Blog > Komentarze do wpisu

Kolejna pofilmowa refleksja.

          Jakiś czas temu obejrzałem film zatytułowany Sabrina. Po kilku latach trafiłem na taki sam tytuł, tyle że z inną obsadą aktorską. O ile w nowszej wersji tego tytułu główne role grali Harrison Ford i Julia Ormond, o tyle w tym drugim, chronologicznie starszym, występowali filmowi bożyszcze amerykańskich widzów lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych  H. Bogart i A. Hepburn.

          Pomimo różnicy czasowej, jaka dzieli oba filmy, od chwili ich powstania, ogląda się je z jednakowym zainteresowaniem, choć, jak wiadomo, dwadzieścia, trzydzieści czy czterdzieści lat, to nie tylko w filmie, ale w ogóle w życiu cała wręcz epoka! To jednak, co oprócz lekkiej i zabawnej fabuły tego filmu istotne, to aktorzy, a tutaj A. Hepburn (niezapomniana Holly Golightly w Śniadaniu u Tiffany’ego) jest zwyczajnie magiczna, jak zawsze zresztą! Przyznaję: podczas oglądania tego filmu wprost nie mogłem od niej oderwać wzroku. I wcale się nie dziwię, że byli ludzie, zarówno kobiety jak i mężczyźni, którzy byli w niej zakochani.

          Ale film jak film, ja chciałbym w tym miejscu podzielić się pewną refleksją na temat starszej wersji tego tytułu. Otóż w jednej ze scen padają takie oto dwa zdania, kiedy to ojciec, słysząc o planie spotkania jego syna z tytułowa Sabriną, mówi do niego (gra go H. Bogart), który jakoby oprócz pracy i wynikających z tego pieniędzy nic więcej w życiu nie dostrzega:

          Ojciec: Pamiętasz jeszcze, co robi się z dziewczyną?

          Syn: Przypomnę sobie. To jak z rowerem.

        I tutaj zacząłem zachodzić w głowę – o co chodziło scenarzyście z tym rowerem: czy z nim jak z modlitwą – raz zapamiętana tkwi już w nas tak mocno i głęboko, że zapomnieć jej rzeczywiście się nie da? Czy może o coś jednak zupełnie innego? I doszedłem do wniosku, że może chodziło mu o to:

          Ojciec: Pamiętasz jeszcze, co robi się z dziewczyną?

          Syn: Przypomnę sobie. To jak z rowerem: przekładasz nogę, siadasz i jedziesz.

          Wiem, trochę to prostackie, może nawet obraźliwe, ale gdy na spokojnie, bez niepotrzebnych emocji nad tym się zastanowić, to wcale nie musi to być takie głupie. Jak myślicie – bardzo daleki jestem od rozszyfrowania intencji autora tych słów?

         Jak już jestem przy tematyce filmowej, przytoczę tutaj jeszcze jeden dialog. Ten jednak jest od początku do końca mojego autorstwa.

Córka: Tato, mamo – muszę wam coś powiedzieć.

Matka: Co się stało, córeczko?

Ojciec: Co, wyrzucili cię w końcu ze szkoły? Przyznaję – nie byłbym wcale zaskoczony.

Matka: Ryszard, daj spokój. No mów, córeczko.

Córka: Nie, skądże, to nie to.

Matka: Więc, co się stało?

                                   Dłuższe milczenie.

Ojciec: No mówże w końcu, dziewczyno, nie trzymaj nas dłużej w niepewności.

Córka: Tylko się nie denerwujcie. Jestem w ciąży.

Ojciec: Słucham?

Matka: Ale, jak…?

Córka: Jak – jak?! Po prostu – była impreza, trochę alkoholu, szybki seksik…

Ojciec: Słyszysz, co ona mówi – szybki seksik! Wygląda na bardzo szybki. Za szybki, jak na mój gust.

Córka: Wiem, rozczarowałam was, siebie zresztą również. Ale stało się. Zresztą, są gorsze nieszczęścia.

Matka: Mój Boże, co powie rodzina?

Ojciec: Kto jest ojcem tego… to znaczy, kto będzie…

Córka: Nie znacie go. Ja zresztą też za dobrze go nie znam.

Ojciec: Coraz lepiej!

Córka: Zresztą, tak naprawdę, to nie musicie się martwić. Już znalazłam dziecku rodzinę zastępczą!

Matka: Jak to znalazłaś?

Córka: Bardzo fajni ludzie. Już od pięciu lat starają się o dziecko…

Ojciec: O twoje?

Córka: Tato, bądź poważny. Oczywiście że nie moje. Tak w ogóle. To bardzo sympatyczni ludzie.

Ojciec: To może podeślij im tego twojego Casanovę – pomoże im rozwiązać problem. W końcu już się sprawdził.

Matka: Daj jej spokój, Ryszard. (do córki) A co na to ten twój… Zgadza się na adopcję?

Córka: Akurat z tym nie ma problemu. Nic nie wie.

Matka: Jak to nie wie?

Córka: Nie musi wiedzieć. Mógłby jeszcze tylko stwarzać niepotrzebne problemy. Załatwię to bez niego.

Ojciec: Słyszysz, co ona mówi?

Matka: Córeczko, tak nie można…

Córka: Poradzę sobie bez niego.

Ojciec: Widzimy – już sobie poradziłaś. Jesteś niezwykle zaradna, tylko pozazdrościć! Tylko pozazdrościć.

            11.02.2019 r. 

poniedziałek, 11 lutego 2019, adelmelua
Własność: Jarosław Czapliński

Polecane wpisy

  • Wstanie z martwych, czyli bajer na potęgę!

    Kiedyś kursowało takie powiedzenie, szczególnie w odniesieniu do kiepskich sensacyjnych filmów, mianowicie: zabili go i uciekł . Piszę o tym, ponieważ ilekroć m

  • Finalne odliczanie?

    Przepowiedni, z reguły zwiastujących koniec rodzaju ludzkiego, a tym samym wieszczący koniec czasów w historii ludzkości było wiele. Ich źródłem były zarówno pr

  • Intuicja – pochodna reinkarnacji?

    Intuicja – czym ona jest? Zmysłem, tym atawistycznym instynktem odziedziczonym po naszych przodkach? A jeżeli tak, to czy ona również jest dowodem na̷

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
więcej: www.kiler.blox.pl kontakt: czaplinski@tlen.pl