Blog > Komentarze do wpisu

Moje wygrane mistrzostwa.

Zanim na dobre zaczęły się piłkarskie mistrzostwa świata w Rosji, dla nas już się one skończyły. I to mimo wielu optymistycznych zapowiedzi, a także zasadnych nadziei. Niestety, tradycji, rzec można, stało się zadość, tzn. jak zwykle od dawna na tego typu imprezach pierwszy mecz naszej reprezentacji był meczem otwarcia, drugi – meczem o wszystko, ostatni zaś okazał się meczem o honor. Po części, trzeba przyznać, uratowany. Po części, bo ten, kto ten mecz oglądał, widział jego kuriozalną końcówkę, która ze sportem w zasadzie niewiele miała wspólnego.

Pytanie zasadnicze jednak jakie się tutaj musi pojawić brzmi: Jakie te mistrzostwa dla nas były? Otóż najkrócej, a dosadnie rzecz ujmując, były one koszmarne i jedyne co dobre, to fakt, że tak szybko się one dla nas skończyły! Podejrzewam bowiem, że im dłużej by one dla nas trwały, tym większa byłaby kompromitacja, blamaż i w ogóle wstyd.

Nie wiem, gdzie został popełniony błąd i w którym momencie. Podejrzewam jednak, że już w eliminacjach powinna zapalić się lampka kontrolna po meczu w Kopenhadze z Danią, gdzie przerżnęliśmy gładko cztery do zera. Potem, mam wrażenie, była już jedynie jazda w dół, przy zagłuszającym jednak aplauzie, który skutecznie zagłuszał jakikolwiek głos rozsądku. Sam zresztą temu uległem, przegrywając z kolegą w pracy 50 zł w zakładzie, że Polska wyjdzie z grupy.

Nie będę jednak rozpisywał się w tym momencie o naszej reprezentacji, dlaczego nasi piłkarze sprawiali wrażenie jakby po raz pierwszy, albo co najwyżej drugi, spotkali się ze sobą na boisku; nie będę się głośno zastanawiał, czy trener powinien być zmieniony czy też nie, a jeżeli tak, to na kogo. Napiszę o tym, jak do wczoraj typowałem w STS-ie.

Otóż jeszcze w czerwcu, gdy było daleko od jakichkolwiek rozstrzygnięć, wytypowałem końcową trójkę mistrzostw: Francja, Anglia, Belgia. Niestety, nie uwzględniłem tego, że Anglicy dadzą ciała z Chorwatami i – kupon zwyczajnie mi się zesrał. Ale że Francuzów widziałem niemalże od początku na mistrzowskim tronie, więc i tak na nich postawiłem. Dodatkowo jednak, to już wczoraj, wytypowałem wynik meczu Francuzów z Chorwatami (kupon), co w sumie dało mi trzysta złociszy wygranej przy kilkudziesięciozłotowym wkładzie własnym.


Czy mogło być inaczej? Oczywiście nie! Z dwóch prostych powodów: pierwszy – na dzień 14-ego lipca przypada narodowe święto Francji, drugi powód – to moje urodziny w tym własnie dniu. Zatem:

– Vive la France!

P.S.

Niestety, ilekroć próbuję powiększyć zdjęcia wygranych kuponów, tylekroć wszystko się rozmazuje. Dlatego jestem zmuszony zrezygnować z umieszczenia ich tutaj. Po prostu musicie(?) uwierzyć mi na słowo, że tak było.

16.07.2018 r.

poniedziałek, 16 lipca 2018, adelmelua
Własność: Jarosław Czapliński

Polecane wpisy

  • Oświadczyny.

    Jest wczesna jesień. On i Ona w kawiarnianym ogródku. Siedzą przy stoliku, jedzą ciastka i piją kawę. Ona: Gdyby słońce się co chwila nie chowało za chmurami, b

  • Refleksje.

    1.Pytanie, jakie stawiamy sobie jako ludzkość od dawien dawna, brzmi: Czy podróże w czasie są możliwe? Czy jesteśmy w stanie przenieść się w przeszłość, a tym s

  • Niedzielna pogaducha.

    Ona: Idziesz? On: (z rozdrażnieniem) Gdzie znowu? Ona: Do kościoła oczywiście. Jest niedziela. On: Do kościoła? Niby po co? Etat, który mnie tam interesuje, jes

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
więcej: www.kiler.blox.pl kontakt: czaplinski@tlen.pl