RSS
czwartek, 31 maja 2012

     Ostatnio Polska została upomniana przez UE, pod groźbą kary finansowej, aby obniżyła ceny za przejazd autostradą. Pomijając fakt zdzierstwa rządzących, to jeszcze jeden dowód na to - gdyby ktoś miał nadal jakieś złudzenia - że państwo nasze działa w sposób na wskroś bandycki, zrażając do siebie jak największą część społeczeństwa. Bandytyzm ten w ostatnich dwóch dekadach widać było i, niestety, widać go nadal w niekompetencji swoich urzędników (prokuratorzy, sędziowie, urzędnicy skarbówki itd.), żeby nie powiedzieć w ich świadomym takim a nie innym działaniu. (Stąd zresztą powstanie w ostatnim czasie ruchu społecznego Niepokonani 2012.) Przykra to konstatacja - tym bardziej bolesna, że tam, gdzie państwo okazuje się bezsilne i nie może obywatela okraść, zmusza go do nieuczciwego działania. W sumie, gdzie się nie obrócisz, napotkasz tzw. cztery litery. Pozostaje mieć jedynie nadzieję, że ruch obywatelski Niepokonani 2012 nie tylko zwróci na ten problem szczególną uwagę, ale w ogóle przyczyni się do zainicjowania poważnych zmian w naszym ustawodawstwie. Włącznie z naprawdę rzeczywistą odpowiedzialnością urzędników za swoje decyzje.

     31.05.2012 r.

16:13, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
środa, 30 maja 2012

     Nie chcę występować tutaj w roli jakiegoś mentora i pouczać z tego miejsca innych, co do istoty powyższego zagadnienia – tym bardziej że wierzę, iż zdecydowana większość obywateli wie, na czym owe świadome obywatelstwo polega – niemniej, jako że również jestem częścią społeczeństwa, więc tym samym niejako mam prawo uzurpować je sobie do wyrażenia swojego w tym zakresie poglądu.

     Otóż świadomy obywatel, według mojej oceny, to ktoś, kto orientuje się dobrze nie tylko w sprawach lokalnych, żyje w pewnej mierze problemami własnego podwórka, ale też w szerszym aspekcie zna problematykę w skali makro, czyli państwową; to ktoś, kto może – i zapewne ma – oczywiście własne preferencje polityczne, ale też patrzy wnikliwie każdej władzy na ręce, mówiąc w odpowiednim momencie: „Sprawdzam!”, co jest konsekwencją jego dystansu i zdrowego krytycyzmu wobec rządzących; to ktoś, kto będąc krytycznym wobec każdej władzy, nie potępia wszystkiego w czambuł, ale też nie zachwala każdego ruchu rządzących choćby wbrew logice i zaistniałym faktom, przemawiającym przeciwko nim; w końcu to obywatel, który uczestniczy w wyborach – tak lokalnych jak i państwowych, biorąc tym samym częściową odpowiedzialność za to jak wygląda i jak będzie wyglądała w najbliższej przyszłości jego rzeczywistość.

     Czy ja jestem świadomym obywatelem? Wierzę, że tak. Mimo rozczarowujących mnie następujących po sobie rządów. Ale widać to konsekwencja tego, że nic nie jest doskonałe: ani ja – jako obywatel i wyborca, ani politycy, jako obywatele i funkcjonariusze państwowi, wybrani właśnie między innymi przeze mnie.

     28.05.2012r.

18:05, adelmelua
Link Komentarze (1) »

     W ramach oszczędności, spowodowanych niżem demograficznym, przekonuje się nas, że należy jakoby zlikwidować znaczną część szkół i przedszkoli, albowiem… gminom prowadzenie ich po prostu się nie opłaci. Nie opłaci! Tak jakby nauczanie na poziomie podstawowym miało przynosić pieniężne profity! To nic, że to obowiązek państwa zapewnić dostęp do bezpłatnej nauki, ważne są oszczędności!

     Zastanawiające przy tym oszczędnościowym planie jest to, że jakoś nikt z urzędników nie zająknie się na temat możliwości zreformowania systemu nauczania, choćby zmniejszając przepełnione klasy do np. 15-osobowych, gdzie nauczyciel miałby możliwość pełniejszego kontaktu z uczniem, co zapewne przełożyłoby się na o wiele skuteczniejsze panowanie nad klasą, a także dużo lepsze wyniki w nauce, osiągane przez uczniów. Bo po co? Takie dziwactwa tylko gminę kosztują duże pieniądze! Czy to potrzebne? Po co i komu? Na pewno nie nam – urzędnikom. Ważne są przecież oszczędności! Tylko że z reguły taniej, znaczy gorzej – wystarczy popatrzeć na przetargi, choćby drogowe, gdzie wybiera się przede wszystkim te, które są najtańsze, a nie te, które gwarantują dobrą jakość i planowe wykonanie prac! A przecież wiadomym jest, że dzieci to przyszłość narodu, każdego narodu! Dlatego jesteśmy zobowiązani (!) zadbać o najmłodszych w taki sposób, aby zapewnić im jak najlepszy i właściwy rozwój. Jeżeli tego nie zrozumiemy na czas i nie stworzymy warunków najlepszych z możliwych, nie łudźmy się, że przyszłe pokolenia będą nam za cokolwiek wdzięczne. Po prostu odpłacą nam pięknym za nadobne. I zaprawdę będzie to sprawiedliwe. I słuszne. Chociaż na pewno nie zbawienne.

     26.05.2012r.

18:04, adelmelua
Link Dodaj komentarz »

     Jarosław Kaczyński ostatnio zakomunikował wszem i wobec, że na czas Mistrzostw Europy w piłce nożnej w Polsce powinno się zawiesić wszelkie działania wojenne. On takie zawieszenie broni wykonuje, bo nikt od 23. lat nie jest tak pokojowo nastawiony w tym kraju, jak właśnie on! I pewnie gdybym urodził się pięć, dziesięć lat temu, taką powiastkę bym kupił. Problem w tym, że, niestety, jestem znacznie starszy i w bajki już dawno przestałem wierzyć. Niemniej to, co uderza w tej informacji, to to, że prezes PiS-u jest, po pierwsze, jednak w stanie jakiejś wojny – co już przeczy jego niby pokojowej naturze – a po drugie zabawną wydaje się propozycja z gatunku tych nie do odrzucenia, a składanych przez dresiarzy właścicielom lokali: „Za miesięczną opłatą gwarantujemy wam spokój i bezpieczeństwo”. Na pytanie przed kim, mówią, że przed sobą. Tyle. I tak mniej więcej brzmi deklaracja Jarosława Kaczyńskiego o pokoju.

     Osobiście mam tylko jedno skojarzenie z nim związane: urwis z tego naszego prezesa, że hej! Co najmniej jak jeden z tych „O dwóch takich, co ukradli księżyc”.

     25.05.2012r.

18:01, adelmelua
Link Dodaj komentarz »

    Od dłuższego już czasu zastanawia mnie jedna rzecz związana z grecką polityką, mianowicie – politycy, tzn. ci, którzy przy tym kryzysie jaki toczy ten kraj, nabroili najbardziej. To, że są winni, nie podlega żadnej dyskusji. Ale oskarżanie w tym momencie jednej grupy społecznej o stan greckiej gospodarki jest, delikatnie mówiąc, i niesprawiedliwe i nie na miejscu. Zawiniło bowiem wielu. Łącznie z politykami europejskimi, jak i z samym społeczeństwem (nierzadko dziwne i niezasłużone przywileje). Tyle tylko, że taka konstatacja ani niczego nie zmienia, ani nie wskazuje dróg rozwiązania problemu. Bo rozwiązanie właściwie jest jedno: drastyczne reformy oszczędnościowe, a ich konsekwencje rozłożone na wszystkich bez wyjątku obywateli! Ale żeby społeczeństwo jakikolwiek drastyczny plan przyjęło, musi przede wszystkim, po raz kolejny zresztą, uwierzyć rządzącym. Pytanie: Co musi się stać, żeby to nastąpiło? Odpowiedź jest prosta: Politycy wszystkich frakcji muszą zacząć jakiekolwiek reformy przede wszystkim od siebie! Jeżeli tak się nie stanie wszelkie ruchy okażą się jedynie pozorne? To oni pierwsi muszą dać właściwy przykład swoim rodakom, przycinając swoje apanaże i przywileje, aby stać się w oczach swoich rodaków bardziej wiarygodnymi? Tylko wówczas, myślę, gdy zdobędą się na ten gest – wcale nie jakiś heroiczny! – staną się nie tylko autentyczni w swoich deklaracjach, mających na celu wyprowadzenie Grecji na prostą, ale też, co bardzo istotne, zyskają w oczach swoich rodaków. Zaczną być postrzegani jako naprawdę uczciwi obywatele, którym dobro państwa leży na sercu. W takim klimacie, myślę, będzie dużo łatwiej osiągnąć narodowe porozumienie i uzyskać zgodę społeczeństwa na wyrzeczenia. I chociaż na pewno nie będzie to łatwe, to dzisiaj wydaje się jedynym sensownym rozwiązaniem. Warunek podstawowy musi być jednak spełniony: jakiekolwiek reformy należy zacząć od siebie, panowie politycy!

    Niestety, zapewne takie postawienie sprawy pozostanie w sferze tak zwanych pobożnych życzeń. Z jednego prostego powodu: politycy mają to do siebie, i to chyba pod każdą szerokością geograficzną, że jeżeli w ogóle decydują się na wprowadzanie jakichś planów oszczędnościowych, to wprowadzają je chętnie, ale wyłączając z nich siebie. Bierze się to zapewne stąd, że sami lubią stawiać się ponad społeczeństwem. Ot, taka przypadłość rządzących.

     23.05.2012r.

18:00, adelmelua
Link Dodaj komentarz »

    Mój premier Donald Tusk – mój, bo głosowałem zarówno w tych, jak i w poprzednich wyborach na Platformę Obywatelską – przy okazji uchwalania ustawy wydłużającej nam wiek emerytalny do 67. roku, odwołuje się do naszej odpowiedzialności za losy kraju. A że piłkarskie Euro tuż za pasem, więc i odpowiedzialność nasza powinna być również rozciągnięta na czerwcowe mistrzostwa Europy w piłce nożnej. Pięknie! Sam jestem za. Tyle tylko, że układ ma działać w jedną stronę: my (naród) zachowujemy spokój, oni (rządzący) w zamian podejmują w naszym imieniu decyzje, na które naszej zgody nie ma. A nie ma, bo:

    1.Nie zmienia się zasad w trakcie obowiązywania umowy;

    2.Nie skonsultowano tak ważnej decyzji z tymi, którzy mają w tym względzie sporo do powiedzenia, mianowicie geriatrami;

    3.Panujące bezrobocie nie gwarantuje pracy znacznie młodszym, a tutaj wymyśla się obowiązek pracy dla 66-, czy 67-latków;

     4.Rząd daje przyzwolenie na istnienie tak zwanych umów śmieciowych, które pozwalają w świetle prawa pracy wyzyskiwać pracownika, co zresztą ściśle się wiąże z niechęcią pracodawców do dzielenia się zyskiem.

     Myślę, że tyle przykładów wystarczy, chociaż jest ich znacznie więcej i mógłbym tutaj dalej je przytaczać. Czy zatem w kontekście tego, co wyżej, naprawdę spokój społeczny jest zagrożony, a my – naród jesteśmy nieodpowiedzialni, panowie politycy?

     19.05.2012r.

17:59, adelmelua
Link Dodaj komentarz »

    Politycy mówią o podwyższeniu wieku emerytalnego, że tak trzeba, bo… I tutaj zwykle pada łańcuszek argumentów. Mówią również o likwidacji przywilejów, z których niesłusznie korzystają różne grupy społeczne, co nie ma nic wspólnego z ideą solidarnego, sprawiedliwego państwa. I trudno się z tym nie zgodzić. Zapominają jednak przy tym o jednej grupie, która nadal posiada ogromne przywileje: o sobie, politykach!

    Cóż, nie od dzisiaj wiadomo, że zawsze łatwiej znaleźć drzazgę w czyimś oku, niż belkę w swoim. Ot, taka przypadłość człowiecza.

    18.05.2012r.

17:57, adelmelua
Link Dodaj komentarz »

     Myślę, że przede wszystkim to nadal pewien rodzaj szczególnej wrażliwości na drugiego człowieka i empatii. Istotnym przy tym jest również zachowanie laickości państwa, która powinna być gwarantem wolności światopoglądowej dla wszystkich swoich obywateli. I tyle. I aż tyle! Piszę „aż”, albowiem coraz trudniej uzmysłowić prawej stronie sceny politycznej, że nie mają patentu i wyłączności na prawdę o istnieniu Boga. Nie są ani Jego mecenasami, ani tym bardziej kolegami. Z jednego prostego powodu: nie potrzeba Mu żadnych tego typu obrońców. Poza tym, cóż tu nam dyskutować o czymś, co pozostaje poza naszym rozumem, poza naszym postrzeganiem. Bóg, to słowo wytrych, który tym, co sławią Jego imię i chwałę, ma otworzyć bramy raju do życia wiecznego. Tylko skąd ta pewność, że się nie mylą? Że w tym wszystkim nie chodzi o ideę boskości, którą jest energia i czas, a które to razem do spółki wypełniają przestrzeń tego i innych wszechświatów? Tym bardziej, że zgodnie z teorią Einsteina energia może zamienić się w masę gdy nabierze prędkości, więc...

     Napisałem kiedyś sztukę zatytułowaną „Od a do zet” o tym, czym jest życie, czym my jesteśmy, a także porwałem się przy tym na próbę wyjaśnienia idei boskości. Niestety, na razie nikt nie wyraził tym zainteresowania. Gorzej – w Laboratorium Dramatu T. Słobodzianka jakiś anonimowy lektor odpowiedział mi, że wyważam otwarte drzwi i w ogóle jestem parch i gdzie mi do takich tematów! To znaczy, ściślej, wyraził się inaczej, niemniej sens jego wypowiedzi tak w skrócie brzmi.

Ma rację, wiele jeszcze przede mną nauki. Do śmierci. A i tak nie poznam odpowiedzi. Nie to, co gorliwie wierzący!

17.05.2012 r.

17:57, adelmelua
Link Dodaj komentarz »

     Każdy człowiek rodzi się wolny. I taki, oczywiście, powinien pozostać do śmierci. Bo wolność to nie nabyty luksus, ale immanentnie związany z człowiekiem stan istnienia. Czy tak się dzieje? Niestety nie. Albowiem jest tak, że będąc częścią jakiejś społeczności (narodu), zostaje on (my) niejako wtłoczony w obowiązujące ramy posłuszeństwa i fizycznie uzależniony przez organizm zwany państwem. Co pozostaje mu w takiej sytuacji? Jedynie ucieczka w obszar wolności duchowej, czyli migracja wewnętrzna. Tutaj, w tym obszarze państwo jest bezsilne. Ale że w przyrodzie wszystko musi być poukładane, więc i w tym miejscu nie jest inaczej. W sferę duchowości człowieka wchodzi inna organizacja, chcąca panować nad nim, mianowicie Kościół! W ten sposób kontrola na jednostką jest pełna i należyta, a koegzystencja dwóch odmiennych organizmów doskonała.

     Czy taki stan jest do zaakceptowania przez współczesnego człowieka? Na dłuższy dystans na pewno nie. Myślę, że kiedyś nastąpi bunt i społeczeństwa najpierw opuszczą swoje Kościoły, a potem wystąpią przeciwko swoim państwom, tj. rządzącym. I wcale nie trzeba być jakimś wielkim prorokiem, żeby taki scenariusz przewidzieć.

     16.05.2012r.

17:55, adelmelua
Link Dodaj komentarz »

     W wyniku nieodpowiedzialnej eksploatacji złóż, jakimi obdarzyła nas ziemia, uzbrajamy tykającą bombę o niewiadomo jak długim zapłonie. Jakiejkolwiek jednak on będzie długości jedno wydaje się pewne: wcześniej czy później ów ładunek eksploduje!

     W tym miejscu rodzi się pytanie: Czy zdążymy do tego czasu skolonizować jakąś inną planetę, aby w odpowiednim momencie uciec z Ziemi? Mocno wątpię!

      Cóż, może niektórzy lubią siedzieć na beczce z prochem i bawić się zapalonym lontem. Kto wie?

      15.05.2012r.

17:54, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2
O autorze
więcej: www.kiler.blox.pl kontakt: czaplinski@tlen.pl