RSS
czwartek, 30 lipca 2015

    Głupota zachowuje się tak, jakby posiadała skrzydła. Oczywiście nic w tym dziwnego, ponieważ dzięki temu bardzo szybko może przemieszczać się z miejsca na miejsce, gdziekolwiek jej się zamarzy – nie obowiązują ją bowiem żadne granice. W ten sposób wychodzi na to, że nie cierpimy na jej deficyt, niestety. Chociaż, prawdę mówiąc, jest jeden powód, żeby być głupim, jeden zasadniczy: głupota nigdy się nie starzeje. Tym samym jest realna szansa, by stać się wiecznie młodym!

     Oczywiście, jak wielu ja również wolałbym, żeby jej nie było. Tyle że jest i nie wystarczy schować głowę w piasek niczym struś, żeby znikła z naszego życia zupełnie. Bo jeżeli nawet zniknie nam sprzed oczu, to co najwyżej na chwilę, w rzeczywistości jednak nadal będzie trwać w najlepsze. Dlatego jeżeli już wiemy, że jest i ma się dobrze, to należy ją pokazywać. Najlepiej w całej swojej krasie. I piętnować! Jak tylko się da.

    Dzięki telewizji i innym środkom masowego przekazu świat niemiłosiernie się skurczył. Dzięki niej również mamy możliwość oglądać występy głupoty w każdym zakątku świata. O ile jednak ta brylująca gdzieś tam w świecie pozostaje dla nas obojętna, o tyle ta tutaj, na miejscu, już taka bez znaczenia nie jest. Miejscowa dotyka nas bowiem nierzadko bezpośrednio. Szczególnie ta utożsamiana ze światem polityki, która, tak się składa, posiada ogromny wpływ na nasze życie. Dlatego tak ważne jest, aby wśród tych decyzyjnych polityków na szczeblu państwa, było jak najmniej idiotów.

    Czy tak się dzieje? Czy naprawdę świat polityków to szczyty intelektu? Cóż, jak wiemy – kretynów nie sieją, sami się rodzą, więc, póki co, odpowiedź na wyżej postawione pytanie musi brzmieć, niestety, negatywnie. Najgorsze jednak jest w tym to, że nie tylko posłowie czy senatorowie odznaczają się kurzym móżdżkiem, czy też wtórnym debilizmem, dają tutaj również znać o sobie kretyni w terenie. Niestety, przykładów wszechogarniającej głupoty mamy na co dzień bez liku, nawet nie chce mi się ich tutaj przytaczać, żeby niepotrzebnie się nie irytować. Gorzej, że do tej królującej głupoty dochodzą również chamskie zachowania. Te dają się zauważyć ostatnio szczególnie tam, gdzie pojawia się pani premier Ewa Kopacz. Ściślej chodzi o to, że jej przeciwnicy polityczni sprawiają wrażenie, jakby nie mieli nic innego do roboty tylko przemieszczali się za nią po kraju po to, żeby wykrzyczeć nie tyle swoje niezadowolenie, ile swoją politycznie zaprogramowaną nienawiść. Krzyczą więc i złorzeczą, dzisiaj pani premier, wcześniej premierowi D. Tuskowi, innym znów razem odchodzącemu prezydentowi. A dzieje się tak zapewne dlatego, że ludzie ci, jako kwintesencja miłości do bliźniego, najchętniej widzieliby swoich oponentów politycznych na krzyżu. Tam gdzie skonał ich religijny guru, na którego naukę ustawicznie się powołują, a z którym, tak naprawdę, mają tyle wspólnego, co ja z polskim Kościołem, czy sułtańskim haremem. Mają za to wiele wspólnego z prostakami, którzy nie szanując najważniejszych osób w państwie, w rzeczywistości nie szanują samego państwa. Nikt bowiem nie przymusza ich do uznania autorytetu premierki czy prezydenta, szacunek jednak dla sprawowanych przez nich urzędów jest jak najbardziej należny. Dopóki nie zrozumieją tego chamy i prostaki, dopóty pozostaniemy mało cywilizowanym krajem.

      P.S.

    Napisałem bez ogródek. Dlatego, że rzeczy należy nazywać po imieniu. Nie można w nieskończoność mówić, że pada deszcz, gdy ktoś pluje nam w twarz. Cham i prostak pozostaje chamem i prostakiem bez względu na to, czy tak się go nazwie czy też nie. A nazwać należy, żeby przypadkiem nie nobilitować go do roli jakiegoś cywilizowanego rozmówcy. Tyle.

        30.07.2015 r.

09:41, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 28 lipca 2015

     Jako że wakacje trwają w najlepsze, u mnie również powinno być wakacyjnie, co nie znaczy oczywiście, że od razu discopolowo. Dlatego będzie tematycznie znacznie lżej niż zwykle. Dzisiaj zatem kolejny odcinek rozmów na statku.

Scena 6.

Dwóch złodziei prowadzi rozmowę.

Złodziej I: To niemożliwe.

Złodziej II: Przecież to widać jak na dłoni. Nawet ślepy by dostrzegł, a głuchy usłyszał.

Złodziej I: Ale co?

Złodziej II: Naprawdę nie widzisz tego? To debil jest!

Złodziej I: No, uważaj na słowa!

Złodziej II: O co ci chodzi? Mówię ci – ich syn ,to urodzony debil. Aż dziwne, że tego nie dostrzegasz.

Złodziej I: Bo to, w mordę, mój syn. On go tylko wychowuje.

Złodziej II: (ze śmiechem) Ach tak! No, to teraz wszystko jest jasne.

Złodziej I: O co ci chodzi? Co jest jasne?

Złodziej II: Po kim to ma.

Złodziej I: Ty naprawdę chcesz, żebym cię dzisiaj jebnął.

Złodziej II: Żarcik. Co, na żartach się nie znasz?

Złodziej I: Debil – wymyślił!

Scenka 7.

Panna Młoda: Więc tak bardzo mnie kochasz, że nawet dałbyś się za mnie zabić?

Pan Młody nie odpowiada. Ona uśmiecha się i grozi palcem.

Zła odpowiedź, kochanie.

Pan Młody: Przecież nic nie powiedziałem.

Panna Młoda: Właśnie!

Pan Młody: Bo od razu wymyślasz – zabić się. Najpierw, to chciałbym trochę z tobą pożyć. Teraz, to ja bym za ciebie oddał na przykład drugie śniadanie.

Panna Młoda: (ze śmiechem) Kocham cię.

Pan Młody: To świetnie się składa. W takim razie jest już nas dwoje.

Panna Młoda: Dwoje?

Pan Młody: Bo ja też siebie kocham.

Panna Młoda: (ze śmiechem) Ty jednak naprawdę jesteś krejzi.

         28.07.2015 r.

12:05, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 26 lipca 2015

     Żyć wiecznie, to jeszcze gorzej niż umrzeć! To jest dopiero prawdziwa męka, tym potworniejsza, że wieczna! Czy jest ktoś w stanie wyobrazić sobie, że nie umrze? Ja nawet nie próbuję. To czyste szaleństwo. Lepie przeżyć tyle, ile jest się w stanie, ile może jest nam dane, zrobić w tym czasie to, co do nas należy i… odejść. Zostawić miejsce innym w tej niekończącej się, póki co, kolejce do naszej indywidualnej… wieczności.

     Oczywiście, dopóty istniejemy, dopóki żyjemy w pamięci innych. Niestety, w tym kontekście, myślę, że wielu z nas pogrzebanych jest już za życia.

       Życie, to systematyczna utrata czegoś. Najpierw dzieciństwa, potem młodości i złudzeń, a na koniec zębów – chociaż to ostatnie można oczywiście utracić znacznie wcześniej. I jedna pocieszająca myśl w tym wszystkim: Jak już nic nie będzie do tracenia, nie żal będzie odchodzić z tego świata.

      Wszyscy czegoś pragną, na coś czekają. Ciekawe na co czekają umarli? Na cokolwiek jednak by nie czekali, tylko oni mogą „żyć” wiecznie.

     Wizerunek Boga zmieniał się wraz z ewolucją człowieka i jego wymaganiami w tym zakresie. Musiał odpowiadać jego aktualnym potrzebom i epoce, w której żył. Dlatego dzisiaj, jestem tego pewien, nadszedł najwyższy czas na kolejne zmiany.

        – Więcej światła, światła więcej!

      26.07.2015 r.

11:18, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
piątek, 24 lipca 2015

     No i odpoczynek! Ale nie dlatego, że akurat mamy wakacje, tutaj chodzi bardziej o odpoczynek od książek I. Karpowicza. Jestem bowiem po kolejnej lekturze jego powieści – tym razem Niehalo i, niestety, znów skucha. Podobnie jak przy Sońce, tak i tutaj więcej mojego rozczarowania niż zachwytu.

     Przyznaję – zaczęło się nawet nieźle, początek mnie zaintrygował i uczynił to na tyle skutecznie, że wzbudził we mnie ciekawość. Więc brnąłem dalej. Niestety, im głębiej w las, tym było gorzej. Stron ubywało, czas mijał, a wraz z tym zaczęło się pojawiać coraz wyraźniejsze znużenie. Napięcie wynikające z początkowej ciekawości znikło, a ostatnie trzydzieści stron wręcz do książek I. Karpowicza mnie zniechęciło, przynajmniej na jakiś czas.

     Bo o czym autor pisze? Co chce przekazać? Po co i dlaczego? Mniej istotne – jak, ale właśnie: po co i dlaczego? I, niestety, wyszło mi, że tak naprawdę autorowi chodziło jedynie o grę słów, błyskotliwą co prawda, ale tylko grę. Tyle że inteligencja użyta w nadmiarze, puszczona samopas, w pewnym momencie zaczyna nużyć. Tutaj wyraźnie nuży – przynajmniej ze mną tak się dzieje.

       Z pozoru wszystko jest niby w porządku: mamy niby ciekawy sposób narracji – miejscami dowcipny; mamy niby pewnego rodzaju novum w konstrukcji powieści; mamy niby interesująco opisane relacje międzyludzkie – w domu, w pracy, gorzej jest już jednak w relacjach damsko-męskich; to wszystko prawda – to mamy, tyle, że całość zwyczajnie zawodzi, ponieważ jest nierówna, a nierówna znaczy dla mnie tyleż samo, co nieprzekonująca. Przyznaję, miejscami powieść czyta się dobrze – jak np. fragment Z Księgi Innego Rodzaju, w innych jednak miejscach jest ona po prostu do tego stopnia sztuczna, że aż zniechęcająca! Jakby poprzez nadmiar inteligentnie zestawionych słów autor chciał jedynie się wypisać, błysnąć intelektem, bo tak mu w duszy grało, tak sobie wstępnie założył. Albo może takie było wydawnicze zapotrzebowanie – nie wiem. Wiem tylko, że coś jest tutaj wyraźnie „niehalo”!

      Jak przy każdej twórczości również w przypadku powieści I. Karpowicza można się doszukiwać różnego rodzaju słabszych punktów, ja jednak, jeżeli miałbym wskazać główną jej wadę, wskazałbym na fakt wyraźnego braku w niej głównego bohatera, bo ten, który nim jest, pozostaje dla mnie nijaki, przezroczysty, rozmemłany. Oczywiście, wiem – główny bohater ma dopiero dwadzieścia cztery lata, tylko że to żaden usprawiedliwiający argument. Holden Caulfield z Buszującego w zbożu, do której to książki, odnoszę takie wrażenie, Niehalo aspiruje w naszej literaturze, miał raptem lat siedemnaście, a mimo to powieść J. Salingera wręcz tętni życiem właśnie jej głównego bohatera! W polskiej wersji Buszującego w zbożu życia brakuje, jej bohater po prostu nie istnieje, nie żyje! Więcej – oprócz tego, że nie ma bohatera, to nie ma w niej również obrazów, które przemówiłyby do mnie na tyle, żeby chciało się je zapamiętać, które by we mnie głęboko zapadły. Więc nie zapadły, a ja dodatkowo biorę na dłuższy czas rozbrat z twórczością I. Karpowicza.

          24.07.2015 r.

09:21, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 23 lipca 2015

      Jako że lubię literaturę Johna Updike’a, zapoznałem się w ostatnich dniach z tomem jego ostatnich opowiadań, zebranych pod wspólnym tytułem Łzy mojego ojca, opowiadań, że tak powiem, rozliczeniowych, w których powraca on do tego, co dawno i bezpowrotnie odeszło, a co jednocześnie zostało w nim, zatrzymało się na zawsze ukryte w najgłębszych zakamarkach pamięci i co jednocześnie upływ czasu tak zintensyfikował, iż w końcu przymusił go niejako do dania temu świadectwa w formie literackiego zapisu. Nic bowiem innego, jak właśnie bezwzględny upływ czasu i pojawiająca się jednocześnie w związku z tym dojrzałość oraz świadomość nieuchronnego odejścia z tego świata, wymuszają na nas nostalgiczną refleksję. J. Updike takiej refleksji w pewnym momencie się właśnie poddał, czego efektem jest ów zbiór.

    Pierwszym opowiadaniem odwołującym się do odległej w czasie przeszłości jest opowiadanie Maroko, które otwiera cały cykl, a w którym to państwie główny bohater przebywa wraz z żoną i czwórką dzieci, i gdzie padają słowa świadczące właśnie o świadomości głównego bohatera: W Maroku osiągnęliśmy maksymalny stopień rodzinnej kompresji i od tamtej pory mogliśmy się już tylko rozpraszać. Dorastanie, wyfruwanie z rodzinnego gniazda, przyglądanie się rozwodowi rodziców – to wszystko wydarzyło się w następnym dziesięcioleciu. I właśnie te znamienne słowa, tak myślę, legły u podłoża powstania tego opowiadania.

      Kolejne opowiadanie, zatytułowane Wolność. Podobnie jak poprzednie, to również traktuje o upływie czasu. Nie chodzi w nim jednak o starość, która jest nieuchronną oczywistością, a w tym tomie motywem przewodnim, rzecz bardziej dotyczy zdrady. I nawet nieistotne jest to, kto zdradza i kto jest zdradzany, ważne jest co innego: że po wspólnie przeżytych latach ze swoją żoną – w tym przypadku Henry’ego i Irene, on uświadamia sobie, że mimo iż ich związek nie należał do idealnych (zdradzał ją), to jednak gdy jej zabrakło, kiedy śmierć się o nią upomniała, a on stał się na powrót niejako „wolnym” człowiekiem, dotarło do niego, jak bardzo był zżyty z żoną i że tak naprawdę, to nie kochanki mu brakuje – którą zresztą odnalazł po latach – ale właśnie tej, która gwarantowała mu stałość, trwałość, zażyłość i nierzadko wręcz męczącą i drażniącą rutynę czynności, które tak naprawdę związały, scementowały ich związek, podczas gdy kochanka, to jedynie powierzchowność i czyste w swojej nieczystości zaspokojenie jedynie fizycznych żądz. I tylko tyle!

      Nie będę jednak pisał więcej o opowiadaniach w tym tomie. Kto będzie chciał, sięgnie po niego choćby już po tych dwóch opisach, kogo nie zainteresują owe literackie zajawki, zapewne odpuści lekturę Łez mojego ojca. Ja wiem, może poprzez wiek, w jakim się znajduję, że warto po te właśnie opowiadania J. Updike’a sięgnąć.

         23.07.2015 r.

12:35, adelmelua
Link Komentarze (2) »
środa, 22 lipca 2015

      1. Przeciąg to bardzo niebezpieczna rzecz: niejednego już zabrał z tego świata.

     2. Wielu mówi: Kurczę, życie jest jednak cholernie ciężkie, i diablo niesprawiedliwe!

    Ale czy to znaczy, że nieżycie jest lżejsze i sprawiedliwsze? Myślę, bez względu na nasze indywidualne podejście do tego zagadnienia, że jednak nieistnienie jest lżejsze – choćby poprzez sam fakt braku naszej cielesności. W końcu ileż nasza „naga duszyczka”, pozbawiona mięsnej otoczki, może ważyć? Jeżeli jest gdzieś to „tam” z tym „Kimś”, to dla tego „Kogoś” może ona w rzeczy samej nie ważyć nic. Czy tym samym dla nas również pozostaje ona nic nie znacząca?

     3. Nasz świat nieustannie się zmienia. Coraz lepsza technika, coraz większa automatyzacja. Niewykluczone, że już całkiem niedługo człowieka zastąpią roboty. Co wtedy stanie się z nami, ludźmi? Cholera wie! Niewykluczone jednak, że taki obrazek może się jednak ziścić.

     – Cóż, odpocznijmy i pogadajmy, należy się nam – któregoś dnia powie robot do robota. – W końcu ludzka rzecz pogadać!

     Tutaj roboty będą mogły się oczywiście nienaturalnie zaśmiać, nam jednak, jestem tego pewien, do śmiechu wcale nie będzie.

      Oczywiście, przesadzam. Przynajmniej mam taką nadzieję.

         22.07.2015 r.

09:42, adelmelua
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 20 lipca 2015

      Zawsze było tak, że tłumaczyłem innych. A bo dzieci, praca, trudne warunki, starał/starała się, ale coś tam nie wyszło – zawsze znalazło się coś, co wpływało na szukanie przeze mnie usprawiedliwienia dla danej osoby i sytuacji. Jakby taki stan rzeczy był bardziej mnie potrzebny, niż osobie, która mnie zawiodła, naciągnęła, potraktowała niejako z góry, nieuprzejmie, właściwie per noga. Taką postawę zresztą przejawiałem nie tylko w stosunku do członków rodziny, przyjaciół, znajomych, ale również, co zastanawiające, do całkiem obcych sobie ludzi – do jakiegoś polityka, przełożonego, urzędnika czy urzędniczki w jakimś biurze, generalnie do wielu osób w wielu miejscach. Niestety, tak się działo przez większość mojego życia

     Jakiś czas temu, dziesięć/dwanaście lat wstecz, diametralnie zmieniłem swoje podejście w tej kwestii, tzn. stałem się w stosunku do ludzi bardziej krytyczny. Nie krytykancki, a właśnie kry-ty-czny! W końcu bowiem dotarła do mnie jedna podstawowa prawda: nie warto szukać usprawiedliwienia dla kogoś na siłę tam, gdzie być go nie powinno, krótko mówiąc przestałem być już tak naiwny w tłumaczeniu kogokolwiek i czegokolwiek. Dzisiaj wiem, że taka postawa, jaką przejawiałem przez większość mojego życia, była z gruntu zła, niewłaściwa, a tym samym zwyczajnie zgubna, ponieważ najwięcej krzywdy przynosiła mnie samemu!

    Oczywiście, w takim podejściu do życia nie jestem odosobniony – tak wygląda życie niezliczonej wręcz liczby osób. Dlaczego? Ponieważ złudnie zakładamy, że ci, których tłumaczymy, rzeczywiście na to zasługują; ponieważ nierzadko, wbrew faktom, staramy się dostrzec w nich te same cechy, jakie my posiadamy, a które są im nierzadko wręcz organicznie obce, słowem – próbujemy oceniać ich poprzez pryzmat naszej wrażliwości, tolerancji, cierpliwości, czyli poprzez te cechy, które immanentnie związane z nami wcale nie muszą być tożsame z usprawiedliwianymi przez nas ludźmi. Jeżeli natomiast są one w nich obecne, to okazuje się, że nierzadko dzieje się tak, iż występują one tak naprawdę w znacznie ograniczonym zakresie. Pytanie więc zasadnicze, jakie musi się tutaj pojawić, brzmi: Po co nam to usprawiedliwianie ich postępowania na siłę, po co ta ułuda? Żebyśmy czuli się lepiej? Żebyśmy poczuli się lepszymi ludźmi? Czy może to czyste naiwniactwo i nieuleczalna wręcz wiara w drugiego człowieka?

     P.S.

   Miałem kiedyś kolegę. Wykorzystał mnie, tzn. przez krótki czas byłem przez niego zatrudniony. Z czasem okazało się, że zapieprzałem za darmo. Gdy widział mnie na ulicy, odwracał wzrok, udawał że mnie nie dostrzega, albo w miarę wcześnie zwyczajnie ewakuował się na jej drugą stronę, słowem – żenada. Aż któregoś dnia nie miał gdzie uciec, dochodziliśmy bowiem do siebie z naprzeciwka, bez możliwości ucieczki gdzieś w bok. Chcąc nie chcąc niepewnie skierował więc kroki w moim kierunku, wyciągając dłoń na przywitanie. Gdy zbliżyłem się do niego, w milczeniu odtrąciłem ją i poszedłem dalej. Od tego momentu nie tylko że nie mam kolegi, ale w ogóle nie mam znajomego. I dobrze mi z tym. Tyle.

          20.07.2015 r.

08:15, adelmelua
Link Komentarze (2) »
niedziela, 19 lipca 2015

    Dzisiaj niedziela, więc utartym niejako zwyczajem powinno być nawiązanie do tematu Najwyższego. Tyle że nie będzie. Albo będzie tyle o ile. Najwyższy bowiem niedawno mi się przyśnił i powiedział bardzo krótko, acz niezwykle dobitnie – cytuję: Nie ma mnie, naiwniaku, nie istnieję! A teraz zrób z tą wiedzą, co chcesz, chłopaku. Następnie nieprzyjemnie się zaśmiał, a ja się obudziłem zlany potem. Przedtem też się spociłem, ale potem bardziej śmierdziałem. Bo ze strachu.

      No tak – pomyślałem – ale jak możesz mówić że Cię nie ma, skoro właśnie mi się przyśniłeś? Przez jakiś czas szukałem rozwiązania tej zagadki, aż w końcu dałem sobie siana i postanowiłem podzielić się tą wiedzą z innymi. To, że ja nie ogarniam tematu, nie znaczy wcale, że inni sobie z tym nie poradzą. Dlatego, bez względu na to, co z tą wiedzą zrobią właśnie inni, ja postąpiłem tak, jak powinienem postąpić – zapisałem ją tutaj, przekazując tym samym jej przesłanie dalej. Niczym ewangelię wszystkich ateistów świata. Zatem:

      – Ateiści całego świata łączcie się!

      Ament. Jak zwykle w paździerzu, tzn. w pacierzu. Chyba(;;)

              19.07.2015 r.

09:39, adelmelua
Link Komentarze (2) »
sobota, 18 lipca 2015

    1.Uwielbiam Jarka Kaczyńskiego! Za co? To oczywiste: za wypowiadane przez niego wiekopomne mądrości. Przykład z ostatniej chwili: Polskę trzeba kochać, trzeba kochać ją czynnie i trzeba działać dla niej skutecznie, razem pod tą wodzą, która jest niezawodna – Matki Boskiej, polskiej hetmanki. Prawda że genialne? Myślę, że teraz już wszystko jest wiadome nawet dla tych, którzy mieli do tej pory jakieś wątpliwości. Matka Boska, jako Żydówka jest również naszą matką, ba – polską hetmanką! Mało? Proszę więcej: W nieokreślonej bliżej przyszłości jej syn ma zostać królem Polski! Mamy więc komplet – w końcu nieszczęścia lubią chodzić parami.

     Ciekaw jestem tylko, jak sobie z tym radzą antysemici, których przecież nie brakuje wśród wyznawców pana prezesa. No, ale jakby na to nie patrzeć – teraz już wiadomo, kim jesteśmy z krwi i kości, więc powinno być znacznie lepiej. Tylko czy rozumniej?

      Amen.

      http://dagome.blox.pl/2013/01/My-Polacy-8211-Zydzi-Europy-i-oni-8211-ci-z.html

      2. Wczoraj udzieliłem pewnej osobie rady. Od dzisiaj zastanawiam się bardzo mocno, czy nie zostać radnym. Jestem pewien, że dałbym radę!

          18.07.2015 r.

10:10, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 16 lipca 2015

      Właśnie – czym ona jest? I po co? I dlaczego? Jaką rolę spełnia w naszym życiu? Istotną, czy na tyle błahą, że nie warto się nią zajmować? Albo nie – nie czym ona jest, ale co ją tworzy, jakie są jej składniki? Czy w ogóle są jakieś jej odrębne elementy? Czy może raczej nie jest ona w ogóle w żaden sposób składnikowa, a od początku do końca występuje jako pojedynczy, samoistny niematerialny byt, immanentnie związany z naszą naturą?

      Byłoby oczywiście najlepiej, gdybym sięgnął po jakąś książkę na ten temat i wszystko, no – prawie wszystko stałoby się o wiele prostsze. Ale czy na tyle jasne, żeby nie stawiać już wówczas żadnych pytań? Wątpię. Te bowiem dopóty będą, dopóki człowiek będzie wykazywał pragnienie poznania niewiadomego, chęć opisania i nazwania nieznanego. Dlatego ja pytania ustawicznie stawiam, przede wszystkim sobie, na każdy dręczący mnie temat. To bowiem niejako mój obowiązek, wewnętrzny imperatyw!

     Więc, jak to jest z tą podświadomością? Czy to rzeczywiście pojedynczy byt, czy może jednak to „coś”, na co pracuje ileś tam niewidocznych elementów? Czy nie jest przypadkiem tak, że jej częścią składową jest na przykład nasza… intuicja?

    Oczywiście, z intuicji korzystamy lub nie, czasami podświadomie, a czasem na tyle świadomie, na ile uzmysławiamy sobie jej wpływ – wszystko tutaj, tak naprawdę, zależne jest od naszego indywidualnego rozwoju. Jednak nie ulega wątpliwości, że jedno i drugie istnieje. Problem w tym, czy obie rzeczy pozostają wobec siebie obojętne, zdystansowane, czy jednak panuje pomiędzy nimi większa korelacja.

      Z całą pewnością intuicja może kierować w większym czy też mniejszym zakresie naszymi wyborami w ciągu dnia, może – choć naturalnie nie musi, podświadomość z kolei w całej pełni o wiele aktywniej może i zapewne objawia się w nocy, podczas naszych marzeń sennych, niż w ciągu dnia, w sposób  świadomy. Ale czy to znaczy, że jedna z drugą nie ma nic wspólnego? Wręcz przeciwnie! Myślę, że tak samo nasza podświadomość pozostaje poza świadomą kontrolą naszego umysłu, jak również intuicja nie musi być w pełni uświadamiana. A jeżeli nawet po jakimś czasie coś nam uzmysławia jej obecność, to wcale nie znaczy, że to nie podświadomość przesłała nam na ten temat jakieś informacje. Zatem, jak z tym jest, czym jest nasza podświadomość? Jaką rolę pełni w naszym życiu? Po co i dlaczego? I z drugiej strony tego samego lustra: Intuicja – czym ona jest z kolei? Czym jest coś, co od maleńkości nieprzerwanie, starannie zagłuszamy w sobie, zamykając się w ten sposób na naturalne jej podszepty i rezygnując tym samym z dobrych wskazówek, co do słuszności naszych wyborów przed jakimi stajemy w codziennym życiu, hm? Jak to z tym jest?

       16.07.2015 r.

12:15, adelmelua
Link Komentarze (3) »
 
1 , 2
O autorze
więcej: www.kiler.blox.pl kontakt: czaplinski@tlen.pl