Blog > Komentarze do wpisu

Polityczne rendez-vous.

Singapur. W końcu doszło do spotkania prezydenta USA D. Trumpa z przywódcą Korei Północnej Kim Dzong Unem. Cel spotkania: rozbrojenie atomowe państwa koreańskiego. Czy do tego dojdzie? Pożyjemy – zobaczymy. Na dzisiaj sprawa, ku zaskoczeniu wielu obserwatorów życia politycznego wygląda niezwykle pomyślnie.

Ja również nie wiem, czym się zakończy niniejsza polityczna randka. Jak zawsze jednak istnieją dwa wyjścia: albo nasza przyszłość zabarwi się na różowo, tzn. dojdzie do denuklearyzacji Półwyspu Koreańskiego, albo nie zmieni się nic i nadal będzie obowiązywać status quo, czyli szantażowanie świata zachodniego przez Kim Dzong Una.

Osobiście przyznaję, że postawą Kima tak bardzo zaskoczony nie jestem. Z jednego prostego powodu: jego dotychczasowa retoryka wojenna powodowana była jednym aspektem: wewnętrznym umocnieniem swojej pozycji. On musiał być niejako krok przed armią po to, żeby nie zostać przez nią któregoś dnia usuniętym ze stanowiska w wyniku zamachu stanu. Gdy to zrobił, gdy uzyskał zaufanie w swoim najbliższym otoczeniu, gdy opanował armię, postanowił zrobić to, co zamierzał chyba od początku swojego urzędowania.

Dlaczego tak uważam? Myślę, że tutaj również odpowiedź jest niezwykle prosta i logiczna: jeżeli myślał o komunizmie, o jego ratowaniu, to musiał również spojrzeć na przykłady, zarówno sąsiednich Chin, jak i Rosji, w końcu kolebki tej ideologii, która jednak odeszła od tego krwawego ustroju. Więcej – w ostatnim czasie nawet Kuba zaczęła się powoli otwierać na świat. Jemu w tej sytuacji nie pozostało nic innego, jak w końcu zdecydować się na zmiany. Jeżeli nie chciał wylądować w jakimś geopolitycznym zoo.

To, że na naszych oczach dochodzi do wydarzenia wyjątkowego i historycznego – dla nikogo chyba nie ulega wątpliwości, pytanie jednak, jakie się tutaj pojawia, brzmi: czy intencje przywódcy koreańskiego są rzeczywiście szczere, czy jedynie poprzez zmiękczenie swojego stanowiska chce on coś wytargować i wrócić na swoją wcześniejszą pozycję – straszaka światowego pokoju.

Jestem pewien, że Kim Dzong Un gra jednak w otwarte karty. Oczywiście, nie może być tak, że rozbroi się za darmo. Niewykluczone, że zażąda np. usunięcia z półwyspu koreańskiego wojsk amerykańskich lub chociaż ich ograniczenia. To wszystko wyjdzie jednak dopiero w trakcie politycznego prania. Ważne, żeby D. Trump, jako człowiek postępujący nie tylko nieszablonowo, ale też nieobliczalnie, tej szansy nie spieprzył; żeby dotarło do niego, jak potwornie niebezpieczną pracę musiał wykonać na swoim podwórku Kim Dzong Un, żeby znaleźć się w tym miejscu, w jakim dzisiaj obaj panowie się znajdują i żeby ten drugi nie martwił się podczas tych rozmów tym, że pod swoją nieobecność w kraju zostanie ogłoszony zdrajcą, a następnie pojmany i rozstrzelany.

D. Trump posiada dzisiaj genialną wręcz szansę, jakiej nie mieli jego poprzednicy, szansę na gigantyczny sukces historyczny! Dlatego cholernie ważne jest, żeby to zrozumiał i nie spieprzył tego swoim nieodpowiedzialnym zachowaniem, co, jak wiadomo, jest niejako jego znakiem firmowym.

12.06.2018 r. 

wtorek, 12 czerwca 2018, adelmelua
Własność: Jarosław Czapliński

Polecane wpisy

  • Wydarzyło się wczoraj.

    Wczoraj miał miejsce długo oczekiwany pierwszy mecz naszej reprezentacji piłkarskiej na mistrzostwach świata w Rosji z Senegalem i jedyne, co chciałoby się o ni

  • Kolejne słówko na niedzielę.

    W zdecydowanej większości ludzie sądzą, że Bóg stworzył świat. Ba – wszechświat! Jaki Bóg i czy sam, w pojedynkę to zrobił, czy w jakiejś mniejszej czy te

  • Koniec marszów, ale nie smuty polskiej.

    Jakiś czas temu, całkiem jednak niedawno, napisałem w tym miejscu, że stan, w którym się znajdujemy jest prostą konsekwencją zaniechań poprzedników dzisiejszych

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
więcej: www.kiler.blox.pl kontakt: czaplinski@tlen.pl