Blog > Komentarze do wpisu

Niedzielna pogaducha.

Ona: Idziesz?

On: (z rozdrażnieniem) Gdzie znowu?

Ona: Do kościoła oczywiście. Jest niedziela.

On: Do kościoła? Niby po co? Etat, który mnie tam interesuje, jest już zajęty.

Ona: Etat? O czym ty mówisz?

On: Tego, co zbiera na tacę. To jedyne zajęcie w kościele, które tłumaczyłoby w jakiś sposób moją obecność w tym miejscu.

Ona: Kpij sobie, kpij. Zobaczysz – kiedyś jeszcze wrócisz skruszony na łono Kościoła i zapragniesz modlitwy.

On: Nie przesadzaj, kochanie. Całe moje życie, póki co, jest jedną niekończącą się modlitwą.

Ona: Życie. Twoje.

On: Właśnie tak, moje. Poza tym te wszystkie modlitwy, prośby czy błagania, to nic innego jak spam dla tego, do którego są adresowane.

Ona: Słucham? Spam?

On: Wiesz – taki niechciana poczta…

Ona: Wiem, co to jest spam! Tylko nie mogę uwierzyć, że tak to traktujesz. Powiedz mi, ale tak szczerze, cyniku, czy jest w ogóle coś, w co wierzysz?

On: Naturalnie. W wiele rzeczy.

Ona: Rzeczywiście? Mógłbyś podać przykład choćby jednej? Słucham.

On: Na przykład w siebie i w to (ze śmiechem), że jak nie zjesz, to się nie zesrasz. Bo z głodu nikt jeszcze tego nie zrobił.

Ona: I zapewne myślisz, że to jest zabawne?

On: Mnie bawi. Wystarczy.

                                   Po chwili.

Ona: Więc tak naprawdę nie wierzysz?

On: Ależ jesteś namolna! Niby w co znowu nie wierzę?

Ona: Nie w co, a w kogo.

On: No dobrze, w kogo?

Ona: Oczywiście, w Boga!

On: A, o to chodzi. W sumie to nigdy gościa nie widziałem, więc sama rozumiesz diablo – ups! – trudno jest mi w kogoś takiego uwierzyć.

Ona: Nie musisz widzieć, żeby uwierzyć. On pozostaje niewidzialny dla wszystkich. Po prostu jest. I tyle.

On: Czyli obowiązuje wielowiekowa zmyłka: błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli, ostatni będą pierwszymi, cierpliwi będą nagrodzeni i takie tam podobne popierdółki, co?

Ona: Nie zmyłka i popiedółki tylko prawda. Prawda naszej egzystencji!

On: Skucha! Tak się składa, kochanie, że akurat w takie dymane prawdy naszej egzystencji nie wierzę. Oczywiście, my wszyscy możemy w te czy inne jakoby prawdy uwierzyć, jednak istotniejsze tutaj jest co innego: żebyśmy tylko mogli to zrobić! Tak się składa, że ja jakoś nie mogę.

Ona: Dlaczego? Co ci przeszkadza to zrobić?

On: Inteligencja i wiedza, kochanie, nie pozwalają mi na to. A najkrócej rzecz ujmując, nie pozwala mi na to samo życie.

Ona: Nie rozumiem. Jak to życie?

On: Po prostu – życie człowieka nie pozwala mi uwierzyć w te wszystkie bajania o jakimś tam bogu, jego synu, niebie, piekle i czyśćcu, czy też raju. Nie pozwalają mi uwierzyć zbrodnie człowieka, zło immanentnie w nim tkwiące, ustawiczna potrzeba zabijania, śmierć dzieci, które nie zdołały jeszcze niczego złego uczynić, i tak dalej, i tak dalej.

Ona: Widocznie Bóg tak chce. Niezbadane są wyroki boskie.

On: Właśnie! I masz odpowiedź na swoje pytanie.

Ona: To znaczy?

On: Niezbadane są wyroki boskie! Ja takich wyroków nie akceptuję, są one bowiem dla mnie niezrozumiałe. Może właśnie dlatego, że będąc zbyt boskimi, pozostają wręcz nieziemsko nieludzkie. A Bóg, taki Bóg, cholernie podobny do nas w swojej małości i nikczemności nie jest mi do niczego potrzebny. Świetnie daję sobie radę bez niego.

Ona: Kiedyś zrozumiesz że…

On: Kochanie, zejdź z tej ambony. Ja już dawno zrozumiałem tyle, ile trzeba. Dzisiaj jestem jedynie konsekwentny w swoim postępowaniu. Poza tym nie chce mi się już z tobą o tym gadać. Idź do tego kościółka, a ja w tym czasie zrobię równie pożyteczną rzecz: poczytam sobie podobną literaturę – fantasy. No i oczywiście grozy.

Ona: Och, Jarek, Jarek.

I tak zaczęła się kolejna niedziela, w pewnym domu, pewnych ludzi. Niedziela, jak wiele poprzednich. Jedno jednak nie dawało Jarkowi spokoju: Niewykluczone – czasami myślał – że gdyby to zrobił, tzn. uwierzył w różne bajania, wbrew logice i wiedzy jaką posiadał, tak jak wierzył w baśnie i klechdy kiedy był dzieckiem, gdyby uwierzył wbrew sobie, mógłby być jednym z najszczęśliwszych ludzi na tym padole niekończących się łez. Nie miałby co prawda żadnej pewności co do obiektu swoich wierzeń, miałby jednak za to jedno: spokój, święty spokój w zakresie nieznanego, a pośmiertnego.

Ament. Jak zwykle – w paździerzu.

12.08.2018 r.

niedziela, 12 sierpnia 2018, adelmelua
Własność: Jarosław Czapliński

Polecane wpisy

  • Oświadczyny.

    Jest wczesna jesień. On i Ona w kawiarnianym ogródku. Siedzą przy stoliku, jedzą ciastka i piją kawę. Ona: Gdyby słońce się co chwila nie chowało za chmurami, b

  • Dialog na pomyślny weekend.

    On: I co, nadal jest aktualne to, o czym trułaś mi przez ostatnie dwa lata? Ona: Co? On: No, że chcesz mieć dzieci. Ona: Słucham? On: Pytam, czy nadal chcesz mi

  • Nic nie trwa wiecznie.

    Nie znałem Kory, czyli Olgi Jackowskiej, podobnie zresztą jak i jej byłego męża Marka; nie znałem również Cz. Niemena, T. Nalepy, M. Grechuty, G. Ciechowskiego,

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
więcej: www.kiler.blox.pl kontakt: czaplinski@tlen.pl