RSS
piątek, 29 kwietnia 2016

Natrafiłem kiedyś w codziennej prasie  na krótką, acz niezmiernie pozytywną recenzję książki Mikołaja Łozińskiego Reisefieber i, przyznam, trochę mnie ona zaintrygowała. Z dwóch powodów: po pierwsze – była okrzyknięta świetnym, jednym z najgłośniejszych debiutów  ostatnich lat, po drugie zaś – otrzymała kilka liczących się nagród w naszym literackim świecie. Krótko mówiąc nie było innego wyjścia – musiałem ją kiedyś przeczytać. Tym bardziej, że z zapowiedzi wynikało, że czeka mnie literacka uczta wysublimowanych smaków.

I oto właśnie jestem po lekturze ww. powieści. Pominę tutaj sprawę recenzji czy nagród, bo te, jak wiadomo, rządzą się swoimi prawami: zarówno jedną jak i drugą, niestety, można ustawić, żeby nie powiedzieć kupić. Oczywiście nie chcę przez to powiedzieć, że taka właśnie  sytuacja miała miejsce w przypadku Reisefieber, chcę jedynie powiedzieć, że nie tyle wolny rynek, ile dopiero czas decyduje o jakości literatury i jej ewentualnej wielkości. Tak jak w przypadku wszelkich ran odnoszonych przez nas w życiu, tak również i w przypadku sztuki on właśnie jest najlepszym, bo najsprawiedliwszym recenzentem.

Gdybym chciał być złośliwy, powiedziałbym, że niniejsza książka jest łudząco podobna do miłościwie panującego nam obecnie prezydenta, czyli że jest nijaka. Tyle, że byłbym w takiej ocenie niesprawiedliwy i ubliżyłbym jej autorowi (w żaden sposób prezydentowi!). To prawda – przez długi czas czytałem ją bez szczególnego entuzjazmu, wielokrotnie miałem ochotę przerwać jej lekturę – szczególnie po takich kawałkach, cytuję (strona 87): Daniel widzi, jak wchodzi na drewniany stołek. Astrid podaje mu gazetę. Przez chwilę patrzy na owady, słucha ich brzęczenia. Zamyka oczy, jak w czasie pobierania krwi. Uderza, cisza. Może już otworzyć oczy. Cień szklanego żyrandola waha się: na zmianę oświetla i zasłania resztki rozgniecionych na suficie niezgrabnych komarzyc. Nie pamięta co czuje. Niemniej dotrwałem do końca i, mimo dużo większych nadziei z nią związanych, ostatecznie nie żałuję. Nie mówię, że akceptuję ją od początku i do końca bez zarzutu – tak nie jest. Oprócz bowiem zawartej w powieści dużej wrażliwości autora, co z kolei jest tożsame ze znajomością ludzkiej natury, za dużo jest w niej, jak na mój gust, spraw niedopowiedzianych, jakby urwanych, pozostawionych w zawieszeniu, co, niestety, nie pozwala poznać dogłębnie głównych bohaterów, zarówno Astrid Reis, jak i jej syna Daniela. A szkoda. Bo w końcu o to w tej książce tak naprawdę chodzi: aby poznać motywy działania obu postaci i zrozumieć ich długoletnią rozłąkę. Bo nie wydaje mi się, żeby chodziło tylko o zwykłą zazdrość syna o matkę. Tym bardziej, że dla niej liczył się tak naprawdę tylko on. Tylko syn.

29.04.2016 r.

09:24, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
środa, 27 kwietnia 2016

Niestety, pół roku temu wielu obywateli naszego kraju uwierzyło w zapowiedzi Prawa i Sprawiedliwości (sam wstrzymałem się z krytyką, chcąc być sprawiedliwym i przedwcześnie nie krakać), w ich jakoby dobre intencje i, stało się – w końcu dopadło nas nieszczęście: szaleńcy wygrali wybory! Ale to jeszcze nie dramat, w demokracji to normalne, że władza przechodzi z jednych politycznych rąk w inne, z reguły, niestety, podobne. Gorzej, że dzięki szczęśliwemu zbiegowi okoliczności – dla PiS szczęśliwemu oczywiście, nieszczęśliwemu dla większości narodu polskiego – dzisiaj ci polityczni szaleńcy posiadają pełnię władzy! A znając ich mentalność i ciągoty ku dyktaturze, wiadomym jest, że z całą pewnością skorzystają ze sposobności, aby ku niej zmierzać, przy okazji zohydzając nam fakt istnienia. Co już zaczęli realizować z niezłym zresztą skutkiem.

Być może chłopaki i dziewczyny chcieliby dobrze, może mają dobre intencje, tyle, że dobrymi chęciami, jak wiadomo, piekło jest wybrukowane. Liczą się przede wszystkim czyny, zawsze, a te, jak widzimy, bo doświadczamy na co dzień, pozostawiają wiele do życzenia. Dzisiaj ci, którzy są u władzy, którzy decydują o naszych losach, w zasadzie nie rządzą, oni przede wszystkim zwyczajnie dokonują w biały dzień politycznej dintojry i masakry państwa polskiego, jego konstytucyjnego porządku!

Dlatego bardzo dobrze się stało, że próba złapania nas za twarz  nie znalazła powszechnej akceptacji, dobrze, że pojawił się opór na różnego rodzaju płaszczyznach naszego życia: i u zwykłych ludzi, czego przejawem jest obecność KOD-u; i w niezłomnej postawie Trybunału Konstytucyjnego; i w słowach Pierwszej Prezes Sądu Najwyższego; i w całym środowisku prawniczym; i w postawie samej Unii Europejskiej, a ostatnio również w liście byłych prezydentów, pod którym podpisało się wielu znanych ludzi dawnej Solidarności. To wszystko razem daje nie tylko nadzieję na ugięcie się rządzących i wycofanie się z drogi wprowadzania autokratycznego porządku, ta nasza niezgoda daje przede wszystkim pewność, że opór przed tym, co nam się chce narzucić, jest bardzo ważny i że w końcu przyniesie on powszechnie oczekiwany skutek, którym będzie powrót do funkcjonowania zasad państwa prawa. Albo z PiS-em, albo bez niego.

P.S.

Jak powszechnie wiadomo nieszczęścia spacerują parami. W przypadku świata polityki jest podobnie – nie tylko niezmiernie ciężko jest słuchać niektórych znanych powszechnie osób, nie mniej przykre jest również patrzenie na nie! Tyle, że patrzenie idzie jeszcze jakoś wytrzymać – w końcu w każdej chwili można odwrócić głowę w drugą stronę i po sprawie, znacznie gorzej jest już jednak w przypadku pierwszym – gdy się ich słucha; tutaj tak łatwo już nie jest – media, niestety, robią swoje i to w sposób zwielokrotniony, bo zarówno poprzez radio, telewizję, jak i codzienne gazety. Zewsząd dopada nas bezbrzeżne chamstwo i prostacka wręcz bezczelność obozu władzy. Dlatego zdarza mi się nierzadko zastanawiać przy tej okazji (przepraszam tutaj za moje słowa), jak taki debil jeden z drugim z rządzących pojawili się na świecie: kto ich wysrał? Bo przecież niemożliwe, żeby ktoś ich urodził w sposób naturalny! W końcu ileż byłoby przy tym niezasłużonego, okrutnego cierpienia jakiejś kobiety! A może zostali poczęci jak ten ich guru sprzed dwóch tysięcy lat – za pomocą tzw. ducha świętego, hm? Tylko czy gdyby tak nawet było, czy tłumaczyłoby to w jakikolwiek sposób ich butę, pychę, arogancję, bezczelność i zwyczajnie zwykłe chamstwo?

27.04.2016 r.

09:09, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Nieważne, kto tutaj jest rządem a kto opozycją, istotne, że dogadać się jest niezmiernie trudno.

– Chłopaku?

– Słucham, Dziewczyno.

– A… Nie nic. Tak mi się tylko wysrało – tfu!, chciałam powiedzieć wyrwało. Sorki.

– Nic nie szkodzi. Królowe też korzystają z klopa, nie przejmuj się. Koniec końców wszyscy idą tam, gdzie i król chadzał.

Po chwili milczenia.

– Dziewczyno?

– Co, chłopaku?

– Staniesz za mną?

– Słucham?

– Pytam, czy za mną staniesz.

– Stanąć – za tobą?

– No co, niewyraźnie mówię?

– Nie – nie, wyraźnie, tylko nie jestem pewna, czy dobrze cię rozumiem: chodzi ci…

– Chodzi mi o to, czy za mnie wyjdziesz, to chyba nietrudno zrozumieć, co?

– Ach tak!

– Właśnie tak, chodzi o to, czy wyjdziesz za mnie, ochajtasz się, zaobrączkujesz, zostaniesz moją squaw  i tak dalej, i tak dalej.

– O nie, kochany! (śpiewnie): Taka głupia, to ja już nie jestem, może głupia – ale taka to już nie!

 

Jeżeli więc szukasz kretynki, to musisz się jeszcze trochę pomęczyć w poszukiwaniach. Na mnie nie licz!

– Dlaczego mi to robisz, dziewczyno?!

– Ponieważ.

– Ponieważ. Ale ponieważ co?

– Ponieważ. To wszystko.

– Ach tak!

– Właśnie tak. Ponieważ to ponieważ. I tyle. Reszta – w mogile. Jak amen.

– I na amen.

25.04.2016 r.

13:23, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 24 kwietnia 2016

1.Czegoś tutaj nie rozumiem: Jeżeli polscy księżą uważają kraj, w którym żyją – Polskę, za swoją ojczyznę, to dlaczego domagają się respektowania  i w ogóle trwania czegoś tak niekorzystnego dla państwa polskiego jak konkordat? Czy dzięki temu chcą ugrać coś dla siebie, naturalnie kosztem tych wszystkich, z których żyją, ale jednocześnie poza nimi? A może ich pierwszą ojczyzną jest jednak nie Polska a Watykan? Jeżeli tak, to wówczas oczywiście wszystko staje się jasne i wytłumaczalne.

2.Jakiś głupol w sutannie o nazwisku Międlar idiotycznie międli jęzorem nacjonalistyczne teksty, czym świetnie wpisuje się w działalność innych idiotów z tzw. Obozu Narodowo-Radykalnego. Głupol ten, jakoby duszpasterz (pasterz pewnie tak, tyle że nie dusz,jeżeli już, to powiedziałbym, że szybciej pastuch), dostał zakaz wypowiadania się od swoich przełożonych; kretyni z ONR-u kary żądnej, póki co, nie otrzymali. Bo od kogo? Obecnie rządzący tak naprawdę niewiele się od nich różnią. Na szczęście nic nie trwa wiecznie, więc jest pewne, że kiedy będący dzisiaj u władzy opuszczą swoje stołki, wówczas debile z radykalnych organizacji otrzymają należną im zapłatę.

Gdyby to ode mnie zależało jakiej karze poddać ww. baranów, zrobiłbym jedno: zabrał tych wszystkich świrów do Oświęcimia i pokazał to wszystko, czego się domagają, póki co jedynie słownie. W przypadku braku właściwej reakcji wręczyłbym im pasiaki, wprowadził strażników obozowych z całą hierarchią i poddał ich wszystkich pewnemu przymusowemu doświadczeniu, którą byłaby bezterminowa historyczna rekonstrukcja. Myślę, ba – jestem pewien, że wówczas, oczywiście nie wszyscy ale wielu z tych debili, zmieniłoby swoją postawę życiową w zakresie głoszonych przez siebie haseł i poglądów.

Oczywiście tak się nie stanie, więc czeka nas, niestety, droga gorsza, bo o wiele dłuższa i nierzadko prowadząca donikąd, czyli  sąd i wyroki więzienia  najpewniej, jak zwykle, w zawieszeniu. Bo to przecież tacy dobrzy i w ogóle niegroźni chłopcy. I, co istotne, „prawdziwi” patrioci!

24.04.2016 r.

14:51, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
piątek, 22 kwietnia 2016

Właśnie ogłoszono w Norwegi wyrok w sprawie skargi faszystowskiego zabójcy A. Breivika o nieludzkie wręcz traktowanie go. Okazało się, że siedzenie w celi od pięciu lat, wywołuje u niego stany depresji; z nikim bowiem się nie spotyka, nie rozmawia, a chciałby z kimś korespondować, np. poprzez Internet, ponieważ pragnie zawrzeć związek małżeński; poza tym osadzony uskarżał się na niezapowiedziane rewizje w celi i bardzo stare gry komputerowe. Krótko mówiąc zwyczajnie „człowiek” cierpi! Dlatego, jak twierdzi skazany, lepiej było go zabić, ponieważ byłoby to bardziej humanitarne od tego, co go właśnie teraz spotyka!

Jak się okazało sąd norweski przyjął bezczelną argumentację faszystowskiego bandyty i wydał korzystny dla niego wyrok, wykazując daleko posunięte zrozumienie dla zabójcy, nie wykazując natomiast tym samym empatii w stosunku do jego ofiar – zarówno tych żyjących, jak i nie żyjących, którzy muszą się zmagać do końca życia z traumatycznym bólem bezpowrotnej utraty.

Rozumiem, że ktoś, kto przebywa od lat w totalnej izolacji może fiksować i bełkotać różne brednie. Sąd jednak, jakikolwiek i gdziekolwiek, idiotyczny być nie powinien. Istnieją bowiem granice, których przekraczać się nie powinno. W tym konkretnym przypadku tę granicę, niestety mam pewność, przekroczono.

Wyrok w sprawie norweskiego oprawcy, to jednak nie wszystko, co może tutaj szokować. Dodatkowo, pewnie jako bonus, dostaliśmy uwłaczający spektakl wizualny, który, niestety, ukazał w sposób niezwykle dotkliwy bezradność systemu demokratycznego; spektakl, najoględniej mówiąc, nieprzyzwoitości. Pierwsza nieprzyzwoitość polegała na tym, że pozwolono skazanemu wejść na salę rozpraw bez skutych rąk, co pozwoliło mu przez długi czas demonstrować gest faszystowskiego powitania (powinien dostać za to, jeżeli nie kolejny wyrok, to z całą pewnością dodatkowe obostrzenia w odsiadce); druga, to kwestia daty ogłaszania wyroku. Zrobiono to w najgorszym z możliwych terminów, albowiem 20 kwietnia to data symboliczna dla faszystów: urodziny Adolfa Hitlera! Tym sposobem norweski faszysta otrzymał od Norwegii dwa podarunki. Absurd? Mało powiedziane – to śmiech, cyniczny śmiech z demokracji i wszystkich ofiar tego kata!

Gdyby w tej sprawie cokolwiek zależało ode mnie, z przyjemnością przychyliłbym się do jego prośby o umożliwienie mu kontaktu  z drugim człowiekiem – i byliby to ci wszyscy ludzie, których z premedytacją pozbawił życia. Może wtedy dotarłoby do tego bezczelnego sukinsyna, co zrobił, ile osób skrzywdził i ile ludzkich egzystencji zwyczajnie zrujnował.

22.04.2016 r.

18:58, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 21 kwietnia 2016

Bardzo wiele rzeczy, o których tutaj pisałem, sprawdziło się. Niestety. Niektóre dopiero się sprawdzą. Również niestety, albowiem wolałbym, żeby nigdy się nie zrealizowały. O niektórych pisałem tak, jakbym ja postąpił, gdybym był na czyimś miejscu – przykład sędziów i prokuratorów w sprawie TK http://dagome.blox.pl/2016/03/Zycie-nalezy-upraszczac.html, co zresztą po jakimś czasie stało się ciałem: sędziowie poszli na wojnę z rządem. I bardzo dobrze!

To prawda – na swój prywatny użytek znam zasady wróżenia z kart Tarota, zajmuję się nimi bowiem już od kilkunastu lat. Nie jest to jednak równoznaczne z tym, że jestem w stanie bezbłędnie odczytywać przyszłość  tym bardziej w odniesieniu do szerszej grupy ludzi. Moje przewidywania dotyczą przede wszystkim konkretnych pojedynczych osób, którym owe karty stawiam, co do reszty natomiast w tym szerszym zakresie, więcej jest wiedzy na dany temat i intuicyjnego traktowania zagadnień, niż wiary w moc sprawczą wróżb.

Gdy patrzę na to, co mnie od pół roku otacza i brutalnie zewsząd atakuje, gdy coraz bardziej dopiekają mi rządy zwykłych chamów i prostaków, dokonujących prawdziwej dintojry na swoich politycznych konkurentach, chociaż nie – nie konkurentach, tak naprawdę – według PiS – zaprzysięgłych wrogach(!), to aż chce się zakrzyknąć:

– Komuno wróć! I zrób wreszcie raz na zawsze porządek z tymi prawicowymi pomyleńcami! Bo wychodzi na to, że odeszłaś zbyt wcześnie.

Nie będę się tutaj rozwodził nad tym, ileż to spraw, o których pisałem wcześniej, sprawdziło się. Jednak o jednej muszę wspomnieć: o długości naszego życia, które, od wielu lat, jak się powszechnie uważa, wydłuża się. Jakoby!

Wbrew obiegowym opiniom uparcie twierdziłem i nadal tak uważam, że jest to wierutna bzdura, wynikająca z jednego prostego faktu: rzeczywistej długowieczności starszych ludzi, tych urodzonych jeszcze przed wojną, którzy ową średnią wydłużają. Dowodziłem z uporem maniaka, że kiedy oni znikną z naszej przestrzeni życiowej, wówczas przyjdzie otrzeźwienie i przekonamy się, że wcale nie jest tak różowo, jak się większości wydaje.

Nie dalej jak dwa czy trzy  dni temu TVN podała informację, przytoczoną z prasy, że nasza długość życia, wg aktualnych danych, skróciła się o dwa miesiące. I co? Nic. Naturalnie dla większości to niespodzianka, dla mnie jednak informacja jak najbardziej spodziewana i oczekiwana. Więcej – jestem pewien, że ten trend dopiero się zaczął. Poczekajmy tylko jeszcze trochę, aż tzw. „stary garnitur” doszczętnie się wykruszy, wówczas dopiero się okaże, jak bardzo król jest nagi!

Oczywiście, cieszyć się nie ma z czego, więc nie triumfuję, rzecz bowiem jest cholernie poważna. Powiedziałbym, że nawet śmiertelnie poważna! Bo nie tylko że – powtórzę to raz jeszcze – żyjemy coraz krócej, ale na dodatek nasz stan zdrowia pozostawia wiele do życzenia. Pełni nieszczęść dopełnia tutaj jeszcze nasza służba zdrowia, która przypomina mi kondycję Juranda ze Spychowa. Krótko mówiąc jest klawo jak cholera!

P.S.

Tutaj znajduje się więcej tekstów na ww. temat.

http://dagome.blox.pl/2016/01/Ale-o-co-chodzi.html

http://dagome.blox.pl/2015/05/Nie-wierze-w-apokaliptyczne-wizje.html

http://dagome.blox.pl/2014/03/A-ja-widze-cos-innego.html

http://dagome.blox.pl/2013/04/Dlaczego-nie-wierze-w-lipne-statystyki.html

P.S.2.

Niespodzianka: Paradoksalnie nasze krótsze życie oznaczać powinno wyższe emerytury! Więc może brew obiegowej opinii iż będziemy mieć koszmarnie małe świadczenia emerytalne, nie będzie tak źle, hm? W końcu wypracowana przez nas pula pieniężna będzie dzielona przez mniejszą ilość miesięcy, która nam zostanie do przeżycia, więc… Oczywiście tak powinno być, pod warunkiem, że znowu cwane gapy w parlamencie nie wymyślą czegoś specjalnego na naszą niekorzyść.

21.04.2016 r.

10:10, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 19 kwietnia 2016

Tak jak Jerzy Buzek winny jest wskrzeszenia z politycznego niebytu Jarosława Kaczyńskiego w wyniku powołania jego brata na ministra sprawiedliwości, tak samo Platforma Obywatelska odpowiedzialna jest w całości za to, z czym mamy do czynienia dzisiaj w Polsce. Ale nie tylko dlatego, że rządziła tak jak rządziła, czyli fatalnie, nie wsłuchując się w ogóle w głos społeczeństwa polskiego i idąc pod prąd jego potrzeb, przede wszystkim dlatego, że zwyczajnie oszukała swoich wyborców i olała swoje zapowiedzi programowe, z którymi szła do wyborów w 2007 roku. Tym samym oszukała również mnie, czyli kogoś, kto fizycznie włączył się w tamtym czasie w zbieranie podpisów pod następującymi propozycjami: zmniejszenia liczby posłów do 230; likwidacji senatu; wprowadzenia jednomandatowych okręgów wyborczych (dzisiaj ten postulat jest do dyskusji); oraz, co wydaje się tutaj najważniejsze, szczególnie w kontekście politycznym w jakim właśnie się znajdujemy, likwidacji immunitetu parlamentarnego. Bo nic innego, jak właśnie ten ostatni punkt jest, według mnie, przyczyną dzisiejszego nieszczęścia Polski – przyczyną, wynikającą z braku odpowiedzialności za podejmowanie bardzo szkodliwych społecznie decyzji. Słowem – totalna bezkarność, która jest wzorem dla wielu urzędników państwowych zasiadających na różnych szczeblach władzy! Tutaj jest pies pogrzebany, w tym tkwi przyczyna całego dzisiejszego nieszczęścia, a także nieszczęścia, jak łatwo się domyślić, następnych pokoleń Polek i Polaków.

Nie wiem, jak potoczą się dalsze losy Platformy Obywatelskiej i przyznam, że w ogóle mnie nie interesuje, czy się rozpadnie, czy część jej posłów i posłanek wchłonie ugrupowanie Ryszarda Petru, czy też skończy jeszcze inaczej. Wiem jedno: platformiarze zakpili ze mnie w sposób okrutny i niewybaczalny. Dlatego nie ma zmiłuj! Za wystawienie mnie, a także tych wszystkich, którzy im uwierzyli, do wiatru. Utrata nadziei kosztuje.

Oczywiście, ci, którzy po nich nastali, nie są wcale lepsi, ba – w wielu sprawach są o niebo gorsi! Ale to nie znaczy, że chciałbym powrotu PO do władzy. Bo to tak, jakby raka leczyć dżumą – większego sensu w takich zabiegach nie ma. Oba ugrupowania pozostają w mojej ocenie fatalne i dlatego, jako takim, życzę jak najgorzej, czyli politycznej śmierci. A oczekuję jej, bowiem życzę jak najlepiej nam – obywatelom tego kraju.

Kapitan: Platforma Obywatelska?

PO: Obecna!

Kapitan: Prawo i Sprawiedliwość?

                                   Cisza.

Prawo i Sprawiedliwość?!

Majtek: Nieobecne!

Kapitan: Nic odkrywczego, spodziewałem się.

Majtek: Ale jest Bezprawie i Niesprawiedliwość.

Kapitan: W takim razie złapać, przyprowadzić i za burtę z nimi! Solidarnie!

19.04.2016 r.

08:55, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 17 kwietnia 2016

Kiedyś, wiele lat temu najpierw obejrzałem, a zaraz potem przeczytałem 1984 G. Orwella i – zostałem wręcz oczarowany. Totalnie! Jednak to zauroczenie nie polegało na tym, że tak właśnie może wyglądać nasza przyszłość, lecz na tym, że autor przedstawił świat totalitarny w sposób diablo przenikliwy i zarazem wstrząsający!

Dzisiaj odnoszę wrażenie, że mimo iż żyjemy w ustroju bardzo oddalonym od tego przedstawionego w literackim dziele, bo demokratycznym, czyli niejako z urzędu jesteśmy wolni, to jednak paradoksalnie pozostajemy jednocześnie niezwykle mocno ograniczeni, poniekąd nawet zniewoleni. Ale nie poprzez nasze wybory i możliwość mnogości ich podejmowania, przede wszystkim w wyniku totalnej inwigilacji, która dokonuje się tym razem poprzez społecznościowe media: facebook, twitter, czy różnego rodzaju portale internetowe – choćby i matrymonialne, gdzie wielu z nas zamieszcza mnóstwo istotnych informacji o sobie, co niestety może i, zapewne zostaje użyte w budowaniu naszych profili osobowościowych. Krótko mówiąc dzisiaj jesteśmy jeszcze bardziej na patelni rządzących niż dawniej, kiedy świat był podzielony na dwa obozy, a my byliśmy spętani antydemokratycznym ustrojem.

Jak powszechnie wiadomo w ostatnim czasie, dokładnie od ubiegłorocznych wyborów parlamentarnych, dzieje się wiele złego w naszym kraju. Mamy do czynienia z powolnym, lecz stanowczym i permanentnym ograniczaniem demokracji, ewidentną chamską próbą narzucenia nam chomąta na szyję. Jaskrawym przykładem tych zabiegów jest wszystko to, co się rozgrywa wokół Trybunału Konstytucyjnego – kluczowej instytucji demokratycznego państwa, która niejako z urzędu pełni rolę strażnika jego prawnego ładu.

Niestety, jakby tego było mało rządzącym, dodatkowo próbują wyposażyć nasze służby specjalne w jeszcze większe uprawnienia niż dotychczas, wykorzystując do tego tzw. ustawę antyterrorystyczną. Oczywiście to zwykły wybieg i czysty blef, potrzeba jest całkiem inna, mianowicie rządzącym potrzebny jest jeszcze jeden dodatkowy bat na nas, na wyłamujące się spod bezwzględnego posłuszeństwa społeczeństwo! Stąd próba wykorzystania niepokojów społecznych związanych z terroryzmem islamskim i chęć uchwalenia ww. ustawy.

Oczywiście, świetnie że ona w końcu powstanie – jest bowiem niezbędna w czasach niezwykle niespokojnych, gorzej, że ma ona tyle wspólnego z terroryzmem – przynajmniej tak to wygląda z zapowiedzi – co księża z księżycem, a ja z księżmi – obie rzeczy pozostają od siebie oddalone o miliony lat świetlnych!

Dlatego świetnie się stało, że pojawiło się coś takiego jak Komitet Obrony Demokracji, oddolna społeczna inicjatywa, którą trudno zbagatelizować i która w znaczący sposób przypomina rządzącym, że społeczeństwo uważnie patrzy im na ręce; że nic o nas bez nas i że nie na wszystko jest nasze przyzwolenie! Świetnie, że możemy się skrzyknąć i zorganizować manifestację w obronie demokracji, dając w ten sposób pozytywny przykład innym społeczeństwom – na Węgrzech, czy w Turcji, gdzie również dochodzi do łamania zasad demokratycznego państwa. Nie wolno nam bowiem tego, co się obecnie dzieje, bagatelizować i odwracać się plecami. Jeżeli kiedyś zdołaliśmy się wyzwolić spod komunistycznej zależności, tym bardziej jesteśmy zobowiązani do obrony swojej wolności tu i teraz. Dzisiaj. To bowiem nasz niepisany obowiązek wobec potomnych! W innym przypadku czeka nas niewesoła droga, która wykorzystując prymitywne nacjonalistyczne hasła, doprowadzi nas do faszyzmu czy też innego niebezpiecznego izmu.

Oczywiście, nie brakuje ludzi, którzy popierają rządzących w ich zamordystycznych zapędach i zapewne nigdy takich nie zabraknie. Dzieje się tak z różnych powodów, w tym momencie jednak nie będę się nad tym rozwodził. Niemniej jednego jestem pewien: ludzie ci popełniają potworny błąd! Ale nie to jest jeszcze najgorsze, o wiele bardziej niebezpieczne w tym kontekście jest to, co pozostaje ludziom młodym, w ogóle nie zainteresowanym tym, co się ostatnio rozgrywa w naszym kraju. A pozostają im w zasadzie dwie rzeczy: jedną z nich jest, niestety, wyjazd z tego oszalałego kraju; drugą oczywiście pozostanie na miejscu i przyjęcie postawy alienacyjnej, czyli udanie się na wewnętrzną migrację i nieuczestniczenie w ogóle w życiu społecznym kraju.

Nie muszę chyba mówić, że oba wyjścia są fatalne i cholernie kosztowne. O ile jednak w przypadku pierwszym wyjeżdżający zawsze mogą wrócić, o tyle w drugim już tak łatwo negatywnych konsekwencji zlikwidować się nie da. Migracja wewnętrzna bowiem może nieść ze sobą skłonność do depresji, skutki czego nie tylko mogą, ale z całą pewnością będą ostatecznie opłakane – powszechną frustracją i świadomością niezrozumienia oraz odrzucenia. I to będzie wszystko, co otrzymają od rządzących na drodze w swoje dorosłe życie, niestety.

17.04.2016 r.

09:50, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
sobota, 16 kwietnia 2016

Do niedawna myślałem, więcej – byłem wewnętrznie bardzo mocno przekonany, że żyję w światłych czasach nauki, potęgi ludzkiego rozumu. Niestety, okazało się, że się myliłem. A zwiodło mnie w zasadzie wszystko, co mnie otaczało, w czym uczestniczyłem dzień w dzień, słowem – zwiodła mnie otaczająca nas rzeczywistość. Okazało się oto bowiem, że nie ruszając się z miejsca, nie kupując żadnego biletu dokądkolwiek, nieświadomie odbyłem podróż w czasie – ale nie ku świetlanej przyszłości, jakby się chciało i pożądało, a do przeszłości wieków ciemnych, strasznych.

Ale żebym jednak nie czuł się za bardzo osamotniony podczas trwania owej ekskursji, odbyłem ją zbiorowo, ba – wręcz narodowo, bo w towarzystwie moich rodaków. I, jak się ostatecznie okazało, wylądowałem, a ściślej wylądowaliśmy wszyscy, w czasach, w których zabobon ma się bardzo dobrze i w których wiara w cuda trzyma się nie mniej dzielnie!

To jednak, co w tym miejscu istotne, to świadomość, dzięki komu taką zbiorową podróż mogliśmy odbyć. Otóż jej realizacja możliwa była przede wszystkim dzięki grupie ludzi o poglądach niezmiernie konserwatywnych. Tyle tylko, że o ile konserwatyzm sam w sobie nie jest jeszcze oczywiście zły, jak choćby np. ten angielski – otwarty, twórczy, szanujący tradycję, a jednocześnie nie pozostający w tyle za nowoczesnością, o tyle konserwatyzm polski jest akurat tego obrazu totalnym zaprzeczeniem. Nasz konserwatyzm bowiem jest z gatunku tych zapiekłych, zaściankowych, zamkniętych w czterech ścianach pod zmurszałą strzechą, a przez to niemiłosiernie zatęchły. To konserwatyzm z całym bagażem uprzedzeń, fobii, nietolerancji, pełen agresywnych postaw, braku akceptacji inności, wykluczający, piętnujący kobiety, ograniczający wolność wyboru jednostki, za to pełen radosnej, bezkrytycznej akceptacji każdego draństwa Kościoła katolickiego i jego hierarchów. Innymi słowy rzecz ujmując, to konserwatyzm po prostu jaskiniowy!

Dlatego, jeżeli mogę mieć tutaj jakąś refleksję, to jest ona następująca: jak to dobrze, że naszego rozwoju nie wytyczali ludzie o poglądach konserwatywnych. Gdyby tak się stało, jestem pewien, że do dzisiaj siedzielibyśmy w jaskiniach, zastanawiając się, jak rozpalić ogień. Taka byłaby nasza tradycja – do bólu polska!

         16.04.2016 r.

13:58, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 14 kwietnia 2016

Donek: Masz żonę?

Jarcyś: Żonę?

Donek: Co, niewyraźnie mówię? Właśnie o to pytam: czy jesteś żonaty.

Jarcyś: Nie, nie mam żony.

Donek: Ale jakąś kobietę masz?

                                   Cisza.

            E!, mówi się. Masz jakąś kobietę, co?

Jarcyś: A co ci do tego?! Przypadkiem nie jesteś zbyt wścibski?

Donek: Wiesz – mówisz o kobietach, co mogą a czego nie. Prawisz morały, więc myślałem, że je znasz i dlatego…

Jarcyś: Bo znam!

Donek: Jak? Przecież powiedziałeś, że nigdy nie byłeś żonaty. A jak zapytałem, czy masz kobietę – nie odpowiedziałeś, więc…

Jarcyś: Nie trzeba być kurą, żeby znać się na jajkach, a krową, żeby mówić o mleku. Mieszkałem bardzo długo z mamą. To mi dało dużą wiedzę na temat płci przeciwnej.

Donek: Dało ci dużą wiedzę – nie wątpię. Tyle tylko, że jedynie teoretyczną.

Jarcyś: Nie martw się o mnie i mój stan wiedzy na temat kobiet.

Donek: Nie martwię się. Przecież tylko rozmawiamy, prawda?

                                   Chwila ciszy.

Ale tak w ogóle, to lubisz kobiety, co?

Jarcyś: Oczywiście! Nawet bardzo.

Donek: Więc mógłbyś się z jakąś ożenić?

Jarcyś: Mógłbym. Naturalnie. Tylko zachodzi pytanie – po co? I…

Donek: I?

Jarcyś: Nie uważasz, że jestem za młody na żeniaczkę?

Donek: Za młody?

Jarcyś: Oczywiście! Mam dopiero sześćdziesiąt pięć lat – jeszcze daleko do emerytury. Myślę, że byłoby to z mojej strony jednak pewnego rodzaju szaleństwo, gdybym akurat teraz się ożenił. Coś na kształt niewytłumaczalnego aktu, że tak wiem, desperacji!

Donek: Desperacji.

Jarcyś: Oczywiście! Żeby dać się tak zniewolić w kwiecie wieku, trzeba naprawdę szalonej odwagi.

Donek: Rzeczywiście, młodzieniaszek z ciebie – nic, tylko biegać na dyskoteki i wyrywać małolaty. Bredzisz, Jarcyś. Zwyczajnie bredzisz, jak zwykle zresztą.

Jarcyś: A ty nie powinieneś nazywać się Mózg, tylko Półmózg!

Donek: Słucham?

Jarcyś: Jesteś półmózg, a nie żaden mózg! Coś nawyprawiał, zanim stąd uciekłeś? Zresztą, nie ma się co specjalnie dziwić – popatrz sobie w lustro, to sam się o tym przekonasz.

Donek: O co ci, do diabła ciężkiego, chodzi?!

Jarcyś: Okej, jak chcesz, nie będę cię pozbawiał nadziei i dobrego samopoczucia – bądź sobie, kim tam chcesz. Wisi mi to! Mózg czy półmózg – wszystko mi jedno. I tak nic się nie zmieni, ani w twoim życiu, ani w naszych relacjach. Żebyś nie wiem gdzie i jak się ustawiał – z tyłu zawsze będzie dup-aaa…

Donek: Ach tak!

Jarcyś: Właśnie tak, półmózgu! A tak na marginesie, to rzeczywiście niewyraźnie mówisz.

14.04.2016 r.

06:54, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2
O autorze
więcej: www.kiler.blox.pl kontakt: czaplinski@tlen.pl