Blog > Komentarze do wpisu

Wspomnienie.

Jako że dzisiaj rocznica stanu wojennego, pomyślałem sobie, że nie od parady będzie przytoczyć tutaj pewien epizod. Mój on czy nie mój, nieistotne, ważne, że związany jest on właśnie z MON-em.

                                    xxx

Na szczęście tak się wówczas złożyło, że na studia się nie dostałem i zapewne dlatego, żebym się nie nudził, upomniało się o mnie wojsko. Oczywiście jako zadeklarowany pacyfista, nigdy bym się sam nie zgłosił, więc znaleźli się tacy cwaniacy, którzy zadecydowali za mnie i wręczyli mi bilet do jednostki, niestety, tylko w jedną stronę. Na miejscu zastałem prawdziwy Sajgon: w momencie wcisnęli mnie w żołnierski przyodziewek, kazali zawinąć onuce, włożyć kamasze, mówiąc przy tym krótko i treściwie:

– Odmaszerować, żołnierzu! I nie opierdalać się, bo zostaniecie w tyle. A jak zostaniecie maruderem, to staniecie się ofermą kompanii i dostaniecie bęcki. Wiecie, co to są bęcki, co? No! To marsz. Lewa!... Lewa!...

Mimo że zaczynałem zgodnie z rozkazem, niemal zawsze krok mi się pieprzył. Jakbym od urodzenia miał dwie prawe nogi, albo dwie lewe. Więcej – zawsze byłem jakiś dziwny: kiedy szedłem, to jedna noga zostawała mi z tyle. Do dzisiaj zresztą tak mam. Nie wiem tylko, czy to przez wojsko, czy już wcześniej tak miałem. Czułem się, jakbym był w Danii.

– Klawo jak cholera! – powtórzyłbym za Duńczykiem z gangu Olsena.

                                   xxx

Jako że od przekroczenia przeze mnie bramy jednostki byłem nastawiony na jak najszybszy rozbrat z zielonym kolorem, robiłem wszystko co mogłem, żeby tak właśnie się stało. A że nie dysponowałem innymi środkami jak tylko słowa, więc zacząłem walczyć przy ich pomocy, krótko mówiąc – zacząłem łgać, jak najęty.

Najpierw pojawiła się informacja o rodzinie w Stanach Zjednoczonych, co w tamtym czasie nie było za dobrze widziane, więc po kilku godzinach pobytu w szkółce dla podoficerów zostałem wystrzelony z prędkością światła na kompanię dla przeciętnych szwejów, gdzie spokojnie czekałem na dalszy rozwój wypadków. Jako że nieźle mi poszło przy wpisowym, więc postanowiłem kontynuować gierkę z MON-em. Po każdym spotkaniu z politycznym oficerem rozkręcałem się coraz bardziej. Aż w końcu zdecydowałem się wspomnieć o bracie, który jest jakoby zawodowym żołnierzem w amerykańskim wojsku i o kilku nieszkodliwych pierdołach, których i tak nie mogli sprawdzić. Niestety, bardzo szybko się okazało, że przedobrzyłem: zaproponowali mi współpracę w zamian za częstsze urlopy. Oczywiście odmówiłem. Nawet nie dlatego, że nic nie chciałem powiedzieć, po prostu nic nie miałem do powiedzenia, oprócz tego, co już zmyśliłem.

Wkrótce miało się okazać, że zdecydowanie przeszarżowałem: porucznik, z którym rozmawiałem, porządnie się wkurwił i kazał mi wypierdalać z pokoju. Wyszedłem i czekałem na swojego przełożonego. Serce miałem w gardle, a w gaciach jedynie kupę strachu. Innymi słowy – usrany byłem po pachy. Na zewnątrz jednak zachowywałem niezmącony spokój pokerzysty. W drodze powrotnej dowódca mojej kompanii poinformował mnie, że narozrabiałem i będziemy musieli się rozstać.

– To znaczy? – zapytałem zaskoczony.

– Zostaniesz przeniesiony do innej jednostki.

Nic nie odpowiedziałem. Czułem, że kupy w gaciach przybywa w zastraszającym tempie, jakbym się nagle znalazł na polu minowym. Okazało się że trop, którym chciałem podążać, zaprowadził mnie do jednostki w Łodzi, która pełniła niezwykle chwalebną służbę dla dobra ojczyzny: jej żołnierze wymieniali podkłady kolejowe na torach! Tym bowiem zajmowała się tak zwana Ochrona Terytorialna Kraju, w skrócie OTK-a. Brzmiało oczywiście dumnie, tyle tylko, że jednostka ta tyle miała wspólnego z ochroną, co ja – jak zawsze twierdziłem – z carską ochraną. Krótko mówiąc – odłożone studia w cywilu zacząłem realizować w wojsku. Od tego momentu pomarańczowy kolor był moim znakiem rozpoznawczym.

Cóż, widać takie studia, jakie zdolności.

                                    xxx

Gdy dzisiaj o tym myślę właśnie to jedno przychodzi mi do głowy: że życie jest zaskakujące! Ale nie jak pudełko czekoladek, o którym mówi nierozgarnięty Forest Gump, jest dziwne, ponieważ o ile w tamtym czasie za moje koligacje rodzinne z Ameryką miałem przesrane, o tyle dzisiaj takie same powiązania byłyby powodem do dumy! W ten oto sposób państwa, w których przychodzi nam żyć z wyboru losu, reżyserują nam naszą egzystencję, nie pytając nas przy tym oczywiście o zdanie. Krótko mówiąc – jakby na to nie spojrzeć jedno wydaje się pewne: biednemu statyście zawsze wiatr i deszcz w oczy, nawet w słoneczny dzień.

Zaprawdę – dziwny jest ten świat!

13.12.2018 r.

czwartek, 13 grudnia 2018, adelmelua
Własność: Jarosław Czapliński

Polecane wpisy

  • Kolejna pofilmowa refleksja.

    Jakiś czas temu obejrzałem film zatytułowany Sabrina . Po kilku latach trafiłem na taki sam tytuł, tyle że z inną obsadą aktorską. O ile w nowszej wersji tego t

  • Idzie Wiosna, panie sierżancie!

    Astronomiczna? Już? W zasadzie tak, bo zawita do nas zaledwie za półtora miesiąca. Ale jakby tego było mało, już w tym momencie pojawił się na naszej scenie pol

  • Zakichany Tolek.

    W jednym jestem nieprzejednany: w krytyce posła Kłamczyńskiego. Dlatego od dawna piszę o jego niezwykle szkodliwym wpływie na polską politykę. Teraz dowiedzieli

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2018/12/13 13:06:13
Dobry kawałek
-
2018/12/13 13:35:57
Kapitalne wspomnienia.
Ja też mam fajne.
-
2018/12/14 05:22:04
Hmm tylko kto ma te wspomnienia ja czy ty hmm
-
2018/12/14 13:04:12
krzysztof123 - serdeczne dzięki za dobre słowa. Dzisiaj mogę sobie pozwolić na odpowiedni dystans do tych spraw, wówczas gdy się to działo, nie było mi jednak do śmiechu. Gorzej, że mimo krótkiego czasu spędzonego w MON-ie i tak miałem sporo takich przeżyć. Pewnie wszystko przez to, że od początku nie było we mnie zgody na utratę dwóch lat w wojsku i wykonywanie tych wszystkich rzeczy, które mnie w ogóle nie pasjonowały. Chociaż do momentu wyrzucenia mnie na tory,co ciekawe, byłem najlepszym żołnierzem na kompanii! Naprawdę śmiechu warte:))
-
2018/12/14 13:09:19
hanula1950 - tak jak napisałem niżej: na szczęście dzisiaj to tylko wspomnienia:)
Piszesz, że też masz fajne. Napisz więcej! Odwiedzałem twoje blogi już wcześniej, ale, niestety, nie trafiłem na nie. Może gdzieś tam są, ale je przeoczyłem. Jeżeli tak, to podaj namiar.
Pozdrawiam cieplutko:)
więcej: www.kiler.blox.pl kontakt: czaplinski@tlen.pl