RSS
wtorek, 27 czerwca 2017

To, co zrobili Niemcy w sprawie uchodźców, tych zagrożonych i niezagrożonych żadną wojną, to był poniekąd błąd, ale ich błąd, więc w zasadzie to też ich problem, z którym dzisiaj się mierzą.

Niestety, my, stojąc na przeciwległym biegunie rozwiązań problemu uchodźczego, tworzymy mimowolnie własny. Zamiast bowiem przyjąć zadeklarowane przez poprzednio rząd siedem czy nawet dziesięć tysięcy osób (nie wchodzę tutaj w szczegóły, kto to miałby być), stworzyć im dogodne warunki bytowe; zamiast wykorzystać ich wiedzę, doświadczenie i umiejętności dla dobra naszego kraju, wolimy być w kontrze do całej humanitarnej Europy, bo rząd Polski wykreował na własne potrzeby strach i uprzedzenia w odniesieniu do tych, którzy potrzebują dzisiaj pomocy.

Przyzwyczaiłem się już do tego, że rządzący dzisiaj moim krajem, stosują zasadę kija i marchewki, tzn. jedną ręką dają wybranym słodkości, drugą jednak, tą zaopatrzoną w kij, grzeją po plerach wszystkich pozostałych jak popadnie. Bez żadnego miłosiernego zmiłuj! Bo od zmiłuj, jak powszechnie wiadomo, to nie oni. Oni szybciej są dzisiaj od „ścieżek zdrowia” w stanie wojennym, czy jeszcze dawniej od płonących stosów heretyków i inkwizycyjnych kazamatów.

Czy to dziwi? Zaskakuje? W żaden sposób – przynajmniej mnie. W końcu nie kto inny, jak właśnie oni, powołując się na swojego guru sprzed dwóch tysięcy lat, są głusi na jego słowa: pukajcie, a będzie wam otworzone. Oni takich słów nie tylko nie słyszą, oni ich nie znają! Więc tym samym nie mają żadnego moralnego dylematu. Są bowiem głęboko przekonani, że dzisiaj, gdyby ktoś taki jak Chrystus pojawił się po raz kolejny na ziemi, choćby i w Polsce, to z całą pewnością zamknąłby bramy swojego państwa przed ludźmi potrzebującymi pomocy i schronienia przed wojną pod pretekstem roznoszenia przez nich jakichś groźnych chorób. Zapewne postrzegałby ich nie jako swoich współbraci, bliźnich w potrzebie, ale jako terrorystów. W końcu brak empatii i zrozumienia cierpienia innych, to znak rozpoznawczy Jego nauki! Dlatego właśnie, w imię tej nauki, oni mają moralne prawo postąpić dzisiaj tak, jak postępują, czyli okrutnie i niehumanitarnie. Zamknięte drzwi przed wygnańcami ze swoich ojczyzn, to nie ich problem!

Dlatego mówię dziś po raz kolejny z tego miejsca: Do jasnej cholery! Nikt nie żąda od nas przyjęcia setek tysięcy migrantów. Ta niewielka ilość osób, która mogłaby znaleźć u nas schronienie, to tak naprawdę kropla wody w oceanie. Ani ona nas nie zatopi, ani nie zagrozi w żaden inny sposób! A jednocześnie, tak się składa, to cholernie ważna kropla, i to zarówno dla potrzebujących pomocy, jak i dla nas – udzielających im schronienia. Bo to kropla-test z naszego człowieczeństwa.

Jeżeli wy, rządzący dzisiaj moim krajem, a także moi rodacy myślicie inaczej, to znaczy, że z waszą człowieczą kondycją jest wyraźnie coś nie w porządku. Wychodzi bowiem na to, że nic nie zrozumieliście nie tylko z nauki Chrystusa, ale również nie wyciągnęliście właściwych wniosków z bolesnej historii człowieka.

Dlatego na koniec zapytam was: ilu ludzi zginęło dotychczas podczas militarnych działań na całym świecie i ginie, niestety, nadal? Ile osób ginie na drogach, w nieszczęśliwych codziennych wypadkach, czy umiera, bo ktoś czegoś nie dopilnował, źle ocenił, źle zdiagnozował? Ilu zginęło w Europie czy na całym świecie w zamachach i ile osób, które były uchodźcami, brało w nich udział? Czy w końcu, ile osób zginęło u nas w wyniku działań terrorystycznych?

Jeżeli zestawicie sobie powyższe liczby i przyłożycie właściwą miarę do tego, co się dzieje w temacie uchodźców, jeżeli ocenicie owo zagadnienie bez strachu i rzetelnie, bez niepotrzebnych emocji, to wyjdzie wam, że wasz strach jest nieuzasadniony i na wyrost, bo zrodzony z nakręconego przez rządzących lęku.

Dlatego uważam za jak najbardziej słuszną decyzję Unii Europejskiej o wyciągnięciu konkretnych konsekwencji wobec tych państw, które zobligowane do świadczenia pomocy uchodźcom, odrzucają ją. Tego typu postawa powinna być karana i to srogo! Żeby obywatele tych państw odczuli, razem z rządzącymi, skutki takiej właśnie niehumanitarnej polityki swoich rządów.

Tyle.

27.06.2017 r.

09:32, adelmelua
Link Komentarze (4) »
niedziela, 25 czerwca 2017

Są tacy, którzy twierdzą, iż na początku był Chaos; inni, ci nastawieni do życia w sposób religijny, chociaż niekoniecznie bogobojny, uważają, że na początku było Słowo! Jakie i przez kogo wypowiedziane i dlaczego akurat Słowo, nie mam zielonego pojęcia. To, co mieści się w mojej małej, biednej główce, to następująca konstatacja: przed początkiem wszystkiego panowała doskonała symetria, czyli istniała taka sam ilość materii, jak i antymaterii. Taki stan jednak gwarantował niezmienny zastój, constans, dlatego, aby świat rzeczywisty, namacalny zaistniał, żeby pojawiło się Coś, czyli planety, gwiazdy, komety czy asteroidy, musiało dojść do złamania owej równowagi. Tylko bowiem jej przełamanie, czyli pojawienie się chociaż o jedną cząstkę materii więcej niż antymaterii, mogło dać początek fizycznemu światu.

Dlatego, jeżeli w ogóle na początku coś było, to z całą pewnością nie był to Chaos, ani tym bardziej jakieś bzdetne Słówko nie wiadomo zresztą czemu służące i przez kogo wypowiedziane, na początku wszystkiego był przede wszystkim – Dźwięk. Doskonały, wypełniający wszechświat(y) Dźwięk! Innymi słowy chodzi o to, że w pewnym momencie owa ww. Symetria została złamana w efekcie doświadczyliśmy, tzn. nie my, ale istnienie w ogóle, cudu: powstał(y) wszechświat(y) – planety, gwiazdy, a w końcu i życie, w tym również po wielu miliardach lat i my, tu – na Ziemi. A może gdzieś indziej ktoś jeszcze – nie mam pojęcia. W końcu w każdym, niedostępnym dzisiaj ze względów technicznych dla nas zakątku kosmosu, mogło być podobnie. Bo to, że inne miejsca w tym pięknym, ogromnym i nieokiełzanym kosmosie są dla nas nieosiągalne, nie oznacza wcale, że jest on pusty i pozbawiony życia. Jeżeli bowiem pojawiło się ono tutaj, na Ziemi, i jest pewnikiem, to z równie dużym prawdopodobieństwem mogło się ono pojawić również gdzieś tam, w niedostępnych nam dzisiaj zimnych przestworzach.

25.06.2017 r.

10:13, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
piątek, 23 czerwca 2017

Miałem o tym nie pisać, bo nad tą trumną najlepiej byłoby pomilczeć. Zmieniłem jednak zdanie po ostatniej wypowiedzi Z. Bońka, który stwierdził autorytatywnie, że na stanowisku trenera reprezentacji Polski do lat 21 pozostaje Marcin Dorna. Krótko mówiąc, to, co było dla mnie widoczne już przed mistrzostwami Europy rozgrywanymi właśnie w naszym kraju, nadal jest niewidoczne dla Z. Bońka. Szkoda. Bo jestem pewien, że marnujemy nie tylko niepotrzebnie czas całej reprezentacji, ale, co gorsza, odbieramy sportowe możliwości młodym ludziom. Podobnie jak zmarnowała czas reprezentacja Polski seniorów pod przywództwem F. Smudy przed Mistrzostwami Europy w Polsce, czy trochę później za kadencji W. Fornalika.

Jak wypadła polska reprezentacja w piłkarskich mistrzostwach Europy do lat 21 widział każdy. Żenada! Czy zaskakująca? Dla mnie w żaden sposób. Ci, którzy oglądali mecze naszej reprezentacji jeszcze przed mistrzostwami, choćby ten z Czechami w Kielcach, mogli już poczuć przedsmak turniejowej porażki. Ja poczułem. Do tego stopnia, że wczorajszy wynik trafiłem idealnie: 0-3.

M. Dorna w pomeczowej wypowiedzi zastanawiał się głośno nad znalezieniem jednego słowa, które najpełniej opisałoby przyczynę klęski  naszych chłopców w meczu z Anglią. Nie znalazł go. Ja je znam. Brzmi ono bardzo swojsko, szczególnie dla naszego trenera: Dorna! To jest owo magiczne słowo, które leży u podłoża słabego występu Polaków na tych mistrzostwach. Podobnie jak przed pięciu laty w podobnej imprezie, tyle że rangi seniorskiej, tym słowem był Smuda.

Szkoda? Naturalnie. Zawsze bowiem jest smutno, gdy leją naszych chłopców. Tym bardziej, że kibice stanęli na wysokości zadania i zrobili swoje – świetny doping i kolorowy stadion. Niestety, na murawie zabrakło argumentów czysto piłkarskich. Ale nie dlatego, że chłopcy są słabi i kosmicznie odstają od swoich rówieśników z innych krajów, przede wszystkim dlatego, że nasi rywale tworzą zespoły! W naszym przypadku tego zespołu nie było, był jedynie zlepek przypadkowych osobowości, które sprawiały wrażenie jakby spotkały się na boisku po raz pierwszy, albo co najwyżej drugi. O ile zespoły Anglii, Słowacji, czy Szwecji grały futbol nowoczesny, to nasz zespół przypominał kogoś, kto zatrzymał się w piłkarskim rozwoju w ubiegłym stuleciu. Wszystkie drużyny grupowe przewyższały Polaków nie tylko w organizacji gry, ale w ogóle w każdym elemencie piłkarskiej układanki. Anglicy wczoraj jedynie najjaskrawiej tę różnicę uwidocznili.

Co dalej? Najlepiej byłoby podziękować panu M. Dornie i poszukać innego, lepszego trenera na miarę A. Nawałki. Niestety, jak wspomniałem wyżej, Z. Boniek z nieznanych mi bliżej powodów nie chce się z nim rozstać. Szkoda. Bo to oznacza, że kolejne lata piłkarzy do lat 21 będą marnowane.

23.06. 2017 r.

09:50, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
środa, 21 czerwca 2017

To, co nam jest niezbędne w tym momencie historycznym, to potrzeba społecznego zrywu. Może nie aż takiego na miarę tego z początku lat 80-tych, niemniej również bardzo mocnego i społecznie zdeterminowanego. Albowiem im dłużej będziemy z bezradnością dziecka akceptować rządy szaleńców z Prawa i Sprawiedliwości, tym gorzej dla nas, dla Polski i następnych pokoleń. Ich rządy bowiem to nie lekkie przeziębienie, które po kilku dniach bezproblemowo minie, to bardziej traumatyczna choroba przewlekła, niezmiernie groźna dla nas wszystkich. Dlatego niezbędne jest podanie natychmiastowo środków wstrząsowych!

PiS, jak wiadomo, zaatakowało wiele środowisk tak zawodowych, jak i społecznych (kobiety, nauczycieli, prokuratorów, sędziów, wojskowych, rodziców dzieci w wieku szkolnym, tych, którym na sercu leży dobro lasów – nie tylko przecież ekologów itd., itp.), co w dłuższej perspektywie czasowej musi oczywiście przynieść korzyść jego przeciwnikom. Tyle tylko, że liczyć na to, że dwa i pół roku szybko minie i po tym czasie będziemy mieli wybory, a wtedy PiS przegra z kretesem i wszystko wróci do normy, to słaba pociecha. Ponieważ zmiany i odsuniecie ich od władzy niezbędne są teraz, natychmiast! Za dwa i pół roku zniszczeń w tym kraju po ich koszmarnych rządach będzie tyle, że dochodzenie do stanu normalności zajmie nam niewiarygodną wręcz ilość czasu. Pytanie podstawowe zatem, jakie należy sobie tutaj postawić, brzmi: Kiedy i jak długo jeszcze ten stan niszczenia państwa będzie trwał, i jak położyć temu kres?

Myślę, że najlepszym sposobem wymuszenia na rządzących zmiany, lecz tym razem naprawdę na lepsze, są nieustające demonstracje uliczne, permanentne okupowanie placów przed ważnymi instytucjami państwowymi, np. parlament, słowem – musi zaistnieć w Polsce coś na kształt ukraińskiego Majdanu! Oczywiście pokojowego! Mam bowiem nadzieję, że rządzący nie stracą rozumu i nie sięgną po rozwiązania siłowe. Chociaż po szaleńcach wszystkiego można sie spodziewać. Niestety.

Ostatnio zaatakowany personalnie został Władysław Frasyniuk – legenda Solidarności lat 80-tych. Jestem głęboko przekonany, że tak on, jak i związane z nim zdarzenie uliczne powinno być kamieniem węgielnym nieposłuszeństwa obywatelskiego i przyszłych protestów, a tym samym nadchodzących zmian. Ale żeby one zaistniały, musi na ulicy, obok niego, pojawić się grupa ludzi, dawnych działaczy Solidarności: L. Wałęsa, Z. Bujak, B. Borusewicz, Z. Janas, B. Lis czy J. Rulewski i wielu, wielu innych, w tym, oczywiście my – społeczeństwo! I w ten sposób połączeni musimy trwać w ulicznym proteście nieugięci, przeciwko rządom bezprawia, szyderczej buty, arogancji, chamstwa, opacznie pojmowanej sprawiedliwości, prostactwa, bezczelności, zakłamania, nietolerancji, ksenofobii i nacjonalizmu; musimy trwać w oporze aż do zwycięstwa – do rozpisania nowych, przedterminowych wyborów!

Jakim wynikiem mogłyby się one zakończyć? Dzisiaj to pewnego rodzaju niewiadoma. Osobiście jednak wierzę, że więcej jest w tym kraju ludzi odpowiedzialnych, mądrych, nie dający się wodzić szaleńcom za nos, czego efektem będzie przegrana właśnie tych ostatnich. Wierzę, że wybory pozbawią ich władzy, tym samym wróci normalność i przewidywalność, a także prawo i sprawiedliwość – nie tylko te z nazwy partyjnej.

21.06.2017 r.

08:30, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 19 czerwca 2017

W ostatnim czasie pojawiam się tutaj ze swoim słowem niezbyt często, co łatwo zresztą zauważyć. Nie chcę się jednak usprawiedliwiać czy też jakoś zawile tłumaczyć, bo niczemu nie czuję się winny, niemniej, myślę, jestem w jakimś choćby i wąskim zakresie winien małe wyjaśnionko.

Otóż 24 lata temu zostałem zainfekowany przez stomatologa wirusem żółtaczki typu C – stąd mój majowy pobyt w szpitalu, gdzie porobiono mi badania i, okazało się, że to nie wszystko: jako że szczęście i nieszczęście spacerują parami, więc i mnie ono nie ominęło i podczas badań wyszło, że jestem również zainfekowany wirusem żółtaczki typu B. Słowem – pełnia szczęścia! Czy muszę dodawać, gdzie mnie zarażono? Oczywiście – u kolejnego stomatologa!

Nie będę opisywał tego, jak się czuję, czy też jakie są efekty uboczne nadmiaru owej żółci we mnie, bo kogo to? Wystarczy, że zwyczajnie zalewa mnie żółć, gdy tylko o tym pomyślę!

Na szczęście z urodzenia jestem optymistą, więc tłumaczę sobie, że – podobne leczy się podobnym, w myśl zasady homeopatycznej, więc jest szansa, że jedna żółtaczka zwalczy drugą i wszystko będzie okej!

Jak będzie, oczywiście nie wiem, chcę jedynie napisać w tym momencie, że moja rzadsza obecność tutaj ma swoje uzasadnienie. Po prostu zwyczajnie nie zawsze chce mi się cokolwiek robić, a co dopiero pisać. Mam jednak nadzieję, że z czasem będzie lepiej i… wrócę do formy, intelektualnej również i zacznę pojawiać się tutaj częściej.

Ament.

P.S.

Właśnie się dowiedziałem, że wirus żółtaczki B został przeze mnie zwalczony. Samoistnie! Więc… jest nieźle. Może jednak zadziała tutaj zasada homeopatyczna: similia similibus curantur. Byłoby pienknie i kororowo!J

19.06.2017 r.

08:07, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 15 czerwca 2017

Gdybym  rozstawał się z kobietą, albo też, co gorsza, z życiem, a tym samym i z tym miejscem, umieściłbym wówczas tutaj dialog, który będzie poniżej. Od razu jednak pragnę zaznaczyć, że jego obecność w tym miejscu nie oznacza, przynajmniej taką mam nadzieję, że to koniec. Chociaż, wiadomo, różnie może być, jak to mówią: lajf iz brutal end zasadzkas i mimo że to człek strzela, to wiadomo, kto kule nosi. Mój sąsiad, co prawda, porusza się dzięki nim, ale to zupełnie inna bajka i nie o niego się tutaj rozchodzi.

A oto ów dialog.

Ja: Co tam mi się przyglądasz, jakbyś zobaczyła co najmniej diabła?

Ona: Zaskoczyłeś mnie.

Ja: Czym znowu?

Ona: Że jesteś trzeźwy. W ostatnim czasie trudno było cię takiego zobaczyć.

Ja: Widocznie zawsze widywałaś mnie wieczorem. A ja nigdy nie zaczynam chlania przed szóstą po południu. Świat bankrutuje, siostro. Trzeba zachować swój kodeks moralny!

Ona: I ty go w ten właśnie sposób zachowujesz.

Ja: Oczywiście! Chociaż, jak wiesz, tak naprawdę mam mocno ograniczone możliwości.

Ona: To znaczy?

                                   Przedłużające się milczenie.

            No, powiedz, co cię tak ogranicza? Może ja? Bo nic już tutaj nie rozumiem, nie nadążam za tobą. Poza tym jestem potwornie zmęczona tą ciągłą walką – z tobą, o ciebie, o ten związek…

Ja: Mówiłem ci już – jesteś bardzo ładna, masz coś niezwykle męczeńskiego w twarzy. Wzruszające kąciki ust: jakaś dziecinna bezradność pomieszana z goryczą. O takich kobietach jak ty marzy się na wygnaniu, na katordze i tak dalej.

Ona: Po co mi to mówisz?

Ja: Ponieważ najlepiej będzie, jak wrócisz do siebie. Odejdź, zostaw mnie, bo ja już nie żyję! Chyba nie chcesz żyć z umarlakiem, co?

Ona: Nie mów tak! Słyszysz? Nie wolno ci tak mówić!

Ja: Już dawno powinienem ci to powiedzieć. Tylko że ty nie chcesz niczego słyszeć. Już nigdy nie chcę kochać, cierpieć, czy być powodem cierpienia, czekać ani wierzyć w rzeczy, których nie potwierdza życie i nigdy tak naprawdę tego nie zrobi.

Ona: Dlaczego… dlaczego tak mówisz? Dlaczego tak… tak mnie ranisz?

Ja: Bo może mało mi cierpienia Chrystusa? A może…

Ona: Może?

Ja: Może cały czas dążę tylko do jednego – do samozniszczenia? Może nie chcę żyć? Może nie chcę nikogo dodatkowo unieszczęśliwiać? Może wystarczy mi mojego cierpienia? Zostaw mnie. Odejdź. Tak będzie najlepiej

Ona: Dla kogo – dla ciebie? Dla mnie?

Ja: Dla wszystkich. To, myślę, najrozsądniejsza rzecz, jaką można w mojej sytuacji zrobić.

            15.06.2017 r.

11:54, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
sobota, 10 czerwca 2017

Oni chcą, żeby było tak, jak było – obwieszcza wszem i wobec pan Kłamczyński. Tyle że stawiając taką tezę, łże niemiłosiernie i to świadomie! Jak zwykle zresztą. Albowiem ten człowieczak ma tak, że jak się nie pomyli, prawdy za żadne skarby świata nie powie. Podobnie jak jego zarówno ci ideowi, jak i kuci i bici na cztery łapy sztabowcy, którzy w zasadzie na zawołanie od lat zaklinają rzeczywistość, wciskając nam, że: kłamstwo, to prawda – naturalnie ich prawda, ta opacznie pojmowana; że noc, to jasny dzień, czyli najlepszy czas na uchwalanie przez sejm najważniejszych aktów prawnych i oczywiście najlepszy moment na podpisywanie przez stacjonującego w Pałacu Prezydenckim człowieka tego wszystkiego, co podsunie mu pan Prezes; czy że ludzie z krwią na rękach niewinnych ofiar, to narodowi bohaterowie, którym przeklęci nadali nazwę tak zwanych żołnierzy wyklętych. A dzieje się tak oczywiście zgodnie z myślą Goebbelsa, którą zaanektowali nas swoje potrzeby komuniści, że: kłamstwo powtórzone tysiąc razy, staje się w prawdą! Więc duchowi spadkobiercy tak jednych, jak i drugich, kłamią jak najęci bez mrugnięcia okiem i najmniejszego zająknięcia. Bo to ich pięć minut w historii, które muszą wykorzystać w sposób maksymalny; pięć minut kanalii, podleców, szaleńców, służalczych miernot, zakompleksionych prostaków i ludzi do wynajęcia. To czas, w którym króluje dziwactwo, podstęp, kłamstwo, prostactwo, dewocja, przesada, obłuda, a wszystko to podlane sosem nie mniej groźnego, bo fasadowego, prymitywnego katolicyzmu.

Oczywiście, powyższy cytat prezesa ze wstępu jest kłamliwy nie tylko dlatego, że większość narodu nie chciałaby tego, co było, przede wszystkim dlatego, że taki powrót jest praktycznie niemożliwy! Z jednego prostego powodu: ponieważ już nic nie będzie takie samo, jak przed objęciem przez szaleńców z Prawa i Sprawiedliwości władzy. PiSowcy bowiem zrobili taki bałagan w tym kraju, tak wszystko poprzewracali do góry nogami, tak skutecznie popsuli i psują nadal państwo prawa, że następni, którzy przyjadą po nich i obejmą władzę, siłą rzeczy nie będą mogli wrócić do tego, co było, bo się po prostu nie da tego zrobić. To, co się da i z całą pewnością będzie należało zrobić, to przede wszystkim jedna podstawowa rzecz: wszystkich politycznych bandytów za ten czas polskiej smuty trzeba będzie postawić przed Trybunałem Stanu! Tylko że tym razem nie może to być takie rozmemłanie i litowanie się nad poprzednikami, czy też wykazywanie źle pojętej solidarności z oddającymi władzę, bo to w końcu koledzy z ław sejmowych. Tym razem musi być nie tylko konsekwencja i determinacja rozliczenia tych wszystkich, którzy próbowali ten kraj zawrócić z drogi demokracji, a jego mieszkańców ubezwłasnowolnić i odseparować od cywilizowanej Europy, ale również musi być determinacja zrobienia naprawdę dobrej, oczekiwanej zmiany!

10.06.2017 r.

13:48, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 05 czerwca 2017

Jako że przedwczoraj mój wpis został okraszony ironicznym komentarzem, pomyślałem więc, że tym sposobem zostałem niejako wywołany do tablicy. Nie będę się jednak rozpisywał na temat mojego ostatniego wpisu, ponieważ nie chce mi się pieprzyć po próżnicy. Wiem tylko tyle, że nic nie jest takie proste i łatwe w ocenie, jak życie. Dlatego dzisiaj będzie niezmiernie krótko.

Tak poza wszystkim: jak nie wiemy jak postąpić, powinniśmy z całą pewnością postąpić przyzwoicie, to znaczy, ni mniej ni więcej tyle, że powinniśmy w życiu postępować zgodnie z pewną mądrością konfucjańską i nie czynić drugiemu tego, co nam niemiłe. Krótko mówiąc – powinniśmy wobec innych zachować postawę taką, z jaką chcielibyśmy się spotkać, gdybyśmy sami potrzebowali czyjejś pomocy. Jeżeli nie spełniamy tego warunku, jesteśmy zwykłymi hipokrytami, którzy nie zdają według mnie swojego najważniejszego egzaminu – ze swojego człowieczeństwa!

Tyle.

Oczywiście, można się ze mną nie zgadzać. Tak jak nie zgodził się ze mną kolega, który jakiś czas temu zafiksował się na punkcie religijnym i potraktował mnie wczoraj niezmiernie głupio. Tylko dlatego, że kilka dni temu podarowałem mu książkę (Od Zeusa do Jezusa), której on nie chciał czytać, a której fragment podczas rozmowy z nim w piątek przytoczyłem, używając jako argumentu w naszej dyskusji. To wystarczyło, żeby ujrzał we mnie kogoś na wzór Szatana i zerwał ze mną kontakty. Nie wiem czy na zawsze, niemniej z całą pewnością na dłuższy czas – tym bardziej, że oprócz tej książki zwrócił mi również inne, które podarowałem mu już jakiś czas temu wraz z dedykacjami.

Powiedziałem mu, że obawiam się o niego, o jego stan emocjonalny i że co prawda nie rozumiem tego zachowania, niemniej szanuję tę decyzję. Mam nadzieję jednocześnie, że wydarzy się w jego życiu coś, co go postawi niejako do pionu i ujrzy ponownie świat w innych, kolorowych barwach i racjonalnym świetle, i że to pomoże mu wrócić do mojego świata. A wtedy zadzwoni, czy też przyjdzie i powie: Sorry, Jarek, myliłem się. A ja odpowiem, że nic się nie stało i że dobrze że jest z powrotem pośród żywych ludzi.

Nieprzypadkowo napisałem tutaj o moim koledze. Chciałem pokazać na tym przykładzie, do czego może prowadzić źle pojmowana religia i opacznie pojmowana religijność, jakie zachowania może wywoływać. I to niekoniecznie ta inna, kulturowo nam obca. Wystarczy jedynie trochę baczniej się rozejrzeć, czasami włączyć radio Maryja i…

05.06.2017 r.

09:23, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
sobota, 03 czerwca 2017

Tak – jest mi wstyd, zarówno za rządzących, jak i za tych wszystkich moich rodaków, którzy nie wyciągają pomocnej dłoni do tych, którzy tej pomocy potrzebują.

Jakiś czas temu zamieściłem w tym miejscu kilka tekstów inspirowanych Koranem. Napisałem je jednak nie jako protest i mój głos sprzeciwu w sprawie przyjmowania imigrantów arabskich i nie udzielenia im schronienia. To był bardziej krytyczny głos w odniesieniu do religii, jaką reprezentują uchodźcy. (Tak po prawdzie, do każdej religii jestem nastawiony negatywnie, ta arabska jest jedynie w ostatnich czasach bardziej radykalna, bo utożsamiana ze skrajnym radykalizmem, dlatego jest powszechnie odbierana niechętnie.) Niesienie jednak pomocy potrzebującym w chwilach zagrożenia czyjegoś życia pozostaje poza wszelką dyskusją. Uważam to za nasz zwykły ludzki, żeby nie powiedzieć zasrany obowiązek! Kto tego nie rozumie jest dla mnie zwykłym nikczemnikiem, bez względu na zajmowane przez jego kraj stanowisko w tej sprawie. My, jako ci, którzy w historii nieraz potrzebowaliśmy właśnie czyjejś pomocy i znajdowaliśmy ją, jesteśmy do niej moralnie zobligowani! Nic nas bowiem nie tłumaczy i nie zwalnia z bycia istotami humanitarnymi. Dlatego jest mi wstyd za mój kraj i moich rodaków, którzy od niesienia tej pomocy się wykręcają. Wstyd mi za polskich homofobów, ksenofobów, nacjonalistów, islamofobów, antysemitów itd., itp.

Przeczytałem właśnie felieton Krzysztofa Vargi w DF–ie z lipca u. r., dodatku do Gazet Wyborczej, który dotyczył Węgier i powojennych dzienników pisanych przez węgierskiego pisarza S. Maraia i… i w zasadzie ani  trochę się nie zdziwiłem. No, może tylko trochę czasem opisywanych wydarzeń. On pisał o Węgrach, tych zaraz po wojnie, podczas gdy ja odniosłem nieodparte wrażenie jakby pisał o nas – Polakach, tych współczesnych, tu i teraz! Czy czegoś to dowodzi? Jak najbardziej – jednego: pomijając czas wydarzeń i okoliczności, opis ludzkich zachowań pozostaje niezmienny! Zarówno tu i teraz, jak i tam – siedemdziesiąt lat temu, postępujemy podobnie. Jakby smutna i tragiczna część ludzkiej historii niczego nas nie nauczyła. Tym samym jest to jeszcze jeden dowód na to, jak bardzo jako ludzie, bez względu na miejsce zamieszkania i narodowość, jesteśmy w swoich zachowaniach niemalże identyczni. Niezależnie od czasu i miejsca zawsze będzie w nas podłość i nikczemność, bezduszność i egoizm, służalczość i zawiść, itd., itp. i prawdopodobnie nigdy niczego, jako zbiorowość, się nie nauczymy. Tym bardziej, gdy jako nowe pokolenia będziemy niezmiernie oddaleni od holocaustu. Powiedziałbym nawet, w tym konkretnym przypadku, zbyt oddaleni, bo poza doświadczeniem ludzkiej potworności.

P.S.

To, co ważne przy udzielaniu pomocy społeczności arabskiej, to przede wszystkim – tak myślę – aby nie popełniono takich samych błędów, jakie zrobiły takie państwa jak Wielka Brytania, Niemcy, Francja i wiele, wiele innych, tzn., nie wolno imigrantów izolować od reszty społeczeństwa, w której znajdują schronienie. Należy za wszelką cenę wymieszać ich z tubylcami i zasymilować. Nie wolno pozwolić im na tworzenie enklaw, które będą się rządziły swoimi, nierzadko – z pozycji Europejczyka – absurdalnymi, nie do przyjęcia prawami.

03.06.2017 r.

12:50, adelmelua
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 29 maja 2017

Pan Andrzej Duda, prawdopodobnie wyrwany z sennego zapatrzenia w żyrandol w Pałacu Prezydenckim, uświadomił sobie nagle, że dobrze byłoby zaistnieć w szerszej świadomości społecznej jakimś czynem, ale czynem nie pozostającym naturalnie w kontrze do działań rządzącej partii, dlatego postanowił rzucić hasło zmiany konstytucji, bo ta, jak głosi wszem i wobec Prawo i Sprawiedliwość, nadaje się do zmiany. W końcu, jak powszechnie wiadomo,  została ona uchwalona setki lat temu, czyli według niego i jego partii tak dawno, iż w międzyczasie zdążyło się zestarzeć od groma i ciut-ciut pokoleń Polek i Polaków, więc tym samym ustawa zasadnicza nie przystaje do nowych realiów, w jakich obecnie żyjemy. Nie wiem, co by na takie dictum powiedzieli Amerykanie, którzy swoją konstytucję uchwalili naprawdę wieki temu i jedynie aktualizują ją poprzez dodanie pewnych poprawek, które ustawę tę uwspółcześniają, wiem tylko, że za oceanem do konstytucji nie podchodzi się jak do łupu partyjnego, ale przede wszystkim jak do rzeczy, która ma służyć wszystkim obywatelom, bez względu na kolor skóry, wyznanie, światopogląd, zasobność portfela, stan zdrowia itd., itp., i w związku z tym nie majstruje się przy niej przy lada okazji tylko dlatego, iż posiadło się właśnie przewagę w parlamencie i ma poparcie prezydenta, który wywodzi się z „naszego” ugrupowania politycznego. Niestety, u nas jest diametralnie inaczej – nie dosyć że cwaniaki na Wiejskiej ustawicznie wyważają już dawno otwarte drzwi, to na dodatek nie postrzegają Polski poprzez interes ogólny wszystkich obywateli, ale poprzez pryzmat swój i własnej partii; widzą interes Polski poprzez wyraźny podział na – my i oni. My jesteśmy tu gdzie wtedy, oni tam, gdzie stało ZOMO!

Pan Andrzej Duda swoją nieodpowiedzialną akcją zmiany konstytucji po raz kolejny idealnie wpisał się w podział Polski i Polaków na dwa obce i wrogie sobie obozy. Ale to w zasadzie normalne: gdy ktoś nie dorósł do urzędu, który sprawuje, to i efekty jego działalności również będą więcej niż mizerne! Bo co on proponuje?

Oczywiście – referendum na temat tego, czy chcemy nowej ustawy zasadniczej, czy też nie, czyli że każdy, kto posiada prawo wyborcze, ma się wypowiedzieć na ten temat. Tak jakby każdy z nas dysponował w tym zakresie odpowiednią wiedzą. Ale czy naprawdę tak jest, czy rzeczywiście wiemy, czy obecna konstytucja jest zła, albo też świetna i dlaczego? Czy wiemy, czego w niej brakuje a co powinno się bez dwóch zdań w niej znaleźć? Co powinno się zmienić, a czego nie należy ruszać? Oczywiście że nie! Większość społeczeństwa nie ma na ten temat zielonego pojęcia! Pragnie się jednak wymusić na obywatelach danie zgody na jej zmianę, bo cwaniaki chcą rządzić w nieskończoność, a na dodatek uniknąć w przyszłości poniesienia prawnej odpowiedzialności za swoje bezprawne czyny.

Gdyby ów referendalny pomysł nie miał drugiego dna, gdyby odwoływał się do naszego doświadczenia, o którym moglibyśmy coś istotnego powiedzieć, bo przeżyliśmy to czy tamto, doświadczyliśmy tego czy owego, znalibyśmy się na tym czy owym w wyniku nabytej prze nas w sposób empiryczny wiedzy, wówczas referendum byłoby jak najbardziej zasadne, byłoby fair. W tym jednak wypadku jest inaczej – próbuje nam się wmówić bzdurę i odwołać do stanu naszej wiedzy na temat, który tak naprawdę jest niezmiernie słaby, żeby nie powiedzieć nijaki!

Oczywiście, to zrozumiałe, że jeżeli w ustawie zasadniczej powinny się pojawić jakieś nowe zapisy, to na pewno po wcześniejszych konsultacjach różnych grup społecznych i zawodowych. Ale bez wątpienia powinno to zostać dokonane w naszym imieniu przez tych, którzy znają się na rzeczy, są fachowcami w danej materii i nie podlegają żadnej presji politycznej (teraz, jak wiadomo, tak nie jest)! My, społeczeństwo, możemy być jedynie w tych rozmowach reprezentowani przez jakieś stowarzyszenia społeczne, na pewno jednak nie powinniśmy się na ten temat wypowiadać w żadnym referendum. To pomysł iście szatański i tak naprawdę szatańskim celom służący!

29.05.2017 r.

11:47, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 128
więcej: www.kiler.blox.pl kontakt: czaplinski@tlen.pl