RSS
piątek, 29 czerwca 2012

     Karuzela z nazwiskami trenerów poszła w ruch. Oczywiście z nazwiskami polskimi. Zagraniczni są be! Działacze PZPN do poliglotów nie należą, tym samym nie byłoby płaszczyzny porozumienia z obcymi. Na dodatek „leśni dziadkowie” zatrzymali się mentalnie na latach 80-tych, więc nie ma czego tutaj wymagać. Na szczęście pośród polskich kandydatur nie brakuje zdolnych trenerów. To pokolenie utalentowanych 40-latków. Niemniej, gdyby do mnie należał wybór, to miałbym, nie ukrywam, problem. Bo o ile do niedawna moim pewnym kandydatem był Maciej Skorża, o tyle w ostatnim czasie, niestety, ale popsuł sobie papiery na prowadzenie kadry. Z kolei najbardziej gorące nazwisko na giełdzie – Waldemara Fornalika, to świetne wyniki w lidze z Ruchem Chorzów i… To wszystko. Jak na razie. A liga, jak wiadomo, to nie reprezentacja! To całkiem inny poziom, o czym zresztą boleśnie przekonał się niedawno F. Smuda. Zatem nie jestem pewien, czy to najlepszy wybór z możliwych. Bo jeżeli przyjąć takie kryteria, to dlaczego nie Leszek Ojrzyński, trener Korony Kielce – drużyny skazywanej na walkę o przetrwanie, podczas gdy pod jego wodzą walczyła do końca o puchary i mistrzostwo kraju. Poza tym, co nie jest bez znaczenia, ten zespół grał najbardziej interesujący, ofensywny football i zawsze gwarantował emocje! Więc, tak naprawdę, nie wiem. Prawdopodobnie postawiłbym na Czesława Michniewicza lub Jacka Zielińskiego. Ale tego zwolnionego z Lecha i 2-krotnie z Polonii Warszawa. Jak jednak będzie, przekonamy się ostatecznie 10 lipca. Kto by nie został wybrany i tak będą komentarze. Nie wszyscy bowiem zostaną tym wyborem usatysfakcjonowani. Na szczęście, to nie mój cyrk i nie moje małpy:)

     29.06.2012 r.

14:35, adelmelua
Link Dodaj komentarz »

     Wczoraj Włosi wygrali z Niemcami. Spodziewałem się. I życzyłem im tego, o czym pisałem już tutaj kilka dni temu, wytykając przy okazji koszmarną grę Bastiana Schweinsteingera. Nic się nie zmieniło. I tak jak w poprzednim meczu grał koszmarnie – jakby był 12 zawodnikiem drużyny przeciwnej – tak podobnie zagrał i w tym meczu. A jeżeli nawet nie był dodatkowym zawodnikiem rywali, to na pewno nie był 11 swojej, czyli i tak niemiecka drużyna z nim w składzie grała osłabiona. Dziwne tylko, że nie widział tego Loew. Ale to już nie moje zmartwienie. Ważne, że Włosi zagrali tak, jak z nami w towarzyskim meczu przed mistrzostwami, czyli skutecznie. Profesorowie!

     Teraz przed nami finał. Z Hiszpanią. Szkoda że nie z Portugalią, której również kibicowałem. A przy odrobinie szczęścia mógł taki być! Chociaż i w tym zestawieniu zapowiada się ciekawe i emocjonujące widowisko. I nadal, oczywiście, będę kibicował Włochom. Dla mnie to tegoroczni mistrzowie Europy! Rozkręcają się z meczu na mecz, grając i coraz ładniej, i coraz skuteczniej. Wcale bym się nie zdziwił, gdyby już do przerwy wygrywali z Hiszpanami dwa do zera. Tego im zresztą życzę. Mam dosyć hiszpańskich aktorów. I tak udało im się zajść daleko. Za daleko! Przynajmniej o jeden mecz. Wystarczy. Dosyć! Wysiadka, panowie, limit szczęścia został przez was już wykorzystany. Czas na zmiany. Forza Italia! Witamy nowych mistrzów Europy!

     29.06.2012 r.

14:33, adelmelua
Link Dodaj komentarz »

      Wczoraj, tj. 27 czerwca Bogusław Linda obchodził 60 rodziny. Informację o tym podał nie tylko „Teleexpress”, ale również wieczorne główne „Wiadomości”. I świetnie! Bo to nie tylko rewelacyjny, ale i ważny w polskim filmie aktor! Szkoda tylko, że tak łatwo zaszufladkowany i nie do końca, szczególnie dzisiaj, wykorzystany. Ale, co zrobić – taki nierzadko los aktora. Mnie jednak w związku z tą datą zawsze kojarzy się jeszcze jedno nazwisko polskiego artysty, niestety, dzisiaj już nieobecnego wśród nas: Krzysztofa Kieślowskiego! Człowieka, którego brak daje się wyraźnie odczuć.

      Bardzo Pana brak, Panie Krzysztofie. Ogromnie. Wierzę jednak w to, że kiedyś ponownie Pan wróci tutaj dokończyć swoją nagle przerwaną pracę, aby nadal uświadamiać ludziom, co jest w życiu ważne, co ma w nim sens.

      28.06.2012 r.

14:31, adelmelua
Link Dodaj komentarz »

     To, co zrobił w lipcu ubiegłego roku A. Breivik, z punktu widzenia skrajnego polityka – w tym wypadku prawicowego, było, niestety, normalne. Normalne, albowiem jakakolwiek skrajność, to fundamentalizm. A ten, jakiej barwy by nie był, zawsze jest niebezpieczny i prowadzi do skrajnych zachowań. No bo czym on się różnił od działalności Hitlera, Stalina, Mao Tsetunga, Kim Ir Sena, Pol Pota, S. Hussajna, M. Kadafiego i wielu, wielu innych? Niczym! We wszystkich tych przypadkach do głosu doszła ta gorsza, ciemna strona natury ludzkiej, bestia istniejąca w człowieku od jego początków. Piszę świadomie „bestia”, ponieważ pisząc – „zwierzę”, ubliżyłbym zwierzętom. Zwierzęta bowiem zabijają jedynie w dwóch przypadkach: z głodu, zatem żeby przeżyć, albo w obronie własnej, czyli też chodzi o przetrwanie. Człowiek, w odróżnieniu od niego, pozbawia życia innych ludzi z wielu powodów: z przyjemności, z nienawiści, w afekcie, z chęci zysku, oczywiście również w obronie własnej (ale jako konsekwencja wcześniejszego czyjegoś ataku) i z kilku jeszcze innych powodów. Na szczęście, póki co, dla większości taki właśnie świat jest nie do zaakceptowania, albowiem tej większości trudno zrozumieć taką wrażliwość – a właściwie brak wrażliwości – i takie postrzeganie świata. Gorzej, gdy mniejszość stanie się większością i takich Breivików przybędzie. Wówczas… Cóż, mam nadzieję, że takich czasów nie dożyję. A choćbym i dożył, to… ostateczny wybór o dalszym życiu należy w końcu do mnie, zatem… na pewno nie dożyję.

     28.06.2012 r.

14:23, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
środa, 27 czerwca 2012

Rozwiązano sprawę zwłok dziecka znalezionych ponad rok temu w wodzie. To Szymon, syn pewnej pary z Będzina, żyjącej w wolnym związku. I choćbym chciał coś tutaj na ten temat napisać, nie zrobię tego. Z jednego prostego powodu: nie lubię pisać o bestii tkwiącej w człowieku.

I to jest całym moim komentarzem w tej sprawie.

27.06.2012 r

12:16, adelmelua
Link Dodaj komentarz »

Niestety, choćbyśmy nie wiem jak bardzo się starali, czasu w żaden sposób nie uda nam się zatrzymać. Nawet na najkrótszą chwilę. Naturalnie, to truizm. Wiem. Wszyscy wiedzą. Ale ta oczywista prawda dotarła do mnie najgłębiej i najboleśniej nie wówczas, gdy począłem zauważać pierwsze oznaki bezwzględnego wpływu jego działania na mnie, lecz bardziej dotkliwie wtedy, gdy ze smutkiem skonstatowałem, jak wielu ludzi, którzy wydawali mi się wieczni i niezniszczalni, odchodzą jeden po drugim na drugą stronę – tę, za którą żaden z żyjących nie ma wstępu. I oprócz tego, że to cholernie przygnębiające odczucie, to również, niestety, bolesne uświadomienie sobie, że niezmienność istnienia jest niezmiernie brutalna w swojej dosłowności. Czy wierzyłem w to, że jest inaczej? Oczywiście że nie! I tak naprawdę nie w tym rzecz. Istotne jest tutaj co innego – nasze złudzenia. Złudzenia, które, gdy jesteśmy młodzi i nie zastanawiamy się za często nad tym zagadnieniem, rodzą nadzieję, że jest jednak inaczej, a Czas jest dla nas łaskawszy. No bo czymże tak na dobrą sprawę jest życie, jak nie balonikami złudzeń, które, niestety, ale dzień po dniu, miesiąc po miesiącu, a wreszcie rok po roku pękają z mniejszym czy też większym hukiem pod naporem rzeczywistych zdarzeń. Dlatego też pojawić się musi tutaj pytanie: Czy w takim razie powinno być  inaczej, czy powinniśmy przestać się łudzić? I odpowiedź oczywiście może być tylko jedna: otóż nie, nie powinniśmy! Życie bowiem bez złudzeń byłoby zbyt płaskie, nazbyt przyziemne, szare i jednowymiarowe, bez wzlotów tak nam niezbędnych do sięgania po niemożliwe. Byłoby monotonne i bezbarwne, a my tym samym bylibyśmy pozbawieni wręcz niejako skrzydeł, których dostajemy, gdy dotyka nas szczęście. I nieważne, że są to tylko krótkie i ulotne chwile – istotne, że są i że mogą być naszym udziałem. Choćby i wbrew bezwzględnemu właśnie upływowi Czasu.

Żeby nie było tak poważnie, dla odmiany od wczorajszego zapisu, przytoczę może kilka swoich fraszek:

Mężczyzna jest stworzeniem, Kobieta – jego pragnieniem.

Gdy Helena była Troją, fortel „z koniem” był mą zbroją.

Mój słupek rtęci już ją nie nęci.

Najdokładniej przez nią sprawdzony, był mój skromny „most zwodzony”.

Powolutku, lecz bez chęci, podążamy „ku pamięci”.

Od ablucji – do polucji. Od Polucji – do Łucji!

Moja Kicia – ma tendencję do tycia.

Toruń? – To Kopernik. No i jeszcze piernik!

Mam nadzieję, że kogoś to rozbawiło. Choćby i na krótko.

Dobre nazwisko – załatwia wszystko.

27.06.2012 r

12:13, adelmelua
Link Dodaj komentarz »

Czytam kolejny artykuł o losach ludzi w czasach wojny. I znów Drohobycz. Ten Brunona Schulza. Tyle że teraz rodziny Schenkelbachów. I znów, w trakcie jego lektury, budzi się we mnie gniew i protest – gniew i protest przeciwko wojnie! Głupiej, niegodziwej, bezsensownej, zabierającej bliskich sobie ludzi. Na zawsze. Można by zapytać: „Dlaczego to mnie tak bardzo oburza, porusza, tyle lat po tym holokauście ludzkości, holokauście człowieczeństwa?” Przecież nie było mnie tam. W żaden sposób nie zostałem przez nią dotknięty. Ale czy rzeczywiście w żaden? Czy mimo, że urodzony wiele lat po wojnie, pozostałem poza jej skutkami?

Otóż uważam, ba – z dużym prawdopodobieństwem śmiem nawet twierdzić, że dotknięty nią zostałem! Nie w bezpośredni, fizyczny sposób naturalnie, niemniej w sposób pośredni na pewno. Bo gdyby nie wojna właśnie, mnie, jak i wielu innych istnień ludzkich, najzwyczajniej w świecie nie byłoby na ziemi. Oczywiście, byłyby inne, ale ja–powojenny z całą pewnością bym się w żaden sposób nie zmaterializował. Nie urzeczywistnił. Z powodu innych okoliczności i aktorów biorących udział w tej sztuce, jaką jest życie. A biorąc powyższe pod uwagę jestem zmuszony niewątpliwie skonstatować jedno: jeżeli chodzi o mnie mianowicie, to jednak… wolałbym nie istnieć, a ściślej nie zaistnieć, byleby tego tragizmu, w postaci wojny, ludzkości oszczędzić. I nie chodzi tutaj o jakieś moje poświęcenie czy też wyjątkowość mojego istnienia jako ofiary w zamian za lepszy los ludzkości. Chodzi o to, że nie istniejąc, tak naprawdę nie miałbym nic do stracenia. W ten sposób może, paradoksalnie, istniałbym wiecznie, natomiast inni przychodziliby na świat, zmagali się ze swoim życiem, jego przeciwnościami, a potem umierali bardziej czy też mniej z niego zadowoleni. Niestety, stało się inaczej i to ja muszę się z nim dzisiaj zmagać i mieć do niego pretensje o wiele rzeczy i w końcu umrzeć rozczarowany. Jakkolwiek jednak jest na końcu, dzisiaj, czytając o rodzinie Schenkelbachów, czuję gniew, bunt i protest! Właśnie przeciwko wojnie. To moja niezgoda na potworność, jaką sobie fundujemy, każdej wojny. Nie wiadomo tylko dlaczego, po co i dla kogo.

Na koniec, dla pokrzepienia, kilka moich myśli – nie całkiem zresztą złotych. Od tych są inni – chociażby S. J. Lec czy Oscar Wilde, obaj genialni! Niemniej kilka swoich przytoczę:

Tylko ludożerca nie gardzi człowiekiem.

Każdy w swoim krótkim życiu przeżywa własną małą wojnę.

Wchodząc do wody z prądem, nie znaczy wcale, że nie weszło się pod prąd.

Dobro ma swoje granice, zło – nie ma żadnych.

Ludzie – prawdziwi są tylko przed lustrem.

Nie religia jest ważna, istotna jest wiara.

Gdybyśmy umieli korzystać z własnych rad, nie musielibyśmy korzystać z cudzych.

Mędrzec, to tylko ktoś mniej głupszy od innych.

Wystarczy. Mam nadzieję, że nie zanudziłem zbyt wielu.

26.06.2012 r

12:12, adelmelua
Link Dodaj komentarz »

Od jakiegoś czasu jedna myśl nie daje mi spokoju: zastanawiam się mianowicie, co myśleć o narodzie, który, co prawda dawno, bo przeszło pół wieku temu, dał się zwieść, czy raczej uwieść i ogłupić człowiekowi z szaleństwem w oczach? Oczywiście, tak jak napisałem, to było dawno – prawie osiemdziesiąt lat temu – zupełnie inne czasy i okoliczności niż dzisiaj. Ale czy to w jakikolwiek sposób tłumaczy ów naród i jego ślepe zapatrzenie? Czy na pewno w innych okolicznościach i innym czasie ten naród zachowałby się inaczej? Może jest tak, że pewne narodowe cechy są na tyle silne w ludziach, bo wrośnięte w nich od wieków z dziada pradziada, że jedno czy dwa pokolenia nie są w stanie tego zmienić, zneutralizować, w konsekwencji na tyle ich odmienić, żeby cechy indywidualne brały górę nad narodowym charakterem. Ciekawe więc w tym kontekście jest to, jak dzisiaj zachowałyby się Niemcy, gdyby nagle objawił im się kolejny „mesjasz” na kształt Adolfa Hitlera? Czy poszliby za nim potulnie jak przed laty, skandując swoje uwielbienie dla jego osoby? Czy daliby się zwieść kolejnemu rzeźnikowi pozbawionemu uczuć wyższych? I wcale nie są to tylko błahe i nieaktualne pytania. Wystarczy tylko wspomnieć to, co całkiem niedawno działo się w sercu Europy – na Bałkanach, za przyczyną Slobodana Miloszewicza, Karadżicza czy Ratko Mladicza. Wystarczy w tym właśnie kontekście pomyśleć do czego zdolny jest człowiek, mimo swoich tragicznych doświadczeń związanych z wojnami i utratą najbliższych. A jak jeszcze odniesiemy to nasze myślenie do kondycji człowieka, do działalności al Kaidy czy tego, co się stało w Norwegii za sprawą A. Breivika, to myślę, że wówczas powyższe pytania nie zabrzmią ani głupio, ani bezpodstawnie i na wyrost.

Jakkolwiek jednak będzie, jakakolwiek rysuje się przed nami przyszłość, jedno wydaje się niepodważalnie pewne: tylko rozwój demokracji, niszczenie wszelkich granic, a także włączanie pojedynczego człowieka jako świadomego obywatela w odpowiedzialność za losy nie tylko najbliższej rodziny, ale i również swojego miejsca zamieszkania, ojczyzny czy wreszcie świata, są w stanie uchronić nas przed hekatombą, którą jesteśmy w stanie sami, niestety, uruchomić. Tylko rozwój świadomości i praca u podstaw, praca od najmłodszych lat mogą nas uchronić przed samozniszczeniem. W innym przypadku takich Breivików w różnych częściach świata przybędzie na tyle, że w ogóle dalsze istnienie człowieka stanie pod jednym wielkim znakiem zapytania. Bo świat bez granic to piękna idea, ale świat bez granic z szaleńcami – to zniszczenie tej idei. Każdej zresztą idei. Choćby i najpiękniejszej.

26.06.2012 r

12:10, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 25 czerwca 2012

Czy sądy są sprawiedliwe w swoich orzeczeniach? Mam nadzieję, że w przytłaczającej większości tak. Ale również jakaś część ich wyroków pozostaje, niestety, w sferze mającej niewiele wspólnego ze sprawiedliwością. Zasadnym w takiej sytuacji jest pytanie: Dlaczego tak się dzieje? Czy sądy orzekające wadliwie nie są niezawisłe? Naturalnie, są niezależne! Przyczyna słabości sądów tkwi bowiem w czymś innym, mianowicie – w słabości naszej ludzkiej natury! Chodzi o to, że sędziowie, reprezentując swoją patronkę Temidę, nierzadko zachowują się tak, jakby jej niepełnosprawność i ich opanowała i stają się ślepi! Pół biedy, gdy stają się ślepi w sposób permanentny, bo wówczas ich niekompetencja rozdzielona jest na wszystkie prowadzone przez nich sprawy – tym samym można by powiedzieć przekornie, że wyroki w tych sprawach są poniekąd sprawiedliwe! Gorzej, gdy ich ślepota jest wybiórcza. Bo wtedy cierpią ci, którzy im w jakiś sposób nie pasują, podpadli im – a to już nie ma nic wspólnego ze sprawiedliwością. Najdobitniej widać to po wyrokach, jakie zapadają w tych samych sprawach, ale które prowadzone są w dwóch różnych sądach. Jak pokrętne, a zarazem pokraczne wówczas są uzasadnienia tychże wyroków, myślę, że przekonywać nikogo nie muszę. A dzieje się tak dlatego właśnie, że sędziowie, będąc niezawiśli w swoich decyzjach, niestety, tak jak nadmieniłem wyżej, są tylko ludźmi i tacy niezawiśli już nie są jako obywatele: mają bowiem swoje polityczne sympatie czy antypatie, podlegają pewnym mentalnym wpływom, i to nierzadko ma swoje przełożenie na ferowane przez nich wyroki. Takie właśnie skojarzenie, niestety, negatywne, pojawiło się u mnie w związku ze sprawą służby specjalnych i ich byłego szefa M. Kamińskiego. I nie chodzi o to, który z tych wyroków (bo zapadły już dwa, a kolejne odwołanie jeszcze przed nami) jest zasadny, rzecz w tej właśnie ambiwalencji wyroku! Ambiwalencji, która nie jest oczywiście niczym groźnym w innych aspektach naszego życia, jednak w kontekście sprawiedliwości jak najbardziej razi. Musi razić, bo jak najgorzej wróży nam – zwykłym obywatelom!

25.06.2012 r.

16:44, adelmelua
Link Dodaj komentarz »

Włosi wygrali z Anglią. Co prawda dopiero w rzutach karnych, ale zasłużenie. Na szczęście. Piszę – „na szczęście”, bo przy rzutach karnych, jak wiadomo, bywa różnie. To loteria. Mogli równie dobrze wygrać gorsi. Czyli Anglicy, którzy w tym meczu przypominali mi, wypisz – wymaluj, Greków w meczu z Niemcami. Co najmniej różnica klasy. A to, co robił Pirlo, to Himalaje kierowania drużyną! Jak nietrudno się domyślić, oglądając ten mecz kibicowałem Włochom, którzy kreowali to widowisko. Ale obserwując ich grę, myślami byłem również przy naszej reprezentacji i przy meczu, który przed mistrzostwami przegraliśmy gładko dwa do zera, a który już wówczas powinien być dzwonkiem alarmowym dla naszej drużyny i jej trenera. Bo zagrali z nami wówczas jak profesorowie. Niestety, nie wyciągnęliśmy z tamtego spotkania żadnych wniosków. A właśnie na tym meczu, jako ewidentnym przykładzie jak nie wolno nam grać w piłkę, powinniśmy się uczyć. Gdybyśmy odrobili należycie lekcję, jestem pewien, panie trenerze, że dzisiaj bylibyśmy piłkarsko w innym miejscu, a pan nadal pracowałby z kadrą. Dlatego za błędy trzeba płacić. Kończąc, mam nadzieję, że w finale mistrzostw spotkają się właśnie Włosi z Portugalczykami. Byłoby piękne widowisko. Bez kunktatorstwa i murowania własnej bramki. Życzę obu ekipom takiego właśnie finału.

25.06.2012 r.

16:42, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4
O autorze
więcej: www.kiler.blox.pl kontakt: czaplinski@tlen.pl