Blog > Komentarze do wpisu

Lekarze i księża, czyli słówko na niedzielę.

    Mógłby ktoś zapytać: Dlaczego, co jedni i drudzy mają ze sobą wspólnego? Otóż mają, i to bardzo dużo! Bo nie kto inny, jak właśnie przedstawiciele obu ww. profesji, od wieków pozostają tymi, którzy dbając o naszą kondycję – jedni w sferze duchowej, drudzy – cielesnej, postawili siebie w pozycji uprzywilejowanej, wynikającej z roli, jaką spełniali przez długie tysiąclecia w swoich społecznościach, tzn. zarówno jedni jak i drudzy ustawili siebie niejako w roli pośredników pomiędzy zwykłymi śmiertelnikami, jakimi jest większość z nas, a tym, którego (którą!) uważa się za Stwórcę (Stwórczynię!) wszech rzeczy tak widzialnych, jak i niewidzialnych.

    Postawa taka oczywiście nie wzięła się znikąd, ona zrodziła się w wyniku postrzegania przez ogół wyżej wymienionych jako ludzi wyjątkowych, którzy posiedli niedostępne innym umiejętności. To z kolei pozwoliło tym ostatnim uzurpować sobie prawa przynależne jedynie Stwórcy (Stwórczyni) wszechświata, co następnie doprowadziło do powszechnego uznania ich nieomylności i znajomości przez nich prawd ostatecznych, w tym prawdy istnienia. W konsekwencji cały ten proces zaowocował w końcu nobilitacją przedstawicieli obu wyżej wymienionych profesji, wynosząc ich właściwie na pozycje niedostępne dla nikogo!

   Taki stan rzeczy stał się z czasem dla społeczeństw nieznośny i nie do zaakceptowania. Im więcej bowiem zdarzało się nieprawidłowości i pomyłek dotykających zwykłych śmiertelników, im więcej przykładów niewłaściwego postępowania i zgorszenia, tym większe pojawiało się niezadowolenie większości społeczeństw i determinacja do odrzucenia strachu i niezgody na tolerowanie tego, co oba zawody zżerało właściwie od środka.

    W ten sposób dotarliśmy do dzisiaj, do początków XXI wieku, w którym nastąpiło wyzwolenie jednostki spod kurateli jednych, jak i drugich. Wiedza dzięki radiu, telewizji, a w szczególności Internetowi stała się tak łatwo dostępna, właściwie na wyciągnięcie dłoni, że w końcu spowodowało to, iż słowa księdza czy lekarza przestały być postrzegane jak wyrocznia! W tym właśnie momencie słowa jednych, jak i czyny drugich, przestały funkcjonować jako nieodwołalna i niepodważalna ostateczność. Świadomość większości ludzi bowiem ewoluowała tak bardzo, że coraz częściej to, co obie grupy budowały przez setki lat, zostało mimowolnie poddane w wątpliwość. Odrzucono wreszcie okowy strachu, koniunkturalności i poprawności religijnej, ludzie sami zaczęli szukać odpowiedzi na najważniejsze egzystencjalne pytania. I dobrze, że tak się stało, tak powinno być. Każdy człowiek bowiem sam, pojedynczy, powinien szukać odpowiedzi na pytania: po co, dlaczego, jak, czy dokąd?

        15.03.2014 r.

niedziela, 15 marca 2015, adelmelua
Własność: Jarosław Czapliński

Polecane wpisy

  • Równość. Gdzie i kiedy?

    Do niniejszego wpisu skłonił mnie przyjaciel, który na moje zawarte tutaj kiedyś przemyślenia co do tego, że wszyscy ludzie są sobie równi, aż się żachnął i pow

  • Wspomnienie.

    Jako że dzisiaj rocznica stanu wojennego, pomyślałem sobie, że nie od parady będzie przytoczyć tutaj pewien epizod. Mój on czy nie mój, nieistotne, ważne, że zw

  • Występek jednych, odrzucenie bojaźni przez drugich.

    Każda zamknięta społeczność, mniejsze czy też większe grupy ludzi, odseparowane od tzw. większości, zamknięte w swoim hermetycznym świecie, mają to do siebie, ż

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
więcej: www.kiler.blox.pl kontakt: czaplinski@tlen.pl