RSS
poniedziałek, 30 marca 2015

    Myślę, że nie raz wielu z nas zastanawiało się, dlaczego w tym kraju jest tak, jak jest, czyli tak naprawdę dobrze nie jest. Jeżeli chodzi o mnie widzę to tak: odpowiedzialna za ów stan rzeczy jest historia tych ziem, za którą odpowiadają oczywiście żywi ludzie, czyli dzisiaj my, a wcześniej nasi szacowni przodkowie.

   Nierzadko jest tak, że zazdrościmy Niemcom ich poziomu życia. Nie inaczej jest z Francuzami, Anglikami i wieloma jeszcze innymi nacjami. Tyle że ów poziom życia nie bierze się znikąd, on bierze się z obopólnego poszanowania – obywateli przez państwo, a państwa przez obywateli. A jako że u nas nie występuje ani jedno, ani drugie, więc zazdrościmy ww. krajom, albowiem nic innego nam nie pozostaje – nie posiadamy argumentów, które mogłyby przemówić na naszą korzyść. Bo niby dlaczego miałoby być u nas normalnie, gdy nie potrafimy myśleć na co dzień w sposób propaństwowy? Niby dlaczego miałoby być normalnie, skoro rządzący w tym kraju i decydujący o naszym życiu, poprzez wprowadzane ustawy, traktują nas – obywateli, jako potencjalnych złodziei i oszustów, a ze swoich urzędników czynią psy gończe? Dowodów potwierdzających te gorzkie słowa w ostatnim czasie jest całe mnóstwo, ja jednak cofnę się głębiej w czasie i w dużym skrócie przedstawię źródło tego problemu – naszą historię.

    Jest rok 966 – Polska przyjmuje chrzest. Wkrótce potem dochodzi do rozbicia dzielnicowego (1138), które trwa prawie dwieście lat. Po tym czasie los nam sprzyja i wraz z rządami dynastii Jagiellonów kraj nasz zyskuje na znaczeniu i sile. Jednak wraz ze śmiercią Zygmunta Augusta, ostatniego z rodu (1572 r.), rozpoczyna się osłabianie państwa, by ostatecznie zaowocować dokładnie dwieście lat później (1772) pierwszym rozbiorem. Po nim następuje drugi rozbiór i wkrótce trzeci – Polska znika definitywnie  z map Europy na sto dwadzieścia trzy lata. Po tym czasie, w 1918 roku odzyskujemy na moment swoją państwowość, by stracić niezawisłość wraz z rozpoczęciem wojny, po której stajemy się państwem satelickim ZSRR. Aż wreszcie nadchodzi rok 1989 i odzyskanie suwerenności i nadzieja na stworzenie wreszcie sprawiedliwego, normalnego państwa. Niestety, nadzieje to mało, szczególnie w konfrontacji z kontestowaniem od dziesiątek lat przez większość społeczeństwa polskiej państwowości. Dlatego nie od rzeczy będzie w tym miejscu zadanie następującego pytania: Czy rzeczywiście można było stworzyć inne państwo z taką historią? Czy z taką właśnie historią mieliśmy szansę być innym narodem? Czy z taką historią dziwne jest to, że nasi politycy traktują obywateli, a obywatele polityków, jak oszustów i złodziei? Czy dziwne jest to, że nie chcąc być oszukani, sami wcześniej próbujemy oszukać innych? Czy dziwne jest to, że nie ufamy państwu, bo państwo nie ufa nam – swoim obywatelom? Pytań tego typu można by tutaj mnożyć w nieskończoność, tylko zachodzi pytanie, po co? Co to da, jeżeli nie robimy nic, żeby to zmienić?

   Myślę, że w kontekście tego, o czym napisałem wyżej, pragnienie życia na poziomie Niemców, Anglików czy Francuzów tak naprawdę w ogóle nie jest zasadne. Bowiem z tak przetrąconym kręgosłupem mentalnym nie mamy prawa żądać życia na poziomie obywateli tych państw! Po prostu nie mamy. Dlatego nie pozostaje nam nic innego, jak jedynie nasza mała zazdrość. Przykre? Boleśnie przykre!

         31.03.2015 r.

22:11, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 29 marca 2015

   Jako że jestem chory, czyli, jakby ktoś mógł powiedzieć, jestem niespełna władz umysłowych, postanowiłem przytoczyć tutaj ciąg dalszy rozmowy, która kiedyś już rozpoczęła się w miejscu odosobnienia, a co, tak myślę, będzie mi wybaczone. Bo nie było moim zamiarem wykpiwanie kogokolwiek. Jeżeli piszę coś takiego, to przede wszystkim dlatego, że jest mi niezwykle przykro, że ludzie nierzadko kończą w ten właśnie sposób swoje życie. I mam nadzieję, że ja tak właśnie nie skończę.

– Co znowu – zaraz, co ja miałem zrobić?

– Może zjeść?

– Nie – nie, już jadłem. Zdaje się.

– To może… spacer może…

– U-m. Nie, na pewno nie. Pamiętałbym. No przecież!

– No tak, oczywiście że byś pamiętał. Głuptak ze mnie. Co to?

– Co?

– Ta plama? Masz mokre spodnie.

– Och! Już wiem – miałem się, ten – załatwić.

– No, to już masz z głowy.

– Aha. Już teraz tak. Na to wygląda.

–To może  teraz, ten... No!

– Co?

– Może na spacer?

– Nie – nie, teraz nie.

– Więc co?

– Może bym się napił. Tak, pić mi się chce. Jak cholera!

– A wiesz, że masz rację. Najpierw się napijemy, a potem… potem pójdziemy za ten… na spacer.

– Tak. Masz rację. Podoba się ten plan. Ty to masz łeb!

– No, to chodźmy.

– Tak, chodźmy. Życie stygnie.

   P.S.

   Trochę gorączkuję, więc nic dziwnego, że tworzą mi się pod sufitem takie oto scenki. Sorry;)

        29.03.2015 r.

15:49, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
sobota, 28 marca 2015

    Jest fatalnie: załatwiłem się na cacy: wykąpałem się przy otwartych drzwiach od łazienki, na dodatek przy otwartym oknie, następnie wsiadłem na rower – bez podkoszulka, getrów, czapki i niezwykle boleśnie uzmysłowiłem sobie jeszcze tego samego dnia, że należę jednak do ludzi niereformowalnych. Przewiało mnie niemiłosiernie, jak to potrafi najlepiej na kieleckim dworcu. Krótko mówiąc już wczoraj wieczorem było mi zimno i trząsłem się jak przysłowiowa osika, na którą ktoś bezkarnie i bezceremonialnie sika. W moim przypadku tym sikiem jest moja krótkowzroczność takiego zachowania, która ma takie konsekwencje jakie ma, a co wielu zapewne nazwie inaczej: po prostu zwykłą głupotą. I, co najgorsze, ci Wielu będą mieli rację!

   Zawsze wtedy, gdy dopada mnie jakaś niedomoga, prześladuje mnie nieodparcie pewna myśl, mianowicie: chodzi w niej o to, że wiem, iż niezaprzeczalnie przyszedłem na świat, tyle tylko, że nie wiem, dlaczego? A że, tak się zdarzyło, żyję dosyć długo, to już w ogóle niezrozumiały wydaje się fakt nieuczenia się na własnych błędach i nie wyciągania z nich odpowiednich, czyli pouczających wniosków. Dlatego, nie chcąc więcej niepotrzebnie truć, kończę, obiecując sobie powrót tutaj, gdy tylko poczuję się przynajmniej dwa deko lepiej. Albo dwa i pół:)

    P.S.

    Pamiętacie ten zespół? Zawsze go uwielbiałem! I nic do dzisiaj się nie zmieniło.

           28.03.2015 r.

15:02, adelmelua
Link Komentarze (2) »
niedziela, 22 marca 2015

   Polska dzisiaj to państwo, któremu nie grozi utrata niepodległości na miarę XVIII-wiecznych rozbiorów; to również niezagrożony niespodziewaną zewnętrzną agresją byt (bez względu na to, co się mówi i pisze ostatnio w kontekście wojny prowadzonej przez Rosję na Ukrainie); Polska dzisiaj to kraj, który sam z siebie przestaje być tworem niezależnym, silnym i stabilnym.

  Oczywiście, nie byliśmy również państwem w pełni wolnym i suwerennym za panowania jedynie słusznego i sprawiedliwego ustroju jakim był komunizm, teraz jednak to, co się dzieje już od prawie ćwierćwiecza, przywoływać musi, według mnie, na myśl najgorsze skojarzenia z niechlubnej przeszłości. A dokonuje się to dzięki jednej właściwie grupie zawodowej – politykom! Bo nie kto inny, jak właśnie oni, tworzyli prawo pod określone grupy społeczne (kolegów, czy lobbystów); to oni lobbowali sejmie za takimi a nie innymi ustawami, które były dla ich kumpli i mocodawców korzystne; to oni zrobili z tego kraju swój prywatny biznes, w którym liczą się przede wszystkim układy i znajomości; to oni, przy pomocy niedouczonych dziennikarzy, wprowadzają w społeczeństwie bezsensowne podziały i animozje; to oni traktują ten kraj niczym duży tort, z którego trzeba wykroić jak największy fragment dla siebie po to, żeby żyło się, zarówno im, jak i ich rodzinom i przyjaciołom o wiele łatwiej i dostatnio. Nam – tej bezimiennej, nic nie znaczącej tłuszczy, perfidnie codziennie dymanej, pozostaje jedynie zapierdalanie na wygodne życie naszych panów i władców, bo my nie jesteśmy od tego, żeby uczestniczyć w podziale tortu życia, my jesteśmy od pracy na wygodną egzystencję cwaniaków, a w przyszłości na ich dużo większe emerytury od naszych, bo, jak się zapowiada, głodowych. A wszystko w imię jakichś szczytnych haseł i głupich, niekorzystnych, czy wręcz szkodliwych decyzji podejmowanych właśnie przez owych Onych!

   Napisać, że jestem rozczarowany takim państwem i jego funkcjonowaniem, to w zasadzie nic nie napisać, mnie bowiem tak skonstruowanym państwem chce się najzwyczajniej w świecie rzygać. I rzygam nim! Rzygam na niesprawiedliwość, pokrętność prawa, bezkarność urzędników, bylejakość i cwaniactwo polityków. Po prostu rzygam tym wszystkim i wieloma jeszcze innymi rzeczami!

    Polska oczywiście nie zginie od tego, tak jak to miało miejsce w niechlubnej przeszłości, ona dzisiaj skończy bezrozumnie, bez perspektyw, w jakiejś mierze nawet wyludniona, to znaczy pozbawiona wielu młodych a zdolnych ludzi, którzy wyjeżdżali i wyjeżdżać będą nadal z tego kraju, nie widząc tutaj dla siebie żadnych perspektyw na dobre, spokojne i normalne życie. Gdy kurek z pieniędzmi z Unii zostanie zakręcony, wówczas okaże się, jak bardzo król jest nagi, a my jesteśmy w ciemnej dupie. I oby tylko nie groziło nam wówczas to, co dzisiaj przeżywa Grecja. Bo zapadanie się w jakąś nieokreśloną bytową dziurę jest więcej niż prawdopodobne. Niestety. Aż przykro. Amen.

   P.S.

   Przykład debilizmu na najwyższych stołkach: jakiś minister podjął decyzję o likwidacji dotacji dla barów mlecznych, które używają więcej przypraw niż tylko sól i pieprz. Po protestach wycofał się z tego zamiaru. Tyle że to, tak uważam, w żaden sposób nie załatwia sprawy: ja takiego idiotę wyrzuciłbym tego samego dnia z pracy na zbity pysk! Niestety, jako że żyjemy gdzie żyjemy, więc ten człowiek siedzi sobie nadal na ciepłym stołeczku i zapewne kombinuje, co tu jeszcze kretyńskiego wymyślić. Z takimi ludźmi na pewno zbudujemy drugą Japonię, może nawet też Irlandię, z całą pewnością jednak staniemy się pierwszą Ameryką Europy – w głupocie!

        22.03.2015 r.

11:20, adelmelua
Link Komentarze (5) »
czwartek, 19 marca 2015

    1. Wielu mówi: To nie nasza wojna, nie nasz konflikt, więc trzymajmy się od tego z daleka. Ale mylą się wszyscy co do jednego, bo to, że jakieś działania zbrojne nie dotyczą nas bezpośrednio i są oddalone od naszej granicy o setki, czy też tysiące kilometrów, wcale nie oznacza, że nie dotykają nas one w ogóle. Dotykają, pośrednio, i nakazują jednocześnie zaangażowanie, a nie trzymanie się kurczowo na uboczu problemu. Każdy bowiem zbrojny konflikt na świecie, choćby najdalszy, pozostaje naszą sprawą – każdy z nich, jeżeli nie udało mu się zapobiec na czas, żywotnie nas dotyczy z jednego prostego powodu: po prostu giną w nim ludzie! I właśnie dlatego jesteśmy niejako zobligowani do tego, aby zrobić wszystko, żeby działania zbrojne zostały jak najszybciej zakończone. Gdziekolwiek i jakiekolwiek. Zobowiązuje nas do tego nasze człowieczeństwo!

   2. Kolejny człowiek umarł z powodu nieprzyjęcia go do szpitala, kolejny z powodu niewłaściwej decyzji lekarza, a jeszcze kolejny z powodu fatalnej opieki nad ciężarną. Nie wiem, jak w takich przypadkach jest i kto najbardziej jest winny, wiem za to jedno: takich przypadków być nie powinno! Albowiem nie ma nic gorszego, jak to, że ktoś traci życie tam, gdzie powinno się je ratować!

    Dlatego, ilekroć słyszę o takich przypadkach, tylekroć myślę, że paskudne to czasy, gdy służba zdrowia kieruje się oczywiście nie jedyną, ale, niestety, jedną z podstawowych a pokracznych zasad w kontakcie z człowiekiem: przede wszystkim rentownością szpitalnej placówki! Powiedzieć, że to straszne, to nic nie powiedzieć – to po prostu szczyt makabry i odhumanizowanie relacji międzyludzkich. Aż przykro!

          19.03.2015 r.

06:06, adelmelua
Link Komentarze (2) »
wtorek, 17 marca 2015

    Jedni mówią – bóg to, bóg tamto – siamto, tłumacząc mniej lub bardziej pokrętnie to wszystko, co wątpliwe i niezrozumiałe dla nas maluczkich, a co dotyczy jego boskiej postaci i jednocześnie braku ingerencji w nasz świat. Krótko mówiąc wycierają nim sobie gęby przy lada okazji, bez względu na to czy trzeba, czy też jest to najzwyczajniej w świecie zbyteczne. Dlaczego? Bo tak wygodnie! Albowiem to zarówno bezpieczne, jak też dające lepszą, bo niejako w pewien sposób uprzywilejowaną pozycję we wszelkich dyskusjach o naszej egzystencji tak tutaj, jak i po tym „tutaj”. A przecież nigdy żaden z tzw. twardych dowodów jego obecności nie zaistniał, więc dlaczego mielibyśmy uwierzyć na słowo jego wyznawcom i apologetom?

    Oczywiście, wielu może powiedzieć: Jak to nie ma dowodów? A Stary Testament?! Racja, jest coś takiego. Ale właśnie dlatego, że taki stary mam uwierzyć w ten zawarty w nim potok nierzadko bzdur przesiąkniętych okrucieństwem starożytnych przodków? Nigdy! Interesuje mnie on o tyle, o ile zawiera informacje historyczne potwierdzalne poprzez inne źródła, w aspekcie religijnym ani mnie on grzeje, ani ziębi, jest mi najzwyczajniej w świecie totalnie obojętny. A to dlatego, że żyję kilka tysięcy lat później, od momentu stworzenia tych pierdoł, i przy przyjęciu takich farmazonów za pewnik obowiązuje mnie przede wszystkim krytyczny stosunek, wynikający ze znajomości zdobyczy aktualnej nauki. W myśl mojego prywatnego dekalogu, w którym pierwszy punkt brzmi: chłopie, przede wszystkim kry-ty-cyzm!

     Dlatego pytanie, jakie zawsze musi się pojawić w dyskusjach na jego temat, czy tekstach, jak niniejszy, brzmi: Kto i po co go wymyślił? Myślę, że odpowiedź jest niezwykle prosta: były dwa powody, pierwszy – to nasz strach przed śmiercią, przed nieprzeniknioną ciemnością i jej nieuchronnością, gdy zamykamy oczka a życie mówi nam: Pa, pa, słodkich snów; drugi natomiast – został stworzony przez rządzących po to, żeby swojej władzy przydać blasku i osadzić ją na mocnych podstawach, a innymi słowy chodzi po prostu o zwykłą władzę. Dla niej samej. Aby trzymać ciemny lud z jednej strony w okowach strachu przed jakiś bzdetnym piekłem, z drugiej zaś mamiąc bojaźliwych wizją jakiegoś mdławego raju. Za taką, tak naprawdę, nigdy niesprawdzalną obietnicę człowiek zrobi jeżeli nawet nie wszystko, to wiele. Nawet uwierzy w najbardziej nieprawdopodobne baje! Tylko jest jeden poważny szkopuł w takim podejściu do tematu: brakuje, jak dotąd, dowodu w postaci powrotu stamtąd kogokolwiek, kto by poświadczył że tak właśnie jest, jak twierdzą cwaniacy i naiwni optymiści od wielkiej ściemy!

      Podobnie rzecz się ma z medycyną i jej przedstawicielami, którzy również od lat wmawiają nam usilnie, że należy połykać kilogramy farmakologicznych lekarstw, ponieważ bez nich nie jesteśmy w stanie poradzić sobie z żadną przypadłością – nawet z mało poważnym przeziębieniem! Dlaczego? Tu również odpowiedź jest prosta: przemysł farmaceutyczny to grube miliardy dolarów i majątki tych, którzy nim zarządzają! Dlatego utrzymanie obecnego status quo jest niezbędne, ponieważ tylko zamrożenie takiego stanu daje im, panom naszego życia i śmierci, gwarancje wygodnej egzystencji. A że dzieje się to kosztem nieprzebranych milionów pacjentów? A kogo to?! W końcu gdyby wszystkie choroby były uleczalne, to fachowcy od farmaceutyków poszliby z torbami! Dlatego zdrowie nas wszystkich stoi w jawnej sprzeczności z interesem zarządzających owym farmakologicznym przemysłem. Biznes jest biznes!

       17.03.2015 r.

09:37, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 15 marca 2015

    Mógłby ktoś zapytać: Dlaczego, co jedni i drudzy mają ze sobą wspólnego? Otóż mają, i to bardzo dużo! Bo nie kto inny, jak właśnie przedstawiciele obu ww. profesji, od wieków pozostają tymi, którzy dbając o naszą kondycję – jedni w sferze duchowej, drudzy – cielesnej, postawili siebie w pozycji uprzywilejowanej, wynikającej z roli, jaką spełniali przez długie tysiąclecia w swoich społecznościach, tzn. zarówno jedni jak i drudzy ustawili siebie niejako w roli pośredników pomiędzy zwykłymi śmiertelnikami, jakimi jest większość z nas, a tym, którego (którą!) uważa się za Stwórcę (Stwórczynię!) wszech rzeczy tak widzialnych, jak i niewidzialnych.

    Postawa taka oczywiście nie wzięła się znikąd, ona zrodziła się w wyniku postrzegania przez ogół wyżej wymienionych jako ludzi wyjątkowych, którzy posiedli niedostępne innym umiejętności. To z kolei pozwoliło tym ostatnim uzurpować sobie prawa przynależne jedynie Stwórcy (Stwórczyni) wszechświata, co następnie doprowadziło do powszechnego uznania ich nieomylności i znajomości przez nich prawd ostatecznych, w tym prawdy istnienia. W konsekwencji cały ten proces zaowocował w końcu nobilitacją przedstawicieli obu wyżej wymienionych profesji, wynosząc ich właściwie na pozycje niedostępne dla nikogo!

   Taki stan rzeczy stał się z czasem dla społeczeństw nieznośny i nie do zaakceptowania. Im więcej bowiem zdarzało się nieprawidłowości i pomyłek dotykających zwykłych śmiertelników, im więcej przykładów niewłaściwego postępowania i zgorszenia, tym większe pojawiało się niezadowolenie większości społeczeństw i determinacja do odrzucenia strachu i niezgody na tolerowanie tego, co oba zawody zżerało właściwie od środka.

    W ten sposób dotarliśmy do dzisiaj, do początków XXI wieku, w którym nastąpiło wyzwolenie jednostki spod kurateli jednych, jak i drugich. Wiedza dzięki radiu, telewizji, a w szczególności Internetowi stała się tak łatwo dostępna, właściwie na wyciągnięcie dłoni, że w końcu spowodowało to, iż słowa księdza czy lekarza przestały być postrzegane jak wyrocznia! W tym właśnie momencie słowa jednych, jak i czyny drugich, przestały funkcjonować jako nieodwołalna i niepodważalna ostateczność. Świadomość większości ludzi bowiem ewoluowała tak bardzo, że coraz częściej to, co obie grupy budowały przez setki lat, zostało mimowolnie poddane w wątpliwość. Odrzucono wreszcie okowy strachu, koniunkturalności i poprawności religijnej, ludzie sami zaczęli szukać odpowiedzi na najważniejsze egzystencjalne pytania. I dobrze, że tak się stało, tak powinno być. Każdy człowiek bowiem sam, pojedynczy, powinien szukać odpowiedzi na pytania: po co, dlaczego, jak, czy dokąd?

        15.03.2014 r.

06:07, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
sobota, 14 marca 2015

   Po raz kolejny rozgorzała całkiem niepotrzebna dyskusja o powyższej metodzie zapładniania kobiet, które nie mogą się stać szczęśliwymi matkami w sposób, że tak powiem, tradycyjny na jakimś tam kopulodromie. Piszę świadomie „niepotrzebna dyskusja”, ponieważ sprawa jest o tyle prosta, że dotyczy dwóch odmiennych postaw światopoglądowych, zamykających się w pewnym sensie w dwóch pojęciach: z jednej strony w szlachetnej prokreacji, z drugiej zaś w paskudnej, że się tak wyrażę, „reprodukcji”. Bo o ile pierwsza z nich opowiada się za naturalną drogą pojawiania się życia, o tyle druga dopuszcza zewnętrzną ingerencję (czytaj: nie boską!) w ów proces, czyli w tzw. „boskie dzieło stworzenia”. Dopuszcza ingerencję medyczną, która – według mnie –  jest niezbędna i ze wszech miar pożądana! Ci, oczywiście, którzy uważają inaczej i są temu przeciwni, bezapelacyjnie odrzucają ją w zasadzie jako zbrodniczą, tłumacząc, że niniejsza nienaturalna droga pojawienia się życia to, technicznie rzecz ujmując, właściwie zabijanie iluś-tam potencjalnych istnień ludzkich, jakie mogłyby powstać z męskiego nasienia w połączeniu z kobiecym jajeczkiem.

    Myślę, że dla inaczej myślących takie przedstawienie tego zagadnienia jest jak najbardziej bzdurne, a najgorsze, że również szkodliwe! Szkodliwe szczególnie dla tych, którzy tego upragnionego dziecka mieć nie mogą drogą naturalną i dla których jedynym sposobem posiadania potomstwa jest właśnie metoda in vitro. Bzdurne gadanie przy tym o jakimś niby „zabijaniu”, tj. o „marnowaniu” materiału rozrodczego, jest najzwyczajniej w świecie bezsensowną czczą gadaniną, ponieważ takie „marnowanie” odbywa się również w sposób naturalny przy każdym męsko-damskim zbliżeniu, a także poza nim! Wtedy, co prawda, nie mamy do czynienia jeszcze z zarodkiem, niemniej również chodzi o „materiał”, z którego owa zygota może powstać! A co z innymi, że się tak wyrażę, „pustymi” przebiegami kobiecego jajeczka? Co z nocnymi mimowolnymi polucjami chłopców i mężczyzn? Co z samogwałtami? Oczywiście, z pozycji religii ograniczającej ludzką wolę, to grzech i tym samym rzecz niedopuszczalna! Ale co zrobić, gdy jest, istnieje, a przez dopuszczających się tej „haniebnej” czynności tak postrzegana nie jest? Może stworzyć nową obowiązującą powszechnie obyczajowość, która strzegłaby naszej moralności w tym zakresie, hm?

    Powiem krótko: wszyscy natchnieni obrońcy życia, a tym samym rycerze jakiegoś boga, dajcie żyć! Jeżeli nawet jakiś bóg stworzył wszystko, co jest i nie jest, to również wyposażył nas w nasze zdolności, które mają nam służyć dla naszego dobra, a nie na zgubę. Nie bądźcie bardziej boscy od jakiegokolwiek boga, czy papiescy od samego papieża. Nie rozpatrujcie powoływania przez człowieka życia w kategoriach niewybaczalnego przestępstwa, bo to absurd! In vitro to nie zbrodnia, to pomoc niesiona przez człowieka drugiemu człowiekowi właśnie w imię życia! Bo wyobraźcie sobie świat za sto, czy dwieście lat i niemożność zajścia w ciążę przez wszystkie kobiety w sposób naturalny w wyniku np. jakiejś światowej epidemii. Co wówczas byście zrobili? Z równie szaloną zawziętością bronilibyście naturalnego sposobu prokreacji, zwalczając jedyną metodę gwarantującą przetrwanie ludzkości?

    P.S.

    Jako że pisałem już o tym jakiś czas temu, zainteresowanych tematem odsyłam do mojego tekstu z 26 czerwca 2012 roku. Oto link do tego wpisu:

http://dagome.blox.pl/2012/06/In-vitro.html

        14.03.2015 r.

12:35, adelmelua
Link Komentarze (2) »
piątek, 13 marca 2015

    Bez względu na to, jak korzystnie postrzegają i nazywają siebie ludzie należący do jednej wielkiej rodziny ludów słowiańskich, którzy dzisiaj, po koszmarze drugiej wojny światowej, wielbią i czczą nadal Adolfa Hitlera, tego groźnego szaleńca ze śmiesznym tyrolskim wąsikiem, jedno jest pewne i nie powinno podlegać dyskusji: wszyscy oni pozostają nieuleczalnymi kretynami! Nie dosyć bowiem, że niczego nie zrozumieli z ówczesnych uwarunkowań historycznych i planów Hitlera, to na dodatek nie wyciągnęli żadnych wniosków z tego, co się stało siedemdziesiąt lat temu i jaki los miał ostatecznie spotkać wszystkich Słowian. Powiem (napiszę) więcej: ludzie o poglądach faszystowskich, których nadrzędną cechą była i jest pogarda dla innych nacji – tych tzw. nie aryjczyków, których pogardliwie nazywają podludźmi, sami zasługują na pozbawienie ich miana istot człowieczych!

    Niestety, to, że wiemy, czym charakteryzują się i jaki mają program ludzie spod znaku swastyki, na nasze nieszczęście nie załatwia niczego, ponieważ nie przybliża nas w żaden sposób do mądrego i właściwego rozwiązania problemu pod nazwą faszyzm. Innymi słowy chodzi o to, że nadal nie wiadomo, tak naprawdę, co powinno się zrobić z ludźmi, którzy głoszą przekonania o czystości rasy i dominacji nad innymi, wynikających jakoby z ich wyższości.

    Czy to znaczy jednak, że powinno się biernie czekać na rozwój wypadków, jak w latach trzydziestych ubiegłego wieku? Odpowiedź przecząca wydaje się oczywista. Taka jednak odpowiedź niczego jeszcze na dobrą sprawę nie załatwia, nie tworzy żadnego programu, ona jedynie informuje nas o istniejącym zagrożeniu powyższym problemem. Dlatego w tym miejscu musi się pojawić podstawowe pytanie: Nie co możemy, ale co powinniśmy zrobić z tak myślącymi ludźmi, z tymi jawnymi szaleńcami, którzy nie mając wykształconych uczuć wyższych, posiadają zdolności empatyczne równe kolcom róży, czy parzącej pokrzywy? Co powinniśmy zrobić z tymi, którzy stają się propagatorami brutalnej siły i dominacji jednych ludzi nad drugimi w imię jakiejś szalonej wizji podziału rasowego? Czy ciężka praca w kamieniołomach, taka, aby im łój z dupy kapał podczas jej wykonywania, rozwiąże ten problem? Czy może izolowanie ich poprzez zamknięcie będzie lepsze? A może niesienie pomocy chorym, np. w hospicjum, okaże się skuteczniejsze? Albo pomoc tym, których się zwalcza przy jednoczesnym uświadamianiu, czym jest drugi człowiek? Czy ostatecznie, jeżeli wszystkie zaradcze a łagodne środki zawiodą, powinno się rozmawiać jedynie przy pomocy gumy i ciasnych drzwi? Muszę przyznać, że nie wiem, jakie rozwiązanie w tym wypadku mogłoby być najlepsze. Wiem za to jedno: że reagować należy już teraz, jeżeli nie chcemy koszmarnej powtórki z historii wkrótce. Brak bowiem dzisiaj reakcji i pozostawienie takich ludzi poza kontrolą, to nasza bierna zgoda na dojście wcześniej czy później do głosu demonów, uparcie jednak tkwiących w naszej naturze, pomimo wieków pracy nad sobą.

        13.03.2015 r.

08:50, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 10 marca 2015

    To, co nie tylko nas zabija, ale wcześniej ogłupia, to brak wiedzy. A im większy jej brak, tym konsekwencje tego w naszym życiu bardziej dojmujące. Bo o ile można sobie świetnie radzić i żyć bardzo długo bez wiedzy akademickiej, odnoszącej się np. do historii, matematyki, filozofii  czy choćby języków obcych, itd., itp., to już znacznie gorzej przedstawia się sprawa naszej niewiedzy w zakresie medycznym, szczególnie zaś w odniesieniu do naszego zdrowia. Gorzej i o tyle niebezpieczniej, że nierzadko dotyka nas w sposób szczególnie dotkliwy przez całe nasze życie. Więc choćby właśnie dlatego powinniśmy zrobić wszystko, co tylko możliwe w naszym zakresie, aby sobie nie szkodzić, zgodnie zresztą ze starą Hipokratesową maksymą: primum non nocere, co znaczy tyle, żeby być świadomym tego, co nam dolega i jak możemy sobie pomóc.

    Jakiś czas temu pisałem tutaj, że ćwierć wieku temu przyplątała się do mnie uciążliwa dolegliwość: nadkwasota i towarzysząca jej choroba owrzodzenia dwunastnicy. Po wizycie u gastrologa, który zakomunikował mi, że jest to choroba całego życia i powinienem się do niej przyzwyczaić, postanowiłem leczyć się sam. I wyleczyłem się dosyć szybko – głodówką! A ściślej głodówkami, ponieważ wykonałem ich kilka, tak dłuższych, jak i krótszych, podczas których wspomagałem się ziołami, sokami warzywno-owocowymi oraz wodą mineralną. Do dnia dzisiejszego mam spokój z tą męczącą przypadłością, a moja wizyta przed laty u gastrologa była pierwszą i jednocześnie przedostatnią. Ostatnią była gastroskopia potwierdzająca moje wyleczenie!

    Po latach wiem, że mimo popełnionych błędów, postąpiłem właściwie i gdybym mógł cofnąć czas, zrobiłbym podobnie. Z tą różnicą, że dzisiaj uniknąłbym pewnych błędów, które popełniłem po drodze w swojej niewiedzy, stając się niejako królikiem doświadczalnym we własnej sprawie. Wówczas jednak musiałem je popełnić, bo, jak to mówią: bez pracy nie ma kołaczy. W chwili obecnej jestem o wiele bogatszy w doświadczenia, ale tak jak wówczas, tak również dzisiaj jestem pewien jednego: wszystkie gnębiące nas przypadłości są uleczalne! Potrzebna jest tylko wiedza i konsekwencja w dążeniu do obranego przez nas celu, jakim jest nasze wyleczenie.

    Pytanie zatem, jakie powinno się tutaj pojawić, brzmi: Dlaczego w ogóle dotyka nas jakaś choroba, i nie tyle ostra, z którą można sobie poradzić bardzo szybko, a właśnie przewlekła, która gnębi nas latami, stając się niejako naszą niechcianą, lecz niezwykle upierdliwą towarzyszką życia? Myślę, ba – jestem tego pewien, że w wyniku niewłaściwej diety, a ściślej w wyniku braku w niej czegoś istotnego – jakichś witamin, jakichś makro- czy mikroelementów. Jeżeli więc tak się dzieje, a my o tym wiemy, droga wydaje się już prosta. Żeby nasz organizm powrócił do równowagi, aby ponownie osiągnął stan homeostazy należy zaaplikować mu właśnie owe brakujące elementy, których zabrakło mu w wyniku błędnej diety. Ale w tym momencie należy mu zaaplikować nie tyle przewidzianą dzienną dawkę danej witaminy, ale znacznie więcej – należy zaatakować chory organizm, podobnie jak to się dzieje w homeopatii, dawką uderzeniową! Bo tylko taka jej doza może przynieść pożądany i oczekiwany przez nas skutek w postaci wyleczenia.

   Proste? Jak najbardziej! Czy do zrealizowania? Oczywiście! Problem jedynie w ustaleniu tego, czego naszemu organizmowi brakuje i… możemy przystąpić do działania, tzn. do kuracji. Tyle.

    Z tym, o czym napisałem wyżej, można się oczywiście nie zgodzić, myślę jednak, że zastanowić się jednak warto. A kto będzie miał trochę odwagi, poszuka jakichś artykułów na temat np. witaminy C lewoskrętnej, witaminy D, której braki występują przy każdej chorobie przewlekłej, czy witaminy B3, która obniża poziom zarówno złego cholesterolu jak i trójglicerydów, myślę, że nie pozostanie obojętny. W myśl zresztą tytułu dzisiejszego wpisu.

     P.S.

   Dla zainteresowanych załączam adres interesującej strony, gdzie znajdziecie sporo ciekawych na ten temat informacji: http://www.akademiawitalnosci.pl/ 

           10.03.2015 r.

14:01, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2
O autorze
więcej: www.kiler.blox.pl kontakt: czaplinski@tlen.pl