RSS
środa, 25 kwietnia 2018

Prawda jest taka, że mimo genetycznie wrodzonego optymizmu nierzadko jestem sfrustrowany działalnością naszego państwa, między innymi przez totalny brak ochrony swoich obywateli przed różnego rodzaju nieuczciwością (parabanki), czy też zbyt częstą niekompetencją i cwaniactwem państwowych urzędników, z którymi, koniec końców, mamy w zasadzie do czynienia na co dzień.

Ten brak ochrony ze strony państwa przypomina mi wypisz wymaluj fatalnie działający system prawny: ktoś zabija kogoś nożem, z broni palnej, tasakiem, przy użyciu siekiery czy też jakiegokolwiek innego narzędzia i dostaje wysoki wymiar kary – z reguły kilkanaście lub kilkadziesiąt lat; z kolei ktoś, kto zabije jedną, dwie, czy nawet więcej osób, ale zrobi to na ulicy przy użyciu na przykład samochodu, zagrożony jest karą znacznie niższą. Tak jakby bardziej liczyło się narzędzie zbrodni, a nie sam czyn! Ot, taka pokrętna logika polskiej sprawiedliwości, żeby nie powiedzieć logika bezmiaru polskiej niesprawiedliwości!

Wielu moich rodaków i rodaczek głosując na Prawo i Sprawiedliwość miało nadzieję, że ekipa ta, gdy przejmie w Polsce władzę, wiele zmieni w ich życiu na lepsze. I oczywiście zmienia. Najwięcej jednak w swoim i partii życiu. W myśl zresztą, skądinąd prawdziwego i królującego w naszym życiu coraz bardziej i widoczniej powiedzenia: kasa, Misiu, kasa.

Tak więc, dzięki właśnie populistycznej retoryce Prawo i Sprawiedliwość osiągnęło swój cel: zdobyło władzę! Potem zrobiło to, co zapowiadało, czyli przejechało się walcem po polskiej demokracji, tłumacząc wszem i wobec, że robi to oczywiście dla dobra Polek i Polaków. Nieważne że sądy, prokuratura czy policja dzięki ich pseudoreformie nie pracują wcale lepiej, sprawniej, szybciej, istotne, że te dwa ostatnie działy wymiaru sprawiedliwości są politycznie podporządkowane Prawu i Sprawiedliwości! Jedyna nadzieja w tej sytuacji dla nas, obywateli, jest taka, że trzeci filar tego triumwiratu, czyli sądy, nie ulegną presji władzy i zachowają niezbędną niezależność.

Dlatego dla mnie osobiście to, co się wydarzyło i wydarza nadal, to przede wszystkim igrzyska. Od ponad dwóch lat mamy do czynienia właśnie z nimi; ale nie z gatunku tych beztroskich, sielskich i anielskich, gdzie człowiek raduje się z rewelacyjnych wręcz osiągnięć jej uczestników, w tym przypadku mamy do czynienia z igrzyskami śmierci. Na szczęście nie śmierci fizycznej, niemniej jednak śmierci w wymiarze społecznym –  śmierci demokracji: z jednej bowiem strony mamy rozdawnictwo chleba dla maluczkich w postaci różnego rodzaju dotacji z budżetu państwa, z drugiej jednak doświadczamy totalnej władzy rządzących, która nie znosi sprzeciwu i obliczona jest na lata bezkarnego trwania przy korycie. W myśl poniższego zresztą hasła, które zdaje się lansować partia władzy, a które można wyraźnie usłyszeć, gdy uważnie się wsłuchać w słowa jej przedstawicieli:

Jesteśmy jednością, jesteśmy jednym głosem – pisogłosem!

26.04.2018 r.

09:38, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 23 kwietnia 2018

Pan Zbiszek, jako typowy chrześcijanin, wybaczający i kochający  nawet swoich wrogów, w tym przypadku wrogów politycznych, zadbał o prezent urodzinowy dla byłego premiera D. Tuska: upichcił mu dzień po nich przesłuchanie w prokuraturze! Zapewne wyznaczyłby je na wczoraj, tyle tylko, że wypadła niedziela i z przyczyn obiektywnych nie można było tego zrobić.

Przypomina mi się taki moment w polskim sejmie: do D. Tuska podchodzi poseł Kłamczyński i mówi, żeby ten nie wierzył, że on jakoby ziajał do niego nienawiścią! Po tym oświadczeniu w polskim parlamencie zrobiło się niezwykle sympatycznie – były uśmiechy i, co naturalne, również oklaski.

Oczywiście, wszyscy powszechnie wiedzą, że pan Prezes to chodzące źródło nieograniczonej miłości, więc w zasadzie można się było spodziewać takiej zagrywki: ten bowiem, jako że ma w swoim życiowym dorobku bycie aktorem, tym razem również odegrał rolę, która wypadła wyśmienicie. Miał zresztą dobry wzór: podobną scenkę odegrał swego czasu A. Kwaśniewski, który z rozmysłem spóźnił się do studia telewizyjnego na debatę, gdzie od godziny czekał na niego urzędujący wówczas prezydent L. Wałęsa, po czym, jak gdyby nigdy nic podszedł do tego ostatniego i dolał oliwy do ognia, chcąc się z nim przywitać, co nie było przewidziane w programie. Oba zdarzenia mają jedną cechę wspólną: polityczną premedytację obliczoną na wyprowadzenie przeciwnika z równowagi i zyskanie punktów u potencjalnych wyborców. Zarówno w jednym, jak i drugim przypadku można powiedzieć, że cel został osiągnięty.

Dlatego taki właśnie sposób działania ludzi z PiS-u, jaki dzisiaj realizuje pan Zbiszek, w żaden sposób mnie nie dziwi i nie zaskakuje. Jak bowiem widać od dwóch lat dzisiejsi władcy Polski są bardzo pojętnymi uczniami komunistów. Do tego stopnia, że w zasadzie w wielu politycznych rozwiązaniach, szczególnie tych obliczonych na tani poklask, prześcignęli nawet naszych czerwonych braci!

Tyle tylko, że jak nie powinno się chwalić dnia przed zachodem słońca, tak i w tym przypadku, myślę, pisowcy ulegli złudzeniu, co powoduje, że tkwią w błędzie: D. Tusk zamiast tracić, w oczach społeczeństwa zyskuje. Tym samym ci, którzy dzisiaj rządzą w naszym kraju, robią mu darmową reklamę poprzez ustawiczne aktualizowanie jego osoby w polskiej polityce, mimo jego fizycznej nieobecności. I dobrze. Bo gdy w końcu wróci z Brukseli bardzo szybko wejdzie w buty polskiej polityki, stając do prezydenckich wyborów.

23.04.2018 r.

10:34, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 19 kwietnia 2018

1.Ostatnio zastanawiałem się nad twierdzeniem, jakoby żadna praca nie hańbiła i doszedłem do wniosku, że jeżeli nawet powyższe słowa są prawdziwe, to z całą pewnością prawdą jest również i to, że wiele jest takich zajęć, które, tak naprawdę, nie przynoszą człowiekowi żadnej chwały. Czy zatem w tym kontekście powinno się brać każdą pracę która wpadnie nam w ręce, nawet wtedy, gdy jesteśmy bezrobotni i rozglądamy się w ogóle za jakimkolwiek zajęciem? Sprawa co najmniej dyskusyjna.

2.Internet, oprócz bez wątpienia ewidentnych mankamentów, to również genialny wynalazek, dzięki któremu w dużej mierze świat stał się globalną wioską. To również skarbnica przeogromnej, nieocenionej wiedzy, możliwości błyskawicznego komunikowania się niemal z każdym zakątkiem świata. Tym wszystkim on już jest, przed nami jednak, tak przynajmniej się wydaje, jeszcze jedna ważka rzecz z nim związana: tak jak za pomocą Twittera ze światem komunikuje się prezydent Stanów Zjednoczonych D. Trump, tak również zapewne dzięki temu elektronicznemu medium zostaniemy któregoś niepięknego dnia poinformowani o rozpoczęciu trzeciej wojny światowej. Co, koniec końców, będzie miało o tyle pozytywny efekt, że będziemy mieli trochę czasu na spakowanie manatków i spieprzanie gdzie pieprz rośnie, czyli do jakiego najbliższego bunkra.

Czy zrobimy to na tyle skutecznie żeby przetrwać, to już inne zagadnienie, ważne, że właśnie dzięki Internetowi będziemy mieli jakąś szansę na ucieczkę. Choćby i krótkotrwałą.

3.Wstaję wcześnie rano, myję zęby – jeszcze je mam, na szczęście – włączam telewizor i przygotowuję śniadanie. W TV nic nowego: na dzień dobry, jak zwykle, pieprzą znowu o Smoleńsku. W związku z tym nasuwa mi się refleksja: gdybym był już po śniadaniu zapewne bym sobie rzygnął, na szczęście jestem przed, więc na dobrą sprawę nie mam jeszcze czym tego zrobić. Dlatego wyłączam odbiornik telewizyjny i w ciszy zajmuję się śniadaniem. Gdy je kończę, zasiadam do jedzenia i ponownie daję szansę telewizji.

Tym razem informują mnie o pozbawieniu kilku posłów immunitetów. Chodzi o K. Gasiuk-Pihowicz i R. Petru, czyli pierwszoplanowych postaci partii Nowoczesna. W kolejce po jego utratę czeka już S. Neuman, były wiceminister zdrowia w rządzie PO-PSL.

W ogóle aby zlikwidować wszelką opozycję, proponuję partii rządzącej pozbawić wszystkich ważnych opozycyjnych posłów immunitetu. Albo tylko tych najważniejszych. Reszta zostanie tym ruchem tak skutecznie zastraszona, że w ogóle nie będzie zabierać głosu podczas głosowań w jedynie słusznych i właściwych sprawach. To nic że wyjdziemy na tym jak Zabłocki na mydle, ważne, że rządzący osiągną zamierzony cel. Naturalnie ku chwale ojczyzny i bohaterowi narodowemu Jarosławowi, co Polskę zbawia! Chociaż gdyby to ode mnie zależało, przemianowałbym naszą ukochaną ojczyznę na Piasekcję. Wszystko w niej takie sypkie, wątłe, niestabilne.

Jedno słowo ciśnie się na usta w związku z tym politycznym spektaklem: hucpa obrzydliwie cwanych i cynicznych typków! Tyle.

4. Na koniec rozmowa ojca z synem. Tak dla poprawienia humoru.

Ojciec: Szkoda, synu.

Syn: Czego?

Ojciec: Że nie wrodziłeś się we mnie.

Syn: A niby do kogo?

Ojciec: Oczywiście do matki. Jesteś taką samą cipą jak ona.

Syn: Jeżeli tak uważasz, to pretensje możesz mieć tylko do siebie.

Ojciec: Czyżby?

Syn: Pewnie. Gdybyś nie był tak bardzo zestresowany i miał pełny kamszot w ten dzień, kiedy mnie posiałeś, miałbyś syna jak się patrzy – z pełnego wytrysku. Ale że skapnęło ci z ptaka, to masz to, co masz, czyli – jak twierdzisz – cipę, nie syna.

Ojciec: A wiesz, całkiem niegłupie to twoje rozumowanie, synek. Może jeszcze będą z ciebie ludzie. Oby.

19.04.2018 r.

08:25, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 15 kwietnia 2018

Nie przepadam za literaturą fantasy, jednak serial Gra o tron oczarował mnie. Tak po prostu. I mimo że początkowo podchodziłem do tego filmu jak pies do jeża, bo nie do zaakceptowania był dla mnie fakt, że nikomu w tym filmie nie można było zaufać – zdrada czaiła się wszędzie; że przemocy było aż nadto, a krew lała się gęsto, to jednak wraz z upływem czasu serial wciągał mnie coraz bardziej, coraz skuteczniej, aż w końcu zwyczajnie mną zawładnął! Dlaczego? Oczywiście nie dlatego, że przez ekran przewija się sporo rozebranych pięknych kobiet – chociaż z pewnością przydaje to filmowi waloru estetycznego, przede wszystkim dlatego, że urzekł mnie on doskonałym wręcz naturalizmem scen i genialnymi zdjęciami, a także, co istotne, mądrymi dialogami. Pomijając oczywiście to, gdzie cała akcja ma miejsce i czego dotyczy.

Dlaczego o tym piszę? Ponieważ w serialu tym, nie biorąc pod uwagę różnego rodzaju gierek, nieuczciwości, nierzadko chorobliwego wręcz pragnienia władzy, od czasu do czasu pojawia się kwestia, która dotyczy w zasadzie każdego z nas, i to od zamierzchłych czasów aż do dzisiaj, a która odnosi się do transcendencji, to jest do naszych wierzeń. I gdy zacząłem się nad tym głębiej zastanawiać, wyszło mi, że autor książki na motywach której nakręcono ów serial, podszedł do zagadnienia w sposób niejako filozoficzny, tzn. niezwykle dojrzały i zapewne z dość dużym bagażem doświadczeń, o czym świadczyć może podejście do tematu nie tyle religii, ile w ogóle wiary i uznawania przez bohaterów tej opowieści wielobóstwa. A żeby być bardziej dokładnym, to w tym konkretnym przypadku chodzi o uznawanie zarówno bogów starych, jak i nowych, albowiem taka własnie kwestia pada w filmie wielokrotnie: przysięganie na bogów starych lub nowych. Albo też na jednych i drugich.

O czym nam to mówi? Myślę, że przede wszystkim o jednej podstawowej rzeczy, mianowicie, że w historii człowieka bogowie byli różni, w zależności od czasów i politycznych uwarunkowań, oczekiwanych w tym zakresie pragnień rządzących, a także ich relacji z kapłanami danego wyznania. Nie tyle bowiem pragnienia społeczeństw w niniejszej sferze były na początku najważniejsze, one dopiero z czasem stawały się istotne i zaczęły być realizowane; na początku najistotniejsze były cele i pragnienia sprawujących władzę oraz rządy przedstawicieli danego Kościoła. Słowem – chodziło o jedność tego, co boskie, sacrum, z tym, co świeckie – reprezentujące władzę, czyli koronę. Dlatego twierdzenie, jakoby jakiś konkretny Bóg stworzył nas na wzór i podobieństwo swoje można wsadzić między bajki dla grzecznych dzieci. Albo grzesznych dorosłych. Albowiem są one tak samo prawdziwe, jak istnienie smoków. Albo jak te oto słowa:

– Jam jest wszystkim! Ja i tylko ja stworzyłem człowieka bez żadnego wzoru i podobieństwa do kogokolwiek i czegokolwiek, a następnie zaraziłem go strachem. Po to, żeby się bał do końca dni swoich. Bo strach to zły doradca – zniewala. A mnie potrzebni są nie wolne od wszystkiego istoty, ale właśnie niewolnicy. Tylko oni. Tacy właśnie ludzie – niewolni!

Ale to nie początek naszej historii, zanim bowiem pojawił się pierwszy człowiek, miało miejsce takie oto wydarzenie. A było to mniej więcej 400 milionów lat temu.

A gdy w końcu wyszedł z wody na suchy ląd, on – Tetrapod, pierwszy tego imienia, rzekł:

– I stworzył mnie On na wzór i podobieństwo swoje, abym był i zasiedlał ziemię i czynił ją sobie poddaną. To znaczy podatną na służenie mi we wszystkich obszarach mojego istnienia.

Ament.

15.04.2018 r.

08:31, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
środa, 11 kwietnia 2018

– Ja, wielki zaklinacz rzeczywistości, chcę wam powiedzieć, muszę wam powiedzieć, że to ostatni nasz marsz – ostatni, bo nareszcie doszliśmy do celu – do prawdy. Jeszcze nie całej, co prawda, ale już jesteśmy bardzo blisko niej. Jak nigdy dotąd.

Osiągnęliśmy tak wysoki procent naszych celów, że możemy spokojnie i odpowiedzialnie powiedzieć – zwyciężyliśmy. A cele, które osiągnęliśmy, nas wyzwoliły. Bo nie ma prawdy bez wolności., a my jesteśmy już wolni. Dlatego właśnie mogę dzisiaj powiedzieć, że to był nasz ostatni marsz. Kończymy. Kończymy marsze, ale nie kończymy naszej walki, ona trwa dalej. Musi trwać! A my będziemy walczyć aż do samego końca – do zniszczenia naszych wrogów. Nie możemy nagle teraz osiąść na laurach, bo przeciwnicy, nasi zajadli wrogowie tylko czekają na nasze potknięcie, czyhają, żeby nas zaatakować. I wykończyć. Dlatego będziemy walczyć do ostatniego żołnierza. Tak właśnie – żołnierza. Bo my wszyscy jesteśmy przecież zwykłymi cywilnymi żołnierzami. Żołnierzami i żołnierkami, naturalnie, w służbie Rzeczypospolitej, naszej ukochanej ojczyzny!

Mniej więcej godzinę po tym przemówieniu doszło do spotkania Prezesa i jego sztabu.

Prezes: I jak, dobrze było? Podobało się?

Sztabowiec I: Bardzo, panie Prezesie. Piękna mowa!

 Sztabowiec II: Nic dodać, nic ująć.

Sztabowiec III: Tak, świetne wystąpienie. Jak zwykle zresztą, panie Prezesie. Tylko jednego nie potrafię zrozumieć: skoro tak nam dobrze idzie, to dlaczego to przerywać?

Prezes: Chodzi o marsze?

Sztabowiec III: Właśnie tak, o nie. Przecież mamy przeciwnika na łopatkach. Należałoby go teraz przydusić, żeby nawet nie zipnął i finał. Od tego momentu moglibyśmy robić, co tylko nam się żywnie spodoba.

Prezes: No tak, ale tak mi się wyrwało. Bo gdy tak tam stałem i gadałem, to nagle wpadła mi go głowy akurat taka stara piosenka, w której ktoś śpiewa – to chyba nasz ostatni taniec, czy coś podobnego – no i, przyznaję, trochę mnie poniosło.

Ona: Lombard.

Prezes: Słucham? Niby ja jestem lombard?

Ona: Ależ nie, oczywiście że nie, panie Prezesie. Mówię, że to Lombard śpiewał tę piosenkę.

Prezes: Ach tak. Lombard. No właśnie. Możliwe. Zresztą, tak między nami, to powiem wam, kochani, że jestem już tym serdecznie zmęczony. Wiecie – ciągłe to chodzenie w kółko co miesiąc, mróz nie mróz, deszcze czy zimno, trzeba było iść i maszerować w tym comiesięcznym pochodzie; poza tym to wchodzenie na drabinkę albo stołek, żeby mnie wszyscy widzieli; to przemawianie, muszę wam powiedzieć, trochę to wszystko już mnie męczyło. Dlatego postanowiłem na razie z nich zrezygnować. Tak tytułem próby. Potem zobaczymy co dalej. Na razie czas odpocząć. Oczywiście od marszów, nie od walki. Ta trwa nadal. Bo zwycięstwo musi być nasze i bezdyskusyjne. I, co ważne, miażdżące!

Sztabowiec I: Właśnie tak, panie Prezesie – zwyciężymy!  I to miażdżąco!

Wszyscy: Zwy-cię-żymy! Zwy-cię- żymy! Zwy-cię-żymy!...

11.04.2018 r.

15:46, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
sobota, 07 kwietnia 2018

Dzisiaj trzecia i ostatnia część tryptyku K. Kieślowskiego Trzy kolory: Biały. To historia polskiego fryzjera, który wygrywając konkursy za granicą zatrzymuje się tam, gdzie się zakochał. A gdzie można najszybciej i najpiękniej się zakochać? Oczywiście we Francji! Więc Paryż. Tyle że Francja, Paryż dla zakochanych, okazuje się nie taki znowu łaskawy i piękny dla zakochanego głównego bohatera filmu. Obiekt jego gorącego i szczerego uczucia okazuje się bowiem kobietą tyleż piękną, co i okrutną: bezceremonialnie i bezdusznie przeprowadza sprawę rozwodową, wcześniej wyczyszcza mu konto i zostawia na ulicy. Dosłownie!

Główny bohater, którego gra Z. Zamachowski, szczęśliwym trafem – nie posiada bowiem paszportu – nietypową drogą, bo jako bagaż w dużej walizce, wraca jednak do Polski i dzięki korzystnemu splotowi okoliczności wzbogaca się. Tyle że nie daje mu to szczęścia: wciąż nie może zapomnieć o swojej miłości, zranionej duszy i związanym z tym upokorzeniu. Bo takowego przy okazji doznał. Dlatego postanawia, dzięki tyleż sprytnemu, co równie perfidnemu planowi, sprowadzić obiekt swoich uczuć do kraju.

Kobieta, która go skrzywdziła a którą on bez pamięci pokochał, po sprowadzeniu jej do Polski, zostaje oskarżona o jego śmierć, którą oczywiście wcześniej sfingował. Tym samym trafia do więzienia, co z czasem odbija się na jej zdrowiu psychicznym: wraz z upływem czasu coraz bardziej traci kontakt z rzeczywistością.

Pytanie, jakie się tutaj musi pojawić, brzmi: Czy dzięki temu główny bohater filmu osiąga to, czego tak usilnie pragnął? Czy daje mu to zadowolenie i szczęście? Oczywiście nie – efekt jego planu nie przynosi mu, bo nie może przynieść, ani ukojenia, ani tym bardziej satysfakcji. Z jednego wszakże może być prawdopodobnie zadowolony: obiekt jego uczuć jest blisko, ma go w zasadzie obok siebie, niejako na wyciągnięcie dłoni. Wie, że dzięki przekupionym strażnikom więziennym może w każdym momencie na nią patrzeć z więziennego podwórza, skąd widać ją poprzez więzienne kraty.

Zemsta jest okrutna: jego metrykalne nieistnienie i związana z tym fikcyjna śmierć w zamian za jej uwięzienie i utratę zmysłów. Diaboliczny plan z przerażającą na końcu karą. Jednak bez ukojenia duszy i oczekiwanej satysfakcji.

Szlag z taką miłością!

              07.04.2018 r.

10:55, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
piątek, 30 marca 2018

Jeżeli polskie społeczeństwo idiocieje – a robi to na bank, biorąc choćby pod uwagę jego polityczne wybory, czy programy telewizyjne jakie ogląda – to społeczeństwo rosyjskie już dawno zidiociało. Dowodem na to jest oczywiście wybranie, po raz kolejny zresztą, na swojego prezydenta politycznego gangstera Wowkę Szczurka – człowieka, który wywodząc się z piekła rodem (czytaj: KGB), chcąc nie chcąc, jest dowodem na to, że Boga nie ma. Gdyby bowiem On istniał z całą pewnością nie tylko nie doprowadziłby ww. człowieka do miejsca, w którym się on aktualnie znajduje od wielu lat, ale w ogóle nie stworzyłby takich okoliczności, aby ten człowiek znalazł się tu, gdzie się znalazł i miał tak przeogromny wpływ na życie milionów ludzi. Podobnie zresztą, jak nie stworzyłby również sprzyjających okoliczności dla pojawienia się pośród żywych takich bydlaków jak choćby Hitler, Stalin, Pol Pot czy Saddam Husajn i wielu, wielu innych w całej długiej historii ludzkości z Napoleonem na włącznie.

My jednak nie powinniśmy się martwić – w końcu mamy króla Jezusa, który przed wszelkimi nieszczęściami nas obroni, a prawda wyzwoli. I oczyści naturalnie. Jaka i czyja? To chyba oczywiste: tylko ta jedna jedyna – pisowska! I wszyscy będziemy wówczas zbawieni. Chociaż może właściwiej należałoby napisać – zwabieni. Niczym muchy do lepu, czy ryby do przynęty.

My zostaliśmy zwabieni wieloma obietnicami, bo, jak mawiał obecny prezes TVP Jacek Kurski – ciemny lud wszystko kupi. Nie mylił się: lud kupuje wszystko, szczególnie obietnice bez pokrycia, ponieważ brzmią niezmiernie przyjemnie dla ucha.

Ja obietnic nie lubię, brzmią bowiem z reguły fałszywie. A brzmią tak, bo:

Ja: Wiesz, czego należy się bać najbardziej?

On: Wielu rzeczy.

Ja: Ale czego najbardziej?

On: No, czego znowu?

Ja: Licha.

On: Słucham?

Ja: Najbardziej należy bać się licha. A wiesz dlaczego? Bo licho nie śpi. Nigdy! A jak licho nie śpi, to budzą się demony i dzieją się różne złe rzeczy. A przynajmniej mogą się dziać.

On: Wiesz co, dawno już nie słyszałem czegoś równie kretyńskiego. Mogę ci poradzić jedynie, żebyś wsadził głowę pomiędzy framugę a drzwi i spróbował je zamknąć. To powinno ci pomóc.

Ja: Nie zajarzyłeś.

On: A idź ty w pisdu (to nie błąd!) z tym całym swoim lichem!  To, co tu pieprzysz, jest głupsze niż przewiduje jakakolwiek ustawa o głupocie. Cześć! I baw się dobrze, najlepiej drzwiami.

Ja: Mylisz się. Dowodem na to, że mam rację, jest to, co się u nas dzieje od dwóch lat. Mówię ci – licho nie śpi! Czarci pomiot rządzi!

30.03.2018 r.

10:06, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 25 marca 2018

Po śmierci A. Litwinienki, B. Bierezowskiego, A. Politkowskiej, A. Dewotczenki, G. Starowojtowej i wielu, wielu innych; po śmierci, niby w zwyczajnym wypadku samochodowym syna i żony S. Skripala, podwójnego agenta rosyjskiego, który przeszedł na stronę zachodniego świata, przyszła „wreszcie” śmierć po niego samego, a także i jego córki. Dlaczego? Dlatego że zdradził! A jak powszechnie wiadomo Rosja, podobnie jak do niedawna jeszcze Związek Radziecki, zdrady nie wybacza. Mateczki Rosji bowiem się nie zdradza, za mateczkę Rosję można jedynie umrzeć. Stąd trucie swoich byłych obywateli, albo też zwykłe ich odstrzeliwanie jak łownej zwierzyny. I to bez względu na to, kto jest gospodarzem Kremla. Najlepszym bowiem, bo najskuteczniejszym zarządcą w imperium zła, jak kiedyś określił Związek Radziecki prezydent R. Reagan, jest strach. On stanowi kręgosłup tego państwa, jemu życie jest w nim podporządkowane.

Piszę o tym nie tylko dlatego, że gardzę kremlowskimi gangsterami politycznymi, którym przewodzi dzisiaj Wowka P. zwany Szczurkiem, piszę przede wszystkim dlatego, że w takim właśnie działaniu, o jakim napisałem wyżej, dostrzegam ogromne niebezpieczeństwo jakie zagraża światu wolnemu i demokratycznemu, więc, póki co, również i nam.

Jeżeli bowiem tak łatwo można „załatwić”, a ściślej – pozbyć się ze świata żywych pojedynczego człowieka, który zdradził, bo przeszedł na drugą stronę, to równie łatwo można przeprowadzić podobną akcję, tyle że rozszerzoną na tysiące ludzi, zatruwając ujęcia wody pitnej, żywność, czy rozpylając szkodliwą substancję w powietrzu, jak to zrobił jakiś czas temu japoński szaleniec z sarinem w tokijskim metrze. Pytanie tylko: czy trafi się w końcu kiedyś na tyle zdesperowany świr, stojący na czele jakiegoś państwa a dysponujący odpowiednim chemicznym materiałem, który zdecyduje się na taki właśnie krok i to bez względu na jego katastrofalny efekt końcowy. Gdy jednak kiedyś taki posraniec się znajdzie wówczas, najkrócej rzecz ujmując, będziemy mieli pozamiatane, tzn. przesrane! Al. Kaida  czy nawet chore państwo ISIS okażą się przy tym zagrożeniu zwykłymi płotkami nie wartymi uwagi, bo walczącymi w sposób konwencjonalny, czyli przewidywalny. W przypadku chemicznego szaleństwa rzecz przedstawia się, niestety, zgoła inaczej – o wiele groźniej!

Czy zatem znajdzie się kiedyś na tyle chory łeb, na skalę światową, naturalnie, nie regionalną, który pomyśli: po mnie choćby potop – i urządzi nam piekło na ziemi? Oczywiście oby nie. Wykluczyć jednak takiego rozwoju wypadków nie można. Szczególnie, gdy widzimy do czego zdolny jest człowiek w swoim szaleństwie utrzymania władzy.

25.03.2016 r.

17:41, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
środa, 21 marca 2018

Oto jest pytanie! – na miarę początku tego stulecia.

Prawda jest taka, że dużo, bardzo dużo młodych ludzi wyjeżdża ze swoich miast, miasteczek, wsi, nie znajdując u siebie czy też w okolicy miejsca, które stworzyłoby im jakąś perspektywę, jakieś optymistyczne widoki na dobrą przyszłość. A nie dostrzegając takowych ludzie ci w pewnym momencie nie wytrzymują marnej wegetacji, pakują klamoty i zaczynają szukać swojego miejsca na ziemi w innym, choćby i odległym kraju.

Oczywiście tak być nie powinno. Ale jest, niestety. W znacznej mierze dzięki politykom, którzy, jak wiadomo nie od dzisiaj, pięknie „ciemny lud” ściemniają, mniemając, że ów lud wszystko, każdą ich bajeczkę kupi bez mrugnięcia okiem.

Lud jednak, mimo że bezkształtny w swojej masie, aż tak beznadziejnie głupi nie jest. Zdaje sobie sprawę, że politycy tak naprawdę nim gardzą i przypominają sobie dopiero wówczas o nim, gdy zbliżają się  jakieś wybory. Wtedy elektorat staje się dla nich ogromnie ważny, ba – najważniejszy!, bo to w końcu tzw. suweren, dla którego oni naturalnie – wszystko i zawsze!

Prawda jednak jest dużo bardziej prozaiczna, a przy tym niezmiernie smutna. W latach pokoju bowiem jesteśmy dla nich jedynie elektoratem wyborczym, o którym przypominają sobie właśnie w chwili wyborów, z kolei w czasie zawieruchy wojennej stajemy się jedynie zwykłym mięsem armatnim. Co zresztą skrzętnie ukrywają pod maską pozornych działań i miłych uśmiechów. Więc tak naprawdę nie ma się co dziwić, że gdy się o tym „ciemnym ludzie” nie pamięta na co dzień, to ów lud wyjeżdża tam, gdzie będzie mu lepiej.

O ile jednak jakaś część młodych ludzi wyjeżdża, część, bo koniec końców są również i tacy młodzi, którzy  jednak zostają, bo chcą i nie wyobrażają sobie życia gdzie indziej. A może też dlatego, że im się po prostu nie chce. Wolą być tu i teraz i mimo wszystko tworzyć tę naszą przaśną rzeczywistość. Więcej – zostają również tutaj starzy, czy po prostu starsi, którym już nie w głowie ekonomiczne wojaże i podbijanie świata. Oni wszyscy są tutaj, bo chcą być i żyć tym, czym żyje się w tym miejscu.

 Zdarza się również i tak, że do tej stacjonarnej grupy dołączają inni – z innych miast, czy miasteczek. Rzadko bo rzadko, ale zawsze.

Takie właśnie swoje miejsce w Kielcach znalazł sobie znany aktor i autor książek Jan Nowicki. Czy będzie mu tu dobrze? Mam nadzieję. Tym bardziej że, jak twierdzi,  mieszka się tam, gdzie bije serce, a jego serce, czyli miłość, bije właśnie tutaj, w moim mieście. Więc, póki co, jest tutaj i jest zadowolony.

Przyznaję, że ja również jestem zadowolony, że przybył nam tak zacny obywatel. Ludzi bowiem mówiących mądrze i rozsądnie nigdy za dużo.

21.03.2018 r.

14:27, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
piątek, 16 marca 2018

Katechizm polskiego dziecka

– Kto ty jesteś?

– Polak mały.

– Jaki znak twój?

– Orzeł biały.

– Gdzie ty mieszkasz?

– Między swemi.

– W jakim kraju?

– W polskiej ziemi.

– Czym ta ziemia?

– Mą Ojczyzną.

– Czym zdobyta?

– Krwią i blizną.

– Czy ją kochasz?

– Kocham szczerze.

– A w co wierzysz?

– W Polskę wierzę.

– Coś ty dla niej?

– Wdzięczne dziecię.

– Coś jej winien?

– Oddać życie.

Zapewne niejeden z czytających te słowa był karmiony w dzieciństwie powyższym tekstem. Ja również. Im dłużej jednak żyję, tym częściej zastanawiam się, czy bezkrytyczne umiłowanie swojego kraju jest nie tylko słuszne, ale w ogóle, czy jest mądre. Szczególnie wówczas nachodzą mnie takie myśli, gdy doświadcza się od państwa, np. ze strony urzędników, funkcjonariuszy państwowych jawnej wręcz niesprawiedliwości. I nie chodzi tylko o to, że jakiś głupek w urzędzie chce pokazać, jak to wiele od niego zależy i upadla tego biednego petenta, rzecz idzie również o to, co robią np. politycy, którzy tak naprawdę bawią się nami, uzależniając nas od swoich nierzadko idiotycznych decyzji, czego świetnym przykładem jest tutaj choćby K. Radziwiłł, rozwalający przez ostatnie dwa lata służbę zdrowia, a potem dostający jeszcze nagrodę wraz z dymisją z urzędu ministra zdrowia!

To jednak, co najbardziej i najdotkliwiej wkurza i zwyczajnie boli, to zetknięcie się z państwowym aparatem strzegącym porządku i spokoju publicznego – aparatu, który zamiast stać na straży prawa i sprawiedliwości, zajmuje miejsce po przeciwnej stronie – tej opresyjnej, w postaci nie tylko nieuczciwych komorników, ale również, co szokujące, podobnie działających sędziów, prokuratorów, czy w końcu policjantów – tych stróżów prawa, którzy zamiast bronić niewinnych obywateli, wcale nierzadko, niestety, sami ferują wyroki, postępując tak, aby sędzia wraz z prokuratorem jedynie przyklepali swoją decyzją to, co „dzielni” policjanci dużo wcześniej w drodze dochodzenia, upichcili.  

Przykładem takiego właśnie podłego wręcz i nieuczciwego postępowania jest tutaj Igor Stachowiak, który został  przez policjantów skatowany w komisariacie, co w konsekwencji doprowadziło do jego śmierci; podobnym przykładem jest śmierć 29-latka na komendzie w Kutnie, czy interwencja policji w Zamościu, gdzie w wyniku nieumiejętnego zatrzymania młodego mężczyzny doszło do tragedii i jego śmierci. 

Gdyby tego było mało od wczoraj  na wolności przebywa człowiek, który spędził za kratkami osiemnaście lat – 18! – tylko dlatego, że jacyś skurwiele występujący w roli obrońców prawa robili wszystko, żeby niewinnego człowieka wrobić, a następnie skazać.

Te i inne niewymienione tutaj przypadki składają się na obraz Polski – kraju, za który – jak napisał Władysław Bełza w wierszyku na wstępie do tego wpisu – wdzięczne dziecię powinno oddać życie w chwili militarnej próby. Tylko czy aby na pewno taki właśnie kraj miał na myśli autor?

16.03.2018 r.

13:51, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 137
O autorze
więcej: www.kiler.blox.pl kontakt: czaplinski@tlen.pl