Blog > Komentarze do wpisu

O in vitro raz jeszcze.

   Po raz kolejny rozgorzała całkiem niepotrzebna dyskusja o powyższej metodzie zapładniania kobiet, które nie mogą się stać szczęśliwymi matkami w sposób, że tak powiem, tradycyjny na jakimś tam kopulodromie. Piszę świadomie „niepotrzebna dyskusja”, ponieważ sprawa jest o tyle prosta, że dotyczy dwóch odmiennych postaw światopoglądowych, zamykających się w pewnym sensie w dwóch pojęciach: z jednej strony w szlachetnej prokreacji, z drugiej zaś w paskudnej, że się tak wyrażę, „reprodukcji”. Bo o ile pierwsza z nich opowiada się za naturalną drogą pojawiania się życia, o tyle druga dopuszcza zewnętrzną ingerencję (czytaj: nie boską!) w ów proces, czyli w tzw. „boskie dzieło stworzenia”. Dopuszcza ingerencję medyczną, która – według mnie –  jest niezbędna i ze wszech miar pożądana! Ci, oczywiście, którzy uważają inaczej i są temu przeciwni, bezapelacyjnie odrzucają ją w zasadzie jako zbrodniczą, tłumacząc, że niniejsza nienaturalna droga pojawienia się życia to, technicznie rzecz ujmując, właściwie zabijanie iluś-tam potencjalnych istnień ludzkich, jakie mogłyby powstać z męskiego nasienia w połączeniu z kobiecym jajeczkiem.

    Myślę, że dla inaczej myślących takie przedstawienie tego zagadnienia jest jak najbardziej bzdurne, a najgorsze, że również szkodliwe! Szkodliwe szczególnie dla tych, którzy tego upragnionego dziecka mieć nie mogą drogą naturalną i dla których jedynym sposobem posiadania potomstwa jest właśnie metoda in vitro. Bzdurne gadanie przy tym o jakimś niby „zabijaniu”, tj. o „marnowaniu” materiału rozrodczego, jest najzwyczajniej w świecie bezsensowną czczą gadaniną, ponieważ takie „marnowanie” odbywa się również w sposób naturalny przy każdym męsko-damskim zbliżeniu, a także poza nim! Wtedy, co prawda, nie mamy do czynienia jeszcze z zarodkiem, niemniej również chodzi o „materiał”, z którego owa zygota może powstać! A co z innymi, że się tak wyrażę, „pustymi” przebiegami kobiecego jajeczka? Co z nocnymi mimowolnymi polucjami chłopców i mężczyzn? Co z samogwałtami? Oczywiście, z pozycji religii ograniczającej ludzką wolę, to grzech i tym samym rzecz niedopuszczalna! Ale co zrobić, gdy jest, istnieje, a przez dopuszczających się tej „haniebnej” czynności tak postrzegana nie jest? Może stworzyć nową obowiązującą powszechnie obyczajowość, która strzegłaby naszej moralności w tym zakresie, hm?

    Powiem krótko: wszyscy natchnieni obrońcy życia, a tym samym rycerze jakiegoś boga, dajcie żyć! Jeżeli nawet jakiś bóg stworzył wszystko, co jest i nie jest, to również wyposażył nas w nasze zdolności, które mają nam służyć dla naszego dobra, a nie na zgubę. Nie bądźcie bardziej boscy od jakiegokolwiek boga, czy papiescy od samego papieża. Nie rozpatrujcie powoływania przez człowieka życia w kategoriach niewybaczalnego przestępstwa, bo to absurd! In vitro to nie zbrodnia, to pomoc niesiona przez człowieka drugiemu człowiekowi właśnie w imię życia! Bo wyobraźcie sobie świat za sto, czy dwieście lat i niemożność zajścia w ciążę przez wszystkie kobiety w sposób naturalny w wyniku np. jakiejś światowej epidemii. Co wówczas byście zrobili? Z równie szaloną zawziętością bronilibyście naturalnego sposobu prokreacji, zwalczając jedyną metodę gwarantującą przetrwanie ludzkości?

    P.S.

    Jako że pisałem już o tym jakiś czas temu, zainteresowanych tematem odsyłam do mojego tekstu z 26 czerwca 2012 roku. Oto link do tego wpisu:

http://dagome.blox.pl/2012/06/In-vitro.html

        14.03.2015 r.

sobota, 14 marca 2015, adelmelua
Własność: Jarosław Czapliński

Polecane wpisy

  • Równość. Gdzie i kiedy?

    Do niniejszego wpisu skłonił mnie przyjaciel, który na moje zawarte tutaj kiedyś przemyślenia co do tego, że wszyscy ludzie są sobie równi, aż się żachnął i pow

  • Wspomnienie.

    Jako że dzisiaj rocznica stanu wojennego, pomyślałem sobie, że nie od parady będzie przytoczyć tutaj pewien epizod. Mój on czy nie mój, nieistotne, ważne, że zw

  • Występek jednych, odrzucenie bojaźni przez drugich.

    Każda zamknięta społeczność, mniejsze czy też większe grupy ludzi, odseparowane od tzw. większości, zamknięte w swoim hermetycznym świecie, mają to do siebie, ż

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2015/03/15 06:33:50
Wiesz co, to jest bardzo niejednoznaczna sprawa; przez dlugi czas bylam gotowa bronic zebami i pazurami metody in vitro, teraz waham sie. Pomijajac wszystko inne - owszem, ludzie powinni miec prawo do skorzystania z tej metody, gdy zawiedzie wszystko inne, bez wzgledu na natchnione banialuki o radosnie gaworzacych zarodkach. Ale tez - jest tyle dzieci ktore czekaja na rodzicow. Wiem, adopcja to trudna decyzja, ale moze zaslugujaca na zauwazenie, na chocby rozwazenie. A mam wrazenie, ze zeszla na drugi plan. Szkoda.
-
2015/03/16 00:27:34
Masz rację - to i niejednoznaczna, i diablo trudna sprawa. Ja stoję na innej pozycji - męskiej, więc nie wszystko mnie tutaj dotyczy w takim stopniu jak kobietę, tym samym jest mi chyba "łatwiej" przyjąć kwestię adopcji. Myślę jednak, że zdecydowana większość kobiet chce zostać matką w sposób, że się tak wyrażę, naturalny, stąd zapewne wynika pragnienie urodzenia "własnego" dziecka. To oczywiście dobrze, że istnieje możliwość adopcji, ale nie w każdym przypadku jest to udane rozwiązanie. Dlatego uważam, że powinno się w tym zakresie pozostawić decyzję jednak kobiecie. Wolność jednostki do wyboru i prawo do szczęścia ponad wszystko!
więcej: www.kiler.blox.pl kontakt: czaplinski@tlen.pl