RSS
piątek, 30 marca 2018

Jeżeli polskie społeczeństwo idiocieje – a robi to na bank, biorąc choćby pod uwagę jego polityczne wybory, czy programy telewizyjne jakie ogląda – to społeczeństwo rosyjskie już dawno zidiociało. Dowodem na to jest oczywiście wybranie, po raz kolejny zresztą, na swojego prezydenta politycznego gangstera Wowkę Szczurka – człowieka, który wywodząc się z piekła rodem (czytaj: KGB), chcąc nie chcąc, jest dowodem na to, że Boga nie ma. Gdyby bowiem On istniał z całą pewnością nie tylko nie doprowadziłby ww. człowieka do miejsca, w którym się on aktualnie znajduje od wielu lat, ale w ogóle nie stworzyłby takich okoliczności, aby ten człowiek znalazł się tu, gdzie się znalazł i miał tak przeogromny wpływ na życie milionów ludzi. Podobnie zresztą, jak nie stworzyłby również sprzyjających okoliczności dla pojawienia się pośród żywych takich bydlaków jak choćby Hitler, Stalin, Pol Pot czy Saddam Husajn i wielu, wielu innych w całej długiej historii ludzkości z Napoleonem na włącznie.

My jednak nie powinniśmy się martwić – w końcu mamy króla Jezusa, który przed wszelkimi nieszczęściami nas obroni, a prawda wyzwoli. I oczyści naturalnie. Jaka i czyja? To chyba oczywiste: tylko ta jedna jedyna – pisowska! I wszyscy będziemy wówczas zbawieni. Chociaż może właściwiej należałoby napisać – zwabieni. Niczym muchy do lepu, czy ryby do przynęty.

My zostaliśmy zwabieni wieloma obietnicami, bo, jak mawiał obecny prezes TVP Jacek Kurski – ciemny lud wszystko kupi. Nie mylił się: lud kupuje wszystko, szczególnie obietnice bez pokrycia, ponieważ brzmią niezmiernie przyjemnie dla ucha.

Ja obietnic nie lubię, brzmią bowiem z reguły fałszywie. A brzmią tak, bo:

Ja: Wiesz, czego należy się bać najbardziej?

On: Wielu rzeczy.

Ja: Ale czego najbardziej?

On: No, czego znowu?

Ja: Licha.

On: Słucham?

Ja: Najbardziej należy bać się licha. A wiesz dlaczego? Bo licho nie śpi. Nigdy! A jak licho nie śpi, to budzą się demony i dzieją się różne złe rzeczy. A przynajmniej mogą się dziać.

On: Wiesz co, dawno już nie słyszałem czegoś równie kretyńskiego. Mogę ci poradzić jedynie, żebyś wsadził głowę pomiędzy framugę a drzwi i spróbował je zamknąć. To powinno ci pomóc.

Ja: Nie zajarzyłeś.

On: A idź ty w pisdu (to nie błąd!) z tym całym swoim lichem!  To, co tu pieprzysz, jest głupsze niż przewiduje jakakolwiek ustawa o głupocie. Cześć! I baw się dobrze, najlepiej drzwiami.

Ja: Mylisz się. Dowodem na to, że mam rację, jest to, co się u nas dzieje od dwóch lat. Mówię ci – licho nie śpi! Czarci pomiot rządzi!

30.03.2018 r.

10:06, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 25 marca 2018

Po śmierci A. Litwinienki, B. Bierezowskiego, A. Politkowskiej, A. Dewotczenki, G. Starowojtowej i wielu, wielu innych; po śmierci, niby w zwyczajnym wypadku samochodowym syna i żony S. Skripala, podwójnego agenta rosyjskiego, który przeszedł na stronę zachodniego świata, przyszła „wreszcie” śmierć po niego samego, a także i jego córki. Dlaczego? Dlatego że zdradził! A jak powszechnie wiadomo Rosja, podobnie jak do niedawna jeszcze Związek Radziecki, zdrady nie wybacza. Mateczki Rosji bowiem się nie zdradza, za mateczkę Rosję można jedynie umrzeć. Stąd trucie swoich byłych obywateli, albo też zwykłe ich odstrzeliwanie jak łownej zwierzyny. I to bez względu na to, kto jest gospodarzem Kremla. Najlepszym bowiem, bo najskuteczniejszym zarządcą w imperium zła, jak kiedyś określił Związek Radziecki prezydent R. Reagan, jest strach. On stanowi kręgosłup tego państwa, jemu życie jest w nim podporządkowane.

Piszę o tym nie tylko dlatego, że gardzę kremlowskimi gangsterami politycznymi, którym przewodzi dzisiaj Wowka P. zwany Szczurkiem, piszę przede wszystkim dlatego, że w takim właśnie działaniu, o jakim napisałem wyżej, dostrzegam ogromne niebezpieczeństwo jakie zagraża światu wolnemu i demokratycznemu, więc, póki co, również i nam.

Jeżeli bowiem tak łatwo można „załatwić”, a ściślej – pozbyć się ze świata żywych pojedynczego człowieka, który zdradził, bo przeszedł na drugą stronę, to równie łatwo można przeprowadzić podobną akcję, tyle że rozszerzoną na tysiące ludzi, zatruwając ujęcia wody pitnej, żywność, czy rozpylając szkodliwą substancję w powietrzu, jak to zrobił jakiś czas temu japoński szaleniec z sarinem w tokijskim metrze. Pytanie tylko: czy trafi się w końcu kiedyś na tyle zdesperowany świr, stojący na czele jakiegoś państwa a dysponujący odpowiednim chemicznym materiałem, który zdecyduje się na taki właśnie krok i to bez względu na jego katastrofalny efekt końcowy. Gdy jednak kiedyś taki posraniec się znajdzie wówczas, najkrócej rzecz ujmując, będziemy mieli pozamiatane, tzn. przesrane! Al. Kaida  czy nawet chore państwo ISIS okażą się przy tym zagrożeniu zwykłymi płotkami nie wartymi uwagi, bo walczącymi w sposób konwencjonalny, czyli przewidywalny. W przypadku chemicznego szaleństwa rzecz przedstawia się, niestety, zgoła inaczej – o wiele groźniej!

Czy zatem znajdzie się kiedyś na tyle chory łeb, na skalę światową, naturalnie, nie regionalną, który pomyśli: po mnie choćby potop – i urządzi nam piekło na ziemi? Oczywiście oby nie. Wykluczyć jednak takiego rozwoju wypadków nie można. Szczególnie, gdy widzimy do czego zdolny jest człowiek w swoim szaleństwie utrzymania władzy.

25.03.2016 r.

17:41, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
środa, 21 marca 2018

Oto jest pytanie! – na miarę początku tego stulecia.

Prawda jest taka, że dużo, bardzo dużo młodych ludzi wyjeżdża ze swoich miast, miasteczek, wsi, nie znajdując u siebie czy też w okolicy miejsca, które stworzyłoby im jakąś perspektywę, jakieś optymistyczne widoki na dobrą przyszłość. A nie dostrzegając takowych ludzie ci w pewnym momencie nie wytrzymują marnej wegetacji, pakują klamoty i zaczynają szukać swojego miejsca na ziemi w innym, choćby i odległym kraju.

Oczywiście tak być nie powinno. Ale jest, niestety. W znacznej mierze dzięki politykom, którzy, jak wiadomo nie od dzisiaj, pięknie „ciemny lud” ściemniają, mniemając, że ów lud wszystko, każdą ich bajeczkę kupi bez mrugnięcia okiem.

Lud jednak, mimo że bezkształtny w swojej masie, aż tak beznadziejnie głupi nie jest. Zdaje sobie sprawę, że politycy tak naprawdę nim gardzą i przypominają sobie dopiero wówczas o nim, gdy zbliżają się  jakieś wybory. Wtedy elektorat staje się dla nich ogromnie ważny, ba – najważniejszy!, bo to w końcu tzw. suweren, dla którego oni naturalnie – wszystko i zawsze!

Prawda jednak jest dużo bardziej prozaiczna, a przy tym niezmiernie smutna. W latach pokoju bowiem jesteśmy dla nich jedynie elektoratem wyborczym, o którym przypominają sobie właśnie w chwili wyborów, z kolei w czasie zawieruchy wojennej stajemy się jedynie zwykłym mięsem armatnim. Co zresztą skrzętnie ukrywają pod maską pozornych działań i miłych uśmiechów. Więc tak naprawdę nie ma się co dziwić, że gdy się o tym „ciemnym ludzie” nie pamięta na co dzień, to ów lud wyjeżdża tam, gdzie będzie mu lepiej.

O ile jednak jakaś część młodych ludzi wyjeżdża, część, bo koniec końców są również i tacy młodzi, którzy  jednak zostają, bo chcą i nie wyobrażają sobie życia gdzie indziej. A może też dlatego, że im się po prostu nie chce. Wolą być tu i teraz i mimo wszystko tworzyć tę naszą przaśną rzeczywistość. Więcej – zostają również tutaj starzy, czy po prostu starsi, którym już nie w głowie ekonomiczne wojaże i podbijanie świata. Oni wszyscy są tutaj, bo chcą być i żyć tym, czym żyje się w tym miejscu.

 Zdarza się również i tak, że do tej stacjonarnej grupy dołączają inni – z innych miast, czy miasteczek. Rzadko bo rzadko, ale zawsze.

Takie właśnie swoje miejsce w Kielcach znalazł sobie znany aktor i autor książek Jan Nowicki. Czy będzie mu tu dobrze? Mam nadzieję. Tym bardziej że, jak twierdzi,  mieszka się tam, gdzie bije serce, a jego serce, czyli miłość, bije właśnie tutaj, w moim mieście. Więc, póki co, jest tutaj i jest zadowolony.

Przyznaję, że ja również jestem zadowolony, że przybył nam tak zacny obywatel. Ludzi bowiem mówiących mądrze i rozsądnie nigdy za dużo.

21.03.2018 r.

14:27, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
piątek, 16 marca 2018

Katechizm polskiego dziecka

– Kto ty jesteś?

– Polak mały.

– Jaki znak twój?

– Orzeł biały.

– Gdzie ty mieszkasz?

– Między swemi.

– W jakim kraju?

– W polskiej ziemi.

– Czym ta ziemia?

– Mą Ojczyzną.

– Czym zdobyta?

– Krwią i blizną.

– Czy ją kochasz?

– Kocham szczerze.

– A w co wierzysz?

– W Polskę wierzę.

– Coś ty dla niej?

– Wdzięczne dziecię.

– Coś jej winien?

– Oddać życie.

Zapewne niejeden z czytających te słowa był karmiony w dzieciństwie powyższym tekstem. Ja również. Im dłużej jednak żyję, tym częściej zastanawiam się, czy bezkrytyczne umiłowanie swojego kraju jest nie tylko słuszne, ale w ogóle, czy jest mądre. Szczególnie wówczas nachodzą mnie takie myśli, gdy doświadcza się od państwa, np. ze strony urzędników, funkcjonariuszy państwowych jawnej wręcz niesprawiedliwości. I nie chodzi tylko o to, że jakiś głupek w urzędzie chce pokazać, jak to wiele od niego zależy i upadla tego biednego petenta, rzecz idzie również o to, co robią np. politycy, którzy tak naprawdę bawią się nami, uzależniając nas od swoich nierzadko idiotycznych decyzji, czego świetnym przykładem jest tutaj choćby K. Radziwiłł, rozwalający przez ostatnie dwa lata służbę zdrowia, a potem dostający jeszcze nagrodę wraz z dymisją z urzędu ministra zdrowia!

To jednak, co najbardziej i najdotkliwiej wkurza i zwyczajnie boli, to zetknięcie się z państwowym aparatem strzegącym porządku i spokoju publicznego – aparatu, który zamiast stać na straży prawa i sprawiedliwości, zajmuje miejsce po przeciwnej stronie – tej opresyjnej, w postaci nie tylko nieuczciwych komorników, ale również, co szokujące, podobnie działających sędziów, prokuratorów, czy w końcu policjantów – tych stróżów prawa, którzy zamiast bronić niewinnych obywateli, wcale nierzadko, niestety, sami ferują wyroki, postępując tak, aby sędzia wraz z prokuratorem jedynie przyklepali swoją decyzją to, co „dzielni” policjanci dużo wcześniej w drodze dochodzenia, upichcili.  

Przykładem takiego właśnie podłego wręcz i nieuczciwego postępowania jest tutaj Igor Stachowiak, który został  przez policjantów skatowany w komisariacie, co w konsekwencji doprowadziło do jego śmierci; podobnym przykładem jest śmierć 29-latka na komendzie w Kutnie, czy interwencja policji w Zamościu, gdzie w wyniku nieumiejętnego zatrzymania młodego mężczyzny doszło do tragedii i jego śmierci. 

Gdyby tego było mało od wczoraj  na wolności przebywa człowiek, który spędził za kratkami osiemnaście lat – 18! – tylko dlatego, że jacyś skurwiele występujący w roli obrońców prawa robili wszystko, żeby niewinnego człowieka wrobić, a następnie skazać.

Te i inne niewymienione tutaj przypadki składają się na obraz Polski – kraju, za który – jak napisał Władysław Bełza w wierszyku na wstępie do tego wpisu – wdzięczne dziecię powinno oddać życie w chwili militarnej próby. Tylko czy aby na pewno taki właśnie kraj miał na myśli autor?

16.03.2018 r.

13:51, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
sobota, 10 marca 2018

Kilka dni temu zabawiłem się w adwokata p. M. Morawieckiego, broniąc go przed niesłusznym – według mnie – posądzeniem o pewnego rodzaju relatywizm w kwestii odpowiedzialności za zbrodnie wojenne. Dzisiaj, niestety, jestem znów po drugiej stronie – tej krytycznej w odniesieniu do niego i jego słów, które tym razem dotyczą wydarzeń marca ’68 roku, w których on widzi powód do dumy Polaków, a nie wstydu.

Przyznam, że pogląd ten jest nie tyle śmiały, ile wręcz kuriozalny! A to dlatego, że nie idzie o to, iż studenci się zbuntowali i głośno zaprotestowali, rzecz przede wszystkim w efekcie końcowym, jakie przyniosły wydarzenia marcowe tegoż właśnie roku. A jaki był efekt końcowy, każdy wie: antysemicka nagonka, podła, głupia i krzywdząca nie tylko tych, którzy zostali przymuszeni do opuszczenia Polski, tak naprawdę krzywdząca nas wszystkich, całą polską kulturę, naukę i w ogóle społeczeństwo w obszarze emocjonalnym!

Dlaczego o tym piszę? Oczywiście nie tylko dlatego, że obchodzimy właśnie w tym momencie 50-lecie owych haniebnych wydarzeń, również dlatego, iż niechęć do Żydów nadal jest, niestety, niezmiernie żywotna. A to, co najciekawsze w tym kontekście, to fakt, iż jest ona szczególnie obecna przede wszystkim wśród ludzi prawicy, czyli tych, którzy na swoich sztandarach mają Boga i chełpią się przywiązaniem zarówno do Niego, jak i Jego syna Jezusa Chrystusa!

Ja, mimo że nie wierzę we wszystkie religie tego pięknego świata, zarówno te stare jak i nowe; mimo że nie wierzę w te wszystkie koraniczne bzdety o Mahomecie czy baje biblijne o Abrahamie, Mojżeszu, Jakubie czy Józefie i jego braciakach; mimo że nie odnajduję również jakiejś wyjątkowej, czyli objawionej prawdy w Ewangeliach opisujących ostatnie trzy lata życia Jezusa z Nazaretu, to jednak szanuję i podziwiam Żydów za to, że potrafili jako naród przetrwać tysiące lat na obczyźnie bez własnej państwowości. Podziwiam ich za konsekwencję trwania przy swojej religii, która okazała się tym czynnikiem, który pozwolił im przetrwać ową kilkutysięczną poniewierkę. Gdyby bowiem nie diaspora skupiona wokół swoich wierzeń – dość głupawych, ale jednak – nie byłoby dzisiaj takiego tworu państwowego jak Izrael.

Nam również udało się przetrwać mimo ponad stuletniej nieobecności na mapach Europy, chociaż, trzeba przyznać, nie dzięki religii. Poza tym my mieliśmy łatwiej: żyliśmy, co prawda, w ramach obcej państwowości, jednak na ziemiach etnicznie należących do dawnego państwa polskiego. I mimo że historie obu narodów są różne, to jednak w jakimś sensie również podobne, co nas do siebie zbliża, czy nawet upodabnia. Dlatego właśnie, biorąc powyższe pod uwagę, a także to, co się stało podczas drugiej wojny światowej na naszych ziemiach, nie mogę zrozumieć faktu, że w naszym kraju istnieje coś takiego jak antysemityzm. Więcej – nie mogę zrozumieć i zaakceptować tego, że istnieje coś tak upadlającego człowieka jak ksenofobia, nacjonalizm, rasizm, szowinizm, ekstremizm, fanatyzm i jeszcze wiele, bardzo wiele „izmów”. To dla mnie nie tylko idiotyczne, głupie i nieludzkie, to również cholernie schizofreniczne! Ponieważ nie da się w żaden w miarę racjonalny sposób wytłumaczyć niechęci wobec Żydów jako takich, szczególnie w kontekście tego, co nam podarowali. A dali nam, to znaczy całemu światu, Boga, a chrześcijanom Syna Bożego, czyli Jezusa z Nazaretu, zwanego Chrystusem!

 Dlatego, do kurwy nędzy, nie mogę i nie potrafię zrozumieć idiotów spod antysemickiego sztandaru. Zamiast bowiem wdzięczności i szacunku za ten dar, który w końcu daje wszystkim wyznawcom Chrystusa – i nie tylko Jego – nadzieję na życie wieczne, zamiast podziękowania i wynikającej z idei chrześcijaństwa miłości do bliźniego, nasi starsi bracia w wierze dostali ogrom nie tylko zwykłej ludzkiej niechęci, ale morze wręcz nieludzkiej nienawiści! Czy jest się jednak czemu dziwić? W końcu, jak wiadomo nie od dzisiaj, idiotom niewiele trzeba, żeby wzniecić w sobie i innych pokłady trudno wytłumaczalnej nienawiści.

Ament.

10.03.2018 r.

20:06, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 06 marca 2018

To nie tak, że nie chce mi się pisać w ogóle, czy też wyczerpały mi się pomysły i dlatego pojawiam się tutaj coraz rzadziej. Jest wręcz przeciwnie – życie dostarcza tylu tematów, że w zasadzie można by pisać po kilka tekstów dziennie. Tylko że, niestety, coraz częściej uzmysławiam sobie, że jeżeli nawet nic nie zmienię tym swoim bazgroleniem, to chociaż chciałbym mieć satysfakcję z samej istoty pisania. A tego własnie, niestety, ostatnio u mnie zabrakło. Dzięki komu i czemu, nieistotne, ważne, że tak się stało.

Dlatego już jakiś czas temu postanowiłem na pewien czas wyhamować, zastanowić się, co dalej i w którą stronę, a potem dopiero ewentualnie wrócić z nową pasją. Stąd moje rzadsze w ostatnim czasie pojawianie się w tym miejscu.

Zanim jednak ten mój powrót na pełnych obrotach nastąpi, chciałbym dzisiaj polecić pewną piosenkę tym wszystkim, którzy kiedyś kochali i, ni stąd ni zowąd, nagle ta ich miłość zgasła. Utwór jest autorstwa J. Portera i pochodzi z płyty Vena Amoris A. Lipnickiej, do którego polski tekst napisała właśnie ona, co nie jest bez znaczenia, ponieważ utwór ten traktuje o wypaleniu się miłości i żalu obojga kochanków, że tak się właśnie stało. A jak wiadomo tych dwoje ww. nie jest już razem.

Od siebie może dodam jedynie jeszcze dwa wersy, czyli fraszkę:

                        Słówko o miłości

Miłość jest świetna – w książkach i na ekranie.

A od czasu do czasu również na tapczanie.

06.02.2018 r.

08:38, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
O autorze
więcej: www.kiler.blox.pl kontakt: czaplinski@tlen.pl