RSS
poniedziałek, 30 czerwca 2014

  Wbrew temu, co widzicie dzisiaj za oknem, wbrew różnego rodzaju niepomyślnym znakom i zapowiedziom, ja nie wycofuję się z tego, co napisałem siódmego lutego tego roku: http://dagome.blox.pl/2014/02/Prognoza-wedlug-polskiego-swistaka.html,więcej – namawiam usilnie na urlop właśnie w lipcu!

    W końcu, czy minąłem się z prawdą, jeżeli chodzi o maj? Oczywiście że trafiłem! W końcu nie napisałem, że przez cały bity miesiąc będzie ukrop, napisałem jedynie, że będzie taki, jakiego od dawna nie było, czyli że będzie ciepły. I taki był, mimo dwóch deszczowych tygodni. Deszczowych, ale nie zimnych, jak to miało miejsce w kwietniu, czy nawet w czerwcu. Zatem, kto jeszcze się waha, szczególnie w dzisiejszych niesprzyjających warunkach, z podjęciem decyzji o urlopie, niechaj porzuci zwątpienie i zdecyduje się na niego. Gwarantuję słońce – i to w nadmiarze! Jeżeli się mylę – zwracam koszt… No nie, bez żartów, trochę mnie poniosło. Jakbym wczoraj spędził za dużo czasu w siodle. Sorry.

    – Patataj, patataj, patataj… Iiiiiihaaaaa:)))

    P.S.

    Na koniec „mój” komentarz muzyczny do afery – nie tylko tej ostatniej, ale każdej:

        30.06.2014 r.

14:07, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 29 czerwca 2014

    Tak jak tolerancja zawsze kojarzyła mi się z demokracją, tak nietolerancja pozostawała dla mnie i pozostaje nadal przejawem ciasnoty umysłowej, zaprzeczeniem tego wszystkiego, co otwarte, wolne i bez jakichkolwiek uprzedzeń: rasowych, klasowych, religijnych, czy również seksualnych. Krótko mówiąc nietolerancja jest dla mnie zaprzeczeniem zasad demokracji!

    Nie wiem, jak jest w innych krajach, wiem, że u nas – w Polsce przejawem nietolerancji jest np. występujący od czasu do czasu antysemityzm. I nie jest to, co ciekawe, niechęć czy nienawiść do jakiejś konkretnej grupy narodowościowej, w tym przypadku do Żydów – bo nadmiaru tych ostatnich jakoś tutaj na co dzień nie dostrzegam – to jest niechęć dużo gorsza, bo to niechęć ogólnie do człowieka jako takiego; człowieka, którego istnienie zawadza, w jakiś sposób uwiera. Tyle tylko, że paradoksalnie jest ona również niezbędna, albowiem świetnie tłumaczy własne niepowiedzenia, swoje nieudacznictwo. Słowem – Żydzi, Afrykańczycy, Cyganie, mniejszości narodowe będące imigrantami, a w końcu i my sami jesteśmy „kozłami ofiarnymi” stereotypów i tak naprawdę ofiarami własnej małości i myślenia zaściankowego. Ci wszyscy oni – ci obcy spełniają dzisiaj role tzw., a jeszcze nie tak dawnych „czarownic”, które starano się likwidować ze społeczności jako chorą, bo heretycką tkankę, podczas gdy jedyną ich „winą” było to, iż posiadały zdolności niedostępne dla większości, czyli znajomość zielarstwa, jasnowidzenia, bioterapii itd., itp.

    Co do typowego przejawu antysemityzmu, jego – że tak powiem – klasycznej wersji, to tak jak dawniej, tak i jak dzisiaj nie ma on racji bytu. Bo niby co miałoby go tłumaczyć, uzasadniać? Ukrzyżowanie Jezusa? Bzdura! Był Żydem, który wystąpił przeciwko Cesarstwu Rzymskiemu i cesarzowi, wiec musiał ponieść karę, najlepiej na tyle drastyczną, aby odniosła skutek odstraszający.

    Inny powód: Trzymanie finansów świata w swoich lichwiarskich łapach? Kolejny bzdet nie do przyjęcia! Uważam bowiem, że większymi lichwiarzami w Europie byli i są Szwajcarzy, a poza nią Japończycy. Więc o co chodzi, w czym tak naprawdę tkwi problem?

  Tak jak napisałem już wyżej: myślę, że odpowiedź na to jest niezmiernie prosta: antysemityzm, rasizm, niechęć do innych nacji czy grup społecznych, to najłatwiejsza odpowiedź na nasze nieudacznictwo i najprostsze wytłumaczenie naszych porażek i wynikających stąd frustracji. Dlatego uważam, że już najwyższy czas ogarnąć się i skończyć z tym bezsensownym, głupim i szkodliwym mitem wiecznie handlującego Żyda wszystkim i wszędzie. Bo tak jak inne, tak i ten mit również nie wytrzymał próby czasu – zestarzał się, zdezaktualizował. Szczególnie dotyczy to tych wszystkich bogobojnych, którzy mając gęby pełne frazesów o Bogu i miłości człowieczej, pozostają pełni uprzedzeń i nienawiści do bliźniego. Jeżeli jest inaczej, jeżeli uparcie tkwię w błędzie, to wy wszyscy, schizofrenicy intelektualni, udowodnijcie mi to! Uzasadnijcie, że się mylę, że jest inaczej niż myślę. Chętnie waszych argumentów wysłucham. Albowiem niczego tak nie pragnę tutaj, jak własnej pomyłki. Ja chcę się mylić!

          29.06.2014 r.

09:24, adelmelua
Link Komentarze (2) »
sobota, 28 czerwca 2014

    Oczywiście, nie zawsze jest tak, że jest się niezauważanym, pomijanym, niedocenianym, niemniej nierzadko tak właśnie się zdarza. A wtedy jest tak, że swojej własnej, prywatnej „drogi krzyżowej” ominąć się nie da – trzeba ją przejść. Nie wiem, czy to dobrze czy źle, być może dobrze dla samej Sztuki – bo nic tak w niej pięknie nie owocuje, jak własne doświadczenie; źle już jednak dla samego artysty i późniejszych admiratorów jego twórczości. Dla niego jednak źle, bowiem droga do sukcesu i uznania wydłuża się w sposób nieokreślony, co nie tylko oddala go od celu, do którego powinien dążyć, czemu powinien się poświęcić bezgranicznie, ale, co gorsza, naraża go to tym samym na rożnego rodzaju frustracje – nie musi, ale z całą pewnością może! Źle również dla ewentualnych wielbicieli jego talentu. Bo to nie tylko milczenie jeszcze jednego człowieka, kogoś anonimowego, to milczenie kogoś wyjątkowego, kogoś, kto tworzy i żyje dla nas!

    Potem, niestety, dzieje się tak, że gdy już nie ma Go pośród żyjących, kiedy nie może nic więcej powiedzieć, nie może wzbogacić nas kolejnym swoim dziełem, przychodzi uznanie i wtedy organizuje się, naturalnie pod Jego patronatem, jakieś festiwale, konkursy, przeglądy. Stawia mu się mniejsze czy też większe pomniki, nadaje Jego imieniem nazwy ulic, placów, szkół. Niestety, wszystko to dzieje się odrobinę za późno, albowiem On już nigdy nic nowego nie stworzy, nie obdaruje nas swoją twórczością, nie wzbogaci nas w warstwie duchowej. Jego talent bowiem został na zawsze zamknięty w skrzynce z gładko wyheblowanych desek. Krótko mówiąc zadośćuczynienie przychodzi, ale poniewczasie.

    Nie wiem, jak jest z tobą, nieznany twórco, dzisiejszy anonimie, nie wiem, czy czeka cię jazda z górki, czy raczej ustawiczny ciężki marsz pod górę. Gdybyś jednak miał być jednym z takich właśnie wątpliwych wybrańców Sztuki, nie załamuj się, nie schodź z drogi swojego przeznaczenia. Trwaj na niej uparcie wbrew przeciwnościom losu, wbrew wszystkim zazdrośnikom, nieudacznikom i hipokrytom, jakich spotkałeś,  spotykasz i jeszcze spotkasz na swojej drodze. Trwaj i wierz, że dzień, w którym zatriumfuje twoja Sztuka, dzień uznania na pewno nadejdzie. Albowiem prawdziwa, dobra Sztuka zawsze się obroni!

         28.06.2014 r.

05:52, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
piątek, 27 czerwca 2014

    Jest czwarta rano. Wychodzę na ulicę. Słyszę równomierny stukot obcasów o trotuar. Po chwili zza rogu budynku wyłania się… Ona. Zjawisko! Nie znam Jej, widzę po raz pierwszy, odnoszę jednak wrażenie, że kiedyś już… gdzieś… Nie, nie jestem naturalnie pewien, ale odnoszę takie wrażenie, jakby właśnie już gdzieś, kiedyś…

    Jest pełna kobiecego wdzięku i letniego powabu. Mam ochotę zatrzymać Ją, powiedzieć coś – coś niekoniecznie mądrego, z całą pewnością jednak miłego i zabawnego. Niestety, w następnej sekundzie uzmysławiam sobie, że idę w całkiem odwrotnym kierunku, niż owa Piękność podąża. Przykra konstatacja, która w następnej chwili skutkuje dziwnym ukłuciem w okolicach serca.

    Zaczynam się zastanawiać, kto to był lub też miał znaczyć. Może nic, może w naszym życiu chodzi o to, żeby się mijać obojętnie, przechodzić obok siebie prawie niezauważenie, bez słowa, choćby najdrobniejszego gestu. A może jest tak, że w takich sytuacjach mamy do czynienia z przypadkiem, który może stać się naszym przeznaczeniem, tylko my w odpowiednim, dogodnym dla nas czasie nie zrobiliśmy nic, żeby ten moment zatrzymać, uchwycić w swoje ręce i pójść potem dalej, w przyszłość, ale już razem, ze wspólnie splecionymi dłońmi? Może to, czego właśnie byliśmy świadkami, to ktoś, kto dzisiaj poszedł dalej, ale kiedyś pojawi się w naszym życiu raz jeszcze, tyle że już w innych okolicznościach i pod inną postacią, będąc kopią tego, co właśnie dzisiaj pojawiło się na krótką chwilę, zaintrygowało swoja obecnością i odeszło, pozostawiając po sobie jedynie trudno wytłumaczalny niepokój i pewnego rodzaju niespełnienie? Może to utracone dzisiaj, to jedynie preludium do tego, co nas czeka w bliższej czy też dalszej przyszłości, co jednak ostatecznie okaże się zyskiem naszego życia?

   Kim byłaś długowłosa, długonoga Nieznajomo? Pojaw się jeszcze kiedyś, daj mi jeszcze jedną szansę.

      27.06.2014 r.

08:46, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
środa, 25 czerwca 2014

    Nie wiem, czy wybory odbędą się wcześniej niż przewiduje ustawowy termin – myślę, że nie. Gdyby jednak stało się inaczej, to już dzisiaj przedstawiam mowę kandydata na posła czy też senatora, który będzie chciał nam znowu obiecać „nowy wspaniały świat”:

     „Przed wszystkim chciałbym wszystkim podziękować za postawienie na mnie w poprzednich wyborach parlamentarnych! Naprawdę było fajnie. Bawiłem, się świetnie. Niewiele obowiązków, dużo czasu dla siebie, a kaska więcej niż niezła. Słowem – jak za socjalizmu: czy się stoi czy się leży pięć tysiaków się należy. A jeżeli nie pięć, to przynajmniej dwa.

    Oczywiście, to nie jest tak, że jestem chytry czy zazdrosny i nie chciałbym, żeby innym było dobrze. Chciałbym. Nawet bardzo! Tyle tylko że wiem, iż jest to zwyczajnie niemożliwe. Ten tort jest zbyt mały. A nie jest jeszcze tak dobrze, żeby z próżnego coś nalać i każdego tym sposobem napoić. Więc wszystkim, jak leci, póki co nie może być dobrze. Bo nigdzie jeszcze tak nie było i nie ma!

     Dlatego na początek tylko ja i moi koledzy mieliśmy nieźle. Na was – ludu pracujący miast i wsi przyjdzie jeszcze czas. Albo i nie. Bo w końcu czas tak szybko zapieprza, że nie wiadomo, czy wystarczy go również i dla was na poprawę losu. Życiowe ryzyko: babka albo będzie żyła, albo przy pechu będzie gniła. To się jeszcze okaże. Ja w każdym razie spróbuję robić to, co do mnie należy, żeby wasze życie było lepsze, odrobinę lżejsze. Czy to mi się uda? Nie jestem pewien. Ale będę próbował. Tylko że najpierw muszę was zauważyć. A wierzcie mi: to nie jest znowu wcale takie łatwe: okulary mam tak silne, że denka od butelki to pryszcz! Spieprzył mi się wzrok strasznie – szczególnie od ostatnich wyborów.

     Jako że w końcu nie jesteśmy dziećmi, więc rozumiecie sami, że mimo najszczerszych chęci niewiele mogę. Trudności bowiem są natury obiektywnej. Ale przyrzekam, że po wyborach na pewno zmienię sobie okulary na lepsze – większe i ostrzejsze! Żebym również i Was mógł w końcu dostrzec, a nie tylko najbliższe otoczenie, to znaczy rodzinę i kolegów. Na dzisiaj, aby to zmienić, mogę jedynie przyrzec, że w końcu wybiorę się do okulisty. Na pewno coś poradzi. Póki co jednak proszę Was o głos. Wierzcie mi – nie będzie zmarnowany! Zrobię, jeżeli nie więcej, to przynajmniej tyle samo, co w poprzedniej kadencji. Co najmniej tyle samo!

      Pozdrawiam! Wasz kandydat:)”

      25.06.2014 r.

10:03, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 23 czerwca 2014

    Są pewne granice, których przekraczać się nie powinno. Nawet w imię tzw. wolności słowa. To, co ostatnio robił i robi nadal tygodnik Wprost jest właśnie jaskrawym przykładem tego, gdzie w pewnym momencie interes prywatny stanął ponad interesem państwowym. Bo o ile byłem w stanie zgodzić się z tłumaczeniem dziennikarzy ww. redakcji co do zasadności publikacji pierwszego zapisu rozmów, prowadzonych  pomiędzy ludźmi władzy, o tyle przy kolejnych, umiejętnie dozowanych odcinkach, podobnego tłumaczenia przyjąć już nie potrafię.

   Pomijam fakt, że podsłuchy te były nielegalne i w ogóle nieetyczne, istotne i jednocześnie najgorsze przy tym jest to, iż świadczą one ewidentnie o świetnie przemyślanej akcji, mającej na celu wywrócenie do góry nogami nie tylko aktualnego rządu, ale przede wszystkim zdestabilizowanie Polski zarówno wewnętrznie, jak i wskazanie na nas na zewnątrz, jako na niewiarygodnego na arenie międzynarodowej sojusznika tak USA, jak i Unii Europejskiej. Dobitnie wykazuje to nie tylko ilość zarejestrowanych rozmów i czas im poświęcony, ale również miejsca – nie jedno! – w których do nich dochodziło. Zatem w obronę wolności słowa tutaj nie wierzę, bo przeczą temu po prostu fakty.

   Ale jako że w każdej historii, choćby z pozoru najgorszej, zawiera się jakiś pozytyw, więc i tutaj taki dostrzegam: jest nim zyskanie przez społeczeństwo świadomości, jak wyglądają kulisy tzw. „wielkiej polityki”. Przy czym „wielka”, jak widać, jest ona jedynie z nazwy, z racji swojego funkcjonowania pozostaje nadal brudna, pełna obłudy i najzwyczajniej w świecie śmierdząca. I taki jest nas – społeczeństwa zysk z całej tej tzw. „afery taśmowej”. Choć to niewątpliwie bardzo wątpliwy zysk.(:

23.06.2014 r.

10:17, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
sobota, 21 czerwca 2014

   1. Po dłuższym zastanowieniu doszedłem do przekonania, że prawdziwe jest twierdzenie, jakoby W. Putinowi ogromnie zależało na pokoju. Ustawicznie daje przecież temu wyraz. Walczy o niego jak lew, czy tygrys – o czym świadczyć mogą nawet jego zdjęcia z takim właśnie kotkiem. Tyle tylko, że to pokój dość specyficzny, bo to – pokój na Łubiance! Najbliższy jego sercu, umiłowany, ciepły i pełen miłości. Pokój twórczy! I im on większy, tym zadowolenie osobiste Wowki Putina, podejrzewam, również przeogromne. Zatem – za pokój jego duszy. Ament.

   2. „(…) jako w niebie, tak i na ziemi” – tekst powszechnie znany i, trzeba przyznać, niezły. Tyle tylko, że z pozoru i na pierwszy rzut oka. Gdy się przy jego sensie zatrzymać na dłużej, może się okazać, że zawiera niezbyt przyjazną wizję tego, co nas może czekać. Dlatego osobiście mam sporo wątpliwości, czy te słowa niosą dobry przekaz. Dla mnie nie bardzo i szczerze mówiąc, jeżeli miałoby być rzeczywiście „jako w niebie, tak i na ziemi”, to wolę już zostać tutaj. Po co mi mentalny kac na tamtym świecie? Wystarczy, że mam go w nadmiarze tu i teraz.

   P.S.

  Można by się jeszcze zastanowić nad innymi kawałkami, na przykład: „ostatni będą pierwszymi”, albo: „błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli”, i takie tam dalsze pierdu – pierdu. Tyle tylko, że mimo iż to pierdoły (naturalnie dla mnie), to jednak genialne, bo dające nie tylko rozwiązanie naszych doczesnych wątpliwości, ale również nadzieję. A ta, jak wiadomo, jest najważniejsza. Ważniejsza nawet od samej istoty życia. Ament w pacierzu po raz drugi.

      21.06.2014 r.

10:32, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
piątek, 20 czerwca 2014

   Nie wiem, kto ma rację w sporze: prokuratura – redakcja tygodnika „Wprost”. Wiem, że to, co się stało przedwczoraj, to kontynuacja kompromitacji Państwa, poprzez niekompetentne działania wymiaru sprawiedliwości. Kontynuacja, ponieważ z tym zjawiskiem mamy do czynienia w zasadzie na co dzień. Dlatego pojawia się tutaj pytanie: Czy naprawdę mamy do czynienia z czymś zaskakującym? W żaden sposób. A oto kilka przykładów dlaczego tak uważam:

   1. pewien mężczyzna kradnie wafelek „princessa” o wartości 0,99 gr. Wyrok: 100 zł kary z zamianą na 5 dni aresztu. Jako że nikt nie dostarczył mu orzeczenia wyroku, w konsekwencji chłopina ląduje w wiezieniu. W porządku? W świetle prawa jak najbardziej. Tyle tylko, że pojawia się tutaj pewien dodatkowy zgrzyt: człowiek ten jest intelektualnie niepełnosprawny! Urzędnicy państwowi, jak jeden mąż od policji, która go ujęła, poprzez psychiatrę, a kończąc na sądzie wykazali się zwykła niekompetencją;

   2. podobnie: kradzież soku pomidorowego, którego koszt opiewał na zawrotną kwotę 2,17 zł; wyrok: 20 dni aresztu!;

    3. to samo: kradzież puszki tuńczyka. Wartość: 4,49; wyrok: 20 dni aresztu;

    4. kradzież ćwiartki kurczaka – koszt 6,89; wyrok: 30 dni aresztu;

    5. kradzież bułki o wartości 1,89 zł; wyrok: 20 dni aresztu.

   Mało? Mnie wystarczy. Pomijam fakt, że wszystkie te kradzieże dotyczą jedzenia, czyli nie kradli ludzie syci, a zwyczajnie głodni, istotniejsze są kary, jakie tych ludzi spotkały. Nie chcę przez to powiedzieć, że powinno się przymykać oczy na takie sytuacje, chcę powiedzieć jedynie tyle, że piastowane stanowisko nikogo nie zwalnia z myślenia!

   Na koniec związana z tym statystyka: liczebność przestępstw w Polsce spadła o pół miliona w porównaniu z końcem lat 90-dziesiątych – i to jest bez wątpienia duży plus, gorzej, że osób osadzonych mamy w chwili obecnej o dwa tysiące więcej niż wówczas. Jak to możliwe? Właśnie dzięki takim przestępstwom i wyrokom, o jakich napisałem wyżej. O czym to świadczy? Oczywiście, o niekompetencji urzędników państwowych. Dlatego nie dziwią mnie słowa min. B. Sienkiewicza, który w sławnej już dzisiaj rozmowie kawiarnianej z M. Belką rzucił w pewnym momencie, że państwo polskie nie istnieje. Fakt, z takimi nieudolnymi urzędnikami państwowymi ono nie ma prawa istnieć!

        20.06.2014 r.

08:08, adelmelua
Link Komentarze (4) »
czwartek, 19 czerwca 2014

   Człowiek od najdawniejszych czasów – świadczą o tym różnego rodzaju pochówki – potrzebował czegoś, co będzie transcendentne i niepojęte, a przez to, paradoksalnie, również łatwo wytłumaczalne – łatwo, dzięki korzystaniu przez niego przy lada okazji z klucza-wytrycha, jakim okazał się ktoś, kogo człowiek określił mianem – Boga! A jeszcze wcześniej Bogów – różnych. Albowiem ten akurat worek jest niezwykle pojemny i przyjmuje wiele treści. Wszystko po to, aby w sferze swojego niezrozumiałego i niepojętego doczesnego bytu i tego, co po nim, posiadać jakiś mocny punkt oparcia, aby nadać swojej egzystencji jakiś sens!

   Oczywiście nie jest tak, że człowiek u zarania swoich wierzeń miał niejako z góry przygotowaną już a priori jakąś konkretną koncepcję religijną. Te wykształcały się bowiem poprzez wieki w różnych kulturach samoistnie i w sposób intuicyjny. W trakcie tego procesu zaistniała również, co naturalne, świadomość, w wyniku czego doszło do zbudowania przez wyznawców danych wierzeń religijnych szeregu obrządków i rytuałów, co skutkowało w konsekwencji wykształceniem się tradycji.

   Jak wiemy u podłoża trzech największych dzisiaj religii legło Pismo zwane Świętym. Świętym, bo pisane pod tzw. natchnieniem Boga. Problem w tym, że wszystko, co wychodzi spod ręki człowieka a służy dobru innych, jest, według mnie, stworzone pod takim właśnie natchnieniem – boskim! Dzieje się tak z jednego prostego powodu: my wszyscy, jako twór Najwyższego, jesteśmy obdarzeni tą właśnie boską cząstką, więc również każda nasza pozytywna twórczość, co zrozumiałe, jest warunkowana obecnością tego pierwiastka. Dlatego tłumaczenie, że jakieś tam Pismo jest wyjątkowe właśnie ze względu na ten aspekt, jest po prostu zwyczajnym nadużyciem i łatwizną w tłumaczeniu niepojętego.

    To, co jest niepokojące w dyskusjach o tej niezrozumiałej sile, którą jest Bóg, to postawa ludzi „broniących” idei krzyża, którzy uważają, iż są niejako zobligowani do jego obrony. Przed kim i przed czym, przyznam – nie wiem. Osobiście interesuje mnie tylko jeden krzyż – mój własny, z którym jest, niestety, coraz gorzej. Resztę krzyży, bez względu na materiał z jakiego zostały wykonane, mam poniżej własnego. To wszystko.

    Thomas Halik, czeski filozof, napisał rzecz niezmiernie istotną i prawdziwą: Problem religii i ateizmu nie tkwi w religii i ateizmie, tkwi w ludziach, którzy uważają, że aby szerzyć swoje przekonania muszą obrażać innych. I właśnie taka postawa, tych, którzy tak właśnie uważają, jest najgroźniejsza, ponieważ wyklucza z równorzędnych pozycji swoich ewentualnych dyskutantów. Bierze się to zarówno z ogromnego zadufania, jak i głębokiej wiary, że oto oni dostąpili wiedzy absolutnej, albowiem zostali naznaczeni przez Stwórcę. Są więc wyjątkowi, bo wybrani! Tyle tylko, że to przeświadczenie jest z gruntu fałszywe. Niczego bowiem nie dostąpili i przez nikogo nie zostali wskazani, jako sprawiedliwi, z których powinniśmy czerpać wzór. Jeżeli uzurpują sobie jakiekolwiek prawo do posiadania patentu na prawdę objawioną, to robią to w sposób z założenia błędny. Albowiem jeżeli nawet cokolwiek posiadają, to co najwyżej protezę, której nazwa brzmi Bóg i którą próbują podpierać się we wszelkich dyskusjach na Jego temat, by lać nią swoich oponentów niczym maczugą.

    Dzisiejsza nauka mówi nam, że nasza ludzka i zrozumiała potrzeba odwołania się do spraw niewytłumaczalnych legła u źródeł powstania Pięcioksięgu, czyli Tory, która stała się punktem zwrotnym w historii ludzkich wierzeń, albowiem jako jedyna proponowała monoteizm. Koncepcję, która wraz z rozwojem człowieka stawała się najsensowniejszą i najbardziej – jakkolwiek to paradoksalnie zabrzmi – racjonalną. Politeizm, wraz z rozwojem naszej świadomości,  stawał się, że tak powiem,  passe.  Dlatego ów Pięcioksiąg, który legł u podłoża trzech największych współczesnych religii: judaizmu, islamu i chrześcijaństwa, wraz z upływającym czasem miał jak najbardziej rację bytu, więc przetrwał tysiąclecia.

    Pytanie kluczowe, jakie się tutaj musi pojawiać, brzmi: Czy wszystko, co w owym Piśmie Świętym się znajduje, jest prawdziwe i zasługuje tym samym na naszą bezkrytyczną i bezdyskusyjną wiarę? Oczywiście, nie! Historie w nie zawarte są o tyle prawdziwe, o ile może potwierdzić je nauka, a ta, jak wiemy, niektóre potwierdza, innych nie. Na pewno zaś wiele z nich jest niezwykle ubarwionych i przerysowanych, co zrozumiałe, na potrzeby religijne. I to wszystko. Ament:)

         19.06.2014 r.

10:55, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 17 czerwca 2014

    Miewam sny bardziej lub mniej zwariowane, z dozą rzeczywistości lub też odjechane do tego stopnia, że w żaden sposób nie zahaczają o świat realny. Ale jest wśród nich jeden, który, myślę, mógłby kiedyś czymś zaowocować – choćby scenariuszem filmowym.

   1.Chodzi w nim o autokar i podróżnych, którzy zwiedzając świat, wpadają również, co zrozumiałe, do muzeów. Wiecie obrazy, jakieś starożytne precjoza, trudne do oszacowania pozostałości wielowiekowej działalności człowieka w sferze kultury materialnej. Krótko mówiąc odwiedzane przez wycieczkę muzea i ich zawartość, to właśnie clou tego snu. Bowiem ów wypad do tych właśnie miejsc kultury i sztuki, to jedna wielka draka, polegająca na ich… rabowaniu!

    Czyż nie piękny sen? Dla mnie na tyle piękny, że, jeżeli mogę, wybieram ten stan ciała i umysłu, jako klucz do życia na jawie!:)

   2.Inny sen-pomysł, którego nie zrealizuję: Państwo, którym wstrząsają niepokoje, protesty, zamachy, ogólna eskalacja przemocy. Rządzący, aby nie utracić władzy, posuwają się do rzeczy makabrycznych: dokonują skażenia wody, awarii gazociągów oraz elektrowni, co powoduje przerwanie dostaw tychże surowców. Wraz z upływem czasu sytuacja staje się coraz gorsza. Rządzący podejmują decyzję o opuszczeniu miast, co oczywiście powoduje, iż w bardzo krótkim czasie zupełnie się one wyludniają. Decyzja taka jest zrozumiała i wynika z pragmatycznej potrzeby ochrony życia. Czy im się uda? Przetrwają? A jeżeli tak, to co dalej? Jak w takim świecie żyć? – chciałoby się zapytać pana premiera, jakiegokolwiek zresztą premiera:)

    3.I tutaj płynnie przeszedłem do ostatniego snu właśnie z panem premierem w roli głównej. Czy to, że nie dalej jak wczoraj śnił mi się, to coś ważnego, niepokojącego? Czy w ogóle coś z tego wynika? Nie mam pojęcia, zapewne nic. Myślę, że o wiele bardziej intrygująca była inna część tego snu, mianowicie znalezienie przeze mnie w jakichś krzakach szampana i butelki wódki – chyba Krupniku. Co znaczy alkohol we śnie dla człowieka, który nie pije? – nie mam zielonego pojęcia. Może zresztą bardziej istotne były okoliczności tego znaleziska i że strasznie upieprzyłem sobie dłoń jakąś mazią, którą próbowałem wytrzeć w trawę (nie było to nic na g.). Jednak ogólnie rzecz biorąc nic interesującego, tak jak mało interesujące jest dla mnie spotkanie pp. M. Belki i B. Sienkiewicza w jakiejś kawiarni. Stąd moje milczenie i brak komentarza tych rewelacji. Po prostu mam to tam, gdzie znajduje się dzisiaj Platforma Obywatelska, czyli w czarnej d. Dlatego z radością wracam do moich snów:)

         17.06.2014 r.

14:40, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3
O autorze
więcej: www.kiler.blox.pl kontakt: czaplinski@tlen.pl