RSS
czwartek, 28 lutego 2013

     Zawsze miło jest słuchać kogoś, kto mówi ładnie i składnie. Osobiście jednak wolę, gdy ktoś mówi ciekawie i do rzeczy, niż nader zgrabnie dla ucha i kwieciście. Oczywiście szczęściem jest obie rzeczy połączyć. No, ale, jak wiemy, nie zawsze tak się da. Bo to ideał. A ideał osiąga się z reguły nie tak znowu często.

    Nie dalej jak przedwczoraj oglądałem w TVN24 rozmowę, którą prowadziła M. Olejnik. Interlokutorami byli – K. Bosak oraz poseł R. Biedroń. O ile ten drugi mówił nie tylko elokwentnie, ale na dodatek również ciekawie i sensownie – ponieważ miał coś interesującego do przekazania – o tyle ten pierwszy strzelał słowami z prędkością karabinu maszynowego, w czym był niezmiernie podobny do posłanki K. Pawłowicz: oboje mówią dużo i szybko, ale ich słowa pozbawione są jednej zasadniczej rzeczy – treści. A jak nie ma treści, to gada się bzdury. Więc K. Bosak znowu powtórzył swój bzdurny program zasadzający się na niechęci, nietolerancji i wykluczeniu innych. Chociaż, prawdę powiedziawszy, to każdy człowiek wypowiadający homo-, czy też ksenofobiczne słowa, rasistowskie czy też antysemickie, powinien być z automatu wykluczony z jakiejkolwiek publicznej debaty. Dzisiaj bowiem są to „tylko” słowa, jutro jednak może być to już czyn. A do jakich czynów są zdolni ludzie nienawidzący drugiego człowieka, bo ten jest w jakiś sposób inny, wyróżniający się, opisywał nie będę. Wiem jedno: gdyby słowa mogły zabijać już dawno tacy ludzie jak K. Bosak, K. Pawłowicz, czy T. Rydzyk mieliby znacznie więcej przestrzeni życiowej i na pewno żyliby w takiej Polsce, o jakiej marzą: przaśnej, prymitywnej, zacofanej, krótko mówiąc prosto ze skansenu!

      Obejrzałem kiedyś „Wesele” W. Smarzowskiego. Jakiś czas później „Dom zły”, również tego reżysera. W najbliższej przyszłości zobaczę „Drogówkę”. To jednak, co wiem już po dwóch pierwszych jego filmach, to smutna konstatacja: Polska, poza kosmetyką zewnętrzną, którą przechodzi od 20 lat, w środku, w mentalności wielu ludzi pozostaje zapyziałym, zmurszałym skansenem, gdzie cwaniactwo, ciemnota i małość aż bolą! Dlatego nie dziwię się aż tak bardzo słowom K. Bosaka i podobnie myślących mu ludzi; nie dziwię się zamaskowanym gnojom wykrzykującym prymitywne hasła; nie w dziwię się wielu rzeczom, bo w skansenie takie zachowania nie należą do rzadkości. Dziwię się czemuś innemu: że ta normalna, i wcale niemała część Polek i Polaków, jeszcze nie zwariowała w tym otaczającym nas szaleństwie. Dlatego mam taką nadzieję, że ten wirus głupoty i prostactwa zanim nas dopadnie i zniewoli, wcześniej umrze śmiercią naturalną. Dla dobra nas wszystkich. Dla dobra lepszej, normalnej Polski. Za to, to nawet dałbym na tacę. I bym nie skąpił!:)

       28.02.2013 r.

08:06, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
środa, 27 lutego 2013

     Jakiś czas temu obejrzałem powyższy spektakl i... Oczywiście, mogę przyjąć, że początek sztuki jest dobry i nie mam prawa się czepiać. Niestety, im dalej w las, tzn. im dłużej trwa przedstawienie, tym gorzej. Bo o ile początek interesuje, wciąga, o tyle po godzinie miałem wrażenie, a po półtorej pewność, iż jest ono stanowczo za długie. Więc zamiast mnie fascynować, wsysać w siebie całego, niemiłosiernie zaczęło nużyć. I to nawet pomimo poczynionych przez reżysera pewnych skrótów w tekście, które są widoczne! Niestety, całość jest rozmemłana i rozpływa się w nijakości. Ale nie w nijakości aktorów – ci zagrali bowiem świetnie! – lecz w nijakości tematu, potraktowanego, co prawda z dużą inteligencją, niemniej również z niemałą dozą młodzieńczości. Słowem – sztuka zbyt rozwlekła, ludzie w niej tacy jacyś nijacy, bez życia, a sam autor… Cóż, nie on pierwszy i zapewne nie ostatni okazał się jeszcze jednym nieodrodnym synem „mateczki Rosji!”. No bo co się dzieje? – zbyt nudno, nie ma problemu, brak zmartwień i wszystko zbyt piękne, nieskomplikowane, za łatwe, bez emocji? No, przecież u nas – w Rosji tak być nie może! Nie godzi się tak bez żadnych zmartwień w ogóle! Nieładnie. Toż to niemal pasożytnictwo! Problemy muszą być – żeby człowiek wiedział, że żyje! Życie trzeba czuć, ono musi boleć! Więc jeżeli nie ma problemów, należy je jak najszybciej stworzyć! I Czechow tworzy je, i tworzy je tak, jak wielu jemu podobnych! Lecz sił i inwencji twórczej, niestety, wystarcza jedynie do połowy przedstawienia. Dalej zaczyna się królestwo literatury rosyjskiej: bezbrzeżne, niekończące się i nieopisywalne wręcz cierpienie. Za co? Po co? Za kogo? To proste – za ludzkość przecież. Całą!

     Od dawna myślę, że bycie Polakiem, to na pewno nie jest szczyt marzeń wielu ludzi, ale bycie Rosjaninem, to już na pewno koszmar! Z takim bowiem brzemieniem ciężko żyć. Gorzej, że jeszcze trudniej jest się z niego wyzwolić.

      27.02.2013 r

06:53, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 26 lutego 2013

      Dawniej, u zarania religii chrześcijańskiej, Kościół – to był lud boży. Wkrótce potem, 300 lat później, to już niezbędny obrządek, dzisiaj - potężna organizacja. Oczywiście jedna z kilku największych, która swoją dyktaturę dusz potrafiła utrzymać przez 1700 lat!

     W przyszłym miesiącu, właśnie w wyniku panującego obrządku i tradycji, zostanie wybrany nowy, miłościwie nam panujący papież. Różnego rodzaju przepowiednie sugerują, że będzie to papież kolorowy. Podejrzewam jednak, że jeżeli nawet tak się stanie, to na pewno nie dokona się to podczas pierwszego posiedzenia kardynałów. Może podczas drugiego. A może dopiero trzeciego. Kiedykolwiek jednak ten wybór nastąpi już dzisiaj jedno jest pewne: prezydentem Stanów Zjednoczonych już drugą kadencję jest osobnik kolorowy! I nieważne czy to dobrze czy źle, istotne, że nadszedł w końcu taki moment w naszej historii, iż taki wybór był możliwy. A był możliwy dlatego, że świat, który tworzymy, zmienił się na tyle, żeby taki wybór zaakceptować. Podobnie może być również w przypadku nowej głowy Kościoła.

   Być może stanie się tak, że papieżem zostanie przedstawiciel Afryki, czy Ameryki Południowej. Jeżeli nawet, to ten wybór będzie podkreślać jeszcze dobitniej, że świat, my jako ludzkość, przebyliśmy kawał drogi w naszej ewolucji światopoglądowej i jesteśmy gotowi na przyjęcie takich zmian, które jeszcze do niedawna były najzwyczajniej niemożliwe. Wynika to oczywiście z ewolucji naszego podejścia do życia, zmieniających się potrzeb w odniesieniu do niego, a także priorytetów i niejako holistycznego postrzegania świata. Dlatego w wyborze papieża o ciemnym kolorze skóry nie widzę nic ani zaskakującego, ani trwożnego, ani dziwnego. Ot, takie nasze współczesne signum temporis!

     Jak już kiedyś pisałem, to, kto zostanie papieżem jest mi zupełnie obojętne – nawet w kontekście związanego z nim „oczekiwanego” końca świata. A jest mi to obojętne z jednego prostego powodu: jestem niezmiernie krytyczny wobec wszystkich Kościołów tego świata i najchętniej, gdyby to było w jakiejś mierze zależne ode mnie, wysłałbym je do… to hell! Dlaczego? Bo Kościoły, wszystkie, bez wyjątku, to z jednej strony dewocja, niebezpieczny fundamentalizm i w ogóle skrajność, z drugiej zaś totalne zakłamanie, fałsz, obłuda i wykorzystywanie żarliwości i zwykłej bogobojności wierzących. Dlatego nie interesuje mnie ani najbliższe konklawe, ani inne w bliższej czy też dalszej przyszłości, jak również przywództwo pozostałych Kościołów tego świata. Ponieważ one wszystkie zamiast postawić na wewnętrzny, duchowy rozwój człowieka, nastawione są na zadbanie o wygodne życie swoich przedstawicieli i najwyższych dostojników. Dlatego to, co mogę w tym miejscu zaproponować, to jedna podstawowa rzecz: do wora z nimi i za burtę! Plusk!!

      Amen:)

      26.02.2013 r.

08:16, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 25 lutego 2013

      Ale czy to coś dziwnego i zaskakującego? Oczywiście że nie! Od dawna przecież wiadomo, że w polityce niezmiernie trudno o przyjaźnie. Jeżeli takie w ogóle są możliwe. I osobiście nie wymagam ich od polityków. Ale zwykłej ludzkiej przyzwoitości i szacunku już tak.

     Nigdy nie lubiłem protekcjonalnego tonu jednych osób wobec drugich, bo niemal zawsze oznacza to pogardę i lekceważenie. Patrzenie niejako „z góry”. Ustawianie siebie w relacji z kimś w roli – ja panisko, ty – poddany, tzn. ktoś gorszy. A taki właśnie pogardliwy wręcz stosunek wobec Janusza Palikota w ostatnich dniach zauważyłem u wielu polityków. Ale i nie tylko u nich.

    Zapewne wiele można J. Palikotowi zarzucić, ale na pewno nie to, że jest czymś najgorszym na naszej scenie politycznej; że jest kimś, z kim nie powinno się rozmawiać, bo to dyshonor; że w końcu jest kimś, kto psuje naszą scenę polityczną. Tak jakby ona była samym zdrowiem – nienagannie etyczna, z klasą i na poziomie. A to wierutna bzdura! Bo ani J. Palikot nie jest jej wcielonym złem, ani politycy nie są tak czyści i krystaliczni na jakich pozują i chcieliby siebie widzieć.

    W ostatnim czasie, po jego niefortunnej i niepotrzebnej wypowiedzi (jej część, ta najbardziej soczysta, jak zwykle wyrwana została z kontekstu) odnoszącej się do Wandy Nowickiej, wielu polityków zaczęła tak właśnie się zachowywać, jak napisałem wyżej, czyli w odniesieniu do J. Palikota niezwykle protekcjonalnie. Zaczęli wypowiadać się tak, jakby sobie nie mieli nic do zarzucenia, byli czyści jak łza, nieskalani, bogobojni, no, prawie że święci!

      To, że politycy z prawej sceny politycznej będą w stosunku do niego bezkompromisowi i niesprawiedliwi w swoich ocenach, to nic nowego. Ale że Leszek Miller przyłączy się do chóru malkontentów, to już pewnego rodzaju niespodzianka. Widocznie polityka na tym polega, że jeżeli ktoś się potknie i upadnie, to trzeba natychmiast podejść i przyłączyć się do grupy kopiących, żeby uniemożliwić leżącemu szybkie powstanie.

     Leszek Miller przy okazji zrobił jeszcze jedną głupią rzecz: świadomie zrezygnował z tworzenia trzeciej ważnej siły na naszej scenie politycznej. Ale to dobrze. Bo im więcej ludzi od niego odejdzie, tym szybciej i on zniknie z polityki. A że zniknie, bo za jego rządów SLD nie przekroczy 10% poparcia w następnych wyborach, to dla mnie pewne. „Oczywista oczywistość”, jak powiedział jeden z naszych nieudanych klasyków politycznych. Ale to żadna strata. Od dawna uważam, że L. Miller to wartość ujemna dla lewicy, więc płakał po nim nie będę. Więcej – życzę mu porażki. I to, jeżeli możliwe, jak najszybszej. Albowiem jego porażka, to wbrew pozorom w konsekwencji zwycięstwo lewicy!

        25.02.2013 r.

07:52, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 24 lutego 2013

     Dopóki człowiek – albo niekoniecznie on! (czyżby przejaw wiary w cuda?) – nie udzieli mi odpowiedzi na podstawowe pytania: Dlaczego żyjemy? Po co i dlaczego? Przez kogo i dla kogo? Czy tylko my, czy też ktoś jeszcze gdzieś „obok”, w przestrzeni kosmicznej? A jeżeli gdzieś w niej, to czym ona jest? Czy i gdzie się kończy? Co poza nią? Czy ona to nieskończoność? – dopóki pozostaną one bez odpowiedzi, choćby jej surogatu, ale rozwiązującego ten gordyjski węzeł naszej egzystencji, obawiam się, że dopóty wszystko dookoła jest i pozostanie jedynie formą pozbawioną jakiejkolwiek treści. Dlatego, aby nie oszaleć w wyniku trawiących mnie wątpliwości i rozterek, musiałem znaleźć jakąś odpowiedź – choćby złudną i tymczasową. Na dzisiaj znalazłem ją w idei reinkarnacji. To jedyna, tak myślę, sensowna odpowiedź na moją niepewność. Albowiem tylko jej akceptacja jest w stanie w miarę racjonalnie wytłumaczyć mi wiarę w nieśmiertelność człowieka, którą jest – według mnie – kolejne wcielenie i szansa na poprawienie siebie, czyli tak naprawdę doskonalenie swojej duszy. Bo jeżeli jest w nas coś boskiego, a tym samym nieśmiertelnego, to jest nią właśnie ona - nasza dusza! I nie jakiś tam bzdetny Sąd Ostateczny i dziwne rozliczanie przed Bogiem, a właśnie kolejne wcielenie, jako powtórna szansa na lepsze, godne życie człowieka, a tym samym również szansa na osiągnięcie doskonałości duszy. To jest, czy też powinno być, istotą naszej egzystencji. O to, tak myślę, toczy się gra! Chyba:)

     24.02.2013 r.

09:57, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
sobota, 23 lutego 2013

    Trudno uwierzyć, ale wczoraj minęło już 21 lat od śmierci Tadeusza Łomnickiego, właściwie ikony polskiej sceny, na której zresztą zmarł. Nagle. Podczas prób „Króla Leara” w Poznaniu. I pomijając już, czym ta strata była i jest dla nas, dla polskiej kultury, jedna refleksja z tym związana wydaje mi się w pewien sposób pocieszająca: odszedł od nas w miejscu, które ukochał ponad wszystko i któremu poświęcił całe swoje życie. Myślę, że „lepszej” śmierci nie mógłby pragnąć. A jeżeli w śmierci może być coś pocieszającego, to w tym wypadku jest nim właśnie chyba to miejsce: scena. Przygnębiające natomiast musi być i jest to, że nastąpiła ona tak przedwcześnie. Dużo za wcześnie!

    Osobiście brak mi Go. Podobnie zresztą jak wielu innych, którzy odeszli przed i po Nim. Kolejna luka, kolejne puste miejsce nie do zastąpienia. Na pocieszenie pozostały nam sztuki teatralne i filmy z Jego udziałem. I za to dzisiaj pięknie dziękuję, Panie Tadeuszu.

      23.02.2013 r.

12:49, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
piątek, 22 lutego 2013

     Państwo, a ściślej rząd i jego fatalna polityka informacyjna, jest przyczyną sytuacji, w jakiej się dzisiaj znajdujemy. Po pierwsze – Smoleńsk, po drugie – coraz śmielsza działalność skrajnych ugrupowań narodowych, po trzecie – sprawa wprowadzenia w Polsce waluty euro. Oczywiście przykładów tutaj mógłbym podać więcej, tylko po co? Leżącego przecież się nie bije, a mnie tak naprawdę chodzi przede wszystkim o wskazanie pewnego problemu.

      Oczywiście, pół biedy i do przyjęcia jeszcze by było, gdyby rządzący wyciągali wnioski ze swoich pomyłek czy niedomogów. Ale nie – oni, jak to stado bezrozumnych baranów pieprzą od rzeczy i zachowują się, jakby znajdowali w się jakiejś oblężonej twierdzy (syndrom rządzących?). Niestety, takie podejście do polityki nie wróży nam dobrze, czyli obywatelom. A to dlatego, że z jednej strony nadal będziemy skazani na inercyjne trwanie rządu (przy całym moim szacunku dla genialnego wprost zmysłu politycznego premiera!), z drugiej zaś, obawiam się, wystawieni będziemy na coraz częstsze i silniejsze ataki niebezpiecznych bandziorów skrajnej prawicy. A tym bardziej niebezpiecznych, bo bronionych i tłumaczonych przez wielu nieodpowiedzialnych polityków i dziennikarzy. A jako że dogadanie się z obrazem („gadał chłop do obrazu, a obraz ani razu”) jest w zasadzie niemożliwe, a rząd póki co nic nie robi, żeby niebezpiecznych wariatów spacyfikować, więc w najbliższej przyszłości możemy mieć coraz więcej ulicznych burd i zadym. I będzie tak dopóty, dopóki rządzący nie zrozumieją, że z takimi zagrożeniami trzeba walczyć poprzez uchwalanie odpowiedniego prawa. W innym przypadku zamiast zapobiegać, wyprzedzać ewentualne ataki, będziemy zmuszeni się bronić. A walka, jakakolwiek by ona nie była, zawsze kończy się jednym: ofiarami. I w takim kontekście wszyscy są przegrani.

    Osobiście wiem jedno, choćby z mitologii: jeżeli Hydrze nie odrąbie się skutecznie i wcześniej łba, wyrośnie jej ich więcej i zacznie siać postrach i zamęt.

      22.02.2013 r.

11:21, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 21 lutego 2013

Miałem dzisiaj napisać o pewnych tradycjach, co do których pozostaję niezmiernie krytyczny. W pewnym momencie jednak zrezygnowałem i postanowiłem niejako "wrzucić na luz" i umieścić tutaj pewien dialog, który zapewne kiedyś wykorzystam w jakimś scenariuszu filmowym. A tradycje, jak wiadomo, tak szybko nie znikną, więc dzień czy dwa mogą poczekać. Zatem zapowiedziany dialog:

Ona: Jak długo się uczysz?

On: Francuskiego?

Ona: Uhm.

On: Jakieś trzy lata.

Ona: 3 lata?! I tak beznadziejnie się nim posługujesz? Można śmiało powiedzieć, że są to zmarnowane trzy lata.

On: Jak zwykle przesadzasz. Jestem wcale niezły z francuskiego. Oralny to moja specjalność.

Ona: Oralny?

On: Uhm. Co, nie znasz?

Ona: Oralny, to taki dla rolników, tak?

On: Aleś wymyśliła! Co ci znowu przychodzi do tej pięknej główki?

Ona: No, oralny, od orać, to chyba musi być dla rolników, co nie?

On: Uhm. Dokładnie, dla rolników. Orał i bronował, aż mu się zmarnował.

Ona: Chyba nie rozumiem.. Mógłbyś trochę jaśniej…

On: Nieważne. Już zupełnie nieważne. Z tej mąki jednak chleba nie będzie. Szkoda.

       21.02.2013 r.

06:25, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
środa, 20 lutego 2013

     65 mln lat temu dużych rozmiarów planetoida uderzyła w ziemię, kończąc tym samym trwające 165 milionów lat „rządy” dinozaurów w mezozoiku. Ludzi wówczas nie było, ale można śmiało wysnuć hipotezę, że to zdarzenie przyspieszyło pojawienie się na ziemi człowieka. Przynajmniej mogę tak spekulować w oparciu o dzisiejszy stan nauki.

      W bliższych nam czasach, bo 30 czerwca 1908 roku na Syberii rozpadł się meteoryt zwany tunguskim, którego siła uderzeniowa zniszczyła wszystko, co istniało na obszarze 200 tysięcy hektarów. Gdyby pojawił się on kilka godzin później, mógłby zmieść z powierzchni ziemi jakieś miasto europejskie i… nasza historia zapewne potoczyłaby się inaczej. Nie będę tutaj dywagował, jakie miasto, czy ilu ludzi by zginęło, że tak powiem, przy okazji. Istotny dla mnie jest sam fakt: jest ziemia i są ogromne ilości (bagatelka, ponoć nawet milion!) krążących w przestrzeni kosmicznej asteroid. Innymi słowy prawdopodobieństwo uderzenia w nas takiego intruza jest realne i duże. Czy świadomość istnienia takiego niebezpieczeństwa uczy nas czegoś? Właściwie niewiele. Niby zdajemy sobie z tego sprawę, ale tak naprawdę władcy tego świata, czyli rządzący w naszym imieniu myślą, że… jakoś to będzie. Na razie nic nam nie grozi, więc dalej możemy spać spokojnie, zbroić się i bezkarnie wzajemnie siebie zabijać w imię jakichś tam absurdalnych racji i idei.

      Nie wiem, jaki będzie los ziemi i ludzi, generalnie jednak przyszłość widzę podobną do dziewiczego rejsu Titanica. Tak jak on szedł na dno w przy akompaniamencie muzyki, tak i my będziemy kiedyś ginąć również w jej rytm. Z tą różnicą, że nie będzie ona pochodziła z instrumentów muzycznych. Nam zagra orkiestra kosmiczna, która swoim pojawieniem się da tylko sygnał wszystkim produktom myśli ludzkiej, wywołując tym samym kakofonię przeróżnych dźwięków, pochodzących z ginącego świata. I obawiam się, że wcale nie obudzimy się wówczas z ręką w nocniku, ale w ogóle ten sen nie skończy się nigdy. A jeżeli nawet będzie miał koniec, to dla niewielu „śpiochów”. Czy będą to wybrańcy i szczęśliwcy? Myślę, że wiele będzie można o nich powiedzieć, poza jednym: że są właśnie szczęściarzami.

     Ale może jest tak, że taka hekatomba, o wiele potężniejsza od obu wojen światowych razem wziętych, jest człowiekowi potrzebna? Może jak zostanie z obecnych siedmiu miliardów istnień ludzkich pięćset tysięcy, milion, to wówczas coś w końcu do nas dotrze – coś, co uświadomi nam, że nie jesteśmy bezkarnymi panami tego świata; że tak naprawdę jesteśmy jedynie bardziej świadomymi swego istnienia robaczkami i żeby zrozumieć coś więcej, powinniśmy spojrzeć na siebie i ziemię z innej perspektywy: jak na całość, bez granic państwowych, bez uprzedzeń co do koloru skóry, wyznania, czy orientacji seksualnej. Może jak pozbędziemy się ograniczeń myślowych, to wówczas dotrze do nas istota naszego bytu?

      Mówi się, „że Polak mądry po szkodzie”. To prawda. Ale połowiczna. Bo całkiem zasadnym by było powiedzieć: człowiek mądry po szkodzie. Czy okaże się kiedyś mądry przed szkodą, pokaże przyszłość.

      20.02.2013 r.

11:54, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 19 lutego 2013

     Napisałem tutaj kiedyś, że bogactwo jednych ma w sobie coś dojmująco niesprawiedliwego, wręcz nieprzyzwoitego, tj. ubóstwo innych; pisałem również, że coraz bogatsi nie chcą się dzielić zyskiem z tymi, którzy im ten zysk wypracowują, czyli z nami – biednymi żuczkami, których jest oczywiście zdecydowana większość. Od napisania tych słów nic się w tej kwestii nie zmieniło i szybko się nie zmieni, jeżeli w ogóle kiedykolwiek. Bowiem z bogatymi ludźmi jest tak, jak ze złodziejem: ten ostatni myśli że nigdy nie wpadnie, bo tak dobrze mu idzie, pierwszy z kolei będzie do upadłego mnożył zyski z samej chęci posiadania. Cóż, oblicza nałogów są różne – jedni palą papierosy, inni zbierają znaczki, a jeszcze inni gromadzą pasjami pieniądze. To, że krótkowzroczna polityka obu kiedyś runie, w chwili obecnej ich nie obchodzi. Więc złodziej będzie kradł aż wpadnie, bogacz będzie wyzyskiwał pracowników, aż cierpliwość zatrudnionych u niego ludzi osiągnie punkt kulminacyjny i… kiedyś dojdzie do jawnego buntu. Gdy ich pozycje runą, czy też zostaną przynajmniej mocno zachwiane, obaj okażą solidarne zdziwienie i zaskoczenie. Jeden, że w ogóle powinęła mu się noga, drugi – że przecież był taki ludzki, słowem swój chłop!

    W ostatnim czasie taka niezbyt przyjemna sytuacja, odnosząca się właśnie do pieniędzy, dotknęła mnie. Krótko mówiąc przez parę ostatnich lat zarabiałem nieduże, ale znośne pieniądze, jak na moje skromne wymagania. Dla innych byłyby one śmieszne, ale mnie jakoś one wystarczały. Dzisiaj, gdy przez kilka ostatnich lat moja pensja była niejako zamrożona, pieniądze które dostaję są tak żenująco małe, że przestałem znajdować wytłumaczenie tej sytuacji. Dlatego postanowiłem upomnieć się o podwyżkę. Naturalnie odmówiono mi, uzasadniając to nawet nie tyle słabą kondycją firmy, ile tym, że inni mają tyle samo co ja, a ja to nawet więcej, bo mam jeszcze dodatek funkcyjny, więc powinienem się cieszyć, bo przecież inni dodatku nie mają. Poza tym mam przecież możliwość dorobienia na umowę-zlecenie, więc o co tyle hałasu?! Fakt, jestem wyjątkowym szczęściarzem, a po namyśle chyba powinienem nawet stwierdzić, że również ogromnym niegodziwcem. No bo jak mogę się upominać o podwyżkę, jak inni zarabiają tyle samo co ja? W końcu szefostwo jest tak dobre dla nas, myśli o nas nocami i dniami, aby nas uszczęśliwić, że powinienem to w końcu docenić i dziękować, że w ogóle pracuję i całować niektórych za to po rękach!

     Cóż, całować szefostwa po rękach na pewno nie będę, jeżeli to robię, to jedynie wobec kobiet i sprawia mi to znacznie więcej satysfakcji niż mogłoby w relacji ja-kierownictwo. Chociaż przyznaję, że taka możliwość istnieje również i w naszych relacjach. Pod jednym wszak warunkiem: że szefostwo pocałuje mnie w dupę! Tak, wówczas jestem w stanie jednego czy drugiego pocałować w rękę. Oczywiście po uprzednim porządnym wyparzeniu jej sobie wrzątkiem:)

       19.02.2013 r.

13:17, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3
O autorze
więcej: www.kiler.blox.pl kontakt: czaplinski@tlen.pl