RSS
niedziela, 29 lipca 2018

Miałem sen. Śniło mi się, że jestem sędzią w jakimś nieokreślonym państwie i czasie, i przesłuchuję kogoś, kto kiedyś coś znaczył, był na piedestale, a w chwili obecnej stracił władzę i przyszło mu za lata tchórzliwych i antydemokratycznych decyzji jakie podejmował, zapłacić.

Co jednak ciekawe, nie był w tym swoim zapętleniu sprawowania władzy osamotniony – miał w tym względzie brata, bardziej karmicznego naturalnie, tyle że bardzo oddalonego, bo na drugiej półkuli. Obaj jednak mówili i robili głupstwa, które nie tylko nie przystawały do ich stanowisk, ale w ogóle nierzadko zatrważały swoją głupotą! Mimo tego podobieństwa istniała jednak również między nimi różnica, i to, powiedziałbym nawet, zasadnicza: o ile ten ostatni podejmował decyzje sam, niezależnie, suwerennie, o tyle ten pierwszy był wymysłem i produktem swojego ugrupowania i jako taki musiał się jej woli podporządkowywać. Stąd też zresztą wzięła się jego ksywka: Długopis. Podpisywał bowiem wszystko jak leci, co mu tylko towarzysze podsunęli, niemalże taśmowo, jakby chodziło o wykonanie jakiegoś komsomolskiego planu sięgającego 300& normy! Na szczęście, sumarycznie rzecz ujmując, obaj panowie pełnili jedynie tymczasowo obowiązki na swoim urzędzie.

Ale jako że narody w swoim krwiotwórczym obiegu mają niejako zakodowaną wolę przetrwania i pragnienie stabilizacji, więc obaj, co właściwie nie powinno dziwić, poniekąd solidarnie przerżnęli kolejne wybory na swój urząd. Konsekwencje jednak takiego stanu dotknęły jedynie tylko pierwszego nieudacznika. Ale właśnie owe konsekwencje były głównym wątkiem mojego snu.

Ja: Mógłby pan się przedstawić?

On: Po co? Przecież wiadomo, kim jestem.

Ja: Proszę się nie unosić, tylko odpowiadać na pytania.

On: Ale jak mam zachować spokój, skoro pyta się mnie o takie rzeczy.

Ja: Jakie rzeczy?

On: No, kim jestem!

Ja: Dla pana, co zrozumiałe, to oczywiste, dla nas jednak, niestety, już nie.

On: Jak to nie? Jak to nie?!

Ja: Mówiłem już panu – niech się pan nie unosi i zachowa spokój! W innym wypadku odbiorę panu głos i nie będzie mógł nic powiedzieć na swoją obronę. Poza tym ustalmy jedno: to my stawiamy pytania, a pan odpowiada. Wiemy, że podobała się panu poprzednia rola – chodził pan w niej taki nabzdyczony niczym indor, pouczał, perorował z taką napuszonością, że słuchać i patrzeć się nie dało i nie chciało. Na szczęście pańscy koledzy stracili władzę, pan również już niewiele może, więc najwyższy czas wyjść z poprzedniej roli. Dzisiaj nadszedł czas wzięcia odpowiedzialności za ten śmietnik, który powstał również przy wydatnym pana udziale.

On: Jednak miałem rację.

Ja: Słucham?

On: Miałem rację. Sąd, taki właśnie Sąd, wasz, zawsze tak postępował. Dlatego chcieliśmy go zreformować.

Ja: Myli się pan. Wy tylko jedno z naszym sądownictwem zrobiliście: zdeformowaliście je! Zdeformowaliście, szanowny panie. Tyle wam się udało, niestety. Ale jako że nic nie trwa wiecznie, więc i wasze koszmarne rządy również dobiegły końca. Dzisiaj mamy ich efekt: nastał czas rozliczeń. Roz-li-czeń! I my pana sumiennie i uczciwie rozliczymy. Pańskich kolegów zresztą i popleczników politycznych również. Tego może pan być pewien!

29.07.2018 r.

05:58, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 26 lipca 2018

1.Dawniej w obiegowym slangu, określającym Milicję Obywatelską, funkcjonowało określenie – glina. Dzisiaj częściej napotyka się termin – pies. Czy któreś z nich jest obraźliwie? Zapewne zależy od kontekstu. Wiem za to jedno: że określenie pies lepiej oddaje sens niniejszego zagadnienia. Pies bowiem z reguły ma pana któremu wiernie służy, będąc mu bezgranicznie oddanym.

W sytuacji, w jakiej się obecnie znajdujemy, wszystko w zasadzie się zgadza: dzisiejsze psy mają właśnie takiego pana. Co zresztą potwierdza szczek jednego z nich: My jako policjanci jesteśmy gotowi na wszystko.

Aż strach myśleć, co może przynieść nam najbliższa przyszłość. To już bowiem nie tylko zapowiedź zwykłego ujadania, to coś więcej – znacznie bardziej mrożącego krew w żyłach. Brrrrrr!...

2.T. Sakiewicz, naczelny Gazety Polskiej (bo inne przecież są niepolskie) napisał ostatnio, że Pokojowy Nobel powinien dostać do spóły z premierem Izraela B. Netanjahu Jarcio Wodnik, tfu!, przejęzyczyłem się – oczywiście miłościwie nam panujący Jaro Kłamczyński. Za co ów Nobel? Za – jakoby – wspólną deklarację walki z antysemityzmem i antypolonizmem.

Powiem krótko – ja już takiego Nobla mam i chętnie panu Sakiewiczowi oddam – za darmo!, żeby wręczył go swojemu politycznemu bogu. Tyle tylko, że musi być tutaj spełniony jeden podstawowy warunek: jego nowy właściciel musi go wyprowadzać często na spacer. Po prostu Nobel musi się porządnie wybiegać. I wyszczać.

3.Jacy jesteśmy, my – Polacy? Oczywiście ci, którzy rządzą dzisiaj Polską uważają, że jesteśmy świetni, wręcz genialni i w ogóle – nie ma takiego drugiego wyjątkowego narodu jak my! Tyle tylko, że dobre samopoczucie wynikające z postrzegania siebie poprzez pryzmat szczególnej wyjątkowości jest, według mnie, nieuzasadnione i wcale nie zmienia faktów. A fakty są takie, że nie jesteśmy narodem jakoś szczególnie mądrym czy mądrzejszym od innych nacji, jesteśmy jedynie narodem cwanym. Nierzadko głupio cwanym!

 Taki stan rzeczy oczywiście nie bierze się znikąd, korzenie tego zjawiska tkwią głęboko w przeszłości. I to w przeszłości sięgającej aż ponad dwustu lat! A niewykluczone, że jakąś część tego nosimy w sobie głęboko w genach już od początków swojego istnienia jako narodu.

Innym jednak razem wytłumaczę, skąd to się wzięło i dlaczego trwa nadal.

 26.07.2018 r.

09:12, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 23 lipca 2018

Jacek Żakowski napisał w Gazecie Wyborczej, że: Metoda leninowska zamieniła system niesprawiedliwy w zbrodniczy. Metoda Ziobry i Jakiego zwalcza nieuczciwość bezprawiem. Autorzy etc. chcą masową kradzież ograniczyć metodą wprowadzającą powszechną inwigilację. A ceną globalnej mundialowej fiesty jest akceptacja Putinowskich zbrodni.  I właśnie na tym ostatnim zdaniu chciałbym się skupić.

Felietony J. Żakowskiego zamieszczane w GW są zawsze na wysokim poziomie i, jak dotąd, nie przypominam sobie sytuacji, żebym się z nimi generalnie nie zgadzał. W powyższym przypadku jest podobnie: zgadzam się nie tylko z ostatnim zdaniem tego felietonu, akceptuje również jego diagnozę i w pozostałych przypadkach. Jeżeli jakaś różnica występuje pomiędzy naszym postrzeganiem rzeczywistości i jej opisem, to tkwi ona jedynie w niuansach.

Niuans w powyższym przypadku, pomimo początkowej zgodności z J. Ż., polega na tym, że wraz z upływem czasu doszedłem do wniosku, że mimo wszystko dobrze się stało, iż Mistrzostwa Świata w tzw. piłce kopanej odbyły się właśnie w Rosji. Dlaczego? Już wyjaśniam.

Otóż powód jest prozaicznie prosty: Rosjanie, obcując z przedstawicielami wielu narodów, którzy wybrali się na tę mundialową fiestę, zobaczyli i przekonali się na własne oczy, że świat nie jest wcale wrogo do nich nastawiony, a przedstawiciele tego świata, to ludzie uśmiechnięci, korowi, roześmiani i niezwykle przyjaźni, i straszenie ich przez własne władze właśnie owymi przedstawicielami zachodniego zgniłego świata, oparte jest tak naprawdę na zwykłym, podłym kłamstwie, które ma na celu wywołanie jedynie syndromu tzw. oblężonej twierdzy. Osobiście jednak mam nadzieję, że impreza ta, chociaż niewykluczone iż jest to jedynie moje myślenie życzeniowe, skłoni Rosjan do refleksji, że ich państwu nic nie grozi ze strony krajów uczestniczących w mundialu; że tak naprawdę ten zgniły Zachód nie jest dla nich żadnym zagrożeniem!

Gdyby tak się stało, jest nadzieja, że impreza, którą zorganizował W. Putin – Krysionok (Szczurek) odegra diametralnie inną rolę od zamierzonej: zamiast potwierdzenia i utrwalenia niechęci Rosjan do zachodniego świata, w niedalekiej przyszłości zaowocuje szeroką społeczną niezgodą i protestem wymierzonym w państwo proponowane przez Putina. Oby tak właśnie się stało. I oby nastąpiło to jak najszybciej i w sposób pokojowy.

To, co najgorsze przy okazji tej światowej imprezy, to fakt, że wraz z upływem czasu przywykamy, czyli tak naprawdę akceptujemy bezprawie współcześnie istniejących satrapii, czy nawet, niestety, toczące się wojny. Tylko dlatego, że występują te rzeczy nie u nas, więc po co angażować się w coś, co nas bezpośrednio nie dotyczy. Ważne jest w takim myśleniu tylko to, żebyśmy byli cali i mieli święty spokój. My – pojedynczy, małostkowi, tchórzliwi, zapatrzeni jedynie we własne podwórko!

Że to paskudna, żenująca i niezwykle krótkowzroczna postawa, nie będę nawet pisał i kogokolwiek do tego przekonywał. Po prostu tak jest, bo to pewnik taki sam jak aksjomat matematyczny.

23.07.2018 r.

12:50, adelmelua
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 16 lipca 2018

Zanim na dobre zaczęły się piłkarskie mistrzostwa świata w Rosji, dla nas już się one skończyły. I to mimo wielu optymistycznych zapowiedzi, a także zasadnych nadziei. Niestety, tradycji, rzec można, stało się zadość, tzn. jak zwykle od dawna na tego typu imprezach pierwszy mecz naszej reprezentacji był meczem otwarcia, drugi – meczem o wszystko, ostatni zaś okazał się meczem o honor. Po części, trzeba przyznać, uratowany. Po części, bo ten, kto ten mecz oglądał, widział jego kuriozalną końcówkę, która ze sportem w zasadzie niewiele miała wspólnego.

Pytanie zasadnicze jednak jakie się tutaj musi pojawić brzmi: Jakie te mistrzostwa dla nas były? Otóż najkrócej, a dosadnie rzecz ujmując, były one koszmarne i jedyne co dobre, to fakt, że tak szybko się one dla nas skończyły! Podejrzewam bowiem, że im dłużej by one dla nas trwały, tym większa byłaby kompromitacja, blamaż i w ogóle wstyd.

Nie wiem, gdzie został popełniony błąd i w którym momencie. Podejrzewam jednak, że już w eliminacjach powinna zapalić się lampka kontrolna po meczu w Kopenhadze z Danią, gdzie przerżnęliśmy gładko cztery do zera. Potem, mam wrażenie, była już jedynie jazda w dół, przy zagłuszającym jednak aplauzie, który skutecznie zagłuszał jakikolwiek głos rozsądku. Sam zresztą temu uległem, przegrywając z kolegą w pracy 50 zł w zakładzie, że Polska wyjdzie z grupy.

Nie będę jednak rozpisywał się w tym momencie o naszej reprezentacji, dlaczego nasi piłkarze sprawiali wrażenie jakby po raz pierwszy, albo co najwyżej drugi, spotkali się ze sobą na boisku; nie będę się głośno zastanawiał, czy trener powinien być zmieniony czy też nie, a jeżeli tak, to na kogo. Napiszę o tym, jak do wczoraj typowałem w STS-ie.

Otóż jeszcze w czerwcu, gdy było daleko od jakichkolwiek rozstrzygnięć, wytypowałem końcową trójkę mistrzostw: Francja, Anglia, Belgia. Niestety, nie uwzględniłem tego, że Anglicy dadzą ciała z Chorwatami i – kupon zwyczajnie mi się zesrał. Ale że Francuzów widziałem niemalże od początku na mistrzowskim tronie, więc i tak na nich postawiłem. Dodatkowo jednak, to już wczoraj, wytypowałem wynik meczu Francuzów z Chorwatami (kupon), co w sumie dało mi trzysta złociszy wygranej przy kilkudziesięciozłotowym wkładzie własnym.


Czy mogło być inaczej? Oczywiście nie! Z dwóch prostych powodów: pierwszy – na dzień 14-ego lipca przypada narodowe święto Francji, drugi powód – to moje urodziny w tym własnie dniu. Zatem:

– Vive la France!

P.S.

Niestety, ilekroć próbuję powiększyć zdjęcia wygranych kuponów, tylekroć wszystko się rozmazuje. Dlatego jestem zmuszony zrezygnować z umieszczenia ich tutaj. Po prostu musicie(?) uwierzyć mi na słowo, że tak było.

16.07.2018 r.

15:15, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 12 lipca 2018

Ponad dwa lata temu napisałem tutaj, że daję pisowcom dwa lata rządzenia i że po tym czasie nastąpią zasadnicze zmiany, na tyle duże, że odsuną ich one od władzy. Sąd swój opierałem na dwóch przesłankach: zużyciu materiału, tzn. rządzący narobią takiego bałaganu, że w końcu ludzie w proteście wyjdą na ulice i zażądają nie tyle powrotu do starego, ile w ogóle niezbędnych zmian tego, w czym aktualnie funkcjonują; druga przesłanka z kolei polegała na wierze, okazuje się dzisiaj że jednak płonnej, iż w Prawie i Sprawiedliwości znajdzie się na tyle duża grupa posłów, która w końcu tak uprawianej polityce wypowie posłuszeństwo i powie swoje stanowcze: Dosyć! Tak nie można postępować! Nie akceptujemy takich rozwiązań i takiej drogi politycznej. Odchodzimy!

Niestety, jak napisałem wyżej, moje rozumowanie w tym zakresie poniosło klęskę. Przynajmniej na dzisiaj. Ale nie dlatego jednak, że było ono zbyt naiwne, ono było jedynie za bardzo optymistyczne! A było takie, ponieważ opierało się na zaufaniu nie tyle do pisowskiego posła czy senatora, ono się opierało na zaufaniu do człowieka jako takiego! Człowieka, który okazał się, niestety,  najsłabszym ogniwem w moim rozumowaniu. Ściślej chodzi o to, że ów materiał z jakim mamy do czynienia, a jaki tworzy Prawo i Sprawiedliwość, to materiał mierny, bierny, ale, co najważniejsze dla wodza tej partii, wierny! To materiał, dla którego najważniejszą rzeczą jest przynależność do grupy, która otrzymuje profity od władzy w postaci intratnych synekur. Dlatego właśnie tacy ludzie nie staną po drugiej stronie barykady, nie powiedzą nagle: jesteśmy przyzwoici. Ponieważ oni ponad przyzwoitość i lojalność wobec społeczeństwa stawiają właśnie ww. zyski.

Dzisiaj rozgrywa się w zasadzie ostatni bój o praworządność w Polsce – bój o Sąd Najwyższy. W tej sytuacji można być pewnym jednego: jeżeli PiS-owi uda się położyć swoje zwyrodniałe łapsko na tej instytucji i tym samym uzależnić od siebie poprzez swoich nominatów, wówczas, niestety, obawiam się, że wcześniej czy później stanie się rzecz najgorsza z możliwych: o zmianach w Polsce zadecyduje jednak ulica.

Takie rozwiązanie, oczywiście, zawsze jest złe, tyle, że nierzadko jest jedynym, jakie pozostaje zdesperowanemu społeczeństwu, które pozbawione innych form politycznej walki, staje niejako pod ścianą. I mimo że taką formę politycznego rozstrzygnięcia odrzuca się a priori w warunkach demokratycznego państwa, to jednak sytuacja wewnętrzna kieruje się inną logiką i zmusza do tego, żeby akurat taką właśnie formę zaakceptować dla dobra sprawy.

Na koniec mam dla wszystkich krótkowzrocznych przedstawicieli dzisiejszego obozu władzy taką oto fraszkę:

                          Po latach

                     Niejedna ikona –

                     Po latach na śmietniku kona.

Dobrze by było, gdybyście panie i panowie z obozu władzy o tym pamiętali. Choć z drugiej strony trudno jest mi na to liczyć, z jednego prostego powodu: jesteście w swojej masie zbyt durni, w innej znów części głupio cwani, żeby w pewnym momencie pojawiła się niezbędna refleksja. Piszę więc bardziej z obowiązku wyrażenia tego co czuję, niż w nadziei, że uda mi się kogokolwiek z was nakłonić do zmiany swojego myślenia.

12.07.2018 r.

08:27, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
piątek, 06 lipca 2018

Władcy naszego życia, po zmianach w sądownictwie (odwoływaniu prezesów sądów bez podania przyczyn), w KRS-ie, przejęciu prokuratury, postanowili następnie zmienić nam ordynację wyborczą, a w ostatnich dniach przejąć również kontrolę nad Sądem Najwyższym, czyli instytucją akceptującą ważność wyborów.

Dlaczego chcą to zrobić? Oczywiście po to, żeby zwiększyć swoje szanse na wygraną w najbliższych wyborach samorządowych i do Europarlamentu. Bo jak rządzić, to wszystkim. I wszędzie – od najmniejszych powiatów i gmin, do miast, miasteczek, aż po całą Polskę. A prawo do tego daje im, ponoć, wola suwerena – tego suwerena, który zagłosował na nich w ostatnich wyborach parlamentarnych w niecałych 38 procentach, a w 19, którzy byli w ogóle uprawnieni do głosowania! Z czego wynika, że wyborcy PiS to jeszcze nie całe społeczeństwo, a jedynie niecałe 20% uprawnionych do głosowania, tym samym nie może być mowy o całym narodzie, a jedynie o jego piątej części. Powtarzanie więc kłamstwa o poparciu całego społeczeństwa dla ich demolki systemu demokratycznego niewiele tak naprawdę ma wspólnego z prawdą. Obiektywną prawdą!

Dzisiaj jest tak, że nie ma już niezależnej  Krajowej Rady Sądownictwa, nie ma Trybunału Konstytucyjnego, tzn. on jest, tyle że jako ubezwłasnowolniony w ogóle nie wykazuje oznak życia; nie istnieją pluralistyczne, wolne od politycznych nacisków niezależne publiczne media, tak jak nie ma również sejmu i senatu, co daje taki efekt, że nie mamy w ogóle opozycji parlamentarnej. Co więc jest na to miejsce? Jest oczywiście Prawo i Sprawiedliwość! Ugrupowanie, które w dwa i pół roku zrobiło z tego kraju czarną owcę Unii Europejskiej; które obiecuje wszystko wszystkim bez umiaru, czyli, krótko mówiąc, złote góry w zamian za przyzwolenie na totalną władzę. I obiecuje niejako każdemu według jego potrzeb. Swoich również. A może przede wszystkim swoich! Choćby w postaci intratnych synekur dla członków własnych rodzin i swoich zwolenników.

Nie chcę potępiać wszystkiego w czambuł, co dotychczas zrobiło Prawo i Sprawiedliwość, jednak jestem zmuszony ich krytykować, ponieważ negatywy ich działalności skutecznie przysłaniają jakiekolwiek pozytywy.

Niewykluczone, że obecne rządy nie byłyby tak fatalne, gdyby nie były tak bardzo zideologizowane. A dowodem na to jest chęć podporządkowania sobie wszystkiego, co nosi jakiekolwiek znamiona suwerenności. Dodatkowo do tej ideologizacji dochodzi jeszcze jedna rzecz – idea stworzenia nowej postaci Polaka: takiego religijnego patrioty – idioty, który zamiast niezależnego myślenia będzie miał zakodowane podporządkowanie władzy – zarówno tej państwowej – w obszarze prawa cywilnego, jak i tej kościelnej – w obrębie naszej duchowości. To jest nadrzędny cel obecnej władzy – stworzenie społeczeństwa bezmyślnego, biernego, ale, co najważniejsze dla nich, do bólu wiernego! Takiego szytego na ich miarę.

Tyle tylko, że każde tego typu rządy, niezależnie od ideologii, a także czasu i miejsca ich trwania, w dłuższym przedziale czasowym są nie do zaakceptowania przez większość społeczeństwa. A powód tego jest niezwykle prozaiczny, za to zasadniczy: tego typu rządy naznaczone są pragnieniem powszechnej akceptacji tego wszystkiego, co rządzący wymyślą, bez względu na to, czy jest to dobre dla większości, czy nie. A przecież kochać nie można wszystkiego, więcej – kochać tego samego nie mogą wszyscy! Więc taka polityka wcześniej czy później musi przynieść krach. Istotne w takiej sytuacji jest to, żebyśmy wszyscy, jako społeczeństwo, nie zapłacili za to potwornie wysokiej ceny. Bo że przyjdzie nam za to zapłacić, to pewnik taki sam, jak matematyczne aksjomaty.

Tekst ten zakończę cytatem z listu S. Mrożka do L Tyrmanda:

(…) Przeklęci niech będą, którzy nas oddzielają od naszego Domu, skunks się w nim zagnieździł, jakim prawem wystawił sobie legitymację, że tylko on jest Polakiem. Prawem śmierdziela?

06.07.2018 r.

08:59, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
O autorze
więcej: www.kiler.blox.pl kontakt: czaplinski@tlen.pl