Blog > Komentarze do wpisu

Sen.

Miałem sen. Śniło mi się, że jestem sędzią w jakimś nieokreślonym państwie i czasie, i przesłuchuję kogoś, kto kiedyś coś znaczył, był na piedestale, a w chwili obecnej stracił władzę i przyszło mu za lata tchórzliwych i antydemokratycznych decyzji jakie podejmował, zapłacić.

Co jednak ciekawe, nie był w tym swoim zapętleniu sprawowania władzy osamotniony – miał w tym względzie brata, bardziej karmicznego naturalnie, tyle że bardzo oddalonego, bo na drugiej półkuli. Obaj jednak mówili i robili głupstwa, które nie tylko nie przystawały do ich stanowisk, ale w ogóle nierzadko zatrważały swoją głupotą! Mimo tego podobieństwa istniała jednak również między nimi różnica, i to, powiedziałbym nawet, zasadnicza: o ile ten ostatni podejmował decyzje sam, niezależnie, suwerennie, o tyle ten pierwszy był wymysłem i produktem swojego ugrupowania i jako taki musiał się jej woli podporządkowywać. Stąd też zresztą wzięła się jego ksywka: Długopis. Podpisywał bowiem wszystko jak leci, co mu tylko towarzysze podsunęli, niemalże taśmowo, jakby chodziło o wykonanie jakiegoś komsomolskiego planu sięgającego 300& normy! Na szczęście, sumarycznie rzecz ujmując, obaj panowie pełnili jedynie tymczasowo obowiązki na swoim urzędzie.

Ale jako że narody w swoim krwiotwórczym obiegu mają niejako zakodowaną wolę przetrwania i pragnienie stabilizacji, więc obaj, co właściwie nie powinno dziwić, poniekąd solidarnie przerżnęli kolejne wybory na swój urząd. Konsekwencje jednak takiego stanu dotknęły jedynie tylko pierwszego nieudacznika. Ale właśnie owe konsekwencje były głównym wątkiem mojego snu.

Ja: Mógłby pan się przedstawić?

On: Po co? Przecież wiadomo, kim jestem.

Ja: Proszę się nie unosić, tylko odpowiadać na pytania.

On: Ale jak mam zachować spokój, skoro pyta się mnie o takie rzeczy.

Ja: Jakie rzeczy?

On: No, kim jestem!

Ja: Dla pana, co zrozumiałe, to oczywiste, dla nas jednak, niestety, już nie.

On: Jak to nie? Jak to nie?!

Ja: Mówiłem już panu – niech się pan nie unosi i zachowa spokój! W innym wypadku odbiorę panu głos i nie będzie mógł nic powiedzieć na swoją obronę. Poza tym ustalmy jedno: to my stawiamy pytania, a pan odpowiada. Wiemy, że podobała się panu poprzednia rola – chodził pan w niej taki nabzdyczony niczym indor, pouczał, perorował z taką napuszonością, że słuchać i patrzeć się nie dało i nie chciało. Na szczęście pańscy koledzy stracili władzę, pan również już niewiele może, więc najwyższy czas wyjść z poprzedniej roli. Dzisiaj nadszedł czas wzięcia odpowiedzialności za ten śmietnik, który powstał również przy wydatnym pana udziale.

On: Jednak miałem rację.

Ja: Słucham?

On: Miałem rację. Sąd, taki właśnie Sąd, wasz, zawsze tak postępował. Dlatego chcieliśmy go zreformować.

Ja: Myli się pan. Wy tylko jedno z naszym sądownictwem zrobiliście: zdeformowaliście je! Zdeformowaliście, szanowny panie. Tyle wam się udało, niestety. Ale jako że nic nie trwa wiecznie, więc i wasze koszmarne rządy również dobiegły końca. Dzisiaj mamy ich efekt: nastał czas rozliczeń. Roz-li-czeń! I my pana sumiennie i uczciwie rozliczymy. Pańskich kolegów zresztą i popleczników politycznych również. Tego może pan być pewien!

29.07.2018 r.

niedziela, 29 lipca 2018, adelmelua
Własność: Jarosław Czapliński

Polecane wpisy

  • Równość. Gdzie i kiedy?

    Do niniejszego wpisu skłonił mnie przyjaciel, który na moje zawarte tutaj kiedyś przemyślenia co do tego, że wszyscy ludzie są sobie równi, aż się żachnął i pow

  • Wspomnienie.

    Jako że dzisiaj rocznica stanu wojennego, pomyślałem sobie, że nie od parady będzie przytoczyć tutaj pewien epizod. Mój on czy nie mój, nieistotne, ważne, że zw

  • Występek jednych, odrzucenie bojaźni przez drugich.

    Każda zamknięta społeczność, mniejsze czy też większe grupy ludzi, odseparowane od tzw. większości, zamknięte w swoim hermetycznym świecie, mają to do siebie, ż

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
więcej: www.kiler.blox.pl kontakt: czaplinski@tlen.pl