RSS
poniedziałek, 31 lipca 2017

Co się odwlecze, to nie uciecze – mówi stare polskie przysłowie. W tym przypadku chodzi o politykę Prawa i Sprawiedliwości i związane z nią protesty. Bo mimo że osobnik pełniący obowiązki prezydenta, wetując dwie ustawy sądownicze uchronił w tym momencie rządzących przed rewoltą społeczną, to jednak jednocześnie nie rozwiązał w sposób definitywny problemu i to, co ma się stać, w zasadzie się wydarzy, tyle że z nieznacznym opóźnieniem – najpewniej na przełomie lata i jesieni. A że wrzesień i październik, jak przewiduję, będą ciepłe – co nie jest bez znaczenia – więc w zasadzie jestem spokojny o efekt społecznych działań w tym zakresie.

Nieraz już tutaj pisałem, że ja nawet bym chciał, żeby pisowscy nieudacznicy rządzili jak najdłużej. Po to  oczywiście, żeby wszyscy ci, którzy ich popierają, doświadczyli na własnej skórze tego przedsionka raju, jaki ci szaleńcy im obiecują. Odbyłoby się to oczywiście ze szkodą dla nas wszystkich, ale widocznie czasami trzeba się poparzyć, żeby więcej ręki do ognia czy wrzątku nie wkładać.

Ja wiem, ze poseł Kłamczyński kłamał, kłamie i kłamać będzie również w przyszłości po to tylko, żeby osiągnąć swój cel, którym jest rządzenie autorytarne. Prawda bowiem jest taka, że nikt się nie liczy dla tego człowieczaka w jego politycznej rozgrywce – nie tylko my, jego polityczni przeciwnicy, również wyborcy PiS-u są mało istotni, ważna jest przede wszystkim władza i jego chora wizja stworzenia nowej Polski i jej obywatela, i przejście do historii w glorii i chwale niejako czegoś na kształt „ojca założyciela narodu”, takiego polskiego Atatiurka, czy też lepiej – biblijnego Abrahama!

Dlatego wiem że, szczególnie przy wetach pana A. Dudy, najchętniej poszedłby on drogą Erdogana, czyli wprowadziłby nawet stan wyjątkowy,  żeby tylko swój cel osiągnąć. Na szczęście to nam nie grozi – bo i on nie dysponuje mimo wszystko odpowiednią siłą, charakterem i umiejętnościami, ani warunki ku temu odpowiednie (przynależność do UE i brak podstaw politycznych), ani my, jako naród, ulegli i czekający na taki właśnie ruch samozwańczego „założyciela nowej Polski”!

Co zatem pozostaje posłowi Kłamczyńskiemu do zrobienia w takiej sytuacji? Jak zwykle zawsze pozostaje mu pieprzenie trzy po trzy razy cztery, mniej więcej w taki oto sposób:

– Obiecujemy wam, że zrobimy porządek w tym kraju i dojdziemy do prawdy. Już jesteśmy blisko, bardzo blisko! Ale jeszcze nam trochę brakuje. Ale dojdziemy. Wystarczy jeszcze tylko dodać dwa szczebelki do tej drabinki, na której stoję i prawda nam sie ukaże w całej okazałości. Bo prawda jest po naszej stronie i zrobimy wszystko, żeby ujrzała światło dzienne. Nikt nas nie powstrzyma. Jeszcze trochę to musi potrwać, ale cel jest już blisko, właściwie na wyciągniecie dłoni. Wkrótce ogłosimy zwycięstwo. A wtedy nasi przeciwnicy przegrają ostatecznie. Zwycięstwo będzie nasze. Zwyciężymy!

Strach się bać, panie Kłamcyński. Ja się bajam – strasnie a strasnie, tak baldzo, ze moja mamunia mówi, ze nie wyrabia jus na pampersy la mnie. Latego jus nic nie powiem, bo ide smienić pieluche. Ajci – ajci…

31.07.2017 r.

08:43, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 27 lipca 2017

Zapewne nieraz już tak było w życiu każdego z nas, że działo się źle, ba – z naszej perspektywy dotykała nas wręcz jakaś tragedia, niczym istne trzęsienie ziemi, a po jakimś czasie, po uspokojeniu się owych życiowych destrukcyjnych żywiołów, wszystko dobrze się kończyło, niejako wracało do normy i okazywało się, że w zasadzie zmiany, jakie nas dotknęły, wyszły nam na dobre. Dlatego, myślę, śmiało można powiedzieć w takiej sytuacji, że – nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło.

To, o czym chcę dzisiaj napisać, dotyczy oczywiście posła Kłamczyńskiego i tego wszystkiego, co ten człowieczak wyczynia od prawie dwóch lat razem z resztą swoich pomagierów politycznych, a w zasadzie chodzi o to, czym to, co robi, będzie skutkowało w bliższej i dalszej przyszłości. I nie chodzi mi tylko o nas, czy o to, jaką czkawką odbije się to rządzącym dzisiaj naszym krajem – czy stracą władzę jeszcze w tym roku czy też dopiero po przewidzianych ustawowym terminem wyborach parlamentarnych, rzecz bardziej w tym, czym to będzie skutkowało również dla sekty smoleńskiej i mitologizacji postaci Lecha Kaczyńskiego. Bo to, iż obecna polityka Prawa i Sprawiedliwości, czy też bardziej Łgarstwa i Nienawiści będzie skutkowała negatywnymi rozwiązaniami w tym zakresie, tego jestem pewien, jak tego, że kolejne skarpetki mi się przetrą, a wtedy je wyrzucę.

Może gdyby poseł Kłamczyński miał inny charakter, bardziej ugodowy, koncyliacyjny, gdyby umiał pójść od czasu do czasu na ustępstwa i kompromisy, potrafił się dogadać ze swoimi przeciwnikami politycznymi, wówczas pozycja Lecha Kaczyńskiego w naszej historii, mimo że zafałszowana, byłaby trwalsza. Nie mówię że niezachwiana – w końcu czas robi swoje, wszystko uczciwie weryfikuje i ustawia we właściwym świetle i proporcjach, niemniej z całą pewnością byłaby ona mocniejsza. Dzisiaj, po tych wszystkich chamskich wręcz i uzurpatorskich działaniach posła Kłamczyńskiego, po totalnym nieliczeniu się z opozycją parlamentarną, ale również z większością narodu polskiego, bagatelizowaniu jego masowych protestów w całej Polsce, jedno stało się pewne: prezes PiS-u i jego gangsterzy polityczni za to zapłacą. I zapłata ta będzie niezwykle kosztowna!

W wyniku swojej zawziętości, małostkowości i nienawiści, chęci posiadania nieograniczonej władzy i stworzenia postaci „nowego” Polaka, to, co z takim mozołem budował razem ze swoimi pomagierami politycznymi od kwietnia 2010 roku, co powstawało długimi miesiącami dzięki fałszywej narracji opartej na kłamstwach, niedomówieniach i półprawdach, zostanie – już zostaje – przez niego samego zrujnowane, co oczywiście będzie równoznaczne z tym, że on sam, a także pomniki jego brata znikną z naszej przestrzeni publicznej i to wcześniej niż mógłby pomyśleć nawet w najczarniejszych snach ów rewolucjonista w bamboszach. Więcej – konsekwencją dzisiejszych wydarzeń musi się stać również brak pobłażania dla tych wszystkich, którzy łamali prawo i Konstytucję Rzeczypospolitej. Nieuchronne rozliczenie dzisiejszych „władców” Polski za ich sprzeniewierzenie się prawu, to nasz obywatelski obowiązek! Nie może być żadnego spuszczania kurtyny milczenia na dotychczasową destrukcję państwa przez Prawo i Sprawiedliwość.

I jeszcze jedna kwestia na koniec: poza tym wszystkim, o czym napisałem powyżej, należy jeszcze bezsprzecznie zrobić rzecz podstawową: przywrócić Wawelowi należny mu spokój, szacunek i powagę. Tak musi się stać nie tylko w myśl powiedzenia – każdemu według zasług, tak się stać musi przede wszystkim dlatego, iż wymaga tego racja stanu, dobro tego kraju, interes nas wszystkich i po prostu zwykłe poszanowanie historycznej prawdy.

27.07.2017 r.

11:08, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 25 lipca 2017

Tak się rzeczy miały, przynajmniej do wczoraj, że osobnik pełniący obowiązki prezydenta tego kraju, przebywał od początku swojej kadencji na uchodźstwie. I oto nagle, całkiem zresztą niespodziewanie okazało się, że właśnie wczoraj wrócił! Co prawda nie wiadomo na jak długo, niemniej jednak w chwili obecnej jest, o czym nas poinformował, wetując dwie z trzech ustaw – o SN i KRS, przedłożonych mu przez Prawo i Sprawiedliwość do niezwłocznego i właściwie formalnego(!) podpisu.

Oczywiście, doskonale zdaję sobie sprawę, że mógł przybyć na niezmiernie krótko, zaledwie mgnienie oka, ważne jednak, że się w końcu pojawił w bardzo ważnym momencie, bo strategicznym dla naszego ustroju, czym dał wyraźny sygnał, iż niewykluczone, że od tej chwili będzie częściej obecny w naszym życiu, albowiem zostanie do tego przymuszony w wyniku swojej obecnie krnąbrnej postawy.

Czy tak się stanie? Pożyjemy – zobaczymy. Dzisiaj mamy niejako przedsmak karnawału, świętujemy, cieszymy się. Ten medal jednak ma dwie strony: pierwszy to taki, że prokurator nie będzie miał – póki co – wpływu na Sąd Najwyższy (i świetnie!), który – tak na marginesie – zatwierdza ważność wyborów, drugi z kolei – to fakt uratowania Prawa i Sprawiedliwości przed coraz bardziej tężejącymi z dnia na dzień protestami społecznymi. Można powiedzieć, że tym ruchem pan Adrian zyskał dla nich czas, rozbrajając tym samym bombę pod nazwą „niezadowolenie społeczne protestujących” i pozbawił jednocześnie opozycję paliwa do dalszego nakręcania spirali protestów. Oczywiście, one nadal mogą trwać – w końcu to nie partie je organizują, niemniej dzięki temu manewrowi mogą one równie dobrze z wolna tracić na swojej intensywności i sile,  co, tak naprawdę, będzie zrozumiałe i logiczne.

Nie wiem, jak się potoczy nasza najbliższa polityczna przyszłość, niewykluczone, że w wyniku rozłamu w Prawie i Sprawiedliwości będziemy mieli jednak przedterminowe wybory, co, tak naprawdę, zaskoczeniem być nie powinno. Z dwóch przyczyn: pierwsza to taka, że w ugrupowaniu tym znajdują się zwolennicy p. A. Dudy – choćby J. Gowin i jego partia – więc gdyby doszło do jakiegoś mocniejszego konfliktu na linii Pałac Prezydencki kontra poseł Kłamczyński, wówczas wszystko jest możliwe. Druga natomiast jest niezmiernie prosta, wręcz prozaiczna – to logika działania PiS-u, który dzięki charakterowi swojego szefa takie rozwiązanie ma niejako zakodowane w swoim DNA.

P.S.

Jakiś czas temu napisałem sztukę o pośle Kłamczyńskim i Donku: Niezmiennie – aż po grób!, w której pokusiłem się o ukazanie obu polityków w bliższej i dalszej przyszłości. Czy bardzo się pomyliłem w swoich przewidywaniach? Cóż, owa przyszłość ustawicznie się realizuje, więc trudno wyrokować, jednak nie myślę, żebym jakoś szczególnie daleko odpłynął w swoich przewidywaniach. Gdyby ktoś był nią zainteresowany, odsyłam do niej tutaj:

 http://kiler.blox.pl/html/1310721,262146,169.html?2

25.07.2017 r.

15:25, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 23 lipca 2017

Gdyby politycy Prawa i Sprawiedliwości byli uczciwi wobec wszystkich Polaków, w tym także wobec swoich wyborców co zrozumiałe, powinni się nazywać Łgarstwo i Nienawiść! Wtedy wszyscy wiedzielibyśmy na czym stoimy jeszcze przed wyborami do parlamentu czy samorządów lokalnych, z kim mamy do czynienia i czego możemy się spodziewać. Takiego zresztą postawienia sprawy wymagałaby po prostu zwykła ludzka uczciwość i czystość intencji.

Niestety, ugrupowanie polityczne, które sięgnęło po władzę dwa lata temu, jasno i otwarcie tak sformatowanej linii politycznej nie wyartykułowało. A nie zrobili tego z jednego prostego powodu: gdyby poinformowali naród o tym wcześniej, nigdy żadnych wyborów by nie wygrali! I właśnie dlatego ich ugrupowanie powinno się nazywać Łgarstwo i Nienawiść, albowiem dopiero w trakcie sprawowania przez nich rządów przyszło nam poznać na własnej skórze ich zamiary. Zamiary fatalne, które właśnie tu i teraz stają się naszym koszmarem!

To, co ci kłamcy i polityczni gangsterzy robią z Polską, z nami, święcie przekonani iż mają patent na prawdę, a tym samym pozwolenie na bezpardonowe rządy, zwyczajnie woła o pomstę do nieba. To prawda – w wyniku splotu wielu niekorzystnych okoliczności pełnia władzy wpadła im w ręce jak ślepej kurze ziarno, tyle tylko, że przy okazji zapomnieli, iż wcale nie jest to władza niczym nieograniczona! Ogranicza ją bowiem zarówno Konstytucja RP, jak i zdecydowanie niewielka większość w sejmie.

Czy to ich w czymś hamuje? Skądże! Dla nich, jak się okazuje,  te ograniczenia, a dla nas bezpieczniki trwania naszej demokracji, nic nie znaczą. Kłamią w najlepsze i otumaniają swoich wyborców po to, żeby – jak to miało miejsce prawie dwa lata temu – najpierw legalnie sięgnąć po władzę, a następnie – tak jak ma to miejsce teraz – pójść drogą Orbana, Erdogana, Putina, czy Łukaszenki, czyli nałożyć kaganiec na – jak to ostatnio niezwykle poetycko określił w sejmie poseł Kłamczyński – zdradzieckie mordy, czyli nasze – Polek i Polaków nie zgadzających się z wizją jedynie słuszną i możliwą do zaakceptowania! Krótko mówiąc – zachowują się i robią wszystko tak, jakby posiedli władzę nieograniczoną i na długie lata (na wieki wieków?!), kłamliwie dowodząc, że jakoby suweren taką im ją właśnie nadał.

Przez jakiś czas łudziłem się, że znajdzie się po stronie rządzącej chociaż kilkunastu odpowiedzialnych posłów, którzy dostrzegą zagrożenia, jakie partia rządząca nam przygotowuje i na czas się opamiętają. Niestety, wyszło na to, że niezależnie myślących ludzi po tamtej stronie sceny politycznej ze świecą szukać. Wszyscy głosują jak zaprogramowane maszynki, ślepe na wszystkie zagrożenia z taką polityką związane. Tyle tylko, że nie dostrzegając zagrożeń związanych z wprowadzanymi przez siebie zmianami, tak naprawdę nie widzą również tego, co w przyszłości może spotkać ich samych. I spotka! – tego jestem pewien. Poseł Kłamczyński bowiem, gdy osiągnie już wszystko, co sobie zaplanował, to w myśl starej prawdy, iż każda rewolucja zjada własne dzieci, każe również pożre swoje.

Po kanaliach sejmowych – jak raczył nazwać opozycję poseł Kłamczyński – przyjdzie kolej na was, dzieci dzisiejszej rewolucji. Na pana, panie Jarosławie Gowin. I na pana, panie Zbiszku. I na jeszcze kilku waszych kolegów. I jeżeli nawet będziecie jeszcze jakoś wówczas trwać w polityce, to jedynie gdzieś tam na jej opłotkach, zmarginalizowani, niegroźni i zupełni już niepotrzebni swojemu politycznemu guru.

Czasami dzieje się tak, że aby zostawić po sobie coś trwałego, należy wcześniej paradoksalnie coś zniszczyć. Przykładów takiej sytuacji w historii ludzkości jest całe mnóstwo. Pan Kłamczyński i cała jego ferajna również po sobie coś bez wątpienia zostawi: demontaż państwa prawa i stworzenie smoleńskiej sekty. Zapiszą się w naszej historii jako element wsteczny, hamujący rozwój młodej polskiej demokracji, procesu coraz ściślejszej integracji z UE i w ogóle z całym cywilizowanym światem.

Powyższa wizja, to tzw. czarny scenariusz. Na szczęście Polacy to nie bezmyślne zwierzęta idące dobrowolnie na rzeź. Dlatego nie wierzę w jego realizację. A dowodzić tego mogą coraz większe i liczniejsze protesty nas, zwykłych obywateli, na ulicach naszych miast; protesty, które z czasem będą tężeć, poprzez włączenie się do nich choćby nauczycieli (strajki), młodych ludzi, czy kobiet, które mogą i mają prawo czuć się coraz bardziej zagrożone decyzjami ludzi prymitywnych w swoim podejściu do życia, nietolerancyjnych i pozbawionych podstawowych cech empatii.

23.07.2017 r.

08:39, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 20 lipca 2017

Gdyby ludzie myśleli krytycznie, gdyby wykazali więcej rozsądku, trzeźwiej oceniali rzeczywistość i uważniej słuchali tego, co mówią do nich politycy, nigdy nie mielibyśmy u władzy cwaniaków i zwykłych populistów. Niestety, jak powiedział w jednym z ostatnich wywiadów Lech Wałęsa: Gdy nie ma pomysłów, budzą się demony. Trochę inaczej, ale niezmiernie podobnie, to samo zjawisko określa inne przysłowie: Gdy rozum śpi, budzą się demony. Jakby na to nie spojrzeć zawsze chodzi o rozum, kreatywne myślenie. Czyli o coś, co trudno zastąpić, ale co tak naprawdę decyduje o naszej egzystencji. Gorzej, że w tym wypadku chodzi o rozum w letargu!

Kiedyś napisałem tutaj, że mimo iż żyjemy w ustroju demokratycznym, to nie każdy jełop powinien mieć prawo do głosowania i w ten sposób decydować między innymi o przyszłości każdego z nas. Nie każdy bowiem dokonuje wyboru racjonalnego, ponieważ jego polityczna świadomość pozostaje na poziomie przedszkolaka. Powiem więcej – większość, niestety, może się mylić, tym samym może podjąć błędną decyzję, jak chociażby miało to miejsce w nie tak dawnych wyborach prezydenckich.

Dodatkowym niebezpieczeństwem przy wyborczych urnach jest również wiek wyborcy. Tak jak mocno podeszły wiek obarczony jest ryzykiem podjęcia złych decyzji na skutek coraz większego deficytu rozumu (demencja starcza, Alzheimer), tak u młodych ludzi występuje adekwatne zjawisko, tyle że niejako odwrócone: nie tylko rozumu jest jeszcze zbyt mało, ale również doświadczenia. W nadmiarze natomiast występuje jedynie gorąca krew, która zagrzewa do boju i przeprowadzenia zmian. Jakiegokolwiek boju i jakichkolwiek zmian, byle radykalnych!

Roger Waters, założyciel zespołu Pink Floyd i przez wiele lat jej lider, po wydaniu swojej ostatniej płyty zatytułowanej Is This the Life We Really Want, bardzo trafnie zauważył, mówiąc: Strach jest dziś paliwem dla współczesnego człowieka, za każdym razem, gdy na prezydenta zostaje wybrany głupek, to nasza wina, bo staliśmy w milczeniu i obojętności. Oczywiście miał na myśli Amerykę, ale ten przykład śmiało można rozciągnąć również na inne kraje. Tym bardziej, że strach nie ma granic i jest niezmiernie łatwo zaraźliwy.

Inne słowa, które równie trafnie oddają panujące ostatnio w różnych krajach nastroje, a które mógłby wypowiedzieć każdy z nas, brzmią:

Nacjonalizm, dyktatura, wojna to wszystko realne groźby. Każdy ma swoje własne piekło. Czasem to śmierć ojca, czasem inna trauma z dzieciństwa. Ale naprawdę groźnie robi się, gdy górę nad nami biorą zbiorowe szaleństwa. Tęsknota za silną władzą, nienawiść do obcego, proste rozwiązania podsuwane przez populizm.

Niestety, nie słuchamy takich głosów, nie wsłuchujemy się w ich sens, o wiele szybciej trafia do nas zakompleksiony ignorant ze swoją nienawistną retoryką, niż człowiek rozsądny i wstrzemięźliwy w swojej ocenie, dostrzegający na czas różnego rodzaju zagrożenia i ostrzegający nas przed nimi. A nie słuchamy takich głosów, ponieważ zarówno przed, jak i po szkodzie jesteśmy zwykłymi głupcami.

 20.07.2017 r.

10:54, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 17 lipca 2017

Tydzień temu miała miejsce kolejna miesięcznica smoleńska, czyli ciąg dalszy politycznej hucpy zarządzanej przez pana Kłamczyńskiego, któremu są one potrzebne tak, jak pisuarom szczyny. On zawsze żywił się konfliktem, więc nic dziwnego, że jest tutaj w swoim żywiole. A że brat zginął w sprokurowanej między innymi przez siebie katastrofie, że było przy tym dodatkowo 95 niewinnych ofiar, nic to – istotne, że można coś ugrać politycznie, co przybliży do wyznaczonego celu – choćby i celu szalonego!

Na kontrmanifestacji, obok W. Frasyniuka, miał być obecny również były prezydent L. Wałęsa. Niestety, zdrowie nie dopisało i zamiast na ulicach Warszawy, znalazł się w gdańskim szpitalu. Jakkolwiek skończyłaby się manifestacja z udziałem pierwszego szefa Solidarności przeciwko pisowskiemu szaleństwu, jedno jest pewne: obecny marsz postąpił słusznie, nie wdając się w uliczną nawalankę z sekciarzami religii smoleńskiej. Tak bowiem prowadzony sprzeciw wobec obecnej władzy, to woda na młyn pana Kłamczyńskiego. Tutaj, naturalnie, potrzeba sprzeciwu ulicznego, ale permanentnego i nie ustawionego w kontrze do miesięcznicy smoleńskiej, lecz w ogóle do rządzących!

To oczywiste, że kolejna miesięcznica nie ma nic wspólnego ze śmiercią naszych obywateli w katastrofie smoleńskiej i że jest to ewidentny akt hucpy politycznej. Modlitwa bowiem, szczególnie jako akt żałoby po utracie kogoś bliskiego, nie odbywa się miesiąc  w miesiąc na ulicach jakiegokolwiek miasta, ale w miejscach do tego przeznaczonych – w kościele, w domu, na cmentarzu. Niestety, wielu moich rodaków nie dostrzega niestosowności całej tej sytuacji i daje się rozgrywać panu Kłamczyńskiemu  i jego sztabowcom. To, że wielu robi to z fanatycznego wręcz przywiązania do tego ostatniego, mogę jeszcze zrozumieć, jednak działalności cwaniaków i hipokrytów w tym względzie, którzy bazują i budują swoją pozycję polityczną na naiwności, czy też zagubieniu wielu z moich rodaków, zaakceptować już nie mogę, bo to więcej niż niemoralne, to godne największego wręcz potępienia. Dlatego nasz obecny uliczny sprzeciw jest jak najbardziej na miejscu!

Nie wiem jak inni, ale ja jakoś dziwnie głęboko jestem przekonany, że ci, którzy zginęli w tej nieszczęsnej katastrofie siedem lat temu w Smoleńsku, gdyby dzisiaj mogli stanąć między nami, razem z Lechem Kaczyńskim, złapaliby się za głowy, że ich tragedia doprowadziła do tak ostrej polaryzacji nie tylko sceny politycznej, ale w ogóle do głębokiego i trwałego podziału również w wielu polskich rodzinach, czy w relacjach przyjacielsko-koleżeńskich.

W zasadzie mam świadomość, do czego Prawo i Sprawiedliwość dąży – nie na darmo od miesięcy powtarzają, że będą bardzo długo rządzić. Są o tym tak mocno przekonani, jak swego czasu komuniści (naziści również byli!). Uważają bowiem, że gdyby nawet przegrali wybory, to zmiany, jakich dokonują, pozwolą im tej władzy nie oddawać. Mylą się: nic nie trwa wiecznie. Komuniści ją oddali, mając poparcie wschodniego brata, tym bardziej i oni ją oddadzą. Z tą jedynie różnicą, że zrobią to znacznie szybciej niż tamci. Żeby to jednak uczynili, potrzebni są nam tacy właśnie ludzie, jak W. Frasyniuk czy L. Wałęsa, którzy muszą w nas obudzić powszechny sprzeciw wobec zawłaszczania państwa przez przestępczą organizację jaką jest Prawo i Sprawiedliwość!

Oczywiście, chciałbym, żeby nie doszło do najgorszego, żeby przejęcie władzy odbyło się bez rozlewu krwi na ulicach, najlepiej poprzez wolne demokratyczne wybory. Tyle tylko, że pan Kłamczyński zawsze płynął na fali konfliktu, więc i tym razem nastawiony jest raczej na klincz i ostateczne zwarcie – choćby i z dużą częścią narodu, niż pokojowe rozwiązanie problemu. A że nie wierzę również, aby w PiS-ie znalazło się trochę przyzwoitych ludzi, którzy sprzeciwią się szalonej polityce swojego szefa, więc ostatecznie uliczne rozstrzygnięcie wydaje się nie do uniknięcia. Doskonale bowiem zdaje sobie sprawę, razem zresztą z tymi swoimi politycznymi sługusami, czym oddanie władzy mogłoby się dla niego i jego ugrupowania skończyć. Tylko czego by nie zrobił, przed wyrokiem historii nie ucieknie – wcześniej czy później, tego jestem pewien, odpowie za to, co uczynił z polską demokracją.

17.07.2017 r.

 

08:18, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
sobota, 15 lipca 2017

Przeczytałem właśnie Moje zeznania Anatolija Marczenki, wspomnieniową książkę więźnia łagrów i więzień byłego ZSSR, człowieka, którego śmierć – na skutek podjętej przez niego głodówki – przyspieszyła podjęcie przez M. Gorbaczowa decyzji w grudniu 1986 roku o rozpoczęciu procesu uwalniania więźniów politycznych.

Dlaczego o tym piszę? Oczywiście nie dlatego, że ta książka mi się podobała – tego typu rzeczy nie mogą się podobać, ponieważ opisują gorszą część natury ludzkiej, tę bydlęcą! Piszę o tym dlatego, że mimo iż u nas nie ma łagrów, to wiele wskazuje na to, że możemy pójść tą drogą, którą szli swego czasu komuniści czy faszyści – izolowania od społeczeństwa ludzi, którzy się z nimi nie zgadzali.

               Song Bertolta Brechta:

Od ludu pochodzi władza...

Lecz gdzie się ona wprowadza?

I dokąd nas zaprowadza?

Do czego nas doprowadza?

Obyś żył w ciekawych czasach! – tak brzmi stare chińskie przysłowie. Zapewne ten, który je wypowiedział, miał na myśli pozytywną stronę nasze egzystencji. Niestety, jak się okazuje, może ono również zabrzmieć niczym przekleństwo. W naszym, polskim przypadku, coraz bardziej odnoszę wrażenie, że tak właśnie ono brzmi.

Na koniec wpis Julija Daniela do książki podarowanej A. Marczence:

Te dni wesoluchne,

Ten los twój uroczy 

Choć tutaj ogłuchłeś,

Przejrzałeś na oczy.

Masz szczęście – nie musisz się wstydzić:

Nie każdy, kto ma oczy – widzi.

15.07.2017 r.

10:41, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
piątek, 14 lipca 2017

Dziś będzie krótko i luźno. Byłoby może i ostro, ale jako że moje życie jest znacznie bardziej przytępione niż ostre, więc będzie właśnie tak, jak napisałem wyżej – krótko i luźno, czyli migawkowo.

Migawka pierwsza: Policja i prokuratura zastanawia się, co było przyczyną pożaru katedry w Gorzowie Wielkopolskim – czy była nią działalność człowieka, czy może coś poza nim, jakaś nieznana siła.

Przyznam, że nie rozumiem tych wątpliwości. W końcu kościół to dom Boga (podobno), więc któż by śmiał w tak święty obszar Jego panowania ingerować? Czy w ogóle ktoś dałby radę? Przecież drzwi tej i innych świątyń przed diabelskim nasieniem są zamknięte niejako z urzędu! Więc któż przy zdrowych mógłby się porwać na taki czyn, jak podpalenie katedry? Chyba tylko wariat, albo… Albo, jeżeli w ogóle ktoś mógłby to zrobić, to chyba jedynie On – Stwórca, tylko On mógłby tutaj bezkarnie hasać z zapałkami! Czyż nie?

Migawka druga: Do niedawna zastanawiałem się, co taka kobieta jak Melania robi z tak potężnym ignorantem jak Donald Trump. Dzisiaj, gdy usłyszałem o jej zainteresowaniach, już wiem: zamiłowanie do robotów dostatecznie wyjaśniło mi tę jej niezdrową fascynację!

I migawka trzecia: Jak wiadomo, ludzie przechodzą nie tylko przez pasy zieleni, ale w ogóle w miejscach niedozwolonych po to, żeby skrócić sobie drogę. Gdziekolwiek – choćby i do samego piekła., czy też nieba, jak wolą niektórzy. Dlatego że ona, to znaczy droga, musi być oczywiście jak najkrótsza! Nieważne, czy to trawnik, klomb z kwiatami, czy zwyczajny zakaz przechodzenia w danym miejscu, ludzie nie szanujący przepisów, jak stado baranów, muszą przez takie miejsce przejść, bo im się zawsze gdzieś spieszy!

Dlatego zastanawiam się, czy można zrobić coś, aby ludzie jednak wykazali więcej szacunku dla otaczającego ich świata i nie przechodzili przez tereny zielone, a tym samym nie przekraczali miejsc do tego niedozwolonych? Czy jest jakiś sposób, żeby tego nie robili?

Myślę, że dobrym sposobem na powstrzymanie wszystkich kretynów przed takim zachowaniem mogłoby być umieszczenie w każdym z takich miejsc mocno osadzonego napisu: Przejście tylko dla idiotów, kretynów i wszelkiej maści popaprańców!

Myślicie że nie poskutkuje? Idę o zakład, że każdy się cofnie. Człowiek bowiem najbardziej, wręcz chorobliwie, boi się jednego – publicznego ośmieszenia!

P.S.

Szaleńców z naszego podwórka już dawno powinno się ośmieszyć. Niestety, nie zrobiono tego, więc mamy to, co mamy, czyli pokracznego gostka – ponoć naczelnika! – któremu marzy się powrót do maja roku 1926.

Cóż, prawdopodobnie będzie go miał!

14.07.2017 r.

09:03, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 11 lipca 2017

Rządy Prawa i Sprawiedliwości, to jawna kpina zarówno z prawa, jak i ze sprawiedliwości. Nie znaczy to oczywiście, że jego członkowie kpią z siebie, niestety, prawda jest bardziej gorzka i bolesna – oni kpią z nas, polskiego społeczeństwa!

Oczywiście, jak w każdym narodzie, tak i u nas występuje ogrom kretynów, cwaniaków, hochsztaplerów. Pośród członków i zwolenników ww. ugrupowania jest również cała masa zwykłych ideowców, oddanych pokrętnej ideologii Prawa i Sprawiedliwości, jak i ludzi zwyczajnie pogubionych w polskiej rzeczywistości, nie dający sobie z nią rady, z jej brutalnością i bezwzględnością. Na szczęście, dla przeciwwagi wszelkiemu szaleństwu, jest też w tym kraju cała masa inteligentnych, mądrych ludzi, którzy, bez względu na swoje życiowe sytuacje, informacje, jakie są im serwowane za pośrednictwem mediów, przesiewają, poddając je uważnej krytyce. I to jest budujące, bo dające nadzieje na przyszłość. Lepszą i mądrzejszą.

Jako że państwowe media dzisiaj, to nieznośna pisowska tuba propagandowa – każdy z nas, zachowujący zdrowy osąd rzeczywistości, musi to dostrzec – proponuję, aby wszystkie prywatne telewizje zaprzestały zapraszania przedstawicieli rządzącego obozu do swoich stacji. Myślę, że taki układ byłby nie tylko o wiele czytelniejszy dla społeczeństwa, on, co istotne, byłby wobec nas zwyczajnie uczciwszy!

Ale żeby układ był sprawiedliwy, należy pójść za ciosem i również od opozycyjnych ugrupowań wymagać, aby nie przyjmowali zaproszeń do programów w państwowych mediach. W końcu, tak naprawdę, ludzie ci są potrzebni rządzącym jedynie jako kwiatek przy kożuszku – tylko jako pewnego rodzaju alibi potwierdzające prawdopodobnie jakoby pluralistyczność państwowych mediów! Co jest naturalnie wierutnym kłamstwem, mającym na celu jedynie zamazanie faktycznego obrazu rzeczywistości. Więcej: jeżeli nie chcemy dalszego ogłupiania i indoktrynacji polskiego społeczeństwa przez pisowską propagandę, powinno się stworzyć (retransmitować) w otwartych programach chociaż po godzinie codzienny blok informacyjny! I tak np. Polsat mógłby w otwartym kanale transmitować wiadomości Polsat News w godz. 13-14, a TVN24 w godz. 15-16 – czy też na odwrót, nieistotne, ważne, żeby w końcu przestać oddawać bez jakiejkolwiek walki pole szaleńcom, religijnym dewotom, ksenofobom, nacjonalistom i w ogóle ludziom, mającym w pięciu literach zasady demokratycznego państwa prawa.

Jestem pewien, że taki zabieg odniósłby korzystny skutek, co dosyć szybko uwidoczniłoby się w różnego rodzaju sondażach mierzących nasze sympatie polityczne. W innym przypadku nic, albo niewiele się zmieni – nadal większość społeczeństwa będzie poddana propagandzie państwowej telewizji, tylko na skutek ograniczonego dostępu do wiadomości pozbawionych propagandowej papki.

11.07.2017 r.

13:23, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 09 lipca 2017

Czasoprzestrzeń, jak wiadomo, jest naturalnie czterowymiarowa, gdzie trzy elementy należą do przestrzeni, a jeden do czasu. O ile jednak długość, szerokość i wysokość są w swoim szerszym zakresie w zasadzie niezmienne, o tyle czas podlega pewnej zmianie, ściślej – tak jak mamy do czynienia z dwudziestoma czterema strefami czasowymi, tak też zegary znajdujące się na orbicie okołoziemskiej ulegają przyspieszeniu względem tych znajdujących się na Ziemi. Powód? Pozostają one oddalone od jej środka i tym samym podlegają słabszej sile ciążenia.

Idąc zatem tym tokiem rozumowania, musimy dojść do konstatacji, że obiekt widziany z Ziemi w przestrzeni kosmicznej, jak i na odwrót, w wyniku właśnie tej kosmicznej odległości jest czymś, co nie do końca może się tam znajdować w chwili naszej obserwacji. Więcej – im ów obiekt jest bardziej oddalony od nas, tym mocniejsze pojawia się podejrzenie, że może go tam po prostu nie być w momencie naszej obserwacji. Oczywiście, on był i być może znajduje się tam nadal, tyle tylko, że pewności tej mieć nie możemy, przynajmniej dopóki nie znajdziemy się na tyle blisko obserwowanego ciała niebieskiego, kiedy czas nie będzie miał żadnego wpływu na odległość naszego wizualnego doświadczenia.

To, co jest tutaj ważne, to przede wszystkim kwestia relacji obserwatora i obiektu obserwowanego. Aby taki fakt zaistniał musi zostać spełniony jeden podstawowy warunek: istnienie obu obiektów, tzn. musi być obserwator, jak również obserwowany. Gdy zabraknie np. obserwatora, nie zajdzie zjawisko obserwacji. A gdy nie ma obserwacji, to nie ma też czasu, w której ta czynność się dzieje. To z kolei musi nas doprowadzić do konstatacji, że gdy nie ma czasu, nie ma też w ogóle Wszechświata. Czas bowiem i przestrzeń warunkują jego istnienie, więcej – warunkują jakiekolwiek i czegokolwiek istnienie!

Można się tutaj zastanawiać, czy gdzieś w przestrzeni kosmicznej istnieje obserwator podobny do nas lub też w żaden sposób nas nie przypominający. Można również postawić jeszcze mocniejsze egzystencjalnie pytanie: czy gdzieś w tym wszystkim znajduje się On – Stwórca wszechrzeczy?! A jeżeli tak, to gdzie On przebywa? Jaką ma postać? Czy w ogóle ją posiada? Czy… czy samo założenie a priori Jego istnienia nie warunkuje przypadkiem owej koegzystencji obu obiektów: obserwatora i obserwowanego?

Mógłbym w tym miejscu obrazoburczo powiedzieć, że bardziej niż Jego, wolałbym wiedzieć, czy istnieją gdzieś w przestrzeni kosmicznej oni – towarzysze naszej egzystencjalnej podróży. Ich istnienie bowiem, tych naszych pozaziemskich pobratymców, mogłoby wręcz nieziemsko wpłynąć, tak myślę, na naszą egzystencję. Gdybym jednak nie interesował się nimi, a większą uwagę poświeciłbym Jemu, niewątpliwie zacząłbym swoje poszukiwania od rozgryzienia następującego wzoru: E=mc². Jeżeli bowiem On gdzieś się znajduje, to z całą pewnością najszybciej znaleźć Go można właśnie w powyższym równaniu. Czyż nie?

Ament.

09.07.2017 r.

09:49, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2
O autorze
więcej: www.kiler.blox.pl kontakt: czaplinski@tlen.pl