RSS
czwartek, 31 grudnia 2015

           Dzisiaj ostatni dzień roku, czyli nic się nie kończy, tak jak i nic się nie zaczyna. Po prostu będziemy metrykalnie o jeden rok starsi – to wszystko. Dlatego akurat dzisiaj nie będę się rozpisywał, dzisiaj będzie niezwykle oszczędnie, niemniej, mam nadzieję, treściwie:

                                   Wspólny cel

            I znowu przeminęła wieczność –

w kolejnym życiu,

w odwiecznej wędrówce

do wspólnego celu –

            donikąd.

Pomimo tego minorowego nastroju, jaki niechcący wywołałem, życzę Wszystkim jak najwięcej jasnych chwil, wielu uśmiechniętych na co dzień ludzi wokół siebie, satysfakcji z życia, może więcej pieniędzy, ale zawsze, przede wszystkim i nade wszystko dużo zdrowia! A także wielu pozytywnych zmian w kraju♥.

– Piździoch na prezydenta! Ferdek na premiera! Albo odwrotnie – to i tak bez znaczenia. W końcu gorzej już być nie może.

To pisałem ja – od tego roku przedstawiciel gorszego sortu Polaków.

 31.12.2015 r.

09:26, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 29 grudnia 2015

        Zapewne dla wielu zabrzmi to dziwnie, wręcz może szokująco, ale rzeczywistymi twórcami antysemityzmu, oczywiście nieświadomymi i wbrew swoim intencjom, stali się Ewangeliści – twórcy czterech synoptycznych Ewangelii, w których Żydzi są oprawcami innego Żyda – Jezusa zwanego Chrystusem! To oni właśnie, wbrew faktom!, przedstawili arcykapłana Kajfasza oraz tłum żydowski jako tych, którzy wydali na niego wyrok, od czego wzbraniał się Poncjusz Piłat, który przecież, jak powszechnie wiadomo, był niezwykle łagodnym barankiem i zapewne dlatego, jako jedyny z wielu zarządzających rzymskimi prowincjami został odwołany do Rzymu za swoje wyjątkowo brutalne rządy.

            Innym przekłamaniem jest krzyż, na którym ów nieszczęsny Jezus zawisł. Nie dosyć że jego fałszywy kształt został niejako „narzucony” przez Konstantyna Wielkiego, który wprowadził go do ogólnej świadomości chrześcijan w wyniku snu, który miał przed bitwą, a w którym to śnie usłyszał, aby – bronił tego symbolu, to na dodatek w żadnej z czterech Ewangelii nie jest on ani razu wymieniony z nazwy (występuje jedynie jako słup!). Więcej – wszystkie naukowe doświadczenia z nim związane dobitnie świadczą o diametralnie innym jego kształcie, ponieważ zarówno ów tradycyjny krzyż, jak i w formie litery T, wykluczają użycie obu zarówno ze względów technicznych, jak i na skalę masową. A taka masowość jego użycia wówczas występowała!

Kolejne przekłamanie dotyczy rodziców Jezusa. O ile sprawa z matką jest jasna: bo albo urodziła go jako panienka, albo jako żona Józefa, ale w wyniku zdrady (obstawiam wariant pierwszy), o tyle sprawa ojcostwa jest już znacznie bardziej zagmatwana. Oczywiście, ojcostwo jakoby jakiegoś szemranego ducha, nawet świętego, można włożyć między bajki; szybciej już broni się teza, że jego ojcem był rzymski legionista fenickiego pochodzenia o imieniu Panhtera, w tamtym czasie mieszkaniec Sydonu. I nieważne przy tym, czy Maria była w tym momencie panienką, czy też już mężatką i w wyniku zdrady Józefa poczęła Jezusa, istotne, że dziecko tak w pierwszym przypadku, jak i w drugim, było z nieprawego łoża, co skutkowało jedną poważną konsekwencją: Jezus nie mógł pojąć za żonę żydówki, a jedynie gojkę; stąd właśnie w całej tej historii postać Marii Magdaleny, która również, podobnie jak ojciec Jezusa, była fenickiego pochodzenia.

Takich przekłamań i im podobnych w Nowym Testamencie jest znacznie więcej, ale o nich może innym razem, najlepiej przy okazji następnych świąt.

Ament.

29.12.2015 r.

09:49, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 27 grudnia 2015

         Czy coś takiego jak święta, jakiekolwiek, i wszystko to, co się z nimi wiąże jest uzasadnione i tym samym ma rację bytu? Czy człowiekowi potrzebne jest owo świętowanie, aby mógł odnieść swoje istnienie do czegoś transcendentnego i niewytłumaczalnego? Czy gdyby nie ten cały cyrk zbudowany na nieporozumieniach i przekłamaniach nasze życie byłoby niepełne, a tym samym uboższe? Może to zabrzmi w moim wykonaniu niewiarygodnie, ale odpowiedź na powyższe pytania wydaje się niezwykle prosta, bo tak naprawdę jedyna, jaka może tutaj paść: Oczywiście że tak! Pomijając mój, delikatnie rzecz ujmując, zdystansowany stosunek do świąt i w ogóle jakiegokolwiek świętowania, muszę stwierdzić, że tak właśnie by było  nasz świat bez całej tej świątecznej otoczki byłby z pewnością o wiele uboższy. Święta bowiem nie tylko mają to do siebie, że łączą ludzi, one również poprzez swoją obecność niejako nadają sens ludzkiemu istnieniu! Dzieje się tak, ponieważ człowiekowi wręcz niezbędne są złudzenia w trwaniu tu i teraz, żeby odpowiednio przygotować się do tego, co będzie tam i kiedyś.

          Ja również lubię złudzenia, tyle, że moje są innego rodzaju, obracają się w innych obszarach życia. Na przykład, że wybranką mojego serca jest Sharone Stone! Święta jednak, świeci ludzie, święta ziemia i w ogóle wiele świętości, to dla mnie naprawdę zbyt wiele! Zwyczajnie nie jestem tego w stanie ogarnąć!

            Tegoroczne święta przebiegły w nietypowej, bo właściwie wiosennej aurze. Nietypowej nie znaczy jednak że gorszej, a tym samym nieakceptowalnej. W końcu przyszło nam żyć podczas zmiany klimatycznej, więc oczywistością są tego konsekwencje. Raczej powinniśmy się do tego typu pogody przyzwyczaić, niż co roku utyskiwać – że zbyt ciepło, że śniegu nie ma itd., itp., tak jak to właśnie robią rodzice dwu-, trzy-, czy czterolatków, którzy ogromnie ubolewają, mówiąc, że, niestety, ale w świadomości ich malutkich szkrabów święta w ogóle nie kojarzą się ze śniegiem.

            Cóż, od siebie mogę jedynie dodać tyle, że Chrystus, o ile się nie mylę, również nie spędzał świąt – tym bardziej tych związanych ze swoją osobą! – w atmosferze obfitującej w ów biały puch. Dlatego nie myślę, żeby był to jakiś poważny powód do jakiegokolwiek lamentu. Więcej – niedługo pogoda zmienić się może do tego stopnia, że będziemy mogli niezwykle łatwo odtworzyć atmosferę sprzed dwóch tysięcy lat, kiedy to jakaś Marysia dziewica, więc zapewne królewna, powiła chłopczyka, dzięki któremu możemy dzisiaj świętować i opowiadać sobie ówczesne baje, a którego ojczym, jak wszystkim wiadomo, strugał w drzewie... najprawdopodobniej lipowym, bo cala ta historia zwyczajnie jedzie lipą!

            Ament.

            27.12.2015 r.

15:26, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
piątek, 25 grudnia 2015

Zamiast życzeń z okazji dzisiejszych złudzeń, mam kilka słów do uczniów (w końcu moje inicjały – J. C. – do czegoś zobowiązują!), tych, których naturalnie nie mam, ale których mógłbym mieć, gdybym wykonywał pracę zgodną z moim wykształceniem. A powiedziałbym im to:

            „Kochani – mam na imię Jarosław. Dzisiaj to o tyle popularne imię, że czasami skandowane jest na manifestacjach tzw. prawdziwych Polaków: Ja-ro-sław Pol-skę zbaw! Ja-ro-sław Pol-skę zbaw! – i  tak dalej, i tak dalej. Naturalnie, nie o mnie tutaj chodzi. Ja bowiem ani nikogo do tej pory nie zbawiłem, ani też nie zbawię – nawet siebie. Tamten Jarosław, o którego rzecz idzie, również, co prawda, nikogo nie zbawił i z całą pewnością nie zbawi, niemniej postrzegany jest przez wielu ludzi właśnie jako zbawiciel, tzn. zbawca narodu! A że już tu i teraz ma taką pozycję, więc nic w tym dziwnego i zaskakującego, że i w nieodgadnionej transcendentalnej przyszłości również tak będzie. Krótko mówiąc ja według wszelkich danych znajdę się w kotle, on z kolei będzie dbał o odpowiednią temperaturę mojego paleniska. W końcu jakieś prawo i sprawiedliwość muszą być! Tam również.

Przepraszam za ten nieco przydługi wstęp, najwyższy czas przejść w końcu do meritum, którym jest moja prośba do was: Jeżeli któreś z was będzie w potrzebie, również w kontekście pozaszkolnym, dzwońcie, przychodźcie do mnie bez względu na porę dnia i nocy; jeżeli któreś z was będzie potrzebowało rozmowy, porady w podjęciu jakiejś ważnej decyzji, w ogóle jeżeli ktoś z was będzie potrzebował jakiejkolwiek pomocy, przychodźcie – drzwi moje zawsze są i będą dla was otwarte.

Dlaczego o tym mówię? Ponieważ miałem kiedyś wasze lata i wiem, że ktoś taki jest potrzebny, szczególnie młodym ludziom właśnie w waszym wieku. Ja nikogo takiego nie miałem, chociaż niewątpliwie potrzebowałem. Dzięki niemu bowiem mógłbym bez wątpienia uniknąć kilku złych wyborów czy zachowań. Niestety, stało się inaczej. Dzisiaj jednak to już na tyle odległa przeszłość, że za późno na jakiekolwiek żale, tym bardziej, że nie miałyby nawet swojego adresata. Można jedynie wyciągnąć z tego wnioski i robić to, co próbuję zrobić, czyli być właśnie tym kimś starszym, kto podaje wam pomocną dłoń. Czy skorzystajcie z tego? – nie wiem, mam nadzieję, że jednak kiedyś się przydam.

Myślę, że nasze życie jest tak skonstruowane, iż każdy z nas w pewnym momencie potrzebuje pomocy drugiej osoby. Starsze osoby również. Wiek bowiem w tym obszarze naszego życia nie gra żadnej roli, on tutaj jedynie decyduje o innym charakterze naszych zmartwień i potrzeb. Dlatego pomocna rada tak czy inaczej właściwie zawsze jest niezbędna!

 O ile jednak takich jak ja, czyli ludzi starszych, chroni w pewien sposób życiowe doświadczenie, o tyle wy, póki co, jesteście bezbronni wobec wielu życiowych pułapek. I właśnie dlatego, jak nikt, potrzebujcie owej pomocnej dłoni! Doświadczenie bowiem, którym przecież w tym momencie jeszcze nie dysponujecie, to spojrzenie na życie z innej perspektywy – pełniejszej, co niewątpliwie pozwala uniknąć pewnych błędów wynikających przede wszystkim z młodego wieku. Dlatego właśnie, mając to na względzie, moje niniejsze słowa, a także przedstawiona wcześniej propozycja.

            Nie powiem, że różniłem się od większości z was i w jakiś wyjątkowy sposób kochałem szkołę i może dzięki temu nie miałem żadnych zmartwień i rozterek z nią związanych. Bo to nieprawda! (Napisałbym na ten temat więcej, ale nie byłoby to dobrze ocenione, więc przemilczę tę kwestię.) Zawsze jednak było tak, że lubiłem się uczyć, tzn. czytać. Mam tak zresztą do dzisiaj. Dlatego was również namawiam do zdobywania wiedzy tą drogą. I to za wszelka cenę! A wiecie dlaczego? Dlatego, żeby nikt nie wciskał wam przysłowiowego kitu i nie zrobił z was w przyszłości wała, tzn. prostego głupka. Oczytanie bowiem ochroni was przed tym!

            Jest jeszcze coś, o czym muszę wam tutaj powiedzieć: stawiajcie sobie coraz większe wymagania. Nie zadowalajcie się bylejakością i tanim gustem. Oczywiście, zawsze będą istniały takie zespoły jak Weekend czy Bayer Full i takie piosenki jak – (…) majteczki w kropeczki, ło ho, ho, ho! Dawniej bowiem również śpiewano o kropeczkach, tyle, że o wiele subtelniej: Biedroneczki są w kropeczki i to chwalą sobie, rzecz jednak w tym, żeby przy okazji nie sprzyjać prostackim wręcz gustom i nie iść na łatwiznę. Wierzcie mi – łatwizna ma to do siebie, że albo bardzo rzadko, albo też nigdy nie daje satysfakcji. A przecież człowiek szczęśliwy, to ktoś usatysfakcjonowany! Prawda?

            Chciałbym, żebyście byli usatysfakcjonowani.”

            25.12.2015 r.

12:13, adelmelua
Link Komentarze (2) »
czwartek, 24 grudnia 2015

Wiedziałem, że po Jarosławie Kaczyńskim i jego politycznej organizacji można spodziewać się wszystkiego, co najgorsze, byłem jednak przekonany, że przez dwadzieścia sześć lat udało nam się stworzyć na tyle mocne podstawy prawne pewnych instytucji państwowych, że próba zamachu na nie, dokonana przez kogokolwiek, zwyczajnie się nie powiedzie! Jak widać okazałem się po raz kolejny naiwniakiem. Dzisiaj bowiem, po dojściu do władzy popaprańców z PiS-u z goryczą konstatuję, że 26-letni dorobek demokratycznego państwa zwyczajnie można wrzucić do kosza i zacząć rządzić tak, jak się uzna za stosowne, cofając nas przy tym do epoki głębokiego socjalizmu. Okazało się bowiem, że nic nie jest na tyle trwałe i mocne, aby  nie można było tego obalić i zniszczyć. Tak jak to się właśnie dzieje na naszych oczach z Trybunałem Konstytucyjnym.

Taki sposób prowadzenia polityki nie prowadzi oczywiście do niczego dobrego. Bo albo o dalszym naszym losie zadecyduje ulica, która zmusi pacynkę pana prezesa do ogłoszenia wcześniejszych wyborów, albo znajdzie się w pewnym momencie liczna i odpowiedzialna grupa posłów PiS-u, którzy zbuntują się przeciwko tak prowadzonej polityce, i mówiąc: Dosyć!, opuszczą szeregi tej organizacji, co oczywiście będzie równoznaczne z tym, że rządzący utracą większość w sejmie, a tym samym możliwość sprawowania władzy. Oczywiście pod warunkiem, że nikt z ugrupowania Kukiz ’15 nie zostanie przeciągnięty na ich stronę.

Nie wiem, który scenariusz ziści się szybciej. Jedno jest pewne: dla naszego dobra któryś z nich powinien spełnić się jak najszybciej! Bo im dłużej trwać będzie ta polityczna hucpa, im dłużej szaleńcy z PiS-u będą dewastować ten kraj, tym boleśniej to odczujemy w przyszłości i tym dłużej będziemy wychodzić  z tego szaleństwa, jakie gotują nam nasi pobratymcy.

Przy okazji tego bezprawnego demontażu państwa, z jakim mamy właśnie do czynienia, okazało się, że tak naprawdę nic nas nie chroni przed szaleństwem polityków, przed ich niedemokratycznymi zapędami, przed ich małością i nikczemnością. Tylko czy rzeczywiście tak jest, naprawdę jesteśmy bezbronni przed ich nieprzewidywalną działalnością? Naprawdę jesteśmy bezwolni i skazani na ich wolę?

Zawsze wychodziłem z założenia, że z każdej sytuacji jest wyjście – nawet z pozoru beznadziejnej, więc z tej też musi być! Pytanie brzmi: Jakie ono jest w naszym przypadku? Bo jakoś nie chce mi się wierzyć, że w ogóle go nie ma! A jeżeli rzeczywiście nie ma, to znaczy, że rządzący do tej pory po prostu należycie o to nie zadbali. I z tego tytułu mogę mieć do nich pretensje. I mam! Dlatego w najbliższej przyszłości, po odsunięciu PiS-u od władzy, należy jak najszybciej wprowadzić takie uregulowania prawne, które skutecznie zabezpieczą nas na przyszłość przed wszelkiej maści uzurpatorami, którzy zechcą nam budować swój chory, pokręcony raj. W innym przypadku zawsze będziemy się miotać pomiędzy Targowicą, a bezhołowiem.

24.12.2015 r.

09:10, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 22 grudnia 2015

Donek: Cholera! No i znów nie chcą brać. Chyba w końcu zarzucę to wędkowanie.

Jaro: I tym się właśnie różnimy.

Donek: To znaczy?

Jaro: Ja się tutaj relaksuję, Donek, nie muszę nic złowić, ty jednak zawsze musisz coś z tego mieć. Nic bezinteresownie.

Donek: Jak zwykle przesadzasz. Po prostu chodzi mi o to…

Jaro: (ze śmiechem) Żeby nie wpaść w błoto.

Donek: Chyba że błoto, to złoto.

Jaro: A nie mówiłem? Cały ty – zawsze lisek chytrusek.

Donek: Chodzi mi o to, że już zdrowie nie to, żeby tak bezproduktywnie tutaj wysiadywać. Gdyby nie to, że ciebie tutaj spotkam, już dawno dałbym sobie spokój z przyłażeniem tutaj.

Jaro: Może mam być ci za to wdzięczny, co?

Donek: Daj spokój! Po prostu lubię z tobą pogadać. Dzisiaj. Bo kiedyś… Sam wiesz najlepiej, jak było…

Jaro: Aż za dobrze wiem, farbowany lisie!

Donek: Znowu zaczynasz? Jeszcze ci nie przeszło po tylu latach?

Jaro: I nie przejdzie. Nigdy! Za bardzo mnie upokorzyłeś, cwaniaczku.

Donek: Kto mieczem wojuje, ten od miecza ginie. Chociaż może powinienem powiedzieć – kto z Mieciem wojuje, ten od Miecia ginie. Powinieneś o tym pamiętać – szczególnie gdy poległeś z bratem w walce z Mieciem Wachowskim. Poza tym ja tylko starłem się uświadomić ci, że nie jestem bezbronnym workiem bokserskim. I tyle. Zresztą, sam wiele robiłeś, żeby się upokorzyć.

Jaro: Ja? Niby co takiego?

Donek: Z jakąś dziwną maniakalną wręcz satysfakcją ustawicznie dzieliłeś Polaków na lepszych i gorszych, polaryzowałeś scenę polityczną, antagonizowałeś ludzi, więc się nie dziw, że nie byłeś dobrze oceniany. Kto sieje wiatr, ten zbiera burzę – to proste.

Jaro: Wszystko, co robiłem, czyniłem dla ich dobra!

Donek: Według swoich kryteriów.

Jaro: Oczywiście że moich! A co, może miałem realizować plany cwaniaków i hochsztaplerów?

Donek: Nie w tym rzecz, dobrze o tym wiesz.

Jaro: Właśnie że nie wiem. Wyjaśnij mi, mądralo.

Donek; Chodzi o twoje dyktatorskie zapędy, obrażanie Polaków…

Jaro: O czym ty mówisz? Jakie obrażanie?

Donek: A kto powiedział: W Polsce jest taka fatalna tradycja zdrady narodowej. To jest w genach niektórych ludzi, tego najgorszego sortu Polaków, może ja?

Jaro: Bo tak jest, powiedziałem tylko prawdę!

Donek: Swoją prawdę! Nie tą obiektywną i uniwersalną. Dlatego ostatecznie przegrałeś. A wiesz, co było dla mnie ciekawym doświadczeniem? Do roku 2015 wiedziałem, że nie umiesz przegrywać, od końca tego właśnie roku dotarło do mnie, że nie umiesz również wygrywać. Żeby tak koncertowo rozpieprzyć swoje ugrupowanie, naprawdę trzeba mieć talent!

Jaro: Zawsze mieliśmy wielu wrogów…

Donek: To prawda – oprócz twoich wyznawców, to tylko jakieś 80 procent społeczeństwa. Problem jednak w tym, że twoim największym wrogiem byłeś ty sam. Nigdy nie udało ci się niczego zbudować, zawsze musiałeś wszystko zrujnować.

Jaro: Gadaj zdrów!

Donek: Nawet dzisiaj, po tylu latach nie potrafisz tego przyjąć do wiadomości. Cały ty! A wszystkiemu winne są twoje cechy charakterologiczne, które każą ci iść na wojnę z każdym, kto się z tobą nie zgadza. Bo przecież ty zawsze wszystko wiesz najlepiej! Nigdy się nie mylisz, a twoje decyzje mają moc orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego, prawda?

Jaro: Psycholog się znalazł od siedmiu boleści!

Donek: Nie chodzi o psychologię, tylko o trzeźwy polityczny osąd. Bo te cechy, które ty posiadasz, tak naprawdę nigdy nie predestynowały cię do jakiegokolwiek politycznego zwycięstwa. Szedłeś w górę na fali populizmu, frustracji, kołtuńskiego katolicyzmu i nietolerancji pewnej części społeczeństwa. Dlatego, jeżeli w ogóle istniałeś na scenie politycznej tak długo, to tylko dlatego, że znajdowałeś się w permanentnej opozycji. Tylko wtedy bowiem mogłeś skupić wokół siebie, oprócz swoich sztabowców naturalnie, tych wszystkich rozczarowanych, skołowanych i sfrustrowanych ludzi. Bo tylko oni tworzyli twoje polityczne paliwo. Gdy tego zabrakło w chwili twoich rządów, ujechać daleko już nie było można. I, najkrócej rzecz ujmując, wszystko się zesrało! Aha – dodatkowo jeszcze pogrążyła cię ta twoja dwójka kiepskich artystów – pacynka i kukiełka, które zostały przez ciebie wypromowane. Pierwsza coś tam sobie cichutko dziergała na szydełku, więc mało było ją widać, druga z kolei tak nieudolnie pełniła swoje obowiązki, że klękajcie narody – koszmar! Stąd zresztą później Trybunał Stanu dla niej.

                                   Po chwili milczenia.

Jaro: Ty przyszedłeś tutaj wędkować, czy tylko po to, żeby mnie denerwować?

Donek:  Pudło: ani to, ani to – przyszedłem ci po prostu podziękować.

Jaro: Podziękować? To coś nowego.

Donek: Chciałem ci podziękować za te wszystkie lata twoich ataków na moją skromną osobę. Bez tego nigdy bym tak długo nie rządził, a i zapewne nie wylądowałbym ostatecznie w Brukseli.

Jaro: Zawsze grałeś na siebie, cwaniaczku. Ja, jeżeli ci nawet w tym pomogłem, to niechcący i w bardzo ograniczony sposób.

Donek: Nie doceniasz jednak swoich zasług. Bo to nie może być przecież skromność! W końcu skromni ludzie nie myślą o swoim pochówku na Wawelu.

Jaro: O czym ty mówisz?

Donek: Nie czaruj! Mówię o tym, co będą próbowali zrobić twoi sztabowcy do spółki z dyrektorem Rydzykiem i hierarchią kościelną po twojej śmierci.

Jaro: Wymyślasz, jak zwykle.

Donek: Tylko mi nie mów, że o tym nie myślałeś, bo i tak ci nie uwierzę.

Jaro: Jeżeli nawet jest tak, jak mówisz, to, że tak powiem, na dzisiaj mało realne.

Donek: Ale nie niemożliwe! W końcu twój brat tam spoczywa – bliźniak! A to, sam przyznasz, nie jest bez znaczenia. Takich braci się nie rozdziela, również po śmierci.

                                   Dłuższe milczenie.

            No co nic nie mówisz? Mylę się?

Jaro: Nie wiem, co przyniesie przyszłość…

Donek: Ty nie wiesz? Taki wybitny strateg? Nie wierzę!

Jaro: To prawda – chciałbym leżeć obok Lecha. Ale oczywiście niekoniecznie na Wawelu.

Donek: Tylko że on tam właśnie jest, co?

Jaro: Właśnie.

Donek: Mógłbyś przenieść jego szczątki do rodzinnego grobowca.

Jaro: Uchowaj Boże! Nie mógłbym mu tego zrobić.

Donek: Więc sam widzisz – krypta braci Kaczyńskich na Wawelu jest jak najbardziej realna.

Jaro: Jeżeli taka będzie wola nieba…

Donek: Tak – tak (nucąc piosenkę M. Jackowskiego), oprócz błękitnego nieba nic mi dzisiaj nie potrzeba… No, ale na mnie już czas. I tak się zasiedziałem, a nie wziąłem ze sobą leków. Do następnego!, panie prezesie.

            Jaro nie odpowiada. W tym momencie jest myślami bardzo daleko stąd – na Wawelu. Oczyma wyobraźni widzi dwa katafalki – jeden obok drugiego, a na nich dwa marmurowe grobowce: swój oraz brata i jego żony. Słowem pełnia szczęścia!

             22.12.2015 r.

13:36, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 20 grudnia 2015

Stało się – zamiast trwałego pomnika, może nie od razu ze spiżu, ale chociaż z dobrego kamienia, będzie jakaś pokraka stworzona z niechęci, złości i nienawiści. Tyle bowiem osiągnie ów wielki strateg od siedmiu boleści – Jarosław Kaczyński. Ale nie może być inaczej skoro od dawna ów geniusz próbuje budować z dymu.

Gdyby ktoś mnie zapytał, jak pozbyć się z naszej sceny Prawa i Sprawiedliwości, odpowiedziałbym krótko i zgodnie z tym, co obserwuję na co dzień: należy dać im władzę! Resztę, chłopaki, załatwią już sami. Na tej samej zasadzie, co małpy, które obdarowane brzytwami, zamiast się ogolić, pocięłyby się nimi. Krótko mówiąc efekt końcowy w obu przypadkach byłby więc taki sam: i tu, i tu sporo ofiar. O ile jednak tych ostatnich ewidentnie byłoby mi żal, o tyle ci pierwsi zasługiwaliby na swój los. Więcej – oni na niego zasługują! Tyle w nich bowiem buty, arogancji i zwykłego chamstwa, że wystarczyły niecałe dwa miesiące ich rządów, a zdecydowanie większa część społeczeństwa ma ich już serdecznie dosyć. Udało im się w krótkim czasie osiągnąć to, czego nie mogli dokonać przeciwnicy polityczni przez lata: nie tylko zjednoczyli opozycję parlamentarną przeciwko sobie, ale zainicjowali również oddolne powstanie ruchu społecznego, który w każdej chwili jest w stanie w większości większych miast wyjść na ulice w proteście do rządzących, którzy próbują zawłaszczyć państwo w wielu jego newralgicznych obszarach. I robią to nie tylko w sposób prostacki i nachalny, ale, co istotne, dokonują tego pod osłoną nocy, jakby mieli coś do ukrycia i w obawie, że ktoś te ich ruchy sparaliżuje.

Nie będę pisał, z czym takie działania mi się kojarzą, bo wszystkim trzeźwo myślącym ludziom kojarzyć się muszą źle, napiszę jednak, z czego takie uprawnianie polityki się bierze. Otóż wyrasta ono bezpośrednio z charakteru owego guru – zakompleksiałego „człowieczaka”, który źle się czuje, gdy kogoś nie obrazi, nie zaklasyfikuje według własnego uznania do jakiejś z reguły podłej grupy ludzi, tylko dlatego, że ośmielają się myśleć inaczej niż pan prezes. Ostatnio dał zresztą tego kolejny przykład, mówiąc: W Polsce jest taka fatalna tradycja zdrady narodowej. To jest w genach niektórych ludzi, tego najgorszego sortu Polaków. Prezes powiedział, więc tak jest i nie ma od tego odwołania! Wynika to z  faktu, iż on nie tylko wie, co mówi, ale również z tego, że ten geniusz w ogóle nigdy się nie myli!

I tym sposobem – według tak dziwacznej kategoryzacji dokonanej przez Jarosława Niemądrego (Jarosław Mądry już był, więc wakat na pozycji przeciwstawnej był do wykorzystania.) – znalazłem się, chcąc nie chcąc, w tej gorszej kategorii Polaków. Na szczęście nie jestem tutaj odosobniony – razem ze mną jest zdecydowana większość Polek i Polaków. Czy to powód do dumy? Tak naprawdę nieistotne, ważne, że  jest się  ogóle w grupie, a nie poza nią, bo w grupie nie tylko raźniej, ale w niej też siła! Zatem im więcej nas, tym jesteśmy silniejsi. A to już jest ważne, ponieważ dobrze wróży na przyszłość. Mam nadzieję, że już tą najbliższą

20.12.2015 r.

20:51, adelmelua
Link Komentarze (2) »
piątek, 18 grudnia 2015

Od tego momentu, o którym poniżej, minęło dziewięć pełnych lat, a ja nie tyle odnoszę wrażenie, ile mam w zasadzie pewność, że nic się nie zmieniło, czas dla niektórych jakby stanął w miejscu – przynajmniej ten polityczny. A oto dlaczego:

„Na każdym kroku słychać nawoływania do walki z tzw. układem oraz negowanie dorobku III RP. Ten natomiast, kto broni jej dokonań, z całą pewnością  przynależy oczywiście do tegoż układu! Czy słusznie? Naturalnie że nie! Ale przedstawianie w taki sposób rzeczywistości jest wygodne dla rządzących – fakty w takiej sytuacji się nie liczą. Kłamstwo bowiem, choćby kuriozalne, również staje się prawdą, tyle, że musi zostać jedynie po wielokroć powtórzone. Potem jest już z górki!

To, co nas właśnie spotkało po objęciu rządów w Polsce przez Prawo i Sprawiedliwość jest doskonałym zaprzeczeniem nazwy tej partii, mamy bowiem do czynienia raczej z obrazem bezprawia i sprawiedliwości niezmiernie wypaczonej. Na szczęście pomimo powtarzania w kółko różnych kłamstw, oszczerstw i wszechobecnej zwykłej głupoty, istnieją fakty, których zignorować po prostu się nie da. A fakty są takie: Weszliśmy do UE, jesteśmy w NATO, nasza gospodarka rozwija się, czego efekty są widoczne na co dzień, co z kolei, tak na marginesie, dyskontuje obecny rząd(!); ponadto zdusiliśmy inflację na samym początku przemian ustrojowo-gospodarczych, że już nie wspomnę o dobrze prowadzonej polityce zagranicznej. Teraz nie tylko wszystko jest negowane i potępiane w czambuł, ale, co gorsza, próbuje się niweczyć cały 15-letni dorobek w tym zakresie. Bo przecież III RP była zła, niedobra i odpychająca, czy wręcz nawet obrzydliwa! Dlatego teraz rządzimy my – prawdziwi polscy patrioci!; my bowiem jesteśmy „prawdziwymi” Polakami!; my mamy patent na nieomylność! Tylko my wiemy, czego nasi rodacy potrzebują i jesteśmy w stanie im to dać! Tylko my! My! My! My! Ja, gdy słyszę taką retorykę, mam wszystko w d. i podsumowuję taki stan rzeczy jednym krótkim zdaniem:

– A PiS wam mordę lizał, popaprańcy!

Myślę, że właśnie osiągnęliśmy dno – polityczne dno. Ale zamiast odbić się od niego – co nie tylko byłoby zrozumiałe, ale też konieczne! – podejrzewam, że wraz z upływem czasu będziemy się w nim coraz bardziej pogrążać. Bo dno okaże się niezmiernie muliste, niestety.”

Tak pisałem w październiku 2006 roku. Dzisiaj, prawie dekadę później, przyszło mi przeżywać deja vu. Zaskoczenie? W zasadzie powinienem napisać, że żadne. A to dlatego, że tak naprawdę przewidywalne. W końcu zawsze wiadomo, gdy ma się z wariatem do czynienia, jak głupek zareaguje: w sposób idiotyczny i niewytłumaczalny. Dlatego dzisiaj, najkrócej rzecz ujmując, skomentuję naszą obecną sytuację następująco: Świat, nasz świat jest taki, jacy my jesteśmy – ani bardziej piękny, ani bardziej szkaradny. Szkoda tylko, że coraz trudniej w nim wytrzymać.

18.12.2015 r.

12:30, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
środa, 16 grudnia 2015

    Kiedyś, tak mniej więcej do 15/16 roku życia nie wyobrażałem sobie przyszłości bez piłki nożnej. Oczywiście, wiedziałem, że istnieją inne dyscypliny sportowe, oglądałem je, czytałem o nich, jednak tą najważniejszą była gra w tzw. „gałę”! Tak się jednak działo tylko do czasu, do momentu, aż pojawiły się w moim zainteresowaniu szachy, tenis stołowy, czy choćby brydż i to, że z każdym rokiem stawałem się w swoich wyborach coraz bardziej dojrzalszy, co ewidentnie zaczęło rzutować na podejmowane przeze mnie decyzje.

Oczywiście, nadal było tak, że interesowałem się piłką nożną, nadal zdarzało mi się, co prawda niezwykle sporadycznie, biegać za nią, teraz jednak stawałem się raczej bardziej kibicem niż człowiekiem, który marzy o karierze piłkarza. Aż w końcu dotarłem do trzydziestki i – futbol przestał odgrywać w moim życiu istotną rolę.

Dzisiaj w zasadzie do piłki tzw. kopanej czuję zwyczajną niechęć! Dzisiaj postrzegam tę dyscyplinę sportową nie tylko jako najbardziej korupcjogenną, ale, co nie mniej istotne, również jako tą, która niewiele ma wspólnego z zasadami fair play obowiązującymi w sporcie! Dzisiaj bowiem piłkarz, tzn. „dobry” piłkarz, to taki człowiek, który będzie potrafił nie tylko dokładnie podać piłkę do kolegi z boiska, ale również, a może nawet przede wszystkim, to aktor, który ma świetnie upaść, najlepiej w polu karnym przeciwnika, i sprokurować rzut karny! Dzięki bowiem takiej nieuczciwej zagrywce można zwyczajnie wygrać mecz. Że nieuczciwie? A kogo to!? Przecież tak naprawdę tylko to się liczy – właśnie wygrana! Za wszelką cenę, niestety.

Dzisiaj jest tak, że mecze nie tylko bardzo rzadko mnie fascynują, one znacznie częściej wręcz mnie irytują! Szczególnie wtedy, gdy gra jest nieporadna, byle jaka, a walka na boisku markowana. Oczywiście to nie znaczy, że jestem śmiertelnie obrażony na piłkę nożną do tego stopnia, że w ogóle nie będę oglądał Mistrzostw Europy. Będę! Zapewne nie wszystkie mecze, ale jakąś ich część zobaczę. A to dlatego, że liczę na naszą reprezentację i że osiągnie najlepszy wynik w historii swoich występów na tej imprezie. Złośliwi powiedzą naturalnie, że tak naprawdę to nic trudnego – w końcu naszej reprezentacji nigdy nie udało się przebrnąć nawet pierwszej rundy. To prawda. Ja jednak tę reprezentację postrzegam inaczej. Tak jak mówiłem zaraz po objęciu funkcji trenera naszej reprezentacji przez A. Nawałkę, że znajdziemy się ok. 30. miejsca w rankingu FIFA, tak teraz twierdzę, że po Mistrzostwach Europy istnieje realna szansa, aby znaleźć się w okolicach miejsca piętnastego! Warunek podstawowy, jaki musi być przy tym spełniony, to przede wszystkim wyeliminowanie słabych punktów w naszej reprezentacji. Bo takie, niestety, są nadal – choćby Peszko czy Jodłowiec. Gdy ten warunek zostanie spełniony, istnieje realna szansa, aby z tą reprezentacją zajść naprawdę daleko!

16.12.2015 r.

09:28, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 13 grudnia 2015

Wraz z religią monoteistyczną stworzyliśmy również postać Szatana, zapewne jako przeciwwagę dla Boga. Oczywiście słabszego w swoich możliwościach od tego ostatniego, niemniej na tyle silnego, że należy się z nim liczyć, choćby z racji tego, iż ustawicznie wodzi nas na pokuszenie. W tym bowiem tkwi jego siła i potęga, której nie wolno sobie lekceważyć! Bo o ile modlimy się do pierwszego, uznajemy Jego potęgę, Jego sprawczą moc, o tyle ten drugi, paradoksalnie, niezwykle intensywnie obecny jest w naszym życiu. Dzieje się tak w zasadzie z jednego powodu: zło immanentnie związane z nami jest o wiele bardziej intrygujące niż dobro, które wydać się może dla wielu mdłe, nijakie, w ogóle mało, albo w ogóle nie inspirujące. Stąd nasza ustawiczna walka z nim (złem), próba jego zwalczenia i ostatecznego zwyciężenia!

To, że Szatan pojawił się w naszej kulturze wraz z monoteistycznym Bogiem nie jest wcale przypadkowe, to konsekwencja naszego myślenia o sprawach dobra i zła, o kontrastach, jakie niesie po prostu zwykłe ludzkie życie. Obaj jednak są podobnie wszechmocni i potężni, ponieważ obaj tkwią w naszej naturze pospołu. Z tą jedynie różnicą, że jeden jest uosobieniem miłości i życia jako takiego, również tzw. wiecznego, drugi natomiast pozostaje personifikacją drzemiącego w człowieku wcielonego zła. Dlatego pytanie, jakie się tutaj musi pojawić, brzmi: Który ostatecznie z nich zwycięży? A może już zwyciężył?!

Myślę, iż można przyjąć z dużym prawdopodobieństwem, że gdyby nie szkodliwa działalność Szatana, to z całą pewnością człowiek – ta doskonała przecież istota(!) już dawno osiągnęłaby zapowiadany przez różnego autoramentu cwaniaków ów mityczny raj, czy też koraniczny Ogród, gdzie w dole płyną strumyki.

Oczywiście, człowiek nie rodzi się z gruntu zły, wręcz przeciwnie – przychodzi na świat pełen dobrych cech, a z czasem również uświadamianych pozytywnych intencji. To wychowanie w czasie dzieciństwa i okresu młodzieńczego potrafi nas, że się tak wyrażę, niewłaściwie uformować, co później w dorosłym już życiu skutkuje nierzadko naszym negatywnym postępowaniem. Jednak początkowo tablica, owa nasza tabula rasa, jest czysta, nie skażona żadnym egzystencjalnym błędem! Zatem pytanie, jakie w tym momencie musi paść: która strona ostatecznie w nas zwycięży?, chcąc nie chcąc pozostaje bez odpowiedzi, co w zasadzie powinno nas skłaniać do konstatacji, że w naszej ludzkiej historii mamy do czynienia jednak ze znacznie większą ilością czarnych dziur, niż tylko tymi odnoszącymi się do kosmosu. Przy czym należy mieć nadzieję, że ludzi dobrej woli, jak śpiewał niezapomniany Czesław Niemen, będzie jednak w ostatecznym rozrachunku znacznie więcej, niż tych pozostających po drugiej, tej ciemnej stronie mocy, co jednoznacznie, oczywiście, przechyli szalę zwycięstwa na korzyść dobra.

             13.12.2015 r. 

09:14, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2
O autorze
więcej: www.kiler.blox.pl kontakt: czaplinski@tlen.pl