Blog > Komentarze do wpisu

Kosmici, a prawdziwe zagrożenie.

   Wydawać by się mogło, że w zasadzie nie ma większego sensu pisać o potencjalnych przybyszach z kosmosu, ponieważ do tej pory twardych i namacalnych dowodów ich istnienia nikt nie posiada. Ale tylko z pozoru może wyglądać to na zajęcie jałowe i bezproduktywne. Bo to jest tak jak z wiarą: nikt nigdy nie widział nie tylko samego Boga, ale nawet biblijnego raju czy też piekła, co jednak nie przeszkadza ludziom wierzyć w istnienie tego, co właśnie wyżej wymieniłem. Więc nie jest to jedynie kwestia wiedzy – choćby i tajemnej, ile bardziej odczuć i zwykłych ludzkich pragnień. Po prostu ci, co chcą wierzyć – wierzą, i tyle. Innym zagadnieniem jest sprawa prawdziwości i możliwości udowodnienia istnienia tego, w co się wierzy. Podobnie rzecz się przedstawia właśnie z tzw. przybyszami z kosmosu. Niby ich nie ma, ale... podyskutować zawsze o tym można. Zatem…

   Ostatnio oglądałem program, z którego dowiedziałem się, że jakoby istnieją jakieś plany  odnoszące się do ewentualnej walki z kosmitami, gdyby tacy w końcu pojawili się w tej części wszechświata i zagrozili ziemi. Przyznam, że trochę mnie to skonsternowało, bo zupełnie sobie nie wyobrażam takiej walki. Ba – w ogóle nie wyobrażam sobie podjęcia jakiejkolwiek z nimi walki z szansami na sukces. No, ale pomarzyć zawsze można. Tym bardziej, że człowiek to, jak wiadomo, brzmi dumnie, więc z całą pewnością potęgą jesteśmy i basta! Nikt nam tutaj nie podskoczy!

    To, że dobre samopoczucie i przeświadczenie o swojej potędze to jedno, a realia to drugie – przekonywać chyba nikogo nie muszę. Osobiście uważam więc, że nasze buńczuczne zapowiedzi o jakichś tam planach na wypadek inwazji przybyszów z kosmosu, najzwyczajniej w świecie mnie śmieszą. Z dwóch powodów: pierwszy – to fakt posiadanej przez nich nad nami przewagi. Innymi słowy głupotą byłoby z ich strony udowadnianie tego, co oczywiste. Drugi z kolei powód, to konstatacja wynikająca już z samego faktu ich przybycia tutaj. Innymi słowy chodzi o to, że, jeżeli dotarli do ziemi z innej, na pewno odległej planety, tzn., że dysponują dużo lepszą techniką od nas, czyli znajdują się na znacznie wyższym etapie cywilizacyjnego rozwoju, co w tym przypadku byłoby równoznaczne z możliwością dosyć szybkiego zneutralizowania nas, tym samym również naszego wobec nich zagrożenia. Podejrzewam nawet, że zaczęliby od naszych satelitów, następnie przeszliby do odcięcia nam energii na ziemi, po czym, gdybyśmy zareagowali prymitywnie, czyli użyciem broni konwencjonalnej, zostaliby niejako zmuszeni do wdrożenia fazy trzeciej swojej operacji – eliminacji ludzkiego gatunku. Pytanie jednak, które musi się tutaj pojawić brzmi: po co mieliby to robić? Co by im dało udowadnianie czegoś, co byłoby już wiadome od momentu ich pojawienia się tutaj? Przyznam, że nie wiem. I mocno wątpię w taki hipotetyczny rozwój wydarzeń. Pokonanie nas bowiem nie przedstawiałoby dla nich żadnych trudności, więc satysfakcja z odniesionego zwycięstwa również byłaby marna, żeby nie powiedzieć groteskowa. Dlatego śmieszą mnie owe informacje czy zapowiedzi posiadania jakichś planów obronnych na wypadek przybycia tutaj kosmitów. Tak naprawdę nie mamy nic i niczym sensownym nie dysponujemy w razie ich ataku. Myślę, że naszą najlepszą i najskuteczniejszą bronią w takiej sytuacji może się okazać jedynie pokojowe nastawienie. I Tyle. Dzisiaj powinniśmy się raczej skupić na realnym zagrożeniu, jakim może się okazać uderzenie w ziemię jakiejś zabłąkanej w przestworzach asteroidy. Innymi słowy zagrożenie kosmiczne tak, ale na pewno nie pochodzące od kosmitów! Bo efekty takiego zderzenia z ziemią na pewno będą daleko bardziej tragiczne niż ewentualne spotkanie z owymi przybyszami. Co zresztą w ostatnim czasie, tak myślę, świetnie unaocznił wszystkim niedowiarkom, chociaż w niewielkim może zakresie, meteoryt, którego fragmenty spadły w okolicach Czelabińska w Rosji. Piszę świadomie „spadły”, bo gdyby doszło do silnego uderzenia meteorytu o większej masie, mielibyśmy do czynienia z dużo bardziej opłakanymi konsekwencjami tego zdarzenia. Na szczęście skończyło się jedynie na materialnych zniszczeniach. Na razie. Następny raz może się okazać już nie tak pomyślny.

     31.05.2013 r.

piątek, 31 maja 2013, adelmelua
Własność: Jarosław Czapliński

Polecane wpisy

  • Równość. Gdzie i kiedy?

    Do niniejszego wpisu skłonił mnie przyjaciel, który na moje zawarte tutaj kiedyś przemyślenia co do tego, że wszyscy ludzie są sobie równi, aż się żachnął i pow

  • Wspomnienie.

    Jako że dzisiaj rocznica stanu wojennego, pomyślałem sobie, że nie od parady będzie przytoczyć tutaj pewien epizod. Mój on czy nie mój, nieistotne, ważne, że zw

  • Występek jednych, odrzucenie bojaźni przez drugich.

    Każda zamknięta społeczność, mniejsze czy też większe grupy ludzi, odseparowane od tzw. większości, zamknięte w swoim hermetycznym świecie, mają to do siebie, ż

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2013/05/31 12:10:31
aspekt mentalny, inny wymiar zdaje się nie jest tylko magią :)
lepiej się zaprzyjaźniać niż walczyc :)
-
2013/05/31 12:34:19
Pełna zgoda!:))) Chociaż tutaj, między ludźmi tej zgody nigdy niestety nie będzie. Bo epoka "dzieci kwiatów" przeminęła, niestety, bezpowrotnie(; Ale na jutro przygotowałem dłuższy na ten temat tekst, zobaczymy, czy zgodzisz się z jego treścią. Chociaż jedno muszę podkreślić: ja oczywiście zawsze będę mentalnie należał do tamtej epoki, kiedy grali The Mamas and The Papas, The Doors, czy choćby nasz Breakout;)))
Pozdrawiam serdecznie;)
-
2013/05/31 12:54:28
adelmelua:) ośmielę się zauważyć, ze my swoimi myslami programujemy przyszły świat i to jest prosta prawda, ktorą tak trudno nam pojąć:) Twoje stwierdzenie.... " Chociaż tutaj, między ludźmi tej zgody nigdy niestety nie będzie." ( NIGDY NIE BĘDZIE) jest wlasnie takim przekonaniem programującym przyszłość, ....a tak nawiasem mowiac, to skąd Twoja pewnosć, że nigdy tak nie będzie? to tylko Twoja wiara, co do przyszłości...i w tym aspekcie wiara nabiera szczegolnej mocy bo moim zdaniem ważne jest w co wierzymy...i jaki świat poprzez swoje mysli materializujemy...
Tu nie chodzi też o to, abyś Ty się zgadzał z tym co ja piszę, czy abym ja się zgadzała z tym co Ty piszesz.....jak na moje oko, to sobie tylko uświadamiamy, ze wiele światów wspolistnieje obok siebie....walka się skonczy, jak przestaniemy sobie udowadniać swoje rację:))) i jak przestanie nam zalezeć, ze ktos te racje musi mi potwierdzić....
-
2013/05/31 17:58:39
Jak najbardziej, bossanovo! Chociaż, przyznasz, fajnie jest mieć rację;))) Dlatego zgadzam się z tobą,co do tej próby udowadniania sobie swoich racji, bo faktycznie całkiem nie oto na blogach chodzi. Osobiście lubię w rozmowie z kimś się nie zgadzać, ponieważ "konflikt" poglądów na daną sprawę czy zjawisko ogromnie mnie inspiruje i jest bodźcem do przemyśleń na temat tego, co usłyszałem od rozmówcy i poszukiwań kolejnych argumentów w dyskusji. Blog, mimo najlepszych chęci, raczej tego nie zastąpi. On jednak spełnia inną rolę.
Serdecznie pozdrawiam:)
-
2013/05/31 21:56:52
A ja czasem mam wrażenie, że kosmici są wśród nas ;)
-
2013/06/01 05:44:49
Ha,ha,ha...;)))
więcej: www.kiler.blox.pl kontakt: czaplinski@tlen.pl