RSS
wtorek, 31 stycznia 2017

Chciałbym, bardzo bym chciał zacząć dzisiejszy wpis od słów: Dzieje się to w kraju, w którym żyje się świetnie; gdzie każdy może realizować swoje marzenia i pragnienia; gdzie nie ma biedy i głodu, niesprawiedliwości, dyskryminacji, morderstw; gdzie ludzie wzajemnie siebie szanują, więc tym samym nie ma też zażartej walki politycznej pomiędzy ugrupowaniami, ponieważ generalnie chodzi o jedno – dobro wspólne! Niestety, tak nie jest, więc tak napisać nie mogę. Dlatego niniejszy tekst jestem zmuszony zacząć w ten oto sposób:

Działo i dzieje się to w miejscu, które znajduje się zbyt daleko od wszystkiego co fajne, a zbyt blisko tego, co makabryczne i przerażające. Krótko mówiąc działo i dzieje się to w miejscu zbyt odległym od zachodniej cywilizacji, a zbyt bliskim szalonej i dzikiej mentalności wschodu.

Oczywiście, początek, można powiedzieć, był nawet obiecujący: u początków państwowości polskiej legła idea wejścia w obręb rodziny państw chrześcijańskich, co miało zagwarantować bezpieczeństwo od strony zachodniej i jednocześnie zyskać sprzymierzeńców w walce z plemionami pogańskimi. Tyle że co było dobre i niezbędne w tamtym czasie, niekoniecznie pożądane było w wiekach późniejszych – choćby w okresie reformacji. Niestety, na skutek nie podjęcia odpowiednich działań przez ostatniego z Jagiellonów na wzór angielskiego Henryka VIII, który ogłosił się głową Kościoła anglikańskiego, uzależniliśmy się jeszcze bardziej od Watykanu, za co płacimy nie tylko swoją pokraczną religijnością do dzisiaj, ale również, co gorsza, swoim narodowym majątkiem, który co i rusz oddawany jest za bezcen sługom obcego państwa. W ten oto sposób, tolerując panoszenie się katolickich księży, sami dobrowolnie nałożyliśmy sobie mentalne kajdany na ręce, nogi i, co gorsza, umysły! Kajdany, które trwając na swoim miejscu przez stulecia, dotrwały nienaruszone do naszych czasów.

Myślę, że nie muszę chyba nikogo przekonywać, iż jest to niezmiernie szkodliwe kuriozum. Aż przykro myśleć i żal na to patrzeć, jak zakłamany, a w przeszłości sprzedajny kler i głupi katolicyzm, niemal od zawsze niszczyły i niszczą nadal ten kraj. To w zasadzie takie samo szaleństwo, jakim byłoby np. ogłoszenie dzisiaj Antoniego świątobliwego świętym, widząc przejrzyście, że to, co wyprawia ten człowiek, ewidentnie sprzyja wielu, tylko nie nam – Polakom! Niestety, oba powyższe przypadki z całą jaskrawością ukazują rozdźwięk pomiędzy interesem polskim, a obcym. Minęło prawie tysiąc lat od śmierci biskupa Stanisława, a zachowania ludzkie nadal są takie same. Podobnie bowiem jak wówczas, tak i teraz mamy do czynienia z hucpą i śmiechem z polskiej państwowości, nadal mamy do czynienia z cynizmem jednych, a głupotą drugich w najczystszej, wręcz doskonałej postaci!

Czy to zaskakuje? W żaden sposób. W końcu gdy naród czci biskupa jako świętego (Stanisław), który był zdrajcą, to takiego narodu nie może spotkać nic dobrego. Zamiast bowiem poparcia tego, co polskie, popiera się to, co obce i szkodliwe!

Czy możemy to zmienić? Pytanie zbędne: my musimy to zmienić! Pytanie brzmi tylko: jak to zrobić? Bo czas niezwykle nagli!

31.01.2017 r.

15:26, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 29 stycznia 2017

Nie wszystko w komunie było złe i jedynie godne potępienia, z całą pewnością jednak fatalne było komunistyczne myślenie – myślenie, jakie dzisiaj, niestety, cechuje ludzi obozu władzy.

Oczywiście, rządzący obecnie Polską odcinają się od komunistów, więc tym samym i od powyższego hasła: Komuno wróć!, tyle tylko, że ich działania wyraźnie wskazują na coś zupełnie przeciwstawnego – wskazują, iż taki właśnie napis widnieje na ich mentalnych sztandarach, z takim okrzykiem prą do przodu, zmieniając nam Polskę, tzn. reaktywując w niej dzisiaj to, co już ponad ćwierć wieku temu odeszło w zapomnienie.

Dzieje się tak na wielu płaszczyznach naszego życia – a to poprzez zaprzepaszczenie reformy oświatowej wdrożonej kilkanaście lat temu i powrót do szkolnictwa z okresu socjalizmu, z wymazaniem zresztą z podręczników do historii kogoś tak „nieistotnego”, jak Lech Wałęsa; a to poprzez rozdawnictwo pieniędzy wybranym grupom społecznym (500+), pomijając przy tym małżeństwa i samotne matki z jednym dzieckiem; a to poprzez dzielenie ludzi na gorszych i lepszych Polaków, bo przecież wróg ustawicznie czuwa, chcąc zniszczyć i udaremnić wdrażanie tzw. dobrej zmiany; a to poprzez powrót do centralnego zarządzania wszystkim i wszystkimi; a także, co nie jest bez znaczenia, poprzez wykorzystywanie ludzi tamtego systemu, aby ich rękami robić to, co podłe i niegodziwe – tym razem jednak już w wolnej i, póki co jeszcze, demokratycznej Polsce. A wszystko to podparte sążnistą propagandą sukcesu i oczernianiem przeciwników politycznych. Innymi słowy komuna wraca i to w całej swojej krasie!

Nie wiem, ile z nas rzeczywiście chciałoby dzisiaj powrotu „najlepszego” z ustrojów, wiem jednak, że wszystko, co się u nas obecnie dzieje, ku takiemu właśnie powrotowi komuny zmierza. Oczywiście, pod inną nazwą i innymi sztandarami, jednak z wyraźnym pragnieniem restytucji socjalistycznej ojczyzny. A dzieje się tak z jednego prostego powodu: ten, który przewodzi tym, którzy dzisiaj dzierżą w Polsce władzę, przeżarty jest komunistycznym myśleniem! Nadal siedzi w nim nieodparte pragnienie urządzania świata według jej wzorców; nadal marzy mu się powrót do przeszłości – znanej, swojskiej, sielskiej i anielskiej, bo bezpiecznej, bez współczesnych zagrożeń, imigrantów, zamachowców, bez jakiejś dziwnej Unii Europejskiej i jej różnorodności, a także solidarności międzynarodowej. Marzy mu się Polska nietolerancyjna, ksenofobiczna, zamknięta na Europę i świat; tylko taką Polskę akceptuje, ponieważ taką zna najlepiej – poukładaną i przewidywalną. Tyle tylko, że świat przewidywalny i poukładany w tym negatywnym znaczeniu, to świat przede wszystkim zniewolonych ludzi, strachu i bojaźni; świat, tak naprawdę, na dłuższą metę nie do zaakceptowania dzisiaj, taki świat bowiem jest zwyczajnie nie do zniesienia!

Więc czy naprawdę możliwy jest powrót do przeszłości? Możliwe cofnięcie się w czasie? Czy nie mamy innego wyjścia, jak tylko zgodzić się na rządy ciemniaków i smutnych, posępnych ludzi, którzy wszędzie węszą podstęp i którzy chcieliby przy każdym obywatelu postawić swojego anioła stróża? A jeżeli nawet, jeżeli w jakimś zakresie takie deja vu jest całkiem prawdopodobne, to czy ów powrót do przeszłości nie okaże się dla nas zbyt kosztowny? Czy taki eksperyment nie przekreśli nas jako narodu otwartego, przyjaznego światu i innym nacjom? Nie odbierze nam szansy bycia normalnym europejskim krajem?

Pisuary i pisuarki na takie słowa oczywiście gremialnie się oburzą, krzycząc zapewne: To nieprawda! Chcemy innej, lepszej Polski! Okej, ja też chcę. Tylko że przy tym wszystkim ważne są metody osiągania tego celu. Ważna jest demokracja, którą wy łamiecie! A łamiecie ją, ponieważ inaczej nie umiecie. Wasza bolszewicka mentalność nie pozwala wam na dopuszczenie innego zdania w dyskusji. Bo wy przecież macie patent na prawdę i nieomylność! Dostąpiliście prawdy objawionej, więc to wy posiadacie jakoby pełne prawo poprowadzić ten naród choćby na zatracenie, ponieważ – tak wam dopomóż wasz bóg – prezes Kłamczyński!

Wiele w tym miejscu można i nawet trzeba byłoby napisać, co tak naprawdę o was myślę, ale nie chcę nadużywać epitetów. Dlatego ograniczę się jedynie do krótkiego:

– Odejdźcie, nie niszczcie dłużej tego kraju tak, jak robili to komuniści! Proszę.

29.01.2017 r.

10:47, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
piątek, 27 stycznia 2017

No i mamy do czynienia z kolejnym kuriozum w naszym życiu: Jarosław Kaczyński uznany został przez tygodnik wSieci człowiekiem wolności 2016 roku! Koń by się uśmiał z takiej hucpy, gdyby potrafił, a byk dałby się z całą pewnością wydoić. Ale to nie wszystko – ów teatrzyk mający na celu robienie ze mnie idioty, jak i z wielu moich rodaków i rodaczek również, ma ciąg dalszy.

Pewna pani, obecnie p.o. premierki polskiego rządu, żeby przypadkiem nie pozostać za bardzo w tyle za wszystkimi klakierami szefa, dorzuciła również swoje trzy grosze do tej hucpy, mówiąc, że: Jarosław Kaczyński całe swoje życie poświęcił wolności Polaków i Polski. Zapewne. Cokolwiek to znaczy i bez względu na to, jak bardzo ta śmiała teza jest naciągana.

Oczywiście cała uroczystość nie mogłaby się obejść bez kolejnego kwiatka z rabatki pana Prezesa, który dziękując za przyznaną, ale przecież należącą mu się nagrodę – podobnie jak bratu należał się pochówek na Wawelu wraz z małżonką – wyprodukował kilka kolejnych genialnych myśli ku chwale ojczyzny i uciesze wsłuchanej i wpatrzonej w niego gawiedzi. Powiedział mianowicie:

Wolność słowa, sumienia, jest dzisiaj zagrożona! Strefę wolności może stworzyć tylko i wyłącznie państwo narodowe! Wolności trzeba bronić w wymiarze fundamentalnym!

Dobrze brzmi, prawda? Ci, którzy mają choć trochę zdrowego rozsądku i znają choć w zarysie historię ludzkości, wiedzą, czym takie słowa pachną i czego mogą być zapowiedzią. Gorzej, że durniów, niestety, nie brakuje, więc tych, którzy te słowa poprą, rezygnując z prawa do osobistej wolności, jest prawdopodobnie wcale niemało. Mam jedynie nadzieję, że jest ich jednak znacznie mniej od tych, którzy myślą racjonalnie i dostrzegają w tych słowach poważne zagrożenie – zagrożenie zarażenia nas nacjonalizmem, ksenofobią i fundamentalizmem narodowo-katolickim.

Gdyby ktoś miał jeszcze jakieś wątpliwości, dlaczego kibole i narodowcy korzystają z parasola ochronnego rządzących, to myślę, że teraz jest już wszystko jasne.

– Miej nas, Opatrzności, w swojej opiece! I aby do wiosny!

27.01.2017 r.

11:19, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
środa, 25 stycznia 2017

Dziennikarka: Panie Ryszardzie, czy mógłby nam pan powiedzieć, czy… Albo inaczej: Jak to się stało, że został pan rzecznikiem partii?

Czarnecki: Ale… yyyy… że się tak wyrażę….

Dziennikarka: Cóż, jak się powiedziało „a”, należy również powiedzieć „b” – nie uważa pan?

Czarnecki: Aaaa…

Dziennikarka: No właśnie, tak myślałam. Dziękuję panu za interesującą i szczerą rozmowę, jak zwykle zresztą.

Scenka 2.

Dziennikarka: Panie Prezesie, mam jedno proste pytanie.

Prezes: Słucham.

Dziennikarka: Skąd pan się wziął, taki krnąbrny, kłamliwy, kłótliwy, zaczepny taki, hm?

Prezes: Jak to skąd? Z księżyca!

Scenka 3.

On: Nie spodziewałem się ciebie tutaj. Zaskoczyłaś mnie.

Ona: Unikasz mnie.

On: Stało się coś?

Ona: Nie, nic. Chciałam z tobą tylko porozmawiać.

On: Porozmawiać. Opuściłaś mnie jak szczur tonący statek, a teraz zjawiasz się, jak gdyby nigdy nic ni z tego ni z owego i twierdzisz, że chcesz ze mną porozmawiać.

Ona: Uhm. Tak dokładnie jest.

On: Nie ma co, masz tupet! Ale powiem ci, że nawet te wszystkie orgazmy, których byłaś sprawczynią, nie dają ci prawa do tego, żeby wymagać ode mnie rozmowy z tobą.

                                                  Cisza.

Ona: Już? To wszystko?

On: A co byś chciała jeszcze usłyszeć? Mało ci mojej krwi? Przyszłaś wyssać jej resztki?

Ona: Przestań opowiadać bzdury! Zachowujesz się co najmniej jak urażony dzieciak. Bądź w końcu mężczyzną!

On: To znaczy daj sobie znów wbić nóż w serce, co?

Ona: No proszę cię! Stajesz się strasznie nieznośny z tym hamletyzowaniem.

                                   Po chwili.

On: Dobrze, skończmy z tym. O czym chciałaś ze mną porozmawiać?

Ona: O czym, o czym?! O naszych dzieciach!

On: Słucham? Przecież nie mamy dzieci.

Ona: No właśnie. Dlatego uważam, że powinniśmy w końcu o nich porozmawiać.

On: (ze śmiechem) Wiesz co, ty naprawdę jesteś szurnięta.

Ona: Kocham cię. I zawsze kochałam. Tylko…

On: Tylko sobie trochę o tym zapomniałam, jak poszłam z nim do łóżka, tak?

Ona: Nie bądź trywialny!

On: Ja – trywialny? To jaka ty byłaś? Jak to, co zrobiłaś, można nazwać?

Ona: Naprawdę musimy o tym rozmawiać? Kochanie, życie jest takie krótkie, po co tracić czas na rozpamiętywanie tego, co się stało i już się nie odstanie? Po co wracać do złych rzeczy? Możemy wszystko naprawić, być razem, znowu! Czy to nie jest najważniejsze? No powiedz sam, czy… czy nie chcesz tego? Już mnie nie kochasz, mysiu-pysiu?

25.01.2017 r.

 

09:52, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 22 stycznia 2017

Może to dziwnie zabrzmi, ale pomimo iż posiadam wcale niemałą wyobraźnię, jak sądzę, jednej rzeczy, a właściwie dwóch, tyle że łączących się ze sobą w jedno, wyobrazić sobie nie mogę. I nie chodzi o jakąś niespotykaną historię fantasy, baśń, czy innego tego rodzaju opowieść, rzecz dotyczy czegoś niezwykle przyziemnego, mianowicie – mojej starości i wynikającej z niej konsekwencji, czyli śmierci. Tego właśnie, mimo usilnych prób, wyobrazić sobie nie potrafię i to pomimo najlepszych chęci!

Z pozoru wszystko wydaje się niezwykle proste: przybywa nam lat, nasza psyche jak i fizis ulegają zmianie, a my to akceptujemy; mija jedna dekada, druga, następna, pojawiają się kolejne ograniczenia – starsze się pogłębiają, a jeszcze inne zniewalają nas swoją mocą po raz pierwszy, doszlusowując ochoczo do tych już dobrze w nas zasiedziałych. Można by rzec, że wszystko toczy się niejako naturalną ścieżką, albowiem zmienność, tak na zewnątrz jak i wewnątrz nas, jest odwiecznym prawem natury.

Wielu z nas pokornie godzi się z wszystkimi zmianami jakie nas dotykają. Jedni robią to z godnym pozazdroszczenia szacunkiem, inni z rozpaczliwą rezygnacją, a jeszcze inni z niesłabnącym buntem, jednak zawsze na końcu jest akceptacja tego wszystkiego, co przynosi życie. Tyle, że czym innym jest akceptacja tego i pogodzenie się z losem, a stanowczo czym innym nasza starość i wynikająca stąd śmierć. Bo o ile jeszcze można zaakceptować i pogodzić się z nieuchronnym, z przeznaczeniem, z tym, że kiedyś będziemy musieli odejść, że płomień naszej egzystencji ostatecznie się wypali, o tyle zgoła czym innym jest jednak wyobrażenie sobie własnej starości i wynikającej z niej śmierci. Przynajmniej tak jest w moim przypadku. Nadal bowiem, mimo przybywających mi kolejnych dekad, niezwykle trudno jest mi sobie wyobrazić siebie w jakiś sposób zniedołężniałym, słabym, niedowidzącym, po prostu starym!

Naturalnie, zawsze istnieje jakieś inne wyjście z danej sytuacji. W tym konkretnym przypadku jest nim wyznaczenie sobie granicy życia poprzez podjęcie decyzji o samobójstwie. O tyle jest to wygodne, że w jego przypadku możemy odejść na własnych warunkach, w takim czasie i miejscu, które będą nam odpowiadały. Tylko czy taki wybór jest zwycięstwem? Czy taka droga jest lepsza i inspiruje na tyle mocno, że przybliża nas w jakiś sposób do pokładów w mózgu, dzięki którym nasza wyobraźnia zyskuje w tym zakresie? W żaden sposób! Ruch ten jest jedynie ucieczką od życia tu i teraz – to wszystko. Taka decyzja może nas jedynie co najwyżej wybawić od starości i tego wszystkiego, co się z nią wiąże, jednak z całą pewnością nie wytworzy w naszym umyśle stanu, który przybliży nam wyobrażenie o niej i naszej śmierci!

Od zawsze myślałem, więcej – byłem głęboko przekonany, że jeżeli nawet nie jestem nieśmiertelny, to z całą pewnością będę żył na tyle długo, że poznam życie, że dostatecznie nacieszę się nim! Dzisiaj wiem, że nawet gdybym żył sto lat, a mój rok miał siedemset dni, nie osiągnąłbym szczęścia i nadal byłbym głupi co do swojej starości i śmierci. Bez względu na to, ile bym miał przeznaczone do przeżycia, zawsze będzie za mało. Stanowczo za mało aby być usatysfakcjonowanym! Każda ilość lat bowiem byłaby w moim przypadku, w przypadku zwykłego śmiertelnika, tak czy inaczej jedynie roz-cza-ro-wa-niem!

22.01.2017 r.

12:28, adelmelua
Link Komentarze (2) »
piątek, 20 stycznia 2017

Mógłbym zaśpiewać za Małgorzatą Ostrowską. Czego mam dość? Może nie wszystkiego, na pewno jednak sporo. Przede wszystkim mam dość rządów tetryków. I to nie tylko u nas, ale w ogóle, wszędzie! Sam, co prawda, jestem już w porządnie zaawansowanym wieku, jednak ani nie wyglądam, ani się nie czuję, a norweski test badający mój wiek metaboliczny wykazał, iż jestem młodszy o ponad piętnaście lat od tego, co wykazuje moja metryka.

Gdy od czasu do czasu zastanawiam się nad tym, to dochodzę do wniosku, że to cholernie niesprawiedliwe: górnik, gdy pracuje w uciążliwych warunkach, dostaje za to jakąś gratyfikację pieniężną; hutnik – podobnie; to samo dzieje się z ludźmi, którzy mają do czynienia z różnego rodzaju wyziewami, kwasami, w ogóle zatrutym środowiskiem. Ja – nie mam nic. Zero. Nul! A przecież też pracuję w warunkach uciążliwych  wokół sami tetrycy! Ostatnio nawet im to powiedziałem, tzn. współpracownikom – że się z nimi męczę i nic z tego nie mam. Żadnego dodatku za pracę w uciążliwych warunkach i że to cholernie niesprawiedliwe i że jeżeli nic się nie zmieni w tym względzie, poszukam sobie innej roboty, gdzie będą dużo młodsi osobnicy, oddziałujący na mnie w sposób kreatywny. Bo jakby tego było mało, to na dodatek po pracy jest jeszcze kontynuacja tego procesu w postaci ataku polityków.

W grudniu w USA zakończyły się wybory prezydenckie, które wygrał dziarski siedemdziesięciolatek. Człowiek nieodgadniony jako prezydent, totalnie natomiast nieodpowiedzialny w swoich wypowiedziach politycznych jako osoba prywatna. Jaki jest naprawdę? Jaki będzie właśnie jako prezydent? Cóż, czas pokaże. Ale zanim zrobi to on, wcześniej uczynię to ja poprzez poniższy dialog, który, mam nadzieję, wniesie co nieco humoru do opisu tej, jakby nie patrzeć, zabawnej postaci – przynajmniej zabawnej dla mnie.

Dziennikarz: Niech pan powie, ale tak szczerze, z ręką na sercu: Dlaczego wystartował pan w wyborach prezydenckich? Po co to panu?

Donald: To prawda, nie musiałem – jestem spełniony. Wiele osiągnąłem. Mam młodą, piękna żonę, fajne dzieciaki, na brak pieniędzy nie narzekam…

Dziennikarz: Właśnie, pieniądze: zarzuca się panu, że nie płacił pan podatków, oszukiwał ludzi jako pracodawca…

Donald: Wszystko to bujda na resorach i zwykłe pomówienia.

Dziennikarz: Ale sam pan kiedyś powiedział, że nie płacił podatków.

Donald: No i co z tego? Nic już powiedzieć nie można? Ameryka, na szczęście, to wolny kraj – można mówić, co się chce. I niech tak zostanie. Niech Bóg chroni Amerykę!

Dziennikarz: Ale wracając do pytania: Po co to panu, to znaczy ten urząd? Przecież to uciążliwe. Teraz, gdy ma pan swoje lata, czas i pieniądze, mógłby pan poświecić się temu, co pan lubi, realizować swoje pasje…

Donald: Chętnie. Tylko że jest jeden problem: już mi nie staje jak dawniej na każde zawołanie (śmiech).

Dziennikarz: No tak, ale…

Donald: Niech pan wrzuci na luz – żartowałem. Oczywiście że mi jeszcze staje (kolejny atak śmiechu). A tak poważnie, to właśnie je realizuję. Jak pan zauważył – mam swoje lata…

Dziennikarz: Siedemdziesiąt, jak wszyscy wiemy.

Donald: Właśnie. To żadna tajemnica – w czerwcu tego roku skończę siedemdziesiąt jeden, jeżeli chodzi o ścisłość. Ale konkret: otóż któregoś dnia siedzę sobie w fotelu, sączę drinka i nawet nie wiem, czy usnąłem, czy tylko lekko odpłynąłem, niemniej taka myśl się pojawiła: A co by było, gdybym wystartował w wyborach prezydenckich?

Dziennikarz: Więc chodzi tylko o sen?

Donald: Nie, kochany panie, chodzi o marzenie. Poza tym nie chciałem popaść w marazm, nudę, czułem, że czegoś zaczyna mi brakować. Może chodziło o adrenalinę? Nie wiem. W każdym razie, jak pomyślałem, tak zrobiłem. Wszystko można, jak się czegoś bardzo chce. Dlatego kocham ten kraj, kocham Amerykę!

Dziennikarz: My wszyscy, panie prezydencie.

Donald: No właśnie. Dlatego postanowiłem zostać prezydentem. Na złość wszystkim moim oponentom.

Dziennikarz: Na złość? Nie za słaby argument?

Donald: Niech się pan nie czepia słówek. Może nie będę najlepszym prezydentem w historii Stanów Zjednoczonych, z całą jednak pewnością nie będę również najgorszym.

Dziennikarz: Zatem: witamy na pokładzie Air Force One czterdziestego piątego prezydenta Stanów Zjednoczonych – Donalda Trumpa!

Coś, co było w zasadzie niemożliwe, stało się naszą rzeczywistością. Tak jak wiele innych do niedawna nieprawdopodobnych rzeczy. Cóż, żyjemy w bardzo ciekawych czasach. W Ameryce zaczyna rządzić nieobliczalny tetryk, w Polsce z kolei rządy sprawuje  poprzez swoją pacynkę i kukiełkę zwykły, szeregowy poseł Kłamczyński. Istna aberracja umysłowa! Do czego to zmierza? Do czego zmierza świat, gdy dodamy do tego jeszcze pogłębiający się coraz bardziej rozziew pomiędzy bezczelnie i nieprzyzwoicie bogatymi, a resztą społeczeństw, gdzie według ostatnich danych ośmiu ludzi posiada majątek równoważny stanowi posiadania połowy biedniejszej części ludzkości – przyznam, że nie mam pojęcia i, mam nadzieję, że za mojego życia już się nie dowiem. A tym bardziej nie odczuję. Bo jednego jestem pewien: stan ten doprowadzi kiedyś do społecznej rewolty. W różnych częściach świata. A wtedy…

Czas umierać, hm?

20.01.2017 r.

12:20, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 16 stycznia 2017

Skąd wziął się protest posłów, a także zawiązanie się KOD-u i innych społecznych stowarzyszeń? Naturalnie, w odpowiedzi na brak jakiejkolwiek debaty politycznej, która powinna być prowadzona pomiędzy rządzącymi a partiami opozycyjnymi, a także z totalnego braku poszanowania tych, którzy znajdują się po drugiej stronie sceny politycznej.

Oczywiście, mam świadomość, że to, jak wygląda dzisiaj debata polityczna w Polsce, to może być zamierzona działalność tych, którzy znajdują się u władzy. Ściślej chodzi o to, żeby używać takiej narracji politycznej, aby z jednej strony tak bardzo poróżnić ludzi, by wyraźnie opowiedzieli się po którejś ze stron – mamy wtedy jasną sytuację, kto gdzie stoi – z drugiej zaś tak zohydzić zainteresowanie polityką zwykłym obywatelom, żeby przestali się nią zupełnie interesować, a ich działalność w tym zakresie ograniczała się jedynie do pójścia na wybory i oddania głosu, oczywiście na partię rządzącą! Jeżeli takie właśnie założenie znajduje się w programie PiS-u i, co gorsza, uda się je zrealizować, wtedy nic już nas nie ochroni i będziemy mieli sytuację niezwykle podobną do tej, jaka jest w Turcji. Wtedy będzie można być pewnym, że partia rządząca nie cofnie się przed niczym, ponieważ doprowadzi do takiej konfiguracji, gdzie cofnięcie się o krok, będzie najzwyczajniej w świecie oznaczało tylko jedno: więzienie. Innymi słowy będzie to walka o przetrwanie, czyli na polityczną śmierć i życie. Dlatego można podejrzewać, więcej – można być pewnym, że dzisiejsi rządzący nie cofną się przed niczym dla zachowania władzy, nie ulegną przed żądną parlamentarną siłą polityczną. Jeżeli rzeczywiście to zrobią, to jedynie przed dużą częścią narodu, który wyjdzie na ulice i będzie strajkować w różnych miejscach kraju. Tylko bowiem siła zmasowanego oporu może powstrzymać szaleńców przed radosnym marszem w przepaść. Albo też przebudzenie się części posłów Prawa i Sprawiedliwości, tych z sumieniami i resztką rozsądku pozwalającą na realną ocenę sytuacji. W innym przypadku grozi nam kurs na autorytaryzm, gdzie rządzący będą mogli robić, co im się żywnie spodoba, bo przecież będą posiadali glejt w postaci poparcia tzw. suwerena, który upoważnił ich do przekraczania wszelkich granic. Również tych nieprzekraczalnych. Zatem – hulaj duszo, piekła nie ma!

 Niestety, gdy taki scenariusz się zrealizuje, jednego można być pewnym: piekło właśnie będzie, i to potworne nieziemskie, mimo że będzie się rozgrywało na ziemi.

Posłowie Prawa i Sprawiedliwości triumfują, trąbiąc na lewo i prawo, że opozycja się zbłaźniła sejmowym protestem, że trzeba będzie wyciągnąć wobec nich konsekwencje, tzn. ukarać i oczywiście zmienić zasady funkcjonowania posłów w sejmie. Nie wiem, czym rzeczywiście zakończą się owe buńczuczne zapowiedzi, czy jakimś zaostrzeniem regulaminu, czy innymi zmianami i karami, jedno wszakże wydaje się pewne – przynajmniej dla mnie: w ostatnim proteście nie ma wygranych, są tylko przegrani – my, obywatele tego kraju. Przegrała tak naprawdę cała Polska! I to wbrew dobremu samopoczuciu tych, którzy czują się zwycięzcami.

P.S.

Przedwczoraj przez pomyłkę zamieściłem tutaj fragment sztuki, którą ostatnio poprawiłem i wklejałem na swoim drugim literackim blogu. Przepraszam za małe zamieszanie. Gdyby ktoś jednak chciał ją przeczytać w całości, zapraszam na: www.kiler.blox.pl

16.01.2016 r.

11:29, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 12 stycznia 2017

Jakiś sukinsyn o imieniu Roman, ze Stargardu, mimo skazującego wyroku, dzisiaj nadal udziela posługi i robi w najlepsze karierę! A jeżeli udziela posługi, to znaczy, że chodzi o księdza; kolejnego klechę, który wykorzystując swoje stanowisko a także bezkarność, gwałcił ale też bił, małoletnią dziewczynkę. Czy takie rzeczy mogą się dziać wszędzie? Oczywiście że nie. Ważne jednak, że mogą się dziać w Polsce, w kraju głupio, na wskroś szkodliwie katolickim!

Gdyby przebadać mężczyzn, nawet nie wszystkich, a jedynie tych zachwianych seksualnie w swoich emocjach, z pewnymi odchyleniami, dewiacjami, pod kątem ich poglądów politycznych, deklarowanej czy też niedeklarowanej sympatii partyjnej, to jestem pewien, że wyszłoby nam, iż bez względu na zamieszkiwany przez nich rejon świata, ci najbardziej pogmatwani seksualnie, to ludzie przede wszystkim o poglądach prawicowych, u których religia i tradycja odgrywają w życiu zasadniczą rolę. Innymi słowy chodzi o to, że wśród mężczyzn o takich właśnie poglądach można spotkać najwięcej dewiantów. I to jest pewnik! Dowodem na to jest nie tylko działalność białych mężczyzn różnych wyznań – w tym księży, ale również muzułmanów, którzy na skutek takiego a nie innego wychowania, takiej a nie innej opresyjnej ingerencji religii w sprawy obyczajowe, takiej a nie innej tradycji pełnej zahamowań, przepełnieni są niezrealizowanymi pragnieniami seksualnymi, które skutkują nierzadko frustracją, co ostatecznie kończy się molestowaniem nie tylko kobiet, ale i dzieci, z reguły płci męskiej.

To nie wszystko jednak: innym zagadnieniem tego problemu jest stosunek tego typu mężczyzn do kobiet w ciąży. Odnoszę wrażenie, a w zasadzie mam pewność, że ci zakłamani prawicowi bigoci, starając się przymusić wszystkie kobiety do rodzenia jak leci, zarówno dzieci zdrowych jak również chorych, tych lżej, jak i ciężej, chcą tak naprawdę wejść w macice każdej z nich, niezależnie od wyznania, światopoglądu, wiedzy czy zainteresowań; pragną się zagnieździć w ich łonach i stamtąd stymulować każdą  z nich tak, aby każda wiedziała, co ma czuć, jak myśleć i postępować, gdy tylko pojawi się w nich jakaś wątpliwość. I nie wiem tylko, czy tak traktowane kobiety mają być na tyle usatysfakcjonowane swoją nową rolą, żeby tym sposobem osiągać orgazm, udawać go, czy też może bardziej chodzi o to, żeby to właśnie ci kontrolerzy ich moralności osiągali z tego tytułu więcej niekontrolowanej satysfakcji seksualnej. Jakby jednak na to nie spojrzeć jedno jest pewne: nigdy orgazm stymulowany w sposób sztuczny nie spełni tej samej roli co orgazm wywołany w sposób naturalny. Zapamiętajcie to, wszystkie jełopy na prawicy. Na prawicy, a nie po prawicy wydumanego przez was jakiegoś tam boga!

Oczywiście, te prawicowe jełopy zawsze odwrócą kota ogonem, zawsze wytłumaczą swoje stanowisko bardziej lub mniej zręcznie, tyle tylko, że na te wszystkie ich wybiegi odpowiem krótko: śmiech, pusty śmiech mnie ogarnia, posrani popaprańcy, a palec środkowy dziwnie sztywnieje, wskazując wasze niebo!

12.01.2016 r.

15:46, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 09 stycznia 2017

Jeszcze kilka dni temu byłem przekonany, że nie ma nic lepszego dla nas, dla Polski, jak przyspieszone wybory parlamentarne. Zwracałem się nawet w jednym z wpisów do posła Kłamczyńskiego, któremu – o dziwo i zgrozo! – podlegają dwie najważniejsze osoby w państwie, o rozpisanie przedterminowych wyborów. Myliłem się. Dzisiaj uważam, że wyznaczenie ich wcześniej, przed naturalnym upływem kadencji sejmu, byłoby co najmniej niefortunne. Przynajmniej tak samo niefortunne, jak przyspieszenie ich dziewięć lat temu, co okazało się, według mnie, niezwykle kosztownym błędem, za który płacimy dużą cenę do dzisiaj, między innymi nieszczęsnym smoleńskiem. Dlatego tym razem podobnego błędu popełnić nie można, więcej – nie wolno nam go popełnić, ponieważ zwyczajnie nas na to nie stać!

Oczywiście, doskonale zdaję sobie sprawę ze skali dewastacji kraju jaka się odbywa w chwili obecnej; mam wyobrażenie również, że wraz z upływem czasu owa dewastacja będzie narastać, przyczyniając się do kłopotów gospodarczo-ekonomicznych w przyszłości. Mimo to jednak, pomimo wszystkich złowieszczych prognoz związanych z obecnymi rządami jestem zdania, że Prawo i Sprawiedliwość musi swoje cudaczne dzieło doprowadzić do końca, to znaczy do wygaśnięcia obecnej kadencji sejmu i senatu; tylko wówczas zwycięstwo opozycji będzie mogło być pełne, a smak porażki PiS odczuwalny dogłębnie, do szpiku kości zarówno przez jej członków, jak sympatyków, zwolenników i wyznawców. Tylko wówczas widoczna będzie w całej krasie nagość pisowskiego króla!

Gdyby wybory odbyły się dzisiaj jestem pewien, że zwycięstwo opozycji mogłoby się okazać tak naprawdę jedynie czysto pyrrusowe. A to dlatego, że polskie społeczeństwo nie poznałoby prawdy, nie odczułoby na własnej skórze owej degradacji, jaką funduje nam na wielu płaszczyznach życia owa polityczna formacja. Wygrana dzisiejszej opozycji i zmiana rządów byłaby nie tylko przedwczesna, byłaby w perspektywie czasowej katastrofalna! Bardzo szybko bowiem pojawiłaby się niechęć dużej części społeczeństwa do nowych rządów za słabe wyniki gospodarcze; za kiepskie notowania złotówki na rynkach walutowych; za nielicznie się z Polską na arenie międzynarodowej przez największych graczy i, co byłoby najbardziej bolesne, bo odczuwalne przez nas wszystkich, za kolejne narzucenie wyrzeczeń i zaciskanie pasa; znów istniałoby przeświadczenie, że ci, którzy właśnie odeszli i oddali rządy, byli dobrzy, więcej – byli lepsi, znacznie lepsi od swoich następców, bo przecież – tamci dawali! A to 500 plus, a to podnieśli kwotę najniższej gwarantowanej emerytury, czy renty; a to niby darmowe leki dla seniorów, a w planach dodatkowo jeszcze mieszkanie plus i cała reszta planu kupowania głosów! Nieistotne, że większość to projekty zajeżdżające lipą; że takie rozdawnictwo było i jest możliwe jedynie poprzez zabieranie jednym a dawanie drugim; to nic, że mogło się to odbywać jedynie poprzez drenowanie budżetu państwa. Ważne, że w świadomości społecznej funkcjonują jako pozytyw!

Za dwa i pół roku nadejdzie czas rozliczeń. To nic, że przyjdzie nam wtedy zapłacić za rządy PiS-u wysoką cenę. I tak będziemy ją płacili, z tą różnicą, że im później zostanie wystawiony za nie rachunek, tym będzie ona wyższa. Ale też, co istotne tutaj, satysfakcja z wygranej, myślę, będzie pełniejsza. Sukces bowiem wówczas będzie podwójny: z jednej strony zwycięstwo w wyborach i zmiana rządów, z drugiej – radość z rozpadu PiS-u, ugrupowania, zapewne pomimo odmiennych intencji, jednak ze wszech miar szkodliwego dla Polski. Przy czym przegrana ta musi być totalna i nieodwracalna, musi być jednocześnie gwoździem do jego politycznej trumny!

I właśnie dlatego należy i warto poczekać na terminowe wybory.

09.01.2017 r.

14:38, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
piątek, 06 stycznia 2017

Przedwczoraj zamieściłem tutaj tekst o kłamstwie. Ale nie o zwykłym powszechnie obecnym w naszym życiu kłamstwie, typu: Ala okłamała Anię, czy Jaś tatusia lub mamusię, rzecz dotyczyła kłamstwa o wiele mocniejszego w odbiorze społecznym, bardziej nośnego.

Oprócz przytoczonych kilku kłamstw religijnych, jakimi karmimy się od wieków, dodałem również kilka słów o Szekspirze, które negowały autorstwo jego sztuk, licząc na jakąś uwagę-protest, że się mylę, jestem nieprecyzyjny, piszę bzdury i w ogóle jestem zwolennikiem jakiejś wydumanej teorii spiskowej. Jako że nic takiego nie otrzymałem, postanowiłem tekst nieznacznie uściślić, żeby Szekspir mógł odetchnąć i spać spokojnie.

Oczywiście nie wiem, w jakim zakresie ów człowiek był autorem przypisywanych mu sztuk i czy w ogóle nim był choćby w jakimś marginalnym zakresie, istotne, że z całą pewnością nie był jedynym ich twórcą. I to jest fakt niepodważalny! Ale, jakkolwiek z nim i jego sztukami było, dość o tym. Kto będzie chciał się czegoś więcej o tym dowiedzieć, z całą pewnością znajdzie na ten temat niezbędne informacje. Ja, w tym miejscu, chciałbym jedynie dodać jeszcze coś, co zobaczyłem w telewizji prywatnej, a co mnie skłoniło do pewnej refleksji.

Otóż w dniu, w którym pisałem o kłamstwie, przez zupełny przypadek obejrzałem kilka minut (dosłownie trzy/cztery minuty) programu telewizji Trwam, gdzie pewien minister pisowskiego rządu mówił na temat relacji naszych stosunków z Amerykanami. I, jak to mają w zwyczaju przedstawiciele tej opcji politycznej, ten również plótł beznadziejne farmazony, od których nie tylko puchły mi uszy, ale dodatkowo miałem poważne obawy, że nabawię się niestrawności (stąd tylko owe trzy/cztery minuty poświęcone przeze mnie tej telewizji). A chodziło mu w nich o to, że jakoby do niedawna nasze stosunki z natowskim sojusznikiem były fatalne, podczas gdy w obecnej chwili świetnie się one rozwijają, wręcz kwitną! Słuchać się tego nie dało, więc przełączyłem na inny program, gdzie nie ma tak głupiej, nachalnej propagandy. Niemniej tych kilka minut wystarczyło, żeby pojawiła się u mnie pewna refleksja, właśnie na temat kłamstwa. Pomyślałem sobie bowiem wówczas, biorąc oczywiście pod uwagę miejsce owych bredni – telewizję na wskroś katolicką, bo religijną, że coś tutaj jest nie tak, tzn. ktoś publicznie w żywe oczy kłamie, może nawet w dobrych intencjach, ale jednak łże, i nic się nie dzieje! Czy zatem naprawdę wszystko jest w jak najlepszym porządku? Przecież takie miejsce powinno być od tej bezsprzecznie negatywnej ludzkiej przypadłości wolne. Więc jak jest? Czego to dowodzi? Czy w ogóle może czegoś dowodzić?

I wówczas mnie olśniło: mianowicie nagle uświadomiłem sobie jedną rzecz – że jeżeli czegoś może dowodzić powyższa sytuacja, to tylko jednego: albo jest to dowód na nieobecność Boga w tym miejscu, albo na Jego nieistnienie w ogóle. No bo przecież, gdyby było inaczej, ów minister powinien być ukarany właściwie na miejscu, rażony jakimś gromem. A jemu nic nie stało – włos z głowy nie spadł, więcej – on nawet nie stracił na moment swojego kłamliwego głosu! Dlatego wniosek z tego zdarzenia mógł być tylko jeden: albo faktycznie Bóg w tym miejscu jest nieobecny, tzn. w TV Trwam, podobnie zresztą jak i w radiu Maryja – co by mnie tak naprawdę jakoś specjalnie nie dziwiło – albo całkiem prawdopodobne, że nie ma Go w ogóle, więc w zasadzie można wszystko, o wszystkim i wszystkich, na każdy temat, nie dbając specjalnie o rzetelność i prawdę!

– Słucham?

                                    Długa cisza.

– Halo, mówi się! Ja w sprawie formalnej: czy mógłbym się dowiedzieć, jak to z tym jest? :)

06.01.2016 r.

11:12, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2
O autorze
więcej: www.kiler.blox.pl kontakt: czaplinski@tlen.pl