RSS
czwartek, 31 lipca 2014

   Jako że mamy prawie środek lata, jesteśmy w połowie wakacji – udanych, jeżeli chodzi o pogodę (pamiętacie co pisałem siódmego lutego tego roku? Tutaj możecie sprawdzić, ile się sprawdziło z moich bajań o pogodzie: http://dagome.blox.pl/2014/02/Prognoza-wedlug-polskiego-swistaka.html), wielu z Was rozjechało się w różne strony świata i żyje wszystkim innym, tylko nie internetem, więc postanowiłem przestać nużyć słowem pisanym, a w to miejsce przedstawić  kilkanaście/kilkadziesiąt swoich muzycznych fascynacji. Tak się składa, że nie należą one do głównego mainstreamu muzycznego, więc jest nadzieja, że niektóre z nich będą dla Was nowością wartą wysłuchania. Dzisiaj na pierwszy ogień idą dwa zespoły: 5Nizza i Madredeus.

http://www.youtube.com/watch?v=9f0mj6QbqsI

http://www.youtube.com/watch?v=BlN6gXqZKbM

http://www.youtube.com/watch?v=pJM_L9Fbu6g

         31.07.2014 r.

11:14, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
środa, 30 lipca 2014

    Dzień gorący, wieczór parny, noc… ta dopiero przede mną, więc nie wiem, jaka będzie. Mam nadzieję, że jednak dobra: jestem umówiony z… z Nią! Obiecała mi, że… że… Nieistotne. To znaczy dla was nieistotne, dla mnie, oczywiście, to kwintesencja tych spotkań! Zatem, kowboju, do dzieła!

   Pstryk! Stało się – widzicie ciemność. I tak ma być. Ta zabawa bowiem, jak powszechnie wiadomo, nie jest dla dziewczynek, o czym śpiewał już lata świetlne temu zawsze świetny Lech Janerka. Poza tym, jak powszechnie wiadomo, czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal, więc… Teraz możecie mnie zobaczyć jedynie w postaci robaczka świętojańskiego – trochę jeszcze poświecę.

    – Dobranoc:)

     30.07.2014 r.

20:16, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 29 lipca 2014

   Zagrożeń przed współczesnym światem jest niemało. Pomijając kwestie naturalne, takie jak: trzęsienia ziemi, wybuchy wulkanów, tornada, tsunami czy powodzie, uderzenie w ziemię jakiejś „zabłąkanej” w kosmosie komety lub asteroidy; burze magnetyczne, których źródłem jest wzmożona aktywność słońca, a które mogą doprowadzić do prawdziwej tragedii, waląc w miękkie podbrzusze naszej cywilizacji którą jest energetyka, pozostaje jeszcze jedno, wcale nie mniejsze od ww., bo pochodzące od nas samych – od człowieka! I nie mam na myśli li tylko braku poszanowania środowiska, w jakim żyjemy – chociaż to bez wątpienia również! – myślę tutaj przede wszystkim o zagrożeniu wynikającym z możliwości posiadania bardzo niebezpiecznej broni przez niekontrolowanych przez nikogo szaleńców! A że szaleńców nie brakuje, więc..

  Dzisiaj, na przykładzie malezyjskiego samolotu, widać jak na dłoni, jak bardzo niebezpieczną grę prowadzą ci wszyscy, którzy mając dostęp do nowoczesnej broni, handlują nią. Sam handel nie jest oczywiście jeszcze niczym złym – chociaż akurat co do broni, muszę przyznać, że mam mieszane uczucia – o wiele gorszą, bo niezwykle niebezpieczną rzeczą jest to, z kim ów handel się prowadzi. A jak widać, prowadzi się go z kimkolwiek i gdziekolwiek. W myśl zresztą starożytnego przysłowia rzymskiego cesarza Wespazjana, iż pieniądze nie śmierdzą. Żadne pieniądze – nawet te poplamione krwią! Dlatego ów deal prowadzi się z ludźmi nieodpowiedzialnymi, posiadającymi albo odpowiednią kasę, albo kupującego i sprzedającego łączy wspólnota interesów. To wszystko, cały wymóg.

  Oczywiście nietrudno przewidzieć skutki tak krótkowzrocznej polityki. To polityka z gatunku – po prostu strach się bać! Dlatego, jeżeli decyzyjni ludzie nie zrozumieją dzisiejszego pełzającego zagrożenia, jutro nie może, ale z całą pewnością będzie „odrobinę” za późno. Dla wszystkich. W myśl zresztą innego, tym razem naszego starego porzekadła: mądry Polak po szkodzie. Rzecz w tym, żeby być mądrym przed szkodą. Jakąkolwiek. W innym przypadku znów przyjdzie nam zapłacić za głupotę i krótkowzroczność  polityków. A największą cenę zapłacą, jak zwykle ci najbardziej bezbronni, czyli dzieci, kobiety i starcy.

   A oto krótka ilustracja, naturalnie teatralna, do tego, o czym napisałem wyżej:

   Scenka I.

Od tej strony, po której znikli żołnierze, nadchodzi ok. 11-letni chłopiec. Na nogach ma rozwalające się klapki, ubranie zniszczone, twarz umorusana, a ręce brudne aż po łokcie. W rękach trzyma odłamek dużego pocisku.

Adil: Mały! Zaczekaj.

Bierze bochenek chleba, który położył na straganie żołnierz, zawija go w papier (lub wkłada do torebki), podchodzi do chłopca i wciska mu go pod pachę.

    Chleb. Jest dobry.

Chłopiec II: Dziękuję.

Następnie przechodzi przez scenę i znika po jej drugiej stronie.

    Scena II

Tak jak w scenie I, pojawia się ten sam 11-letni chłopiec, i tak samo jak poprzednio, teraz również niesie jakiś odłamek pocisku.

Adil: Cześć. Znowu praca?

Chłopiec potakująco kiwa głową.

    Musi być ciężko?

Chłopiec II: Przyzwyczaiłem się.

Adil: Jakiś wózek by ci się przydał.

Chłopiec II: Trudno coś znaleźć – wszystko się ludziom przydaje.

Adil: Poczekaj, dam ci herbaty. Strasznie gorąco.

Nalewa herbatę do filiżanki, po czym podaje ją Chłopcu.

Chłopiec II: Dziękuję. (Pije.)

                                           Po chwili.

    Dobra.

Adil: Na zdrowie.

                                           Po chwili.

Chłopiec II: Chyba nie masz za dużo klientów.

Adil: Wojna. Przed nią było lepiej. Chociaż tutaj, jak wiesz, nie jest jeszcze tak źle. Znacznie gorzej jest w innych miastach – choćby w sąsiednim, sześćdziesiąt kilometrów stąd.

Chłopiec II: Tak, wiem.

                                     Po chwili milczenia.

Adil: Ile masz lat?

Chłopiec II: Jedenaście.

Adil: Ciężko pracujesz.

Chłopiec II: Tata zginął, a mam tylko dwie siostry – one nas nie utrzymają.

Adil: No tak.

Chłopiec II: Kiedy żył tata wszystko było inaczej. Teraz jest bardzo ciężko.

                                              Pauza.

    Gdyby w końcu skończyła się wojna, byłoby lżej.

Adil: Co zrobisz, jak się skończy?

Chłopiec II: Pójdę do szkoły. Lubię się uczyć.

Adil: Ja nie bardzo. A kim chciałbyś zostać?

Chłopiec II: Nie wiem. Zresztą, to nieważne.

Adil: Nieważne? Dlaczego?

Chłopiec II: Bo i tak tego nie dożyję.

Adil: Nie mów tak. Nie wolno ci tak mówić!

Chłopiec II: Już trzech moich kolegów nie żyje. Ja też w każdej chwili mogę zginąć.

Adil: To prawda, ale… nie wolno tak mówić! Musisz wierzyć, że to się wkrótce skończy. Ja wierzę!

                                             Po chwili.

Chłopiec II: Naprawdę bardzo dobra herbata. Dziękuję (odkłada filiżankę na blat straganu). Muszę iść, dużo pracy jeszcze przede mną.

Adil: Jak będziesz w pobliżu, przyjdź – herbata będzie czekała.

    Chłopiec: Dziękuję. Przyjdę.

Zabiera odłamek pocisku i wolno odchodzi w przeciwną stronę, niż przyszedł. Niemal wraz ze zniknięciem chłopca ze sceny (drogi), po jej prawej stronie, pojawia się trzech brodatych mężczyzn, którzy prowadzą młodego człowieka – jeńca, który jest w wojskowym mundurze.

         28.07.2014 r.

07:19, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 27 lipca 2014

   To, że Rosja miała, ma i zapewne mieć będzie w przyszłości plany mocarstwowe, to nic nowego i fakt powszechnie znany; że w tych planach ważne miejsce zarezerwowane było dla Ukrainy, również nie jest żadną tajemnicą. Szczególnie ową tęsknotę W. Putina widać było w jego wypowiedziach dotyczących rozpadu ZSRR, który on sam uważał za największy błąd polityczny i porażkę przemian ostatniego ćwierćwiecza.

    O ile jednak do niedawna Wowka P. mógł sobie jeszcze roić, że uda mu się w jakichś okrojonych granicach odbudować byłą potęgę ZSRR pod auspicjami Rosji, o tyle dzisiaj niniejszy projekt został pogrzebany na bardzo, ale to bardzo długie lata – jeżeli w ogóle nie na zawsze. I w tym kontekście jest to polityczna porażka prezydenta Rosji, czyli osiągniecie czegoś zupełnie odwrotnego od planowanych zamiarów.

   Czy zatem postawa W. Putina i tego, co się stało na Ukrainie w ostatnich miesiącach, począwszy od kijowskiego Majdaniu do dnia dzisiejszego, w jakiś sposób zaskakuje? Oczywiście – nie! Z całą pewnością jednak zastanawia – zastanawia świat demokratyczny, normalny, wolny – świat dyktatorów taką postawę nie tylko rozumie, ale aprobuje  w całej swojej rozciągłości! Pytanie zatem, jakie się tutaj pojawia, brzmi: Co osiągnął swoim działaniem rosyjski dyktator, ów nieodrodny syn swej matuszki Rasji i spadkobierca myślenia swoich poprzedników na Kremu?

   Oczywiście, można tutaj kombinować na różne sposoby: że stracił twarz obliczalnego polityka, z którym można było nie tylko uprawiać politykę, ale też żyć w przyjaźni i szacunku; że straciła Rosja nie tylko na swoim wizerunku, ale przede wszystkim ekonomicznie i politycznie; że teraz z przywódcą Rosji należy się bardziej liczyć niż jeszcze wczoraj, bo w innym przypadku… Aż strach myśleć! Można wymieniać jeszcze wiele ujemnych skutków takiego uprawiania polityki, jednak to, co najistotniejsze tutaj, to przede wszystkim nieodwołalna utrata przez Rosję Ukrainy! Jeżeli bowiem jeszcze do niedawna rosyjski prezydent mógł pokojowymi gestami, ekonomicznymi pociągnięcia jakoś się z nią dogadać, ułożyć normalne stosunki, spróbować przyciągnąć ją nawet na zasadzie kija i marchewki, o tyle postawienie na otwarty konflikt, już nawet nie tyle z władzami Ukrainy, ile w ogóle z całym społeczeństwem ukraińskim, począwszy od zbrojnej pomocy W. Janukowyczowi, a skończywszy na ostatnich działaniach wspierających separatystów, musiało zakończyć się tragedią i wyzwoleniem się tejże spod rosyjskiej kurateli.

    Wydaje się, że Wowka P. nie rozumie jednego: że świat się zmienił, stary sposób rządzenia społeczeństwami odszedł bezpowrotnie do lamusa ku uciesze gawiedzi, a na nieszczęście dyktatorów; dzisiaj w dobie rozwoju internetu i telefonii komórkowej, nie da się już sterować światem i ludźmi na starą modłę; dzisiaj każda próba utrzymania społeczeństwa w ryzach niewolnictwa wcześniej niż później musi zakończyć się katastrofą: albo wymówieniem przez społeczeństwo posłuszeństwa rządzącym, albo utopieniem protestujących w morzu krwi. Innej drogi w takiej sytuacji nie ma. Inny wybór bowiem, to właśnie świat wolny i demokratyczny, którego tacy przywódcy jak prezydent Rosji boją się, bo ograniczają ich władzę!

   Ale, jak to mówią: co ma wisieć nie utonie, dlatego spodziewam się, w całkiem zresztą nieodległej przyszłości, dużych zmian w samej Rosji. Na dłuższą metę bowiem takiego sposobu rządzenia, jaki prowadzi prezydent Rosji, nie da się obronić, musi runąć. No, chyba że wcześnie szlag trafi Wowkę P., a rządy przejmie demokrata, otwarty na świat i ludzi, chcący zmienić zapyziałą mordę Rosji na uśmiechniętą i przyjazną. Ale wtedy na jedno wyjdzie: Rosja się zmieni. Będzie musiała to zrobić! Jakkolwiek jednak będzie w tym przypadku, jedno jest pewne: postępu cywilizacji nic nie zatrzyma i żaden despota nie będzie mógł być spokojny tak jak dawniej. Dzisiejszy świat bowiem, to świat otwarty, liberalny, szanujący prawa człowieka. Inny wybór, to wybór świata totalnej katastrofy. A w takim przypadku nic nie ma znaczenia, wszystko jest małe, nieistotne, płaskie. Ponieważ w takich okolicznościach, krótko mówiąc, wszyscy jednakowo mamy pozamiatane. I to na wieki. I na wieki wieków amen.

   No, to na razie – idę zgasić światło. W końcu ktoś musi to zrobić, więc dlaczego nie ja? Mówi się, że robi to ostatni – ponoć. Ja znowu taki ostatni nie jestem – jak mówią – jednak, mimo wszystko, pozwolę sobie je zgasić.

    Pstryk! I amen – po raz kolejny:)

        27.07.2014 r.

09:06, adelmelua
Link Komentarze (2) »
sobota, 26 lipca 2014

    Człowiek nie rodzi się z gruntu zły, podły i niegodziwy. Przychodzi na świat jednocześnie jako tabula rasa i terra incognita. Jaki będzie, co się wydarzy w jego życiu zadecydują oczywiście okoliczności, w jakich będzie wzrastał; ludzie, z jakimi będzie się stykał; wydarzenia, w jakich będzie uczestniczył; książki, jakie przeczyta, czy też filmy, które obejrzy. To wszystko będzie go kształtować w każdym momencie jego życia – dzień po dniu, miesiąc po miesiącu, rok po roku. Dlatego niezmiernie ważne jest, aby młody człowiek miał dobre przykłady i mógł czerpać z właściwych wzorców; żeby etyka obecna była w każdym momencie jego życia. Gdy tego nie będzie – a z reguły właśnie nie ma, jak wiemy – młody człowiek narażony zostanie na działalność niekorzystnych okoliczności, które z czasem wypaczą go, a reszty spustoszenia dokonają w nim tak zwykłe, ludzkie cechy, jak zawiść, zazdrość, czy narastająca z każdym dniem coraz większa frustracja.

     Stąd od dawna powtarzany przeze mnie apel: nie żadna religia w szkole, nie durne gadanie o piekle czy innym pieprzonym czyśćcu powinno mieć miejsce w naszym codziennym życiu, a przede wszystkim świadomość, etyczna świadomość. To jest nasz słaby punkt, to jest nasza pięta achillesowa! Jeżeli to sobie w końcu uzmysłowimy, jeżeli tutaj wykonamy należytą pracę u podstaw, to o przyszłość człowieka można będzie być o wiele spokojniejszym. W innym przypadku nie spodziewajmy się cudów, nie oczekujmy, iż nasz świat będzie zdrowy, piękny i sprawiedliwy. Nie będzie taki, albowiem w obecnych okolicznościach i przy niezmiernie wątłej ludzkiej kondycji po prostu taki zwyczajnie być nie może. Tylko odnowa, moralna odnowa człowieka jest w stanie uratować zarówno jego, jak i miejsce, w którym mieszka – ziemię.

         26.07.2014 r.



06:15, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
piątek, 25 lipca 2014

   Dlaczego dotychczasowe ziemskie cywilizacje upadały? Czy musiały, nie było dla nich ratunku, czy może on był, tylko dane społeczeństwa nie wierzyły w upadek, tak jak my nie wierzymy w swój?

   Co zrozumiałe przyczyn możemy doszukiwać się różnych, bardziej oczywistych, tak jak i tych mniej czytelnych. Optymista wskazałby tutaj na przyczyny naturalne upadku, wierząc w potęgę i rozsądek ludzkiego rozumu i łudząc się myślą, iż człowiek będąc w końcu świadomym siebie, swoich zachowań i związanych z tym niebezpieczeństw, na pewno zrobi wszystko, żeby przetrwać. Pesymista z kolei wskaże przeciwstawną koncepcję, to znaczy dostrzeże w działalności człowieka ustawiczne zagrożenia i będzie bił na alarm przy lada okazji. Dodam – w działalności, która nierzadko jest niezmiernie krótkowzroczna, nieodpowiedzialna, czy wręcz po prostu głupia, bo polegająca na wzajemnym podrzynaniu sobie gardeł!

   Dlatego dla mnie sprawa przedstawia się niezwykle prosto: minione cywilizacje upadały, ponieważ były zwyczajnie słabe! Przez lata budowały swoją potęgę, aż z czasem właśnie ów wymiar – Czas stał się ich najgroźniejszym wrogiem. I o ile w dobie swojej świetności doskonale sobie radziły z jakimikolwiek przejawami kryzysu, o tyle już w momencie jego trwania, w rzeczywistości nim zaatakowanej, te same jego formy nabierały innego znaczenia i urastały do pozycji: być albo nie być!

    Z naszą cywilizacją jest podobnie. A że w końcu wszystko, co ma swój początek, posiada również swój koniec, więc logiczne i racjonalne jest to, co nas czeka. Tym bardziej, że tak naprawdę nasz świat upada permanentnie na naszych oczach w sposób pełzający – dzień po dniu, miesiąc po miesiącu, rok po roku. Cywilizacje bowiem trwają dopóty, dopóki są silne swoją immanentną siłą, gdy jej brakuje każda cywilizacja skazana jest na śmierć. I bardziej lub mniej spektakularny pogrzeb. Amen.

         25.07.2014 r.

07:55, adelmelua
Link Komentarze (1) »
czwartek, 24 lipca 2014

   Właśnie kończę sztukę o świecie arabskim. Brakuje mi rozpisania ostatniej sceny, niemniej chciałbym przedstawić wam pewien epizod z niej, który nawiązuje do dzisiejszego wpisu, a który świetnie podkreśla dramat tego społeczeństwa. Każdego zresztą społeczeństwa znajdującego się w podobnym położeniu. Żeby nie było niejasności żołnierze występujący w poniższej sekwencji również są Arabami.

Aisza wchodzi do domu, Adil krząta się przy straganie. Po chwili na ulicy pojawia się trzech żołnierzy. Idą wolno, z bronią gotową do strzału, bacznie obserwując otoczenie. Z naprzeciwka w ich stronę zmierza ok. 15-letni chłopiec. Kilka kroków przed sobą zatrzymują go.

Żołnierz II przeładowuje broń i wymierza ją w chłopca.

Żołnierz I: Stop!

Chłopiec I robi jeszcze krok lub dwa.

      Zatrzymaj się! – powiedziałem.

Chłopiec I przystaje.

      Co tam masz?!

Chłopiec I: Ja… nic nie mam…

Żołnierz II: Pokaż! Tylko spokojnie…

Chłopiec I: Ja naprawdę nic…

Żołnierz II: Tylko bez…

Chłopiec I robi nerwowy ruch i w tym momencie pada strzał. Chłopiec pada na ziemię. Spod kurtki wypada mu bochenek chleba.

Żołnierz I: Co to…?

Żołnierz II: Chleb.

Żołnierz I: Chleb. Więc nie jakiś pieprzony granat, tylko zwykły chleb!

Żołnierz II: To mógł być granat, na szczęście, to tylko chleb.

Żołnierz I: Raczej nie dla tego chłopca.

Żołnierz II: Co?

Żołnierz I: Mówię, że może i na szczęście, ale na pewno nie dla tego dzieciaka. Musiałeś go zabijać?

Żołnierz II: A ty musisz się wściekać? Stało się – życia mu już nie zwrócę.

Żołnierz I: Nie musiałeś do niego strzelać. To był jeszcze dzieciak!

Żołnierz II: Myślałem że ma broń. Teraz nawet dzieciaki ją mają. A on tak dziwnie się zachowywał…

Żołnierz III: Nie pierwszy raz to robisz.

Żołnierz II: A tobie o co znowu chodzi?

Żołnierz III: Mówię, że nie musiałeś strzelać. Ale ty lubisz pociągnąć za spust, przyznaj się.

Żołnierz II: Odpieprzcie się ode mnie! Jest wojna, jak nie zauważyliście. Albo my ich, albo oni nas. Trzeciego, neutralnego wyjścia tutaj nie ma. Przynajmniej ja nie widzę.

Żołnierz III: Po prostu lubisz zabijać i tyle. Zauważyłem to.

Żołnierz II: A gdyby miał jednak broń – nie chleb, czy moglibyśmy teraz tak spokojnie o tym rozmawiać? Pomyślcie o tym, cholerni obrońcy życia!

Żołnierz I: Ja właśnie myślę w odróżnieniu od ciebie i wiem tylko tyle, że dzieciak nie żyje.

Żołnierz II: Ważne, że my żyjemy! Uwierzcie mi – to bardzo dużo. A dla mnie, tak się składa, najważniejsze.

Żołnierz I: I co, uważasz, że nic się nie stało, tak? Dobrze się z tym czujesz?

Żołnierz II: Dajcie mi święty spokój! Twoje dziecko zabiłem, że tak się wściekasz?

Żołnierz I: Nie, nie moje. Ale mogło być moje!

Żołnierz III: Albo moje.

Żołnierz II: Ale nie było! Zresztą, dosyć tego pieprzenia, najwyższy czas wracać. Nic tu po nas. Chociaż nie, jeszcze chwila – napiję się herbaty.

Podchodzi do straganu, za którym stoi Adil.

Podaj mi, chłopcze, filiżankę herbaty. Potwornie zaschło mi w ustach.

         24.07.2014 r.

10:26, adelmelua
Link Dodaj komentarz »

    Dzisiaj małe zaskoczenie.   

Konflikt palestyńsko-izraelski wydaje się nie do rozwiązania. Ponoć. Ale to właśnie „ponoć” robi według mnie zasadniczą różnicę. Osobiście nie zgadzam się z takim postawieniem sprawy. A to dlatego, iż z każdej sytuacji zawsze jest jakieś wyjście – lepsze czy gorsze, bardziej lub też mniej możliwe, ale jest! W tym konkretnym przypadku również je widzę, niezmiernie trudne, ale nie myślę że niewykonalne, a tym samym nierealizowalne.

   Rozwiązanie tego węzła gordyjskiego widzę w następujący, niezwykle prosty sposób: wszyscy ci Palestyńczycy, którzy nie chcą walczyć z państwem izraelskim, tzn. dzieci, kobiety, starcy, ale też mężczyźni w sile wieku, powinni opuścić wschodnią i południową strefę Gazy – tereny graniczące z Izraelem – i przenieść się bliżej granicy z Egiptem. Na przykład na tydzień. W takiej sytuacji, oczywiście, do świata należałoby logistyczne przygotowanie takiej operacji. Gdy ów pierwszy cel zostałby osiągnięty, należałoby przejść do realizacji kolejnego punktu planu, czyli zrównania z ziemią opuszczonych obszarów i tych, którzy tam zostali, a których napędza tylko jedno do życia: organiczna wręcz nienawiść do państwa Izrael. Jestem pewien, że gdyby przyjąć taki plan rozprawienia się z radykałami islamskimi, problem Hamasu zostałby rozwiązany bardzo szybko, właśnie w ciągu tego jednego tygodnia!

    Niewykonalne? Nic podobnego! Diaspora żydowska przetrwała na obczyźnie tysiące lat, więc tydzień dla Palestyńczyków bez domu, to pryszcz i żadne poświecenie. Jestem pewien, że po tym krótkim czasie, po wybiciu wszystkich szczurów na pokładzie, można by zacząć nowe, lepsze życie. Pokojowe. Na gruzach. Jak po Powstaniu Warszawskim uczyniła to nasza stolica siedemdziesiąt lat temu.

    P.S.

    Myślę, że powyższe rozwiązanie można byłoby zastosować z powodzeniem również w innych zapalnych częściach świata – w tym również i na wschodzie Ukrainy. Wystarczy jedynie odseparować wariatów od normalnej, zdrowej części społeczeństwa.

          24.07.2014 r.

09:14, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
środa, 23 lipca 2014

   Uzależnienia bywają różne: przyjemne, mniej przyjemne, ale także nieprzyjemne i rujnujące zdrowie i w ogóle życie. W moim przypadku bywało różnie: byłem uzależniony od miłości (przyjemne uzależnienie), od słodyczy – przede wszystkim czekolady (również przyjemne uzależnienie, przynajmniej dla podniebienia), a od wielu lat uzależniony jestem również od pisarstwa. Dlatego, mimo że zarzekałem się, że już nie będę nazbyt często zjawiał się tutaj z kolejnym tekstem, łapię się na tym, że nie mogę, nie potrafię zrezygnować, złamać pióro i dać sobie naprawdę na jakiś czas z tym spokój. Cóż, szpony nałogu – siła wyższa!

  Zatem, żeby niepotrzebnie nie przedłużać, kończę i… zamieszczam jeden z kilkunastu tekstów, które ostatnio napisałem w swoich dziennikach.

  Każdy wie, jak działa bumerang: umiejętnie wprawiony w ruch, wraca do właściciela, czyli tego, który nim rzucił. Odnoszę wrażenie, że poniekąd taka właśnie zasada nieszczęśliwie zadziałała w przypadku Holandii, niestety.

   Kilkanaście lat temu, podczas prowadzonych na półwyspie bałkańskim walk o swoją suwerenność pomiędzy poszczególnymi państwami wchodzącymi w skład byłej Jugosławii, żołnierze Holenderscy z misji pokojowej ONZ zrobili coś, co nie mieściło się i nadal nie mieści w ramach przyzwoitości i etycznego działania. Mianowicie – szukających u nich schronienia 300 bośniackich obywateli, oddali w ręce Serbów, którzy ich najzwyczajniej w świecie rozstrzelali. Tak po prostu. A potem zakopali. Finał. Dzisiaj na Ukrainie, myślę, mamy niejako ciąg dalszy odnoszący się do tych wydarzeń: pomimo diametralnie innych okoliczności, również innej śmierci, chcąc nie chcąc, mamy do czynienia z podobną liczbą ofiar, tyle że w większości obywateli holenderskich.

   Oczywiście, porównanie mocno naciągane i niewykluczone, że wielu na takie słowa nawet się obruszy. Niemniej ja osobiście w tych dwóch wydarzeniach dostrzegam pewne podobieństwo – choćby ze względu na liczbę ofiar, jak również na widoczną bezsilność międzynarodowej opinii: pamiętacie rezygnację T. Mazowieckiego z funkcji sprawozdawcy z ramienia Komisji Praw Człowieka ONZ z powodu bierności świata w odniesieniu do ówczesnego konfliktu.

  Dzisiaj, niestety, podobnie jak prawie dwadzieścia lat temu podczas wojny na Bałkanach, mamy niejako ciąg dalszy teatru hipokryzji i obłudy w wykonaniu europejskich polityków. Ponownie karmi się nas działaniem pozorowanym i kunktatorskim. Czym taka postawa może się zakończyć, pisał nie będę, bo wiadomo, że może zakończyć się tylko źle. Kto zna chociaż szczątkowo historię ludzkości wie, czym kończy się ustawiczne zagłaskiwanie lwa i polityka ustępstw. Na szczęście w tym całym nieszczęściu są jeszcze zwykli obywatele – cywile, którzy nie są już tak niezborną i bezkształtną masą, której można wcisnąć każdy kit i trzymać przy tym krótko za ryj, jak dawniej. Dzisiaj społeczeństwa mają dużo więcej do powiedzenia, choćby poprzez nacisk różnego rodzaju mediów na rządzących. Dlatego wierzę, więcej – chcę wierzyć, że Rosja za swoją pełną perfidii politykę wcześniej niż później zapłaci. A największą cenę zapłaci W. Putin. Pytanie tylko: Jaką? I kiedy?

   Dzieci mówią w swoich grach: oliwa nieżywa, ale sprawiedliwa. Osobiście daleki jestem od takiego niejako „dziecinnego” stawiania sprawy, jednak nie sposób też nie pomyśleć w tym kontekście o ww. bumerangu. Zatem, jeżeli o mnie chodzi, życzę Wowce P., aby jak najszybciej nie tyle ów bumerang, co raczej kamień rzucony przez niego, wrócił do właściciela właśnie bumerangiem.

       23.07.2014 r.

11:12, adelmelua
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 21 lipca 2014

    Kiedyś napisałem tutaj, że żaden tytuł naukowy, żadne niebotyczne osiągnięcia nie chronią człowieka przed jego małością i głupotą. Niestety, od tamtego czasu nic w tej kwestii się nie zmieniło – jak mieliśmy pokracznych profesorów, tak mamy ich nadal. I nie chodzi mi tutaj tylko i wyłącznie o takie okazy jak K. Pawłowicz, R. Bender, czy S. Niesiołowski, do nich ochoczo bowiem dołączają inni. W ostatnim czasie zrobił to istniejący już od jakiegoś czasu na naszej politycznej scenie, jako premier wirtualnego rządu PiS-u, „człowiek z tabletu” i etatowy mesjasz, prof. P. Gliński, a także prof. B. Chazan, dyrektor – dzisiaj już na szczęście były – szpitala publicznego w Warszawie.

    O ile jednak ten ostatni, to postać niezwykle niebezpieczna poprzez to, co robi, bo każdy fundamentalizm jest taki, bez względu na barwę swojego sztandaru, o tyle ten pierwszy pozostaje niezmiernie groteskowy poprzez głęboką wiarę w swoją mesjańską misję. Misję, jaką roztoczył przed nim prezes J. Kaczyński, według której miałby stanąć na czele technicznego rządu. Po co? Dlaczego? To wie prawdopodobnie tylko prezes J. Kaczyński. Ja mogę się jedynie domyślać i wychodzi mi, że rzecz przede wszystkim w odsunięciu od władzy D. Tuska i jego Platformy Obywatelskiej. To wszystko. Żadnego przełomowego programu, żadnej nowej wizji rozwoju Polski ma miarę wyzwań XXI wieku. Zwykła walka polityczna o władzę i nic ponadto. Innymi słowy Jaruś–Czaruś ma dla nas kolejne dreptanie w miejscu.

    Prof. P. Gliński na słowa o wykorzystaniu mówi, że nie czuje się wykorzystany, nie czuje się również upokorzony i nie płaci żadnej ceny. Otóż płaci – swoją śmiesznością. A tym ona większa, im on bardziej uparty w przeświadczeniu o swojej wyjątkowej roli Mesjasza i zbawcy narodu. Groteskowy i żenujący spektakl. Aż przykro patrzeć i słuchać!

  Pytanie: dlaczego prof. P. Gliński to robi, dlaczego dał się wmanewrować w tę cała bezsensowną rozgrywkę? Myślę, że powód jest tylko jeden: chora ambicja i wynikająca stąd słabość do medialnych reflektorów. Tyle tylko, że to powód tyleż niepoważny, co i bezsensowny, niweczący autorytet budowany przez całe swoje naukowe życie. Ale cóż, nie od dzisiaj wiadomym jest, że z wiekiem dziecinniejemy. Wystarczy popatrzeć na prezesa J. Kaczyńskiego. Ja, gdy na niego patrzę, odnoszę wrażenie, że człowiek nigdy nie wyszedł z piaskownicy!

    – Oddaj mi te grabki, ale już! I to wiadereczko też. I tę łopatkę jeszcze. No! A tak w ogóle, to ty nie jesteś z naszego podwórka – spadaj stąd!:)))

           21.07.2014 r.

11:46, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2
O autorze
więcej: www.kiler.blox.pl kontakt: czaplinski@tlen.pl