Blog > Komentarze do wpisu

Koniec marszów, ale nie smuty polskiej.

Jakiś czas temu, całkiem jednak niedawno, napisałem w tym miejscu, że stan, w którym się znajdujemy jest prostą konsekwencją zaniechań poprzedników dzisiejszych Panów i Władców  naszego życia. Lecz to nie wszystko – ten stan, to również prosta konsekwencja smoleńskiej katastrofy!

10 kwietnia 2010 rok. Dla jednych w tym dniu doszło do tragicznego wypadku lotniczego, w którym zginęło prawie sto osób z parą prezydencką na czele, dla innych z kolei, to polityczne paliwo, na którym jadą konsekwentnie do dzisiaj, nie zważając na społeczne i polityczne koszta, twierdząc, że na pokładzie samolotu doszło do zamachu. Ile trzeba mieć w sobie nienawiści i podłości żeby wpaść na tak diaboliczny plan wykorzystywania narodowej tragedii do realizacji własnych partykularnych celów politycznych, najlepiej wiedzą ci wszyscy, którzy tę katastrofę widzą we właściwych, czyli rzeczywistych barwach. Bo tym, którzy byli organizatorami tej hucpy, wydaje się wszystko w jak najlepszym porządku, to znaczy – zawinili inni, tylko nie oni!

To nic, że przeciwko zamachowi przeczą mocne fakty; nic to, że ustawiczne stawianie w ten sposób sprawy potęguje jedynie coraz większy rozdźwięk między Polakami, ważne, że można coś ugrać, coś politycznie zyskać – choćby i za cenę ogólnonarodowego ogłupienia i bardzo głębokiego podziału społeczeństwa.

Czy rzeczywiście jednak jakiś wybuch na pokładzie prezydenckiego samolotu był? Czy rzeczywiście doszło na nim do zamachu i to w sytuacji, na której tak naprawdę nikt w kraju, ani tym bardziej za granicą w tamtym czasie nie zyskiwał?

Oczywiście! Powiem więcej: wybuchów było wiele. Najdonioślejszy i przynoszący najwięcej zniszczeń to ten, odnoszący się bezpośrednio do dewastacji rozsądku u wielu ludzi!

Niestety, prawda w tym konkretnym przypadku jest niezmiernie okrutna: śmierć na pokładzie Tupolewa 96 ludzi była nie tylko niepotrzebna, ona była wręcz głupia! Bo zawiniona zarówno przez arogancję, pychę i zwykłą niekompetencję tych, którzy za jej organizację odpowiadali, czyli przez kancelarię prezydenta, jak i załogę samolotu (kapitana przede wszystkim, bo to on podejmuje ostateczne decyzje odnoszące się do lotu!), a wreszcie przez tych Rosjan z wieży kontrolnej, którzy nie ustrzegli się błędów przy naprowadzaniu samolotu na pas startowy. Nie bez winy również, pośredniej co prawda, ale zawsze, jest tutaj nieżyjący prezydent Lech Kaczyński, a i zapewne jego brat Jarosław, czego mogłaby dowieść ostatnia rozmowa obu braci przeprowadzona tuż przed katastrofą. Niestety, nie znamy jej szczegółów, więc pozostają w tym zakresie jedynie domysły.

Na szczęście dla nas – ludzi jest coś takiego jak śmierć – śmierć w ogóle. Wszystkiego. Również różnego rodzaju sporów, waśni, mniejszych czy też większych wojenek. Dlaczego „na szczęście”? Ponieważ w kontekście różnego rodzaju dramatów, większych czy też mniejszych tragicznych wydarzeń, między innymi takich właśnie katastrof jak wyżej wymieniona, tak naprawdę nic nie jest ważne – ani nasze spory, ani słuszne czy też wydumane pomniki, ani nasza wzajemna wrogość czy też wręcz nienawiść. Ważne, że kiedyś, wcześniej czy później, dojdzie do oczyszczenia ziemi z idiotycznej, szkodliwej działalności człowieka. Co zresztą, myślę, wyjdzie na dobre nie tylko naszej planecie, ale w ogóle w szerszym kontekście całemu wszechświatowi! Nam, co zrozumiałe, już niekoniecznie. My jednak otrzymamy to, na co, tak naprawdę, zasługujemy: na zniknięcie. Na totalne unicestwienie!

Gdyby nie pomogły naturalne siły w pozbyciu się człowieka z planety Ziemia, mamy jeszcze w zanadrzu coś tak genialnego, jak wojna. Tego arcyludzkiego wynalazku nie można nie doceniać i lekceważyć; bowiem wraz z rozwojem broni masowego rażenia sami jesteśmy w stanie zniszczyć życie na ziemi i to bez niczyjej pomocy z zewnątrz. To jeden z przejawów naszego geniuszu! Tego pochodzącego oczywiście od Boga – Boga wojny, gdyby ktoś nie wiedział – który wystrugał człowieka, ponoć, na wzór i podobieństwo swoje. Krótko mówiąc – wcześniej czy później i tak mamy pozamiatane. Kto by się jednak tym martwił? Na pewno nie ów wyimaginowany przez człowieka Bóg!

30.05.2018 r.

środa, 30 maja 2018, adelmelua
Własność: Jarosław Czapliński

Polecane wpisy

  • Plan!

    Fajansiarze z partii Prawo i Sprawiedliwość, a tak naprawdę reprezentanci specyficznie pojmowanego prawa i takiejż sprawiedliwości, chcą zmieniać sądy, totalnie

  • O sądach raz jeszcze.

    Czy sądy powinny być niezależne, nie powinny podlegać żadnej władzy wykonawczej? Pytanie to powinno być w zasadzie z gatunku tych retorycznych, bo to oczywiste,

  • Elektorat, czyli na pstrym koniu…

    Wieś, to niezwykle niewdzięczny elektorat – niewdzięczny, bo zwykle nielojalny. Nie będę się tutaj wdawał w opisywanie przeszłości, jak to było przed wojn

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
więcej: www.kiler.blox.pl kontakt: czaplinski@tlen.pl