Blog > Komentarze do wpisu

Dewiza polityków: leżącego należy skopać.

      Ale czy to coś dziwnego i zaskakującego? Oczywiście że nie! Od dawna przecież wiadomo, że w polityce niezmiernie trudno o przyjaźnie. Jeżeli takie w ogóle są możliwe. I osobiście nie wymagam ich od polityków. Ale zwykłej ludzkiej przyzwoitości i szacunku już tak.

     Nigdy nie lubiłem protekcjonalnego tonu jednych osób wobec drugich, bo niemal zawsze oznacza to pogardę i lekceważenie. Patrzenie niejako „z góry”. Ustawianie siebie w relacji z kimś w roli – ja panisko, ty – poddany, tzn. ktoś gorszy. A taki właśnie pogardliwy wręcz stosunek wobec Janusza Palikota w ostatnich dniach zauważyłem u wielu polityków. Ale i nie tylko u nich.

    Zapewne wiele można J. Palikotowi zarzucić, ale na pewno nie to, że jest czymś najgorszym na naszej scenie politycznej; że jest kimś, z kim nie powinno się rozmawiać, bo to dyshonor; że w końcu jest kimś, kto psuje naszą scenę polityczną. Tak jakby ona była samym zdrowiem – nienagannie etyczna, z klasą i na poziomie. A to wierutna bzdura! Bo ani J. Palikot nie jest jej wcielonym złem, ani politycy nie są tak czyści i krystaliczni na jakich pozują i chcieliby siebie widzieć.

    W ostatnim czasie, po jego niefortunnej i niepotrzebnej wypowiedzi (jej część, ta najbardziej soczysta, jak zwykle wyrwana została z kontekstu) odnoszącej się do Wandy Nowickiej, wielu polityków zaczęła tak właśnie się zachowywać, jak napisałem wyżej, czyli w odniesieniu do J. Palikota niezwykle protekcjonalnie. Zaczęli wypowiadać się tak, jakby sobie nie mieli nic do zarzucenia, byli czyści jak łza, nieskalani, bogobojni, no, prawie że święci!

      To, że politycy z prawej sceny politycznej będą w stosunku do niego bezkompromisowi i niesprawiedliwi w swoich ocenach, to nic nowego. Ale że Leszek Miller przyłączy się do chóru malkontentów, to już pewnego rodzaju niespodzianka. Widocznie polityka na tym polega, że jeżeli ktoś się potknie i upadnie, to trzeba natychmiast podejść i przyłączyć się do grupy kopiących, żeby uniemożliwić leżącemu szybkie powstanie.

     Leszek Miller przy okazji zrobił jeszcze jedną głupią rzecz: świadomie zrezygnował z tworzenia trzeciej ważnej siły na naszej scenie politycznej. Ale to dobrze. Bo im więcej ludzi od niego odejdzie, tym szybciej i on zniknie z polityki. A że zniknie, bo za jego rządów SLD nie przekroczy 10% poparcia w następnych wyborach, to dla mnie pewne. „Oczywista oczywistość”, jak powiedział jeden z naszych nieudanych klasyków politycznych. Ale to żadna strata. Od dawna uważam, że L. Miller to wartość ujemna dla lewicy, więc płakał po nim nie będę. Więcej – życzę mu porażki. I to, jeżeli możliwe, jak najszybszej. Albowiem jego porażka, to wbrew pozorom w konsekwencji zwycięstwo lewicy!

        25.02.2013 r.

poniedziałek, 25 lutego 2013, adelmelua
Własność: Jarosław Czapliński

Polecane wpisy

  • Wstanie z martwych, czyli bajer na potęgę!

    Kiedyś kursowało takie powiedzenie, szczególnie w odniesieniu do kiepskich sensacyjnych filmów, mianowicie: zabili go i uciekł . Piszę o tym, ponieważ ilekroć m

  • Finalne odliczanie?

    Przepowiedni, z reguły zwiastujących koniec rodzaju ludzkiego, a tym samym wieszczący koniec czasów w historii ludzkości było wiele. Ich źródłem były zarówno pr

  • Intuicja – pochodna reinkarnacji?

    Intuicja – czym ona jest? Zmysłem, tym atawistycznym instynktem odziedziczonym po naszych przodkach? A jeżeli tak, to czy ona również jest dowodem na̷

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
więcej: www.kiler.blox.pl kontakt: czaplinski@tlen.pl