RSS
niedziela, 30 kwietnia 2017

Chciałbym powiedzieć, wzorem Martina Luthera Kinga: Miałem sen! – w którym potoczyło się dalej tak, jak się potoczyć musiało, czyli tylko dobrze. Niestety, nie mogę tego zrobić. Nie znaczy to oczywiście, że w ogóle nie śnię,  miewam sny, tylko nie tego typu. Dlatego, nie mogąc liczyć w tym zakresie na odpowiedni bodziec, postanowiłem wybrać się do przyszłości w sposób niezwykle świadomy.

Jako że teraźniejszość, w której przyszło mi żyć przez ostatnie półtora roku nie jest w żaden sposób tą wyśnioną czy wymorzoną, zdecydowałem się odbyć podróż do przyszłości – przyszłości jednak niezbyt odległej, bo dziejącej się właściwie tuż za rogiem naszej teraźniejszości. Co prawda, przyszło mi ją odbyć jedynie w myślach, mam jednak nadzieję, że to tylko tak na razie, wcześniej niż później przyszłość ta się zmaterializuje, stając się właśnie naszą teraźniejszością. Ta bowiem obecna jest wyjątkowo niekomfortowa!

Nie miałem naturalnie pojęcia, czy owa teraźniejszość miała się dokonać za pół, półtora, czy może dwa i pół roku, wiedziałem tylko, więcej – byłem pewien, że to właśnie była jej ostateczna granica: dwa i pół roku maksymalnie – od tego momentu miało zacząć dziać się znacznie lepiej!

Czy byłem zdziwiony tym, co tam zastałem? Ani trochę. To bowiem, co tam ujrzałem, było niezwykle swojskie, przyjazne i od dawna oczekiwane tak przeze mnie, jak i większość moich rodaków! Była to bowiem przyszłość nie tylko bez rujnującego Polskę ugrupowania Prawo i Sprawiedliwość, bez pana Zbiszka, świątobliwego Antoniego i ich pokracznego Prezesa, była to, co prawda nadal Polska z niedoskonałościami, jednak, co istotne, była ona na powrót normalna, bez wzajemnych podejrzeń i ustawicznych knowań przeciwko niektórym jej obywatelom; bez natrętnej propagandy w państwowych mediach, dalszego ciągu rozbrajania polskiej armii; bez dyspozycyjnych prokuratorów i policji na usługach polityków, a także bez nienormalnego i amoralnego finansowania Kościoła katolickiego i wielu innych negatywnych zjawisk. Krótko mówiąc była to przyszłość zwyczajna, w której nie było już chęci powrotu do tego, co jeszcze nie tak dawno było obowiązującą normą, była za to ogromna potrzeba zmian i determinacja, aby je przeprowadzić w wielu obszarach naszego życia. W końcu było na tyle normalnie, że na powrót chciało się żyć!

Naturalnie, gdy tak sobie tam przebywałem, dopadło mnie przygnębiające uczucie, że oto muszę wracać do mojej aktualnej rzeczywistości! Oczywiście, nie chciałem tego robić. Na szczęście było coś, co mi w tym powrocie pomogło: świadomość, iż będzie to powrót jedynie tymczasowy – właśnie na owe pół, półtora, czy góra dwa i pół roku. Po tym czasie żadna podróż już nie będzie konieczna – normalność będzie normą!

30.04.2017 r.

09:48, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
środa, 26 kwietnia 2017

Cudów i cudaków w historii ludzkości było, jak wiadomo, co niemiara. Ba – nadal są! Najlepszy przykład, to katastrofa smoleńska i główny animator cudaczności jej przyczyn, Antoni Świątobliwy. Dzięki jego nieszczęsnej działalności zwykła katastrofa lotnicza urosła do rangi wydarzenia, które stało się zarówno źródłem sekciarskiego wyznania, jak i paliwem politycznym jednej z naszych partii – prawicowej w swojej retoryce, lewicowej natomiast w realizacji polityki społecznej.

Wcześniej, to znaczy dużo wcześniej, bo dwa tysiące lat temu, po ziemi palestyńskiej wałęsał się pewien człowiek razem ze swoimi kumplami, który jakoby był twórcą wielu cudów, łącznie ze wskrzeszaniem umarlaków, w wyniku czego został z czasem okrzyknięty tzw. synem bożym, choć on sam nigdy tak siebie nie nazywał! Dowodzi to tego, że wystarczy jedynie zadbać o odpowiednio sprawną reklamę dla jakiegoś wydarzenia, a reszta już się jakoś potoczy.

Podobnie zresztą wygląda kwestia jakoby gremialnego wyjścia Żydów z Egiptu pod przywództwem Mojżesza i bajkowego wręcz przejścia przez nich przez Morze Czerwone, czy też sprawa męczeńskiej śmierci tzw. Dziewicy Orleańskiej Joanny d’Arc. Wszystkie wyżej wymienione przypadki dowodzą jednego: że pierdoł wymyślanych przez ludzi na przestrzeni wieków nigdy nie brakowało i zapewne nigdy też nie zabraknie, co potwierdza jedynie fakt, że tak naprawdę w swojej naturze jesteśmy niezwykle niezmienni! Wielu z nas bowiem jest w stanie uwierzyć, wbrew zresztą logice i nauce, choćby w najprymitywniejszy bzdet, pod warunkiem, że odpowiednio zostanie on opakowany i sprzedany. W końcu nie od parady od dawna kursuje powiedzenie, że kłamstwo powtórzone tysiąc razy staje się prawdą. A że ludzie w swojej naiwności i pragnieniu wiary w baje i klechdy domowe uwierzą we wszystko, tylko dlatego, żeby żyło im się lżej, łatwiej, więc nic dziwnego, że są i tacy, którzy wierzą dzisiaj, z taką samą zresztą powagą, zarówno w zamach smoleński, jak i w to, że jakiś żydowski chłopina dwa tysiące lat temu śmigał po wodzie, czy że jeszcze inny mąż opatrznościowy przeszedł przez Morze Czerwone z tysiącami uciekinierów żydowskich z niewoli egipskiej.

 Dlaczego te baje powstają? To proste: zwolennicy tego typu teorii są niezwykle grubo impregnowani na argumentację naukową. We wszystkich tego typu przypadkach bardzo ciężko ich zwolennikom przyznać rację rozsądkowi i prawdzie historycznej. Gdyby to zrobili np. zwolennicy tzw. zamachu smoleńskiego, musieliby wówczas nie tylko przyznać się do świadomego szerzenia kłamstwa na ten temat, ale również, co istotne, byliby zmuszeni przyjąć współodpowiedzialność za ów wypadek! A na to nie mają ani odwagi, ani chęci, ani zwykłej przyzwoitości, dlatego temat ten jeszcze długo oczywiście będzie rozmydlany i wykorzystywany w doraźnej walce politycznej.

26.04.2017 r.

09:38, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 23 kwietnia 2017

       Jako że ostatnio pogoda za bardzo nas nie rozpieszcza, więc siłą rzeczy wielu z nas więcej czasu poświęci na buszowanie w internecie. Ja już to zrobiłem i natrafiłem na coś, co może choć w niewielkim zakresie rozjaśni niektórym dzisiejszy pochmurny dzionek.

          23.04.2017 r.

13:44, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
sobota, 22 kwietnia 2017

Tego wpisu miało nie być. Ale jak tu nie skomentować działań kretynów? Nie da się. Dlatego postanowiłem jednak co nieco skrobnąć na temat niedawnej wizyty szefa parlamentu europejskiego Donalda Tuska w pisowskiej prokuraturze.

Otóż wezwała ona byłego premiera na przesłuchanie w roli, póki co, świadka, chcąc oczywiście zrobić mu odpowiednio negatywny piar. Jednocześnie jednak, tak całkiem przy okazji, niektórzy politycy PiS-u buńczucznie zapowiadali, że rola świadka może się rychło zmienić, że to tylko początek – wystarczy przecież tylko jeden wyraźny sygnał od prezesa Kłamczyńskiego, a machina pisowskiej sprawiedliwości ruszy z kopyta i postawienie byłego premiera przed sądem stanie się faktem. W końcu dla nikogo nie jest tajemnicą, że Donald Tusk powinien siedzieć w więzieniu! Tego przynajmniej życzyłby sobie wspomniany wyżej pan Kłamczyński.

Póki co jednak sytuacja na dzisiaj wyglądała i wygląda następująco: D. Tusk przyjechał z Brukseli na przesłuchanie do prokuratury. Zanim jednak do niej dotarł, zjawił się na dworcu warszawskim, gdzie został owacyjnie przywitany przez wielu swoich zwolenników. I tutaj nastąpił pierwszy strzał w stopę – plany pana Zbiszka, żeby właśnie upokorzyć i rozpocząć nagonkę na byłego premiera, wzięły w łeb. Ze starannie, jak się wydawało, przygotowanej akcji przez niewydarzeńców z PiS-u, wyszła, jak zwykle, lipa, po której tak po prawdzie rozniosło się więcej smrodu niż satysfakcjonującego członków tego ugrupowania aromatu. Żeby jednak cała akcja nie zakończyła się porażką, TVP Info łączyła się w tym momencie z osobami, które miały na celu zdyskredytowanie szefa parlamentu europejskiego. Stąd też obraz, który obserwowałem na ekranie TV, totalnie nie zgadzał się z fonią dochodzącą ze studia telewizyjnego, a gadki-szmatki tych, pożal się boże, komentatorów, przypominały bardziej miauczenie przestraszonego kota, niż rzetelną informację na temat, gdzie utyskiwaniom jaki to ten Tusk straszny w zasadzie nie było końca. A to narzekali że akcja nie była spontaniczna, lecz przygotowana z premedytacją przez byłego premiera; a to, że Tusk zadbał już o to, żeby nadać temu wydarzeniu rozgłos i znaczenie polityczne, bo przecież mógł przylecieć samolotem, a potem podjechać pod gmach urzędu prokuratury samochodem – itd., itp. Krótko mówiąc brakowało tylko tego, żeby jeden z tych telewizyjnych idiotów wyartykułował plan pisowski dla premiera, jak ten powinien się zachować. Rzecz tylko w tym, że nie wiem, dlaczego były premier miałby jakikolwiek czyjś plan realizować? Tym bardziej pana Zbiszka – szeryfa polskiej prokuratury!

Chociaż, oczywiście, nie wykluczam, że mógłby tak zrobić. Pod jednym wszakże warunkiem: że byłby takim samym kretynem, jak ci, którzy chcieli go upokorzyć i postawić w stan oskarżenia. Problem tylko w tym, że nim nie jest, więc nic dziwnego, że stało się to, co się wydarzyło.

I tak doszło do składania przez D. Tuska zeznań. Ich notowanie – ręczne! – trwało osiem godzin, podczas których zrobiono mu kawę i herbatę, a także podano wodę. Nie będę tego nazywał tak, jak się powinno określić, bo chamów i prostaków w zasadzie nic nie obrazi. Powiem więc tylko tyle: uwielbiam, jak niedojdy polityczne użalają się nad sobą i swoim niedołęstwem politycznym, tak jak to zrobili kilka dni temu pisowscy sztabowcy. Nic bowiem mnie tak nie cieszy, jak kolejna totalna kompromitacja rządzącej ekipy.

22.04.2017 r.

08:27, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 18 kwietnia 2017

Bez wątpienia dawniej, chociaż tak naprawdę jeszcze nie tak dawno, życie każdego z nas było spokojniejsze, osobne, intymne. Czy było przez to uboższe, bo w żaden sposób niemedialne, a wyłącznie nasze? Nie myślę. Więcej – uważam, że wbrew pozorom było ono nawet bogatsze!

Dzisiaj, gdy niemal w zasadzie wszystko jest na sprzedaż, albo przynajmniej takie panuje powszechne przekonanie, życie każdego z nas przestało być intymną tajemnicą. Ogromna część z nas bezrefleksyjnie dzieli się tym, co przeżywa, odczuwa, co jest tylko jego, przekazując wszystkim dookoła najskrytsze tajemnice bez żadnych zahamowań i najmniejszych skrupułów. I robi to w zasadzie – przynajmniej takie odnoszę wrażenie – nie dlatego, iż ma coś bardzo ważnego do przekazania innym, przyświeca im właściwie tylko jeden cel – przemożne wręcz pragnienie zainteresowania swoją osobą innych w jakikolwiek sposób, wyrwanie się z kręgu przygnębiającej anonimowości – choćby na krótką chwilę. Bo nie ma nic bardziej koszmarnego – przynajmniej w pojęciu tych osób – jak stać się anonimowym, szarym, nijakim osobnikiem, jak ich rodzice czy znajomi.

Nie chcę nikogo za to ganić i przekonywać, że taka postawa życiowa jest z gruntu błędna i niezmiernie szkodliwa. Bo niby skąd to wiem? Przeżyłem już swoje życie? Doświadczyłem wszystkiego, zarówno dobrego jak i złego, więc mogę udzielać rad innym? Nic z tych rzeczy. Nie posiadam żadnych papierów na nieomylność. Popełniam takie same błędy jak inni. Nie przeszkadza mi to jednak odnosić wrażenie, iż w wielu przypadkach całkiem niepotrzebnie próbujemy sprzedać siebie na siłę; że jednak powinniśmy pozostać dla innych w jakimś zakresie tajemnicą, stanowić pewnego rodzaju zagadkę; że nie wszystko w nas i o nas jest jednak na sprzedaż.

Jakkolwiek jednak jest niewątpliwie każdy z nas odpowiedzialny jest za swoje życie i robi to, co uważa za najlepsze dla siebie. Jeżeli ktoś nie zgadza się ze mną, jeżeli z takim podejściem do życia, o jakim napisałem wyżej, czuje się dobrze, jeżeli taki sposób realizacji siebie mu odpowiada, nie widzę najmniejszego powodu, żeby go z tej drogi na siłę zawracać. Przynajmniej mnie nic do tego! Ostatecznie każdy z nas jest kowalem własnego losu, w myśl słów: Jak sobie pościelisz, tak się wyśpisz.

18.04.2017 r.

08:23, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
środa, 12 kwietnia 2017

Nieraz zastanawiałem się nad tym, co by się stało, gdybym urodził się w innym miejscu niż to, w którym przyszedłem na świat. Jak przebiegałoby moje życie: czy byłoby podobne do tego, jakie jest moim udziałem w chwili obecnej, nafaszerowane podobnymi zdarzeniami, jakich doświadczyłem i doświadczam nadal? Czy byłoby może w jakiejś mierze „pełniejsze”, bo obfitowałoby w więcej ciekawszych zdarzeń, więcej poznanych interesujących ludzi? A może byłoby jednak uboższe, bo uległbym w pewnym momencie jakiemuś koszmarnemu wypadkowi, na skutek którego stałbym się niepełnosprawny i odizolowany w jakimś zakresie od społeczeństwa? Albo też jeszcze gorzej: zginałbym w wyniku splotu niesprzyjających okoliczności? Oczywiście, takich czy podobnych pytań można by w tym miejscu postawić od groma, tyle tylko, że odpowiedź na nie na zawsze pozostanie nieznana. Te bowiem, jako czysto teoretyczne, nigdy tak naprawdę nie będą w jakiś miarodajny sposób sprawdzalne.

 To, co jest pewne, to fakt, że moje życie przebiega w diametralnie odmiennych warunkach i okolicznościach niż osób urodzonych pod inną długością i szerokością geograficzną  tak znanych, jak i nieznanych; towarzyszą mi w nim zupełne inni znajomi, a tym samym również doświadczam odmiennych zdarzeń. Ale czy przez to moje życie tutaj jest gorsze, mało istotne, bez znaczenia? Czy czyjeś życie gdzieś tam jest dużo lepsze, wartościowsze – choćby i kogoś znanego? Czy mimo dziania się ich w dwóch różnych, jednak równoległych światach, pomimo odmiennych okoliczności życie tych, którzy żyją gdzie indziej, jest dużo lepsze, cenniejsze? Czy nie dręczą ich podobne życiowe problemy, jak np. ból pleców, stawów, nie męczą ich przeziębienia czy problemy gastryczne? Albo nie doświadczają smutku w związku z dziećmi lub utratą kogoś bliskiego? Oczywiście nie – jest prawie tak samo! Albowiem pomimo pozorów odmienności naszej egzystencji, jej istota jest niezmiernie podobna, zasadza się na tym samym rdzeniu – zarówno tu, jak i tam, a ściślej, zarówno my tutaj, jak i oni tam, podobnie doświadczamy upływu czasu i atakujących nas chorób; podobnie jak my, tak i oni, podlegają tym samym procesom nieubłaganego upływu czasu, który w każdym indywidualnym przypadku kończy się tym samym – śmiercią każdego z nas. Tak samo bowiem my, jak i oni, tracimy najbliższych, doświadczamy podobnych chorób i pomyślnych czy też niekorzystnych zdarzeń losowych. Oczywiście wszystko to pod jednym warunkiem: że żyjemy w państwie demokratycznym, wolnym, szanującym prawa jednostki; w przypadku gdy tkwimy w państwie autorytarnym, gdzie panuje wszechobecny terror, śmierć i zniewolenie, tracimy to wszystko. I wtedy nasze życie jest paskudne i do bani. I jest czego żałować, że jednak nasze życie przebiega nie tak, jak powinno i że gdzie indziej mogłoby ono jednak być znacznie lepsze.

A tak poza wszystkim, to myślę, że przytoczony przeze mnie wyżej przykład przynależy do dylematów z gatunku tych nierozwiązywalnych, ponieważ nigdy nie będzie on w jakiś obiektywny sposób sprawdzalny. Dlatego zastanawianie się nad tym, czy czyjeś życie jest lepsze lub gorsze tu, niż kogoś innego tam – choćby i kogoś znanego, na zawsze pozostanie jedynie teoretyczne. I tak jest lepiej. Gdyby było inaczej, mogłoby nas to jedynie niepotrzebnie sfrustrować i pognębić. A to nie byłoby dla nikogo dobrym rozwiązaniem, zarówno w przypadku osoby powszechnie znanej, jak i tej anonimowej również.

 12.04.2017 r.

09:30, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
sobota, 08 kwietnia 2017

To oczywiste, że nic się nie stanie, jeżeli przestanę zamieszczać tutaj swoje teksty – świat i tak będzie trwał dalej, tym bardziej ten wirtualny. Więcej – gdyby po raz drugi na świecie pojawił się Jezus i zrobił to samo, co dwa tysiące lat temu, czyli dał się ukrzyżować i wszystkie stacje telewizyjne oraz radiowe, a także internet, transmitowałyby ów spektakl na żywo, wtedy również, oprócz pobicia rekordu oglądalności, nic by się nie wydarzyło na tyle spektakularnego, żeby czas stanął w miejscu, a ludzie wstrzymali oddech i zaczęli się zastanawiać nad sobą, życiem, nad tym, czego są świadkami. Bo tak już z nami jest – ustawicznie gdzieś biegniemy, nie oglądając się do tyłu, bo przecież szkoda czasu! A w końcu czas, to pieniądz, więc zatrzymywanie się, to jedynie niepotrzebne straty.

Moje ostatnie kłopoty ze zdrowiem, w zasadzie ze zwykłym przeziębieniem spowodowały, że na trochę przyhamowałem. Dokładnie chodzi o to, że postanowiłem udzielić sobie pewnego rodzaju urlopu. Nie od pisania w ogóle, a jedynie od tego miejsca. Czułem bowiem już od jakiegoś czasu, że powinienem to zrobić. Tak dla dobra siebie, jak i pojawiających się tutaj tekstów, z których wiele w ostatnim czasie, takie mam przynajmniej głębokie przeświadczenie, pisanych było nie z potrzeby serca i duszy, a jedynie z jakiegoś wewnętrznego obowiązku.

Jak wiadomo zaraz rozkwitnie wiosna pełną piersią, pojawi się więcej upragnionego ciepła, chęć wyjścia z domu, więc to zrozumiałe, że siedzenie przed komputerem tak autora, jak i potencjalnego czytelnika, będzie zapewne w jakimś zakresie ograniczone. Dlatego, myślę, z tą przerwą  wychodzę jedynie temu zjawisku naprzeciw.

Oczywiście, nadal będę się tutaj pojawiał i dzielił swoimi przemyśleniami. Tyle, że będę to robił teraz po prostu trochę rzadziej. Co zresztą będzie miało swoje dobre strony: będę miał w końcu więcej czasu na dokończenie zaczętych tematów literackich, jazdę na rowerze, spotkania ze znajomymi, lekturę książek na łonie natury, czy zbieranie ziół.

Na koniec, żeby nie być gołosłownym co do moich zamierzeń literackich, krótka informacja: w przyszłym tygodniu ukaże się tomik moich satyrycznych opowiadań zatytułowanych Od Zeusa do Jezusa, przeplatanych tekstami z niniejszego bloga. Mam nadzieję, że tak jak książka okaże się dobra i niezbędna(!), tak i oddech wzięty od tego miejsca, również okaże się w jakimś sensie dla mnie zbawczy, bo inspirujący. Oby!

P.S.

W przyszłym tygodniu przedstawię tutaj okładkę rzeczonego wyżej tomiku.

08.04.2017 r. 

11:16, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 04 kwietnia 2017

Jak zwykle – oprócz rządzących Polską wandali, wykańcza mnie rower: znów się zaziębiłem! Tym bardziej potwornie, że bez gorączki wszystko skupiło się na płucach i krtani. W takiej sytuacji nie pozostawało mi nic innego, jak zrobić sobie dzisiaj jednodniową głodówkę i łykać homeopatyki. A jako że jestem chory więc mi odbiło i zabrałem się z samego rana za porządki domowe: zmieniłem ziemię w kwiatkach, zebrałem ciuchy po zimie do prania, wysprzątałem mieszkanie (na szczęście jest nieduże) i zasiadłem w końcu do komputera.

Przyznam, nie bardzo chce mi się cokolwiek pisać. Dlatego przytoczę tutaj dzisiaj jedynie pewną scenkę z udziałem jednego z naszych genialnych polityków – choćby to był geniusz inaczej. Zatem:

Dziennikarka: Panie ministrze, jedno musimy od razu na początku naszej rozmowy wyjaśnić, oczywiście nie nam, tylko naszym słuchaczom: nie jest pan wariatem, jak się powszechnie uważa. Przynajmniej takie chodzą słuchy na mieście.

Minister: Ależ droga pani – nie zajmujmy się niegodziwcami. Oni zawsze będą mówić o mnie źle.

Dziennikarka: Właśnie. To zrozumiałe że nie jest pan szaleńcem. W końcu jest pan bardzo ważnym politykiem w naszym rządzie!

Minister: Ja jedynie robię swoje, to znaczy to, co do mnie należy i jak potrafię najlepiej. Zgodnie z tym, co jest napisane w Nowym Testamencie: po owocach ich poznacie. Ja staram się, żeby moje owoce były jak najdorodniejsze! (promienisty uśmiech)

Dziennikarka: Niewątpliwie. Ale ja bym chciała zapytać na początku, zanim przejdziemy do ważniejszych spraw, co pan zrobi z tym Misiem-pysiem, który, tak naprawdę, przyczynia się do pogorszenia pan wizerunku? Ja wiem – to nawet ładny chłopak, ale wie pan, strasznie dużo zalicza wpadek. Nie przeszkadza to panu?

Minister: (z jeszcze większym uśmiechem) Ładny dzisiaj mamy dzień, pani redaktor, prawda?

Dziennikarka: Ale…

Minister: (nadal z niesłabnącym uśmiechem) Wszystkiego najlepszego!

Odchodzi szybkim krokiem.

Dziennikarka: A jednak idiota.

Dziennikarz I: Mylisz się – cwaniak pierwszej wody. Tylko zgrywa kretyna.

Dziennikarz II: Nie byłbym tego taki pewny. Widziałeś jego uśmiech?

Dziennikarz I: No wiesz…

Dziennikarka: Oczy też ma jakieś takie dziwne, nie uważacie?

Dziennikarz II: A dla mnie wypisz – wymaluj kretyn! Niestety, gorzej, że cholernie niebezpieczny.

04.04.2017 r.

http://www.superstacja.tv/program/nie-ma-zartow-tomasz-piatek,6449515/

http://www.superstacja.tv/program/nie-ma-zartow-tomasz-piatek,6446523/

http://www.superstacja.tv/program/nie-ma-zartow-tomasz-piatek,6437981/

http://www.superstacja.tv/program/nie-ma-zartow-tomasz-piatek,6434989/

12:51, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 02 kwietnia 2017

Kto? Jakie bydle? Oczywiście – człowiek! Cała jego historia dobitnie świadczy o tym, że jest niereformowalnym bydlęciem. Począwszy od starożytnych podbojów różnego rodzaju satrapów, poprzez średniowieczne rzezie, łącznie z inkwizycyjnymi kazamatami, a skończywszy na obozach koncentracyjnych i łagrach. Historia ludzkości, to nie kończąca się opowieść o drzemiącym w człowieku złu, podłości i niegodziwości. Dlatego pytanie podstawowe, jakie musi się tutaj pojawić, brzmi: Dlaczego tak właśnie jest? Dlaczego taką właśnie drogę wybraliśmy – drogę potwornego zwyrodnienia i okrucieństwa?

Myślę, więcej – jestem pewien, że stało się tak nie dlatego, iż wszyscy jesteśmy z gruntu źli, podstępni i podli, lecz dlatego, że zawsze znajdzie się ktoś – jakiś przywódca, który stanie na czele części jakiegoś stada, chcąc realizować swoje chore idee; ktoś, kto swoje fobie, kompleksy i fascynacje złem będzie „leczył” właśnie realizacją ideologii zła!

Tyle, że on sam niewiele mógłby tutaj zdziałać, on – główny ideolog, jest tutaj jedynie punktem zapalnym, bez którego nic by się nie zaczęło. On jedynie umiejętnie pobudza swoich wyznawców, dając im w swojej ideologii paliwo, aby ich zapał nie osłabł, miał się czym żywić. Jednak do realizacji swoich niezdrowych inklinacji potrzebni są mu inni – posłuszni wykonawcy jego woli. Bez nich każdy, choćby i najbardziej bezwzględny dyktator, skazany jest na sromotną porażkę. Dopiero oni, tak naprawdę, tworzą realne i prawdziwe zagrożenie; oni stają się mechanizmem, który zaczyna nas, maluczkich, mielić z bezwzględną premedytacją; nie kto inny, jak właśnie oni wynoszą go na piedestał, stawiają ponad wszystkim i wszystkimi, tworzą hasła i pieśni na jego cześć; oni – partyjni poplecznicy wodza, ślepo posłuszni i bezwzględni wykonawcy choćby i najpotworniejszych jego pomysłów. Oni – ludzie niezwykle niebezpieczni, bo niejako do wynajęcia. Ich należy się obawiać najbardziej!

Niestety, tak było zawsze, zarówno w starożytności, średniowieczu, jak i w czasach nam współczesnych. Różnica pomiędzy nimi polega jedynie na skali represji i narzędziach przymusu, które z czasem, co zrozumiałe, najzwyczajniej w świecie zostały rozbudowane, udoskonalone, ulepszone.

Dlatego to, co możemy i powinniśmy zrobić nie tylko dzisiaj, ale w ogóle również w przyszłości, to przedwcześnie zdiagnozować zagrożenie i głośno je wyartykułować. Aby wszystkich ostrzec. Ludzie albo tego posłuchają – dla własnego dobra, ale pozostaną głusi i pozwolą sobie założyć kajdany na nogi i obroże na szyje. Czyli albo zachowają wolność, albo dadzą się zniewolić. Trzeciej drogi nie ma.

Dzisiaj dzieje się tak, że miejsc, gdzie następuje realizacja takiej właśnie polityki – polityki zniewolenia, przybywa. Niestety, Polska – mój kraj, moja ojczyzna, po Turcji, Rosji, Węgrzech, krajach arabskich, i kilku jeszcze innych, jest jednym z takich miejsc. Nie chcę przez to powiedzieć, że grozi nam restytucja stalinizmu, czy faszyzmu – taką drogą żaden rozsądny polityk nie pójdzie, przynajmniej nie teraz i nie otwarcie. Dzisiaj grozi nam „jedynie” systematyczne ograniczanie naszych praw i wolności, coraz większa kontrola tego, co robimy, mówimy, gdzie przebywamy, czy też w co się angażujemy. W to miejsce czekać nas będzie za to bez wątpienia więcej obowiązków. To przecież takie patriotyczne, bo narodowe!

Wyjście z tej sytuacji? Jedno: ucięcie łba Hydrze. W mitologii poskutkowało. Myślę, że i w życiu realnym również odniosłoby oczekiwany skutek.

02.04.2017 r.

11:17, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
O autorze
więcej: www.kiler.blox.pl kontakt: czaplinski@tlen.pl