Blog > Komentarze do wpisu

Prezesowe banialuki, czyli – marsz to jest nasz ostatni!

– Ja, wielki zaklinacz rzeczywistości, chcę wam powiedzieć, muszę wam powiedzieć, że to ostatni nasz marsz – ostatni, bo nareszcie doszliśmy do celu – do prawdy. Jeszcze nie całej, co prawda, ale już jesteśmy bardzo blisko niej. Jak nigdy dotąd.

Osiągnęliśmy tak wysoki procent naszych celów, że możemy spokojnie i odpowiedzialnie powiedzieć – zwyciężyliśmy. A cele, które osiągnęliśmy, nas wyzwoliły. Bo nie ma prawdy bez wolności., a my jesteśmy już wolni. Dlatego właśnie mogę dzisiaj powiedzieć, że to był nasz ostatni marsz. Kończymy. Kończymy marsze, ale nie kończymy naszej walki, ona trwa dalej. Musi trwać! A my będziemy walczyć aż do samego końca – do zniszczenia naszych wrogów. Nie możemy nagle teraz osiąść na laurach, bo przeciwnicy, nasi zajadli wrogowie tylko czekają na nasze potknięcie, czyhają, żeby nas zaatakować. I wykończyć. Dlatego będziemy walczyć do ostatniego żołnierza. Tak właśnie – żołnierza. Bo my wszyscy jesteśmy przecież zwykłymi cywilnymi żołnierzami. Żołnierzami i żołnierkami, naturalnie, w służbie Rzeczypospolitej, naszej ukochanej ojczyzny!

Mniej więcej godzinę po tym przemówieniu doszło do spotkania Prezesa i jego sztabu.

Prezes: I jak, dobrze było? Podobało się?

Sztabowiec I: Bardzo, panie Prezesie. Piękna mowa!

 Sztabowiec II: Nic dodać, nic ująć.

Sztabowiec III: Tak, świetne wystąpienie. Jak zwykle zresztą, panie Prezesie. Tylko jednego nie potrafię zrozumieć: skoro tak nam dobrze idzie, to dlaczego to przerywać?

Prezes: Chodzi o marsze?

Sztabowiec III: Właśnie tak, o nie. Przecież mamy przeciwnika na łopatkach. Należałoby go teraz przydusić, żeby nawet nie zipnął i finał. Od tego momentu moglibyśmy robić, co tylko nam się żywnie spodoba.

Prezes: No tak, ale tak mi się wyrwało. Bo gdy tak tam stałem i gadałem, to nagle wpadła mi go głowy akurat taka stara piosenka, w której ktoś śpiewa – to chyba nasz ostatni taniec, czy coś podobnego – no i, przyznaję, trochę mnie poniosło.

Ona: Lombard.

Prezes: Słucham? Niby ja jestem lombard?

Ona: Ależ nie, oczywiście że nie, panie Prezesie. Mówię, że to Lombard śpiewał tę piosenkę.

Prezes: Ach tak. Lombard. No właśnie. Możliwe. Zresztą, tak między nami, to powiem wam, kochani, że jestem już tym serdecznie zmęczony. Wiecie – ciągłe to chodzenie w kółko co miesiąc, mróz nie mróz, deszcze czy zimno, trzeba było iść i maszerować w tym comiesięcznym pochodzie; poza tym to wchodzenie na drabinkę albo stołek, żeby mnie wszyscy widzieli; to przemawianie, muszę wam powiedzieć, trochę to wszystko już mnie męczyło. Dlatego postanowiłem na razie z nich zrezygnować. Tak tytułem próby. Potem zobaczymy co dalej. Na razie czas odpocząć. Oczywiście od marszów, nie od walki. Ta trwa nadal. Bo zwycięstwo musi być nasze i bezdyskusyjne. I, co ważne, miażdżące!

Sztabowiec I: Właśnie tak, panie Prezesie – zwyciężymy!  I to miażdżąco!

Wszyscy: Zwy-cię-żymy! Zwy-cię- żymy! Zwy-cię-żymy!...

11.04.2018 r.

środa, 11 kwietnia 2018, adelmelua
Własność: Jarosław Czapliński

Polecane wpisy

  • Równość. Gdzie i kiedy?

    Do niniejszego wpisu skłonił mnie przyjaciel, który na moje zawarte tutaj kiedyś przemyślenia co do tego, że wszyscy ludzie są sobie równi, aż się żachnął i pow

  • Wspomnienie.

    Jako że dzisiaj rocznica stanu wojennego, pomyślałem sobie, że nie od parady będzie przytoczyć tutaj pewien epizod. Mój on czy nie mój, nieistotne, ważne, że zw

  • Występek jednych, odrzucenie bojaźni przez drugich.

    Każda zamknięta społeczność, mniejsze czy też większe grupy ludzi, odseparowane od tzw. większości, zamknięte w swoim hermetycznym świecie, mają to do siebie, ż

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
więcej: www.kiler.blox.pl kontakt: czaplinski@tlen.pl