RSS
środa, 30 stycznia 2019

Kilka dni temu, przy okazji śmierci P. Adamowicza, napisałem o przepowiedni, którą umieściła w Fakcie tarocistka Anna. Przepowiedziała w niej śmierć kogoś, kto nie jest jakoś szczególnie mocno zakotwiczony w krajowej polityce, ale jest znany i powszechnie szanowany i że odejście tej osoby będzie uhonorowane w sposób wyjątkowy. Dzisiaj chciałbym uzupełnić jej przewidywania, tym bardziej, że od początku roku bardzo dużo zadziało się na naszym krajowym podwórku politycznym i wciąż się dzieje.

I tak rok 2019 rozpoczął się od zabójstwa prezydenta Gdańska P. Adamowicza, po czym – według tarocistki Anny – miało dojść do ujawnienia jakiejś tajemnicy, która, tak naprawdę, nie przysporzy (już wiemy, że może tutaj chodzić o J. Kaczyńskiego) temu komuś, kogo dotyczy, wielbicieli, ponieważ będzie się opierała na kłamstwie i nieczystości zagrywek. Gorzej, że im głębiej w las, tym więcej drzew, czyli im dalej w codzienną politykę, tym bardziej politycy będą brnęli w kłamstwa. Ale tutaj to nic dziwnego ani zaskakującego, więc w zasadzie przyjąć można, że to akurat nie zrobi większego wrażenia na wyborcach. Niestety, przywykliśmy już do łgarstw i oszustw.

To jednak, co pojawić się może optymistycznego, to powiew pewnego rodzaju „nowości”, bo na naszej scenie politycznej pojawić się ma ktoś nowy i będzie niczym długo oczekiwane objawienie.

Myślę, że tym kimś może być Robert Biedroń. I oby tak właśnie się stało, bo jemu akurat można kibicować i wierzyć, że jego myślenie o Polsce, jego nastawienie rzeczywiście coś zmieni w naszym życiu. Tyle tylko, że aby mieć wpływ na kraj, móc tym samym coś zmieniać, trzeba mieć realną władzę, a tę, wątpię, żeby posiadł R. Biedroń – przynajmniej w tym momencie i w takim zakresie, w jakim jej posiadanie jest niezbędne.

Ponadto sytuacja gospodarcza ma okazać się dobra, tyle że, jak zwykle, zyski będą pomnażać ci, którzy dysponują jakimś większym kapitałem; ta uboższa część społeczeństwa będzie musiała znowu wiązać przysłowiowy koniec z końcem.

Poza tym nic nowego – politycy będą dbać o własne interesy, a społeczeństwo będzie musiało, jak zwykle, obejść się smakiem.

Ponadto Polska podpisze jakąś bardzo ważną umowę międzynarodową, niezwykle korzystną, jednak ktoś z polityków będzie starał się ją zdyskredytować, podważając jej sukces, co źle wpłynie na społeczne nastroje.

Jak rzeczywiście będzie? – zobaczymy. Jeżeli dożyjemy. Czego wszystkim życzęJ

 30.01.2019 r.

09:08, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 27 stycznia 2019

Oczywiście, można być ignorantem i wierzyć w taki sposób jak tysiąc, czy dwa tysiące lat temu; można być jeszcze większym ignorantem i wierzyć tak jak wierzono trzy, pięć czy nawet dziesięć tysięcy lat temu. Jestem jednak pewien, że takie wierzenie, takie pojmowanie religii, jakiejkolwiek zresztą, jest religijnością archaiczną. To przeszłość! Dzisiaj potrzebna jest człowiekowi diametralnie inna religia, znacznie lepiej przystająca do jego inteligencji, wiedzy i oczekiwań. Dzisiaj religie pojmowane i postrzegane jak przed wiekami są najzwyczajniej w świecie skazane na naturalne wymarcie, bo występują tak naprawdę przeciwko ludzkiemu rozumowi! Więcej – powiedziałbym nawet, że są pewnego rodzaju bluźnierstwem – bluźnierstwem właśnie wobec ludzkiego rozumu!

Czy, żeby doszło do przyjęcia takiego poglądu przez większość ludzi, potrzebne jest do tego coś na kształt rewolucji religijnej? Nie myślę. Jestem pewien, że zmiana nastąpi w sposób ewolucyjny i spokojny. Niezbędna jest tylko do tego większa świadomość społeczeństw.

Na szczęście Internet robi swoje. Oprócz wielu swoich złych cech, jakie on posiada, robi jedną niezmiernie ważną rzecz: poszerza horyzonty umysłowe, a tym samym wyzwala z kajdan niewiedzy i uzależnienia od tego, co stare, niewydolne, bo przyjęte od rodziców, rodziców rodziców i jeszcze głębiej w przeszłość, i to przejęte z całym dorobkiem inwentarza, czyli z całą tą głupią, bezsensowną i pustą obrzędowością!

Jak będzie wyglądała nasza przyszłość w tym zakresie? Pożyjemy – zobaczymy. W naszym przypadku problem z tym może być tylko taki, czy doczekamy owych zmian. Być może zbyt optymistycznie patrzę na człowieka, może zbyt wiele oczekuję tu i teraz, jestem jednak pewien jednego: wraz z końcem ery ryb (2441 r.), która rozpoczęła się w 293 r., nadejdzie epoka wodnika, czyli ludzi otwartych, nastawionych pokojowo, z większą egzystencjalną świadomością. A to może rokować tylko dobrze!

Jakkolwiek będzie za jakiś czas, ja już dzisiaj chciałbym ogłosić wszem i wobec, zapewne dla jednych dobrą, dla innych złą, niemniej zawsze nowinę, niczym ewangelię:

– Boga nie ma – już nie ma: właśnie się zabiłem!J

27.01.2019 r.
09:51, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 24 stycznia 2019

Wokół panował chłód i niewyobrażalny smród. Wszędzie była odczuwalna wilgoć. Jestem pewien, że nikt przy zdrowych zmysłach i jako takim zmyśle estetycznym nie chciałby dobrowolnie w takich warunkach mieszkać. Innymi słowy działo się to w miejscu nie tyle bardzo dziwnym, ile cholernie odległym od wszystkiego, co dobre, znane i fajne.

To, co może wydać się tutaj zaskakujące, to fakt, że znalazła się jedna osoba, która chciała tam zamieszkać: to byłem ja. Ale ja to jednak zdecydowanie inna bajka niż większość ludzi, więc nie ma co nawet przywiązywać do tego wagi, ani szukać wytłumaczenia. Poza tym zawsze kręciły mnie mocne wyzwania. Aha, i jeszcze jedno: musiałem się w końcu kiedyś przygotować do tego, co mnie czeka po drugiej stronie życia. Bo to, że kiedyś tam się wybiorę, to oczywiście pewnik. Żeby jednak nie okazać się dętym frajerem i mieć tam swoje dobre miejsce, wiem, że muszę o to odpowiednio zadbać już wcześniej tutaj. Więc robię, co do mnie należy – dbam o dobrą miejscówkę!

Dlatego, może to dziwnie zabrzmi, ale tak właśnie jest, że mam nadzieję, iż po śmierci trafię do piekła. Z dwóch powodów. Pierwszy to taki, że będzie tam ogień. Bo co mi po niebie, gdzie będą pola uprawne marihuany, że będzie można ją ciąć, suszyć, robić z niej skręty, skoro nie będzie można zapalić nawet jednego jointa, bo nie będzie, kurna, ognia!?

Ja chcę do piekła! Miejsca, w którym będę przewodził diabłom i gdzie te wszystkie bogobojne szuje, ci wszyscy zakłamani dewoci trafią po swojej śmierci, a gdzie ja będę już na nich czekał ze swoją trzódką pomocników i gdzie ta cała zgraja różnej maści religijnych cwaniaków pozna mnie i moje miłosierdzie. A wtedy, tego mogą być pewni, usłyszą:

– Diabły! Dopieprzyć i do kotła z nimi. I żaru, żaru więcej!, braciszkowie moi.

24.01.2019 r.

12:00, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 20 stycznia 2019

W niedzielny wieczór, gdy kończyła grać Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy, doszło do zabójstwa prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza. Czy musiał zginąć? Oczywiście że nie! Jednak według słów znajomego zabójcy, a także informacji w mediach, że jego matka informowała policję przed opuszczeniem przez niego zakładu karnego, iż jej syn stwarza zagrożenie, ktoś zginąć musiał! Nie P. Adamowicz, to ktoś inny, ale plan zabójstwa musiał się zrealizować.

Dzisiaj możemy mówić, że jedni (policja) nie dopilnowali, a jeszcze inni (zakład karny) pokpili sprawę. Pierwsi winą za to obarczą drugich, drudzy odsuną od siebie oskarżenie, zrzucając odpowiedzialność na tych pierwszych, natomiast ci na samej górze będą szukać kozła ofiarnego i oczywiście znajdą – wszystkiemu winna będzie ochrona! A prawda jest taka że, jak zwykle, zabrakło procedur i logicznego myślenia. Podobnie jak przy śmierci piętnastolatek w escape roomie w Koszalinie, gdzie liczył się tylko zarobek, a bezpieczeństwo takich pomieszczeń było najmniej ważne.

Czy było to morderstwo polityczne? Nie, to nie polityka była bezpośrednim motorem działań zabójcy, tyle tylko, że o ile nie był to mord polityczny, to jednak z całą pewnością polityka była jednak w tym przypadku sprężyną, która doprowadziła do tej koszmarnej zbrodni.

Wiele zwykłych osób, w tym również polityków, będzie przeciwnych takiemu poglądowi, szczególnie tych rządzących dzisiaj Polską. Będą jednak w błędzie. Uważam bowiem, że podłoże polityczne, oczywiście nie bezpośrednie a pośrednie, jak najbardziej miało w tym mordzie swoje naczelne miejsce. To, na co pozwala obecna władza różnym skrajnym ruchom, a i co sama wyprawia w publicznej telewizji w kwestii dyskredytowania swoich przeciwników politycznych, musiało kiedyś przynieść efekt.

Ktoś może zapytać: skąd ta pewność? To proste: właśnie z telewizji! W więzieniu, gdzie przebywał osadzony, ogląda się tylko pierwszy program lub zapewne TVP Info, a w tych programach akurat nie brakowało pomyj, które wylewano od kilku miesięcy na prezydenta Gdańska. Chory umysł Stefana W. łykał te informacje i w swoim świecie budował sobie szalony plan, który, gdy w końcu wyszedł na wolność w grudniu ubiegłego roku, wcześniej czy później musiał zrealizować. Zawsze tak się dzieje, gdy uwalnia się demony tkwiące w człowieku. A że chorych umysłów nigdy nie brakowało, więc i tym razem taki umysł Stefana W. dostał odpowiedni sygnał, który wyzwolił w nim zapłon i – stało się: zginął człowiek!

Czy w takim kontekście naprawdę mogło nie dojść do tego zabójstwa? Tak jak napisałem wyżej: co do wyboru ofiary zabójcy? – być może, co do samego faktu zaistnienia zbrodni – już nie. Ktoś zginać musiał! Nieszczęśliwie padło na prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza, ale równie dobrze mogło trafić na kogokolwiek, kogo wybrałby chory umysł Stefana W.

Czy ktoś z rządzących, szczególnie dwóch ludzi – ten, który dzisiaj, na nieszczęście tego kraju, skupia w swoich rekach całą władzę, a także ten, który zarządza publiczną telewizją, uderzą się w piersi, posypią głowy popiołem i powiedzą: Przepraszamy i prosimy o wybaczenie? Z całą pewnością nie! Zresztą, nie wiem nawet czy ktokolwiek na taki akt skruchy i pokajania się czeka. Ja nie czekam, bo wiem jedno: ci ludzie zrobiliby to nieszczerze. Dlatego może niech lepiej zostanie tak, jak jest: oni tam, gdzie nienawiść, arogancja, buta, my – tutaj, gdzie przyzwoitość, spokój i wiara w lepsze jutro. Jutro, ale już bez nich u władzy.

P.S.

Jurek Owsiak dotknięty tym, co się stało w ostatnią niedzielę w Gdańsku, ogłosił rezygnację z szefowania WOŚP. Na nasze szczęście dzięki milionom ludzi dobrej woli wróciła mu wiara, że warto to robić nadal, że warto starać się i być tam, gdzie był i jest niezbędny od dwudziestu siedmiu lat. Dlatego wczoraj powiedział, że wraca do Orkiestry i zabiera się do pracy ze zdwojoną siłą! Od siebie powiem tylko: Wielkie Dzięki! Chyba wszyscy zdajemy sobie sprawę z tego, że bez Pana, Panie Jurku, Orkiestra dotarłaby przedwcześnie do końca świata – swojego końca świata i, co najgorsze, nie zagrałaby już nawet nie dnia, ale minuty dłużej.

Jeszcze raz – Ogromne, Serdeczne Dziękuję!

2.Przeczytałem horoskop dla Polski, który sporządziła tarocistka Anna w Fakcie, jeszcze przed tragicznym wydarzeniem w Gdańsku. Napisała w nim: Widać pogrzeb osoby, która nie była czynna politycznie, ale jej odejście będzie uhonorowane. Nastąpi także jakieś wydarzenie dotyczące ogromnego kapitału, które poprawi nastroje Polaków. Być może będzie to nowa obietnica wyborcza, która zostanie pozytywnie odebrana przez Polaków i z którą będziemy wiązać nadzieje.

20.01.2019 r.

12:22, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 17 stycznia 2019

Kilka dni temu miałem interesującą rozmowę. Z przyjacielem. Lubię z nim rozmawiać, ponieważ w zetknięciu mojego optymizmu z jego pesymizmem, w zasadzie, tak naprawdę, całkiem właściwym i diablo prosto wytłumaczalnym, czyli, krótko mówiąc, w zetknięciu mojej wiary w człowieka z jego niewiarą w to stworzenie, które dla niego jest bydlęciem, co nierzadko jest, niestety, gorzką prawdą, zawsze wykluwa się coś, co później może się w tym miejscu znaleźć. Tak, jak to się dzieje właśnie teraz.

Otóż podczas naszej rozmowy powiedział mi:

– Myślisz że żal mi nauczycieli czy policjantów, bo akurat teraz zrobili raban wokół siebie, na dodatek idąc na lewe zwolnienia? Ja mogę pożałować kogoś indywidualnie: że ma taki a nie inny los, bo jest ciężko chory, albo że ma chore dziecko, na które państwo nie da pieniędzy, bo nie ma – przynajmniej tak twierdzą politycy, podczas gdy na premie dla siebie, czy niemoralnie wysokie pensje dla swoich urzędników mają – bo te przecież im się należą! Mogę pożałować kogoś, kto stracił cały dobytek podczas pożaru, czy zginął w jakimś pieprzonym wypadku, ale policjantów, nauczycieli, czy innych grup zawodowych, nie – takich ludzi mi nie szkoda! Nie czuję z nimi ani żadnej solidarności, ani tym bardziej nie ma we mnie nawet śladu empatii w stosunku do nich. A wiesz dlaczego? Bo nade mną, kurwa, nikt się nie użala! Ja nie obchodzę tych cwaniaków z Wiejskiej, czy jakiejś nauczycielki, albo policjanta gdy jest mi w pracy źle, gdy się męczę, a szef mnie jebie przy lada okazji. No, może tego policjanta wtedy obchodzę, gdy chce mi wlepić jakiś mandat, bo musi zrealizować bloczek z kwitami, bo tak mu nakazał przełożony. Ale na co dzień każdy z nas jest kowalem własnego losu. Tak to widzę.

            Teraz, pieprzeni zakłamańcy, dziwią się, że jakaś kobieta zarabia jako dyrektorka NBP-u prawie 70 tysięcy złotych. Nagle się obudzili, albo wyszli z przyjemnego letargu? A gdzie są inni? To jest tylko jedna babka z czternastu dyrektorów w tej państwowej instytucji, podczas gdy takich miejsc jest od czorta, że nie wspomnę prezesów różnego rodzaju spółek, spółeczek, ich zastępców, zastępców zastępców, dyrektorów, zastępców dyrektorów i tak dalej, i tak dalej. Dzisiaj różnej maści politycy rżną przygłupów i dziwią się, że jak to możliwe, żeby tyle zarabiać, na dodatek z wątpliwymi kompetencjami. A dzięki komu tak to wygląda? Dzięki właśnie tym wszystkim cynicznym politykom! Od trzydziestu lat robią ludziom wodę z mózgu, piszą ustawy pod siebie i swoich kolesiów, a ci, jak zwykle bezrefleksyjnie lezą na kolejne wybory i głosują na tych cwaniaków. Bo przecież z reguły nie znają ludzi z list. Ostatecznie wszystko kończy się tym, że głosują na listę partyjną.

Na moją odpowiedź, że robi podobnie, odparł, że nie bardzo i że zawsze stara się stawiać na młodych ludzi, którzy już zaistnieli w przestrzeni publicznej, nie są zmanierowani i dali się poznać jako niegłupi ludzie. Po czym dodał:

– Wiesz, gdzie mam to wszystko? W dupie! W tym kraju nic się nie zmieni. Nigdy! Bo żeby coś się zmieniło, to my przede wszystkim, jako naród, musielibyśmy się zmienić. A to raczej niemożliwe. Byłoby możliwe po jednym warunkiem: gdybyśmy zmiany zaczęli od siebie, od własnego podwórka, a następnie stworzyli niejako pewien naprawczy program.

– To znaczy? – zapytałem.

– To znaczy, że wprowadzilibyśmy obowiązkową etykę do szkół; to znaczy, że wzrosłaby indywidualna świadomość – że po nas jednak nie jakiś pieprzony potop, ale następne pokolenia! I tak dalej, i tak dalej. Jednak dopóki kanalie będą rządziły tym krajem, dopóki będą szczuć i zarządzać wszystkim poprzez konflikt, jak to się właśnie dzieje i obaj bardzo dobrze wiemy, dzięki komu tak jest, dopóty nic się nie zmieni, albo bardzo niewiele i będziemy zbierać niezmiernie gorzkie tego owoce.

Parę dni po tej rozmowie, podczas corocznej kwesty na rzecz WOŚP okazało się, że taki owoc został właśnie wydany: jakiś chory człowiek zabił prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza – dźgnął go trzykrotnie nożem, w tym raz niezwykle skutecznie, bo w samo serce.

 Niestety, nawet nie przypuszczałem, że tak szybko przyjdzie mi się zgodzić z moim przyjacielem w wyżej omawiane kwestii. A przyszło mi się z tym zgodzić jeszcze szybciej, gdy uświadomiłem sobie, dlaczego mogło się stać to, co się wydarzyło w niedzielny wieczór. Niestety, stało się to możliwe z dwóch podstawowych powodów: pierwszy to taki, że rządzący od dawna oblewali fekaliami tego człowieka i to w programach telewizji publicznej! Po drugie zaś – nie tylko że nie ukarali ani razu tych, którzy oficjalnie dopuszczali się nawoływania do wykluczenia wielu ludzi polityki i zastosowania wobec nich przemocy, ale również, co gorsza, na tę przemoc przyzwalali – a to nie wyciągając żadnych sankcji zarówno wobec tych, którzy wywiesili na szubienicach zdjęcia polskich europosłów, jak i tych, którzy wysłali do jedenastu włodarzy polskich miast akty z ich zgonami.

Dzisiaj w wyniku zbrodniczego zaniechania państwa w ściganiu za ww. przestępstwa, mamy pochylanie się nad trumną z ciałem niewinnego człowieka, przy cichym, bezsilnym płaczu. Dlaczego? Bo od kilku lat pozwalano na bezkarność i utratę wiary w państwo prawa, i w wyroki wydawane przez sędziów w jego imieniu. Bo zniechęcano do tego państwa, które przecież było, realnie istniało już wcześniej, przed obecną władzą! Więc nie dziwmy się, że mamy to, co mamy. Bo tak jak każdy z nas niesie swój krzyż, ten indywidualny, tak podobnie jest z narodami, tyle że ten zbiorowy krzyż nieść musimy wszyscy. Żaden inny naród za nas tego nie zrobi. A Chrystusa nowych czasów raczej nie należy się spodziewać. Zresztą, nie wiem nawet, jak miałby wyglądać dzisiaj akt odkupienia naszych win.

17.01.2019 r.

09:27, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 14 stycznia 2019

Jakiś czas temu miał miejsce wybuch w strefie przemysłowej w Tiencin. Zginęło, jak podały chińskie źródła, ponad sto osób, drugie tyle uznano za zaginione, a kilku setkom udzielono pomocy medycznej. Powyższe dane są oczywiście niezwykle ważne, w końcu chodzi o ludzkie życie, tyle, że nie wiadomo na ile są one wiarygodne. Ale bez względu na to, ile było ofiar tej tego wybuchu i jakie są zniszczenia, jedno interesuje mnie tutaj szczególnie: co spowodowało tę katastrofę, jakie materiały uległy eksplozji i dlaczego nastąpiły tak duże zniszczenia?

Zapewne nie dowiemy się całej prawdy o tym wydarzeniu w Państwie Środka, podobnie zresztą jak o wielu podobnych, z jednego prostego powodu: Chiny, jako kraj w którym rządy należą do dyktatorskiej postkomunistycznej partii, nie wszystko podają do publicznej wiadomości. A szczególnie te wiadomości, które mogłyby zaszkodzić im wizerunkowo. Więc, co naturalne, o wielu skażeniach nie dowiadujemy się w ogóle, mimo że Chiny należą do tych państw, w których ekologia jest raczej na ostatnim miejscu w planach tych, którzy są u władzy.

Należy tutaj zaznaczyć, że Chiny to państwo, które zużywa ogromne ilości pestycydów – prawie siedmiokrotnie więcej niż cała Europa razem wzięta!; to ten rejon świata, który należy do najbardziej skażonych obszarów na kuli ziemskiej i tylko czekać, aż kiedyś ta beczka z prochem wybuchnie. Jeżeli to nastąpi jedno jest pewne: wszyscy będziemy mieli, najkrócej rzecz ujmując, pozamiatane.

Gdyby tego było mało Chiny to kraj, gdzie rozpiętości w bogactwie nie są wcale mniejsze, niż w innych częściach świata, a więźniowie polityczni są wykorzystywani w niewolniczej pracy, wytwarzając produkty na eksport.

Osobiście od dawna prowadzę swoją prywatną wojenkę z tym państwem. Nie kupuję nic, co stamtąd pochodzi. Zarówno dlatego, że Chiny są nadal państwem zamordystycznym, ale również dlatego, że zalewają świat swoimi szkodliwymi dla zdrowia produktami (pamiętacie mleko w proszku dla niemowląt, albo zabawki dla dzieci?)  – z pieprzonymi sztucznymi ogniami na czele! Ale przecież nie tylko to eksportują na cały świat nasi zaradni „bracia” z Azji, dochodzi do tego również elektronika (uwaga na ich oprzyrządowanie!), o czym mieliśmy szansę przekonać się kilka dni temu w kontekście działalności jednego z dyrektorów Huawei na Polskę.

Niestety, rządzący naszym światem albo tego zagrożenia nie dostrzegają, albo udają że go nie ma. Ja je widzę, a artykuły prasowe, czy rzadko emitowane programy telewizyjne co jakiś czas informują nas o niebezpieczeństwie pochodzącym właśnie stamtąd. Dlatego dziwię się zwykłym ludziom, a potępiam tych, którzy rządzą naszym krajem, że pozwalają Chinom na tak bezpardonową ekspansję swoich towarów na rynek europejski.

Ja mam w czterech literach ich produkty, choćby były za pół darmo! Wolę zapłacić więcej za rzecz portugalską, hiszpańską czy włoską, byle nie mieć do czynienia z czymś, co wiem, że jest z gruntu fatalne, złe i szkodliwe. A jak jeszcze na dodatek pomyślę, jak rządzący tam obchodzą się ze swoimi przeciwnikami politycznymi, czy w ogóle z tymi, którym z obecną władzą jest nie po drodze, to ostatecznie pozbawiony jestem złudzeń. Tym bardziej, że ciągle w tyle głowy mam masakrę z końca lat 80-tych na Placu Tiananmen, o zgrozo, Niebiańskiego Spokoju!, czy rozprawę z Tybetańczykami.

14.01. 2019 r.

13:11, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 08 stycznia 2019

Mógłbym napisać: a nie mówiłem?! Tyle że to nic nie da, tzn. nic nie zmieni w naszym położeniu i nie sprawi, że nagle, jak za dotknięciem magicznej czarodziejskiej różdżki znajdziemy się w innej, dużo lepszej rzeczywistości. Bo jest właśnie tak, że rządzi Bezprawie i Niesprawiedliwość, w wyniku czego wszyscy, że tak powiem, mamy pozamiatane.

Pisałem kiedyś w tym miejscu, że z jednej strony chciałbym, żeby pisowcy rządzili jak najdłużej, bo im dłużej oni u władzy, tym efekty tego bardziej opłakane; z drugiej jednak miałem świadomość ich niekompetencji, buty i arogancji i że taki konglomerat może doprowadzić nas jedynie do bardzo nieprzyjemnej czkawki.

I oto mamy ten moment: po różnego rodzaju pseudo-reformach (sądownictwo, szkolnictwo), po zniszczeniu KRS-u, Trybunału Konstytucyjnego, podporządkowaniu sobie prokuratury, awanturach z Unią Europejską, po kilku mniejszych czy też większych aferach przede wszystkim finansowych, po odwołaniu wielu niekompetentnych ministrów, przyszedł czas na szefa NBP – swego czasu szarą eminencję Porozumienia Centrum, który najpierw wsławił się głośną obroną szefa KNS-u, który w niedwuznaczny sposób proponował przyjęcie łapówki za przychylność w ocenie działalności banków należących do p. L. Czarneckiego, a teraz wyszło na jaw, że jego asystentka zarabia ponad 60 tysięcy złociszy miesięcznie, tak naprawdę nie wiadomo za co. A wszystko to zostaje spięte stratą NBP za 2017 rok kwotą wynoszącą dwa i pół miliarda złotych! Można by powiedzieć: klawo jak cholera, co nie, Egon? Tyle że to nie żaden pieprzony film, a nasze życie, więc tego wyłączyć zwyczajnie się nie da!

Że ich rządy będą tak właśnie wyglądały, wiedziałem doskonale. Dlatego zdając sobie sprawę z tego, że czas działa na ich niekorzyść a tym samym również, niestety, na naszą, bo im dłużej oni u władzy, tym częściej będą sami sobie strzelać w stopę w wyniku niekompetencji, byłem świadomy faktu, że na tak ryzykowny eksperyment zwyczajnie nas nie stać. Niestety, moi rodacy, nie po raz pierwszy zresztą, okazali się ślepi na otaczającą ich rzeczywistość. Ślepota ta wynika nie tylko z braku perspektywicznego myślenia, ale także z wiary w obietnice bez pokrycia. Innymi słowy moi krajanie wolą dać się przekupić, niż zachować zdrowy rozsądek i nie płacić w przyszłości za swoją naiwność.

Cóż, mleko się rozlało i nic już nie można zmienić. To tak jak z piłkarskim klubem Wisła Kraków: bandyci rządzili klubem od dawna, a dzisiaj w Krakowie słychać płacz i zgrzytanie zębów, bo Wisła okazała się bankrutem i grozi jej spadek do najniższej z lig! Nam spadek do żadnej niższej ligi nie grozi, chyba że w rankingu rozwijających się państw, ale to jest do przetrawienia. Jedno jednak jest pewne, zarówno w jednym jak i w drugim przypadku: potop jest nie do uniknięcia!

08.01.2019 r.

10:42, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
O autorze
więcej: www.kiler.blox.pl kontakt: czaplinski@tlen.pl