RSS
czwartek, 30 czerwca 2016

Dzisiaj mecz z Portugalią. Oczywiście wygrany! Bo tak chcę! Bo tak piłkarze muszą! Bo już dawno postawiłem w zakładach bukmacherskich, że będziemy w pierwszej czwórce mistrzostw razem z Niemcami!J

Jakiś czas temu napisałem tutaj, że wolałbym, aby naszej bramki strzegł Artur Boruc. Nie znaczyło to oczywiście, że Ł. Fabiańskiego uważałem za złego bramkarza – nic z tych rzeczy! Zawsze lubiłem go i kibicowałem mu. Zresztą, nadal lubię! Co tutaj nie ma, tak naprawdę, żadnego znaczenia. Pisząc o Fabiańskim i Borucu chodziło mi jedynie o to, że do tego ostatniego mam większe zaufanie. I tyle. Ale równie gorąco będę się cieszył, gdy Fabiańskiemu uda się bronić nadal na tyle skutecznie, że zagwarantuje nam pokonanie kolejnej przeszkody w tych mistrzostwach.

Swoją drogą pięknie by było, gdyby w finale spotkała się Polska z Niemcami, a mecz ten zakończył się naszym zwycięstwem. Tak zresztą twierdziłem po meczu z nimi w fazie grupowej, uważając, że to nie Niemcy słabo wówczas zagrali, tylko my świetnie zneutralizowaliśmy ich od strony taktycznej! W końcu wiadomo nie od dziś, że dana drużyna gra tak, jak przeciwnik pozwala. Zatem:

– Do boju, Polsko! Pol-ska, biało-czerwoni!JJJ

30.06.2016 r.

09:36, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 28 czerwca 2016

Oczywiście, jest wielu krytyków Unii Europejskiej. A to, że panuje w niej zbyt duża biurokracja; że zajmuje się nierzadko pierdołami (krzywizna banana czy ogórka, instrukcja korzystania z drabiny, czy że kura ma stać w klatce pazurami do jej przodu!) ; a to że jest coraz bardziej niewładna podjąć szybko właściwą decyzję; a to, że niektóre państwa zachowują się tak, jakby grały w innej lidze – i tak dalej, i tak dalej. Ale prawdą jest też to, że tak te, jak i inne negatywy nie przysłaniają, i nie powinny tego robić, wszystkich pozytywów, których jest znacznie więcej! Bo UE, to wspólnota, która łączy narody; to coraz większa solidarność międzynarodowa, a tym samym gwarant pokoju; to swobodny przepływ ludzkiego kapitału i możliwość indywidualnego rozwoju i podniesienie poziomu życia; to realizacja kosmopolitycznej idei, gdzie Ziemia jest jedną wielką globalną ojczyzną, co z pewnością podnosi świadomość odpowiedzialności za nią; to wzajemny szacunek, zrozumienie i tolerancja; to zacieśnienie więzi, wyzbycie się agresji, wsparcie i nadzieja na lepsze jutro – i tak dalej, i tak dalej. Słowem – bezsprzecznie warto o Unię dbać, pielęgnować ją i szanować.

W tym kontekście ci, którzy u nas rządzą od jakiegoś czasu, to zwykłe palanty, i to nie ulega dla mnie żadnej wątpliwości. Gorzej, że to palanty, podobnie jak ich polityczne guru, pozostający niezwykle zakompleksieni, pełni różnego rodzaju fobii, niechęci do obcych, i w ogóle niezmiernie żałośni w swoim zapyziałym podejściu do życia.

Oczywiście, świetnie by było, gdyby tak można pójść do łóżka i obudzić się dopiero za trzy lata, gdy będziemy mieli kolejne, nowe wybory. Niestety, to nierealne – musimy zmagać się dzień po dniu z zapyzialstwem, które proponują nam nowi polityczni władcy naszej rzeczywistości tu i teraz; musimy przyjąć szaleństwo tych, którzy, bojąc się przyszłości, próbują cofnąć nas mentalnie do czasów tzw. realnego socjalizmu. Czy im się to uda? To przykre, ale biorąc pod uwagę poziom poparcia jakim nadal cieszy się obecny rząd, wnioskuję, że w jakiejś części jest to jak najbardziej możliwe. Tyle że skłamałbym, gdybym powiedział, że jestem tym zaskoczony. Nie jestem! Z dwóch powodów, po pierwsze – sprzyja temu kupowanie głosów wyborców socjalnymi pociągnięciami, po drugie natomiast, gdy się weźmie pod uwagę popularność muzyki disco polo w naszym kraju, myślę, że wszystko staje się niezwykle proste i wytłumaczalne!

Bo co proponują nam ci fantastyczni herosi naszej sceny politycznej, owi geniusze jej nowej myśli? Otóż, nie mogąc wyjść z Unii Europejskiej – zbyt duże poparcie naszego społeczeństwa (dzieci powyjeżdżały za granicę za chlebem), więc ewentualny Polxit byłby ich porażką – proponują rozluźnienie współpracy z UE. Najkrócej rzecz ujmując, biorąc pod uwagę ich ksenofobiczne podejście do życia, nic nowego! Niestety, ci pokrętni mentalnie intelektualiści nie zauważają jednego: jeżeli kiedyś powiedziało się „a”, zgłaszając swój akces do klubu państw pewnej wspólnoty, należy również wypowiedzieć kolejne litery alfabetu. A kolejne litery, to zacieśnienie wzajemnej współpracy: wspólny rząd, wspólna waluta, wspólne siły zbrojne, wspólna polityka gospodarcza, szczególnie prowadzona wobec wielkich tego świata – Chin, Ameryki, Rosji, skuteczniejsze zarządzanie strukturami unijnymi itd., itp. Jeżeli chcemy skutecznie chronić siebie i obronić tę piękna ideę, jaką jest Unia Europejska, musimy zacieśnić współpracę między sobą i usprawnić ją! Ten, kto tego nie rozumie, jeżeli nie ma nic konstruktywnego do zaproponowania, powinien chociaż nie przeszkadzać i pozostać w opłotkach świata, który dawno przeminął, a w którym tylko on dobrze się czuje. Nam, czyli tym wszystkim, którzy myślą podobnie jak ja, niech pozwoli iść równym marszem z resztą cywilizowanej EuropyJ

28.06.2016 r.

14:29, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 26 czerwca 2016

Na czym stoi Kościół katolicki? Oczywiście, na czterech Ewangeliach, Dziejach Apostolskich, Listach, czy w końcu Księdze Objawienia jakiegoś pana Jana, czyli Apokalipsie zesłańca, który siedział samotnie na kamienistej wyspie Patmos i bardziej lub też mniej z tego, czy też innego powodu, odchodził od zmysłów. Niestety, te Ewangelie, tzw. gnostyczne, które mogłyby nam coś interesującego powiedzieć o Jezusie, jego życiu, nie przetrwały do naszych czasów. A jeżeli już, to jedynie w większych czy też mniejszych fragmentach – jak Ewangelia Marii Magdaleny, Tomasza, Judasza, Bartłomieja, czy Filipa. Szkoda. Te bowiem są o tyle interesujące, że ukazują reformatora religijnego z Nazaretu jako człowieka z krwi i kości, który w swoim nauczaniu odwoływał się do duchowego aspektu życia człowieka i na to przede wszystkim kładł nacisk – na wewnętrzny jego rozwój!

To, że Ewangelie gnostyczne, odwołujące się do duchowej nauki Mistrza z Nazaretu, nie przetrwały do naszych czasów nie tylko w całości, ale w ogóle w swojej zdecydowanej masie uległy destrukcji, to wynik świadomej polityki, z jaką mamy do czynienia w zasadzie od samego początku powstania Nowego Testamentu w takiej postaci, w jakiej przetrwał on do dzisiaj, to znaczy od momentu zwołania przez Konstantyna Wielkiego soboru do Nicei, który chcąc ratować spójność Cesarstwa Rzymskiego, zwrócił się w stronę religii, prawnie uznając chrześcijaństwo w 325 roku na owym soborze za religię obowiązującą na ternie całego imperium. Reszta zniszczenia, można powiedzieć, poszła już górki. Kościół, mając od teraz pełnię władzy i poparcie najpotężniejszej postaci w państwie – cesarza, robił swoje: z jednej strony zawzięcie niszczył wszystkie pisma, które były niezgodne z głoszoną przez siebie nauką – podobnie zresztą postąpił wieki później z cywilizacją Majów, Inków czy innych pogańskich kultur – z drugiej zaś systematycznie i metodycznie odczłowieczał postać samego Jezusa, wynaturzając w ten sposób naukę swojego patrona. To bowiem, co miało przetrwać według zamysłu hierarchów Kościoła, to przede wszystkim wchodzące w skład Nowego Testamentu cztery Ewangelie synoptyczne i uzupełniające je pisma wymienione na wstępie, które przedstawiały niezgodny z rzeczywistością obraz kogoś, kto poprzez swoją śmierć i, jakoby, zmartwychwstanie miał udowodnić tezę o swoim boskim posłannictwie – śmierci na krzyżu w celu zbawienia naszego świata.

Można w tym miejscu powiedzieć, że dopadł nas chichot historii: to bowiem, co było najważniejsze w nauczaniu Jezusa – jej duchowy aspekt został zepchnięty tak naprawdę na dalszy plan. Od tego momentu liczyło się coś zupełnie innego  genialna koegzystencja dwóch ciał: z jednej strony kontrola obywateli przez państwo w obszarze świeckim z całym systemem swoich represji, z drugiej zaś sprawowanie pieczy nad rządem dusz w sferze religijnej. W ten sposób, najkrócej rzecz ujmując, można powiedzieć, że znaleźliśmy się między młotem a kowadłem. I nieistotne, co utożsamia jedno, a co drugie.

Pytanie, jakie należy postawić w tym miejscu brzmi: Czy coś się zmieniło od tamtych zamierzchłych czasów? Odpowiedź jest tyleż krótka, co oczywista: Nic! Może jedynie tyle, że hierarchowie kościelni jakiegokolwiek odłamu religii katolickiej stali się bardziej świadomi biznesu, na czele którego stoją. Cała reszta z tym związana jest w zasadzie niezmienna. Można by nawet powiedzieć że: Jak było na początku, teraz, zawsze i na wieki wieków. Amen. Od początku, tzn. od unormowania się Nowego Testamentu, czyli od wspomnianego wyżej soboru w Nicei, gdzie doszło do współpracy władzy świeckiej z władzą duchową. Innymi słowy, kiedy nastąpiło stworzenie wspólnego biznesu, mającego dać obu stronom bezpieczeństwo i wygodne życie, a maluczkim złudną nadzieję życia wiecznego. Praca nad wewnętrznym rozwojem każdego z nas, próba zbliżenia się do transcendencji, a tym samym zjednoczenie z Bogiem, jak Jezus nazywał Energię, w której istniejemy zarówno po śmierci, jak i w czasie naszego istnienia, okazały się tylko niepotrzebnym zawracaniem głowy!

Ament. W paździerzu. Albo amant, z paździerza. Wszystko jedno zresztą. Każdemu według uważania i potrzeb.

26.06.2016 r.

10:16, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
piątek, 24 czerwca 2016

No i mamy zimny prysznic – Great Britain opuszcza Unię Europejską! Mógłbym sprawę zbagatelizować i rzucić żartem: Cóż, i tak nie mówię po angielsku, więc nic się nie stało. Przynajmniej z mojej perspektywy. Tylko że tak naprawdę to, co się wczoraj w Anglii wydarzyło, ani nie jest śmieszne, ani nie jest mi też obojętne.

Od dzisiejszego poranka niby nic się nie zmieniło: słońce nadal świeci tak samo jako wczoraj, podobnie wygląda dzień milionów ludzi – pobudka, śniadanie, praca, lunch, powrót do domu i tak dalej, i tak dalej, tyle tylko, że od dzisiaj wiemy, bo dotarło w końcu do nas z całą swoją mocą, że kapitał zaufania Anglików do Unii Europejskiej został zmarnowany. Wytykanie jednak teraz komuś błędów jest bezcelowe. Stało się, bezsprzecznie fatalnie! Ponieważ piękna idea europejskiej wieży Babel została poważnie naruszona. Teraz pozostaje mieć tylko nadzieję, że nie zadziała to na zasadzie reakcji łańcuchowej i inne kraje nie pójdą drogą GB i nie zorganizują podobnych referendów.

Jako euroentuzjasta wiem, że decyzja, jaką podjęli wczoraj Anglicy, jest zła – to z jednej strony, z drugiej jednak rozumiem ją. I mimo iż konsekwencje Brexitu okażą się z całą pewnością dla obu stron niekorzystne, to cholernie trudno nie uznać racji eurosceptyków i ich rozczarowania uprzednim entuzjastycznym otwarciem się na Europę i emigrantów. Dlatego moje drugie ja mogłoby w takiej sytuacji, z jaką mamy dzisiaj do czynienia, powiedzieć: Bardzo dobrze się stało! Przede wszystkim dla was dobrze – tych wszystkich moich rodaków, którzy tak ochoczo głosowali w naszych wyborach prezydenckich na Andrzeja Dudę, a w parlamentarnych na Prawo i Sprawiedliwość, Kukiz’15, czy Korwina; dla was dobrze, którzy ochoczo skorzystaliście z możliwości ułożenia sobie lepszego życia za granicą, ale też mentalnie pozostaliście w opłotkach swojego intelektualnego myślenia, czego wyraz dawaliście od lat właśnie w swoich politycznych wyborach. Wiedzcie, że nie żal mi was! Może po tym doświadczeniu w końcu coś do was trafi – że nie można w nieskończoność i bezkarnie srać komuś na wycieraczkę pod jego drzwiami i jeszcze bezczelnie żądać papieru!

Tak mógłbym powiedzieć, ale nie powiem, wiem jednak, że tak może pomyśleć w Polsce wielu. Osobiście mam nadzieję, że może z tego negatywnego doświadczenia zostaną wyciągnięte jakieś pozytywne wnioski na przyszłość. Oby. Nic tak bowiem nie uczy rozumu, jak własne brutalne życiowe doświadczenie. Niemniej dzisiaj pozostaje ogromne rozczarowanie i nie mniejszy żal. Decyzja bowiem o Brexicie, to trzęsienie ziemi dla wielu ludzi. Nie tylko tych, którzy będą zmuszeni do powrotu do Polski, to również dramat dla tych, którzy żyli tam dawniej i żyć będą nadal, bo Anglia to ich obecna ojczyzna.

Dzisiaj Prawo i Sprawiedliwość będzie zapewne wylewać łzy – jak to źle się stało, bo przecież my tak bardzo kochamy Unię! Tyle że będą to łzy fałszywe, krokodyle, bo tak naprawdę ugrupowanie to nigdy nie pałało miłością do Unii i gdyby dzisiaj – idę o zakład! – jej  przedstawiciele mogli oficjalnie zatańczyć z radości, zrobiliby to zapewne do spółki z gospodarzem Kremla Wowką P. Jeżeli naprawdę czegoś ci ludzie dzisiaj żałują, to jedynie pieniędzy, których dotrze do nas prawdopodobnie mniej, niż pierwotnie zakładano. Tutaj jest pies pogrzebany ich ewentualnego smutku, w tym tkwi ich nieszczera żałoba po Brexicie.

P.S.

Dzisiaj mamy dzień urodzin dwóch mistrzów. Pierwszy żył dwa tysiące lat temu – to Jan Chrzciciel, drugi – to Lionel Messi. W pierwszym przypadku każdy może sobie interpretować ów fakt jak chce, drugi jednak zinterpretuję już osobiście: Myślę, że co niektórzy zostali cokolwiek wykiwani!

– Goooooooooooool!...

24.06.2016 r.

10:30, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
środa, 22 czerwca 2016

Jako że dawno nie umieszczałem tutaj żadnego dialogu, a przecież one od czasu do czasu powstają, więc dzisiaj postanowiłem zaproponować coś lekkiego.

On: Co zamawiasz?

Ona: Zastanawiam się. Może…

On: Tylko bez szaleństw.

Ona: Co masz na myśli?

On: Nie lubię finansowych niespodzianek, kochanie.

Ona: Jeszcze nic nie zamówiłam, a ty już sknerzysz!?

On: Po prostu jedynie dmucham na zimne.

Ona: Wypchaj się! Sam sobie zamów i zjedz.

On: Nie denerwuj się tak! Chodzi mi tylko o to, że mam dzisiaj ograniczone możliwości, więc …

Ona: Już ja dobrze wiem, o co ci chodzi. Ale wiedz, że szkłem dupy nie wytrzesz.

On: Ale śmieszne! No dobrze – zamów, lalka, co chcesz. Zrujnuj mnie, proszę bardzo! Wiem, że tylko o tym marzysz.

Ona: No! To rozumiem. Więc może…

On: Albo nie – daj tę kartę, sam wybiorę! Tobie i tak nic sensownego nie przyjdzie do tej pięknej główki.

Ona: Wiesz co, cham jesteś! Zwykły ćwok.

On: Oj tam, oj tam, zobaczysz, że i tak będziesz najedzona. A oto przecież w tym wszystkim chodzi: drut i wełna, aby była kicha pełna, nie? (śmiech).

Ona: Ha, ha, ha! Myślisz pewnie, że jesteś dowcipny, co? Guzik prawda! Jesteś jedynie żałosny. (wstaje z krzesła) Zegnaj! Teraz już możesz oszczędzać do woli – zamów sobie wodę, to nic nie będzie kosztowało, a świetnie wypełni ci żołądek. Adios!

Odchodzi dostojnym krokiem, podczas gdy on... Cóż, on z całą pewnością nie będzie głodował.

22.06.2016 r.

15:50, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 20 czerwca 2016

Tak naprawdę istnieje tylko jedna możliwość skorzystania przez prezydenta z suwerenności nadanej mu przez naród. Jest nią zniknięcie ze sceny politycznej Jarosława Kaczyńskiego, głównego ogranicznika pana A. Dudy. Gdy to się dokona, jestem pewien, że wtedy ten ostatni przestanie być w końcu jedynie bezwolną kukiełką, jaką w tym momencie pozostaje w rękach pana prezesa i dowiemy się, co ów człowiek zasiadający na tym urzędzie, tak naprawdę myśli i na co go stać; dopiero wtedy, gdy stanie się on samodzielnym politycznym bytem, będzie mógł zostać jednocześnie prezydentem wszystkich Polaków, kim zresztą powinien był zostać od pierwszego dnia swojej prezydentury! W każdym innym przypadku, jeżeli ten warunek nie zostanie spełniony, niestety, ale nadal będziemy skazani przez całą jego kadencję na przykre i żenujące widowisko z uwłaczaniem co jakiś czas godności tego stanowiska.

Nawet bowiem nowe wybory parlamentarne, które mają się odbyć za nieco ponad trzy lata, i przegrana PiS-u niczego nie będą w stanie w tym obszarze naszej wewnętrznej polityki wiele zmienić. Tym bardziej, że ugrupowanie to robi już dzisiaj wszystko, żeby owe wybory wygrać! Stąd program 500 plus, zapowiedź podwyższenia od stycznia gwarantowanej płacy do dwóch tysięcy złotych, ogłoszenie realizacji programu mieszkanie plus, czy darmowe leki dla seniorów, czyli ludzi po 75. roku życia (jakby to wiek był tutaj najważniejszy, a nie zawartość portfela emeryta); gdyby tego było mało w przyszłym roku ma zostać również podwyższona kwota wolna od podatku – i tak dalej, i tak dalej. Krótko mówiąc kupowanie ludzi i ich głosów w ewentualnych wyborach trwa w najlepsze!

Czy w takiej sytuacji w ogóle istnieje jakakolwiek szansa na zmianę ekipy rządzącej? Według mnie zawsze istnieje! Tyle tylko, że jest to zadanie o wiele trudniejsze niż w zwykłych uczciwych warunkach. Ale jest! Dlatego, jeżeli chodzi o opozycję, należy zrobić wszystko, żeby być gotowym na wybory choćby jutro! Bo że odbędą się one wcześniej niż przewiduje ustawa, to dla mnie pewne. A stanie się tak z dwóch powodów: jeżeli nawet nie ogłosi ich Jarosław Kaczyński, kierowany korzystnymi sondażami poparcia dla Prawa i Sprawiedliwości, uczynią to za niego strajki, które przetoczą się przez nasz kraj w przyszłym roku, których źródłem, tak myślę, będzie najprawdopodobniej, mimo całej tej zmasowanej socjalnej akcji, jaką PiS prowadzi, ogólnie rosnące niezadowolenie pewnych grup społecznych, które czują się niedoinwestowane i wykorzystywane. Poza tym całkiem prawdopodobne, że aby wypełnić wszystkie socjalne obietnice złożone przez rząd pani B. Szydło, będzie ona musiała podjąć decyzję o dodrukowaniu trochę złotówek, co z kolei… Cóż, aż strach myśleć, co to może spowodować!

Takiego rozwiązania naturalnie bym nie chciał, niemniej z całą pewnością dobrze by się stało, gdyby jaśnie panująca nam partia na czele ze swoim demiurgiem poszła do wora. Im dłużej bowiem trwać będą rządy Prawa i Sprawiedliwości, tym więcej narobią odczuwalnego przez nas bałaganu w przyszłości.

P.S.

Podobnie zresztą, jeżeli chodzi o autonomię swoich decyzji, przedstawia się sprawa z panią Beatą Szydło. I tyle. Nie ma sensu pisać więcej.

20.06.2016 r.

12:49, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 19 czerwca 2016

Kilka dni temu pisałem o ludzkiej potrzebie samooszukiwania siebie i wierze w różnego rodzaju religijne bajania. Jako że wówczas nie dokończyłem tematu, więc dzisiaj postaram się nie tyle go zakończyć, bo to, jak wiadomo, temat rzeka, ile co nieco do niego dopisać.

Otóż doskonałym przykładem uzasadnienia naszego pragnienia religijnego mitu jest choćby osoba Jezusa, którego geniusz – i nie jest to określenie na wyrost! –  polegał na tym, że nie tylko potrafił dostrzec już dwa tysiące lat temu istotną rolę kobiety w naszym życiu, niejako nobilitując ją (jednakowoż niekoniecznie w odniesieniu do swojej matki, do której, mam wrażenie, miał głęboki żal za to, iż pochodził z nieprawego łoża), ale też, co istotne, proponował w swoim nauczaniu coś niezwykle atrakcyjnego – ideę dostępności Królestwa Niebieskiego dla wszystkich. To dzięki niej i działalności zarówno apostołów, jak i szczególnie Pawła, który nie ograniczał swojej działalności jedynie do obszaru Judei i Galilei, ale z niezwykłą werwą rozpropagowywał chrześcijaństwo na terenie całego cesarstwa rzymskiego, owo nauczanie miało szansę przetrwania. I przetrwało! Mimo ogromnej naiwności tej idei, a także ogromu zła i niegodziwości, jakich dopuścili się w następnych wiekach ludzie krzewiący ją pod różnymi szerokościami i długościami geograficznymi na przestrzeni dwóch tysięcy lat.

Można tutaj dywagować, dlaczego tak się stało i czy taki efekt był nie do uniknięcia, wiem tylko tyle, że  ów reformator religijny z Nazaretu miał wyjątkowe szczęście – trafił bowiem na zdeterminowanych ludzi, którzy pociągnęli dalej cały ten majdan z nim związany. Co było o tyle rewolucyjne, że wychodziło poza zamkniętą strukturę judaizmu. Od teraz religia, związana z jego osobą, była dostępna dla wszystkich, bez względu na pochodzenie, status społeczny, kolor skóry, czy posiadaną mądrość. W tym właśnie, w tej proponowanej przez niego wspólnocie i w nadziei oczywiście na lepsze życie, to przyszłe – w Królestwie Niebieskim, tkwiła kwintesencja idei chrześcijaństwa, obliczona na długoletnie trwanie; w tej idei istnienia Królestwa Niebieskiego, do którego, według jego nauczania, szybciej mieli się dostać odtrąceni i pokrzywdzeni przez życie, niż bogaci, którym niczego w życiu doczesnym nie brakowało. A że zdecydowana większość ludzkiej populacji w zasadzie od zawsze należała do tej biedniejszej części, więc tym samym i słowa Jezusa trafiały (trafiają nadal!) na niezwykle podatny grunt. Pragnienie bowiem wyrównania ponoszonych za życia krzywd i obietnica choćby i boskiej sprawiedliwości, była na tyle atrakcyjna, że musiała, mimo wielu krzywd, wyrządzonych przez ludzi głoszących naukę Jezusa, ostatecznie zwyciężyć. W myśl zresztą tego, o czym napisałem wcześniej: naszego odwiecznego pragnienia oszukiwania samych siebie w celu uczynienia życia tu i teraz znośniejszym. Do momentu nadejścia oczywiście tego lepszego – tam i kiedyś.

Dla tych, którzy mają jeszcze jakieś wątpliwości w tej materii, przytaczam krótki fragment z jednej z Ewangelii, z której tak ochoczo czerpie Kościół:

Zwykłym obywatelom natomiast mam do zakomunikowania tyle: Strzeżcie się uczonych w Piśmie, którzy chętnie chodzą w długich szatach i lubią pozdrowienia na placach i pierwsze krzesła w synagogach, i przednie miejsca na ucztach. A pożerają domy wdów i dla pozoru długie modlitwy odprawiają. Ci najsurowszy otrzymają wyrok.

P.S.

We wpisie Chrystusowi szaleńcy… zakpiłem sobie z wyniesienia na ołtarze Lecha Kaczyńskiego i… życie dogoniło mój żart: Oto jakiś dureń na serio rzucił myśl, aby beatyfikować byłego prezydenta! Aż obawiam się pisać dalej, bo nie wiem, czym to może się zakończyć? Brrrr!...

19.06.2016  r.

13:39, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
piątek, 17 czerwca 2016

Naprawdę trzeba nie lada geniuszu, żeby wejść na boisko na pięć minut i zarobić żółtą kartkę. A tak właśnie się stało w przypadku S. Peszki, co mnie zresztą zupełnie nie zaskoczyło. Uważam bowiem, że to zawodnik ze zbyt gorącą głową, nie zastanawiający się nad konsekwencjami swoich poczynań i w ogóle za słaby na kadrę. Dlatego, jeżeli już miał wejść na boisko, to dobrze się stało, że nastąpiło to pod koniec meczu. Teraz, myślę, trener A. Nawałka tak szybko z jego usług już nie skorzysta.

Wczoraj, jak wiadomo, najbardziej zawiódł A. Milik. Ale nawet nie dlatego, że nie wykorzystał swoich sytuacji, które mogły przynieść bramkę, lecz dlatego, że wyraźnie mecz mu nie wyszedł: słabo dogrywał, dużo piłek tracił, w ogóle był jakby o jedno tempo zbyt wolny w stosunku do piłkarzy Niemiec. Cóż, takie mecze się zdarzają, ważne, że nie miało to większych negatywnych konsekwencji dla drużyny. Na szczęście turniej trwa dalej, więc czas na rehabilitację przyjdzie już wkrótce. W co wierzę!

Co do bramkarza: mówią i piszą że Ł. Fabiański się sprawdził i nawet uchronił nas od bramki. Błąd: obronił to wszystko, co znajdowało się w zasięgu jego ramion, bez żadnych fajerwerków. Strzał wprost w niego odbił na zasadzie bezwarunkowej reakcji  przed siebie, czego tak naprawdę się nie robi, ponieważ mogła pójść natychmiastowa dobitka. Na szczęście stał tam M. Pazdan, który piłkę wybił na aut.

Ale to jeszcze nic, była również i taka sytuacja, przy której aż mi skóra ścierpła na grzbiecie: Ł. Fabiański otrzymał piłkę od naszego zawodnika i zamiast ją wybić od razu, najpierw ją przyjął i dosłownie brakowało centymetrów, żeby niemiecki zawodnik zdążył mu ją przyblokować. Dla mnie totalna nieodpowiedzialność! Na szczęście wszystko skończyło się dobrze. Dlatego lepiej już, jeżeli A. Boruc ma być odstawiony na boczny tor w tych mistrzostwach, to niech jak najszybciej do zdrowia wraca W. Szczęsny.

P. S.

Nie pisałem o tym do tej pory, myślę jednak, że ten moment jest na to odpowiedni: wysłałem kilka kuponów bukmacherskich. Jeżeli chodzi o końcową czwórkę mistrzostw, to postawiłem na Polaków i Niemców. W innych kuponach skreśliłem wczoraj oczywiście remis. Krótko mówiąc jest dobrze, póki co. Jeszcze parę meczów i może być trafiona przeze mnie niezła kaskaJ

– Polska, biało-czerwoni!

17.06.2016 r.

10:33, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 16 czerwca 2016

1.Dzisiaj mecz z Niemcami. O wyjście z grupy. Tylko, póki co. Więc nie dajmy się zwariować. Ten mecz niczego nie rozstrzyga definitywnie, nie jest meczem o wszystko, czyli np. o mistrzostwo Europy. Na ten przyjdzie czas później. A przyjdzie! Tego jestem pewien. Oglądając bowiem kilka dotychczas rozegranych spotkań, śmiem twierdzić, że byłoby ogromnym pechem, gdybyśmy nie znaleźli się w czwórce mistrzostw. Dlatego powiem jeszcze raz: nie dajmy się zwariować. Dzisiaj wystarczy nam remis. Na zwycięstwo, a jednocześnie rewanż za półfinał z 74. roku, dające nam satysfakcjonujące zwycięstwo, przyjdzie jeszcze czas. Wkrótce.

2.W. Szczęsny doznał urazu uda podczas meczu z Irlandią Północną. Oczywiście, zawsze to źle, gdy piłkarz odnosi kontuzję – choćby niewielką, ale wykluczającą go z gry. W dwójnasób źle, gdy dzieje się to na jakimś turnieju wyższej rangi. W tym jednak przypadku, myślę, Opatrzność nam sprzyja. Osobiście bowiem uważam, że w naszej bramce powinien stać A. Boruc. Dla mnie bramkarz w kadrze poza wszelka konkurencją. Nie znaczy to naturalnie, że W. Szczęsny jest zły – nic podobnego, wręcz przeciwnie – jest świetny! Tyle że nie do końca przewidywalny. O czym zresztą może świadczyć zderzenie z Piszczkiem. Takie rzeczy nie powinny się zdarzać! Bo to świadczy o złej komunikacji bramkarza z linią obrony, co źle wróży przy następnych interwencjach. Dlatego uważam że nic się nie stało. Szczęsny wykuruje się na kolejne mecze, podczas gdy ten dzisiejszy pokaże nam, kto powinien bronić naszej bramki. Poza wszystkim, tak myślę, powinniśmy złożyć hołd św. Lechowi Kaczyńskiemu, który zapewne również byłby zadowolony, że broni Borubar. Jak kiedyś nazwał BorucaJ

16.06.2016 r.

11:03, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 14 czerwca 2016

1.Jak się okazuje ludzie nigdy nie wyrastają z wieku dziecięcego – tak jak lubili różnego rodzaju baśnie i klechdy domowe jako dzieci, tak i podobnie darzą miłością również w wieku dojrzałym bajdy, z tą jedynie różnicą, że w tym momencie ich życia miejsce bajek zajmuje z powodzeniem religia i cały szereg związanych z nią cudów i nieprawdopodobnych wręcz zdarzeń. Dzieje się tak prawdopodobnie dlatego, iż człowiek w swojej naturze posiada nieodzowną potrzebę oszukiwania samego siebie. Robi to oczywiście na różne sposoby i w różnego rodzaju sprawach, najpewniej po to, aby zwyczajnie nie zwariować w wyniku natłoku przyziemnych spraw, które codziennie atakują nas z całą swoją siłą i bezwzględnością. Innymi słowy chodzi o to, że bez tej nieodzownej dozy samooszukiwania siebie istnienie nasze byłoby prawdopodobnie na dłuższą metę nie do zniesienia.

2.Palanty z Solidarności – tak kiedyś wyraził się o działaczach Solidarności lat 90-tych ówczesny poseł Ryszard Zając, za co został zresztą postawiony w stan oskarżenia przez prokuratora Karola Grzywacza, co samo w sobie było już nie tylko aberracją umysłową rzeczonego wyżej prokuratora, ale stało się również niejako potwierdzeniem owego palanciarstwa działaczy Solidarności.

Za tę jakoby „obrazę” R. Zając otrzymał wyrok prawie roku więzienia w zawieszeniu na dwa lata, 2 mln grzywny oraz 0,5 mln na rzecz PCK. Oczywiście skazany odmówił uznania wyroku, więc postanowiono karę odwiesić. Na szczęście opór wielu środowisk był tak duży, że w końcu została wniesiona rewizja nadzwyczajna, w wyniku czego Sąd Najwyższy nakazał wstrzymanie wykonania kary.

Ten absurdalny wyrok miał miejsce wiele lat temu, u progu raczkującej u nas demokracji, bo w 1991 roku. Mam jednak dziwnie mocne wewnętrzne przeświadczenie, że mimo upływu przeszło ćwierćwiecza od tamtej chwili, niewiele się u nas zmieniło w tym obszarze naszego życia. Wychodzi bowiem na to, że tak jak dawniej związkiem zawodowym rządziły palanty, tak robią to nadal, tyle tylko, że z innymi twarzami. I pomijam tutaj fakt permanentnego popierania przez nich kabotynów z PiS-u, co można jeszcze jakoś zrozumieć – chociaż jako związek powinni wg mnie zachować zdroworozsądkowy dystans w odniesieniu do wszystkich partii politycznych, i to bez wyjątku! – trudno mi już jednak zrozumieć ich autorytarne zapędy do karania za handel w niedzielę! Bo z takim właśnie niedorzecznym pomysłem ci geniusze intelektu związkowego w ostatnich dniach wyskoczyli.

Otóż wpadli oni na pomysł, żeby ustawowo zakazać w tym dniu handlu (znacznie lepiej przecież pójść do Kościółka, pomodlić się, niż biegać po sklepach!), a tych właścicieli, którzy będą łamać ów przepis, karać więzieniem. Naturalnie bezwzględnym! Zastanawiam się tylko przy okazji, co z innymi zawodami w tym kontekście: policjantami, kolejarzami, kierowcami, ochroniarzami, pielęgniarkami itd., itp., którzy piątek, światek czy niedziela, muszą stawić się w pracy, hm? Czy oni to naprawdę jakiś patyk od kiszki? Nie pomyślą owi związkowi mędrcy, żeby na tyle usprawnić kodeks pracy, eliminując z niego możliwości interpretacyjne na niekorzyść pracownika, co skutkuje od początku lat 90-tych patologią w tej sferze naszego życia, nie zadbają o prawa pracownicze i ich bezwzględne przestrzeganie przez pracodawców, tylko wyskakują od razu z jakimś zakazem, karą, więzieniem!

Czy takie postawienie przez nich sprawy jest jakimś zaskoczeniem? Nie myślę! Jeżeli mentalnie siedzi się w głębokim socjalizmie, to siłą rzeczy lubi się używać maczugi do wytłumaczenia narodowi, co jest dla niego lepsze. Sam przecież tego nie wie, bo, wiadomo, gremialnie jest głupi! Krótko mówiąc okazuje się, że mimo upływu czasu, panowie ze związkowej Solidarności jak byli palantami, tak pozostają nimi nadal. Czas w ich przypadku okazał się niezbyt łaskawy: upłynął, co prawda, ale jakby bez tak pożądanego skutku – nie spłynął na nich łaską mądrości. Z łask bowiem najlepiej znana im jest ta pańska. Ale ta z kolei, jak wiadomo, na pstrym koniu lubi pojeździć:)

14.06.2016 r.

13:31, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2
O autorze
więcej: www.kiler.blox.pl kontakt: czaplinski@tlen.pl