RSS
poniedziałek, 29 lutego 2016

Obejrzałem wczoraj wieczorem w TVN24 program, tzw. Szkło kontaktowe. Niestety, w niepełnym wymiarze. Niemniej tyle, ile widziałem, pozwoliło mi zanotować kilkanaście wpisów od widzów, które postanowiłem dzisiaj tutaj przedstawić. Myślę, że warto to zrobić, ponieważ jest to nie tylko komentarz telewidzów dotyczący naszej aktualnej sytuacji politycznej, to również efekt błyskotliwości wielu z nas – tych anonimowych, którzy dają nadzieję, że jednak nie wszyscy dali się zwariować. A że dobrze jest zacząć kolejny tydzień od uśmiechu – choćby i z przekąsem, więc oto ww. wpisy:

Oskar dla IPN za efekty specjalne!

Prof. P. Gliński powinien otrzymać Oskara za sprawy techniczne.

Komisja Wenecka będzie rozwiązana. Prezes.

Oskar dla prezesa w kategorii nieanglojęzycznej.

Brak prawa jazdy upoważnia Prezesa do kierowania z tylnego siedzenia.

Oskar za kostiumy dla pni premier!

Będzie broszka ze szkła weneckiego.

Szczyt pracowitości: w ciągu pół roku trzy razy zjechać ze stoku.

Prezydent będzie surfował jak zabranie śniegu.

Jak nie będzie śniegu Prezydent będzie, dla odmiany, podpisywał.

Wygasić Komisję Wenecką!

Oskar dla pana Macierewicza za całokształt pracy.

Poseł Piotrowicz na Przewodniczącego Komisji Weneckiej!

Rolnicy do radia, a ekonomiści do koni!

Minister Jurgiel zwolnił dyrektorów stadnin koni, to znaczy, że już się obudził ze snu zimowego.

Komentarzy było oczywiście więcej, zdołałem jednak zapisać tylko powyższe. Zresztą, choćby i ich ograniczona ilość pokazuje już nastawienie wielu Polek i Polaków do tego, co się obecnie u nas dzieje.

Jako że dzień zaczął się nam niezwykle efektownie na okrasę, myślę, przyda się też właściwa piosenka.

29.02.2016 r.

10:06, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
sobota, 27 lutego 2016

1.Jak wiadomo Achilles był niezwyciężony. Niestety, okazało się, że posiadał jeden słaby punkt: piętę, w którą dźgnął go z łuku inny świetny wojownik, Parys. W ten sposób ów heros okazał się zwykłym śmiertelnikiem.

Gdy obserwuję polityczną scenę Polski odnoszę wrażenie, że Prawo i Sprawiedliwość za takiego Achillesa chce uchodzić. Tyle, że w ich historię również wpisana jest ostatecznie porażka. Dlaczego? Ponieważ, na szczęście, w swoich szeregach mają podobnie słaby punkt co Achilles: Piętę, Stanisława Piętę! Ale żeby oddać sprawiedliwość – jedna pięta w tym przypadku nic by nie znaczyła, problem w tym, że PiS takich pięt ma od cholery i trochę!

I radzę nie mylić tych pięt z jakąkolwiek pietą!

2.Pani M. Kiszczak oddała IPN-owi dokumenty po swoim mężu, które w dużej części dotyczyły Lecha Wałęsy. Ponoć chciała je sprzedać, ponieważ są jej potrzebne pieniądze na wydatki cmentarne. Rzecz w tym, że gdyby rzeczywiście chciała na nich zarobić, to udałaby się z tym „znaleziskiem” do jakiegokolwiek medium – czy to gazety, czy telewizji, które, jestem tego pewien, z pocałowaniem w rękę ów towar by kupiły.

Takie przedstawienie powyższej historii, to oczywiście wciskanie głodnych kawałków ciemnemu ludowi, i to zarówno przez samą M. Kiszczak, jak i IPN. Takie rzeczy bowiem nigdy nie dzieją się przypadkowo, tym bardziej, że widać, iż cała akcja miała na celu jedno: zdyskredytować w oczach opinii publicznej osobę Lecha Wałęsy.

Czy taki scenariusz kupuję? Oczywiście że nie. Dla mnie sprawa wygląda następująco: Po wygranych przez PiS wyborach, najpierw nastąpił atak na Trybunał Konstytucyjny, który mógłby bruździć rządzącym w ich niedemokratycznych planach; następnie w ekspresowym tempie przejęto wszystkie siłowe resorty; po czym nastąpił atak na Lecha Wałęsę. Oczywiście to nie przypadek, a świadome i zorganizowane działanie, które ma na celu jedno: budowę mitu Lecha Kaczyńskiego!

Czy ów mit uda się kiedykolwiek Jarosławowi Kaczyńskiemu zbudować? Mam nadzieję, że nie, że zwyczajnie nie zdąży, bo zabraknie mu życia. Niemniej niepokój jest. Tym bardziej, że mimo wielu niedemokratycznych posunięć rządu Prawa i Sprawiedliwości nadal to ugrupowanie cieszy się dużym poparciem respondentów, bo aż około trzydziestoprocentowym! Dlatego nie tyle pan prezes mnie tutaj przeraża – który dla mnie osobiście jest pokracznym człowieczakiem – przeraża mnie właśnie owe trzydzieści procent ludzi nadal głosujących na PiS! Stąd smutno konstatuję, że wielu z nas nadal powinno mieć kajdany na nogach. Niestety.

Mam tylko głęboką nadzieję, że kiedyś, kiedy przestaną w naszym politycznym życiu odgrywać tak duże role gorące emocje, wówczas wszystko wróci na swoje miejsce, tzn. para prezydencka zostanie usunięta z Wawelu, a historii zostanie zwrócona jej prawda. Na dzisiaj wygląda to tak, niestety, że my, to znaczy społeczeństwo, bezproduktywnie szczekamy, a karawana Prawa i Sprawiedliwości kroczy dalej. Gorzej że, jakby na to nie spojrzeć, to nadal karawana!

P.S.

Co do papierów po generale Cz. Kiszczaku, to od początku mam tutaj swoją własną hipotezę na ten temat, która jest wytłumaczeniem niezmiernie ludzkim całej tej historii. Otóż widzę w tym, niestety, małość generała, który prawdopodobnie nie mógł pogodzić się z jednym: że w wolnej Polsce on – ten, który w jakiejś mierze przyczynił się do tej wolności, jest ustawicznie targany po sądach. Stąd mógł wynikać jego zawód osobą Lecha Wałęsy, iż ten publicznie go nie bronił. Oczywiście, takie tłumaczenie jest ahistoryczne, ale jakoś nie mogę uwolnić się od takiego spojrzenia na tę historię – właśnie poprzez jej niezwykle ludzki wymiar. W końcu zemsta jest rozkoszą, jak wiadomo, nie tylko bogów.

27.02.2016 r.

10:33, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 25 lutego 2016

Jak zawsze są dwa wyjścia. W tym konkretnym przypadku jest podobnie: albo uwierzymy L. Wałęsie i całej solidarnościowej drużynie: Frasyniukowi, Lisowi, Bugajowi, Rulewskiemu, Janasowi, Borusewiczowi, Krzywonos i wielu, wielu innym, albo odrzucimy ich wszystkich i zaczniemy wierzyć  pętakom, którzy są związani z PiS-em. Jest oczywiście jeszcze trzecie rozwiązanie: zachowanie w tej sprawie postawy neutralnej. Tylko czy rzeczywiście można, powinniśmy pozwolić sobie na taki tumiwisizm?

Jako że dla mnie wierchuszka pierwszej Solidarności, to ludzie – pomniki walki o wolną, niezależną Polskę, więc powyższy dylemat dla mnie nie istnieje. Byłem, jestem i pozostanę do końca dni swoich lojalny wobec, zarówno Lecha Wałęsy, jak i ludzi związanych z pierwszą Solidarnością. Nie tą dzisiejszą – jakichś tam Dudów, czy Śniadków, ale właśnie Wałęsy, Kuronia, Frasyniuka, Borusewicza czy Janasa!

Dlatego tym wszystkim, którzy prezentują podobne do mojego stanowisko, proponuję przyjąć jedno podstawowe rozwiązanie: powszechny bojkot telewizji publicznej! Dzisiaj bowiem nie tylko że TV nie jest niezależna i wolna od nacisków politycznych, to zwykła gadzinówka na usługach jednej partii, podobnie zresztą, jak na usługach tej ostatniej pozostaje człowiek, który pełni obowiązki prezydenta tego kraju. Aż przykro nie tylko o tym mówić czy pisać, ale w ogóle nawet myśleć!

P.S.

Żeby rzeczywiście ujrzeć we właściwych proporcjach wielkość prezydenta Lecha Wałęsy, należałoby najpierw zderzyć Go z jakąś inną wielką postacią historyczną, np. z Józefem Piłsudskim. Gdy to zrobimy, jestem tego pewien, dopiero wówczas dostrzeżemy złożoność całej postaci przywódcy pierwszej Solidarności. Tylko wtedy będziemy w stanie dostrzec i uznać jego wielkość! W innym przypadku pozostaniemy li tylko Cenckiewiczami najnowszej historii polskiej.

25.02.2016 r.

09:23, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 23 lutego 2016

Dzisiaj tekst, który wysłałem przedwczoraj do Gazety Wyborczej:

Po kilku latach pozostawania w opozycji Prawo i Sprawiedliwość (chociaż dla mnie właściwiej byłoby napisać Bezprawie i Niesprawiedliwość!) doszło do władzy. I, jak zwykle w takich sytuacjach, gdy mamy do czynienia z czeredą niezmiernie wyposzczonych ludzi, złaknionych dobrych posad, rozpoczęły się rządy z przytupem – od wprowadzania swoich porządków!

To, że nowi wybrańcy narodu zaczęli wymieniać skład osobowy w różnego rodzaju państwowych spółkach czy urzędach, to w zasadzie żadna niespodzianka w naszych politycznie na wpół dzikich okolicznościach. Gorzej, że oprócz tych przewidywalnych posunięć, starają się również robić to, co jest tożsame z ich mentalnością, czyli niszczyć ludzi. Nie wystarczyła im swego czasu śmierć B. Blidy, jako ostrzeżenie, oni pragną dzisiaj napisać na nowo historię Polski, w której to oczywiście bracia Kaczyńscy są niczym deus ex machina i doprowadzają do obalenia komuny! Stąd też, jak mniemam, wynika kolejny bezpardonowy atak na postać – żywy pomnik naszej historii najnowszej: Lecha Wałęsę! Bez wroga bowiem, jakiegokolwiek, ugrupowanie to, niczym prawdziwi komuniści, istnieć nie potrafi. Zamiast zajmować się gospodarką i rozwiązywaniem naprawdę ważnych problemów, próbuje się nas zainteresować i wmówić nam, że ktoś, gdzieś, kiedyś coś tam podpisał i że to dzisiaj powinno pełnić rolę igrzysk. Szkoda tylko, że ci sprawiedliwi ponad ludzką miarę nie dodają do tego, gdzie wówczas byli, jak mężnie nadstawiali swoją pierś, jak ofiarnie walczyli za wolną ojczyznę!

Dzisiaj, jak wiemy, odwaga niepomiernie staniała; dzisiaj taki ktoś, jak przywódca PiS-u i jego sztabowcy, urastają do rangi herosów – papierowych, co prawda, ale dla wielu ich wielbicieli tacy wystarczą. Spiż bowiem byłby za ciężki, z pewnością by ich przygniótł; dzisiaj ci papierowi herosi chcą i zrobią wszystko, posuną się do każdego draństwa, żeby tylko zohydzić nam Lecha Wałęsę, człowieka, który niejednokrotnie dał przykład niezłomności swojego charakteru, determinacji i oddania sprawie Solidarności; dzisiaj pętaki i zakłamani faryzeusze, przepełnieni kipiącą wręcz nienawiścią, próbują wylać na niego kubły pomyj, zgodnie z zasadą, że jeżeli nawet się z nich obmyje, to i tak zawsze jakiś fetorek pozostanie.

Dlatego w tym kontekście pojawia się bardzo ważne pytanie: Czy naprawdę uda się dzisiaj służalczym miernotom, na czele ze swoim politycznym guru, zafałszowywać historię i ubrać tego ostatniego, jak i jego brata w buty, których obaj nigdy nie mieli na nogach? Czy dzisiaj, ten rewolucjonista w bamboszach, zdrowo spóźniony na karnawał historycznej Solidarności, zawróci bieg historycznej rzeki?

Niestety, częściowo mu się to udaje. Przykładem tego był choćby pochówek szczątków byłego prezydenta Lecha Kaczyńskiego w krypcie na Wawelu. Dobry człowiek, słaby jednak prezydent w miejscu niezwykle ważnym dla każdego Polaka – narodowym symbolu! Chichot historii? Poniekąd. Przede wszystkim jednak blamaż Kościoła polskiego, który przyczynił się do pogłębienia i tak już dużego podziału w polskim społeczeństwie.

Cóż, można powiedzieć jedynie, że mleko się rozlało, ważne, żeby nie rozlewać go już więcej w przyszłości. Dlatego mam ogromną nadzieję, że za jakiś czas obok Lecha Kaczyńskiego nie spoczną zwłoki jego brata bliźniaka. Gdyby stało się inaczej, tragiczna historia zyskałaby wymiar zupełnie niewesołej groteski. A na to nie zasłużyliśmy jako naród!

Na koniec powiem tak: To oczywiste, że Lech Wałęsa był i pozostanie dla wielu jakimś tam Bolkiem, szczególnie dla tych wszystkich fachowców od teorii spiskowych; na tej samej zresztą zasadzie nim był, na jakiej Amerykanie aż sześciokrotnie nie wylądowali na księżycu, a Elvis Presley żyje. Ba – nie tylko on, według powyższej logiki można podejrzewać, że żyją jeszcze M. Monroe, J. F. Kennedy, a nawet, jakby dobrze pogrzebać – najlepiej w papierach jakiegoś generała! – Bolesław Chrobry. Cóż, jako że kretynów na świecie nigdy nie brakowało, proponuję ich zwyczajnie lekceważyć, idiotyzmów bowiem z przestrzeni publicznej nigdy się nie wyruguje.

23.02.2016 r.

08:01, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 21 lutego 2016

Zdecydowana większość z nas tak jest wewnętrznie  skonstruowana, że w imię ułudy, która ma uczynić nasze życie znośniejszym, bo w pewnym sensie celowym, jest w stanie uwierzyć we wszystko, nawet w najgorszą intelektualną ściemę. Dzieje się tak dlatego, że człowiek pod jakąkolwiek szerokością geograficzną by nie żył; jakimkolwiek bogactwem by nie dysponował; jakiejkolwiek nie przeczytałby niezliczonej ilości książek, zawsze w swojej masie okaże się głupi co do wszystkiego, ponieważ wychodzi na to, że zawsze będzie potrzebował pewnego systemu wierzeń, aby móc któregoś dnia zwrócić się w stronę jakiegoś wykreowanego przez siebie boga, czy też bogów. A zrobi tak w jednym konkretnym celu – otrzymania obietnicy, choćby mglistej mrzonki dotyczącej tzw. życia wiecznego, tego bezcielesnego trwania, które jest – tak na marginesie – ogromnym pragnieniem każdego gorliwego muzułmanina, któremu fizyczne trwanie tu i teraz, na ziemi, w pewnym sensie przeszkadza, bo oddala od Boga  jego boga!

Dziwnym zrządzeniem losu, i to już od najmłodszych lat, nigdy nie należałem do tego typu ludzi, którzy karmią się, czy to ze strachu, czy też w wyniku głębokiego przekonania, złudzeniami dotyczącymi istnienia Boga, szczególnie takiego, jakiego przedstawiają nam różnego rodzaju monoteistyczne religie. Nigdy nie odczuwałem jakiejś wewnętrznej potrzeby posiadania tego typu mentalnej podpórki, jako warunku poznania czy też zbliżenia się do niepodważalnej prawdy wyjaśniającej mi nie tylko moje, ale w ogóle istnienie jako takie. Zawsze świetnie obywałem się bez tej całej czczej gadaniny tak o Nim, jak również o jakimś tam szatanie, i w ogóle o całym religijnym świecie mitów, niewiele różniącym się od znanych nam mitów greckich, rzymskich, irańskich czy jakichkolwiek innych; zawsze jakoś podskórnie wyczuwałem w tym obszarze potężny fałsz ludzi w kapłańskich szatach, ich obłudę i totalne zakłamanie, i że oni sami nie są w stanie udzielić mi niepodważalnych odpowiedzi na temat prawdy absolutnej. I nie trzeba być tutaj jakoś specjalnie bystrym i oczytanym, żeby dojść do takiego właśnie wniosku i dosyć szybko połapać się w krętactwach ludzi spod znaku krzyża, półksiężyca, czy dawidowej gwiazdy.

Spęd ludzi, niczym nawet nie baranków a baranów, do kościoła, synagogi czy meczetu, nie przybliża człowieka ani o krok do jakiejkolwiek prawdy o istnieniu jakiegokolwiek boga. A wszelkie próby objaśnienia nam tego, co nie tylko tutaj, ale i tam, przy pomocy jakiejś transcendencji, to najzwyczajniej w świecie, z jednej strony cwaniactwo jednych, z drugiej zaś głęboka naiwność, podbudowana intelektualną bezradnością drugich. To bardziej efekt naszego chciejstwa i wiara w świat wirtualny, który tak naprawdę jest niezmiernie odległy od naszej fizycznej rzeczywistości, niż prawda absolutna i niepodważalna. Należy bowiem zawsze pamiętać, że nasz świat, ten namacalny, to przestrzeń, w której nie brylują żadni aniołowie czy archaniołowie, to świat na wskroś ludzki, w którym każdy istniejący do tej pory bóg, to tak naprawdę bardziej emanacja nas samych i naszych pragnień, niż rzeczywistej postaci samego Stwórcy, który zmieniał się na przestrzeni wieków relatywnie do zmian zachodzących w nas samych.

A tak poza wszystkim: jeżeli On rzeczywiście istnieje, to zasługuje bez wątpienia na znacznie lepszy wizerunek niż ten, jaki sami wykreowaliśmy na własne potrzeby. Ten obraz bowiem, który znamy, najzwyczajniej w świecie urąga Mu!

 

          21.02.2016 r.

10:19, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
piątek, 19 lutego 2016

Jedni walczą z drugimi, drudzy z trzecimi, mocniejsi zabijają słabszych, krótko mówiąc od zarania dziejów rodzaju ludzkiego mamy do czynienia z szerzącą śmierć i pożogę przemocą. W imię czego? Początkowo zapewne w imię przetrwania, z czasem jednak przede wszystkim w imię jakichś chorych racji: chęci zysku, zdobycia władzy, tym samym narzucenia swojej woli innym.

Przyznam, że nie rozumiem, dlaczego jesteśmy zaskoczeni, że w jakimś miejscu na świecie wybucha zbrojny konflikt, który nierzadko przedłuża się i niebezpieczne rozciąga na szersze połacie ziemi. Dziwimy się, jakbyśmy w tym w ogóle nie uczestniczyli. Naturalnie, fizycznie nie bierzemy w tym udziału – nie musimy, robi to za nas jednak niezwykle skutecznie broń, którą dostarczamy zwalczającym się wzajemnie stronom.

Dalej dzieje się tak, że nasza aktywność sprowadza się w zasadzie jedynie do jakichś głuchych nawoływań o rozsądek i pokój, podczas gdy w najlepsze trwa nie kończąca się rzeź i gdzie cenę najwyższą płacą oczywiście cywile, czyli zwykli ludzie, którym nic do wojen i władzy. Oni bowiem chcą tylko jednego: po prostu zwyczajnie żyć. Żyć! Tyle, że zwalczające się strony gardzą pragnieniami maluczkich. Bojownicy bowiem jakiejkolwiek sprawy przede wszystkim łakną krwi. Dlatego zabijają. Gdziekolwiek. I kogokolwiek. Bo ktokolwiek, to zawsze zaprzysięgły wróg!

Czy istnieje jakieś rozwiązanie tego typu konfliktów, niekoniecznie tylko tych o szerszej skali? Oczywiście. Tyle, że w takiej sytuacji muszą zostać spełnione dwa podstawowe warunki: pierwszy – to dobra wola walczących ze sobą stron, której pojawienia się w końcu wykluczyć nie można, aby zakończyć bezsensowny rozlew krwi; druga natomiast, to przede wszystkim odcięcie możliwości zaopatrywania obu stron w broń. Dzisiaj bowiem jest tak, że jeżeli tylko są pieniądze i pojawia się zapotrzebowanie na nią, nikt o nic nie pyta i militarne akcesoria trafiają do tych, którzy ich w danym momencie potrzebują. A wtedy hulaj dusza, piekła nie ma! Niestety, rzecz w tym, że wówczas tak naprawdę piekło dopiero się zaczyna!

Dlatego, wiedząc jak jest, nie udawajmy chociaż, że bronimy pokoju za wszelką cenę, że nawołujemy do zarzucenia działań wojennych i rozpoczęcia rozmów pokojowych przez skonfliktowane strony. Bo taka postawa nie jest niczym innym, jak tylko zwykłą hipokryzją! Najpierw bowiem sprzedajemy naszym kontrahentom broń, a następnie próbujemy przywoływać ich do porządku i wymóc na nich zaniechanie działań zbrojnych. Tak jakby owa broń była jedynie na kapiszony i odpustowe korki. Krótko mówiąc mamy w takiej sytuacji do czynienia ze szczytem zwykłej obłudy i politycznego zakłamania!

A przecież chodzi w końcu o niezmiernie prostą rzecz: o to, żebyśmy w końcu byli uczciwi – my, tzn. wytwórcy broni palnej pod każdą szerokością geograficzną świata i nie sprzedawali jej w każde miejsce na ziemi. I nie chodzi tutaj tylko o posiadanie większej kontroli nad tym procederem, rzecz również w posiadaniu znacznie większej świadomości, gdzie, w jakim celu i przez kogo może zostać ona użyta! Jeżeli nie zaczniemy od tego walki z bezmyślnym zabijaniem siebie nawzajem w różnego rodzaju wojnach, to tak naprawdę nigdy nie będzie końca różnego rodzaju większym czy też mniejszym konfliktom zbrojnym w różnych częściach świata, a my, dzięki temu, nigdy i nigdzie nie będziemy mogli poczuć się bezpiecznie. Bez względu na to, gdzie będziemy żyli.

           

 19.02.2016 r.

16:21, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 18 lutego 2016

Gdy czytam, co człowiek zrobił i robi nadal z lasami tropikalnymi i torfowiskami w Indonezji po to tylko, żeby poszerzyć plantacje palmy olejowej; gdy czytam, co człowiek był i jest nadal w stanie zrobić z dżunglą amazońską, żeby tylko poszerzyć plantacje kukurydzy; gdy masowo zabija zwierzęta, którym grozi wyginięcie, a dookoła siebie rozsiewa tysiące ton szkodliwych pestycydów; gdy oglądam, co się dodaje do jedzenia, które systematycznie masowo nas zatruwa; czym się karmi niby zdrowe i zalecane ryby jak np. norweski łosoś, słowem  gdy te wszystkie informacje do mnie trafiają i oczywiście jeszcze wiele innych nie mniej zatrważających, to jestem pewien jednego: człowiek to bezmyślne bydlę, które tak naprawdę nie zasługuje na egzystencję na takiej planecie jak Ziemia! Może gdzie indziej tak, może tam, gdzie nie ma sprzyjających warunków do wygodnego, beztroskiego życia, sprawdziłby się szybciej i o wiele lepiej; tutaj jednak, gdzie życie jest w sumie przyjemne, staje się on ogromnym nieokiełznanym niczym szkodnikiem i najbardziej niebezpieczną, wręcz psychopatyczną istotą dla tego wszystkiego, co biega, fruwa, pełza, czy pływa.

Dlaczego tak się dzieje? To proste: ponieważ człowiek, to niereformowalne stworzenie, które w swoim DNA posiada zakodowany gen destrukcji wynikający z jednego  chęci zysku. Dlatego jestem pewien, że nasza szkodliwa działalność, ta bezmyślna i krótkowzroczna polityka dzisiaj, jest niczym innym, jak tylko przygotowaniem następnym pokoleniom tykającej bomby w postaci zmniejszonej odporności ich immunologicznego systemu, a tym samym zwiększonej, nie do opanowania ilości chorób, co w konsekwencji zaowocuje ich znacznie krótszą egzystencją.

Zatem, jako że przyszłość rysuje się w bardzo czarnych barwach, proponuję wznieść toast:

– Wypijmy za zdrowie wszystkich nieboszczyków tego i przyszłego świata! Do dna! Albowiem, jak nic, w stronę tego właśnie miejsca podążamy.

18.02.2016 r.

11:39, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 16 lutego 2016

Przez bardzo długi czas nosiłem w sobie głębokie przekonanie, że w moim życiu pewne osoby będą zawsze obecne; że nic ich nie zniszczy, że będą towarzyszyły mi przez całe moje życie; że będą to ludzie – pomniki, których nikt i nic nie obali, nawet wszechpotężny czas! Aż nadszedł dzień, kiedy odeszła pierwsza osoba spośród nich, potem druga, następnie piąta i ósma, i może nie nagle, ale z całą pewnością w pewien sposób niespodziewanie rozprysła się moja naiwna bańka zbudowana z ułudy i miraży. Od tego momentu uświadomiłem sobie bardzo gorzką prawdę naszej egzystencji: że już nic nie będzie takie jak dawniej – beztroskie, niezmienne, szczęśliwe.

Dlaczego o tym piszę? Ponieważ te utraty ludzi ściśle się wiążą, przynajmniej w moim postrzeganiu życia, z wiekiem ich odejścia, z reguły przedwczesnym, co przy jednoczesnej dyskusji o wydłużeniu nam wieku emerytalnego, nie jest bez znaczenia. O ile bowiem nie dziwi mnie wprowadzenie takiego rozwiązania na Zachodzie, gdzie i opieka medyczna jest znacznie lepsza od naszej; gdzie warunki pracy są porządniejsze; gdzie relacje pracownik – pracodawca są dużo bardziej cywilizowane  o tyle u nas taki zamiar jest wymysłem, jeżeli nawet nie szalonym, to z całą pewnością na wskroś niehumanitarnym, wręcz nieludzkim! A jest takim, ponieważ u nas, w odróżnieniu od życia na tzw. Zachodzie, po pierwsze – pracujemy dłużej; po drugie – jesteśmy znacznie gorzej opłacani; po trzecie – jesteśmy znacznie gorzej traktowani przez pracodawców (że nie wspomnę o braku stabilizacji związanej z ogromną ilością tzw. śmieciówek, na jakich jesteśmy zatrudniani), a po czwarte i oczywiście nie ostatnie, wszystkie te ujemne aspekty pracy w towarzystwie znacznie gorszej opieki medycznej! Mało? Proszę więcej: Dlaczego naprodukowano w Polsce tyle uprzywilejowanych grup zawodowych? Dlaczego pracownikom tych grup nie zmienia się warunków ich płacy emerytalnej w trakcie ich zatrudnienia, podczas gdy nas traktuje się za każdym razem jak bydło, które wszystko ścierpi? Bo musi!? W imię czego? – pytam. Tylko dlatego, że tutaj zawsze pogardzano ludźmi? Dlatego, że tutaj zawsze starano się maksymalnie wykorzystać innych, z reguły słabszych?

Nie chce mi się wymieniać moich skromnych pragnień z gatunku wyrównywania praw tzw. sprawiedliwości społecznej, bo to i tak niczego nie zmieni. Świat bowiem, nasz świat, nigdy nie był sprawiedliwy, więc dlaczego akurat teraz miałby taki się stać, i to w chwili, kiedy pragnienie szybkiego bogacenia się jest tak ogromne i powszechne. Nie ma najmniejszego powodu, żeby tak właśnie się stało. Dlatego pozbawiony już dawno złudzeń chciałbym tylko jednego: żeby nikt mi nie mówił, że powinniśmy robić wszystko to, co wymyślą społeczeństwa na Zachodzie. Bo tam nie jest tak, jak tutaj, tam np., to ja mógłbym pracować nawet do siedemdziesiątego roku życia. I to bez najmniejszego słowa skargi!

16.02.2015 r.

13:25, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 14 lutego 2016

        Moja (kiedyś) Droga,

      W zasadzie po tym, co się między nami wydarzyło, mógłbym – i miałbym do tego pełne prawo – powiedzieć: Nie chce mi się z Tobą gadać! Tak jednak nie powiem. Ujmę to inaczej: Gdziekolwiek i z kimkolwiek jesteś dzisiaj, życzę Ci miłości, oczywiście tak wyjątkowej jak nasza. Poza tym… poza tym to raczej wszystko, co chciałbym Ci dzisiaj przekazać. Więcej i celniej bowiem powiedzą piosenki, które chciałbym – nie, nie zaśpiewać, a jedynie odtworzyć. Posłuchaj zatem, co mam Ci dzisiaj do powiedzenia ustami i słowami nie należącymi do mnie. Od siebie dodam jedynie krótką fraszkę:

                      I pozamiatane

        Zostały tylko klucze od mieszkania –

        Bez pożegnania. 

         14.02.2016 r.

09:51, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
sobota, 13 lutego 2016

Ci, którzy mnie znają, wiedzą, że jestem osobą bogobojną i należę do żarliwych katolików. Dlatego w chwili, gdy dzieje się źle, więcej – bardzo źle z Europą, postanowiłem coś zrobić i zdecydowałem się włączyć do walki ze światem, którego rytm ustala religia – religia z założenia, jeżeli nawet nie agresywna, to z całą pewnością nietolerancyjna, wsteczna i niezmiernie konfliktogenna.

Stąd też, gdy pewnego dnia znajomi rzucili hasło: Idziemy na pielgrzymkę, nie zastanawiałem się zbyt długo i ruszyłem z nimi. Oczywiście, na Jasną Górę, gdzie złożyłem przysięgę walki do końca z barbarzyńcami ze Wschodu. Aż do śmierci! W końcu nie można oddać Europy w ich ręce bez jakiegokolwiek słowa sprzeciwu! A dzisiaj tak właśnie się dzieje, że przybysze islamscy, na skutek radosnej i niezmiernie krótkowzrocznej polityki migracyjnej prowadzonej przez niektóre europejskie państwa, systematycznie w sposób w zasadzie pokojowy i zupełnie niekontrolowany poszerzają w Europie swoje wpływy. W mojej Europie!

Naturalnie, nie mam nic do innych nacji i wyznawanych przez nie religii, pod  warunkiem, że nie ingerują w mój świat, świat moich wartości – w tym również wartości religijnych, a tak zwani ciapaci są u siebie w domu; dopóki nie zagrażają zarówno mnie, mojej rodzinie, jak i moim znajomym, czy sojusznikom, wszystko jest w jak najlepszym porządku. U siebie mogą sobie urywać głowy, czy podrzynać gardła, tutaj, w Europie, muszą znać swoje miejsce!

Ktoś może powiedzieć, że histeryzuję i przesadzam. Naturalnie, bagatelizować problem zawsze można. Tyle, że od takiego właśnie lekkiego traktowania jakiegoś tematu biorą się wszystkie nieszczęścia. Tak było w przeszłości, więc tak będzie i teraz, jeżeli nie zareagujemy na czas. Dlatego dzisiaj, szczególnie po wcześniejszych, bolesnych doświadczeniach ludzkości uważam, że należy dmuchać na zimne i za wszelką cenę próbować przeciwdziałać. A jako że powiedziałem a, więc nie pozostaje mi nic innego, jak tylko powiedzieć również b i – wyruszyć na wojnę z barbarzyńcami. Oczywiście w imię Chrystusa, Pana naszego! Krótko mówiąc postanowiłem być niczym średniowieczny rycerz, który ciągnie do grobu chrystusowego wyzwolić go z rąk islamskich oprawców i bezbożników!

Zatem, bracia i siostry w wierze, nową krucjatę czas zacząć! Alleluja i do przodu! W imię Boga! Boga jedynego i właściwego! I Jego syna Jezusa Chrystusa! I wszystkich apostołów! I wszystkich świętych! I…

Ament. Jak zwykle w paździerzu.

13.02.2016 r.

10:33, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2
O autorze
więcej: www.kiler.blox.pl kontakt: czaplinski@tlen.pl