RSS
poniedziałek, 29 maja 2017

Pan Andrzej Duda, prawdopodobnie wyrwany z sennego zapatrzenia w żyrandol w Pałacu Prezydenckim, uświadomił sobie nagle, że dobrze byłoby zaistnieć w szerszej świadomości społecznej jakimś czynem, ale czynem nie pozostającym naturalnie w kontrze do działań rządzącej partii, dlatego postanowił rzucić hasło zmiany konstytucji, bo ta, jak głosi wszem i wobec Prawo i Sprawiedliwość, nadaje się do zmiany. W końcu, jak powszechnie wiadomo,  została ona uchwalona setki lat temu, czyli według niego i jego partii tak dawno, iż w międzyczasie zdążyło się zestarzeć od groma i ciut-ciut pokoleń Polek i Polaków, więc tym samym ustawa zasadnicza nie przystaje do nowych realiów, w jakich obecnie żyjemy. Nie wiem, co by na takie dictum powiedzieli Amerykanie, którzy swoją konstytucję uchwalili naprawdę wieki temu i jedynie aktualizują ją poprzez dodanie pewnych poprawek, które ustawę tę uwspółcześniają, wiem tylko, że za oceanem do konstytucji nie podchodzi się jak do łupu partyjnego, ale przede wszystkim jak do rzeczy, która ma służyć wszystkim obywatelom, bez względu na kolor skóry, wyznanie, światopogląd, zasobność portfela, stan zdrowia itd., itp., i w związku z tym nie majstruje się przy niej przy lada okazji tylko dlatego, iż posiadło się właśnie przewagę w parlamencie i ma poparcie prezydenta, który wywodzi się z „naszego” ugrupowania politycznego. Niestety, u nas jest diametralnie inaczej – nie dosyć że cwaniaki na Wiejskiej ustawicznie wyważają już dawno otwarte drzwi, to na dodatek nie postrzegają Polski poprzez interes ogólny wszystkich obywateli, ale poprzez pryzmat swój i własnej partii; widzą interes Polski poprzez wyraźny podział na – my i oni. My jesteśmy tu gdzie wtedy, oni tam, gdzie stało ZOMO!

Pan Andrzej Duda swoją nieodpowiedzialną akcją zmiany konstytucji po raz kolejny idealnie wpisał się w podział Polski i Polaków na dwa obce i wrogie sobie obozy. Ale to w zasadzie normalne: gdy ktoś nie dorósł do urzędu, który sprawuje, to i efekty jego działalności również będą więcej niż mizerne! Bo co on proponuje?

Oczywiście – referendum na temat tego, czy chcemy nowej ustawy zasadniczej, czy też nie, czyli że każdy, kto posiada prawo wyborcze, ma się wypowiedzieć na ten temat. Tak jakby każdy z nas dysponował w tym zakresie odpowiednią wiedzą. Ale czy naprawdę tak jest, czy rzeczywiście wiemy, czy obecna konstytucja jest zła, albo też świetna i dlaczego? Czy wiemy, czego w niej brakuje a co powinno się bez dwóch zdań w niej znaleźć? Co powinno się zmienić, a czego nie należy ruszać? Oczywiście że nie! Większość społeczeństwa nie ma na ten temat zielonego pojęcia! Pragnie się jednak wymusić na obywatelach danie zgody na jej zmianę, bo cwaniaki chcą rządzić w nieskończoność, a na dodatek uniknąć w przyszłości poniesienia prawnej odpowiedzialności za swoje bezprawne czyny.

Gdyby ów referendalny pomysł nie miał drugiego dna, gdyby odwoływał się do naszego doświadczenia, o którym moglibyśmy coś istotnego powiedzieć, bo przeżyliśmy to czy tamto, doświadczyliśmy tego czy owego, znalibyśmy się na tym czy owym w wyniku nabytej prze nas w sposób empiryczny wiedzy, wówczas referendum byłoby jak najbardziej zasadne, byłoby fair. W tym jednak wypadku jest inaczej – próbuje nam się wmówić bzdurę i odwołać do stanu naszej wiedzy na temat, który tak naprawdę jest niezmiernie słaby, żeby nie powiedzieć nijaki!

Oczywiście, to zrozumiałe, że jeżeli w ustawie zasadniczej powinny się pojawić jakieś nowe zapisy, to na pewno po wcześniejszych konsultacjach różnych grup społecznych i zawodowych. Ale bez wątpienia powinno to zostać dokonane w naszym imieniu przez tych, którzy znają się na rzeczy, są fachowcami w danej materii i nie podlegają żadnej presji politycznej (teraz, jak wiadomo, tak nie jest)! My, społeczeństwo, możemy być jedynie w tych rozmowach reprezentowani przez jakieś stowarzyszenia społeczne, na pewno jednak nie powinniśmy się na ten temat wypowiadać w żadnym referendum. To pomysł iście szatański i tak naprawdę szatańskim celom służący!

29.05.2017 r.

11:47, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
piątek, 26 maja 2017

Jak wiadomo w ostatnim czasie przebywałem przez calutki tydzień w szpitalu. Plus tego, oprócz oczywiście medycznego, jest taki, że w tym czasie nadrobiłem zaległości gazetowo-książkowe. Ale zanim napiszę o tym, co przeczytałem, chciałbym dzisiaj przytoczyć dialog, który wpadł mi któregoś dnia do głowy właśnie podczas mojego leżakowania w miejscu, w którym miałem poczuć się lepiej. Miałem, bo dialog wcale nie wskazuje, że mi się polepszyło. Głowa jak szwankowała, tak szwankuje nadal. Niestety. A oto ów dialog.

Ona: Jesteś sławny?

On: Nie.

Ona: A chciałbyś?

On: Zależy.

Ona: Od czego?

On: Od tego, jak miałbym być sławny.

Ona: Mógłbyś jaśniej?

On: To znaczy, na czym miałaby polegać ta sława. Nie chciałbym być sławny, jak np. Al. Capone. Albo Osama bin Laden. Albo jak David Koresh, Jim Jones, czy też Charles Manson. Jeżeli już miałbym tutaj wybór, to mógłbym być sławny, jak np. wtorek.

Ona: Wtorek?

On: Albo środa. Albo czwartek. Albo…

Ona: Albo piątek?

On: Zgadza się, albo piątek. I sobota. I…

Ona: Nie rozumiem

On: To proste, chciałbym być sławny jak dni tygodnia, bez których, tak naprawdę, nie można w życiu się obejść. Są dla ludzi wyznacznikiem ich planów, wektorem codziennych zajęć, działań…

Ona: Innymi słowy – chciałbyś być czymś na kształt współczesnego Chrystusa?

On:  Mało! Jezus nie wszystkich rajcuje, nie wszyscy są jego wyznawcami, czy zwolennikami. Bez niego, jak wiadomo, można żyć, i to całkiem dobrze. Bez dni tygodnia życie jest cholernie utrudnione!

                                               Po chwili.

Ona: Wiesz co?

On: No?

Ona: Jesteś szurnięty.

On: Wiem. Ale w tym miejscu to raczej normalne. Gorzej, niestety, że jestem szurnięty anonimowo. A to, przyznasz, żadna zabawa (śmiech).

            26.05.2017 r.

16:36, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
środa, 24 maja 2017

Zaprawdę powiadam wam – życie za grosz nie jest sprawiedliwe: taki człowiek jak Zbigniew Wodecki umiera, całe mnóstwo niewinnych ludzi ginie w różnego rodzaju zamachach, jak np. w tym przedwczorajszym w Anglii, czy codziennie w Syrii i innych częściach świata, a od groma niegodziwców żyje nadal i, co najciekawsze, mają się świetnie! Gdzie tu sprawiedliwość, i ta ludzka, a tym bardziej boska, psiakrew?!

W moim przypadku prawda jest taka, że nigdy nie lubiłem chodzić na żadne koncerty  organicznie wręcz nie znoszę żadnych zbiegowisk, tłumów. Więc masowe imprezy omijam w zasadzie z daleka. Oczywiście, swego czasu zaliczyłem po jednym koncercie takich artystów jak Marek Grechuta – w filharmonii; Czesława Niemena – w hali widowiskowo sportowej, czy Ewy Demarczyk – w teatrze im. S. Żeromskiego. Ale to były inne czasy, miejsca tych koncertów wyjątkowe, powiedziałbym kameralne, więc w zasadzie w bardzo dużym stopniu bezpieczne. Aha, jeszcze byłem – jeden jedyny raz! – na koncercie Maanamu. Ale tylko dlatego, że kumpel, a mąż koleżanki nie chciał iść i ona mnie na niego wyciągnęła. To wszystko. Wszystko i to dodatkowo przed ćwierćwieczem!

Dzisiaj jest tak, że koncerty są dużo większe, pojawia się na nich dużo więcej różnego rodzaju zagrożeń – nie tylko tych związanych z paniką i np. wzajemnym stratowaniem siebie, bo to zagrożenie było niejako zawsze, ale przede wszystkim tych związanych z działalnością terrorystyczną. Dzisiaj jest znacznie niebezpieczniej, bo nieprzewidywalnie! Dlatego dziwi mnie, że:

– nie reaguje się na czas na zapowiedzi szaleńców w Internecie o przygotowywanych zamachach tu i teraz;

– nie usuwa się z odpowiednich stron internetowych instrukcji zbudowania różnego rodzaju ładunków wybuchowych;

– nie reaguje się i nie aresztuje ludzi, którzy nie owijając w bawełnę namawiają do nienawiści i przemocy w praktyce.

Dziwi mnie to i wiele innych rzeczy, jak choćby legalna działalność imamów w Europie, którzy oficjalnie nawołują do świętej wojny z niewiernymi – i tak dalej, i tak dalej. Dlatego wiem jedno: dopóki nie zaczniemy od wyprostowania tych spraw, o których napisałem wyżej, dopóty będziemy mieli problem. Rozwiązania, według mnie, są proste, i są w właściwie na wyciągnięcie dłoni. Nie trzeba wcale jakoś zawile kombinować.

Kiedyś napisałem, że aby zwalczyć szaleńców spod znaku ISIS, al Kaidy czy jakiegoś innego popapranego ruchu, należy stworzyć koalicję państw, która da im łupnia, że ani zipną. Tyle że rządy poszczególnych państw muszą chcieć to zrobić, musi im zależeć – i to jedno. Drugie natomiast, to to, co należy zrobić tutaj, w Europie. A należy poprzez czasowe ograniczenia swobód obywatelskich ścigać tych, którzy tworzą realne zagrożenie i być tak upierdliwym w stosunku do nich (nakazać im np. codzienne stawianie się na policji), żeby mieli świadomość, iż są non stop inwigilowani! Aha, i należy skończyć, przynajmniej na jakiś czas, z tak zwaną poprawnością polityczną. Jeżeli coś idzie źle, a nam się to nie podoba, trzeba jasno wyartykułować nasze obawy i próbować to zmienić. W innym przypadku czeka nas niekończąca się walka z wiatrakami.

24.05.2017 r.

10:07, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
sobota, 20 maja 2017

Nie-nie, jeszcze nie wróciłem ze szpitala, jedynie zaliczyłem krótkotrwałe wagary. Na szczęście to zwykły szpital – nie wariatkowo, więc poniekąd mogłem czmychnąć. Krótko mówiąc wykorzystałem sytuację i dałem dyla!

Co prawda miałem zostać wypisany już w piątek, ale okazało się, że jakiś wynik wyszedł do dupy i muszę zostać do poniedziałku, do powtórzenia badania. To oczywiste że nic się w nim nie zmieni, w końcu, jakby nie patrzeć, sąsiedztwo szpitalne zobowiązuje: iluś pacjentów musi wyjechać nogami do przodu. A że jak dotychczas jedna noga zawsze gdy szedłem zostawała mi w tyle, więc wychodzi na to, że czas je zrównać. Zresztą, jestem przygotowany na wszystko – nawet na najlepsze!

Tak poważniej, to muszę przyznać, że gdyby to było coś poważnego, to na psa urok! Nigdy nie paliłem papierosów, rzadko piłem alkohol, prowadziłem tzw. higieniczny tryb życia, od ponad ćwierćwiecza jestem wegetarianinem, a teraz miałbym mieć za to wystawiony rachunek w postaci jakiejś choroby – nie podoba mi się takie coś i coś mi się wydaje, że po wyjściu ze szpitala będę musiał zdrowo się zastanowić nad swoim dalszym życiem. Bo coś mi się widzi, że będę zmuszony je trochę przemeblować.

20.05.2017 r.

11:02, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
środa, 17 maja 2017

No i stało się  właśnie dzisiaj, za deko czasu, wybieram się do szpitala. Mam nadzieję że jeszcze wrócę. Tak jak, ku wątpliwej radości wielu z nas, powrócili do władzy chłopaki nie tyle z PiS-u, ile z PiS-i – na czele oczywiście ze swoim człowieczakiem!

Ale żeby nie rozstawać się, że tak powiem, w grobowym nastroju, cokolwiek to dla mnie znaczy – tym bardziej, że obok szpitala znalazła swoją przystań kostnica, a trochę dalej świetnie radzący sobie dom pogrzebowy Eden – więc na czas przymusowego rozstania taki oto krótki dialog i fraszka. Fraszka wpadła mi do głowy podczas oglądania rosyjskiego filmu Bikiniarze i nie  ma nic wspólnego z moimi poglądami, ponieważ w żaden sposób nie jestem rasistą, seksistą, czy jakimkolwiek innym -istą. Zatem na pierwszy ogień dialog:

Ona: Kochasz mnie, Misi-pysiu?

On: Pytanie!

Ona: Bardzo?

On: Pytanie! Cholernie bardzo!

Ona: A jak bardzo?

On: No wiesz, bardzo, bardzo! Jak… jak co najmniej…

Ona: Tak? Jak co najmniej…?

On: Jak co najmniej miliony!

Ona: Miliony? Jakie miliony? Czego miliony, Misiu-pysiu?

On: Jak miliony… miliony pękniętych prezerwatyw, ma się rozumieć (śmiech).

I fraszka:

Dziewica kosmopolitka

     Nie dała żadnemu –

A jak już dała, to Czarnemu!

          17.05.2017 r.

07:34, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 14 maja 2017

Dawno już nie pisałem tutaj o guru sprzed dwóch tysięcy lat, naszym Jezusiku – królu Polski! A jako że stosunkowo niedawno minęły święta, bo jakoś miesiąc temu, Jego zmartwychwstanie niejako już się uprawomocniło, więc pomyślałem sobie, że nie od rzeczy będzie co nieco ponownie o Nim skrobnąć. Tyle, że dzisiaj będzie trochę inaczej, brutalniej, co nie znaczy nieprawdziwie. Wręcz przeciwnie – będzie jak najprawdziwiej! Albowiem będzie to prawda pochodząca, koniec końców, z ewangelii czterech chłopaków – Mateusza, Marka, Łukasza i bajkopisarza Jana, którym, mimo najlepszych intencji, zdarzyło się jednak nieopatrznie napisać co nieco niepochlebnego o swoim Mistrzu, którego zresztą, tak między Bogiem a prawdą, nie znali, więc siłą rzeczy swoje relacje opierali na tym, co zasłyszeli. A zasłyszeli między innymi o tym:

I tak np. w ewangelii pierwszego z nich, Mateusza, można natrafić na takie oto perełki, gdy Jezus mówi:

I gdyby kto was nie przyjął i nie słuchał słów waszych, wychodząc z domu lub z miasta onego, strząśnijcie proch z nóg swoich. Zaprawdę powiadam wam: lżej będzie w dzień sądu ziemi sodomskiej i gomorskiej niż temu miastu.

A dalej:

Wtedy zaczął grozić miastom, w których dokonało się najwięcej cudów, że nie pokutowały.

Biada tobie, Chorazynie, biada tobie, Betsaido, bo gdyby w Tyrze i Sydonie działy się te cuda, które u was się stały, dawno by w worze i popiele pokutowały. Ale powiadam wam: Lżej będzie Tyrowi i Sydonowi w dniu sądu aniżeli wam. A ty, Kafarnaum, czy aż do nieba wywyższone będziesz? Aż do piekła zostaniesz strącone, bo gdyby się w Sodomie dokonały te cuda, które się stały u ciebie, stałaby jeszcze po dzień dzisiejszy. Ale powiadam wam: lżej będzie ziemi sodomskiej w dniu sądu aniżeli tobie.

Nie ma co, przyjemniaczek z tego Jezusika. Żeby tak straszyć mieszkańców tych miast tylko dlatego, że nie zechcieliby przyjąć jego mało przekonujących i niegramotnych wysłanników. Nie godzi się. Po prostu nie godzi!

U kolegi po fachu, Marka, można z kolei trafić na taki akapit:

I jeśli cię gorszy oko twoje, wyłup je; lepiej jest dla ciebie jednookim wejść do królestwa Bożego, niż mieć dwoje oczu, a być wrzuconym do piekła. Gdzie robak ich nie umiera, a ogień nie gaśnie.

Albo:

A nazajutrz, gdy wyszli z Betanii, poczuł głód. I ujrzawszy z daleka drzewo figowe pokryte liśćmi, podszedł, by zobaczyć, czy może czegoś na nim nie znajdzie, ale gdy się zbliżył do niego, nie znalazł nic poza liśćmi, nie była to bowiem pora na figi.

A odezwawszy się, rzekł do niego: Niechaj nikt na wieki z ciebie owocu nie jada. I usłyszeli to uczniowie jego.

To samo można również spotkać u Mateusza, tylko podane trochę inaczej:

A rano, wracając z miasta, łaknął. I ujrzawszy przy drodze jedno drzewo figowe zbliżył się do niego, ale nie znalazł na nim nic oprócz samych liści. I rzecze do niego: Niechaj się już nigdy z ciebie owoc nie rodzi na wieki. I uschło zaraz figowe drzewo.

Co mu winne było drzewo, które przecież nie mogło owocować w tym czasie, bo nie był to czas jego owocowania? Przyznaję – nie mam bladego pojęcia! Wiem za to, choćby po tym tylko fragmencie, że głód jest złym doradcą i nawet takiego gościa jak Jezus doprowadzić musiał do szału!

U Łukasza natomiast natrafić można na takie oto smaczki:

Jeśli zaś do któregoś miasta wejdziecie, a nie przyjmą was, wyjdźcie na ulicę i mówcie: Nawet proch z miasta waszego, który przylgnął do nóg naszych, strząsamy na was, lecz wiedzcie, iż przybliżyło się Królestwo Boże. Powiadam wam, iż w dniu owym lżej będzie Sodomie niż owemu miastu.

A także:

Jeśli kto przychodzi do mnie, a nie ma w nienawiści ojca swego i matki, i żony, i dzieci, i braci, i sióstr, a nawet i życia swego, nie może być uczniem moim.

I jeszcze to:

Dlatego powiadam ci: Odpuszczono jej liczne grzechy, bo bardzo miłowała. Komu zaś mało się odpuszcza, mało miłuje.

Gdyby ktoś miał wątpliwości co do tego, kogo owa niewiasta miłowała, to podpowiadam: jego  Jezusa!

A to jeszcze nie wszystkie perełki zawarte w ewangeliach. Na tym jednak dzisiaj poprzestanę. Za jakiś czas zapewne do tej tematyki wrócę. Albowiem tak postać samego Jezusa, jak i historia jego nauczania, zawarta w ewangeliach, jest diablo (ups!) interesująca i niezwykle inspirująca.

Ament.

14.05.2017 r.

11:41, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
środa, 10 maja 2017

Dzisiaj, zamiast wpisu, będzie wcześniej zapowiadana okładka mojej ostatniej książki, którą wydałem własnym sumptem, w ograniczonym oczywiście nakładzie.

Pomysł na okładkę jest mój. Przedstawia Gromadę otwartą NGC 602, w gwiazdozbiorze Tukana, oddalonego od nas o blisko 200 tys. lat świetlnych! Dlaczego tak? Ponieważ świetnie koreluje z treścią książki. Oprócz bowiem opowiadań dotyczących mojego stosunku do stworzenia życia na ziemi, znajdują się tam również… Zresztą, co ja będę tutaj truł. Gdyby ktoś zechciał ją przeczytać, zapraszam na moją stronę: www.jczaplinski.pl

 .

 

             11.05.2017 r.

22:52, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 08 maja 2017

Nie przypuszczałem, nawet w najśmielszych myślach, że mogę kiedyś poprzeć działania Donalda Trumpa. A jednak! Pierwszy raz stało się to po tym, jak nakazał zbombardowanie lotniska Bashara al-Assada w Syrii w odwecie za jego atak chemiczny na ludność cywilną; drugi raz z kolei za wysłanie amerykańskiego lotniskowca w rejon Półwyspu Koreańskiego, jako sygnał ostrzegawczy dla Kim Dzon Una za jego szaleństwa z bronią nuklearną. To jednak nie wszystko, co z tym się wiąże, ciekawostką tutaj jest np. czas tego ataku: był to bowiem moment wspólnego obiadu rzeczonego właśnie D. Trumpa i prezydenta Chin Xi Jinpinga.

Jako że nie byłem obecny na tym obiedzie, więc nie wiem, w jakiej atmosferze on przebiegał. Pozostaje domysł, że w dobrej – przynajmniej do pewnego momentu, do momentu, w którym amerykański prezydent poinformował prezydenta chińskiego o ataku na Syrię. Na szczęście, dzięki pewnej amerykańskiej dziennikarce wiemy, w którym momencie obiadu to nastąpiło. Ja przedstawię tutaj własną wersję tego wydarzenia w oparciu o szczątkowe informacje, jakimi dysponuję  na ten temat.

Dziennikarka: Panie prezydencie – wszystkich ciekawi, jak to było z tym atakiem na Syrię. Wiemy, że jadł pan w tym czasie obiad z prezydentem Chin. Jak pan mu to zakomunikował? A może pan w ogóle mu o tym nie powiedział?

D. Trump: (ze śmiechem) Nawet nie ma pani pojęcia, ile osób mnie o to pyta. Wszyscy chcą wiedzieć! Ale ja pani to powiem, bo panią lubię. Zawsze była pani wobec mnie w porządku, a ja nie zapominam takich rzeczy.

Krótka pauza podczas której prezydent pociąga łyk whiskey z niezbyt wysokiej szklanki.

 Oczywiście że powiedziałem! Nie było czego ukrywać. Więc było tak: siedzimy sobie z Xi Jinpingiem, zjedliśmy właśnie obiad i podają nam najwspanialszy tort czekoladowy, jaki można sobie wyobrazić. Po jakimś czasie zauważam, że prezydentowi Chin diablo on smakuje. A że słodycz, jak wiadomo, wytwarza uczucie ogromnej przyjemności, więc dyskretnie daję znak służbie, żeby zrobiła dokładkę. I gdy widzę, że prezydent znajduje się już nieomal w krainie szczęśliwości, przypuszczam atak i oznajmiam ze stoickim spokojem, że właśnie wystrzeliliśmy 59 pocisków Tomahawk  w kierunku Iraku.

Dziennikarka: Raczej w stronę Syrii.

D. Trump: Oczywiście, w stronę Syrii. Chciałem tylko sprawdzić, czy uważnie pani mnie słucha (śmiech).

Dziennikarka: I co, jak prezydent Chin na tę wiadomość zareagował?

D. Trump: Powiem krótko: nie było mu do śmiechu. Ale tort też zrobił swoje – ewidentnie złagodził jego reakcję (śmiech).

Napisałem o tym, ponieważ to, co się wówczas wydarzyło podczas obiadu, świetnie oddaje charakter dwóch rzeczy: pierwsza – to znana już wszystkim nieprzewidywalność D. Trumpa, druga natomiast, ta dużo ważniejsza, to ostrzeżenie wysłane W. Putinowi, że żarty, czy też pobłażliwość Stanów Zjednoczonych dla bandytów u władzy skończyła się! Co zresztą zostało wkrótce dodatkowo potwierdzone wysłaniem w rejon Półwyspu Koreańskiego lotniskowca amerykańskiego, do którego następnie dołączyli Japończycy i Francuzi, jako ostrzeżenie dla przywódcy Korei Północnej, jeżeli ten nie zaprzestanie dalszych eksperymentów z bronią nuklearną.

Oczywiście, wielu ludzie powie, że taki scenariusz to prosta droga do wojny. Nic bardziej mylnego, uważam, że wprost przeciwnie – to jej zaprzeczenie! Nikt bowiem jej nie rozpęta dla obrony północnokoreańskiego reżimu – ani Chińczycy, ani tym bardziej Wowka Krysionok, który, tak naprawdę, ma w tym momencie najwięcej do stracenia. Poza tym, kto by chciał ginąć za człowieka u władzy, po którym nie wiadomo czego się spodziewać? Tym bardziej, że każdy z tych przywódców ma świadomość, iż kolejna wojna byłaby niezwykle krótkim kaszlem – ogólnoświatową hekatombą!

– Halo, jest tu ktoś? Chciałam tylko posprzątać ten bałagan…

Właśnie, oby nikt nie musiał po nas sprzątać.

08.05.2017 r.

07:40, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 04 maja 2017

Kiedyś napisałem tekst zatytułowany Życzenie śmierci, w którym zastanawiałem się głośno, czy wypada, czy jest moralnie zasadne życzenie jej komuś. I dowodziłem w nim, że takie właśnie życzenie jest jak najbardziej usprawiedliwione. Dowodem na to była działalność wielu oprawców w odległej przeszłości, jak i tych z historii XX wieku: Stalina, Hitlera, Pol Pota, Mao Zedonga, Kim Dzon Ila i wielu, wielu innych. Dlatego właśnie w tamtym tekście byłem zdania, że nierzadko lepszym rozwiązaniem jest czyjaś pojedyncza śmierć, niż setek tysięcy czy nawet milionów istnień ludzkich w wyniku działalności jednego podłego sukinsyna!

Czy dzisiaj, na naszym rodzimym podwórku mamy do czynienia z podobnym dylematem? Oczywiście nie, bo to niemożliwe! Zmieniły się warunki życia, okoliczności i w ogóle to nie ten czas na takie eksperymenty. Niemniej wiele wskazuje na to, że trend ku takim właśnie negatywnym rozwiązaniom w naszym politycznym życiu jest, niestety, jak najbardziej obecny i wystarczy jedynie splot niekorzystnych okoliczności i determinacja ludzi władzy, żeby on się zrealizował w wynaturzonej wersji. Tym bardziej, że rządzący, dzięki stanowionemu dzisiaj przez siebie prawu, już mają takie narzędzia. Nie miałyby one naturalnie tak fatalnego skutku, jak np. te z ubiegłego stulecia, niemniej można się spodziewać, że również one mocno niekorzystnie wpłynęłyby na nasze życie. Ba  już wpływają!

Czy jesteśmy w stanie tego uniknąć? Jak najbardziej! Nigdy tak nie jest, że nasz pojedynczy los, czy szerzej – historia ludzkości jest jednostronnie negatywnie zdeterminowana. Wiele zależy od nas samych, od danego społeczeństwa. W naszym przypadku zależy to od tego, czy zdołamy odsunąć od władzy człowieka, który jest przyczyną całego tego nieszczęsnego zamieszania. Czy jesteśmy na tyle silni i dojrzali, żeby przeciwstawić się panu Kłamczyńskiemu i jego partii w dalszym zawłaszczaniu i psuciu państwa prawa. Bo nikt inny, jak właśnie ten człowiek, nie sprawując żądnej państwowej funkcji, tak naprawdę rządzi tym krajem, realizując swoje chore wizje, wynikające z jego kompleksów, fobii i zwykłej zawiści!

Człowiek ten, współodpowiedzialny za katastrofę smoleńską, za łamanie zasad państwa prawa, konstytucji – najważniejszego aktu prawnego naszego kraju, a także jej strażnika – Trybunału Konstytucyjnego; który poprzez swoich ludzi – oddanych bezmózgich sztabowców niszczy wiele dobrych i cennych rzeczy budowanych z mozołem od prawie trzydziestu lat – decyduje, o zgrozo!, o naszym tu i teraz, nie biorąc zresztą za nic żadnej odpowiedzialności. A może to robić, ponieważ jego decyzje sygnują inni – pan A. Duda, p. B. Szydło i cała rzesza nieudaczników w rządzie, począwszy od ministra rozbrojenia narodowego, poprzez bandytę środowiskowego, czy szeryfa swoiście pojmowanego prawa, a skończywszy na ćwierć inteligentnym ministrze spraw zagranicznych.

Czy mamy zatem jakieś wyjście z niniejszej sytuacji? Oczywiście, zawsze ono jest – choćby poprzez usunięcie rządzących ze swoich stanowisk. Problem jednak w tym, że wybory dopiero za dwa i pół roku, a zmiany są konieczne już, od zaraz! Dlatego, myślę, niezbędne jest podstawowe posunięcie: unieszkodliwienie największego politycznego  szkodnika, bez którego nic aż tak złego w Polsce by się nie wydarzyło.

To oczywiste, że sam tego nie zrobi, tzn. nie unieszkodliwi się. Siłowe rozwiązanie również nie wchodzi tutaj w rachubę. Pozostaje więc w tym przypadku jedynie wspomniane wyżej życzenie. Nie, oczywiście że nie śmierci. Może jedynie jakiejś niedomogi. Niedyspozycji jednak na tyle uciążliwej, aby wykluczyła go z politycznego życia. Najlepiej na stałe. Na czym miałaby owa niedomoga polegać, jak wyglądać – nie mam pojęcia, chociaż tak naprawdę wiele jest możliwości. Wiem za to jedno: taka właśnie niedomoga byłaby jak najbardziej pożądana – przynajmniej przeze mnie.

04.05.2017 r.

09:17, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
O autorze
więcej: www.kiler.blox.pl kontakt: czaplinski@tlen.pl