RSS
wtorek, 17 października 2017

Mijają kolejne dni protestu lekarzy rezydentów, padają zapowiedzi od przedstawicieli pokrewnych do nich zawodów o wsparciu i przyłączeniu się do nich, a rząd i książę udzielny K. Radziwiłł mają to w pięciu literach. Oczywiście, zarówno on, jak i cały obóz rządzący, mogą to mieć tam, gdzie słońce nie dochodzi, tyle tylko, że takie zachowanie może trwać jedynie do czasu – do czasu kolejnych, tym razem przyspieszonych wyborów. A wymusić je mogą protesty uliczne innych grup społeczno-zawodowych, które zostały przez rządzących zaatakowane, poniżone, wyszydzone.

Naturalnie rządzący, według sondaży, nie mają się czego obawiać – w końcu ich poparcie sięga prawie pięćdziesięciu procent! Rzecz jednak w tym, czy te dane są prawdziwe. Nie przeczę – mogą być, tym bardziej, gdy się weźmie pod uwagę inne sondaże, jak choćby ten o sporym poparciu dla osoby p.o. prezydenta, jak i osobniczki p.o. premierki. To, co może tutaj dziwić, a mnie, przyznam, dziwi, to fakt, że obie strony, mimo że trwają w widocznym konflikcie (Pałac Prezydencki kontra niektórzy ministrowie), nadal cieszą się dużym zaufaniem moich rodaków i rodaczek, co albo świadczy o przegięciu sondażowym, albo zwyczajnie mamy do czynienia z czymś na kształt totalnej narodowej schizofrenii: w końcu obie strony tego konfliktu nie mogą mieć jednocześnie racji!

Osobiście w takie czy podobne banialuki nie wierzę. Jeżeli wierzą ci, których one dotyczą, to nie widzę problemu, żeby empirycznie to sprawdzić i ogłosić wybory. I to jak najszybciej. Wtedy Prawo i Sprawiedliwość, jeżeli te dane okażą się jednak prawdziwe i będą miały pokrycie w praktyce, zdobędzie parlament i przeprowadzi takie zmiany, o jakich nam się nie śniło, a jakie tylko mroczne dusze tego ugrupowania zapragną. I zrobią to wówczas, co istotne, bez łamania prawa.

Zatem… Co, panie Jarek, niech się stanie, hm?

17.10.2017 r.

09:29, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 15 października 2017

Jak wiadomo – od wielu dni trwa protest lekarzy rezydentów, którzy domagają się, oprócz większych pieniędzy za swoją pracę i w ogóle szacunku dla tego, co robią, również, a może przede wszystkim, zwiększenia przez państwo nakładów finansowych na służbę zdrowia, czyli tak naprawdę chcą rozpoczęcia jej uzdrawiania, bo w im lepszym stanie będzie ona, tym my, pacjenci, będziemy mieli lepszą obsługę w przychodniach i szpitalach.

Dzisiaj jest tak, że rządzący, zarówno p.o. premierki B. Szydło, jak i zachowujący się niczym książę na włościach minister K. Radziwiłł, tak naprawdę gardzą protestującymi i poprzez fałszywą narrację starają się ich protest zdyskredytować w oczach opinii publicznej, a ich samych poniżyć. I nie chodzi tylko o wypowiedzi dwójki wyżej wymienionych, rzecz dotyczy również lekceważących słów R. Terleckiego w radiowej „Trójce”, czy „geniusza Tatr” posła Kłamczyńskiego, który zastanawia się głośno, czy przypadkiem ten protest nie jest sterowany z Zachodu na wyraźną prośbę opozycji politycznej w kraju. Czy jest się czemu dziwić? W zasadzie nie! Człowiek bowiem, który nie potrafi wytłumaczyć racjonalnie pewnych zjawisk pozostających poza jego rozumem – my przecież jesteśmy tacy dobrzy! – sięga po najbliższy i najprostszy argument w dyskusji, czyli spiskowe teorie, które tak naprawdę zawsze znajdą swoich odbiorców. Ludzi nieufnych, niechętnych obcym, szukających wszędzie  tylko nie w sobie winy za to, że jest źle, nigdy i nigdzie nie brakowało i nie brakuje.

To jednak, co mnie w kontekście protestu lekarzy szczególnie intryguje, to odwaga i determinacja tych młodych ludzi, których to przymiotów brakuje mi u opozycyjnych polityków – i nie tylko zresztą u nich. Ponieważ, gdy PiS zaczął od łamania demokratycznego porządku w państwie, gdy podważał naszą Konstytucję i rozwalał Trybunał Konstytucyjny, podporządkowywał sobie prokuraturę, policję  i wojsko, wtedy właśnie należało zrobić to, co robią dzisiaj ci młodzi lekarze. Należało nie tylko zablokować mównicę sejmową, jak to zrobili niektórzy opozycyjni posłowie w grudniu ubiegłego roku, przede wszystkim trzeba było rozpocząć strajk głodowy i tym zdeterminowanym argumentem wymusić na rządzących cofnięcie się z realizacji swoich szalonych planów. Jestem pewien, że dzięki takiej ich postawie bylibyśmy dzisiaj politycznie w innym miejscu, spokojniejsi o dzień jutrzejszy i los naszej, jak się okazało, niestety, kruchej demokracji.

Niech to szlag!

15.10.2017 r.

16:55, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 12 października 2017

Ponad miesiąc temu zmarł Janusz Głowacki, pisarz, dramaturg, scenarzysta filmowy. Ci, którzy go znali, mówili o nim, że świetny człowiek i nieodżałowany kumpel. Niestety, jego śmierć przy całej swojej stracie dla rodziny i przyjaciół, co oczywiste, to również ogromna strata dla kultury polskiej. Strata tym większa, że nie do zastąpienia. Już nikt bowiem nie smagnie tak jak on swoją ironią rządzących, nie wychwyci absurdów naszej rzeczywistości, naszych przywar, głupoty, kompleksów i nie przedstawi ich w krzywym zwierciadle swojej twórczości.

Całkiem niedawno, już po śmierci wyżej rzeczonego, doszło do rozmowy Pawła Smoleńskiego z Wiktorem Jerofiejewem, który wypowiedział, właśnie na temat naszego nieżyjącego pisarza, następujące słowa:

„Głowacki w swojej twórczości dawał człowiekowi szansę. Każdemu, w każdej sytuacji, niech to będzie ten polski bezdomny, rosyjski zapity Żyd i Portorykanka w Antygonie w Nowym Jorku. To też jest w poprzek polskiej literatury, która woli opisywać  porażkę, a nie szansę i sukces. Jesteście w tym świetni, to wasza siła, mówicie, ze tak właśnie pracuje wasza pamięć. Niech będzie, ale trzeba wiedzieć, że tak pojmowana pamięć, skupiona na krzywdzie i martyrologii, nawet prawdziwej, chętnie zamienia się w nacjonalizm, także w państwowym wydaniu, jedną z najpaskudniejszych chorób naszych czasów. Gówno polskiego nacjonalizmu przynosi o wiele gorsze skutki niż gówno nacjonalizmu rosyjskiego, którego szczerze nie znoszę. Dlatego że nacjonalizm i naprężone muskułki wypychają was z waszego naturalnego miejsca, czyli z Europy, do której przynależycie, przynajmniej większość z was".

Oczywiście nie sposób się z W. Jerofiejewem nie zgodzić. Uprawiając od dwóch lat w taki sposób  politykę międzynarodową, w jaki robi to Prawo i Sprawiedliwość, z cała pewnością sami na własną prośbę wykluczamy siebie z rodziny europejskiej i wyrzucamy poza nawias cywilizacji zachodniej. I to nie podlega dyskusji. Nie zgadzam się już jednak z tym, że nasz nacjonalizm jest gorszy od rosyjskiego. A to właśnie, paradoksalnie, z wyżej wymienionego powodu: o ile bowiem my sami sobie szkodzimy poprzez własną głupotę, krótkowzroczność i wywijanie bezsensownie szabelką w obronie jakoby zagrożonej polskości, niezależności i cholera wie czego jeszcze, nie krzywdząc zresztą przy tym nikogo na zewnątrz, o tyle rosyjski nacjonalizm jest groźny dla innych narodów, ponieważ wynika z wielkomocarstwowego myślenia, chęci podporządkowania sobie innych i chorobliwego wręcz pragnienia przewodzenia wszystkim mniejszym od siebie. W zgodzie zresztą z myślą tych, którzy w drugiej połowie XIX wieku domagali się, aby w wewnętrznej polityce Rosji obowiązywał nacjonalizm rosyjski, na zewnątrz zaś realizowana była idea panslawizmu, czyli przewodzenia wszystkim krajom słowiańskim, w kontrze do całej reszty zachodniej Europy.

Dlatego właśnie nie mogę się zgodzić z W. Jerofiejewem, co do ważkości nacjonalizmu rosyjskiego i polskiego. O ile bowiem my przypominamy otoczonego przez wrogów skorpiona, który nie widząc szans na wygraną sam siebie unicestwia, o tyle Rosjanie poprzez swój nacjonalizm pragną unicestwić innych wokół siebie, a najlepiej jeszcze dalej. Jak najdalej!

12.10.2017 r.

12:32, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 08 października 2017

Nagrodę literacką NIKE przyznano w tym roku książce reportażowej Cezarego Łazarkiewicza zatytułowanej Żeby nie było śladów. Sprawa Grzegorza Przemyka. Hanna Krall, ikona polskiej szkoły reportażu powiedziała o tamtym wydarzeniu sprzed ponad trzydziestu lat: Sprawa była oczywista – wszedł do komisariatu zdrowy chłopiec, a wyszedł śmiertelnie pobity. Wiadomo, gdzie go pobili, kto bił. I tylko sąd zdawał się tego nie wiedzieć. Byłam reporterką od trzydziestu lat, naiwna nie byłam, a jednak dziwiłam się. Można aż tak kłamać? Było w tym coś bezwstydnego.

Przyznam, że dla mnie to ani nic dziwnego, ani niespotykanego. Po ponad trzydziestu latach od tamtych wydarzeń, po prawie trzydziestu od pożegnania najlepszego z ustrojów, mamy możność odbycia podróży w czasie i przeżycia tego samego, tylko w trochę zmienionej formie, bo i czasy się zmieniły. Mentalność rządzących pozostała jednak jak najbardziej taka sama! Dowodem czego może być choćby niedawna śmierć Igora Stachowiaka na komendzie policji.

Niestety, dzisiejsi władcy Polski, podobnie jak ich „wielcy” protoplaści, również działają w niezwykle perfidny sposób – kłamią w żywe oczy, zakłamują teraźniejszość i historię na każdym kroku, uprawiają obrzydliwą propagandę w należących do państwa środkach masowego przekazu i również zapowiadają swoje rządy na długie lata!

To, że poseł Kłamczyński jest chory i z tej przypadłości wynika taka a nie inna wizja Polski, to jeszcze jestem w stanie zrozumieć, ale że inni zgromadzeni wokół niego ludzie zarazili się podobną chorobą, to już przechodzi moje wszelkie wyobrażenia na temat skutków jakiejkolwiek epidemii, a także sprzedajności i dyspozycyjności ludzi.

Dlaczego jest tak jak jest? To proste: myślę, że problem tkwi w ich mentalności: oni najzwyczajniej w świecie nie lubią inteligentnych, świadomych swojego miejsca na ziemi ludzi, ponieważ nie wiedzieć czemu czują się w jakiejś mierze przez nich zagrożeni; postępują tak, jakby nienawiść ich napędzała do zwiększonego wysiłku w łamaniu prawa i zaprzeczaniu rzeczywistości; nie trawią tych wszystkich, którzy inaczej patrzą na świat, na życie. Dlatego nieprzypadkowo stałym, żelaznym elektoratem Prawa i Sprawiedliwości w swojej masie są ludzie słabo wykształceni, o niezbyt skomplikowanym światopoglądzie, najlepiej z tradycyjnym systemem wartości, mieszczącym się w haśle: Bóg – Honor – Ojczyzna, gdzie na końcu tego triumwiratu znajduje się zawsze jeszcze jedna osóbka – Maria. Ale nie byle jaka Marysia, a ta – zawsze dziewica!

Ament.

08.10.2017 r.

16:59, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 05 października 2017

Jerzy Ficowski zapytany kiedyś, czy jest Żydem, czy Cyganem, odparł: Kiedy biją Cyganów, jestem Cyganem, kiedy biją Żydów – Żydem. Od siebie dodam może tylko tyle, że taka postawa jest jak najbardziej zrozumiała, ponieważ tego wymaga od nas tak naprawdę nasze człowieczeństwo.

Wczoraj, jak zwykle, poparłem protest kobiet i wpisałem się na listę przeciwko zaostrzeniu prawa aborcyjnego. Zrobiłem to dlatego właśnie, że dzisiaj jestem kobietą! Oczywiście mentalnie nią jestem, fizycznie bowiem nadal pozostaję mężczyzną. Tylko podobnie jak ów wyżej cytowany poeta, ja również czuję solidarność z tymi, których próbuje się wykorzystać i za których chce się decydować w ich żywotnie ważnych sprawach egzystencjalnych. W tym wypadku chce się to robić za kobiety, narzucając im odgórnie takie restrykcje, jakie nigdy nie będą udziałem mężczyzn! Co, według mnie, jest czystą hipokryzją, która nie tylko że nie ma nic wspólnego z empatią, ale w ogóle jest jak najdalsza od jakiejkolwiek sprawiedliwości społecznej.

To, że będąc mężczyzną mam w życiu łatwiej, nie ulega dla mnie żadnej wątpliwości; to, że będąc mężczyzną wiem, jak były i są traktowane kobiety, również nie podlega dyskusji; to, że to właśnie mężczyźni od wieków wprowadzają szereg nakazów i zakazów, które są kajdanami u rąk i nóg kobiet, to też niepodważalny pewnik; jak również jest nim i to, iż przez przypadek urodziłem się mężczyzną a nie kobietą. Tak właśnie, przez przypadek! Bo przecież równie dobrze mogłem przyjść na świat jako kobieta – podobnie zresztą jak i ci dzisiejsi zakłamani strażnicy moralności mogliby nimi być! – a wówczas dzisiejsze spory i problemy byłyby niejako z urzędu, czyli z urodzenia, moimi – i ich również.

Dzisiaj jestem z kobietami solidarny, ponieważ jestem człowiekiem odpowiedzialnym i myślącym, a także zwykła przyzwoitość nakazuje mi taką właśnie postawę, tym bardziej, że wcale nie jestem i nie czuję się, dzięki temu że jestem mężczyzną, lepszy od nich i dlatego powinien decydować o ich życiu. Poza tym nie chcę żyć w świecie tworzonym tylko i wyłącznie przez zacofanych i zakompleksionych facetów, na dodatek z przetrąconym kręgosłupem światopoglądowym; nie chcę żyć w kraju, w którym politykę wyznaczają nie tylko polityczni tetrycy, ale również osobnicy w sutannach, którzy akurat w kwestii współżycia damsko-męskiego i wynikających stąd problemów, mają najmniej do powiedzenia, a przynajmniej w tym momencie historycznym, kiedy wymaga się od nich wstrzemięźliwości seksualnej i nie wchodzenia w takie właśnie relacje, powinni mieć jak najmniej do powiedzenia! I na koniec również dlatego, że nie chcę żyć w kraju, w którym pozycja klęczna staje się normą i wymogiem, jak to już się stało w przypadku wielu polityków. Bo to i niezdrowe, i cholernie niewygodne, ale też parszywie rokujące na przyszłość.

Ament.

05.10.2017 r.

11:55, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 01 października 2017

Mówi się, że ten pan, który pełni obowiązki prezydenta tego kraju, to Adrian. Więc ten pan Adrian, jak ostatnio zauważam, stara się odciąć pępowinę, jaka go łączy z posłem Kłamczyńskim, i tym samym uzyskać pewien zakres niezależności. Czy mu się to uda? Nie jest to istotne, przynajmniej dla mnie, ważne jest to, co ten pan zrobił nieco ponad dwa miesiące temu, zapewne niezamierzenie, mianowicie – swoim ruchem polegającym na zawetowaniu dwóch z trzech ustaw o sądach, uratował Prawo i Sprawiedliwość przed dużą falą protestów społecznych. Oczywiście, nie zrobił tego w trosce o tę partię, myślał przede wszystkim o sobie i poszerzeniu zakresu swoich uprawnień!

Do tej pory było tak, że człowiek ten podpisywał wszystko to, co podsunęli mu posłańcy (bo przecież nie posłowie) pana Kłamczyńskiego pod nos; dzisiaj zmieniło się tyle, że pan Adrian zrozumiał, iż „miszcz” z Nowogrodzkiej nie będzie żył wiecznie i sam musi jak najszybciej zadbać o swoje prezydenckie podwórko i jak największy zakres władzy dla siebie. Szczególnie w odniesieniu do dwóch bezwzględnych w swoich planach ministrów: Z. Ziobry i A. Macierewicza, czemu zresztą trudno się tak naprawdę dziwić, znając dotychczasową działalność obu straceńców.

Dzisiaj jest tak, póki co, że tę silną pozycję może sobie jeszcze wywalczyć, jutro jednak, jako że życie polityczne toczy się niezmiernie szybko, z całą pewnością będzie już za późno. Stąd, tak naprawdę, wzięły się jego weta, a nie w trosce o konstytucyjność pisowskich ustaw!

Nie wiem, jak dalej będą przebiegały rządy Prawa i Sprawiedliwości, wariantów jest kilka. Pierwszy – PiS trwa do wyborów przy coraz większych protestach społecznych, które następnie przegrywa i oddaje władzę; drugi – przegrywa wybory i władzy nie chce oddać; trzeci – z różnych powodów odracza datę wyborów na bliżej nieokreślony czas. Jeżeli żaden z ww. wariantów nie zostanie zrealizowany, wówczas czeka nas wariant czwarty – ulica i odebranie władzy siłą. Nie muszę chyba mówić, że jest to wariant najgorszy, ale, niestety, przy pisowskiej mentalności bardzo możliwy do zrealizowania.

Mam nadzieję, że moi rodacy, czy bardziej rodaczki, nie zawiodą. Bo nie kto inny, jak właśnie kobiety – jestem tego pewien! – obalą ten wszeteczny rząd. Wyjdą na ulice po raz kolejny i dokonają przewrotu. A do niezadowolonych kobiet, tak myślę, dołączą zwolnieni w wyniku pseudoreformy nauczyciele; może również przebudzą się w końcu młodzi i ruszą w obronie tego, co interesuje ich chyba najbardziej: Internetu!; dalej KOD-owcy, czyli my – ogół społeczeństwa, od prawa do lewa, poprzez długowłosych i łysych, starych i młodych, grubych i chudych, wysokich i niskich, itd., itp. I potem… potem wszystkich tych zaprzańców demolujących porządek prawny i zasady demokracji postawimy przed sądem oraz Trybunałem Stanu. Należy to zrobić w imię zarówno sprawiedliwości, jak i zwykłej ludzkiej przyzwoitości. Aby nigdy nikomu w przyszłości nie przyszło do głowy naśladowanie dzisiejszych szaleńców!

01.10.2017 r.

09:39, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
sobota, 23 września 2017

Oczywiście nie ma pewności, że gdyby Platforma Obywatelska nie dokonała tego, co zrobiła w sprawie Trybunału Konstytucyjnego, Prawo i Sprawiedliwość nie znalazłoby innego pretekstu, żeby ów Trybunał sparaliżować. Jakkolwiek by jednak było jedno pozostaje dla mnie pewne: szaleńcy od szefa z Nowogrodzkiej mieliby medialnie znacznie trudniej w tłumaczeniu swoich autorytarnych rozwiązań!

Wielu dzisiaj mówi, że obecna Konstytucja nadaje się do zmiany. I jest to prawdą, tyle że do zmiany jedynie w pewnych fragmentach. Nie jest bowiem tak, że mamy do czynienia z aktem prawnym z gruntu złym i nie przystającym do rzeczywistości – w końcu liczy ona sobie dopiero dwadzieścia lat! – jeżeli mamy w niej coś zmieniać, to przede wszystkim to, co nie zdało egzaminu z zasad obrony demokracji. Powinniśmy zatem umieścić w niej takie bezpieczniki, które w żaden sposób nie dadzą się ruszyć jakiejkolwiek władzy, chyba że jedynie poprzez przewrót, zbrojny czy społeczny, lub wyrażenie zgody na zmiany w niej przez bardzo wiele czynników, od prezydenta i sejmu poczynając, poprzez TK podążając, a na pewnych organizacjach pozarządowych kończąc. Myślę, że takie rozwiązanie chroniłoby nas o wiele skuteczniej w przyszłości przed podobnymi wydarzeniami, z jakimi mamy do czynienia w ostatnim czasie.

Są tacy, którzy twierdzą, że to, jak jest dzisiaj w kraju, to efekt wieloletniej wojny, którą prowadzą dwa ugrupowania – PO i PiS. Wszystko to bzdura! Rzecz jest dużo bardziej poważniejsza niż jakaś walka pomiędzy dwoma ugrupowaniami, w której tak naprawdę karty i tak rozdają rządzący, tutaj chodzi o naszą przyszłość – przyszłość Polski: czy pozostaniemy państwem demokratycznym, czy może jednak skręcimy w stronę wschodnich satrapii.

Niestety, wszystko wskazuje na to, że poseł Kłamczyński i jego pomagierzy usilnie pragną podążyć drugą ścieżką. Z jednej bowiem strony mamy do czynienia z Polską społeczną, tą otwartą, uśmiechniętą, przyjazną – i jestem tego pewien, że jest to Polska większości Polek i Polaków; z drugiej jednak, tej rządowej, stykamy się ze strukturą państwa zamkniętego, ksenofobicznego, nacjonalistycznego, pełnego uprzedzeń, z archaicznym myśleniem o współczesnym świecie, naznaczonym niechęcią do wszystkiego co obce, nieznane; państwa powiązanego z dążeniem do autorytaryzmu, a w najlepszym przypadku do demokracji mocno sterowanej z bezprawną kontrolą obywateli włącznie!

Takie podejście dzisiaj, co zrozumiałe, jest obce całemu cywilizowanemu światu i nie do przyjęcia w najmniejszym choćby zakresie, zarówno przez demokratyczny świat, jak i przez nas, chcących żyć w normalnym, europejskim państwie XXI-ego  wieku.

Dlatego wniosek, jaki mi się z tego wykluwa, może być tylko jeden: pod żadnym pozorem nie należy się układać z PiS-em! Prawda bowiem jest taka, że z konstytucją się nie dyskutuje, nie można w jej kontekście osiągać jakichkolwiek kompromisów na dodatek z kimś tak niewiarygodnym jak Prawo Sprawiedliwość – partią notorycznych kłamców, blagierów i politycznych hochsztaplerów.

Zastanawia mnie tutaj tylko jedno: mistrz Gebetto wystrugał jednego Pinokia, któremu nosa przyrastało w miarę używania przez niego kłamstw, w przypadku posła Kłamczyńskiego, który wystrugał rzesze swoich Pinokiów partyjnych, mimo że ci ostatni kłamią jak najęci, to nosy mają niezmiennie takie same.

Zatem, w czym tkwi tajemnica? Myślę, że kluczowa jest tutaj osoba strugającego: ten musi być do bólu prawdomówny!

Prawda że proste?

23.09.2017 r.

19:36, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
środa, 20 września 2017

Prawda. Czym ona jest? Odpowiedź wydaje się w zasadzie prosta: to obiektywny, zgodny z rzeczywistym stanem opis wydarzenia czy też wydarzeń, jakie dzieją się zarówno z naszym lub też bez naszego udziału. Krótko mówiąc chodzi o niezakłamaną rejestrację otaczającego nas świata.

Czy my żyjemy, szczególnie w ostatnim czasie, w takim świecie, tzn. w obiektywnie opisywanym nam przez państwowe media?

Nie! Ponieważ rządzący, uważając siebie za nieomylnych i posiadających tym samym patent i monopol na prawdę, starają się wszystkim Polkom i Polakom wcisnąć do głów własną wersję prawdy jako powszechnie obowiązującą.

Tych prawd lansowanych przez obóz rządzący jest naturalnie wiele. Jedną z nich jest np. ta, że prawdziwymi Polakami są ci wszyscy, którzy są wyznawcami – bo przecież nie zwolennikami – posła Kłamczyńskiego, podczas gdy cała reszta, krytycznie do niego nastawiona, do tego narodu nie przynależy, więc tym samym nie można ich uznać za tzw. prawdziwych Polaków!

Inną prawdą jest prawda o sądach, tzn. że pozostają one nadal postkomunistyczne, czyli ich rodowód pochodzi z tzw. układu! To nic, że zdecydowana większość dzisiejszych sędziów ze względu na wiek, to ludzie w ogóle nie związani z PRL-em, dla polityków Prawa i Sprawiedliwości akurat taki argument nie jest istotny, liczy się bowiem przede wszystkim efekt propagandowy tego zagadnienia, a ten jest mocny, bo przecież większość społeczeństwa – łącznie zresztą ze mną – nie jest zadowolona z pracy sądów!

Albo przykład jeszcze jednej prawdy – tej smoleńskiej! Ta jest rzecz jasna szczególna, bo niezwykle bolesna, a przy tym odsłaniająca niezwykle brutalnie naszą bylejakość działania w strukturach państwa, co, jak wiemy, skończyło się śmiercią dziewięćdziesięciu sześciu osób w pamiętnym locie do Katynia. W tym przypadku obowiązuje naturalnie prawda podstawowa i jedyna, ta pisowska! To nic, że nie mająca nic wspólnego, albo bardzo niewiele, ze stanem faktycznym, czyli z prawdą obiektywną, w końcu liczy się przede wszystkim interes polityczny, a ten jest jasno określony przez tę szkodliwą ze wszech miar dla Polski partię: wszyscy są winni tej tragedii tylko nie Prawo i Sprawiedliwość i  jej pokraczny przywódca!

Tych i podobnych prawd jest naturalnie znacznie więcej i jedno, co pewne, to że będzie ich z czasem przybywać, oczywiście w miarę sprawowania rządów przez Prawo i Sprawiedliwość.

Naturalnie, w wyniku nieszczęśliwego splotu okoliczności wybory parlamentarne wygrało Prawo i Sprawiedliwość. Splot okoliczności jednak to jedna strona medalu, druga – to kto do takiego niekorzystnego splotu doprowadził.

Odpowiedź jest niezwykle prosta: winna jest koalicja PO-PSL, z tą jedynie różnicą, że to właśnie Platforma grała pierwsze skrzypce w rządzie, więc to ona ponosi większą odpowiedzialność za zaistniałą sytuację. Niestety, posiadając ogromny kredyt zaufania, jakim ta partia cieszyła się przez lata, potrafiła jednocześnie koncertowo go zmarnować! I nie chodzi nawet o butę, z jaką się obnosiła, mówiąc ustami D. Tuska, że nie ma z kim przegrać, rzecz w tym, że pozostając ślepa na wszystkie bolączki zwykłego obywatela, przestała się z nim i jego potrzebami zupełnie liczyć!

Mało jej było utrzymania słabego wynagrodzenia najniżej zarabiających; mało jej było byle jakiego prawa pracy, dzięki czemu przez długie lata niemiłosiernie wykorzystywano pracowników, to na dodatek jeszcze lekceważyła rodziców i posłała sześciolatków do szkół, a wszystkim obywatelom podniosła wiek emerytalny bez konsultacji społecznych, niszcząc przy tym dwa i pół miliona podpisów zebranych przez Związek Zawodowy Solidarność. Więcej – gdyby tego było mało, to ta typowo kanapowa partia permanentnie zwlekała z ustawą reprywatyzacyjną (nadal jej brak), co skutkowało dramatem wielu lokatorów, którzy zostali pozostawieni sami sobie w starciu z cwaniakami przejmującymi bezprawnie kolejne budynki w wielu miastach; ponadto zwlekała z ustawą antyprzemocową i równościową, czy wreszcie poprzez brak decyzyjności, przyzwalała na działalność parabanków, które przez długie lata robiły, co chciały, i to bezkarne na polskim rynku.

Krótko mówiąc: jeżeli nawet Prawo i Sprawiedliwość dysponowało jakąś bronią, to Platforma Obywatelska zrobiła wszystko, żeby tę partie wyposażyć w odpowiednią ilość amunicji do niej. Dlatego nie ulega dla mnie żadnej wątpliwości, że nie kto inny, jak właśnie to ugrupowanie powinno za to zapłacić najwięcej!

Niestety, nasz świat jest tak skonstruowany, że to nie partia płaci najwyższą cenę za pisowskie bagno, w jakim przyszło nam dzisiaj żyć, lecz my – zwykli obywatele płacimy za nich. Dlatego jedyną rzeczą, jaką jestem w stanie zrobić, aby im się zrewanżować za ową platformianą bylejakość, jest moment wyborów zarówno samorządowych, jak i parlamentarnych i pokazanie w tych dniach ogromnego: fuck yourself!

20.09.2017 r.

06:14, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 17 września 2017

Dzisiaj są Twoje urodziny. Niestety, na obczyźnie, więc nie mogę złożyć Ci życzeń face to face. Nic to jednak, bo, jak wiesz, życzę Ci niezmiennie tylko wszystkiego co dobre: żebyś nie popełniała błędów, żeby otaczali Cię przychylnie nastawieni do Ciebie ludzie, w ogóle żebyś była szczęśliwa i zawsze uśmiechnięta, bo uśmiech, to obietnica słonecznego dnia.

Co do błędów, to może przytoczę ostatnie zdanie z książki Ch. Dubrowa Niewierność: Podejmujemy w życiu mnóstwo słusznych decyzji, jednak to te błędne pozostają bez przebaczenia. Ja oczywiście życzę Ci, żebyś zawsze podejmowała tylko słuszne decyzje.

Na koniec krótka scenka, taka trochę dla śmichu.

Pomieszczenie oświetlone jedynie dwiema świecami, które stoją na stole, na którym znajduje się również półmisek z sałatką, butelka wina, dwa kieliszki, dwa talerze i sztućce przy nich.

Ona: Co to jest?

On: Stół.

Ona: To widzę. Pytam o to, co na stole.

On: Wino, kieliszki, sałatka warzywna…

Ona: Masz mnie za głupią?

On: Nie lubisz…

Ona: Przestań! Pytam o talerze i sztućce.

On: Co znowu?

Ona: Jednorazowe. Powiedz że żartujesz.

On: Wygodne. Nie trzeba ich myć.

Ona: Nie wierzę – mówi kręcąc głową. – To przez skąpstwo? Powiedz – zrozumiem.

On: Skąpstwo? Cóż ci znowu przychodzi do tej pięknej główki. To jedynie cholernie praktyczne.

Ona: Zapraszasz mnie na kolację, przy świecach. Wszystko wydaje się wyjątkowe, romantyczne, myślałam nawet przez monet głupia, że mi się oświadczysz, a ty nagle wyjeżdżasz tutaj z tą nieszczęsną jednorazową zastawą. Pogięło cię?

On: Myślałem, że to drobiazg, że tak ogólnie to ci się spodoba.

Ona: A niby co ma mi się w tym podobać?

On: No, choćby klimat tego naszego wieczoru…

Ona: Oszalałeś?

On: (ze śmiechem) Jeżeli nawet, to jedynie przez ciebie. Przez miłość do ciebie zwariowałem!

Ona: Nie wierzę, po prostu nie wierzę.

On: Zaraz wracam – mówi i wychodzi do kuchni.

Ona: Słucham?

On: Zaraz wracam.

Po chwili jest już z powrotem. W jednej ręce trzyma dwa wiekowe porcelanowe talerze, w drugiej, na półmisku, spoczywa dobrze przyrumieniony indyk. Bardzo szybko przyniesione rzeczy zajmują miejsce plastików. Po nałożeniu po kawałku mięsa na talerze, nalewa wino do kieliszków. Siada. Ona robi to chwilę wcześniej.

On: Za nas!

Ona: Za naszą miłość!

On: Ach, jeszcze jedna rzecz, którą przecież przygotowałem – muzyka! – Sięga po pilota, który leży na brzegu stołu, naciska przycisk „play”. – Smacznego, kochanie – mówi, a w następnej chwili rozbrzmiewają pierwsze takty utworu:

Ona: Tandeciarz! – Śmieje się, a jej śmiech jest perlisty, niczym dzwoneczki u sań.

Odwzajemnia jej uśmiech, po czym nie zwlekając już ani chwili dłużej, zaczynają pałaszować. Pomieszczenie wypełnia się kwintesencją życia: jest i muzyka, i śpiew, i wino. A na dodatek wszystko podprawione miłosną atmosferą.

17.09.2017 r.

08:45, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
piątek, 15 września 2017

Niejednokrotnie już rządzący dzisiaj Polską dali przykład, że żyją w innej rzeczywistości niż większość moich rodaczek i rodaków. Powiedziałbym, że jest to rzeczywistość wirtualna, tak niekompatybilna pozostaje ona ze stanem faktycznym. Bierze się to oczywiście z ustawicznego powtarzania przez nich kłamstw, które produkują zarówno na własne, partyjne potrzeby, jak i w celu zyskania jak największego grona sprzymierzeńców dla swojego szaleństwa. W końcu nie od dzisiaj wiadomo, że kłamstwo powtórzone tysiąc razy staje się prawdą. Przynajmniej na jakiś czas, do zweryfikowania jej przez źródła i właśnie ów czas.

Napisałem tutaj rok temu, dokładnie 20.09.2016 r., że tetrycy rządzą naszym światem i że sobie tego nie życzę. Chyba że po uprzednim lekarskim przebadaniu stanu umysłowego człowieka, który chce mieć realny wpływ na moje (nasze) życie. Niestety, od tamtego czasu nic się na lepsze nie zmieniło, wręcz przeciwnie – jest jeszcze bardziej do dupy, bo szaleństwo tetryków u władzy wzmaga się!

Mógłbym oczywiście machnąć na to ręką i powiedzieć sobie: Spokojnie, niewiele czasu im zostało, niech się chłopaki i dziewczyny na koniec trochę pobawią w swojej piaskownicy, potem zabierze im się grabki, łopatki, wiadereczka i pogoni tę całą bandę, gdzie pieprz rośnie! Problem w tym jednak, że tego czasu tak naprawdę za dużo nie ma, my go nie mamy! Dlatego należy zrobić wszystko, aby odsunąć ich od decyzyjności i wpływu na losy państwa już, natychmiast! Naturalnie w demokratyczny sposób. A potem, potem musimy bezapelacyjnie zrobić jeszcze jedną rzecz: powinniśmy postawić wszystkich tych, którzy łamali prawo, zakłamywali rzeczywistość, którzy nałogowo wręcz łgali, przed sądem. Tego wymaga zwykła przyzwoitość i sprawiedliwość.

Bujanie w obłokach jest fajne, tyle tylko, że na własny rachunek. Mnie nikt pieszczotliwie nie głaszcze po główce, gdy podejmuję złe decyzje. Odpowiadam za nie! Dlatego ci, którzy państwo prawa mają w pięciu literach – a są ich niestety całe zastępy – ostentacyjnie łamiąc prawo, muszą stanąć przed sądem i Trybunałem Stanu. To jest niezbędne, żeby przywrócić ich do rzeczywistości. Tej wspólnej, prawdziwej!

15.09.2017 r.

09:50, adelmelua
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 132
więcej: www.kiler.blox.pl kontakt: czaplinski@tlen.pl