RSS
niedziela, 31 marca 2019

Ja: Oczywiście, zgadzam się z tobą – człowiek jest istotą poligamiczną, jednak to nie wyklucza faktu, że istnieją osobniki monogamiczne. Tacy jak ja.

On: Jesteś taki sam jak inni, tylko nie chcesz się do tego przyznać. To, że żyjemy w związkach małżeńskich, to nic innego, jak tylko konsekwencja przyjęcia pewnych konwenansów. Gdyby nie było w tym zakresie zapisanych ustawowo norm, zmienialibyśmy partnerów znacznie częściej. Oficjalnie! Może nie jak skarpetki, jednak równie często. Dzisiaj powstrzymują nas przed tym tylko normy moralne przyjęte przez społeczeństwo. To wszystko.

Ja: Nie tylko normy moralne. Również miłość, odpowiedzialność za wspólne wychowywanie swojego potomstwa, wspólnota majątkowa…

On: Zgadza się. Tyle tylko, że to wszystko, o czym mówisz, to jedynie ograniczenia naszej natury. A natury, żebyś się zesrał, nie oszukasz. Jesteśmy poligamiczni!

Ja: A związki w obrębie tej samej płci?

On: Tfu!

Ja: Co – „tfu”?

On: Nawet mi o tym nie mów! Niech ci, którzy chcą to robić ze sobą, nie afiszują się z tym tak, jak to robią teraz. W dupach im się poprzewracało od tej demokracji. Niech sobie będą szczęśliwi tam, gdzie są i niech będą wdzięczni, że dajemy im spokój. Powiem krótko – niech się nie pchają na afisz, kiedy nikt ich o to nie prosił.

Ja: Sama czysta miłość przez ciebie przemawia, jak przystało na prawdziwego, żarliwego chrześcijanina. Wiesz, ile w tych słowach jest pogardy dla drugiego człowieka?

On: Odpieprz się, dobra?! Prawda jest taka: chcą się pieprzyć ze sobą, okej, niech to robią w swoich czterech ścianach, bo w innym przypadku…

Ja: Bo w innym przypadku zapłacą za to, tak?

On: A żebyś wiedział, i tak się może zdarzyć. Wszystko ma swoje granice, ludzka cierpliwość również.

Ja: A gdyby któregoś pięknego dnia jedno z twoich dzieci oznajmiło ci, że kocha inaczej, to co – odwróciłbyś się od niego? Kazałabyś wypieprzać z domu, przestałbyś tak z dnia na dzień kochać je?

On: Oczywiście że nie! Ale zakazałbym pieprzenia się pod moim dachem i zostawania ze swoim parterem czy też partnerką na noc.

Ja: Rozumiem, księża pedofile ci nie przeszkadzają, ale to już tak. O to chodzi, prawda?

On: Pierdolisz!

Ja: Czyży? Do niedawna wszystko, każde draństwo facetów w czerni próbowałeś mniej lub bardziej pokrętnie tłumaczyć.

On: Tłumaczyłem, ale nie każde!

Ja: A rząd, tych również nie broniłeś i nie bronisz, mimo ewidentnie łamanych zapisów konstytucyjnych, co? Albo przywłaszczania ogromnych państwowych pieniędzy, zgodnie zresztą z niepisaną, ale obowiązującą zasadą TKM: Teraz Kurwa My!

On: To co innego. Tutaj każdy może posiadać inną ocenę tego, co się dzieje.

Ja: Oczywiście. Wiesz, w czym jest problem? Bronisz rzeczy z gruntu złych i chorych. Mówisz, że nie cierpisz komunistów, bo wyrządzili temu krajowi ogrom zła i nikt za to w ogóle nie odpowiedział. To prawda i zgadzam się z tym. Tyle tylko, że rządzący dzisiaj stosują wypisz wymaluj tamte sprawdzone w boju stare ubeckie metody!

On: Bredzisz!

Ja: Czyżby? Więc już ci to udowadniam. Po pierwsze – dążenie do centralizacji państwa przez tych, którzy dzisiaj rządzą naszym krajem, sposób zarządzania nim, to nic innego jak nasza stara komuna. Podporządkowanie sobie sądów, prokuratury, a także, według zapowiedzi, tzw. repolonizacja mediów, czyli odzyskanie kontroli nad środkami masowego przekazu, to nic innego, jak dążenie do sterowania wszystkim i wszystkimi, w myśl hasła: kto nie z nami, ten przeciw nam! Ta pseudo-reforma szkolnictwa, to nic innego jak powrót do całkiem jeszcze nieodległej przeszłości. Chcesz więcej? Proszę bardzo: powrót do cenzury poprzez straszenie pozwami sądowymi tych, którzy mają odwagę pisać o nich negatywnie, ale, co ciekawe, zgodnie z prawdą! Fatalny stan służby zdrowia i niewydolne SOR-y. Jak powiedziałem wcześniej, bronisz Kościoła, bo, jak się wyraziłeś, polska od wieków była katolicka. I to, według ciebie, jest niepodważalna wartość! Gówno prawda! Na nasze nieszczęście taka była! Bo to, że Mieszko przyjął chrzest, to jedno i mus tamtego czasu i okoliczności, to jednak, że Zygmunt August nie zrobił tego samego, co uczynił jego odpowiednik z Wysp Brytyjskich Henryk VIII, i nie ogłosił się głową Kościoła polskiego, to było fatalne dla tego kraju. A już wręcz karygodne było to, że nie zostawił po sobie żadnego potomka – choćby córki, co oznaczało naturalne osłabienie władzy królewskiej, co w przyszłości naraziło nas nie tylko na wybór królów elekcyjnych, ale również w latach późniejszych na najazd szwedzki, a ostatecznie na rozbiory. A wszystko dlatego, że Zygmusiowi zabrakło jaj! Jestem pewien, że gdyby o te dwie wyżej wymienione przeze mnie rzeczy zadbał, uniknęlibyśmy w ten sposób wielu fatalnych dla nas rozwiązań w przyszłości.

On: Kościół jednak, to nie tylko złe rzeczy, to również wiele dobrego.

Ja: Nie pieprz, dobra!? Co, że cię rozgrzeszy jakiś klecha? Albo udzieli ślubu? Czy też poleje ci wodą święconki? Niczego nie robią za darmo, pamiętaj o tym.

On: Jednak pomagali obalić komunę?

Ja: Chyba kpisz? Mało ich współpracowało z bezpieką? I to wielu nawet z tak zwanej wierchuszki. Gratuluję ci dobrego humoru, tryskasz nim co najmniej, jak fontanna w naszym parku. Jak masz opowiadać takie kocopoły, to lepiej trochę pomilcz. Wiesz, jaki jest problem z przedstawicielami Kościoła, jakiegokolwiek zresztą Kościoła? Jeden, za to zasadniczy: oni zawsze świetnie się przystosowują do warunków, bez względu na to, kto rządzi. A najlepiej im to wychodzi, wbrew pozorom, w ustrojach totalitarnych. Jedyne, co może ich załatwić, to demokracja i dostęp do wiedzy. Tylko bowiem większa świadomość społeczeństw jest w stanie zweryfikować to, co czym mówią, czyli te wszystkie klechdy o jakichś rajach, ogrodach, gdzie w dole płyną strumyki, Ewach, Adamach, hurysach z odnawialnym dziewictwem i tak dalej, i tak dalej. Dlatego jednego jestem pewien: internet w niedalekiej przyszłości zabije wszystkie religie! Wykosi je jak leci. Co będzie w zamian i czy w ogóle coś będzie, to już inne zagadnienie. Ja mówię jedynie o skutkach, jakie niesie ze sobą rozwój cywilizacyjny i łatwy dostęp do wiedzy. Jestem jednak przekonany, że na tym trupie zrodzi się coś nowego, coś, co będzie odpowiadało mentalnie i intelektualnie wymaganiom i oczekiwaniom w tej sferze człowiekowi XXI wieku.

On: Aleś trzasnął mowę! Urodzony nauczyciel. Powinieneś jednak wrócić do szkoły.

Ja: Chrzań się!

On: Mówię serio! Zawsze lubiłem z tobą rozmawiać, bo masz ciekawe argumenty, poparte oczywiście wiedzą. A co myślisz o brexicie, cwaniaczku?

Ja: To akurat jest proste: politycy nawywijali, wiedzą o tym, dlatego robią wszystko, żeby społeczeństwo zadecydowało jeszcze raz w referendum, czy rzeczywiście chce wyjścia z Unii Europejskiej. Nikt nie chce wziąć pełnej odpowiedzialności za to, co się może wydarzyć w przyszłości w związku z tą decyzją. A wydarzyć się może wiele. Oczywiście, Wielka Brytania sobie poradzi gospodarczo, ale ile będzie musiała przejść, tzn. jej obywatele, ile będą musieli znieść różnych niedogodności, tego nie wie nikt i tego właśnie obawiają się ci, którzy parli do brexitu. Dlatego uważam, że nie ma się co martwić: wszystko skończy się na strachu i tej histerii, jaka się wokół tego rozgrywa do dzisiaj.

On: Tylko tyle?

Ja: A co byś chciał jeszcze? God save the queen! And Great Britain!

30.03.2019 r.

 

12:27, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 25 marca 2019

Poza mną kolejna rozmowa z przyjacielem na temat transcendencji, tzn. na temat wiary i religii, które dla mnie nigdy nie były i nie są jednak tożsame. I po raz kolejny potwierdziło się w naszej dyskusji, że nie jestem zadeklarowanym ateistą, co zapewne dla mojego przyjaciela było jakimś zaskoczeniem, lecz jednak osobą wierzącą, tyle że z całą pewnością nie wierząca w te wszystkie religijne pierdoły, które ludzkość wyprodukowała przez długie ciemne wieki i którymi nadal karmi wszystkich naiwniaków tego świata. Nie wierzę również w takiego osobnika jak Bóg, bo to tylko puste stworzone przez człowieka słowo, któremu nadał takie a nie inne znaczenie. Oczywiście po to, aby jakoby swoim istnieniem ten Ktoś tłumaczył nam wszystko: świat zwierząt, roślin, istnienie planet, kosmosu, złożoność naszego bytu i w ogóle całego wszechświata! A także, żeby tym, którzy zarządzają w sferze ducha, żyło się wygodnie. Na koszt właśnie tych wszystkich naiwniaków, którzy wierzą w powtarzane od setek lat pierdoły!

A prawda wydaje się dużo prostsza: otóż to Coś, dzięki czemu istniejemy, zwyczajnie znajduje się poza naszym rozumem i tyle. Jeżeli ktoś próbuje nam wmówić że jest inaczej i że on wie, i że to wszystko właśnie ktoś taki jak Bóg sprawił, to łże jak najęty!

Ja oczywiście, jako sceptyk, powiedziałem w pewnym momencie naszej rozmowy, że nie potrzebuję w swoim życiu protezy w postaci jakiegoś Boga, która wytłumaczy mi wszystko to, na co nie mam odpowiedzi. Bo ja ją tak naprawdę znam! Dla mnie odpowiedzią jest Energia  i Czas, które wypełniają zarówno nasz świat, jak i cały ten wszechświat. Może to prostackie rozwiązanie, ale mnie odpowiada w zupełności. Tym samym mam też odpowiedź na wszystko, co może mnie w przyszłości nurtować w zakresie życia tu i teraz, jak i w ogóle po życiu, o czym nie raz już w tym miejscu pisałem znacznie szerzej.

A co do wiary, to jeżeli mogę wybrać, to wolę wiarę w tego, który jest tutaj, żyje ze mną na co dzień, który pomaga mi a ja jemu, czyli w człowieka, niż w jakiegoś tam wyimaginowanego boga. Bo to właśnie wiara w drugiego człowieka, wbrew wszystkiemu, mogłaby nam tak naprawdę pomóc w jednej podstawowej rzeczy: aby nasze życie było znacznie lepsze niż jest. A o to przecież powinno nam w życiu chodzić, czyż nie?

24.03.2019 r.

11:12, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 19 marca 2019

Dwóch kumpli ze szkoły średniej spotyka się przypadkowo w jakimś nie do końca konkretnym miejscu.

Waldek: Staszek?

Staszek: Waldek?!

Waldek: Kurcze! Kopę lat minęło, a ty, mam wrażenie, w ogóle się nie zmieniłeś?

Staszek: Tak – tak, gadaj zdrów.

Waldek: Ale naprawdę! W końcu bez problemu cię rozpoznałem, a minęło przecież… Ile to już lat…?

Staszek: Będzie blisko pół wieku, Walduś.

Waldek: No sam przyznasz – pięćdziesiąt lat szlag trafił, a ja jakbym cię widział wczoraj. Patrz, jak ten czas zapieprza. Ale gadaj, co u ciebie? Pewnie emeryturka, wnuki…

Staszek: Nie powiem, zdarzyło się. Ale, tak po prawdzie, nie ma o czym mówić. To, co najlepszego miało się wydarzyć, już się zdarzyło i szlus. Sam dobrze wiesz. Ale co tam ja – mów, co u ciebie?

Waldek: Ja? Żyję, Stasiu – i to najważniejsze. Bo to rarytas. W końcu święty Pietrek zaczął brać z naszej półki, psiakrew!

Staszek: To znaczy?

Waldek: A choćby Wojtusia sobie wziął, psia jego mać!

Staszek: Nie mów, że Wojtek nie żyje. Ale jak?

Waldek: Samochód go trzepnął na pasach. Jakiś pijany skurwysyn…

Staszek: A, daj spokój z tymi bandziorami za kółkiem. Zwykli zabójcy, a traktuje się ich z przymrużeniem oka, jakby śmierć pod kolami była czymś innym od śmierci nożem, czy innym narzędziem. Draństwo i tyle.

Waldek: Sławek też nie żyje.

Staszek: Cholera! A z tym, co znowu?

Waldek: Utopił się. Stara historia. Niedługo po szkole to się stało. Zresztą, Jolka też nie żyje – raczysko ją zżarło.

Staszek: Taka piękna dziewczyna. Kochałem się w niej.

Waldek: Nic dziwnego, każdy się w niej kochał. To znaczy każdy heteroseksualny. Bo wiesz, pamiętasz Jarka – ten od zawsze wolał chłopaków. Niestety, on też nie żyje. AIDS.

Staszek: Kurwa, rzeczywiście śmierć hasa po naszej półce.

Waldek: Tak, Stasiu – śmierć, to samo życie. Samo życie!

19.03.2019 r.

08:35, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
piątek, 15 marca 2019

Polska, jak wiadomo, jest miejscem, gdzie w latach 80-tych zrodził się związek zawodowy, dzisiaj już właściwie mit, pod nazwą Solidarność – związek, który w swoich początkach skupiał około dziesięć milionów Polek i Polaków!

Dzisiaj należy do niego jakaś niewielka garstka ludzi. Nie dlatego jednak, że wszyscy odeszli na emeryturę lub pomarli, raczej dlatego, iż dzisiejsza Solidarność to zwykłe popłuczyny po przeszłości, więc ludzie są zdecydowanie bardziej wstrzemięźliwi z angażowaniem się w ruch związkowy.

To, czym stała się Solidarność dzisiaj, miało kilka przyczyn. Najważniejszym, po transformacji ustrojowej, było, niestety, jego zaangażowanie się w działalność polityczną – przed czym od początku lat 90-tych przestrzegał Lech Wałęsa! – czego kwintesencją było sterowanie rządem Jerzego Buzka (lata 1997-2001) przez Mariana Krzaklewskiego, przewodniczącego właśnie owego związku. Jak się rządy Akcji Wyborczej Solidarność skończyły, wiadomo, więc przypominał nie będę. Ale jako że nie wyciągnięto z tej historii właściwej lekcji, więc dzisiaj błąd się powiela, z tą jednak różnicą, że zamiast wpływać na rząd tak jak wówczas, teraz związek pod przewodnictwem pana Dudy (niestety, w ostatnich latach to nazwisko szczególnie nas prześladuje, jakby w myśl zasady, że nieszczęścia chodzą parami, bo człowiek o takim właśnie nazwisku pełni również obowiązki prezydenta) przypomina raczej jedynie zgraję klakierów obecnego rządu.

Oprócz powyższego jego przedstawiciele mają również na sumieniu inne grzechy, choćby ten ostatni, gdy wręcz idiotycznie zaangażowali się w obronę nie tylko nieżyjącego księdza Jankowskiego – osobnika na którym ciąży zarzut pedofilii, a także współpracy w latach 80-tych ze Służbami Bezpieczeństwa – ale również w obronę jego pomnika! Natomiast ustami wiceprzewodniczącego pomorskiej Solidarności Karola Guzikiewicza, chociaż dla mnie bardziej zwykłego pyskacza niż działacza tego związku, wyartykułowano bezrefleksyjnie, iż pomnik ten i tak wróci na swoje miejsce w chwili, gdy tylko zmienią się władze samorządowe Gdańska. Na to oświadczenie odpowiem krótko: to nie tylko brawurowy tupet, to zwyczajnie bezmyślna i bezczelna głupota! Ot i wszystko.

Gdyby ktoś miał jeszcze jakieś wątpliwości, co do obecnego związku zawodowego Solidarność, to powiem tylko tyle: to właśnie takie głupie postawy przedstawicieli owego związku doprowadziły go do tego miejsca, w którym się w chwili obecnej znajduje, czyli do ciemnej d.

Solidarność, ta sprzed prawie 40-tu lat, to dzisiaj jedynie wspomnienie. Piękne, tyle, że należące już tylko do przeszłości.

 

15.03.2019 r.

10:47, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 12 marca 2019

       Różnie się mówi o Kim Dzong Unie, podobnie zresztą jak i o Donaldzie Trumpie. O ile jednak ten ostatni ma jedynie ciągoty dyktatorskie, o tyle ten pierwszy jest dyktatorem – realnym dyktatorem państwa odizolowanego od reszty świata, które do niedawna straszyło cały świat użyciem bomby nuklearnej.

       Jakiś czas temu ta ostra retoryka osłabła na rzecz chęci współpracy – dogadania się ze Stanami Zjednoczonymi w zamian za zniesienie sankcji nałożonych na Koreę Północną, co z całą pewnością zadowala nie tylko cały pokojowo nastawiony świat, ale również Koreańczyków z Południa. Z drugiej jednak strony są tacy, którzy w tak złagodzonej postawie politycznej przez Pjongjang dostrzegają raczej kunktatorstwo Kim Dzong Una i słabość USA, czyli chodzi przede wszystkim o oszukanie partnera. Jak jest naprawdę? – nie wiadomo. Myślę jednak, że może być tak:

       Przychodzę na świat w takim właśnie państwie jak Korea Północna. Dziedziczę w spadku po dziadku i ojcu satrapię komunistyczną z obozami śmierci, milionową armią i całą represyjną machiną. Uczę się na Zachodzie, wiem, jak wygląda demokratyczny świat i życie w wolnym społeczeństwie. Gdy kończę naukę, wracam do kraju, gdzie po śmierci ojca obejmuję rządy. Wiem jedno: nie mogę tak naprawdę zatrzymać z dnia nadzień machiny represji. Naturalnie, chciałbym zmienić swój kraj, wprowadzić zmiany, ulżyć rodakom w ich niedoli, ale zdaję sobie sprawę, że tak naprawdę jestem bezsilny, ponieważ nie dysponuję żadną realną siłą. Stoję, co prawda, na czele państwa, ale w zasadzie jestem zakładnikiem potwornego dziedzictwa – zakładnikiem systemu zniewolenia, trwającego od dziesięcioleci. Pytanie zatem, jakie musi się tutaj pojawić, brzmi: co mogę zrobić i w jakiej perspektywie czasowej?

       Myślę, że jedynym rozsądnym rozwiązaniem w takiej sytuacji jest gra na zwłokę i umiejętnie pozyskiwanie zaufanych ludzi do przeprowadzenia zmian w kraju. Ale takich ludzi, którzy nie zdradzą! Niestety, taki plan musi trochę potrwać, dlatego jestem postrzegany przez świat tak, jak ogólnie postrzegana jest od dawna Korea Północna, co w zasadzie nie powinno nikogo dziwić. Mnie nie dziwi.

       Czy tak właśnie jest w przypadku Kim Dzong Una? – nie mam zielonego pojęcia. Niewykluczone jednak, że tak właśnie jest. Dlatego jedynym sposobem, aby to sprawdzić jest czas i wyciągnięcie pomocnej ręki do przywódcy Korei Północnej. Czy taka polityka okaże się trafna? Czas pokaże.

       12.03.2019 r.

08:33, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 04 marca 2019

Wyszedłem z domu pospacerować. Tak dla zdrowotności. Mimo jesieni było słonecznie, ciepło, więc po co siedzieć w domu – pomyślałem – lepiej efektywnie wykorzystać ostatnie promienie słońca. Dla podładowania energii własnego ciała – choćby i szczelnie osłoniętego ubraniem.

Więc tak sobie idę, rozmyślam leniwie o tym, co powinienem zrobić w najbliższym czasie, jaką książkę przeczytać, co napisać, gdy nagle taka myśl się pojawia: dlaczego by nie nawiązać jakiejś nowej znajomości. Tym bardziej, że pogoda sprzyja tego typu zdarzeniom.

Ledwie o tym pomyślałem, gdy uświadomiłem sobie, gdzie jestem: przez to moje zatopienie się w myślach nawet nie zauważyłem, że znalazłem się całkiem niepostrzeżenie w okolicach cmentarza. No tak, tylko że w tym miejscu, nie wiem jakbym się mocno starał, raczej nie spotkam kogoś atrakcyjnego i szczególnie żywotnego: wszystkie dziewczyny, które tam się znalazły, były dla mnie zbyt sztywne! A jako że już dochodziła trzecia godzina tego mojego bezcelowego wałęsania się, więc stwierdziłem, że pora wracać do domu. I wtedy, wtedy się obudziłem!

Pierwsza myśl, jaka mi przyszła do głowy, to – dlaczego śnił mi się akurat cmentarz? Ani nie byłem w ostatnim czasie na żadnym pogrzebie; ani taki nie szykował mi się w najbliższym czasie, więc… A może… Tfu, na psa urok! Odgoniłem przygnębiające skojarzenia, nie chcąc wywoływać niepotrzebnie wilka z lasu. Tym bardziej przyszło mi to łatwo, że zza ściany dobiegły do mnie debilne słowa piosenki discopolowej, które w żaden sposób nie sprzyjały filozoficznym rozmyślaniom:

Dałabym ci, dała, kudłatego ciała,

Aleś ty paskudny oberwałbyś kudły

Mimowolnie uśmiechnąłem się. I nagle, mając w pamięci sen, a także słowa niniejszej piosenki, pojawiła się u mnie, jakby Ferdek Kiepski powiedział – fizjonomiczna, czy też fizjologiczna myśl: co jak co, ale dziewczyny powinny dawać chłopakom jak najszybciej, bo tak szybko przecież odchodzą! I z tą myślą, właśnie fizjonomicznie-fizjologiczną, powędrowałem do kuchni przygotować sobie poranny posiłek. Najwyraźniej nocny spacer całkiem nieoczekiwanie zaostrzył mi apetyt.

04.03.2019 r.

17:30, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
O autorze
więcej: www.kiler.blox.pl kontakt: czaplinski@tlen.pl