Blog > Komentarze do wpisu

W. Shakespeare – Burza, Ryszard III, Cymbelin.

    Dzisiaj będzie nietypowo, bo niezwykle teatralnie. Zacznę zatem od Ryszarda III – i to najkrócej, jak tylko potrafię, żeby zanadto nie nudzić.

    Oczywiście nie wycofuje się z tego, co kiedyś o Nim napisałem: Shakespeare – ktokolwiek ukrywał się pod jego nazwiskiem – to genialny spryciarz! Jego sztuki są cholernie naciągane, nierzeczywiste, a całość sztucznie przeciągana aż do znużenia. Ja, przyznaję, taką właśnie strzałą znudzenia zostałem trafiony i to skutecznie – zasnąłem dwadzieścia minut przed końcem spektaklu. Zanim to jednak nastąpiło, pojawiła się u mnie pewna refleksja.

     Ryszard III i Stalin. Dziwne? Zaskakujące? Być może. Niemniej dla mnie, to podręcznikowy wręcz przykład podobieństw, niemalże bliźniaczych. Chodzi o zbieżność metod w sprawowaniu swoich rządów przez obu panów, których szaleństwo widać wyraźnie. Stąd wyciągam wniosek, że jeżeli w ogóle cokolwiek było znane Stalinowi z twórczości angielskiego dramaturga, to z całą pewnością była to właśnie ta sztuka – Ryszard III! Widać, że dokładnie ją przeanalizował, stając się jego doskonałym uczniem. Tym doskonalszym, że w pewnym momencie przerósł nawet swojego mistrza!

     Z kolei Cymbelin to sztuka, w której, gdyby absurd był w jakikolwiek sposób mierzalny, to okazałoby się, że ten utwór – osobiście dla mnie potwór – byłby tutaj rekordzistą! I mimo najszczerszych chęci nie jestem wstanie spojrzeć na to inaczej. Nawet nie dlatego, że nie chcę czy też nie potrafię, bo jestem w jakiś sposób do Niego uprzedzony, rzecz w tym, że inna optyka jest po prostu niemożliwa. Jego sztuki, niestety, to nie tyle teatr absurdu, co bardziej teatralny absurd! Bez granic! Kreacja nierzeczywistości, a On sam to – użyję tutaj słów wypowiedzianych przez Trockiego pod adresem Stalina: „genialna przeciętność”. Z tą jednak różnicą, że w przypadku Shakespeare’a mamy do czynienia z ogromną wyobraźnią. I tylko szkoda, że dzisiaj nie ma Go wśród nas, bo zapewne byłby mistrzem w literaturze science fiction. Nie dramat, ale właśnie fantastyka byłaby Jego specjalnością. Na tym polu byłby niekwestionowanym mistrzem! Przynajmniej ja tak to widzę, tak oceniam.

    Podobnie jest z kolejnym Jego dramatem – Burza. Właściwie należałoby napisać Burza, Burza i… po burzy! Więcej bojaźni niż poważnego zagrożenia. Ot, „z dużej chmury mały deszcz”.

  Niestety, potwierdziło się – ona jeszcze bardziej utwierdziła mnie w przekonaniu, że większego naciągacza w światowej literaturze nie było! Tylko że nie tyle on tutaj zawinił, co potomni – to oni Go wynieśli na owe wyżyny dramaturgii światowej, dostrzegając te rzeczy, które Jego sztuki nie zawierają! Więcej – On sam, jestem tego pewien, nawet by nie pomyślał, że tam je zamieścił! Zapewne co innego mu przyświecało, gdy je pisał, inna idea i ich przeznaczenie. Wiedział, kto będzie odbiorcą Jego twórczości, więc przykrawał je dla osobnika niewyrobionego teatralnie, niewykształconego i prostego, którego świat wewnętrzny – jestem pewien – był dużo uboższy niż świat człowieka żyjącego dzisiaj, a przez to i jego zdolności percepcyjne były poważnie ograniczone.

    Dlatego nie ma we mnie zgody na stawianie w jednym rzędzie widza z przełomu XVI i XVII wieku z tym dzisiejszym, współczesnym. Bo to, jeżeli nie jest pewnego rodzaju afrontem, to z całą pewnością pozostaje sporym nadużyciem, czymś, delikatnie rzecz ujmując, nie na miejscu w stosunku do tego ostatniego, słowem do nas, tym samym i do mnie! A ja, bez obelgi naturalnie dla szacownych protoplastów, na takie stawianie mnie w jednym rzędzie z nimi po prostu się nie zgadzam.

    – Nie zgadzam, panie W. Shakespeare, słyszy pan? Panie Ch. Marlowe – nie zgadzam się!

      26.12.2013 r.

czwartek, 26 grudnia 2013, adelmelua
Własność: Jarosław Czapliński

Polecane wpisy

  • Równość. Gdzie i kiedy?

    Do niniejszego wpisu skłonił mnie przyjaciel, który na moje zawarte tutaj kiedyś przemyślenia co do tego, że wszyscy ludzie są sobie równi, aż się żachnął i pow

  • Wspomnienie.

    Jako że dzisiaj rocznica stanu wojennego, pomyślałem sobie, że nie od parady będzie przytoczyć tutaj pewien epizod. Mój on czy nie mój, nieistotne, ważne, że zw

  • Występek jednych, odrzucenie bojaźni przez drugich.

    Każda zamknięta społeczność, mniejsze czy też większe grupy ludzi, odseparowane od tzw. większości, zamknięte w swoim hermetycznym świecie, mają to do siebie, ż

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
więcej: www.kiler.blox.pl kontakt: czaplinski@tlen.pl