RSS
piątek, 12 października 2018

Fajansiarze z partii Prawo i Sprawiedliwość, a tak naprawdę reprezentanci specyficznie pojmowanego prawa i takiejż sprawiedliwości, chcą zmieniać sądy, totalnie je zawłaszczając. Oczywiście w imieniu narodu, bo niby suweren tego żąda. Czyli ja, ty, on, krótko mówiąc – społeczeństwo.

Jako że jestem marną bo marną, ale jednak częścią tego społeczeństwa, pozwolę się nie zgodzić z wyżej wspomnianą opcją i powiem: gówno prawda! Nikt, kto jest rozsądny, kto ma choć trochę oleju w głowie na zawłaszczanie sądów, pod pokrętną przykrywką jakoby jakiejś reformy, godzić się nie może. Osobiście uważam, że trochę tego oleju mam i jako jeden z wielu członków owego suwerena na taki rozpieprz państwa prawa się nie zgadzam! Podobnie zresztą jak w dużej części moja rodzina, koledzy i koleżanki, dalsi i bliżsi znajomi – oni również mają dość tej pokrętnej polityki ugrupowania, które mówi prawdę tylko wówczas, gdy się pomyli! Dlatego, proszę was, dziady kalwaryjskie, nie kłamcie! Nie reprezentujecie całego narodu i nigdy tak nie będzie, że on w całości wam się podporządkuje. Zbyt głęboko bowiem go podzieliliście!

Pewien człowieczak, niejaki Andrzej Duda, czyli gość p. o. prezydenta w tym kraju, dołożył do tej rozpierduchy swoją łapcię. Bez zbędnej, choćby płytkiej refleksji podpisuje w tri miga wszystko to, co mu podrzucą z Nowogrodzkiej, a na Wiejskiej uchwalą. Bez cienia skrupułów firmuje wszystko to, co zrodziło się jakiemuś tetrykowi z Nowogrodzkiej w jego rażonej starością dyńce. Zanim jednak cokolwiek podpisze, najpierw karnie przyjeżdża na ową Nowogordzką, bez względu na porę nocy, i robi wszystko to, co mu poseł Kłamczyński nakaże. Zapominając o swojej niezależności, dumie i jakimkolwiek szacunku dla urzędu, który reprezentuje.

Jego koledzy na prawicy też nie próżnują: znowu złorzeczą, ponieważ sędziowie nie stosują się do treści powiadomienia, jakie wysłała im kancelaria pana A. Dudy, informując część z nich o  ich jakoby przejściu w stan spoczynku. O jakich sędziów chodzi? Oczywiście Sądu Najwyższego! Czyli sędziego J. Iwulskiego, czy prezes tegoż sądu p. M. Gersdorf. Chociaż, tak między nami, to nie ma się o co zżymać, chłopaki. Powiadomienie bowiem sędziów o tym fakcie (przejścia w stan spoczynku) ma taki sam skutek i moc prawną, jak to, że kolega powiedział mi wczoraj, iż od jutra nie muszę już przychodzić do pracy – i tak będę miał świetną comiesięczną pensję! To nic że to nieprawda, ważne, że zostało powiedziane! Krótko mówiąc – jedna pani szepnęła drugiej na ucho o czymś w maglu i tyle. Taki sam skutek posiada owe powiadomienie.

W ten sposób, chłopcy, możecie z podobną skutecznością próbować wywołać trzecią wojnę światową. I tak nikt nie weźmie tego na poważnie. Tak jak i Franka Dolasa nikt na poważnie nie brał z jego opowieścią: Jak rozpętałem drugą wojnę światową.

Kiedyś zastanawiałem się, czy by nie otworzyć schroniska dla psów. Teraz jestem pewien, że jeżeli już, to powinienem otworzyć schronisko ogólnie dla zwierząt. Ale nie chodzi o zwierzęta jako takie, lecz o niepełnosprawne! Miałbym tam osły, barany, świnie, wieprze, kury i inne mniej lub bardziej rozumne istoty. Mam już nawet dla wielu z nich imiona: Dudak, Szydełko, Sasinek, Maciora, Suseł, Mazureczek, albo i Poleczka, Płaszczak – i tak dalej, i tak dalej. Przyznam, że już nie mogę się doczekać, aby rzucić komendę:

– Dudak! Szydełko! Taaaś-taś-taś-taś-taś-taś-taś…

Albo:

– Sasinek! Maciora! Koryto!

Albo jeszcze inaczej:

– Płaszczak! Noga!, wierny psie. Ale już!

Zatem: uwaga, uwaga! Arka, czyli zwierzyniec, dobija do brzegu!

12.10.2018 r.

18:12, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 09 października 2018

Czy sądy powinny być niezależne, nie powinny podlegać żadnej władzy wykonawczej? Pytanie to powinno być w zasadzie z gatunku tych retorycznych, bo to oczywiste, tak jak np. oddychanie, że takie być powinny! Nie znaczy to jednak, że powinny znajdować się poza jakąkolwiek kontrolą. Jak najbardziej winny posiadać nad sobą władzę zwierzchnią, jak każdy z nas zresztą, i tak jak inny przedstawiciel sprawiedliwości – prokurator, powinien takiej władzy podlegać. Po to, żeby nie rodziła się w jej ramach patologia, wynikająca z bezkarności jej przedstawicieli, którzy dzięki wyjątkowości wykonywanego zawodu, będą kiedyś próbowali to wykorzystywać i ustawiać siebie ponad prawem. Co jest rzeczą o tyle normalną, że niezmiernie ludzką, więc ułomną!

Niestety, pisowcy uważają inaczej: według nich sądy, jeżeli nawet nie powinno się ich zaorać, to przynajmniej uzależnić od siebie, od swoich planów, pragnień i ideologicznych celów. Są w tym niezwykle podobni do swoich ideologicznych braci – bolszewików! I nie tylko zresztą do nich. Władza bowiem, każda władza autorytarna posiada takie dążenia. Bierze się to, co może wielu tutaj zaskoczyć, nie tyle z jej siły wewnętrznej, ile raczej ze słabości – słabości ludzi, którzy ją tworzą; ludzi, którzy mają dusze niewolników i szukają siły oraz akceptacji w jakiejś grupie. Jakiejkolwiek! Ważne, żeby ona się pojawiła, żeby w końcu nie być tak przeraźliwie samotnym; żeby nie czuć się odrzuconym i nierozumianym!

Dlatego, żeby obronić niezależność sądów i w ogóle polskiego sądownictwa, nie tylko sędziowe, ale również my – społeczeństwo, ta jego część o wolnych, nie zniewolonych umysłach, musi zrobić wszystko co w naszej mocy, aby tę ich niezależność utrzymać. Dlatego z jednej strony sędziowie muszą wykazać się – tak jak to robią dotychczas – twardym mentalnym kręgosłupem, z drugiej z kolei my, społeczeństwo, musimy postawić veto w protestach ulicznych. Tylko bowiem razem, we wspólnym marszu, możemy osiągnąć cel, jakim są wolne od politycznych nacisków sądy!

P. S.

Tak na marginesie: myślę, że to, co mogłoby położyć kres wszystkim pisowskim oszczerstwom, większym czy też  mniejszym kłamstwom, to składane przeciwko nim kolejne pozwy. Jestem pewien, że procesy te, dopóki sądy w większości są od rządzących niezależne, kończyłyby się wygraną pozywających. W ten sposób zamknęłoby się skutecznie usta wszystkim pisowkim bulterierom typu D. Tarczyński.

09.10.2018 r.

06:03, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
sobota, 06 października 2018

Wieś, to niezwykle niewdzięczny elektorat – niewdzięczny, bo zwykle nielojalny. Nie będę się tutaj wdawał w opisywanie przeszłości, jak to było przed wojną i jak sobie z tym radził W. Witos, czy też jak było zaraz po wojnie i jaką rolę pełnił S. Mikołajczyk w ruchu ludowym – ale nie tylko, a także, jak ewoluowała ta partia, łącznie ze zmianą nazwy, i na jakich przeciwników natrafiała i natrafia nadal po drodze; napiszę krótko o elektoracie, który stanowią w większości ludzie związani z ziemią. Bo właśnie taki elektorat stanowi o tym, czym ta partia była w przeszłości i czym jest dzisiaj.

To oczywiste, że człowiek zawsze idzie tam, gdzie widzi korzyść. Na wsi zawsze było to i jest widoczne w sposób szczególny. Dlatego właśnie przez długie stulecia chłopi nie byli zainteresowani „jakimiś tam” wojenkami czy też w ogóle walkami o niepodległość. Zawsze ich punkt widzenia zawężał się do horyzontu tego, co posiadali, bo przetrwanie ich samych i ich rodzin było dla nich najważniejsze. A kto rządzi, czy też będzie rządził? A kogo to!?

Czy mieszkańcy miast są inni, różnią się pod tym względem od tych, którzy mieszkają na wsi? Naturalnie. Ale wbrew pozorom tylko nieznacznie. Bo tak jak ci pierwsi, ci drudzy również podążają tam, gdzie widzą dla siebie korzyść, co szczególnie wyraźnie widać w ostatnich czasach. A jak jeszcze dochodzi zagrożenie dla zastanego stanu posiadania, wówczas w ogóle optyka diametralnie się zmienia i powiedzenie: bliższa koszula ciału staje się niezwykle prawdziwe. Dzieje się tak, ponieważ zarówno jedni jak i drudzy są nie tylko interesowni, oni są przede wszystkim krótkowzroczni, tym samym życiowo niezwykle głupi. A są tacy, albowiem pozostają nieświadomi konsekwencji swojej postawy w dłuższej perspektywie czasowej. Nieważne dla nich jest to, że skutki ich decyzji dzisiaj mogą odczuć pokolenia po nich, w tym ich dzieci, ważne, że tu i teraz odczuwają doraźną korzyść! Więc podejmują takie a nie inne fatalne decyzje i tak to się toczy od lat. Głupio i bez większych szans na zmianę.

Biorąc powyższy kontekst pod uwagę nie może dziwić, że PiS wygrał wybory przed trzema laty i mimo wielu fatalnych decyzji jakie podjął po drodze od tamtego momentu, nadal cieszy się znacznym poparciem moich rodaków. Dziwi już jednak fakt, że wyborcy ci nie wyciągają żadnych wniosków z postępowania PiS-u w wielu obszarach naszego życia. Jakby nie dostrzegali żadnych zagrożeń; jakby wszystko przebiegało w jak najlepszym porządku prawnym i było zgodne z ich oczekiwaniami. Albo, jeszcze lepiej, jakby w ogóle ich to nie dotyczyło!

Jeżeli jest to prawdą, jeżeli rzeczywiście to, co dzieje się u nas w obszarze prawa jest zgodne z ich oczekiwaniami, to znaczy, że jesteśmy narodem bezmózgich obywateli, którzy nie zasługują na wolność. Okazuje się bowiem, że wystarczy nam jedynie dobre panisko, które zadba o miskę strawy i już jest dobrze, już jesteśmy obłaskawieni i szczęśliwi! Dlaczego? To proste: kłamstwa z reguły brzmią ładniej i milej dla ucha, niż nierzadko cholernie bolesna prawda. Poza tym, jak wiadomo, ciemnym ludem zawsze łatwiej się rządzi, ciemny lud kupi wszystko – jak powiedział kiedyś pisowski klasyk, rządzący dzisiaj, tak na marginesie, polską telewizją.

Zatem – do spotkania przy urnach wyborczych!

06.10.2018 r.

06:08, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
środa, 03 października 2018

Będzie w miarę krótko: niestety, przed siatkarskimi mistrzostwami świata postawiłem jedynie dziesięć złociszy na to, że Polacy zdobędą złoty medal. Chciałem więcej, ale… Nie, nie zwątpiłem, raczej zachowałem więcej niż asekuracyjnie, bo nie lubię grać wysoko. Bardziej mi chodzi o to, żeby udowodnić sobie i innym, że jestem w stanie niejako wyprorokować coś, co dopiero się stanie za jakiś czas. Choć to tylko, jak się wydaje, zwykła zgaduj-zgadula.

Powiem więcej – finał, jaki przewidywałem tuż przed mistrzostwami wyglądał tak samo, jak cztery lata temu i jaki miał miejsce w ostatnią niedzielę, mianowicie: Polska – Brazylia. Czy na to postawiłem? Nie. Tym razem, mimo wypełnionego kuponu, zwątpiłem. Ile zatem wygrałem? Niewiele, szczególnie gdy pomyślę, że mogło być znacznie, ale to znacznie więcej! Cóż, dobre i 132 złocisze. A także satysfakcja, że po raz kolejny, tuż przed wielką imprezą mistrzowską, miałem wyczucie.

W pracy mówią, że jestem – mistrz! Koneser! Odpowiadam im, że jestem jedynie, niestety, częścią kobiecego ciała. Niestety, tą częścią, która znajduje się kilkanaście cali pod pępkiem. A to z racji tego, o czym poniżej.

Najgorsze w grach jest to, przynajmniej w moim przypadku, że nie do końca słucham intuicji. W tym przypadku, mimo jej dwukrotnej podpowiedzi w ciągu dnia, około miesiąc temu, jak zwykle posłuchałem jej tylko częściowo i nie wysłałem zestawu liczb, na które co jakiś czas grałem (nie systematycznie). Tym razem również im „odpuściłem” i, jak to zwykle bywa z rzeczami martwymi, została wylosowana, niestety, cała piątka. Słowem poszło się „dymać” 70 tysiaków na czysto!

Nie będę pisał o moim samopoczuciu w tym, ani w następnych dniach, powiem krótko: ilekroć o tym pomyślę, szlag mnie trafia i aż chce mi się wyć! Z bezsilności. I wściekłości na swoje rozmemłanie i brak pewnej wewnętrznej determinacji.

Koniec końców pewne jest jedno: oka sobie z tego powodu nie wydłubię, ani nie wyrwę zęba – chyba że będę musiał. W tym momencie jednak nie pozostaje mi nic innego, jak żyć dalej i próbować po raz kolejny dać sobie szansę. I ją, naturalnie, tym razem wykorzystać. Pod warunkiem, że w ogóle się jeszcze kiedykolwiek pojawi.

03.10.2018 r.

14:15, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 01 października 2018

Wielu uważa, że książki nie zmieniają świata – i to jest prawda. Ale prawdą jest również to, że nawet najpiękniejsze obrazy czy też słowa nie są w stanie nikogo nauczyć miłości. Zarówno jedne jak i drugie bowiem nie mają w tym zakresie aż tak wielkiej mocy sprawczej. Ale mimo że książki nie zmieniają świata w sposób bezpośredni, to jednak już w sposób pośredni to robią – zmieniają świat poprzez ludzi, którzy je czytają!

Świetnie, gdy ludzie, którzy dzierżą władzę w swoich dłoniach, są światli i właśnie oczytani; gdy nauczanie w szkołach i uczelniach stoi na wysokim poziomie; gdy w ogóle rozwój młodych ludzi odbywa się z poszanowaniem wolności, sprawiedliwości, praworządności i etyki. Gdy powyższe warunki są spełnione mamy wówczas do czynienia ze społeczeństwem otwartym, tolerancyjnym, demokratycznym, w którym wszelkie –izmy, typu nacjonalizm, rasizm, antysemityzm, szowinizm itd., itp., nie mają racji bytu.

Gdy jednak mamy do czynienia z władzą głupią, strachliwą, ksenofobiczną, nacjonalistyczną, wówczas możemy być pewni, że taka władza będzie władzą populistyczną, bazującą na najniższych ludzkich instynktach, co narazi społeczeństwo na szereg niebezpieczeństw, które wygeneruje ono samo poprzez strach tkwiący w nim samym; strach, który zagnieździ się w człowieku, spowije go swymi mackami, a następnie od siebie uzależni. Trzeba na to jedynie przyzwolenia danego społeczeństwa i czasu. Reszta potoczy się już właściwie samoistnie, niczym raz wprawiona w ruch maszyna.

Dzisiaj w Polsce jest tak, że strach jeszcze się w nas nie zagnieździł mocno i na trwałe, taki strach, jaki był udziałem powojennych pokoleń naszych przodków. Jednak w miarę upływu czasu ten strach się w nas zadomowi. Nie, oczywiście że nie taki sam jak w latach 40-tych czy 50-tych, ale jaki by nie był, będzie on obecny. Tego można być pewnym. Należy być pewnym! Będzie to strach, co prawda, innego rodzaju, zapewne mniej paraliżujący jak ten przed laty, jednak będzie obecny w naszym życiu w sposób równie dotkliwy i wyniszczający. Dlatego że strach przy takiej władzy zawsze się pojawia. To niejako jej immanentna cecha i znak rozpoznawczy. Emblemat! On się jednak pojawi tylko wówczas, gdy nie przeciwstawimy się temu, co trwa i rozwija się niezachwianie w naszym kraju od trzech lat. Zapanuje nad nami tylko w jednym przypadku: jeżeli otrzyma od nas przyzwolenie. Choćby i poprzez naszą obojętność.

Czy taki stan będzie komuś odpowiadał, czy będzie jeden z drugim bardziej lub mniej żarliwie go bronił? Oczywiście! W takim systemie zawsze znajdą się ludzie, którzy będą się czuli jak ryby w wodzie. Choćby to była woda nie wiem jak mętna, zawsze, oprócz idealistów i fanatyków, znajdą się ludzie do wynajęcia i zwykli koniunkturaliści. Tacy ludzie bowiem zawsze działają zgodnie z naczelnym hasłem tego typu władzy: mierny, bierny, ale wierny! Tyle i aż tyle, bo akurat tyle wystarczy takiej władzy.

Kto chciałby ujrzeć, co prawda w sposób oczywiście przejaskrawiony, do czego mogą prowadzić rządy fanatyków, niechaj przeczyta, albo obejrzy sobie film na podstawie książki Margaret Atwood – Opowieść podręcznej. Myślę, że osoby myślące, poddające życie pewnej głębszej refleksji, wizja państwa przedstawiona w tym filmie przerazi. Musi przerazić!

Zakończę słowami pochodzącymi z tego serialu, słowami niejako magicznymi, bo używanymi na co dzień przez bohaterów niniejszej powieści:

– Błogosławiony owoc.

– Niech Bóg otworzy.

Krótko mówiąc: jak zwykle – ament.

30.09.2018 r.

05:58, adelmelua
Link Komentarze (2) »
piątek, 28 września 2018

1. Instrumenty muzyczne są różne: ładne – brzydsze; lepsze – gorsze; dźwięczne – słabiej brzmiące. Wszystkie one występują w trzech grupach, na jakie je podzielono. Czy słusznie? To nieistotne, ważne, że to zrobiono. Więc tym samym mamy instrumenty dęte, perkusyjne, strunowe.

Pośród nich jest jednak jeden, który w sposób szczególny zwraca moją uwagę, a to dlatego że – wedlug mnie jedynie oczywiście – jest zdecydowanie najgorszy, właściwie to do dupy! To dudy! Najgorsze pośród nich są oczywiście te porządnie smolone. Niestety, odnoszę wrażenie, nie, więcej – mam pewność, że ostatnio występuje u nas ich zatrzęsienie,  jakby jakiś nagły wysyp złego smaku nas dopadł. Można by powiedzieć nawet, że niejako duda za dudą!

Czy jest na to jakieś remedium? W zasadzie chyba tylko jedno: należy porządnie w nie dąć. Ile pary w płucach. Aż do ich naturalnego wykończenia!

2. Po oddaniu przez PiS władzy jeden warunek musi być bezsprzecznie spełniony: wszystkich sędziów i prokuratorów, którzy sprzeniewierzyli się swojemu zawodowi, czyli prawu, należy wydalić z zawodu! Wszyscy oni bowiem zamiast stać na straży prawa, strzec porządku prawnego państwa jak niepodległości i jej konstytucji, zaprzedali swoje dusze, stając się ludźmi do wynajęcia.

Ale to nie wszystko: partia, która jest winna tego, co się u nas dzieje od prawie trzech lat w obszarze prawa i demokracji, czyli Prawo i Sprawiedliwość, a tak naprawdę, jak wiadomo powszechnie, Bezprawie i Niesprawiedliwość, musi zostać zdelegalizowana jako ugrupowanie niezwykle szkodliwe dla Polski! Chyba że wcześniej samoistnie się rozpadnie i zniknie ze sceny politycznej. Ale na to trudno liczyć. Przynajmniej w najbliższym czasie, dopóki żyje jej duce (ducze – wódz) – „Słońce Tatr”, „Ojciec Narodu”, „Naczelnik Państwa”, czy też „Napoleon z Żoliborza”! Dlatego bardzo ważne jest aby po oddaniu władzy przez tę partię, ugrupowanie to zniknęło z naszej politycznej sceny. Pozostać po nim powinno jedynie koszmarne wspomnienie, jako odstraszający przykład dla chcących iść ich śladem w przyszłości.

28.09.2018 r.

10:29, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 23 września 2018

Oczywiście, wszystkim się spieszy. Gdzieś tam. Młodym ludziom żeby dorosnąć i móc cieszyć się życiem dorosłych; starszym – żeby wreszcie wyprowadzić się z domu i, jak to się mówi, „pójść na swoje”; z kolei tym leciwym, jak coraz częściej zauważam, spieszy się najbardziej i wszędzie, bo, jak mniemam, myślą, że zostało im już tak mało czasu, że na zwlekanie i mitrężenie go po próżnicy po prostu ich nie stać! Dlatego wciskają się przed innych w kolejkę, przebiegają przez ulicę w niedozwolonym miejscu, czy upominają wszystkich, że im się to czy tamto należy ze względu na wiek!

Co do mnie, muszę przyznać że, nie wiem czy ze smutkiem, czy też może bardziej z pewnego rodzaju rozgoryczeniem, mnie nigdzie się nie spieszy. Więcej – nigdy też mi się nie spieszyło! Nie wiem, czy wynikało to z mojego lenistwa, wrodzonego dystansu do wszystkiego, czy może ze świadomości, że i tak, czego bym nie zrobił, gdziekolwiek bym nie podążył, i tak nie zdążę wszędzie tam, gdzie powinienem być w danym momencie; nie zobaczę tego wszystkiego, co warto czy też powinienem zobaczyć; nie dotknę, nie posmakuję, nie przekonam się naocznie czy też, że tak powiem, organoleptycznie nie doświadczę.

Skąd u mnie taka powściągliwość? Obojętność? Dystans? Brak emocji? Właściwie to chyba niemal od zawsze wiedziałem, czy może bardziej jakby wyczuwałem podskórnie, że czego bym nie zrobił i tak nie wszędzie będę obecny gdzie bym chciał, więc w pewien niejako naturalny sposób wytłumiłem w sobie chęć przemieszczenia się, bycia czy też bywania tu i tam, zobaczenia tego czy tamtego, bo – należy, bo warto, bo już nigdy więcej nie będę miał okazji! Po prostu – tak miałem i nadal mam, bo taki jestem, więc tak wyszło. 

Nie wiem, może za jakiś czas, jeżeli oczywiście Opatrzność pozwoli mi się zestarzeć, również we mnie pojawi się jakąś niecierpliwość, pewnego rodzaju pośpiech, czy też przemożna wręcz chęć nadrobienia – straconego? – czasu. Może zacznę odbywać swoją pośpieszną podróż, jakby powiedział Marcel Proust – właśnie w poszukiwaniu straconego czasu. Swojego czasu. Nie wiem, naturalnie, czy tak się stanie. Niewykluczone, że tak. Dzisiaj jednak… dzisiaj mogę jedynie zaśpiewać za Mariuszem Lubomskim:

Mam ręce w kieszeniach, a kieszenie, jak ocean, powoli chodzę i rozglądam się, kieszenie jak ocean, a ręce mam w kieszeniach, dlatego wiem, gdzie żyję, dobrze wiem…

23.09.2018 r.

06:25, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 20 września 2018

Na co nie mam ochoty? Cóż, w życiu nie miałem ochoty na wiele rzeczy. Na chodzenie do szkoły, podczas gdy z drugiej strony uwielbiałem łazić na wagary; od najmłodszych lat nie miałem ochoty na chodzenie do kościoła, jakieś śluby, wesela, w ogóle nie cierpiałem – i nadal tak jest – żadnych większych zgromadzeń; nie miałem ochoty na sprzątanie w domu – szczególnie ścieranie kurzów – na samą myśl o tym, aż mnie wysztywniało!; nie miałem ochoty na wszystko to, co narzucano mi odgórnie, czyli czytanie lektur szkolnych, marsze pierwszomajowe, czy jedzenie czegoś, do czego odczuwałem wstręt, biorący się nie wiadomo skąd, ale istniejący we mnie jakby od zawsze.

Dzisiaj, gdy już jestem znacznie wiekowo zaawansowany – że tak to eufemistycznie ujmę – najbardziej nie mam ochoty na… śmierć. Nie na umieranie, a właśnie śmierć. Bo tak naprawdę, to umieram codziennie. Minuta po minucie, godzina po godzinie, miesiąc po miesiącu. Umieram rok po roku mając tego świadomość – świadomość, która uwiera mnie coraz bardziej, mocniej, dotkliwiej, bo wiem, że nic się już nie wróci, nie powtórzy, nie da szans na naprawienie błędów, krótko mówiąc – nic będzie już takie samo.

Tak, na śmierć, od kiedy tylko pamiętam, nigdy nie miałem ochoty. Bo też nigdy nie spieszyło mi się na tzw. drugi świat – świat, co ciekawe, według słów wielu jego orędowników, znacznie lepszy od naszego, doczesnego, bo świat oczywiście idealny, doskonały! Świat, w którym nic nikogo nie boli, nie rani, nikomu nie dzieje się żadna krzywda, nikomu nigdzie się nie spieszy, wszystko tam bowiem odbywa się na zwolnionych obrotach, jak przystało na świat anielski!

Tyle tylko, że mnie jakoś ten idealny wręcz świat jakoś nigdy szczególnie nie pociągał. Przyznam, że znam inne, znacznie lepsze miejsca, których nie widziałem, a które bardziej wolałbym zobaczyć, niż jakiś tam drugi świat! Powiem więcej – tak się składa, że wszystkich, których znałem, a którzy odeszli już ze świata żywych, jak również tych, których znam, żadnemu z tych ludzi akurat tam nigdy się nie spieszyło. Każdy chciałby trafić na ten drugi świat jak najpóźniej! Bo że tam trafi, to pewnik, przed którym nic i nikt nie jest nas w stanie uchronić.

 Niestety, tutaj jest tak, że im bardziej pragniemy zwolnić kurs do tego miejsca, im bardziej staramy się spowolnić swój indywidualny bieg, włączyć niejako hamulec ręczny, tym szybciej – przynajmniej takie odnoszę wrażenie – zbliżamy się do tego świata wbrew własnym pragnieniom i oczekiwaniom. Jakby ktoś sobie z nas drwił i z naszych starań w tym zakresie. Jakby nasze pragnienia miał w głębokim poważaniu!

20.09.2018 r.

10:09, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 16 września 2018

Od wieków zadajemy sobie pytanie, czy Jezus potrafił pisać? Głęboko wierzących tak postawiona kwestia z całą pewnością oburzy, z drugiej jednak strony pytanie to jest jak najbardziej zasadne, szczególnie w kontekście tego, co dotrwało do naszych czasów, a co mówi nam akurat o tej umiejętności Mesjasza.

Jak powszechnie wiadomo Jezus nie zostawił po sobie żadnych pism, a i w tekstach opisujących jego osobę również nie ma za wiele na ten temat. W zasadzie istnieją jedynie dwa źródła, w których natrafiamy na informacje odnoszące się do tego zagadnienia. Pierwsze z nich, to Nowy Testament i zawarta w nim ewangelia Jana, w której padają takie oto słowa:

Jan 8,3-8: I znowu rano zjawił się w świątyni, a cały lud przyszedł do niego; i usiadłszy, uczył ich. Potem uczeni w Piśmie i faryzeusze przyprowadzili kobietę przyłapaną na cudzołóstwie, postawili ją pośrodku i rzekli do niego: „Nauczycielu, tę oto kobietę przyłapano na jawnym cudzołóstwie. A Mojżesz w zakonie kazał nam takie kamienować. Ty zaś co mówisz?”. A to mówili, kusząc go, by mieć powód do oskarżenia go. A Jezus schyliwszy się, pisał palcem po ziemi. A gdy go nie przestawali pytać, podniósł się i rzekł do nich: „Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci kamieniem”. I znowu schyliwszy się, pisał po ziemi.

Drugie źródło, to apokryf, czyli również ewangelia, tyle że gnostycka (gnostyczna), Bartłomieja której, niestety, jedynie szczątkowe fragmenty zachowały się do naszych czasów. Niemniej, co istotne, dotrwał ten, który dla tych rozważań jest w zasadzie kluczowy!:

O brzasku Jezus zjawił się znowu w świątyni. Cały lud schodził się do niego, a on usiadłszy nauczał ich. Wówczas uczeni w Piśmie i faryzeusze przyprowadzili do niego mężczyznę, którego pochwycono na gwałcie, a postawiwszy go pośrodku, powiedzieli do niego: „Nauczycielu, tego mężczyznę dopiero pochwycono na gwałcie. W Prawie Mojżesz nakazał nam takich kamienować. A ty co mówisz?”. Mówili to wystawiając go na próbę, aby go oskarżyć. Lecz Jezus nachyliwszy się, pisał palcem po ziemi, a następnie odszedł. A na ziemi było napisane: „Niech i tak będzie”.

Jak widać w obu przypadkach mamy do czynienia z informacją, iż Jezus był osobą piśmienną. To, co budzi wątpliwość, to nie tylko odmienne historie: jedna dotyczy kobiety posądzonej o cudzołóstwo, druga – mężczyzny oskarżonego o gwałt, ale również różnica odnosząca się właśnie do kwestii piśmiennictwa Jezusa. W pierwszym bowiem źródle Jezus coś tam bazgroli palcem po ziemi, w drugiej jednak pisze już coś konkretnego: „Niech i tak będzie”. Pytanie zatem, jakie musi się tutaj pojawić, brzmi: która wersja jest prawdziwa? I czy w ogóle któraś z nich za taką może uchodzić?

Myślę, że jeżeli w ogóle takie zdarzenie miało miejsce, to właśnie Bartłomiej jest o wiele bliższy prawdy. Tym bardziej, gdy weźmie się pod uwagę inne słowa pochodzące z jego tekstu:

Bartłomiej wstał gwałtownie od stolika odrzucając pióro i podszedł do okna. „To wszystko na nic – pomyślał. – Ludzie nie chcą czytać o takich wydarzeniach z życia Jezusa. Wolą przeczytać, że uzdrawiał opętanych, epileptyków i paralityków. Że błogosławił ubogim i niemowlętom”.

Generalnie jednak to, co tutaj zastanawia, musi zastanawiać!, to nie tyle to że pisał, ile bardziej – co pisał? Niestety, Jan nie podaje nam tej informacji. A przecież jest to niezmiernie istotne, bo w końcu po coś Jezus tę czynność wykonał!

Jestem pewien, że – jak już kiedyś tutaj dowodziłem – Jan był bardziej bajkopisarzem uprawiającym literackie chciejstwo niż kimś, komu zależało na przekazaniu prawdy historycznej. Ot, chłopina słyszał coś o podobnym zdarzeniu i postanowił to coś wkleić do swojego tekstu. A słyszeć mógł właśnie to, co znajduje się w drugiem źródle informującym nas o tym, czy Jezus rzeczywiście posiadł umiejętność pisania, czyli w ewangelii Bartłomieja.

Dlatego pytanie, jakie należałoby tutaj postawić powinno brzmieć: nie czy Jezus był osobą piśmienną, ale czy wszystko, co znajduje się w czterech ewangeliach Nowego Testamentu wyszło z jego ust? Biorąc bowiem pod uwagę filozoficzną naturę przypisywanych mu zdań, jestem pewien, iż nie wszystkie mądrości zawarte w NT są jego dziełem. Myślę, że do tych czterech pism wrzucono wszystko to, co wówczas krążyło po Judei i Galilei, i tym sposobem, poprzez ustawiczne retuszowanie tekstów, dotarło do naszych czasów w takiej właśnie formie. Tym bardziej jest to prawdopodobne, gdy weźmie się pod uwagę działalność choćby Szymona Maga, czy Apoloniusza z Tiany, którzy również głosili podobne nauki co Jezus i dokonywali podobnych uzdrowień.

Na koniec scenka, która może coś komuś uzmysłowi:

Człowiek: Trzęsienia ziemi? Erupcje wulkanów? Potopy? Tornada? W ogóle wszelkie kataklizmy, które pustoszą ziemię i dziesiątkują nas? Ależ to wręcz nieludzkie!

ON: Oczywiście. Bo to moje – boskie!!!

P.S.

W przytoczonych powyżej ewangeliach pisownię uwspółcześniłem według swojej koncepcji gramatycznej. Uważam taki zabieg za jak najbardziej uprawniony, ponieważ tzw. Pismo Święte było pisane jednym ciągiem, bez żadnych znaków interpunkcyjnych czy też przerw pomiędzy wyrazami. Dopiero w średniowieczu zaczęto pracować nad jej uwspółcześnioną wersją: w XIII wieku dokonano podziału Biblii na rozdziały, a w XVI ponumerowano wersety.

16.09.2018 r.

12:20, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 13 września 2018

Politycy PiS-u robią wszystko, żeby uzależnić od siebie polskie sądownictwo, a tym samym sędziów. Tych niepokornych, czyli starających się zachować mimo wszystko niezależność orzecznictwa, będą karać dyscyplinarnie. Zapowiedzieli to i już powołali do tego odpowiednią instytucję.

To, że trzeba przeciwdziałać temu zjawisku, to  jak powiedziałby już dzisiaj klasyk pisowski – oczywista oczywistość. Dlatego proponuję sędziom jedno rozwiązanie, najprostsze, bo najlepsze pomysły zasadzają się na prostych środkach, mianowicie – niech gremialnie rzucą podania o zwolnienie! Niech sparaliżują nasze sądownictwo! Jeżeli zrobi to osiem czy dziewięć tysięcy prawników, jestem pewien, że bardzo szybko siepaczom pisowskim zmięknie rura i wycofają się ze swoich szalonych pomysłów. Więcej – jestem również pewien, że w końcu i do moich rodaków dotrze w końcu w tej sytuacji brutalna prawda, że ta nieczysta pisowska gierka nie jest warta nawet ogarka, a co dopiero całej świeczki!

Gdyby było mało, dorzuciłbym do tego jeszcze realizację pomysłu Ludwika Dorna, odnoszącego się do kontroli samochodów posłów wjeżdżających na teren sejmu: zwyczajnie nie dać się skontrolować i nie wysiadać z samochodu; następny poseł powinien zrobić to samo, i kolejny, i jeszcze jeden, i tak dalej i dalej, aż wjazd zostanie całkowicie zablokowany! I wówczas czekać na rozwój sytuacji, czyli na decyzję marszałka sejmu. Bardzo jestem ciekaw, co wówczas ten człowieczak zrobi? Nakaże użycie siły? Wezwie lawetę i służby drogowe żeby uprzątnęła je z wjazdu? Jeżeli się na to zdecyduje, jedno będzie pewne: zrobi to nielegalnie! W końcu posłowie chcą jedynie wypełnić swoją demokratyczną rolę – chcą pracować, a sejm, tak się składa, jest miejscem ich zatrudnienia!

Nie mam złudzeń co do tego, że z gangsterami politycznymi należy rozmawiać przy pomocy ich metod – gangsterskich! Nie ma co wchodzić z nimi w pełną elokwencji dyskusję, podczas gdy generowanie przez nich kłamstwo w jakiejkolwiek rozmowie uchodzić ma za powszechnie obowiązującą prawdę. Oni nie wiedzą na czym polega cywilizowana rozmowa – zwyczajnie nie trzymają standardów. Dlatego należy ich przycisnąć do ściany. Gdy to się zrobi, gdy się ich przyciśnie, wówczas, jestem tego pewien, cofną się. Ponieważ ludzie z mentalnością dyktatorską uznają jedynie jeden argument – argument siły! Jeżeli więc chcemy uratować ten kraj przed totalnym prawnym chaosem, musimy zrobić krok wyprzedzający siepaczy PiS-u i dokonać aktu nieposłuszeństwa wszędzie tam, gdzie jest to tylko możliwe!

13.09.2018 r.

13:11, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 142
O autorze
więcej: www.kiler.blox.pl kontakt: czaplinski@tlen.pl