrojów społecznych. Najważniejszy bowiem jest dobry wizerunek, tak zwany PR – to gwarant sukcesu rządzących! Tyle, że sukcesem tutaj tak naprawdę jest już sam fakt, iż to Państwo ogóle jeszcze jakoś funkcjonuje i trzyma się kupy! Niestety, cieszyć się jednak nie ma z czego. Bo cena, jaką przychodzi nam za to zapłacić, tak pojedynczo, naszym indywidualnym życiem, jest duża. W wielu przypadkach za duża! Z jednej strony bowiem rządzący i stanowiący kulawe prawo upadlają nas swoimi decyzjami, z drugiej zaś pracodawcy okazują się wcale nie lepsi w wykorzystywaniu niedoskonałości owego prawa. Mamy więc to, co mamy: kapitalizm żywcem wyjęty z XIX wieku – maksymalne wyciśnięcie soków z pracownika, na dodatek za psie pieniądze i nierzadko zarabiane „na czarno” lub na gównianą umowę. Oczywiście, na podłe żarcie wystarczy. Najlepiej chińskie.

    Ale że, jak wiemy, nic nie trwa wiecznie, więc i tutaj to tylko kwestia czasu, żeby wszystko zaczęło się sypać. Wraz z jego upływem coraz wyraźniej będzie się ukazywać naszym oczom odpadający tynk i popękana ściana tej budowli, którą jest Polska. Wtedy dopiero ukaże się prawdziwe oblicze naszego kraju. Wówczas dopiero wyjdzie zapyziała morda naszej rzeczywistości i jak bardzo jesteśmy usrani. Bo to, że kiedyś nadejdzie taki dzień i to wszystko pieprznie, to pewnik taki sam, jak to, że w którymś tam momencie umrę. Najlepiej, naturalnie dla rządzących, zaraz po przejściu na emeryturę.

           20.08.2014 r.

18:55, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 18 sierpnia 2014

   Uczeń Wowka P. przerósł swojego mentalnego mistrza Josifa Wissarionowicza Dżugaszwilego, ksywa Stalin! Albo Koba, jak kto woli. Ten przy realizacji swoich krwawych planów przynajmniej zachowywał pozory, Putin, ten nieodrodny syn KGB, jakiekolwiek pozory ma w czarnej d. Na to miejsce proponuje natomiast ogrom cynizmu. Mamy więc to, co mamy: rozniecenie pożaru na Ukrainie i gaszenie go przy pomocy benzyny. Jaka jest skuteczność takiej „straży pożarnej” pisać chyba nie muszę.

   Cywilizowany, demokratyczny świat zastanawia się, jak z nim rozmawiać, jakich użyć argumentów i języka, żeby do niego trafić. Podpowiadam: z bandytami rozmawia się za pomocą ich języka – bandyckiego. Wiem to z własnego podwórka. Do sukinsynów nigdy nic innego nie trafiało, oprócz oczywiście odwróconej agresji, więc i do niego również nie trafia. On zna jedynie język siły i podstępu. Dlatego tylko przyjęcie warunków jego konwersacji może przynieść rozwiązanie sprawy ukraińskiej.

    Gdyby choć w najmniejszym stopniu zależało coś w tej kwestii ode mnie, dzisiaj zrobiłbym bez wątpienia jedno: poszedłbym na skróty i zbliżyłbym Ukrainę do NATO, tzn. bardzo szybko stowarzyszyłbym ten kraj z paktem północnoatlantyckim, a następnie wyposażyłbym ją w odpowiednią broń. Jestem pewien, że Ukraińcy już by wiedzieli jaki zrobić z niej użytek.

     Co do samego herszta rosyjskiej bandy, Wowki P., zrobiłbym jedno: starałbym się postawić go przed Międzynarodowym Trybunałem Karnym w Hadze. Za zbrodnie, których się dopuścił zarówno kiedyś w Czeczeni, jak i dzisiaj na Ukrainie. Każda bowiem z ofiar w tych konfliktach zbrojnych zostawiała ślad na jego morderczych łapskach. Dla mnie niczym on się nie różni od R. Mladića, R. Karadżića, czy S. Miloszevića i wielu, wielu innych. Niczym! No, może jest od tamtych większym cynikiem. Ale cóż się dziwić: jeżeli ktoś urodził się ch., skowronkiem czy innym sympatycznym ptaszkiem nie umrze.

     P.S.

     O Putinie pisałem już wielokrotnie. Tutaj podaję linki do wpisów dotyczących jego osoby.

http://dagome.blox.pl/2013/07/Wladimir-Putin-8211-polityczny-bandyta.html

http://dagome.blox.pl/2014/03/Nieodrobiona-lekcja-z-historii.html

        18.08.2014 r.

08:20, adelmelua
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3
O autorze
więcej: www.kiler.blox.pl kontakt: czaplinski@tlen.pl