RSS
środa, 16 sierpnia 2017

Obecny rząd-nierząd, jak zwykle pieprzy od rzeczy, że Unia Europejska uwzięła się na nas; że podstawia nam nogę i nierówno traktuje; że jest niesprawiedliwa i wpieprza się w te nasze sprawy, które nie powinny ją obchodzić itd., itp. Prawda jest jednak taka, że to nie UE uwzięła się na Polskę, tylko ów rząd-nierząd uwziął się z premedytacją sadysty na nas, na tych wszystkich Polaków, którzy nie maszerują w zgodnym chórze ze zwolennikami i klakierami pisowskich szaleńców u władzy.

Mówią – jak pan Zbiszek – że p.o. prezydenta A. Duda powinien być posłuszny i podpisywać, jak leci, co mu się pod nos podsunie. Tego w końcu wymaga lojalność wobec partii i tych, którzy na niego postawili i wypromowali. Bo to przecież oni – pan Zbiszek i poseł Kłamczyński tak naprawdę stworzyli A. Dudę od podstaw. To dzięki nim znajduje się dzisiaj tam, gdzie jest!

Na taką diagnozę odpowiem krótko: gówno prawda! Obaj panowie jedynie zaproponowali kandydaturę A. Dudy w wyborach prezydenckich. To natomiast, że nim został, że zwyciężył w konfrontacji z urzędującym wówczas prezydentem B. Komorowskim, to jedynie i wyłącznie zasługa samego A. Dudy! Idę o zakład z każdym, że gdyby taką rolę miał do wypełnienia Sasin, Błaszczak, świątobliwy Antonio, czy nawet sam pan Zbiszek, żaden z nich nie zostałby prezydentem. Żaden! Nadal byłby nim Bronisław Komorowski!

Dlatego mam tutaj prośbę: może przestańcie w końcu lać wodę, prawicowi niewydarzeńcy polityczni; ogarnijcie się trochę i nie opowiadajcie banialuk, że cokolwiek komukolwiek A. Duda zawdzięcza i dlatego winien jest im lojalność. Ta bowiem należy się jedynie nam – narodowi! Andrzej Duda ma sprawować swój urząd najlepiej jak tylko potrafi dla nas, ponieważ występuje na tym urzędzie w naszym imieniu – nie PiS-u i jego prezesa! W naszym!!!

Postaci w owym rządzie-nierządzie, które są wdzięcznym tematem tak dla dziennikarza, jak i satyryka, a w przyszłości – mam ogromną i silną nadzieję graniczącą z pewnością – również prokuratora, jest sporo. Począwszy od pani Szydło, poprzez Waszczykowskiego, Szyszkę, pana Zbiszka i kilku jeszcze innych, a na ministrze rozbrojenia narodowego kończąc. O każdej z tych osób można by sporo napisać i z całą pewnością nie byłyby to peany. Ja jednak chciałbym jedynie odnieść się do tego ostatniego, który wczoraj, w związku ze świętem Wojska Polskiego, miał grać pierwsze skrzypce – do wybitnego ministra nad ministrami, do świątobliwego Antonio!

To, że nasz minister rozbrojenia narodowego posiada co najmniej dziwne kontakty, wiedziano od dawna – przynajmniej od roku, od kiedy Tomasz Piątek zaczął o tym pisać w GW. O ile jednak można jeszcze jakoś zrozumieć ślepych i zagorzałych fanatyków, którzy tępo bronili i będą bronić nadal tego szkodnika polskiej armii, mimo oczywistej niekorzystnej wymowy faktów dla naszego świątobliwego Antosia, to już z całą pewnością zupełnie nie można zrozumieć i wytłumaczyć tego, że broni go osoba p.o. premierki, a poseł Kłamczyński nie wyciąga żadnych wniosków i konsekwencji z zaistniałej sytuacji. Nie reagując bowiem w tej sprawie w ogóle, dopuszcza się współodpowiedzialności w tym, co ten człowiek wyprawia z polskim wojskiem!

Dlatego właśnie napisałem wyżej, że nie tylko mam nadzieję, ale wręcz pewność – chcę ją mieć! – że w momencie gdy obecny obóz polityczny utraci władzę, wszyscy odpowiedzialni nie tylko za ów stan rozkładu armii polskiej staną przed sądem, również znajdą się przed nim ci wszyscy, którzy tak bezceremonialnie, po chamsku wręcz łamali prawo w wielu obszarach naszego życia. Ja, jako obywatel tego państwa, wręcz domagam się tego! Dosyć bezkarnej dewastacji państwa w majestacie łamanego prawa!!

16.08.2017 r.

14:18, adelmelua
Link Komentarze (3) »
niedziela, 13 sierpnia 2017

Czy nie jest zastanawiające, że wszystkie ewangelie gnostyckie, które cudem dotrwały w większych czy też mniejszych fragmentach do naszych czasów, ukazują Jezusa jako człowieka, bez tych wszystkich cudów, których jakoby dokonywał, a które występują tak obficie w ewangeliach synoptycznych, na które powołuje się Kościół katolicki? Czy nie jest przypadkiem tak, że przybrały one taki właśnie kształt, ponieważ, odczłowieczając swojego bohatera i czyniąc go istotą boską, tak naprawdę powstały na potrzeby tej instytucji i ściemniania szerokich mas społecznych w jednym celu: posiadania władzy nad rzędami dusz? Albo: czy nie zastanawiające jest, że jakoby Bóg Jahwe przysyła na ziemię swojego syna, który ma dokonać ekspiacji całej ludzkości za cenę swojej okrutnej śmierci na krzyżu i używa przy tym niezwykle hermetycznego języka, bo aramejskiego, zawężając w ten sposób grupę ludzi, do których mógłby trafić, gdyby posługiwał się jednak językiem dostępnym większej ilości ludzi, czyli w tamtym czasie przynajmniej greką, jeżeli nie łaciną? W końcu chodziło przecież o rozpowszechnienie jego nauki, więc, co podpowiada logika, powinien być łatwiej rozumiany. Używając natomiast aramejskiego skazywał siebie jednak w pewien sposób i swój przekaz właściwie na anonimowość!

Takich i podobnych wątpliwości jest oczywiście znacznie więcej. Na przykład apostoł Piotr w ewangelii Marii Magdaleny mówi do niej: Siostro, wiemy, że Nauczyciel kochał cię inaczej niż inne kobiety, powiedz nam, cokolwiek pamiętasz ze słów, które ci rzekł, a których myśmy nie słyszeli. Gdy M.M. mu opowiada to, co usłyszała od Jezusa, ten sam Piotr neguje prawdziwość jej słów! Na co reaguje Lewi, mówiąc: Piotrze, zawsze byłeś człowiekiem porywczym i teraz widzimy, że odrzucasz tę kobietę, tak jak czynią to nasi wrogowie. Jeśli jednak Nauczyciel cenił ją, to kimże jesteś, żeby ją odrzucać? Z pewnością Nauczyciel znał ją bardzo dobrze, gdyż kochał ją bardziej od nas. Kochał ją bardziej od nas! Czy to nie zastanawiające, tym bardziej w kontekście ewangelii Filipa, w której wielokrotnie pada sformułowanie, że Jezus całował ją przy nich w usta?

Oczywiście że to musi zastanawiać, tyle tylko, że tak naprawdę postawa Piotra jest jak najbardziej logiczna – był w końcu nie tylko poważnie zaniepokojony rosnącą pozycją Marii Magdaleny, ale był również zwykłym mizoginem, o czym świadczą choćby jego słowa pochodzące z ewangelii Tomasza: Niech Mariham (Maria Magdalena) odejdzie od nas. Kobiety nie są godne życia. Więc nic dziwnego, że nie darzył jej ani przyjaznym uczuciem, ani tym bardziej szacunkiem.

Nie przeczę, może w sprzyjających okolicznościach mógłbym uwierzyć w różne religijne bajania i zgodzić się, że było tak, jak twierdzą ludzie głęboko wierzący w takie czy inne mocno wątpliwe wydarzenia. Mógłbym, pod jednym wszakże warunkiem: że wcześniej nie było Mitry i jego dwunastu uczniów, i który nie dokonywał podobnych cudów co Jezus, czyli nie uzdrawiał i nie zamieniał wody w wino, i że nie zmartwychwstał, i nie wstąpił do nieba, i że jego wyznawcy nie praktykowali chrztu wodą, co miało zapewnić im odpuszczenie grzechów; albo że Ozyrys, podobnie jak rzeczony wyżej Mitra, nie urodził się 25 grudnia, nie został ukrzyżowany w towarzystwie dwóch złodziei i po trzech dniach nie zmartwychwstał; czy też, że nie było żadnego Szymona, syna Józefa, o którym mówi napis na kamiennej tablicy, tzw. Objawienie Gabriela, które informuje o Mesjaszu, który jak ci ww. został również skazany na śmierć przez Rzymian, a jego krew miała zostać przelana, w odróżnieniu jednak od Chrystusa, nie za grzechy ludzkości, ale w celu odrodzenia Izraela; czy wreszcie na koniec, przyjęto by, iż woda, po której chodził Jezus, przeistoczyła się na skutek niskiej temperatury w lód, a na nieszczęsny samolot w Smoleńsku zamachnął się sam bóg wojny Ares! Gdy przyjmiemy ten sposób rozumowania, taką logikę wydarzeń, wówczas wszystko będzie grało jak należy, a ja stanę się z miejsca człowiekiem bogobojnym!

Na koniec powiem krótko: wiara w jakiegoś Boga, w istnienie jakichś tam światów czy też zaświatów, wiara w nagradzane dobro i karane zło, jedynie zamazuje obraz rzeczywistości człowieka i ogranicza go w jego codziennych działaniach. Ale cóż, widać szaleństwo ma to do siebie, że jest, mimo upływu czasu, niezmienne, więc:

      Każdemu według potrzeb

Jezus śmigał – ponoć – po wodzie,

Jego wyznawcy ślizgają się po lodzie.

P.S.

Gdyby ktoś był zainteresowany moją książką zatytułowaną Od Zeusa Do Jezusa, którą właśnie wydałem, zapraszam na stronę: http://jczaplinski.pl/, gdzie można ją sobie za darmo ściągnąć.

13.08.2017 r.

12:46, adelmelua
Link Komentarze (2) »
czwartek, 10 sierpnia 2017

Słońce oddalone jest od nas o mniej więcej 150 milionów kilometrów. Biorąc pod uwagę przestrzenie, z jakimi mamy do czynienia we wszechświecie, to tak naprawdę niezbyt duża odległość. W sumie wystarczyłoby nam osiem minut i dwadzieścia sekund, żeby tam dotrzeć, poruszając się oczywiście z prędkością światła, czyli 300 tysięcy km na sekundę. Tyle trwałby lot w tamtą stronę. Dodać jednak tutaj muszę, że byłby to lot zupełnie nieopłacalny, bo właśnie tylko w tę jedną stronę  w miarę bowiem zbliżania się do tej naszej gorącej gwiazdy-dobroczyńcy, zostalibyśmy przez nią doszczętnie unicestwieni! Co nie znaczy, że byłoby niedobrze, gdybyśmy jednak poruszali się z taką prędkością. W końcu dysponując taką techniką, moglibyśmy, okrążając ruchem eliptycznym słońce, dobrnąć do miejsca, które jest po drugiej jego stronie, a tym samym niejako do naszego lustrzanego odbicia!

Życie tutaj, na Ziemi, jak mówi nauka, było niszczone pięciokrotnie i za każdym razem się odradzało. Samoistnie. Albo, jak wielu chciałoby to „widzieć”, dzięki wymyślonemu przez człowieka Bogu. Jeżeli jednak Bogiem tym byłby Czas i Energia, które sprzyjały za każdym razem po zniszczeniach odradzaniu się życia, to jak najbardziej tak – w samej rzeczy życie stworzył Bóg! Jeżeli jednak przyjmiemy, że Energia i Czas nie mają nic wspólnego z jakimś „boskim bytem”, wówczas należałoby uznać, iż życie w tym miejscu naszego heliocentrycznego układu pojawiło się nie tyle dzięki, ile właśnie wbrew Niemu, tzn. wbrew Bogu! Albowiem owa ogromna siła życia, wynikająca z samej swojej natury, przetrwała na pohybel zniszczeniom – choćby takim jak wybuchy wulkanów, które miały miejsce w zamierzchłej przeszłości naszej planety nieco ponad 250 milionów lat temu, czy też bliższej nam czasowo katastrofy, bo „raptem” sprzed 65 milinów, jak uderzenie ogromnej asteroidy w półwysep Jukatan, które zlikwidowało w kredzie, końcowej fazie mezozoiku, najpotężniejsze gady, w tym oczywiście całą rzeszę dinozaurów, co z kolei miliony lat później, wytworzyło niejako odpowiednie warunki dla kogoś takiego jak my – ludzi. Czy dobrze się stało, to już inne zagadnienie, istotne, że się dokonało, w wyniku czego jesteśmy i, póki co, trwamy!

Ale jest jeszcze inne rozwiązanie zagadnienia pod nazwą życie, mianowicie – istnieje ono w wielu miejscach wszechświata, w wielu galaktykach podobnych, lub też, nie do naszej. A może też i w naszej. Na przykład w konstelacji Oriona, czyli tam, gdzie istnieją w jednym rzędzie trzy gwiazdy, które tak w starożytności, jak i dzisiaj, nazywane są, nomen omen chrześcijanie, Trzema Królami!

Te trzy gwiazdy wraz z Syriuszem, leżąc w jednej linii, wskazywały i wskazują nadal miejsce wschodu Słońca w dniu 25 grudnia, czyli wówczas, kiedy Słońce zmienia swoją pozycję na niebie o jeden stopień, a tym samym informuje o wydłużeniu się od tego momentu dnia, bliskim nadejściu wiosny i związanym z tym ciepłem i w ogóle budzeniem się wszystkiego do życia. Czy zatem czymś dziwnym jest, że właśnie ten dzień stanowił w kilku zamierzchłych kulturach moment przyjścia na świat jakiegoś bóstwa? W żaden sposób! To był wręcz doskonały moment na powszechne ogłoszenie takiej informacji. Jeżeli może coś tutaj zastanawiać, to raczej powiązanie kilku starożytnych ziemskich cywilizacji z Orionem, Syriuszem i Słońcem!

W swoich wierzeniach odnosili się do trzech gwiazd w pasie Oriona tak Chaldejczycy, nazywając je Tammuz, jak i Syryjczycy, którzy z kolei określali je Al Jabbar; ważne one były dla Indian Hopi, dla Egipcjan, czego przykładem jest usytuowanie trzech piramid w Gizie: Cheopsa, Chefrena i Mykerinosa, czy dla Chińczyków, których piramidy Xian (4500 lat) bez wątpienia mają związek z tą konstelacją; uwzględniał je również w swoich wierzeniach tajemniczego lud Nahua, o czym świadczy kompleks piramid w prekolumbijskim mieście Teotihuacan. Jakby tego było mało współcześni potomkowie Majów do dzisiaj rozpalają ogień w taki sposób, iż ustawiają trzy kamienie w odniesieniu właśnie do gwiazd w pasie Oriona i w ich wnętrzu rozpalają ogień. Kto wie zresztą, czy nie postępował podobnie w swoich wierzeniach lud Gobekli Tepe, żyjący na terenach południowo-wschodniej Turcji około 10 tysięcy lat p.n.e.!

Przyznam, że nie wiem, dlaczego tak się działo i że akurat ta konstelacja znalazła swoje szczególne odbicie w wierzeniach wielu starożytnych cywilizacji i to niezależnie od ich geograficznego położenia. Mogę jedynie spekulować, bardziej lub mniej błędnie. To jednak, co tutaj istotne, to przede wszystkim szukanie odpowiedzi na powyższe pytanie. Gdy je znajdziemy, wówczas – jestem tego pewien! – będziemy mieli o wiele mniej wątpliwości, co do początków człowieka na ziemi, jak i, niewykluczone, co do życia we wszechświecie w ogóle.

10.08.2017 r.

12:45, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 08 sierpnia 2017

Zapewne niejedna osoba zastanawiała się nad zagadnieniem, kto jest największym beneficjentem naszego wejścia do Unii Europejskiej? Oczywiście w szerszym zakresie, dzięki unijnym środkom finansowym zainwestowanym w rozwój naszych miast, miasteczek, wsi, zyskaliśmy wszyscy. Niemniej istnieją dwie grupy zawodowe, które zyskały niepomiernie wiele w porównaniu z innymi. Co najciekawsze, te dwie grupy paradoksalnie należą do najzagorzalszych eurosceptyków – to rolnicy i Kościół katolicki. Tak właśnie – rolnicy i katolicki Kościół!

Czy jest to zaskakujące? Nie bardzo, gdy weźmie się pod uwagę, że obie ww. grupy to najwierniejsi poplecznicy Prawa i Sprawiedliwości – partii, która, gdyby można było to uczynić, jeszcze dzisiaj najchętniej wyprowadziłaby nas z tego europejskiego towarzystwa. Czy to by jej się udało, to już inne zagadnienie, niemniej wyjście z Unii byłoby jej jak najbardziej na rękę!

Oczywiście, jak powtarzam od dawna, chciałbym, żeby pisowcy rządzili jak najdłużej, po to właśnie, żeby ich fanatyczni, niereformowalni wręcz wyborcy doświadczyli na własnej skórze skutków ich bezmyślnej w wielu kwestiach polityki. Gorzej tylko, że im dłużej oni u władzy, tym większe spustoszenie w kraju, a co za tym idzie trudniejsze usuwanie skutków ich działalności z przestrzeni publicznej w przyszłości.

Ale nie tylko w tym zakresie ich rządy odbijają się większości społeczeństwu gorzką czkawką i będą się jeszcze odbijać przez jakiś czas. Również dają nam one do wiwatu w kwestii katastrofy smoleńskiej!

Zdaję sobie doskonale sprawę, że to, co napiszę tutaj teraz, nie jest może do końca czyste moralnie, niemniej w kontekście tego, z czym mamy do czynienia w naszym kraju, czyli w świetle ciągnącego się od siedmiu lat smoleńskiego szaleństwa, jest jak najbardziej uczciwe, ze wszech miar pożądane i wytłumaczalne!

Otóż oprócz wspomnianych wyżej beneficjentów naszego wejścia do UE, posiadamy również inną grupę – w tym konkretnym przypadku przypominającą sępy, czy też hieny cmentarne – która „wyrywa” w ostatnim czasie wcale niemałe pieniądze z budżetu państwa. Ta grupa, to ludzie związani z katastrofą smoleńską, którzy na tragizmie tego lotu próbują ugrać finansowo dla siebie jak najwięcej. Tak jakby śmierć jednych była ważniejsza i boleśniejsza od śmierci drugich, z reguły tych bezimiennych, bo nieznanych szerszemu gronu obywateli; jakby ten konkretny wypadek różnił się od setek innych katastrof komunikacyjnych, a ci, którzy właśnie w niej zginęli, niejako mimowolnie „nadali” szczególne prawa swoim spadkobiercom do starania się o horrendalnie wysokie odszkodowania!

Nie twierdzę oczywiście, że nie należałoby takowych wypłacić rodzinom tych, którzy w tym tragicznym zdarzeniu zginęli – to pozostaje poza wszelką dyskusją (te zresztą zostały wypłacone!), ja mówię jedynie, że niektóre z tych rodzin – szczególnie te bogobojne, bardzo chętnie wypełniające sobie gęby frazesami o Bogu – próbują wyrwać z państwowej kiesy jak największy szmal! Czyli i z mojej kieszeni również, tak jakbym ja był w jakimś stopniu odpowiedzialny za ten lot i z tego tytułu miał uczestniczyć w narodowej ściepie.

A co, jeżeli nie mam ochoty dokładać się groszem do tej histerii i zaplanowanego w tym momencie cwaniactwa? Co, jeżeli takich ludzi jak ja są miliony? Dlaczego i w imię czego przymusza się nas do składania tej ofiary, poprzez narzuconą odgórnie decyzję o jej przyznaniu? Dlaczego śmierć innych ma być niejako nobilitowana i służyć żyjącym członkom niektórych rodzin do materialnego zabezpieczenia, podczas gdy wiadomo, że żadne pieniądze świata nie są w stanie niczego tutaj załatwić – ani nie ukoją bólu, ani też nie zniwelują utraty kogoś bliskiego? Dlaczego jeden wypadek staje ponad inne i próbuje się wokół niego budować narodową histerię, na dodatek wypadek spowodowany przez głupotę, krótkowzroczność, niekompetencję, niezdrową ambicję etc., etc.?

Takich i podobnych pytań z tym związanych można tutaj postawić wiele, tylko czy w ogóle jest ktoś w stanie uczciwie na nie odpowiedzieć, bez tego patetycznego bicia w bębenek z podręcznymi hasłami: Bóg, Honor, Ojczyzna?

08.08.2017 r.

09:02, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
sobota, 05 sierpnia 2017

Mądry polityk, to człowiek przewidujący – negatywne zjawiska, zagrożenia, proponujący ich rozwiązania. Niestety, takich ludzi, nie tylko u nas, ale w ogóle na świecie jest jak na lekarstwo. A jeśli nawet się znajdują, to są marginalizowani, bez szans przebicia się ze swoim przekazem do szerszych mas społecznych.

W wyniku ostatnich wyborów u nas do władzy doszli, niestety, patriotyczno-religijni Hunowie i Wandalowie. Ten patriotyzm zresztą, jak i religijność, są mocno naciągane – to raczej taki nadmuchany do granic wytrzymałości balon, z którego przy lada sprawdzianie ulatuje powietrze. Z jednej strony bowiem mamy do czynienia z wysokimi patriotycznymi tonami, z drugiej jednak wręcz razi granie na jak najniższych ludzkich instynktach. Ta męcząca dysharmonia, co oczywiste, uprzykrza życie, zarówno nam tu – na miejscu, za granicą natomiast ośmiesza i powoduje żenadę. Dzieje się tak nie tylko dlatego, o czym napisałem powyżej, ale również dlatego, że większość polityków – tego jestem pewien! – to takie cwane gapy na wzór zarówno naszego świątobliwego ministra, któremu wszystko się pomyliło i zamiast stać na czele ministerstwa obrony narodowej, stworzył ministerstwo narodowego rozbrojenia, jak i jego kolegi z rządu ministra środowiska, któremu ochrona tegoż pomieszała się z dewastacją natury w imię jak największych zysków.

Rzekłbym – zdarza się, nie wiedzą co czynią. Tyle że, niestety, powiedzieć tak nie można, ponieważ obaj panowie robią to w sposób niezwykle świadomy, z premedytacją, co świadczy o nich jeszcze gorzej i pozbawia ich jakichkolwiek praw do zajmowanych stanowisk. Dlatego trzeba mieć nadzieję, że wkrótce ten koszmar się skończy i wszystko wróci do normy – do obrzydliwej wręcz przewidywalności!

05.08.2017 r.

12:50, adelmelua
Link Komentarze (4) »
środa, 02 sierpnia 2017

Wojna, bez dwóch zdań, należy do najpotworniejszych rzeczy, jakie człowiek może wyrządzić drugiej istocie; jest wszechogarniającym pożarem wszystkiego: domu rodzinnego, miasta, państwa, jego kultury, a w końcu wszystkiego co żyje – to bezrozumny pożar ciała i duszy. Dlatego powinno się zrobić wszystko, co w naszej mocy, aby do takich tragedii jak wojna nigdy nie dochodziło.

Oczywiście, nie zawsze jesteśmy w stanie przeciwdziałać zbrojnej napaści jakiegoś państwa. W takiej sytuacji wojna się nieunikniona, a my stajemy niejako przed faktem dokonanym – musimy walczyć! Pytanie jednak, jakie się tutaj pojawia, brzmi: Jak i czym walczyć i czy w ogóle jest szansa na wygraną, czy jedynie na bohaterską śmierć? To pytanie jest o tyle ważne, jeżeli nie najważniejsze, że od razu ustawia naszą postawę we właściwym kontekście.

            Naturalnie, w każdej wojnie chodzi o zwycięstwo, ale nie tylko – przede wszystkim powinno chodzić o to, żeby uratować z niej jak najwięcej ludzi. Nie w tym bowiem rzecz, żeby – umierać za coś, przede wszystkim chodzi o to, żeby żyć dla czegoś, kogoś, po coś! Dlatego podejmowanie w niesprzyjających okolicznościach straceńczych decyzji o podjęciu jakiejkolwiek walki zbrojnej z wrogiem, jak to miało miejsce podczas powstania warszawskiego 73 lata temu, kiedy tak naprawdę nie było żadnych możliwości prowadzenia równorzędnej walki z wrogiem, to jedynie niepotrzebne generowanie dodatkowych ofiar i nieodpowiedzialne, wręcz zbrodnicze dolewanie oliwy do pożaru zniszczeń wojennych. To decyzje z gatunku zbrodniczych, bo wymierzone w swój naród, podjęte jedynie w wyniku niezdrowych jednostkowych aspiracji, a także w wyniku totalnego braku poszanowania czyjegoś życia.

Juliusz Machulski w ostatnim wywiadzie w GW powiedział na temat powstania: Zapamiętałem opinię jednego z uczestników powstania: Ono nie było błędem, błąd to coś, czego człowiek się wstydzi – ono było tragedią. Czyli po tylu latach, po zapoznaniu się z rachunkiem powstania, człowiek ten nadal uważał, że powstanie nie było błędem. Zgroza! Ja dodam od siebie jedynie tyle: to był jednak właśnie błąd, tragiczny błąd!

Niektórzy mówią, jak np. nieżyjący już dzisiaj Jan Nowak Jeziorański, że powstanie było błędem, ale musiało się dokonać, że to był niejako dziejowy przymus. Z takim poglądem również się nie zgadzam! Takie podejście bowiem świadczy o fatalizmie i jakiejś niewytłumaczalnej dziejowej konieczności, że cokolwiek byśmy nie zrobili, to i tak nie jesteśmy w stanie uniknąć przeznaczenia. Bzdura! Nie ma czegoś takiego jak historyczny los nie do uniknięcia. Bo to by znaczyło, że istnieje jedynie jakieś pieprzone przeznaczenie miejsca, a wszyscy, którzy znaleźli się w nim rozmyślnie czy też przez przypadek, wpadają w szpony przeznaczenia tego właśnie miejsca, czasu i jego okoliczności.

Czy to jest w jakiś sposób logiczne? Czy da się w ogóle  obronić w kontekście indywidualnego przeznaczenia? Dla mnie w żaden sposób. Dlatego nawet nie będę próbował tego robić. Jestem to winien tym wszystkim, którzy byli przeciwko temu szalonemu i nieprzygotowanemu zrywowi. Może i romantycznemu, na pewno jednak nie dającemu się w żaden racjonalny sposób wytłumaczyć i usprawiedliwić. Wręcz przeciwnie – wszystko to, co się podczas powstania warszawskiego wydarzyło, a także co stało się po nim, obwinia tych, którzy decyzję o jego rozpoczęciu podjęli.

02.08.2017 r.

09:03, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 31 lipca 2017

Co się odwlecze, to nie uciecze – mówi stare polskie przysłowie. W tym przypadku chodzi o politykę Prawa i Sprawiedliwości i związane z nią protesty. Bo mimo że osobnik pełniący obowiązki prezydenta, wetując dwie ustawy sądownicze uchronił w tym momencie rządzących przed rewoltą społeczną, to jednak jednocześnie nie rozwiązał w sposób definitywny problemu i to, co ma się stać, w zasadzie się wydarzy, tyle że z nieznacznym opóźnieniem – najpewniej na przełomie lata i jesieni. A że wrzesień i październik, jak przewiduję, będą ciepłe – co nie jest bez znaczenia – więc w zasadzie jestem spokojny o efekt społecznych działań w tym zakresie.

Nieraz już tutaj pisałem, że ja nawet bym chciał, żeby pisowscy nieudacznicy rządzili jak najdłużej. Po to  oczywiście, żeby wszyscy ci, którzy ich popierają, doświadczyli na własnej skórze tego przedsionka raju, jaki ci szaleńcy im obiecują. Odbyłoby się to oczywiście ze szkodą dla nas wszystkich, ale widocznie czasami trzeba się poparzyć, żeby więcej ręki do ognia czy wrzątku nie wkładać.

Ja wiem, ze poseł Kłamczyński kłamał, kłamie i kłamać będzie również w przyszłości po to tylko, żeby osiągnąć swój cel, którym jest rządzenie autorytarne. Prawda bowiem jest taka, że nikt się nie liczy dla tego człowieczaka w jego politycznej rozgrywce – nie tylko my, jego polityczni przeciwnicy, również wyborcy PiS-u są mało istotni, ważna jest przede wszystkim władza i jego chora wizja stworzenia nowej Polski i jej obywatela, i przejście do historii w glorii i chwale niejako czegoś na kształt „ojca założyciela narodu”, takiego polskiego Atatiurka, czy też lepiej – biblijnego Abrahama!

Dlatego wiem że, szczególnie przy wetach pana A. Dudy, najchętniej poszedłby on drogą Erdogana, czyli wprowadziłby nawet stan wyjątkowy,  żeby tylko swój cel osiągnąć. Na szczęście to nam nie grozi – bo i on nie dysponuje mimo wszystko odpowiednią siłą, charakterem i umiejętnościami, ani warunki ku temu odpowiednie (przynależność do UE i brak podstaw politycznych), ani my, jako naród, ulegli i czekający na taki właśnie ruch samozwańczego „założyciela nowej Polski”!

Co zatem pozostaje posłowi Kłamczyńskiemu do zrobienia w takiej sytuacji? Jak zwykle zawsze pozostaje mu pieprzenie trzy po trzy razy cztery, mniej więcej w taki oto sposób:

– Obiecujemy wam, że zrobimy porządek w tym kraju i dojdziemy do prawdy. Już jesteśmy blisko, bardzo blisko! Ale jeszcze nam trochę brakuje. Ale dojdziemy. Wystarczy jeszcze tylko dodać dwa szczebelki do tej drabinki, na której stoję i prawda nam sie ukaże w całej okazałości. Bo prawda jest po naszej stronie i zrobimy wszystko, żeby ujrzała światło dzienne. Nikt nas nie powstrzyma. Jeszcze trochę to musi potrwać, ale cel jest już blisko, właściwie na wyciągniecie dłoni. Wkrótce ogłosimy zwycięstwo. A wtedy nasi przeciwnicy przegrają ostatecznie. Zwycięstwo będzie nasze. Zwyciężymy!

Strach się bać, panie Kłamcyński. Ja się bajam – strasnie a strasnie, tak baldzo, ze moja mamunia mówi, ze nie wyrabia jus na pampersy la mnie. Latego jus nic nie powiem, bo ide smienić pieluche. Ajci – ajci…

31.07.2017 r.

08:43, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 27 lipca 2017

Zapewne nieraz już tak było w życiu każdego z nas, że działo się źle, ba – z naszej perspektywy dotykała nas wręcz jakaś tragedia, niczym istne trzęsienie ziemi, a po jakimś czasie, po uspokojeniu się owych życiowych destrukcyjnych żywiołów, wszystko dobrze się kończyło, niejako wracało do normy i okazywało się, że w zasadzie zmiany, jakie nas dotknęły, wyszły nam na dobre. Dlatego, myślę, śmiało można powiedzieć w takiej sytuacji, że – nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło.

To, o czym chcę dzisiaj napisać, dotyczy oczywiście posła Kłamczyńskiego i tego wszystkiego, co ten człowieczak wyczynia od prawie dwóch lat razem z resztą swoich pomagierów politycznych, a w zasadzie chodzi o to, czym to, co robi, będzie skutkowało w bliższej i dalszej przyszłości. I nie chodzi mi tylko o nas, czy o to, jaką czkawką odbije się to rządzącym dzisiaj naszym krajem – czy stracą władzę jeszcze w tym roku czy też dopiero po przewidzianych ustawowym terminem wyborach parlamentarnych, rzecz bardziej w tym, czym to będzie skutkowało również dla sekty smoleńskiej i mitologizacji postaci Lecha Kaczyńskiego. Bo to, iż obecna polityka Prawa i Sprawiedliwości, czy też bardziej Łgarstwa i Nienawiści będzie skutkowała negatywnymi rozwiązaniami w tym zakresie, tego jestem pewien, jak tego, że kolejne skarpetki mi się przetrą, a wtedy je wyrzucę.

Może gdyby poseł Kłamczyński miał inny charakter, bardziej ugodowy, koncyliacyjny, gdyby umiał pójść od czasu do czasu na ustępstwa i kompromisy, potrafił się dogadać ze swoimi przeciwnikami politycznymi, wówczas pozycja Lecha Kaczyńskiego w naszej historii, mimo że zafałszowana, byłaby trwalsza. Nie mówię że niezachwiana – w końcu czas robi swoje, wszystko uczciwie weryfikuje i ustawia we właściwym świetle i proporcjach, niemniej z całą pewnością byłaby ona mocniejsza. Dzisiaj, po tych wszystkich chamskich wręcz i uzurpatorskich działaniach posła Kłamczyńskiego, po totalnym nieliczeniu się z opozycją parlamentarną, ale również z większością narodu polskiego, bagatelizowaniu jego masowych protestów w całej Polsce, jedno stało się pewne: prezes PiS-u i jego gangsterzy polityczni za to zapłacą. I zapłata ta będzie niezwykle kosztowna!

W wyniku swojej zawziętości, małostkowości i nienawiści, chęci posiadania nieograniczonej władzy i stworzenia postaci „nowego” Polaka, to, co z takim mozołem budował razem ze swoimi pomagierami politycznymi od kwietnia 2010 roku, co powstawało długimi miesiącami dzięki fałszywej narracji opartej na kłamstwach, niedomówieniach i półprawdach, zostanie – już zostaje – przez niego samego zrujnowane, co oczywiście będzie równoznaczne z tym, że on sam, a także pomniki jego brata znikną z naszej przestrzeni publicznej i to wcześniej niż mógłby pomyśleć nawet w najczarniejszych snach ów rewolucjonista w bamboszach. Więcej – konsekwencją dzisiejszych wydarzeń musi się stać również brak pobłażania dla tych wszystkich, którzy łamali prawo i Konstytucję Rzeczypospolitej. Nieuchronne rozliczenie dzisiejszych „władców” Polski za ich sprzeniewierzenie się prawu, to nasz obywatelski obowiązek! Nie może być żadnego spuszczania kurtyny milczenia na dotychczasową destrukcję państwa przez Prawo i Sprawiedliwość.

I jeszcze jedna kwestia na koniec: poza tym wszystkim, o czym napisałem powyżej, należy jeszcze bezsprzecznie zrobić rzecz podstawową: przywrócić Wawelowi należny mu spokój, szacunek i powagę. Tak musi się stać nie tylko w myśl powiedzenia – każdemu według zasług, tak się stać musi przede wszystkim dlatego, iż wymaga tego racja stanu, dobro tego kraju, interes nas wszystkich i po prostu zwykłe poszanowanie historycznej prawdy.

27.07.2017 r.

11:08, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 25 lipca 2017

Tak się rzeczy miały, przynajmniej do wczoraj, że osobnik pełniący obowiązki prezydenta tego kraju, przebywał od początku swojej kadencji na uchodźstwie. I oto nagle, całkiem zresztą niespodziewanie okazało się, że właśnie wczoraj wrócił! Co prawda nie wiadomo na jak długo, niemniej jednak w chwili obecnej jest, o czym nas poinformował, wetując dwie z trzech ustaw – o SN i KRS, przedłożonych mu przez Prawo i Sprawiedliwość do niezwłocznego i właściwie formalnego(!) podpisu.

Oczywiście, doskonale zdaję sobie sprawę, że mógł przybyć na niezmiernie krótko, zaledwie mgnienie oka, ważne jednak, że się w końcu pojawił w bardzo ważnym momencie, bo strategicznym dla naszego ustroju, czym dał wyraźny sygnał, iż niewykluczone, że od tej chwili będzie częściej obecny w naszym życiu, albowiem zostanie do tego przymuszony w wyniku swojej obecnie krnąbrnej postawy.

Czy tak się stanie? Pożyjemy – zobaczymy. Dzisiaj mamy niejako przedsmak karnawału, świętujemy, cieszymy się. Ten medal jednak ma dwie strony: pierwszy to taki, że prokurator nie będzie miał – póki co – wpływu na Sąd Najwyższy (i świetnie!), który – tak na marginesie – zatwierdza ważność wyborów, drugi z kolei – to fakt uratowania Prawa i Sprawiedliwości przed coraz bardziej tężejącymi z dnia na dzień protestami społecznymi. Można powiedzieć, że tym ruchem pan Adrian zyskał dla nich czas, rozbrajając tym samym bombę pod nazwą „niezadowolenie społeczne protestujących” i pozbawił jednocześnie opozycję paliwa do dalszego nakręcania spirali protestów. Oczywiście, one nadal mogą trwać – w końcu to nie partie je organizują, niemniej dzięki temu manewrowi mogą one równie dobrze z wolna tracić na swojej intensywności i sile,  co, tak naprawdę, będzie zrozumiałe i logiczne.

Nie wiem, jak się potoczy nasza najbliższa polityczna przyszłość, niewykluczone, że w wyniku rozłamu w Prawie i Sprawiedliwości będziemy mieli jednak przedterminowe wybory, co, tak naprawdę, zaskoczeniem być nie powinno. Z dwóch przyczyn: pierwsza to taka, że w ugrupowaniu tym znajdują się zwolennicy p. A. Dudy – choćby J. Gowin i jego partia – więc gdyby doszło do jakiegoś mocniejszego konfliktu na linii Pałac Prezydencki kontra poseł Kłamczyński, wówczas wszystko jest możliwe. Druga natomiast jest niezmiernie prosta, wręcz prozaiczna – to logika działania PiS-u, który dzięki charakterowi swojego szefa takie rozwiązanie ma niejako zakodowane w swoim DNA.

P.S.

Jakiś czas temu napisałem sztukę o pośle Kłamczyńskim i Donku: Niezmiennie – aż po grób!, w której pokusiłem się o ukazanie obu polityków w bliższej i dalszej przyszłości. Czy bardzo się pomyliłem w swoich przewidywaniach? Cóż, owa przyszłość ustawicznie się realizuje, więc trudno wyrokować, jednak nie myślę, żebym jakoś szczególnie daleko odpłynął w swoich przewidywaniach. Gdyby ktoś był nią zainteresowany, odsyłam do niej tutaj:

 http://kiler.blox.pl/html/1310721,262146,169.html?2

25.07.2017 r.

15:25, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 23 lipca 2017

Gdyby politycy Prawa i Sprawiedliwości byli uczciwi wobec wszystkich Polaków, w tym także wobec swoich wyborców co zrozumiałe, powinni się nazywać Łgarstwo i Nienawiść! Wtedy wszyscy wiedzielibyśmy na czym stoimy jeszcze przed wyborami do parlamentu czy samorządów lokalnych, z kim mamy do czynienia i czego możemy się spodziewać. Takiego zresztą postawienia sprawy wymagałaby po prostu zwykła ludzka uczciwość i czystość intencji.

Niestety, ugrupowanie polityczne, które sięgnęło po władzę dwa lata temu, jasno i otwarcie tak sformatowanej linii politycznej nie wyartykułowało. A nie zrobili tego z jednego prostego powodu: gdyby poinformowali naród o tym wcześniej, nigdy żadnych wyborów by nie wygrali! I właśnie dlatego ich ugrupowanie powinno się nazywać Łgarstwo i Nienawiść, albowiem dopiero w trakcie sprawowania przez nich rządów przyszło nam poznać na własnej skórze ich zamiary. Zamiary fatalne, które właśnie tu i teraz stają się naszym koszmarem!

To, co ci kłamcy i polityczni gangsterzy robią z Polską, z nami, święcie przekonani iż mają patent na prawdę, a tym samym pozwolenie na bezpardonowe rządy, zwyczajnie woła o pomstę do nieba. To prawda – w wyniku splotu wielu niekorzystnych okoliczności pełnia władzy wpadła im w ręce jak ślepej kurze ziarno, tyle tylko, że przy okazji zapomnieli, iż wcale nie jest to władza niczym nieograniczona! Ogranicza ją bowiem zarówno Konstytucja RP, jak i zdecydowanie niewielka większość w sejmie.

Czy to ich w czymś hamuje? Skądże! Dla nich, jak się okazuje,  te ograniczenia, a dla nas bezpieczniki trwania naszej demokracji, nic nie znaczą. Kłamią w najlepsze i otumaniają swoich wyborców po to, żeby – jak to miało miejsce prawie dwa lata temu – najpierw legalnie sięgnąć po władzę, a następnie – tak jak ma to miejsce teraz – pójść drogą Orbana, Erdogana, Putina, czy Łukaszenki, czyli nałożyć kaganiec na – jak to ostatnio niezwykle poetycko określił w sejmie poseł Kłamczyński – zdradzieckie mordy, czyli nasze – Polek i Polaków nie zgadzających się z wizją jedynie słuszną i możliwą do zaakceptowania! Krótko mówiąc – zachowują się i robią wszystko tak, jakby posiedli władzę nieograniczoną i na długie lata (na wieki wieków?!), kłamliwie dowodząc, że jakoby suweren taką im ją właśnie nadał.

Przez jakiś czas łudziłem się, że znajdzie się po stronie rządzącej chociaż kilkunastu odpowiedzialnych posłów, którzy dostrzegą zagrożenia, jakie partia rządząca nam przygotowuje i na czas się opamiętają. Niestety, wyszło na to, że niezależnie myślących ludzi po tamtej stronie sceny politycznej ze świecą szukać. Wszyscy głosują jak zaprogramowane maszynki, ślepe na wszystkie zagrożenia z taką polityką związane. Tyle tylko, że nie dostrzegając zagrożeń związanych z wprowadzanymi przez siebie zmianami, tak naprawdę nie widzą również tego, co w przyszłości może spotkać ich samych. I spotka! – tego jestem pewien. Poseł Kłamczyński bowiem, gdy osiągnie już wszystko, co sobie zaplanował, to w myśl starej prawdy, iż każda rewolucja zjada własne dzieci, każe również pożre swoje.

Po kanaliach sejmowych – jak raczył nazwać opozycję poseł Kłamczyński – przyjdzie kolej na was, dzieci dzisiejszej rewolucji. Na pana, panie Jarosławie Gowin. I na pana, panie Zbiszku. I na jeszcze kilku waszych kolegów. I jeżeli nawet będziecie jeszcze jakoś wówczas trwać w polityce, to jedynie gdzieś tam na jej opłotkach, zmarginalizowani, niegroźni i zupełni już niepotrzebni swojemu politycznemu guru.

Czasami dzieje się tak, że aby zostawić po sobie coś trwałego, należy wcześniej paradoksalnie coś zniszczyć. Przykładów takiej sytuacji w historii ludzkości jest całe mnóstwo. Pan Kłamczyński i cała jego ferajna również po sobie coś bez wątpienia zostawi: demontaż państwa prawa i stworzenie smoleńskiej sekty. Zapiszą się w naszej historii jako element wsteczny, hamujący rozwój młodej polskiej demokracji, procesu coraz ściślejszej integracji z UE i w ogóle z całym cywilizowanym światem.

Powyższa wizja, to tzw. czarny scenariusz. Na szczęście Polacy to nie bezmyślne zwierzęta idące dobrowolnie na rzeź. Dlatego nie wierzę w jego realizację. A dowodzić tego mogą coraz większe i liczniejsze protesty nas, zwykłych obywateli, na ulicach naszych miast; protesty, które z czasem będą tężeć, poprzez włączenie się do nich choćby nauczycieli (strajki), młodych ludzi, czy kobiet, które mogą i mają prawo czuć się coraz bardziej zagrożone decyzjami ludzi prymitywnych w swoim podejściu do życia, nietolerancyjnych i pozbawionych podstawowych cech empatii.

23.07.2017 r.

08:39, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 130
więcej: www.kiler.blox.pl kontakt: czaplinski@tlen.pl