Blog > Komentarze do wpisu

Akt wiary, a religie

Ludzie od niepamiętnych czasów zawsze potrzebowali wiary. Po to, by lżej było trwać. Piszę „wiary” – nie religii, albowiem są to dwa diametralnie różne znaczenia. O ile bowiem wiara jest czymś naturalnym, wewnętrznie związanym z człowieczeństwem, z naszym bytem, o tyle religia – każda religia jest jedynie zinstytucjonalizowaniem tej wiary, takim jednak zinstytucjonalizowaniem, które nie wychodzi człowiekowi na dobre.

            Naturalnie, nie wszyscy przynależą do jakiejś religii, niektórym wystarcza właśnie jedynie – i aż! – sam akt wiary. Niemniej – i jestem tego pewien! – wszyscy w coś wierzą. Albowiem nawet niewiara jest również, paradoksalnie, pewnego rodzaju wiarą. To jednak, co w niniejszym kontekście mnie zastanawia, to: skąd się wiara bierze, co jest jej przyczyną i dlaczego w ogóle jest?!

Wiara, co zrozumiałe, potrzebna jest nam w różnych aspektach życia – w biciu sportowego rekordu, pokonywaniu własnych słabości, przy egzaminach, przed jakimś poważnym zabiegiem medycznym, krótko mówiąc można tym samym przyjąć – tak jak już wspomniałem wyżej – jest ona immanentną cechą naszego bytu. Mnie jednak nie intryguje ona jako taka, mnie interesuje ta jej odsłona, która występuje w obszarze czysto duchowym, czyli wiara w Boga!

Przyjmuje się powszechnie, że Bóg jest jeden (inni, pomniejsi po drodze do dzisiaj, można powiedzieć, nie wytrzymali próby czasu i odeszli w niebyt), dróg jednak, czyli religii, wyznań czy pomniejszych sekt, wiodących do Niego, jest wiele. Większość tych dróg, którymi podążamy, dziedziczymy w zasadzie po rodzicach, rodzicach rodziców i jeszcze wcześniejszych antenatach naszych rodów, krótko mówiąc – przejmujemy je w spadkowej schedzie, po czym w tym odziedziczonym obszarze jesteśmy następnie kształtowani, by trwać w tym błogim letargu siłą inercji i przyzwyczajenia.

Czego bym jednak tutaj nie napisał, jakiej bym nie przytoczył argumentacji naszej religijności, to u większości ludzi wynika ona przede wszystkim, niestety, z niewiedzy, a także ze strachu przed nieznanym, tajemniczym, niepojętym po naszej śmierci. O ile jednak bojaźń czy strach można tutaj zrozumieć i wytłumaczyć, o tyle z niewiedzą jest już o wiele trudniej. Jest ona bowiem niczym innym jak stanem naszej ignorancji, bezmyślności i nierzadko wygody. A tego tak łatwo wytłumaczyć już się nie da, bo ów stan zależny jest tylko od nas, od naszych chęci i pragnienia poznania odpowiedzi na najważniejsze pytania dotyczące prawdy naszego bytu. Jednak nie tej prawdy podporządkowanej pewnej idei, którą serwuje nam tzw. Pismo Święte, lecz tej naukowej, opartej na wnikliwych badaniach tego wszystkiego, co odziedziczyliśmy po naszych przodkach.

Gdy wykonamy ów niezbędny krok ku przyszłości, ku, powiedziałbym, oświeceniu, wówczas, odkryjemy z niemałym dla siebie zaskoczeniem, że jednak religia wciśnięta w schemat kościelnych rytuałów niewiele ma wspólnego z prawdziwą wiarą, z autentycznym przeżywaniem relacji: Bóg, czy raczej Boskość – człowiek. Więcej – jestem pewien, że zrozumiemy wówczas, iż zbliżenie do tej właśnie idei Boskości powinno się odbyć na innej, duchowej płaszczyźnie, a nie poprzez uczestnictwo w pustych, nic nieznaczących religijnych gestach i że aby zrozumieć i poznać, musimy się przede wszystkim zmienić! A pozostając w Kościele – jakimkolwiek! – tym bardziej w takim, z jakim obecnie mamy do czynienia, nie zmieni się nic. Łącznie z nami. Bo nie religie, a religia, tylko jedna – uniwersalna i powszechna! – jest nam w stanie tutaj pomóc. Ich natłok bowiem od wieków powoduje, iż pozostają one jedynie najjaskrawszym przykładem naszej intelektualnej gnuśności, polegającej na akceptacji tego, co nieprawdziwe, naciągane, bzdurne, wręcz infantylne, pozostając przy tym jednocześnie jedynie zarzewiem nienawiści, wynikającej przede wszystkim z nietolerancji i wszelkiego rodzaju uprzedzeń. To one wypaczają człowieka, więc tym samym również świat, w którym przychodzi nam żyć.

Dlatego dopóki nie nastąpi w nas zmiana myślenia, dopóki społeczeństwa będą trwały w niewiedzy, nie zerwą kajdan duchowego zniewolenia, dopóki będziemy traktować nasze potrzeby w zakresie transcendencji powierzchownie, dopóty wszystkie Kościoły tego świata i my sami będziemy mieli niewiele wspólnego z prawdziwą wiarą, właściwym pojmowaniem idei Boskości i relacji z Nią.

13.04.2019 r.

sobota, 13 kwietnia 2019, adelmelua
Własność: Jarosław Czapliński

Polecane wpisy

  • Wstanie z martwych, czyli bajer na potęgę!

    Kiedyś kursowało takie powiedzenie, szczególnie w odniesieniu do kiepskich sensacyjnych filmów, mianowicie: zabili go i uciekł . Piszę o tym, ponieważ ilekroć m

  • Finalne odliczanie?

    Przepowiedni, z reguły zwiastujących koniec rodzaju ludzkiego, a tym samym wieszczący koniec czasów w historii ludzkości było wiele. Ich źródłem były zarówno pr

  • Tytułem wyjaśnienia.

    Już dawno nic nie napisałem o naszym życiu politycznym – jak postrzegam trwający właśnie strajk nauczycieli, wcześniej protesty pracowników sądów i prokur

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
więcej: www.kiler.blox.pl kontakt: czaplinski@tlen.pl