Blog > Komentarze do wpisu

Krajobraz po...

Wczoraj obchodziliśmy 100-lecie odzyskania przez nasz kraj niepodległości. Były przemowy, marsze, śpiewy, słowem – uroczysty, podniosły nastrój, ale też towarzysząca temu niezbędna refleksja.

To, co ja mam w tym kontekście do powiedzenia, to jedynie tyle: szkoda, że skończyła się „psia grypa”. Jej zakończenie bowiem niczego, tak naprawdę, nie zmieniło – na ulicach, naturalnie. Bo dla samych zainteresowanych, jak najbardziej! A że przy okazji cholernie niesprawiedliwie dla wielu niezainteresowanych, to już inna kwestia. Jedno wszakże potwierdziło się po raz kolejny: kto silny, ten załatwi sobie wszystko. Choćby i robił to przy pomocy nielegalnych środków!

Ale dość o tym, dzisiaj chcę napisać o krajobrazie również powyborczym.

Wyobraźcie sobie świat bez miast. Kiedyś to było oczywiście normalne, bo po pierwsze, i co było naturalne, nie było miast, po drugie zaś – nas, jako ludzi naturalnie, było znacznie mniej, więc świat wyglądał zupełnie inaczej niż dzisiaj i w ogóle nie stacjonowaliśmy w jednym miejscu, bo jako nomadzi prowadziliśmy wędrowny tryb życia. Dzisiaj jesteśmy w całkiem innym miejscu i trudno sobie wyobrazić cofnięcie się w czasie i powrót do tego, co było, bo to zwyczajnie niemożliwe.

Dlaczego nad tym się zastanawiam? Oczywiście w kontekście ostatnich wyborów. Wyszło nam w nich, że miasta opowiedziały się gremialnie za rozsądkiem, nawet w mateczniku PiS-u w Rzeszowie na Podkarpaciu prezydentem został po raz piaty zresztą T. Ferenc, nie należący do PiS-u, podczas gdy mniejsze miejscowości stanęły gremialnie za partią rządzącą, czyli populizmem, państwowym przekupstwem, łamaniem prawa i w ogóle powrotem do ustroju totalitarnego. A jako że wyborca z takich miejscowości to w większości człowiek z reguły słabiej wykształcony, nie poddający rzetelnej weryfikacji sceny politycznej, jej niuansów, dający łatwo sobą manipulować, więc, co zrozumiałe, opowiedział się za tym, co daje mu bezpośrednią korzyść. Nieważne, że takie myślenie jest fatalne dla losów całej Rzeczypospolitej, istotne że – on ma korzyść! Że żyje mu się lepiej i że, według obietnic rządzących, standard jego egzystencji będzie ustawicznie szedł w górę! Nieważne jakim i czyim kosztem, istotne, że tak jest i ma być. Nieprzerwanie i bezapelacyjnie!

Dlatego mamy to, co mamy: wygrana w dużych miastach opozycji, w mniejszych miejscowościach triumfuje Prawo i Sprawiedliwość, czyli partia obietnic bez końca, jak worek św. Mikołaja bez dna. Postępują tak, jakby nigdy nie miało im zabraknąć pieniędzy na pokrycie wszystkich obietnic. Prawdopodobnie uważają, że są współczesnymi Midasami. Tyle tylko, że tamten mitologiczny król, czego tylko dotknął, zamieniało się w złoto, co zresztą stało się jego przekleństwem. Oni, na ich szczęście, czegokolwiek się dotkną, zamieniają w gówno. Więc, zapewne tak myślą, nie mają się czego bać – co najwyżej będzie się za nimi ciągnął smród; głód jednak, tak jak mitologicznemu Midasowi, im nie grozi. Tylko nie wiem, czy można taki stan rozpatrywać w kategoriach jakichkolwiek i czyichkolwiek korzyści.

Zapewne wynik PiS-u byłby znacznie lepszy, gdyby jego przedstawiciele nie byli tak ostentacyjnie antyunijni w swojej retoryce i niekoalicyjni. Wykopując jednak topór wojenny przeliczyli się w swoich kalkulacjach. Ale nie mogło być inaczej, skoro ich duce z Nowogrodzkiej potrafi istnieć politycznie jedynie poprzez permanentny konflikt, który jest jego naturalnym paliwem politycznym. Pokój bowiem, kompromis są nudne i tak naprawdę nigdy nie przynoszą oczekiwanych korzyści. Dlatego należy zawsze być gotowym do wojny! Tej naczelnej zasadzie hołduje pan Kłamczyński chyba od maleńkości.

Co nam unaoczniły minione wybory? Kilka rzeczy. Jedną nich jest fakt posiadania przez Prawo i Sprawiedliwość szklanego sufitu, którego nie jest w stanie przebić nawet niezwykle populistycznym programem. Drugi fakt, to konstatacja, iż wygrać z PiS-em można jedynie tworząc dwa szerokie bloki koalicyjne. Chociaż, tak po prawdzie, to, co osiągnęło Prawo i Sprawiedliwość w ostatnich trzech latach, to jest wszystko, na co było ich stać, na dodatek przy cholernie szczęśliwym zbiegu okoliczności, czyli bardzo nieszczęśliwym rozłożeniu się głosów, ponieważ do sejmu nie weszła po raz pierwszy od 1989 roku lewica. Jednak powtórki wyników wyborów sprzed trzech lat już nie będzie – cuda zdarzają się okazjonalnie, dlatego właśnie są cudami!

Czy to oznacza, że będą się zwijać w przestrzeni publicznej? Nawet jeśli, to jeszcze zdążą porządnie napsuć krwi i zadbać oczywiście o siebie. Zawrą ze swoimi ludźmi takie umowy, że budżet państwa boleśnie to odczuje. W końcu patriotyzm kosztuje, a oni, jak powszechnie wiadomo, są najlepszymi patriotami! Może i pershingami również. Chociaż, tak po prawdzie, mnie przypominają bardziej ruskie katiusze.

12.11.2018 r.

poniedziałek, 12 listopada 2018, adelmelua
Własność: Jarosław Czapliński

Polecane wpisy

  • Równość. Gdzie i kiedy?

    Do niniejszego wpisu skłonił mnie przyjaciel, który na moje zawarte tutaj kiedyś przemyślenia co do tego, że wszyscy ludzie są sobie równi, aż się żachnął i pow

  • Wspomnienie.

    Jako że dzisiaj rocznica stanu wojennego, pomyślałem sobie, że nie od parady będzie przytoczyć tutaj pewien epizod. Mój on czy nie mój, nieistotne, ważne, że zw

  • Występek jednych, odrzucenie bojaźni przez drugich.

    Każda zamknięta społeczność, mniejsze czy też większe grupy ludzi, odseparowane od tzw. większości, zamknięte w swoim hermetycznym świecie, mają to do siebie, ż

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
więcej: www.kiler.blox.pl kontakt: czaplinski@tlen.pl