RSS
poniedziałek, 30 listopada 2015

          Czy tylko nasi politycy nadają się do wora i za burtę? Oczywiście że nie! To samo bym zrobił z wieloma zachodnimi, za ten bałagan poniżający nas wszystkich, zarówno mieszkańców Europy, jak i przybyszów pochodzących z Bliskiego Wschodu i Afryki. Bo zawiedli! Zawiedli nie tylko w sprawie Afganistanu, Libii, Palestyny, Ukrainy czy Syrii, zawodzą od lat niemal wszędzie! Dzisiaj konsekwencje ich polityki zaniechania odczuwa cała Europa, podobnie jak odczuł podobną politykę cały niemal świat siedemdziesiąt sześć lat temu.

         Ktoś może powiedzieć, że to tylko ludzie, nie mogli przecież przewidzieć takich zdarzeń, z jakimi mamy właśnie do czynienia. Odpowiem krótko: Nieprawda! To znaczy – prawda o tyle, że to faktycznie tylko ludzie a nie bogowie, nieprawda już jednak, że nie mogli zrobić w swoim czasie znacznie więcej, kiedy nie było jeszcze za późno i był odpowiedni czas na właściwą reakcję. To, że są „tylko ludźmi” nie tłumaczy ich krótkowzroczności! Oni bowiem są po to reprezentantami swoich narodów, dlatego biorą niemałe w końcu pieniądze za swoją pracę, żeby nie tylko zmagali się skutecznie z problemami, które dzieją się na naszych oczach, ale żeby również wielu z nich zapobiegali! Jeżeli tego nie potrafią, powinni jak najszybciej odejść z polityki, żebyśmy mogli postawić na tych, którzy staną na wysokości zadania, którzy będą skuteczni, tzn. podołają wyzwaniom naszych czasów.

To prawda, obecnie nie znajdujemy się w komfortowej sytuacji nie tylko jako Europa, ale w ogóle jako świat, problemów bowiem i związanych z tym wyzwań jest ogromna wręcz ilość. Bo to i ocieplenie klimatu, i zanieczyszczenie powietrza, i coraz częstsze braki wody, i problem migracyjny, itd., itp. Dlatego to, co niezmiernie ważne w tym momencie, to przede wszystkim uświadomienie sobie skali zagrożeń i powzięcie niezbędnych decyzji, aby temu przeciwdziałać, a nie ustawicznie próbować jedynie zamiatać problemy pod jakikolwiek dywan – tym bardziej dywan  pochodzący z Bliskiego Wschodu. Bo to nie tylko niczego nie rozwiązuje, ale, co gorsza, zwiększa jedynie skalę zagrożenia.

Wiele rzeczy na pierwszy rzut oka może wydawać się trudnych, ale są takie dopóty, dopóki, oczywiście, nie staną się one łatwe. Ale żeby takie właśnie się stały należy coś zrobić. W naszej sytuacji, tak myślę, w pierwszej kolejności, jeżeli chodzi o terroryzm, należy przede wszystkim sprecyzować związane z tym zagrożenia, następnie wyznaczyć plan działania i być w dążeniu do jego realizacji po prostu konsekwentnym. A więc: należy jak najszybciej przywrócić kontrole na granicach – na jakiś czas naturalnie; poza tym służby specjalne różnych krajów powinny ściślej ze sobą współpracować, wymieniając się informacjami, również w sprawach osób podejrzewanych o terroryzm, które przez nikogo nie niepokojone, powracają, jak gdyby nigdy nic, z rejonu walk na Bliskim Wschodzie do swoich domów, czy to w Anglii, Francji, Niemczech, czy innych krajach europejskich, by dalej wieść życie spokojnych obywateli – aż do momentu naturalnie, gdy taki „uśpiony” na jakiś czas radykał islamski ponownie się uaktywni; ponadto powinny zostać utworzone Światowe Siły Szybkiego Reagowania (mogą być w ramach NATO), które, po opracowaniu strategicznego planu dokonają zmasowanego ataku na pseudo-państwo islamskie przy pomocy lotnictwa i dronów; następnie po zepchnięciu przeciwnika na niewygodne dla nich tereny, powinno się dokonać reszty przy udziale napalmu, ale tak, aby pozostał po nich jedynie pobitewny pył. Przy czym, to okrutne co napiszę, ale tak właśnie uważam, w tej walce nie należy brać jeńców, nie rozmawiać, nie pieprzyć o prawach człowieka, ponieważ tym ludziom one po prostu się nie należą. Myślę, że nie tylko dla mnie – oni po prostu nie są ludźmi!

30.11.2015 r.

10:52, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
sobota, 28 listopada 2015

 

Byłem! Dzisiaj, co prawda, nadal jestem, ale słabo, niewyczuwalnie. Kiedyś na pewno byłem bardziej, tzn. bardziej wyczuwalnie! Pamiętam ten czas. Chociaż to było naprawdę dawno. Dawno w kategoriach ludzkiego życia, naturalnie. Niedawno – w kategoriach czasu. To było w czasach wolności kształtów i treści. W czasach dowolności! (Były takie czasy.) Mogłem wtedy wszystko. O wszystkich i wszystkim. Byłem pełen życia. Byłem życiem! Dzisiaj… dzisiaj jedynie istnieję. Dzisiaj bowiem nadszedł On – Wielki Regres! Budowniczy Geniusz! Ojciec sierot! Naczelnik narodu! A wraz z Nim przyszli oni – Jego wierni sztabowcy. Twardzi i nieustępliwi, zapoczątkowując terror na niespotykaną dotąd skalę. Widziałem w ich oczach snopy nienawiści i nieprzejednania, a także grymas szaleńczego, bezmyślnego wręcz okrucieństwa. Na twarzach natomiast odczytywałem jedynie pragnienie totalnej destrukcji. Za wszelką cenę.

Potem stało się to, co było do przewidzenia: przy coraz bardziej słabnących z dnia na dzień protestach, wywlekli mnie któregoś dnia z domu i zadecydowali, że moje miejsce jest po innej stronie życia, tej gorszej, napiętnowanej. Mimo że słusznej, to jednak przegranej w tym momencie sprawy. Znalazłem się jako wypełniacz ograniczonej przestrzeni, którą oni stworzyli dla takich jak ja.

Byłem bezradny. Mój nonkonformizm jednak nie pozwalał mi milczeć. Zresztą, nie byłem sam. To samo czuli i myśleli inni podobni do mnie. Wielu innych! To pomagało przetrwać. Dlatego przetrwaliśmy. Dzięki determinacji. I trwamy nadal. Nasza nadzieja i pamięć okazały się silniejsze od ich pragnienia zniszczenia nas!

Jeden z nich, ten, który postąpił krok naprzód, chciał już wymierzyć we mnie cios, zniszczyć jak padalca, jednak nagle, całkiem niespodziewanie powstrzymał się, jakby uderzony obuchem; w głowie zakołatało mu zapewne dręczące: „Nie ruszać. Doprowadzić na miejsce. Jak najmniej środków represji!”. A że on był posłuszny odgórnym nakazom, więc i w tym momencie karność wobec instynktu wzięła górę. Po raz kolejny natura uległa. Przegrała z uległością kodowaną od lat. Co prawda nie w DNA, lecz w głowie, w myślach! Dlatego wycofał się, zrezygnował z użycia siły.

Wsadzili mnie do opancerzonej ciężarówki, gdzie, jak się okazało, nie byłem sam. Czekali w niej już inni moi pobratymcy, a co chwila dochodzili wciąż nowi. Miałem wrażenie, że to szaleństwo nigdy się nie skończy. Że będzie nas przybywać i przybywać, aż w końcu pomieszczenie, w którym nas wszystkich stłoczono, pęknie, a my wypadniemy na zewnątrz i nic po nas nie zostanie: zostaniemy rozjechani i zmiażdżeni.

W końcu samochód zatrzymał się, a w następnej chwili poczęli nas z niego wyrzucać. Za wysoki mur. Z kratami. I gdy już wszyscy znaleźliśmy się za nim, ciężarówka odjechała. Oczywiście po następnych. W końcu walka trwała nadal. Nic nie zostało jeszcze definitywnie określone raz na zawsze i niepodważalnie. Tylko dla nas podróż się skończyła. Tylko dla nas, przynajmniej na razie, wszystko było zamknięte. (Jakżeż trafne słowo w tej sytuacji!) Dzisiaj – liczył się tylko On  wielki, wszechobecny, genialny, jedyny! Dzisiaj – należało do Niego! Nam pozostała jedynie nadzieja. I wiara. W jutro. Że kiedyś wróci stare.

28.11.2015 r.

18:34, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
środa, 25 listopada 2015

Niedawno, całkiem niespodziewanie zmarł mój kolega poeta. Trochę wcześniej odeszła jego siostra – chora na raka, wkrótce matka, a teraz powędrował za nimi On. Nie będę jednak o Nim tutaj pisał, zamiast tego przedstawię jeden z Jego wierszy.

Koszula

Poddałaś się.

Leżysz bez  ruchu.

Pielęgniarki

odpinają kolczyki,

zdejmują łańcuszek,

zegarek…

Podają mi Twoją koszulę.

Przytulam ją

Do policzka.

Jest jeszcze ciepła

Twoim życiem.

Dopiero teraz

Zaczynam płakać.

2              25.11.2015 r.

10:42, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
sobota, 21 listopada 2015

No, i po powołaniach! Pani Wilhelmina Tell stanęła na wysokości zadania i dobrała sobie skład, co najmniej na miarę drużyny pierścienia! Najlepszy w niej wydaje się człowiek o imieniu Antoni – gwarancja normalności, jakiej właśnie potrzebujemy!

Naturalnie, nic do człowieka nie mam, oprócz jednej małej wątpliwości: nigdy nie wiem, kiedy żartuje. Podobnie jak nie wiedziałem, kiedy to robił dzielny wojak Szwejk. No, ale to tak naprawdę nieistotne, najważniejsze przecież, że w ogóle jest! W końcu czasy mamy diablo niepewne, a jak powszechnie od dawna wiadomo na niepewne czasy najlepszy jest niepewny człowiek. Najlepszy gwarant spokoju i normalności!

Na szczęście, gdyby pan Antoni z czymś sobie nie radził, nie ogarniał, ma do pomocy kolegę po fachu, który stanął na czele SS, to znaczy naszych Służb Specjalnych. Wzorem kolegi w niezwykle trudnych czasach odpowiedni człowiek na odpowiednim miejscu, który w swojej pracy posługuje się najlepszymi, bo sprawdzonymi metodami w walce z wrogiem. Co zrozumiałe ofiary w takiej walce się nie liczą, ważny jest przede wszystkim cel. A ten, jak wiadomo, uświęca każde środki! Zatem – do boju, krasnoarmiejcy!

Jako że triumwiraty od starożytności są w modzie, więc do dwóch ww. dołączył szeryf spod maski Zorro, który w niedługim czasie zaprowadzi nam w końcu sprawiedliwość! Można się spodziewać, że będzie działał prężnie już od samego świtu, od szóstej, aż do późna w nocy. W samo południe natomiast, niczym Gary Cooper rozprawi się z największymi wrogami Rzeczypospolitej! Oczywiście za nas i dla nas.

Swoje cele drużyna pierścienia, to znaczy chłopaki Wilhelminy Tell osiągną przy akompaniamencie gitary pana Jacka, speca od kultury. Dlatego, gdyby w związku z działalnością któregoś z panów padła choćby jakaś łza, czy jakiś marny włos spadłby komuś z głowy, to jedno jest pewne: aksamitny głos pana Jacka usprawiedliwi jednych, drugich natomiast z pewnością ukoi.

 Amen.

            21.11.2015 r.

21:18, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 19 listopada 2015

Historia ludzkości, to wiele wojen, bitew, czy konfliktów zbrojnych pod niemal każdą długością i szerokością geograficzną świata. Wojen jednak o zasięgu globalnym mieliśmy do tej pory tylko dwie. Na szczęście! Chociaż i o te dwie za dużo. Niestety, gorzej, że świat jest dzisiaj na tyle niespokojny, iż można się spodziewać również trzeciej.

Ktoś mógłby powiedzieć: Cóż, każda porządna tradycyjna sztuka posiada trzy akty, więc i w tym zakresie można się spodziewać wcześniej czy później trzeciej odsłony. W zasadzie nic dziwnego i zaskakującego.

To prawda, tyle tylko, że tę trzecią wojnę światową już mamy! A zaczęła się ona dokładnie 11 września 2001 roku od zburzenia dwóch wież w Nowym Yorku przez islamskich fanatyków religijnych. I w zasadzie nieprzerwanie wciąż trwa. Ponieważ po World Trade Center  mieliśmy jeszcze wyspę Bali, Madryt, Londyn, kilka dni temu Paryż, a pomiędzy tym wszystkim wojny w Iraku, Libii, czy Syrii, które tak mocno zintensyfikowały wszystkie ostatnie działania, że owocują rzeką uchodźców na niespotykaną dotąd skalę w nowoczesnym świecie.

Czy musiało do tego dojść? Nigdy tak nie jest, że przyszłość jest nieodwołalnie i jednoznacznie zdeterminowana, tak indywidualna jak i zbiorowa, więc jestem pewien, że również i tego można było uniknąć. Rzecz w tym, że niewielu tego chciało, a jeszcze mniej zdawało sobie sprawy z zagrożenia. Stało się tak dlatego, że dzisiaj, niestety, brakuje nam polityków na miarę J. Piłsudskiego, W. Churchilla, czy Ch. de Gaulle. Zamiast nich mamy rządy przeciętniaków, którzy nie tylko nie mają wizji przyszłości swoich krajów, Europy, świata, ale, co gorsza, nie są w stanie na czas określić czających się tuż za rogiem zagrożeń. I dopiero ostatnie wydarzenia uświadomiły wielu z nich, że świat to jednak system naczyń połączonych i nie można już bezkarnie zachować obojętności na zło, które rozgrywa się na innym kontynencie. Bo ono – to zło właśnie, mimo że odległe geograficznie, to w kontekście realnych zagrożeń tak naprawdę jest diablo bliskie i dotyczy nas wszystkich w równym stopniu.

Czasy się zmieniły, diametralnie. Dzisiaj mamy do czynienia już nie z linearną ewolucją, ale z ogromnym skokiem cywilizacyjnym, który uniemożliwia prowadzenie wojny na wzór dwóch poprzednich. Dzisiaj wojna o zasięgu globalnym, to oczywiście potworne zniszczenie ziemi, natomiast każdy lokalny konflikt zbrojny, jak choćby ten na Bliskim Wschodzie, to zmaganie się z niezmiernie trudnym do wyeliminowania wrogiem, czego mamy właśnie dobitne przykłady w postaci Madrytu, Nowego Yorku, Londynu, czy ostatnio Paryża. Dlatego najważniejsze w tym momencie jest jedno: czy jesteśmy w stanie wyciągnąć z tego, co się rozgrywa na naszych oczach, właściwe wnioski. Mam nadzieję, że tak. W innym przypadku czeka nas marny koniec. Już zresztą nie jest wesoło.

19.11.2015 r.

14:57, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 17 listopada 2015

Na początek, oczywiście, nowy rząd. Który zresztą już mamy. Czy będzie lepszy od poprzedniego? Ktoś złośliwy mógłby powiedzieć, że trudno o gorszy, więc każdy następny musi być lepszy! Tyle, że to złudzenie. Bo tak jak poprzedni nie był najgorszy, tak i ten obecny wcale nie musi być znowu taki dobry, jak się wielu spodziewa. Tym bardziej, gdy widzi się w składzie obecnego znane nazwiska z przeszłości, które do dzisiaj straszą i wielu ludziom odbijają się czkawką.

Kiedyś napisałem, że J. Kaczyński nie popełni już po raz drugi takiego błędu, jaki zrobił w 2007 roku i raz zdobytej władzy będzie się starał tak szybko nie oddać. Z prostego powodu: aby zmienić Polskę według swojej chorej wizji potrzeba mu znacznie więcej czasu, niż tylko jedną kadencję sejmu. Na szczęście ma już swoje lata, więc jest nadzieja, że wszystko co złe, a co sprokurują jego ludzie w rządzie, będzie do odkręcenia.

Kilka dni temu, dokładnie 9 listopada napisałem:

– Jestem Bond, James Bond. Tfu, wróć! Oczywiście, jestem Szydło, Beata Szydło. I właśnie wyszłam z worka – pana prezesa, aby ogłosić wszem i wobec skład nowego rządu. Otóż znajdują się w nim osoby, z którymi nie zawsze mi jest po drodze, pomimo to jednak, są to ludzie, którzy dają gwarancję, że rząd ten będzie najlepszy z najlepszych. Innymi słowy chodzi o to, że będzie to rząd wspaniały! A że, jak powszechnie wiadomo, jestem miłośniczką kina akcji i silnych wrażeń, więc powiem krótko: Będzie to rząd co najmniej jak Siedmiu wspaniałych. Obiecuję! I gwarantuję.

Dzisiaj do tych słów muszę dodać jeszcze to:

Ja, Beata Szydło, jestem premierką obecnego rządu i jednocześnie zderzakiem pana prezesa Jarosława Kaczyńskiego. Zderzakiem dlatego, że tak jak na mnie spoczywał ciężar powołania do rządu takich osób jak Zbyszek Ziobro czy Antek Macierewicz, tak również za jakiś czas podejmę podobną decyzję o ich odwołaniu. Ale to dopiero kiedyś. Dokładnie zrobię to po kilku głupich decyzjach i wypowiedziach zarówno tych, jak i innych panów z mojego rządu. Potem, według umowy z panem prezesem, na tym stanowisku zastąpi mnie ktoś inny. Niewykluczone, że będzie to pan prof. Gliński. W ten sposób doczeka się wreszcie nobilitacji! Ale to potem. Teraz przede mną zadanie, które wyznaczył pan prezes i z którego muszę się wywiązać. Tak mi dopomóż Bóg! W trójcy jedyny. I wszyscy świeci!

Ament! W paździerzu.

P.S.

Oczywiście istnieje tutaj również inne rozwiązanie. Ale ono, niestety, wiąże się już z czymś negatywnym, mianowicie z wydarzeniem, które, gdyby zaistniało, zmieniłoby totalnie naszą scenę polityczną. To odejście z polityki Jarosława Kaczyńskiego. Z różnych powodów – pogorszenie zdrowia, wypadek, czy też – czego nie życzę nikomu – śmierć. W takiej sytuacji, jestem tego pewien, efektem tego typu zdarzenia będzie rozpad Prawa i Sprawiedliwości. Zbyt wiele jest w nim bowiem grupek interesów i ambicji poszczególnych polityków, żeby ugrupowanie to przetrwało w niezmienionej formie po odejściu pana prezesa. Poza wszystkim niewielu zgodzi się na przewodniczenie PiS-owi przez pana Antoniego! Dzisiaj wielu jeszcze go trawi i toleruje, ale po zejściu ze sceny politycznej J. Kaczyńkiego jego czas skończy się, i to pomimo dużego poparcia, jakim się cieszy u guru Radia Maryja – kolegi Rydzyka.

17.11.2015 r.

18:32, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 15 listopada 2015

Jak powszechnie wiadomo przedwczoraj w Paryżu miał miejsce atak terrorystyczny. Dokonano go w sposób strategiczny, kompleksowo, w kilku miejscach naraz. Czy wiedziałem, że wcześniej czy później do tego dojdzie? Myślę, że wielu z nas przeczuwało to podskórnie. W końcu, jeżeli zdarzył się wcześniej Nowy York, Madryt, Londyn czy wyspa Bali, to można się było spodziewać również, że będą i inne miasta na celu szaleńców – duże i mające znaczenie. Po to, żeby zabolało mocniej, głębiej.

Tekst, który napisałem kilka dni temu o zbrodni w ogóle jako takiej, a który poniżej, nie traktuje o terroryzmie, myślę jednak, że świetnie się nadaje a propos ostatniego wydarzenia w Paryżu.

Para nastolatków – on i ona,  najpierw planują, a potem udanie realizują plan zabicia jego rodziców; koleżanka – bo przecież nie przyjaciółka! – podrzyna gardło swojej wspólniczce w interesach i zostawia na podłodze, aby się wykrwawiła; dodatkowo jeszcze śmierć ponosi dwójka dzieci ofiary, zaczadzając się dwutlenkiem węgla; szef firmy budowlanej, wraz ze swoim pracownikiem, postanawiają zabić młodego chłopaka, który odważył się upomnieć o swoje ciężko zarobione pieniądze w firmie tegoż właśnie szefa; na szczęście, mimo odniesienia potwornych okaleczeń, udaje mu się przeżyć. Każda z tych zbrodni jest inna, oczywiście, ale też, co paradoksalne, każda z nich jest taka sama. Ściślej – chodzi o to, że pozostają one prawie identyczne, różniąc się naturalnie w szczegółach, poprzez swoje źródło, którym jest –  o zgrozo! – banał! Banał, który leży u źródła zarówno tych, jak również wielu podobnych zdarzeń. Jakieś rozliczenia finansowe, jakiś żal wynikający z nałożonego na kogoś zakazu, jakieś bzdurne i błahe pretensje. Tyle tylko, że o ile ich przyczyna jest banalna, o tyle konsekwencje ich takie już jednak nie są.

Wszystkie powyższe przypadki, jak również zapewne wiele innych niewymienionych tutaj, łączy jedno: plan pozbycia się niewygodnych dla morderców osób, a to znaczy, że zbrodnie te nie były popełnione w afekcie, lecz w sposób jak najbardziej przemyślany, niejako na zimno, pomimo noszonych w sobie emocji. I mimo iż mogło do nich nie dojść, ba – nie powinno dojść! – to jednak zabójcze plany zostały wprowadzone w życie. Dlaczego? Czy warto było to zrobić? Czy ryzyko z nimi związane i nieunikniona kara dla zabójcy nie była wystarczającym straszakiem? Czy naprawdę powód był na tyle zdeterminowany, że aż nie do odrzucenia? Był pewnikiem, który mimo późniejszych konsekwencji dla mordercy, był nie do uniknięcia dla jego ofiary?

Innym przykładem podobnych konsekwencji bywają zabójstwa w afekcie. Ich również, naturalnie, nic nie tłumaczy, te jednak różnią się od tych pierwszych zasadniczo: nie są zaplanowane – dzieją się w danej chwili, w momencie emocjonalnego uniesienia i braku racjonalnej oceny sytuacji. Można by powiedzieć, że system nerwowy odłącza wówczas człowiekowi prąd i w wyniku tego zabiegu tracimy nad sobą kontrolę. Tyle tylko, że mimo iż motywy zabójstw w obu przykładach są różne, to jednak  konsekwencje w obu przypadkach pozostają już takie same – jest nią śmierć ofiary.

Bywają jeszcze jednak zabójstwa, które nie tylko są w pewien sposób zrozumiałe, ale również tym samym pozostają jakoś wytłumaczalne – to zabójstwa dokonywane na kimś zarówno w majestacie prawa (teraz już znacznie rzadziej wykonywane są takie wyroki), kto dla dobra społecznego powinien ponieść karę, jak i w obronie własnej. W pierwszym przypadku mamy do czynienia z wymiarem sprawiedliwości, który występuje niejako z urzędu w celu zadośćuczynienia ofierze morderstwa i jej najbliższych; w przypadku drugim z kolei chodzi o uprawnione działanie osoby atakowanej i totalną wręcz przypadkowość efektów tej obrony, jaką może być właśnie śmierć atakującego.

Pytań w tym miejscu można postawić wiele, rzecz w tym, czy znalazłoby się chociaż jedną właściwą odpowiedź. Bo, czy tak naprawdę, jakiekolwiek zabójstwo nadaje się w ogóle do racjonalnego wytłumaczenia, czy też uzasadnienia?

 Czy jest więc coś, co przyczyny w powyższych przypadkach popełnianych zbrodni łączy? Myślę, że jeżeli coś takiego jest, to chyba tylko jedna jedyna rzecz: nasza natura i nadal głęboko tkwiący w człowieku zwierzęcy atawizm, ów instynkt, którego, mimo wielu tysięcy lat, jakie pokonaliśmy w swoim rozwoju, nadal się nie pozbyliśmy. Tkwi on w nas tak głęboko, iż prawdopodobnie nigdy się go nie pozbędziemy i zawsze wśród nas będą mordercy i ich ofiary. Co zresztą, myślę, świetnie tłumaczy takie zbrodnicze ideologie jak komunizm, nazizm, czy przez wieki panujący nam krwiożerczy katolicyzm (współczesny terroryzm również świetnie się w to wpisuje), gdzie mieliśmy do czynienia z totalnym złem. No, chyba że nauka przyjdzie nam kiedyś w sukurs i pewnego dnia pozwoli nam zaingerować w nasz mózg i dezaktywować ten obszar w nim, który jest odpowiedzialny za agresję. Problem tylko w tym, czy wówczas nadal będziemy w pełni ludzkimi istotami?

P.S.

To, co mi się nasuwa w związku z wydarzeniami paryskimi, to przede wszystkim sprawa związana w tym kontekście z Polską. Chodzi o przetrzymywanie w naszym kraju dwóch więźniów oskarżonych o terroryzm. Sąd europejski nakazał nam  nam, bo polskim obywatelom! – zapłacić tym osobnikom, jakoby za „bezprawie”, jakie ich dotknęło, kilkaset tysięcy euro odszkodowania. Myślę, szczególnie w kontekście tego, co się wydarzyło przedwczoraj w Paryżu i zapewne jeszcze nieraz wydarzy w innych miejscach, że wyrok ten brzmi niczym złowieszczy chichot i jest, jak dzisiaj widać, wodą na młyn terrorystów.

 Wstyd, sędziowie europejscy! Za waszą poprawność polityczną właśnie zapłacił dzisiaj Paryż. Krwią niewinnych ludzi! Jutro zapłacą zapewne mieszkańcy innego miasta.

Gdyby ktoś był zainteresowany tematem, to więcej pisałem o zjawisku terroryzmu w tekstach, do których linki zamieszczam poniżej. Niestety, nadal są one niezmiernie aktualne.

http://dagome.blox.pl/2013/04/Terroryzm-a-sprawa-polska.html

http://dagome.blox.pl/2013/05/Iskierka-nadziei.html

http://dagome.blox.pl/2014/02/Terroryzm-a-prawa-czlowieka.html

http://dagome.blox.pl/2014/09/Korzenie-terroryzmu-islamskiego.html

15.11.2015 r.

11:32, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
piątek, 13 listopada 2015

Wieczorny program telewizyjny, tuż przed Dniem Niepodległości. Przedszkole. Pada pytanie o Polskę. Urocza dziewczyna mówi, że – Polska to taki kraj, w którym się pięknie żyje; chłopczyk z kolei dodaje, że – Polska to ojczyzna, za którą warto umrzeć. Przyznam, że gdy usłyszałem te słowa, zmierziło mnie: dzieciak, który nic jeszcze nie przeżył, nie wie, czym jest życie, co może go w nim czekać, beztrosko stwierdza, że mógłby je oddać. Dziwne? W żaden sposób – norma: dziewczynka bowiem, jak zwykle, nastawiona na życie, pozytywnie, z nadzieją na przyszłość, chłopiec z kolei, nic niezwykłego – broń w ręce i hajda na koń! Walczyć! Bić! Siekać! Niszczyć! Zabijać! Ginąć! Brrr!...

Oczywiście, słowa chłopca brzmią i groźnie, i strasznie, bo wychodzi na to, że niczego się nie nauczyliśmy, nie wyciągnęliśmy właściwych wniosków z bolesnej i krwawej przeszłości; od maleńkości już wtłaczamy szkrabom nie wartości dla których warto żyć i budować przyszłość tego kraju, ale to, że powinni być gotowi przede wszystkim umrzeć!

Nie muszę chyba mówić, że znacznie bliżej mi do myślenia owej dziewczynki niż chłopca. Ale nie dlatego, że nie jestem gotów do poświęceń i innych od tego odciągam – zupełnie nie w tym rzecz, chodzi przede wszystkim o to, że nie lubię, wręcz nie cierpię głupiego, bezmyślnego szastania swoim życiem! Szczególnie w bardzo młodym wieku, kiedy w ogóle jeszcze nie znamy jego wartości, nie wiemy, kim jesteśmy czy też, kim możemy się stać w przyszłości, i co możemy dla swojego kraju pożytecznego uczynić. Poza bohaterską śmiercią, naturalnie.

Na koniec do słów dziewczynki mógłbym jeszcze dodać tyle, tak dla równowagi – żeby nie myśleć, że życie to jedynie sielanka i że w Polsce rzeczywiście tylko piękne życie nas czeka; bo czeka nas tutaj również: ogrom niekompetencji zarówno zwykłych urzędników państwowych, jak i polityków, lekarzy, adwokatów, notariuszy, komorników, prokuratorów, sędziów, i tak dalej, i tak dalej. Krótko mówiąc może i żyje się u nas pięknie, czasami, z całą jednak pewnością jeszcze piękniej umiera. Zawsze! Co zresztą, niestety, mogą potwierdzić lekkomyślne słowa chłopca. A szkoda. Bo wychodzi na to, że zapewne nigdy nie wykażemy na tyle zdrowego rozsądku, żeby uniknąć niepotrzebnych ofiar w przyszłości. Zawsze będziemy woleli bohatersko umrzeć, niż pięknie żyć. Zanim jednak umrzemy, niczym samobójcy, wcześniej postawimy na tych, którzy są i pragną być stróżami braci swoich. Jakbyśmy mieli w sobie gen samounicestwienia. Słowem i tak źle, i tak niedobrze.

Oczywiście, wielu moje słowa oburzą – wiem o tym. Powiedzą, że: Kochać Ojczyznę, to nakaz moralny! Jesteśmy jej to winni! To nasz obowiązek! I będzie w tych słowach sporo racji, tyle że ja mówię o czymś zupełnie innym: że kochać – tak, jak najbardziej, ale nie bezkrytycznie, bezrefleksyjnie i bezwarunkowo. Taka miłość bowiem, niezmiernie krótkowzroczna, to dla mnie wcześniej czy później gwarancja nieszczęścia – nieszczęścia, jakie zresztą było naszym udziałem w przeszłości już nieraz.

13.11.2015 r.

09:10, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
środa, 11 listopada 2015

No i narobiło się: nikt z naszych „wielkich” polityków nie chce jechać na szczyt Unii Europejskiej na Malcie. Prezydent przedstawia swoje racje, pani premier swoje i zapewne stanie na tym, że jakieś państwo będzie zmuszone nas tam reprezentować. Żart? Nic z tych rzeczy. Całkiem poważne zagrywki polityczne niepoważnych ludzi. Krótko mówiąc wstyd i  żenada!

Oczywiście, można zrozumieć panią premier E. Kopacz, że została postawiona w bardzo niekomfortowej sytuacji; teraz żadne wyjście nie jest na tyle dobre, żeby nie skończyło się jej upokorzeniem. Podobnego jednak zrozumienia nie posiadam już dla pana prezydenta A. Dudy i pracowników jego kancelarii; gdyby bowiem naprawdę chodziło im o rozwiązanie tej wykreowanej w dużej mierze prze siebie kwestii (bo przecież nie problemu!), to stanęliby nad swoją przynależnością partyjną i przenieśli termin złożenia dymisji przez ustępujący rząd o jeden czy też dwa dni. Nie zrobili tego, a odpowiedź, dlaczego tak się stało, jest dla mnie tyleż mało interesująca, co wtórna i oczywista. Ciekawi mnie jednak w tym konflikcie co innego, mianowicie prawdziwe źródło tego zamieszania, pomijając, naturalnie, wzajemną niechęć do siebie obu obozów politycznych.

Otóż odpowiedzialny za poinformowanie kancelarii prezydenta był szef MSZ, czyli Grzegorz Schetyna. Kim ten człowiek jest w Platformie, wiadomo – to konkurent premierki E. Kopacz do najważniejszego stanowiska w PO. Dlatego nie dziwi mnie fakt, iż zachował się tak, jak się zachował, czyli podle i nielojalnie. On po prostu zwyczajnie gra na osłabienie a nawet skompromitowanie premierki E. Kopacz po to, żeby ugrać swoje w zbliżających się w Platformie wyborach na jej szefa. Nie wiem, naturalnie, jak ostatecznie zakończą się wewnętrzne rozgrywki w PO i mało mnie to zajmuje, niemniej, jako osoba stojąca z boku, kibicuję pani premier. Nie tylko dlatego, że nie podobają mi się paskudne posunięcia G. Schetyny (już o debacie Ewy Kopacz i Beaty Szydło wypowiedział się głupio), ale dlatego również, że jego osoba na czele Platformy, to gwarancja odejścia tego ugrupowania znacznie na prawo i w konsekwencji zbliżenie się do Prawa i Sprawiedliwości. Więcej – jestem pewien, że w przypadku odejścia kiedyś, z różnych powodów, Jarosława Kaczyńskiego z polityki, PiS, co naturalne, rozpadnie się, a wielu jej polityków znajdzie miejsce w Platformie Obywatelskiej. Pod warunkiem oczywiście, że przewodniczącym tej partii będzie wtedy właśnie Grzegorz Schetyna.

Wymysł? Chore rojenia? Być może. Uważam jednak, że uprawnione, bo dla mnie całkiem prawdopodobne.

11.11.2015 r.

08:09, adelmelua
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 09 listopada 2015

– Jestem Bond, James Bond. Tfu, wróć! Oczywiście, jestem Szydło, Beata Szydło. I właśnie wyszłam z worka – pana prezesa, aby ogłosić wszem i wobec skład nowego rządu. Otóż znajdują się w nim osoby, z którymi, co prawda,  nie zawsze jest mi po drodze, pomimo to jednak są to ludzie, którzy dają gwarancję, że rząd ten będzie najlepszy z najlepszych. Innymi słowy chodzi o to, że będzie to rząd wspaniały! A że, jak powszechnie wiadomo, jestem miłośniczką kina akcji i silnych wrażeń, więc powiem krótko: Będzie to rząd co najmniej jak Siedmiu wspaniałych! Obiecuję. I gwarantuję!

Tyle pani premier. Od siebie dodam jeszcze może to: No i mamy w końcu rząd! Chociaż, tak po prawdzie, to może lepiej gdyby go nie było. Jakkolwiek jednak będzie, jeżeli nawet nie będzie merytorycznie, to z całą pewnością będzie co najmniej ciekawie. I oby jednak nie strasznie. Bo z taki panami, jak A. Macierewicz, czy M. Kamiński, Z. Ziobro, czy J. Gowin, M. Błaszczak, czy K. Radziwiłł, takie rozwiązanie jest, niestety, jak najbardziej możliwe.

Tfu!, miej nas, Opatrzności, w opiece. I oby od teraz nie czekał na taki oto ideał:

                              Ustrojowy ideał

                        Pracują i żyją dla idei! –

                        W Północnej Korei.

09.11.2015 r.

 

14:44, adelmelua
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2
O autorze
więcej: www.kiler.blox.pl kontakt: czaplinski@tlen.pl