Blog > Komentarze do wpisu

Z własnego podwórka.

Wiadomo, czym zaczyna się ten miesiąc – Świętem Zmarłych, dlatego też nic dziwnego że ludzie umierają, szczególnie właśnie w tym miesiącu.

 Kilka dni temu niespodziewanie (wylew) zmarła koleżanka z pracy. A właściwie żadna koleżanka, ot – bardziej znajoma, mimo że pracowaliśmy razem w tym samym miejscu od kilku już lat. Dlaczego właśnie bardziej znajoma niż koleżanka? Ponieważ była mi ona więcej niż obojętna. Krótko mówiąc – miałem z nią bardziej niż chłodne relacje. Ot – zwyczajowe cześć i takie tam od czasu do czasu sprawy zawodowe.

Nie wiem, jaką była matką, żoną, czy babcią – pewnie dobrą, ja jednak będę ją postrzegał tak, jak sobie na to zasłużyła w pracy: jako plotkarkę – i to tę, która plotki tworzy! – a także jako kogoś, kto robił tzw. bokami: więcej przebywała na zwolnieniach lekarskich w ciągu roku, niż w pracy. A o długości choroby wiedziała już wcześniej, zanim dostała zwolnienie. Oczywiście ani mnie to grzało, ani ziębiło, niemniej moja ocena jej osoby na koniec jest właśnie taka: leserka.

W tym tygodniu odbył się jej pogrzeb. Nie byłem na nim. I nie tylko zresztą ja. Poza tym ona również na moim nie będzie. I to nie tylko dlatego, że fizycznie już jej nie ma, więc jej obecność na pogrzebie, zarówno moim jak i innych osób jest niemożliwa, ale także dlatego, że mojego nie będzie. Nie odbędzie się. Wcześniej zostanę spopielony i jakaś piękna niewiasta – przynajmniej taką mam nadzieję – mnie dmuchnie. To znaczy rozdmucha na wietrze w wybranym wcześniej przeze mnie miejscu.

Można powiedzieć, że akurat w moim przypadku zaskoczenia nie było, ci bowiem, którzy mnie znają, wiedzą, czego można się w tym zakresie spodziewać.  Zaskoczeniem jednak mogło być już jednak to, co powiedziałem jeszcze przed jej pogrzebem:

– Cóż, odeszła, nagle, dla nas nagle, ale widocznie tam – wskazałem kciukiem na sufit – była oczekiwana. Dobrych pracowników tam również potrzebują.

Co niektórzy słysząc to, uśmiechnęli się, a ja poszedłem za ciosem i dodałem:

– Co do mnie natomiast, to co najwyżej możecie powspominać mnie w jakiejś knajpie, mówiąc, że: dobry był z niego (ze mnie naturalnie) herbatnik. I w ogóle dobre było ze mnie chłopisko, tylko jajka nosiłem zbyt nisko.

Tym razem, gdy wybrzmiały moje ostatnie słowa, wszyscy ryknęli śmiechem i tak zakończyło się wspomnienie o koleżance z pracy – dla jednych, o znajomej natomiast dla drugich.

18.11.2018 r.

niedziela, 18 listopada 2018, adelmelua
Własność: Jarosław Czapliński

Polecane wpisy

  • Równość. Gdzie i kiedy?

    Do niniejszego wpisu skłonił mnie przyjaciel, który na moje zawarte tutaj kiedyś przemyślenia co do tego, że wszyscy ludzie są sobie równi, aż się żachnął i pow

  • Wspomnienie.

    Jako że dzisiaj rocznica stanu wojennego, pomyślałem sobie, że nie od parady będzie przytoczyć tutaj pewien epizod. Mój on czy nie mój, nieistotne, ważne, że zw

  • Występek jednych, odrzucenie bojaźni przez drugich.

    Każda zamknięta społeczność, mniejsze czy też większe grupy ludzi, odseparowane od tzw. większości, zamknięte w swoim hermetycznym świecie, mają to do siebie, ż

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
więcej: www.kiler.blox.pl kontakt: czaplinski@tlen.pl