RSS
niedziela, 30 listopada 2014

   Ludzie zbierają różne rzeczy, niektórzy nawet niezmiernie dziwaczne. Cóż, taki ich urok. Sam w dzieciństwie w pewnym momencie kolekcjonowałem znaczki, więc myślę, że rozumiem chęć zaspokojenia czyjejś potrzeby w zakresie jakiegoś zbieractwa. Z czasem jedni z tego „wyrastają”, inni nie, a jeszcze inni dopiero w dorosłym życiu odkrywają w sobie duszę kolekcjonera. Bywa.

   Rzecz w tym jednak, że czym innym jest bycie bardziej lub mniej fachowym zbieraczem cennego dzieła sztuki, jakiegoś antyku, a zgoła zupełnie czymś innym nabywcą byle jakiej rzeczy, która została po zmarłym (wyłączając, oczywiście, ww. przedmioty), który miał to szczęście (na pewno szczęście?), że w swoim czasie stał się osobą niezwykle popularną. Popularność ta bowiem z czasem nabrała na tyle kultowego znaczenia dla niektórych, że pamiątki po takiej osobie stały się dla nich niezwykle cenne.

   Nie dziwi mnie fakt, kiedy ktoś chce mieć obraz za milion, pięć czy też dwadzieścia milionów dolarów – wolno mu. Stać go na to, niech płaci – jego sprawa. W kontekście szeroko pojmowanej sztuki jestem w stanie zrozumieć takie pragnienia. Są ludzie, którzy tego typu zakupy traktują po prostu jako długoterminową inwestycję, licząc w przyszłości na zysk. Ich sprawa. Nie wiem, czy to normalne, ale tak jest, więc przyjmuję to do wiadomości i tyle. Nie da się już jednak zastosować podobnej miarki w przypadku jakiejś zwykłej rzeczy codziennego użytku, która została po kimś znanym. Tutaj, myślę, mamy do czynienia z czymś dokładnie przeciwnym: chodzi bowiem o to, że byle ciuch, byle jaki but, płaszcz czy inna popierdółka może się stać wręcz ikoną tylko dlatego, że należała do kogoś cieszącego się w swoim czasie sławą. Nierzadko zresztą niezasłużoną.

   W ostatnich dniach dotarła do mnie informacja, że pewien człowiek kupił na aukcji szkielet mamuta. Co najciekawsze prawie kompletny! Słowem – wyjątkowy okaz! Kupił za jedyne 190 tysięcy funtów. Jaką ów szkielet przedstawia wartość dla nauki, pisał nie będę – to rzecz bezcenna! Coś, co przestało oddychać, jeść, chodzić, po prostu przestało żyć nieco ponad dziesięć tysięcy lat temu, dzisiaj, w zestawieniu z sukienką np. Marilyn Monroe (sprzedana za ponad cztery i pół milina dolarów!) czy majtkami jakiejś innej gwiazdki, spodniami czy peruką jakiegoś gwiazdora, okazuje się niejakie, a tym samym niezwykle tanie, żeby nie powiedzieć wręcz tandetne!

   Jeżeli ktoś mi powie, że nie zwariowaliśmy, to nie uwierzę. Zbyt często bowiem dochodzą do mnie tego typu informacje, które przeczą naszej normalności. W ogóle wraz z upływem czasu mam coraz silniejsze wrażenie, że zdrowy rozsądek już dawno poszedł sobie na urlop. I obawiam się, na nasze nieszczęście, że będzie na nim przebywał bezterminowo. Media bowiem robią wszystko, żeby trwał on jak najdłużej!

   I niech mi nikt nie mówi, że to prawa wolnego rynku i że coś kosztuje tyle, ile ktoś chce czy też jest w stanie za to zapłacić. Bo całkiem nie oto chodzi! Jakby powiedział Jacek Borusiński z kabaretu Mumio:

   – Nie o to, nie o to, nie o to.

          30.11.2014 r.

13:18, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 27 listopada 2014

   Odszedł kolejny heros – człowiek, który do pewnego momentu, zapewne nie tylko w moim życiu, wydawał się niezniszczalny, trwały niczym spiż! Ku mojemu smutkowi znowu się okazało, niestety, że kolejny tytan moich szczenięcych lat też jest śmiertelny! Na szczęście pozostały nam po Nim filmy – jako namacalny dowód że nie wszystek umarł! – i nostalgiczne wspomnienia. Dzięki temu niezapomniany polski super szpieg Hans Kloss jeszcze długo będzie obecny w naszych domach, nieprzerwanie informując, że J-23 znowu nadaje!

  Nie będę piał tutaj peanów na Jego cześć, napiszę krótko: choćby rola sławnego Janka w Stawce większej niż życie miała być jedyną w Jego życiu – a przecież tak nie było! – to zagrał ją tak, jak nikt inny wykreować by nie mógł, a film, mimo że nakręcony w połowie lat 60-tych, w ogóle się nie zestarzał. Tak jak i On! Mimo swojego odejścia na drugą stronę życia długo jeszcze będzie niezmienny.

        27.11.2014 r.

14:37, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
środa, 26 listopada 2014

  Pisać dzisiaj, to tak jak śpiewać, może każdy, więc naturalną rzeczą jest brak nim zainteresowania. Mnie ono interesuje, dlatego sięgnąłem wiele lat temu do jego początków i dzisiaj, szczególnie w kontekście wyborów samorządowych, jakie niedawno miały u nas miejsce, postanowiłem ująć temat w ten oto niezmiernie skrótowy sposób:

   Dzisiaj chyba niezbyt często zastanawiamy się nad czymś takim jak pismo. Jest, więc od najmłodszych lat opanowujemy jego technikę i idziemy przez życie, wyposażeni w tę łatwo dostępną w naszych czasach zdobycz. Tyle że „łatwo dostępną” nie znaczy wcale łatwą w praktyce. Bo i teraz można przecież spotkać – niekoniecznie u nas – ludzi, którzy nie potrafią w ogóle pisać ani czytać. Mniej może dziwić brak takich umiejętności u Karola Wielkiego, ale to było hektar czasu temu, bo w głębokim średniowieczu, więc nie ma nawet co porównywać z dzisiejszymi warunkami i możliwościami, albowiem analfabetyzm w tamtym czasie nie był czymś szczególnie wyjątkowym. Dzisiaj to co innego, dzisiaj wręcz nie wypada nie podsiadać umiejętności pisania i czytania.

   Oczywiście, mógłbym w tym miejscu napisać, że pojawienie się pierwszych próbek pisma związane jest z terenem starożytnej Mezopotamii, krainy leżącej w dzisiejszym Iraku, pomiędzy dwiema rzekami – Tygrysem i Eufratem; że dzieje tego regionu są już uchwytne od początku III tysiąclecia p.n.e. w tzw. piśmie klinowym, którego rozwój wydaje się być związany ze sporządzaniem spisów typu inwentarzowego, zawierających dane liczbowe i że w najwcześniejszych inskrypcjach jest to pismo obrazkowe, tzn. znaki ryto lub odciskano na tabliczkach z wilgotnej gliny, które następnie suszono i że pismo to miało dobrze wykształcony system zaznaczania ilości przedstawianych przedmiotów. Wyglądało to w ten sposób, że na kawałku gliny żłobiono trzcinowym trójkątnym rylcem piktogram dla każdego przedmiotu lub zwierzęcia, po którym umieszczano uproszczony znak, określający ilość sztuk danej rzeczy. Kolejne pokolenia pisarzy coraz bardziej upraszczały i stylizowały piktogramy, które w końcu stały się całkiem abstrakcyjnymi kombinacjami odciśniętych klinów.

   Tak mógłbym ciągnąć jeszcze dalej, poprzez alfabet pisma aramejskiego, następnie pismo hieroglificzne w Egipcie, by dojść do pisma fenickiego, który przejęli w końcu Grecy i jako pierwsi stworzyli w ścisłym tego słowa znaczeniu alfabet z prawdziwego zdarzenia, tzn. ich system pisma wyrażał poszczególne dźwięki języka (samogłoski i spółgłoski) za pomocą pojedynczych zazwyczaj znaków. Tak mógłbym napisać dużo szerzej, tylko pojawia się pytanie – po co? Historia jak historia – ważna zawsze, ale dużo bardziej ważniejsze jest to, co my z tą wiedzą i umiejętnością pisania i czytania jesteśmy w  stanie zrobić.

   Niestety, po ostatnich wyborach samorządowych okazuje się, że dosyć spora część naszego społeczeństwa może z tym zrobić niewiele. Przejawem tego jest duża liczba głosów nieważnych, wynikająca prawdopodobnie z faktu nierozumienia zasad głosowania. To przykre, ale stało się. Tam, gdzie doszło do naruszeń prawa wyborczego powinno się, co zrozumiałe, złożyć protest, w miejscach jednak, gdzie końcowe wyniki są jedynie efektem niezrozumienia zasad głosowania, należy wyciągnąć wnioski na przyszłość i, zapewne dla niektórych z bólem serca, należy pogodzić się z wynikami wyborów. Tak bowiem nakazuje odpowiedzialność za kraj.

   Tyle że takie podejście do zagadnienia nie wszystkich satysfakcjonuje, niemal zawsze jednak nie zadowala szczególnie jednego człowieka – pana prezesa PiS-u, który, swoim zwyczajem, opowiada banialuki o masowym wręcz fałszerstwie wyborczym. Że takie przedstawianie sprawy jest nieuczciwie i destabilizuje państwo – szczególnie w kontekście przedwyborczej zapowiedzi J. Kaczyńskiego o obecności w lokalach wyborczych mężów zaufania desygnowanych przez to ugrupowanie, pisał nie będę. Napiszę jedno: niestety, znów się sprawdziło, że pan prezes diametralnie inaczej postrzega demokrację niż większość społeczeństwa. Oczywiście, żadna niespodzianka, można się było tego spodziewać. Zawsze tak się dzieje, gdy potrzeba posiadania wroga jest silniejsza od logiki wydarzeń i obowiązującego prawa.

   Wiele razy pisałem już tutaj o panu prezesie, więc dzisiaj rozpisywać się o nim nie będę – szkoda prądu, który czerpie mój komputer. Jego postawę ujmę krótko w takim oto czterowierszu:

              Jeden pan rzekł drugiemu,

             Że ma „coś” przeciwko niemu

             I że jak tak dalej będzie,

             To się gnoja pozbędzie!

             26.11.2014 r.

12:17, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
sobota, 22 listopada 2014

    Jeżeli ktoś miał jeszcze jakieś wątpliwości, że państwo polskie nie istnieje, że się rozlazło niczym zbutwiały sweterek prababci, to wybory samorządowe i działalność Państwowej Komisji Wyborczej powinny pozbawić złudzeń ostatnich entuzjastów. Smutne jest tutaj tylko to, że trzeba było aż tak przykrego blamażu instytucji państwowej, żeby dostrzegli to w końcu również niektórzy politycy! Piszę „niektórzy”, bo oczywiście nie dostrzegają tego wszyscy, niestety. Wiedza jednak o tym to jedno, drugie, i to znacznie ważniejsze, to co z tą wiedzą się zrobi. Bo że zrobić coś należy nie ulega żadnych wątpliwości!

    Dzisiaj wiemy, że wszyscy członkowie PKW podali się do dymisji, czyli zrobili to, czego w zasadzie oczekiwało, jeżeli nawet nie całe społeczeństwo, to z całą pewnością oczekiwał tego po prostu zwykły honor. Tylko że w szerszym kontekście ten ruch wcale nie załatwia sprawy. Pokazuje jedynie wierzchołek góry, której nazwa brzmi złowieszczo: bylejakość, cwaniactwo i niekompetencja państwowych urzędników – począwszy od pracowników US, prokuratorów, sędziów, a na policjantach (naciągane fakty i skazywanie na długoletnie więzienia niewinnych ludzi), komornikach i notariuszach skończywszy. To wszystko sprowadza się niestety do jednego: anarchizacji państwa, gdzie zwykły, szary obywatel potrzebny jest tylko po to, aby bez słowa sprzeciwu zapieprzał i odkładał w ZUS-ie na przyszłe emerytury wielu uprzywilejowanych grup.

    Jakiś czas temu napisałem, że kocham ten kraj, ale nienawidzę tych, którzy upadlają ludzi i że rzygać mi się chce na tak wadliwie funkcjonujące państwo. Nic się nie zmieniło – nadal gdy o tym myślę czy piszę, zbiera mi się na wymioty. A najgorsze jest to, że nie widzę oznak dających mi choć iskierkę optymizmu. Jest źle i obawiam się, że jeszcze długo nic się nie zmieni. Państwo jest zepsute i nadal jest psute z premedytacją bandyty. Rządzi cwaniactwo, kolesiostwo, układziki. Konkursy do pracy? Zapomnij! Pracę dostać ma ten, kto ma plecy, a nie ten, kto jest kompetentny. Stąd później nie dziwmy się, że mamy niekompetentnych sędziów czy prokuratorów. Jaki bowiem pan, taki kram. Tyle.

    P.S.

    Ostatnio milczę dłużej niż zwykle, ale wierzcie mi – odechciewa mi się pisania na jakikolwiek temat, gdy dopada mnie to, co otacza nas wszystkich. Po prosty żenada i wstyd.

           22.11.2014 r.

11:06, adelmelua
Link Komentarze (2) »
wtorek, 18 listopada 2014

   Przyznaję, długo wahałem się w niedzielę nad pójściem do urny wyborczej. Powód był prozaiczny: tak naprawdę nie widziałem w tym większego sensu. Platformą i PSL-em byłem i jestem ogromnie rozczarowany, PiS-u i całej tej skrajnej prawicy w ogóle nie brałem pod uwagę, a lewica… Cóż, z takim przywódcą jak Leszek Miler, to, co może ona zrobić, to najwyżej zorganizować jakiś marsz 1-majowy i wykrzyczeć hasła, które dzisiaj niewiele już znaczą. Krótko mówiąc lipa. Skuteczność bowiem tego jest taka, jak w tej fraszce, którą wczoraj właśnie napisałem:

                         Strzelec wyborowy

            Chłop na schwał!

            Miał w „dyszkę” strzał,

            Gdy w pisuar szczał.

    Koniec końców na wybory jednak poszedłem, a zrobiłem to z dwóch powodów, z których jeden jest lepszy od drugiego. Pierwszy – to moja chęć zagłosowania przede wszystkim przeciwko komuś konkretnemu na lokalnym podwórku, drugi z kolei odnosił się bardziej do działalności polityków ogólnopolskich tak w ogóle. A to dlatego, że wykombinowałem sobie w swojej dziecięcej wręcz naiwności, że jeżeli działalność tych ostatnich przekłada się na polepszenie warunków mojego życia, to przecież z tymi lokalnymi nie może być inaczej. To nic, że zarówno jednych jak i drugich jest stanowczo za dużo – w końcu jesteśmy bogatym krajem, więc mamy prawo powoływać nieprzebrane armie państwowych urzędników! – ważne, że ci lokalni politycy również będą działali tak samo prężnie i z korzyścią dla nas, jak ci w sejmie. Bo, nie okłamujmy się, to, że panowie posłowie i panie posłanki wydają krocie z budżetu na swoje podróże; że rachunki za ich rozmowy telefoniczne przekraczają granice przyzwoitości; że ich kursy taksówkami kosztują również niemałe pieniądze itd., itp., to konieczność, żeby mnie i wam żyło się lepiej! Oni tak naprawdę robią to wszystko dla nas i z myślą o nas, więc z lokalnymi politykami z całą pewnością musi być podobnie, im również przyświeca szczytny cel – nasze wspólne dobro! Dlatego nie ma co oszczędzać na jakichś tam podróżach, taksówkach, głupich telefonach, czy w ogóle odchudzaniu administracji państwowej, nie wolno grać nam dziada! Praca dla dobra powszechnego musi kosztować, nie możemy ściubić, musimy stworzyć odpowiednie warunki bożyszczom tłumów i być im wdzięczni za ich trud i poświęcenie, i że w ogóle jeszcze im się chce!

    Ja, oczywiście, jestem im niezmiernie wdzięczny. Dlatego już dzisiaj nie mogę się doczekać następnych wyborów i kolejnych obietnic. Nieistotne czy spełnionych, czy też nie, ważne, żeby nam się żyło!

    – No, to lufa! Ten tego, panie dziejku;)

           18.11.2014 r.

11:17, adelmelua
Link Komentarze (2) »
niedziela, 16 listopada 2014

    Truizm – ale, jak dotąd, nic lepszego nie wymyślono w obszarze sprawowania władzy, jeżeli chodzi o kwestię poszanowania praw pojedynczego obywatela. Gorzej, że tak jak wszystko z czasem wypacza się, tak również degeneracji ulegają zasady demokratyczne. Najjaskrawszym przykładem tego, jeżeli chodzi o nas i kontekst międzynarodowy, jest pozwanie Polski przez terrorystów arabskich przed Trybunał Międzynarodowy, za przetrzymywanie tych ostatnich przez Amerykanów na terenie naszego kraju. W związku z tym Polska, czyli my, obywatele, mamy zapłacić im odszkodowanie w wysokości ponad stu tysięcy euro. Innymi słowy chodzi o to, że ludzie, którzy mają na swoim sumieniu, jeżeli nie tysiące, to przynajmniej setki niewinnych ofiar, mają od nas otrzymać gratyfikację pieniężną za bezprawie, które jakoby ich dosięgło! Absurd w najczystszej postaci! Absurd, który jest jednocześnie klęską świata demokratycznego. A wszystko w imię tzw. poprawności politycznej jaką nakazuje zachodnia demokracja. Dla mnie jest to zarówno niemoralne, jak i deprawujące odwracanie zasad demokracji.

    Niestety, na krajowym podwórku wcale nie jest lepiej, tutaj również mamy do czynienia z degeneracją powyższego systemu politycznego. I to w zasadzie już od samego początku przemian ustrojowych, czyli od 1989 roku. Oczywiście samo nic się nie degeneruje, wydatnie pomagają jej w tym nasi politycy. O ustawie samorządowej nie będę jednak pisał, bo może to zostać uznane za agitację lub też próbę zniechęcania do pójścia dzisiaj na wybory. W końcu cisza wyborcza trwa, więc – pst! Dlatego napiszę jedynie o tym, co, według mnie, jest główną przyczyną fatalnego stanu polskiej demokracji.

   Prochu nie wymyślę, gdy powiem, że odpowiedzialni za jej aktualny stan są politycy, ci czynni, oczywiście. To jednak, co może wydać się tutaj dużo bardziej zaskakujące, to druga strona tego medalu – uważam bowiem, że przyczyną kryzysu naszej demokracji jest również brak polityków! Ściślej brak polityków z wizją rozwoju państwa, wizją dalekosiężną, wyprzedzającą przyziemne myślenie nastawione na tu i teraz, sprowadzające się jedynie do partyjnego zachowania stanu posiadania po kolejnych wyborach. Słowem brak nam jest dzisiaj politycznych wizjonerów, prawdziwych mężów stanu na miarę J. Piłsudskiego czy Lecha Wałęsy! Co prawda ja dostrzegam takiego człowieka, który posiada wizję realnych zmian, postawienia akcentów tam, gdzie jest to niezbędne, czyli na rozwój technologiczny, naukę, poprawienie systemu politycznego itd., itp., tyle, że akurat temu człowiekowi przypięto etykietkę błazna politycznego, deprecjonując jego osobę wszędzie i wobec wszystkich. Ze szkodą zresztą dla nas, dla Polski. Dlatego prawdopodobnie czeka nas w najbliższej przyszłości trwanie w marazmie i bylejakości, czyli dalsze psucie państwa mamy pewne jak w banku. Niestety(;

         16.11.2014 r.

11:41, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
piątek, 14 listopada 2014

    Niestety, wcale nierzadko nieszczęściem większej zbiorowości ludzkiej jest fakt, że niektórzy z nas żyją zbyt długo. Więcej – że w ogóle żyją! Nie chodzi oczywiście o to, że życzę komuś śmierci, rzecz w tym, że po prostu obecność niektórych matka ziemia zbyt długo znosi. Tak jak to się stało w przypadku Hitlera, Stalina, Napoleona, czy wielu, wielu innych, których polityczna droga, to rzeka przelanej ludzkiej krwi. Ale o ile w jakimś stopniu można zrozumieć i wytłumaczyć odległą czy też bliższą przeszłość, bo taki wówczas był świat, jego uwarunkowania wynikające z ludzkiej mentalności, o tyle niezmiernie trudno przyłożyć podobną miarkę do czasów nam współczesnych, gdzie rozum, nauka i rozwój cywilizacyjny uświadamiają nam dużo więcej na temat życia i otaczającego nas świata.

    Do niedawna przekleństwem dla wielu milionów ludzi byli w równej mierze zarówno przywódcy arabscy, jak i komunistyczni, czy dyktatorzy stojący na czele junt wojskowych. Ich rządy trwające dziesięciolecia, to pasmo nieszczęść społeczeństw, którym oni przewodzili. Dzisiaj, gdy wydawało się, że świat zmierza w dobrą stronę – w kierunku rozwoju demokracji, poszanowania swobód obywatelskich, objawił nam się człowiek – relikt przeszłości, w osobie W. Putina, który próbuje cały proces wstrzymać – przynajmniej utrzymać jak najdalej od swoich granic. Stąd też wynikają jego działania obliczone na konflikt z całym demokratycznym światem, który próbuje ustawicznie szantażować poprzez podejmowanie nikczemnych działań, czego efektem są już dzisiaj tysiące zabitych – wcześniej w Czeczeni, teraz z kolei na wschodzie Ukrainy.

   Nie wiem, czy jest coś, co tłumaczy działalność takich osób, myślę, że jednak nie. Nie dostrzegam bowiem takich spraw – oprócz, naturalnie, koniecznej obrony przed czyjąś agresją – które warte byłyby czyjegoś życia. Dlatego, mimo iż nie życzę i nigdy nie życzyłem nikomu śmierci, dzisiaj, z tego miejsca mówię, że nieobecność Wowki P. pośród żyjących nie byłaby dla mnie powodem do zmartwienia czy najmniejszego smutku. Obawiam się nawet, że mógłbym się z tego powodu cieszyć. Więcej – jestem pewien, że nie byłbym odosobniony w przeżywaniu tej radości. Zatem...;)

        14.11.2014 r.

09:38, adelmelua
Link Komentarze (2) »
czwartek, 13 listopada 2014

   Przykładów na potwierdzenie powyższych słów można znaleźć, niestety, wiele. Jaskrawym przykładem na to jest choćby ostatnia wpadka trzech bogobojnych posłów PiS-u, którzy mając zawsze gęby pełne frazesów o moralności, za nasze, czyli podatników pieniądze, wiedli bezproblemowe, hulaszcze życie na niby służbowych wjazdach. Adaś Hofman wydał na same podróże z państwowej kasy tyle, na ile ja muszę pracować… Nawet nie powiem jak długo, bo w odniesieniu do niego wyjdzie na to, że jestem po prostu pariasem! Tym bardziej, że ja pracuję żeby przeżyć, a on tę kaskę zgarniał w ramach dobrej zabawy. Taka drobna różnica w jakości i priorytetach naszych bytów.

   To jednak, co mnie interesuje tutaj bardziej, to nie efekt, a źródło tego zjawiska, czyli nasi parlamentarni politycy. Bo to oni w końcu ustanawiają zasady prawne, w ramach których wszyscy powinniśmy się poruszać. I tak w zasadzie się dzieje, tyle że wszyscy wcale nie oznacza to samo dla wszystkich. Bowiem królowie życia stanowiący prawo w tym państwie, tak się dziwnie składa pozostają ponad nim! Jego reguły dotyczą jedynie nas – szary, ciemny lud, który – jak to kiedyś ujął inny cwaniak z PiS-u Jacek Kurski – wszystko kupi.

   Gorzej, że takich świętych krów w Polsce jest znacznie więcej. To również sędziowie i prokuratorzy, którzy bardzo dobrze wiedzą, kiedy posłużyć się immunitetem, a ściślej, kiedy się nim zasłonić. Czyli coś, co w XXI wieku nie powinno istnieć, a jeżeli już, to w bardzo ograniczonym zakresie, nadal jest wykorzystywane przez powyższe grupy zawodowe do uniknięcia zasłużonej kary za złamanie prawa. Tym sposobem mamy do czynienia ze światem opisanym przez G. Orwella w Folwarku zwierzęcym, gdzie jedno ze zwierząt konstatuje, iż są wśród nich równi i równiejsi. Nic dodać, nic ująć.

  Dlatego nie dziwcie się, panowie politycy, że społeczeństwo jest coraz mniej zainteresowane udziałem w jakichkolwiek wyborach politycznych. Nie może nimi być zainteresowane, albowiem polityka uprawiana przez was mierzi i odstręcza. Wy sami, bez honoru i wstydu, zrażacie do siebie lwią część elektoratu. Ale może o to wam chodzi? Może w tym tkwi klucz do waszego sukcesu – w naszym zniechęceniu? Szkoda tylko, że w szerszej perspektywie to zarówno nasza porażka, wszystkich bez wyjątku, jak i demokracji w ogóle?

         13.11.2014 r.

14:38, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
środa, 12 listopada 2014

  Prawie trzystu bandziorów zatrzymanych, dwudziestu trzech policjantów, a także ponad dwadzieścia osób cywilnych poszkodowanych – to bilans wczorajszych obchodów Święta Niepodległości. Przez jednych obchodzonego naprawdę jako dzień szczególny, przez innych jednak postrzegany jako świetna okazja do zadym, wzniecania zwykłych ulicznych burd i wyładowania swojej chorej agresji.

   To, co może być budujące w tym kontekście, to jedna rzecz: że prawa część polskiej sceny politycznej przestała w końcu bronić bandytów i określać ich jako niegroźnych młodych ludzi, których prowokuje policja, a którzy tak naprawdę są prawdziwymi polskimi patriotami. Bo tak naprawdę nimi nie są. I nigdy nie byli. Przynajmniej ja odmawiam im prawa nazywania siebie patriotami! Zachowanie tych bandytów nie ma nic wspólnego z patriotyzmem, chyba że to patriotyzm anarchistycznego państwa. A ja w takim żyć nie chcę. Dlatego osobiście jest mi wstyd, że tacy ludzie urodzili się tutaj i żyją pomiędzy nami. Bo to zwykłe bandyckie nasienie, które powinno się jak najszybciej wyplenić niczym zwykły chwast, bo zachwaszcza tereny, na którym rosną i chcą rosnąć dorodne, zdrowe rośliny. Ten ludzki chwast należy koniecznie spacyfikować. Brutalnie i z całą stanowczością. Dla dobra Polski, dla dobra jej obywateli i jej przyszłych pokoleń. Tyle.

       12.11.2014 r.

11:37, adelmelua
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 10 listopada 2014

   Dziwny jest ten świat – śpiewał swego czasu Cz. Niemen. Myślę, że to mało i zbyt lekko powiedziane – dziwny. Z drugiej jednak strony zastanawiam się, jakich należałoby użyć słów, żeby określić to, co w ogóle dzieje się na świecie. Czy dysponujemy właściwymi pojęciami, na tyle mocnymi i trafnymi, żeby opisać stan, z jakim mamy do czynienia?

   Powodów takiej sytuacji jest wiele. A to ustawiczne konflikty zbrojne w różnych częściach świata i walki o podłożu religijnym, a to wykorzystywanie ludzi jako taniej siły roboczej, fatalne traktowanie dzieci, czy wykorzystywanie władzy dla własnych celów – w zasadzie różnego rodzaju nieprawidłowości można by wymieniać bez końca. Dodatkowo w ostatnich dniach dotarła do nas z Meksyku informacja o zbrodni, jakiej dopuścili się gangsterzy w porozumieniu z policją i burmistrzem pewnego miasta. Czy w takim kontekście słowa: dziwny jest ten świat tłumaczą i naprawdę zawierają w sobie wszystko, z czym mamy do czynienia? Oczywiście nie! To dużo głębszy i poważniejszy problem, jakby się mogło z pozoru wydawać.

  W tym konkretnym przypadku, o którym wspomniałem wyżej, doszło do czegoś dużo gorszego niż tylko samej zbrodni, mamy bowiem tutaj z czymś dużo bardziej niebezpiecznym: ze zwyrodnieniem władzy! Polega ono na współpracy władz miasta, policji i gangsterów! Ci ostatni na wyraźne zlecenie stróżów prawa i burmistrza miasta porwali i zabili czterdziestu trzech studentów, protestujących przeciwko reformie edukacyjnej.

  Pamiętam doskonale sprawę zaginionych kobiet, również zresztą w Meksyku, na ciała których – oczywiście nie wszystkich – natrafiano co jakiś czas w masowych grobach, o czym powstał nawet film z J. Lopez i A. Banderasem. Gorzej, że takie rzeczy zdarzają się wcale nierzadko, a muszą przerażać, ponieważ bestialskie mordowanie bezbronnych ludzi realizuje się właściwie niejako na masową skalę.

   Zastanawiam się, jak nazwać ludzi którzy dopuścili się takich potworności i nie znajduję właściwych słów. Jakim trzeba być zwyrodnialcem, żeby taki pomysł mógł zrodzić się głowie, a potem zostać wcielonym w życie?

   W Afryce, w jej różnych częściach, co pewien czas mamy do czynienia z masowymi rzeziami, w Ameryce Południowej czy Środkowej, jak się okazuje, było podobnie, gdy u władzy trwały junty wojskowe. O ile jednak rządy tych ostatnich miały swoje pewnego rodzaju  „wytłumaczenie” w ideologii – chociaż tak naprawdę nic nie tłumaczy zabijania ludzi! – o tyle w kontekście rządów demokratycznych, z jakimi mamy obecnie do czynienia w większości państw, takiego bandyckiego zachowania nic nie tłumaczy. Nie może tego zrobić – brak jakichkolwiek racjonalnych argumentów!

   Gorzej, że powyższy problem ma dużo szerszy wymiar niż tylko lokalny, jak to się stało właśnie w Meksyku. Wyobraźcie sobie bowiem świat, np. za pięćdziesiąt lat: Kończą się pokłady wydobywanych surowców, gospodarki większości państw zwalniają, ludzi przybywa, pokłady wody pitnej również nie są już tak hojne, na ziemi panuje wyższa temperatura niż teraz, istnieje poważny problem z wyżywieniem wszystkich ludzi, a dodatkowo niektóre tereny w ogóle nie nadają się do życia. To, oczywiście, zmusza ludzi do porzucenia swoich domostw i szukania innych, przyjaźniejszych miejsc do egzystencji. Kto w taki świecie ma szansę przetrwać? Naturalnie, jedynie silni! A kto jest silny? Ten, kto posiada władzę, zarówno tę oficjalną, jak i nieoficjalną. Innymi słowy chodzi o to, że władzą dzielą się rządzący i gangsterzy. Żeby wzajemnie siebie nie zwalczać, bo to byłoby dla obu stron zgubne, obie strony zawierają sojusz – podobny do tego, jaki miał miejsce właśnie ostatnio w Meksyku przy zabójstwie czterdziestu trzech studentów. Końcowy efekt takiego porozumienia? Łatwo sobie wyobrazić, ten bowiem jest oczywisty: ze społeczeństwa są wyeliminowani ci słabsi; słabi bowiem nie dysponują odpowiednią siła gwarantującą, czy w ogóle dającą jakąkolwiek szansę na przetrwanie. Krótko mówiąc na przemiał, do wora, czy jakkolwiek to nazwać, idą… Właśnie, chyba nietrudno sobie wyobrazić, kto.

    Powiedzcie mi, czy taki scenariusz nie jest możliwy do spełnienia?

      10.11.2014 r.

10:03, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2
O autorze
więcej: www.kiler.blox.pl kontakt: czaplinski@tlen.pl